1 mar 2015

Nowe miejsce | toaletka!

Jak tylko z Osobistym przymierzaliśmy się do wyboru mebli, aranżacji sypialni i tym podobnych okołomieszkaniowo - okołoremontowych czynności, w mojej głowie od razu wybuchła z dużą intensywnością myśl, aby w sypialni ulokować toaletkę. Po szybkich pomiarach okazało się, że cudowna, biała malmowa toaletka idealnie pasuje pod okno i koniec końców udało mi się spełnić moje małe makijażowe marzenie i od tygodnia cieszę się swoim miejscem, gdzie rankiem, niespiesznie (mniej lub bardziej ;)) mogę wykonać makijaż. 


Zależało mi przede wszystkim na tym, aby toaletka była biała. Powody były dwa - planowaliśmy pomalować sypialnię na dość ciemny kolor (w końcu stanęło na fiolecie i bardzo jasnym, brudnym różu) i reszta mebli docelowo również miała być biała. Poszukiwania były nadzwyczajnie proste - jedna wizyta w Ikei wystarczyła, aby toaletka Malm skradła moje serce swoją prostotą, elegancją i funkcjonalnością. Nie zajmuje dużo miejsca, bo jest stosunkowo płytka, nadrabia za to długością. Szuflada jest w niej na tyle pojemna, że zmieściłam w niej w zasadzie całą kolorówkę. Zaopatrzyłam się w przegródki na sztućce (również z Ikei) i w owych przegródkach poukładam swoje makijażowe kosmetyki. Blat łatwo utrzymać w czystości, szklana płyta jest moim zdaniem strzałem w dziesiątkę. Na blacie trzymam lusterko, pędzle oraz serum do twarzy i olejek pod oczy, a także aktualnie najczęściej używane perfumy. Chciałam również mieć pod ręką kosmetyki do pielęgnacji, więc po raz kolejny złapaliśmy za metr i szybko okazało się, że pod toaletkę (i kawałek parapetu) idealnie zmieści się komoda Malm z dwoma bardzo pojemnymi szufladami. Tam mieści się cała moja pielęgnacja - kremy, maseczki, balsamy, różnorakie akcesoria, a także lakiery do paznokci. Całość jest bardzo funkcjonalna, wygodna i jak dla mnie - skrojona na miarę. Może nie wykazałam się jakąś niesamowitą oryginalnością, ale proste rozwiązania są dokładnie tym, za czym bardzo przepadam :).


Najwięcej frajdy sprawiło mi układanie wszystkiego w szufladach, w końcu wszystko ma swoje miejsce, zapanował swojego rodzaju ład i porządek. Przed przeprowadzką zrobiłam generalnie czyszczenie zbiorów i zostawiłam sobie same używane często kosmetyki. Selekcja była ostra, ale dzięki temu pozbyłam się sporo rzeczy, które niepotrzebnie mi zalegały - moja kolekcja się już dawno o to prosiła. 


Przy oknie mam też bardzo dobre światło, więc jest duża szansa, że właśnie tam będzie powstawać część zdjęć, które w przyszłości pojawiać się będą na blogu. 


Życzę Wam przyjemnej reszty weekendu i zmykam oddawać się słodkiemu lenistwu :).

Pozdrawiam,
Panna Joanna
27 lut 2015

Nowe lepsze? Porównanie podkładów Pharmaceris

Jednym z moich ulubionych podkładów, takich, które zawsze mam gdzieś w zapasie, jest podkład kryjący firmy Pharmaceris. Jest to jeden z nielicznych kosmetyków, które mam ciągle w kosmetyczce, a po skończeniu jednego opakowania, od razu kupuję kolejne. Jakiś czas temu dostałam propozycję przetestowania dwóch podkładowych nowości tej marki i zaciekawiona chętnie na propozycję przystałam. Jakie wrażenia zrobiły na mnie dwa nowe podkłady - matujący oraz ochronny? O tym poniżej.


Porównaniem byłam zaskoczona również ja, ponieważ nie dość, że produkty mają kilka różnic, to ciężko mi nawet wskazać cechy wspólne. Oba mają podobne opakowania, estetyczną, lekką butelkę z pompką i na tym właściwie podobieństwa się kończą. Fluid ochronny występuje w dwóch odcieniach, natomiast matujący w trzech. Wybrałam w obu przypadkach odcień Ivory, ponieważ taki właśnie stosuję w przypadku wersji kryjącej i jest to jeden z lepiej dopasowanych do mojej cery odcieni. Jednak spotkało mnie srogie zdziwienie, ponieważ ponownie - różnica objawiła się także w kolorach. 



Poniżej możecie zobaczyć jak prezentują się dwa odcienie IVORY - po lewej wersja ochronna, po prawej matująca. Wersja matująca jest dla mnie obecnie dużo za ciemna, dodatkowo ma tendencję do utleniania się na skórze, w związku z czym odcień jest dla mnie kompletnie nietrafiony. Wpada również w pomarańczowe tony i właśnie ta pomarańcz dość mocno wybija na mojej skórze. Ochronna wersja pod względem odcienia prezentuje się dużo lepiej - tu już mamy stosunkowo jasny beż, który również lekko ciemnieje na skórze, jednak w stopniu dużo mniejszym niż wersja matująca. Niemniej jednak - oba odcienie Ivory są ciemniejsze niż stosowana przez mnie kryjąca wersja tego odcienia, a co za tym idzie - żaden nie jest tak dobrze dopasowany do mojej cery jak bym chciała. 


Tu z kolei możecie zobaczyć jak w porównaniu do wersji matującej i ochronnej wypada wersja kryjąca. Od lewej - kryjąca, ochronna i matująca. Widać wyraźnie jak duży jest rozrzut między wszystkimi trzema wersjami. 


Jeżeli zaś chodzi o właściwości, lepiej na mnie wypada wersja ochronna. Jest przyjemnie kremowa, dość łatwo rozprowadza się na skórze. Daje przyjemne, lekko rozświetlone wykończenie. Jest to mniej więcej taki typ podkładu, jaki lubię na swojej skórze. Krycie ma przyzwoite, jak dla moich potrzeb nawet za bardzo - osoby, które lubią bardziej kryjące podkłady na pewno będą z niego zadowolone. Trzyma się dość dobrze, zwłaszcza jak na kosmetyk z tak wysokim filtrem - po 4 godzinach muszę go lekko przypudrować, ale poza tym jest bezproblemowy. Nie wchodzi w zmarszczki, nie podkreśla suchych skórek. Inaczej wygląda sprawa z wersją matującą. Tu krycie jest naprawdę duże, podkład daje efekt maski, ściąga skórę i podkreśla wszelkie możliwe niedoskonałości. Mam wrażenie, że jest dużo bardziej toporny - widać to już na etapie aplikacji. Daje bardzo matowe wykończenie, określiłabym je wręcz suchym. Kompletnie nie przypadł mi ten podkład do gustu i za nic nie potrafię się z nim dogadać. Wersję ochronną za to bardzo polubiłam, daję dużego plusa za SPF 50+ i na pewno wrócę do niego późną wiosną/latem, gdy moja cera nabierze nieco koloru, ponieważ póki co jest dla mnie jednak odrobinę za ciemny i czuję się w nim z tego względu nie do końca komfortowo. 

Podsumowując - starcie wygrywa wersja ochronna i to druzgoczącą przewagą. Jeśli jednak miałabym być całkowicie szczera - stawiając na ringu wszystkie trzy posiadane przeze mnie wersje, bitwę wygrałaby wersja kryjąca. Minusem jest tu co prawda brak filtra, także po raz kolejny sprawdza się porzekadło - coś za coś :).

Pozdrawiam,
Panna Joanna
22 lut 2015

Naked Chocolate

Uwaga, uwaga, nadaję już z nowego miejsca zamieszkania! Moja nieobecność przeciągnęła się w czasie, ale miałam naprawdę mnóstwo rzeczy na głowie - od sprzątania, przez pakowanie po wyposażanie mieszkania w ogrom rzeczy, które nagle okazały się niezbędne. Wczoraj w końcu udało nam się już przeprowadzić - dokładnie w dzień moich 25 urodzin :). Sam fakt zamieszkania z Osobistym był dla mnie dużym prezentem, jednak luby i tym razem obdarował mnie paletkowym co nieco. Białą czekoladkę z Make up Revolution oglądałam póki co tylko na zdjęciach, ale i tak wzbudziła we mnie zachwyt. Od wczoraj mam ją na własność i jestem ciężko zaskoczona tym, jakie toto ładne i jaka pigmentacja i wow i ach ach. Jako stuprocentowa kosmetyczna sroka, przybywam pokazać, zachwalić i obiecać, że jak tylko wypakuję książki i dokumenty to zrobię paletce należną jej sesję wraz ze swatchami i makijażem.




Piękności prawda? Dla mnie niebieskookiej i lubującej się w brązach - to strzał w dziesiątkę. No i to czekoladowe opakowanie... Nie wiem czy wspominałam, ale uwielbiam białą czekoladę!

Pozdrawiam,
Panna Joanna, której stuknęło już ćwierćwiecze
8 lut 2015

O kilku pędzlowych nowościach | Hakuro


Po moich niedawnych, średnio udanych przygodach z uzupełnianiem pędzlowej kolekcji, ponownie zabrałam się za kompletowanie brakujących mi do szczęścia sztuk. Tym razem, ze względu na dobre wcześniejsze doświadczenia, zdecydowałam się na markę Hakuro. Zależało mi się na pędzlu do rozcierania, najchętniej względnie dużym. Brakowało mi też klasycznego ściętego skośnie pędzla do kresek, a także czegoś bardziej precyzyjnego - do zaznaczania zewnętrznego kącika, do malowania rozmytej kreski. Była jakaś wizja i właśnie wśród pędzli Hakuro udało mi się znaleźć właśnie takie modele.



Pędzel H77 to pędzel przeznaczony do rozcierania cieni. Wykonany jest z włosia naturalnego, jest dość puchaty i raczej miękki. Obawiałam się trochę drapania powieki, jednak na szczęście nic takiego nie ma miejsca. Świetnie spełnia swoją funkcję, rozcieranie cieni tym pędzlem to czysta przyjemność. Bardzo dobrze wpasowuje się w załamanie powieki, mimo, że sam w sobie jest stosunkowo duży. Z myciem nie ma najmniejszego problemu - schnie ekspresowo, nie traci kształtu, nie wypadają z niego włoski. Póki co jestem bardzo zaskoczona i ciężko mi sobie na ten moment wyobrazić makijaż oka bez tego pędzla. Mój hit!


Pędzelek H85 to w zasadzie zwyczajny, aczkolwiek przyjemny w użytkowaniu pędzel skośny. Używam go głównie do brwi i w tej roli spisuje się bardzo dobrze. Jest na tyle płaski, że bez problemu można precyzyjnie podkreślić nim brwi. Plusem jest również to, że wyjątkowo bezproblemowo się domywa. To spora zaleta, biorąc pod uwagę, że zazwyczaj jest ubrudzony linerem do brwi, ciemnym, bardzo trwałym. Cieszy mnie również fakt, że włoski nie zbijają się po myciu w "grupki", jak to się często dzieje przy takim kształcie pędzla. 


Pędzel H76 to chyba największe zaskoczenie z tej trójki. Początkowo nie byłam do niego przekonana, nie do końca wiedziałam czy akurat taki kształt to to, czego szukam. Na szczęście okazał się po prostu fenomenalny. Jest mocno zbity, ale jednocześnie elastyczny. Jest na tyle mały, że pozwala na naprawdę precyzyjne operacje, ale jednocześnie jest dużo większy niż choćby tradycyjne pędzle do kresek. Uwielbiam robić nim lekko roztartą kreskę nad linią rzęs, podkreślam nim też zewnętrzny kącik jak zależy mi na mocniejszym efekcie. Świetnie nadaje się też do malowania dolnej powieki. Podobnie jak H77 wykonany jest z włosia naturalnego (koza), więc tu też miałam lekkie obawy przy myciu, ale na szczęście poszło szybko - pędzel doprał się do białości, nie rozczapierzył się, nie zrobił się szorstki. 


Podsumowując - nie zawiodłam się. Wszystkie trzy sztuki bardzo dobrze mi się sprawują i bardzo przyjemnie dopełniają moją kolekcję. Chwilowo jestem pędzlowo zaspokojna :).
Dostępność pędzli Hakuro jest w zasadzie bezproblemowa, w ofercie ma je większość drogerii internetowych. Moje akurat pochodzą ze sklepu bodyland.pl. Cenowo wypadają bardzo fajnie - H76 kosztuje 16,50 zł, H77 jest obecnie przeceniony na 13,99 zł, H85 również jest w promocji i kosztuje 10,40 zł. 

Pozdrawiam,
Panna Joanna
7 lut 2015

Makijażowe inspiracje #1

Najczęściej mój makijaż opiera się na całkowitym spontanie. Wyciągam pędzle, kosmetyki i nie zastanawiając się, bez żadnej większej koncepcji, zaczynam sobie tworzyć. Jednak, jak pewnie każda miłośniczka makijażu, mam kilka swoich make up guru, których makijażowy świat jest dla mnie przyjemną odskocznią od mojej własnej twarzy i których prace wprost uwielbiam oglądać. U każdej z tych osób znajduję jakiś jeden element, który wydaje mi się charakterystyczny dla tego konkretnego makijażysty. Wśród moich ulubieńców są zarówno osoby z naszego krajowego podwórka, jak również kilku zagranicznych wizażystów.

Wybieramy się dzisiaj z Osobistym na bal. Bal na względnym wypasie, wieczorowe kiecki, garnitury, ciasno upięte koki i loki, polonez z jakiś niezrozumiałych dla mnie względów oraz inne atrakcje. Jako, że jestem osobą, która przepychu nijak nie lubi, błyszczących kiecek nie tyka, brokatem włosów nie sypie - postanowiłam zaszaleć w tej jednej dziedzinie, w której szaleć akurat przepadam - w makijażu. Szukając natchnienia zerknęłam na kilka obserwowanych przeze mnie profili, na kilka stron i pomyślałam, że chętnie podzielę się z Wami moimi makijażowymi inspiracjami. Sama chętnie czytam takie wpisy u innych i uznałam, że będzie to przyjemny twór na to sobotnie popołudnie.

Wszystkie zdjęcia są podlinkowane!:)


Magdę Pieczonkę odkryłam stosunkowo niedawno. Od razu jednak przepadłam. Jej makijaże dodają naprawdę +100 do kobiecości. Uwielbiam jak podkreśla oczy, często zerkam na jej prace i próbuję podobnie podkreślać dolną powiekę.


Daniel Sobieśniewski to kolejny polski make up artist. W jego przypadku, podobnie jak u Magdy, niezwykle podoba mi się podkreślenie dolnej powieki. Większość osób boi się ciągnąć cień w dół na dolnej powiece, a tych dwoje pokazuje, że taki makijaż naprawdę świetnie podkreśla spojrzenie. Ponadto, u Daniela bardzo podobają mi się zdjęcia, zawsze mają jakiś taki przyjemny klimat. A sam Daniel wydaje mi się pozytywnym makijażowym maniakiem :).


Agnieszka, znana również jako dressedinmint to osoba, która tworzy rzeczy niezwykle estetyczne. Zawsze rozpływam się nad jej zdjęciami, nad ich "czystością", nad dbałością o najmniejszy detal. Podziwiam urodę, wzdycham do pięknie wykrojonych ust. Miałam przyjemność poznać Agnieszkę osobiście i jest naprawdę przesympatyczną dziewczyną!


Lindy chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Jej bloga śledzę już od kilku lat, zaczęłam jeszcze jak Linda była jasną blondynką i zdecydowanie gorzej podkreślała brwi. Niesamowicie zmieniła się na przestrzeni tych kilku lat, jej blog to ogromna kopalnia inspiracji, a wyobraźnia Lindy niemal codziennie mnie zadziwia. 


Lois to moje niedawne odkrycie. Niebieskooka, o bardzo jasnej cerze - przy mojej skórze i oczach stanowi dla mnie dużą inspirację. Tworzy makijaże zarówno szalone, bardzo kreatywne, jak i takie, które chętnie odwzorowuję na co dzień. 


Nie wiem czy widziałam kiedykolwiek kogoś równie ładnego. Regina jest po prostu przepiękna, jej makijaże świetnie jej urodę podkreślają, a całość jest zwyczajnie bardzo estetyczna. Podoba mi się bardzo takie wzajemne wyważenie makijażu oczu i ust. 

Mam jeszcze sporo profili, które chciałabym Wam pokazać, ale może będę je dawkować :). Na razie dajcie znać czy znacie moje dzisiejsze typy!

Pozdrawiam,
Panna Joanna


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...