13 wrz 2014

Garść nowości | Lirene i Under Twenty

Będę chyba jedną z ostatnich chwalipięt (jeśli nie ostatnią), która pokazuje niespodziankę od Pań Erisek, ale nie mogę się nie pochwalić. Paczka dotarła do mnie we wtorek, ale dopiero dzisiaj miałam czas, żeby na spokojnie usiąść, porobić zdjęcia, wczytać się w opakowania. Po raz kolejny Eriskom udało się mocno poprawić mi nastrój, a radości przy odpakowywaniu miałam naprawdę co niemiara. Poniżej możecie zobaczyć co takiego znalazło się w paczce z nowościami Lirene i Under Twenty. Zdjęcia tradycyjnie na podłodze, bo nigdzie indziej się z tym nie zmieściłam :D. 


W paczce znalazłam całe mnóstwo przyjemności, kilka nowości Lirene, kilka Under Twenty i jak to u Erisek - kilka gadżetów. Sama nie wiem, co podoba mi się najbardziej! Ogromne żele pod prysznic pachną po prostu obłędnie (moim faworytem jest Szampańska Truskawka), kosmetyki do pielęgnacji stóp w duecie z masażerem to strzał w dziesiątkę (w końcu relaksu nigdy za wiele). Żel z Under Twenty zdążyła już przygarnąć siostra, ja za to właśnie siedzę w oczyszczającej maseczce nałożonej na twarz, podczas gdy obok pali się sojowa świeca, którą od Lirene dostałam w zestawie z kosmetykami z nowej serii Emolient. Balsam już miałam okazję wypróbować i zapowiada się naprawdę nieźle. Odżywczego serum jestem jeszcze bardziej ciekawa, mam przeczucie, że oba kosmetyki poradzą sobie z coraz to bardziej suchą skórą (zima idzie!). Uroczy koszyk krył w sobie rumiankowy płyn do higieny intymnej wraz z cudownie pachnącymi dodatkami. Jakby mi było jeszcze za mało relaksu, do dyspozycji zawsze zostaje jeszcze książka. Mi akurat trafiły się "Macowe fiołki" autorstwa Sarah Jio. 

Jak mija Wam weekend? Ja tym razem postawiłam na całkowity relaks, mój organizm ciężko się domaga naładowania akumulatorów. Miłego!:)

Pozdrawiam,
Panna Joanna
1 wrz 2014

Hello autumn!

Nigdy nie lubiłam jesieni, zawsze kojarzyła mi się z powrotem do szkoły, deszczem, zimnem. Na samą myśl o listopadowych dniach wpadałam w przysłowiową jesienną depresję i nie mogłam doczekać się wiosny. Ostatnio jednak przychylniej spoglądam na tę porę roku. Lato tego roku było dla mnie ogromnym życiowym przełomem, mam nadzieję, że jesień przyniesie mi trochę spokoju, tak abym spokojnie mogła czekać na to co lubię najbardziej - białą, mroźną zimę. Nie wiem czy też tak macie, ale ja kojarzę pory roku z kolorami i zapachami. Temperatura i te wszelkie przemiany za oknem jakoś mi umykają, ale zawsze instynktownie zmieniam zapachy i barwy, którymi się otaczam. Sięgam po ciemne lakiery, brokaty, stawiam na mocniejszy makijaż oczu czy ust, z półki wybieram perfumy o bardziej otulającym aromacie. W tym roku po tym właśnie poznałam, że nieuchronnie nadeszła jesień - na paznokciach drugi raz z rzędu zagościł ciemny lakier, z szafy na podręczną półkę przeniosły się miękkie swetry, a z szuflady na widok przeskoczyło pudełko ze świeczkami (i teraz też woskami). Dzisiaj po powrocie z pracy poczułam coś w rodzaju "natchnienia" - dawno nie malowałam, nie robiłam zdjęć i zdecydowałam, że dzisiejszy dzień będzie idealny aby przełamać ten stan. Poniżej mała próbka tego, co udało mi się uchwycić w obiektywie. Długo już chodziły za mną ombre usta w towarzystwie zielonego oka. 



Pozostając w jesiennym klimacie, uciekam pod ciepły koc, odpalam wosk Home Sweet Home i zanurzam się w testach na prawko :). Miłej nadchodzącej jesieni życzę!

Pozdrawiam,
Panna Joanna

30 sie 2014

I'm alive!

Nie lubię tego, że jest mnie tu tak mało, ale muszę Was poprosić jeszcze o chwilę cierpliwości. W pracę już się wciągnęłam, zdarza się nawet, że te osiem godzin mija mi jak z bicza trzasnął, rano nie płaczę już na dźwięk budzika, ale ciągle jeszcze wisi nade mną widmo magisterki i prawa jazdy. Tu też właściwie jest sporo postępów, bo w pracy dyplomowej został mi już właściwie wstęp do skończenia, w aucie też coraz nieco lepiej - przynajmniej inne samochody przestały na mnie trąbić, a ja w końcu nie boję się odwracać głowy na boki w trakcie jazdy. Żeby nie było, że blog leży tak całkiem odłogiem (jeszcze byście pomyślały, że go porzuciłam!), to dzisiaj wpadam z krótkim postem z cyklu "co ostatnio u mnie", tak ot, żeby się zrelaksować. 


1. Pod koniec września wybieram się na wesele do swojej chrzestnej. Miałam ogromną zagwozdkę co do sukienki. Nie chciałam żadnej błyszczatej, świecącej, szeleszczącej kiecki, jednocześnie miałam na względzie, że za miesiąc  może już być dość chłodno, no i oczywiście zależało mi na tym, żebym mogła sukienkę założyć więcej niż raz. Od samego początku ubzdurałam sobie rękaw 3/4 i na żadną inną sukienkę nawet nie patrzyłam. Objechałam w ciągu ostatniego miesiąca chyba wszystkie sklepy i już byłam dość zrezygnowana, ale w końcu dzisiaj po wielu kilometrach przemierzonych w centrach handlowych znalazłam tę idealną. Minimalnie za kolano, ołówkową, granatową w kwiatowe wzory, choć ten wzór jest taki nie do końca oczywisty, wygląda trochę jak takie stare hafty. Im bliżej dołu sukienki tym wzór jest rzadszy, a przy talii dodatkowo wstawiona jest fuksjowa lamówka. Mimo, że kiecka ma krój ołówkowy, a przy moim tyłku taki fason zawsze wyglądał po prostu fatalnie, ta akurat leży idealnie i robi ze mnie bardziej J.Lo aniżeli Grycankę po efekcie jojo. Nie mam za to kompletnie pomysłu na dodatki i tu pytanie do Was - co byście do niej założyły? Dodam, że planuję iść w rozpuszczonych włosach, bo kolejnego koszmarnego upięcia od fryzjera nie zniesę :P. Wszelkie sugestie mile widziane.
2. Zawsze wiedziałam, że mój Osobisty jest wyjątkowy (innego bym przecież nie chciała :P), ale ostatnio przebił samego siebie. Wybraliśmy się do kina (nawiasem pisząc - nowy film Allena jest bardzo przyjemny), napomknęłam, że chcę jeszcze wstąpić do Natury bo brakuje mi zwykłego jasnego lakieru. Nieszczęśliwie się złożyło, że nie wzięłam ze sobą portfela i o swoich naturowo-lakierowych planach zdążyłam zapomnieć. Po seansie skierowałam się do wyjścia, a Osobisty wciągnął mnie do drogerii i kazał szukać tego lakieru. No kto ma lepiej?:D Swoją drogą, chyba udało mi się nawet przypadkiem wybrać lakier z nowej serii My Secret, świetny jest. 
3. Blondziłam się i blondziłam, aż się zblondziłam. Jednak jako typowa kobieta, po raz kolejny zmieniłam zdanie... Może nie do końca była to decyzja podyktowana zwykłym babskim "widzimisiem", ale samymi włosami - rosną mi po prostu jak szalone, a ja chyba bym oszalała, jakbym co dwa tygodnie musiała poprawiać ciemniejszy odrost, w związku z tym zdecydowałam się na powrót do swojego naturalnego odcienia. Po raz kolejny zdecydowałam się na farbę Olia, poprzednio byłam z niej zadowolona, mam nadzieję, że i teraz nie narobi cyrków.
4. Jakiś czas temu dostałam kilka drobiazgów od firmy Organique, w tym obłędnie pachnący wosk. Cały problem polegał jednak na tym, że nie mogłam poczuć jego pełnej mocy, ponieważ...nie miałam kominka. Jakiś czas temu, gdy rozpoczęło się szaleństwo na YC, woski i inne pachnidła, ja twardo się temu oparłam, jednak gdy niedawno przechodziłam obok stoiska z serii "tysiąc prezentów" i zobaczyłam całą półkę kominków za osiem złotych polskich, stwierdziłam, że raz kozie śmierć i w końcu spróbuję. Tego samego dnia odpaliłam wspomniany wosk, zupełnym też przypadkiem zobaczyłam, że w jednym z internetowych sklepów handlujących woskami jest akurat dzień darmowej wysyłki. Wybrałam sobie pięć zapachów na próbę, tak żeby zobaczyć o co ten cały szum...
5. ...i chyba już wiem. Wybrałam dla siebie zapachy dość klasyczne, kierowałam się tym, co już kiedyś słyszałam, ale również nazwami i opisami na stronie. W końcu kliknęłam: Soft Blanket, Fluffy Towels, Clean Cotton, Midnight Jasmine i Home Sweet Home. Dwa z nich już miały swoją premierę, a ja poważnie obawiam się kolejnego uzależnienia. 
6. Poczułam jesień! Taką pachnącą powrotem do szkoły, jabłkami, jesiennym deszczem, wypalanymi trawami. I chłodem. Jakoś instynktownie zaczęłam sięgać po rozgrzewające herbaty, w sklepach rozglądałam się za ciepłymi swetrami, a nie letnimi koszulkami. Mimo, że jestem człowiekiem anty-papciowym, nie mogłam się oprzeć i w niezawodnym Pepco wynalazłam idealny substytut - mięciusie, grube skarpetko - kapcie. Teraz do szczęścia brakuje mi tylko grzejącego koca i mogę wkraczać w jesień.

A co u Was? Szykujecie się do powrotu do szkoły, na uczelnię, a może wybieracie się na zasłużony urlop? Ominęły mnie jakieś kosmetyczne nowości, których nie powinnam przegapić?:D

Pozdrawiam,
Panna Joanna

9 sie 2014

Lakierowo - Freesia

Dawno żadnego lakieru nie pokazywałam. Powód jest bardzo prosty - nie malowałam paznokci dość długi kawałek czasu, ponieważ kiedyś tam kiedyś, zdarzyło mi się przywalić artystycznie paznokciem w ścianę, na skutek czego paznokieć połowicznie w tejże ścianie został. Zanim toto odrosło, to trochę czasu minęło, ale na szczęście w końcu nastał dzień, kiedy paznokcie w końcu osiągnęły jakąś normalną długość, więc powracam i do tej sfery życia. Na początek mam coś soczystego, ale jednocześnie dość delikatnego. Nosiłam ten kolor prawie tydzień i bardzo mi się podoba jak wygląda przy opalonej skórze. 




Frieesa to kolor pochodzący ze stosunkowo nowej serii Find Your Moment z Joko. Kremowa, subtelna brzoskwinia. Nieźle kryjąca - ja z tego co pamiętam dałam dwie średnie warstwy. Szeroki pędzel bardzo usprawnił malowanie, a formuła zdecydowanie mi odpowiadała - lakier ma idealną konsystencję. Całość utrwaliłam topem przyspieszającym wysychanie. Takie zestawienie trzymało się na moich paznokciach sześć dni bez większych uszczerbków. Zmyłam go właściwie tylko dlatego, że już mi się powoli chciało czegoś innego. Joko po raz kolejny nie zawiodło, ich lakiery już od kilku lat niezmiennie są w mojej lakierowej czołówce. 

Pozdrawiam,
Panna Joanna
3 sie 2014

Gumkowa rewolucja? | Invisibobble

Dawno już porzuciłam gumki do włosów, które miały w sobie metalowe łączenia. Ten jeden krok w jakiś sposób na pewno przyczynił się do "ulżenia" moim włosom, jednak ciągle nie mogłam powiedzieć, że jest dobrze. Moje włosy mają jakąś głupią tendencję do wplątywania się na śmierć we wszystko, co w te włosy wsadzę. Efekt był taki, że niepozorny kucyk czy koczek potrafiły mnie doprowadzić do łez, gdy próbowałam już pozbyć się upięcia z głowy. Ponadto, kolejny problem stanowi to, że moich włosów jest sporo, są długie, ciężkie, a co za tym idzie, ten sam kucyk czy koczek, noszony kilka godzin, najzwyczajniej w świecie powodował ból głowy. Tyle cierpień, że wydawałoby się, że najprościej byłoby nosić cały czas rozpuszczone włosy, ale kto ma długie ten wie, że się tak nie da i jakoś trzeba sobie radzić. Jakiś czas temu głośno zrobiło się o gumkach Invisibobble. Sama, gdy pierwszy raz je zobaczyłam, parsknęłam śmiechem. Gumka wyglądająca jak kawałek kabla z telefonu, serio?? Ale przyszedł czas, gdy zobaczyłam je na półce w Hebe i stwierdziłam, że spróbować i tak muszę. Dlaczego? Szczotkę Tangle Teezer też na początku uważałam za dziwny twór, podobnie było z beautyblenderem i wieloma innymi gadżetami, które w jakiś tam sposób zrewolucjonizowały moje urodowe przyzwyczajenia. Jak na tym tle wypadają gumki Invisibobble?





Miała być rewolucja i nie mogę napisać, że rewolucji nie było. Gumki, choć wyglądają dziwacznie, są rewelacyjne! Odkąd je mam, nie pamiętam żebym musiała się szarpać z kucykiem, koczkiem czy czymkolwiek innym w co zamotana była ta gumka. Zdecydowałam się na wersję przezroczystą i w sumie nie żałuję - ciemnych nie chciałam, bo pewnie mocniej odznaczałyby się na moich jasnych włosach. Obawiałam się tego, czy taka gumka w ogóle będzie w stanie utrzymać moje włosy, ale okazało się, że radzi sobie z tym bezproblemowo. Gdy zależy mi na mocniejszym upięciu, to omotuję włosy trzy a nie dwa razy i wszystko trzyma się na swoim miejscu. Kolejna obawa wiązała się z odkształcaniem włosów, ale tu również przyjemnie się zdziwiłam - Invisibobble zdecydowanie lżej odkształcają włosy niż klasyczne gumki. Nawet jak zmontuję sobie na głowie byle jakiego koczka, to po rozpuszczeniu mam co najwyżej lekkie fale, ale włosy nie są "pogniecione" od gumki. Jest to dla mnie ogromny plus, bo przy zwykłych gumkach doprowadzało mnie to do szału. Podoba mi się też, że gumka nie zsuwa mi się z włosów, mimo, że są one dość gładkie. Podejrzewam jednak, że przy bardzo cienkich, gładkich włosach, ten problem mógłby się pojawić. Wyplątywanie gumki z włosów jest naprawdę banalne - bez zbędnego wysiłku można ją zwyczajnie z włosów ściągnąć. Strzelam, że to właśnie kształt gumki sprawia, że te spiralki trzymają się na miejscu, ale kosmyki się w nie nie wplątująi. Czy spełnia się również obietnica ulżenia skórze głowy? Owszem! Żadne upięcie nie powodowało takiego typowego "ciągnięcia" skóry głowy jak przy zwykłych gumkach.

Główna obawa koncentrowała się wokół trwałości. Bałam się, że gumki się porozciągają i skończą swój żywot, bo nie będą już tak dobrze współpracować z włosami. I tu problem rzeczywiście wystąpił, bo gumki po kilku użyciach w istocie dość mocno się rozciągnęły, ale absolutnie nie wpłynęło to na ich właściwości. Poniżej możecie zobaczyć jak wygląda gumka - nówka sztuka i taka po kilku/kilkunastu noszeniach:


Gumki kupiłam w Hebe - są pakowane po 3 sztuki i taki komplet kosztował mnie niecałe 15 złotych. Dużo? Moim zdaniem nie. Za taką bezproblemowość mogłabym zapłacić nawet i więcej. Teraz jedynie muszę się mocno pilnować, ponieważ zawsze...gubię gumki. Tych pilnuję jak oka w głowie i po zdjęciu chowam z powrotem do opakowania :). Póki co, jeszcze się żadna nie straciła. 


A Wy dałyście się już skusić na Invisibobble czy nadal jesteście odporne na kolejną nowinkę w naszym kosmetycznym świecie?:)

Pozdrawiam,
Panna Joanna
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...