21 lip 2014

Oko na dziś - z akcentem na dolną powiekę

Cykl z okiem na dziś porzuciłam w sposób haniebny, ale musicie mi wybaczyć - ostatnie tygodnie były tak intensywne, że czasem nie pamiętałam jak się nazywam, więc siłą rzeczy raz, że makijaż ograniczał się praktycznie do zera, a dwa - aparat z braku czasu niemalże pokrył się kurzem. Jednak robię co w mojej mocy i dziś mogę Wam oczko. Jedno bo jedno, ale w końcu taki był zamysł "oka na dziś". Tym razem z akcentem na dolnej powiece, z odrobiną koloru i odrobiną połysku. 

Użyłam bazy ProVoke, cieni z paletki Lovely (Nude make up kit), turkusowego linera z limitki Essence Beach cruisers, niebieskiego pigmentu z Kobo, tuszu ProVoke (chyba jednak nic z niego nie będzie, nawet po "odleżeniu" do niczego się nie nadaje na moich rzęsach) oraz turkusowego tuszu Maybelline.





Pozdrawiam,
Panna Joanna
17 lip 2014

ProVokujący makijaż | modelator twarzy

Prowokujący, kuszący, piękny... Modelujący, rozświetlający i nadający koloru. Wpadłybyście na to, że tymi wszystkimi określeniami można opisać dokładnie jeden kosmetyk? Po początkowym rozczarowaniu nadszedł umiarkowany zachwyt, który później już szybko przerodził się w duże uwielbienie. Choć nie jest bez wad, to i tak ciągle po niego sięgam, a proste i eleganckie opakowanie stanowi ozdobę mojej kosmetyczki. 




Modelator twarzy pochodzi z limitowanej serii kosmetyków ProVoke. Występuje tylko w jednej wersji kolorystycznej i składa się z trzech pasków. Brązowy, nie za ciepły, nie za pomarańczowy, idealnie sprawdza się do modelowania twarzy. Brzoskwiniowym różem możemy musnąć policzki i nadać im bardzo naturalnie wyglądającego rumieńca, a najjaśniejszym paskiem rozświetlić wybrane partie twarzy. Wszystkie trzy odcienie są satynowe, nie mają w sobie widocznych drobinek. Ich pigmentację określiłabym jako poprawną - wprawna ręka będzie potrafiła stopniować efekt, a niewprawna nie zrobi sobie krzywdy. Osobiście wolę, gdy kosmetyki do modelowania dają nieco mocniejszy efekt, niemniej jednak tutaj rozumiem nieco zamysł takiej, a nie innej pigmentacji. 
Kosmetyk jest dość miękki, nie mam problemów, aby nabrać go na jakikolwiek pędzel. Podoba mi się, że nie jest zbyt suchy, dzięki czemu na skórze świetnie stapia się z podkładem i resztą makijażu. 
Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie jego trwałość - po delikatnym przypudrowaniu całości pudrem fixującym, trzymał się przyzwoicie, bo około 8 - 9 godzin. Pisząc "trzymał się", mam na myśli, że nie zblaknął, nie zszedł, nie porobiły się z niego placki. Ogólnie - duży plus. 
Kolorystyka jest moim zdaniem bardziej ciepła aniżeli zimna, ale nie jest to ceglasty bronzer, pomarańczowy róż i złoty rozświetlacz, całość jest bardzo wyważona. Jedyne co mnie drażni, to zbyt wąski pasek rozświetlacza. Jest on na tyle mały, że rozświetlacz nakładam albo palcem, albo pędzelkiem do cieni. Żaden inny do - twarzowy pędzel nie jest na tyle precyzyjny, aby dało się nim nabrać sam jasny odcień. 
Nie mogę nie wspomnieć o wyjątkowo estetycznym opakowaniu tego kosmetyku. Opakowanie jest niesamowicie przyjemne dla oka. Już sam kartonik sprawia wrażenie "luksusowego", a w środku jest tylko lepiej. Jest prosto, elegancko i zwyczajnie ładnie. 




Koszt takiego ładnego cosia to 69 złotych. Wg mnie trochę dużo, ale sam kosmetyk na pewno warty jest uwagi. Myślę, że spokojnie można by się nim zainteresować np. podczas jakiś promocji. Ja polecam.

Pozdrawiam,
Panna Joanna


13 lip 2014

Historia jednych zakupów

Czyli inaczej mówiąc - haul. Mały, bo i zakupy szybkie. Za to bardzo udane, bo na jakiś szampon Yves Rocher już dawno miałam ochotę, a ziajowa seria z liśćmi manuka (manuki?:P) prześladowała mnie przeszło miesiąc. Wczoraj wybrałam się na zakupy "do pracy", czyli najprościej mówiąc rzuciłam się w wir wyprzedaży, szukałam czegoś do ludzi (ze zdziwieniem stwierdziłam ostatnio, że w mojej szafie są same "luzackie" ciuchy) i przy okazji wstąpiłam do dwóch sklepów kosmetycznych. Co wpadło do koszyka?


O szamponach Yves Rocher słyszałam naprawdę dużo dobrego, a sama sięgnęłam po wersję wygładzającą. Pierwsze wrażenie jest póki co bardzo pozytywne. Lawendowy peeling do stóp był w promocji, a ja tego typu kosmetyki zużywam w ekspresowym tempie. Ziaja bardzo mnie zaskoczyła - wypuściła serię, o której nagle zewsząd zrobiło się głośno. Liście Manuka wylądowały na liście chciejstw, a jak na złość nie mogłam jakoś na tę serię trafić. Jak wczoraj w zabrzańskim Platanie zobaczyłam firmowy sklep Ziaji, pędem wleciałam do środka i złapałam za bardzo polecaną pastę oczyszczającą, żel myjący i krem złuszczający z kwasem migdałowym na noc. Każdy z tych kosmetyków kosztował w okolicach 8-10 złotych, a składy okazały się naprawdę rewelacyjne na pierwszy rzut oka. Dostałam też próbki kremu na dzień, zdążyłam się już nim wysmarować i bardzo żałuję, że i tego kremu nie kupiłam - to co zrobił z moją skórą było imponujące. Czuję, że w końcu trafiłam na idealne kosmetyki do mojej dość wrażliwej cery, ale jednocześnie mocno upstrzonej rozszerzonymi porami i sporą skłonnością do powstawania zaskórników. Za jakiś czas na pewno podzielę się z Wami pełną recenzją :).

Ps. W jednym ze sklepów zachwyciła mnie prosta koszulka z ośmiornicą i napisem o policzkowaniu ośmiu ludzi naraz i żałuję, że jej nie wzięłam - chyba będę musiała się po nią wrócić :D. 

Wracam powoli do żywych i postaram się powrócić z normalną częstotliwością również na bloga :).

Pozdrawiam i życzę przyjemnej niedzieli,
Panna Joanna
7 lip 2014

Pojawiam się i znikam...

Czyli w sumie nic nowego, ale tym razem mam o czym pisać, a nie mam kiedy i przestój po raz pierwszy realnie nie jest winą mojego czystego lenistwa. Ja się tam lubię tłumaczyć i nie lubię znikać bez słowa wyjaśnienia, więc przybywam dzisiaj z kilkoma nawet słowami, krótkim przypomnieniem o swoim jestestwie i małym fotoprzeglądem. Ogólnie było ostatnio u mnie baaardzo intensywnie, do teraz ciężko mi to wszystko w ogóle poukładać w głowie.


1. Najpierw był stres i jeszcze trochę stresu, a potem jeszcze trochę stresu. Na dzień przed dwiema rozmowami kwalifikacyjnymi praktycznie chodziłam po ścianie i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Generalnie - faza zamartwiania się i bardzo pesymistyczne spojrzenie w przyszłość. 
2. Ostatnio strasznie morduję płytę Grześka Hyżego i słucham jej dosłownie non - stop. Jeśli jeszcze nie słuchałyście - polecam!:)
3. Potem był czas dobrych wieści. W końcu na chwilę mogłam odetchnąć i pozwolić sobie na moment luzu. Kto nie lubi jak coś się udaje?;)
4. Pierwszy dzień w pracy i pachnący prezent od Osobistego (skubany dalej pamięta, że najbardziej lubię żółte :P).
5. Wydłużam sobie ostatnio biegowe trasy i odkrywam nowe tereny. Tymi polami często kiedyś spacerowałam, teraz pokonuję je znacznie szybciej. Wiatr we włosach, muzyka w uszach, buty do biegania i natura dookoła - to lubię.
6. Zrobiłam też coś bardzo szalonego i...zapisałam się na kurs prawa jazdy. Dzisiaj zaczęłam, a już za tydzień mam pierwsze jazdy, także trzymajcie kciuki! (niestety, ale część teoretyczna trwa od dziś do piątku, dzień w dzień od 16-21, także mam nadzieję, że nie padnę w piątek...)
7, 9. Organizujemy sobie z Osobistym ostatnio sporo wycieczek. Łazimy sobie po górach, potem leżymy nad górskim potokiem. Niebo :).
8. Na jednej z górskich wędrówek spotkaliśmy "Szarika". Zostawił na chwilę krowy, których pilnował i kawałek nas odprowadził. Jak zadzwoniłam do taty, żeby powiedzieć mu jaki fajny pies z nami chodzi po górach, to pierwsze co usłyszałam to "jacięostrzegam". Tata zna swoje dziecko :D.

Po raz kolejny musicie mi wybaczyć ten mały postój blogowy, a prawie na pewno potrwa on przynajmniej do piątku/soboty. Trzymajcie kciuki, żebym nie zwariowała i żeby poszłooo z górki!:)

Pozdrawiam,
Panna Joanna

30 cze 2014

Oko na dziś | mogę się złościć na niespełnione sny

Mimo zabieganego dnia przybywam do Was z kolejnym "okiem". Dzień był zwariowany od początku do końca - przeżyłam swoją pierwszą rozmowę kwalifikacyjną (uff!), a nawet dwie, później zapisałam się na kurs prawa jazdy (z góry przepraszam wszystkich, którzy kiedykolwiek trafią na mnie na drodze :P), a teraz siedzę i dumam nad tym, co mam zrobić z życiem. Najchętniej zrzuciłabym decyzję na kogoś innego (ktoś chętny?). W każdym razie przeżywam ciężkie wahania nastroju, od euforii (będzie dobrze, podbiję świat, jestem królową wszechświata, itd.) po skrajne załamania (będzie do dupy, ja jestem do dupy, dupę mam do dupy, itd.), stąd też mój makijaż jest dzisiaj wręcz wybuchowy. Uspokajam wszystkich zainteresowanych - nie poszłam w nim na rozmowy kwalifikacyjne, makijaż powstał "po", kiedy już chciałam się tylko i wyłącznie wyżyć pseudo - artystycznie. Bardzo dobrze oddaje mój nastrój, więc możecie zobaczyć na tymże oku, co dzieje się mi się w głowie. Asia taka mroczna.






Do makijażu użyłam bazy Inglota, cieni z paletki Sparkle ze Sleeka (czerń, szarość, srebro), cielistego cienia z paletki PPQ, czarnej kredki Rimmela (rewelacyjna, napiszę o niej za jakiś czas), oraz tuszu So Couture z L'Oreala. Na brwiach liner do brwi z Vipery, ale nie patrzymy specjalnie na brwi, bo tylko je poprawiłam "po wierzchu" :). Pod oczami mam korektor z Maybelline (Affinitone) - ostatnio bardzo go polubiłam.

Ps. Z racji natłoku postów, mam coraz mniej pomysłów na ich sensowne tytuły, czerpać więc będę inspiracje z zewnątrz. Kto zgadnie skąd wytrzasnęłam dzisiejszy?:) 

Pozdrawiam,
Panna Joanna
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...