WoleProstoHeader

6 mar 2017

BLEND IT! - DOBRA ALTERNATYWA DLA BEAUTY BLENDERA?

Nie wiem czy kiedyś o tym wspominałam, ale faktem jest, że mała niepozorna gąbeczka do makijażu dawno już zrewolucjonizowała mój makijaż. Począwszy od oryginalnego Beauty blendera, przez moje ręce przewinęło się sporo gąbek, które internet często opisywał jako "niemal tak samo dobre". I choć np. gąbkę Real Techniques polubiłam, to jednak nawet ona (o reszcie nie wspominając!) nie dorównała pierwowzorowi, a ja pokornie wracałam do beauty blendera. Na Blend it! miałam się nie skusić, ale zachęciła mnie dobra promocja na komplet dwóch gąbeczek (dużej i małej) i, choć to może powód błahy, ładny, marmurkowy wzór. Wiedziona doświadczeniem, cudów się nie spodziewałam, ale stwierdziłam, że "w razie w" zrobię z nich awaryjne gąbki. 



Zaczynając od najważniejszego - te gąbki są rewelacyjne. Gdybym miała wskazać gąbki, którymi ewentualnie mogłabym zastąpić Beauty blendera, to zdecydowanie Blend it! znalazłoby się na szczycie tej listy. Jednakże, gąbki identyczne nie są, różnią się nieco strukturą i choć z pewnością nie mogę powiedzieć, że Blend it! jest lepsze, to jest po prostu równie dobre. Ale nie jest Beauty blenderem :). 

Największą różnicę widać w samym materiale - Blend it! jest gładsze, mniej porowate, bardziej "ciciaste" (z braku mądrzejszego określenia). Na zdjęciach Beauty blender wygląda jakby był bardziej szorstki - oczywiście materiał nadal jest mięciutki i bardzo przyjemny dla skóry, ale to Blend it! jest na sucho pozornie milszy dla skóry. Wielkościowo są praktycznie identyczne (mowa oczywiście o większym modelu), zarówno na sucho i jak już po namoczeniu. W wersji mokrej, obie gąbki są mięciutkie, sprężyste, ale tutaj większego plusa za sprężystość i dostosowanie się do wszelkich krzywizn skóry dałam po stronie Beauty blendera. Mam wrażenie, że Beauty blenderem pracuje się odrobinę szybciej, łatwiej odbija się od skóry, choć Blend it! dużo gorsze nie jest. Jeśli jesteście przyzwyczajone do Beauty blendera, to przy Blend it! będziecie musiały po prostu nieco się przestawić. 

Dalej już różnic próżno szukać. Obie gąbki rewelacyjnie rozprowadzają podkład czy korektor na skórze - równomiernie, dając naturalne wykończenie i niwelując efekt maski przy cięższych kosmetykach. Trudno przy pomocy palców czy pędzla osiągnąć podobny efekt, ja zdecydowanie jestem fanką tego, jak wygląda skóra po użyciu do aplikacji podkładu gąbeczek. Mniejsza gąbka świetnie sprawdza się w okolicy pod oczami czy w skrzydełkach nosa. Jest naprawdę niewielka, ponadto bardziej szpiczasta od dużej wersji, dzięki czemu dobrze dopasowuje się kształtem we wspomnianych obszarach. Wszystkie trzy gąbki piją umiarkowaną ilość podkładu. Wiadomo, że przy aplikacji podkładu palcami, te straty produktu są mniejsze, niemniej nie zauważyłam, żeby gąbki pochłaniały takie ilości podkładów, żeby można mówić o marnotrawstwie. 

Dodatkowym plus Blend it! jest to, że świetnie się dopierają. Bałam się nieco tych jasnych odcieni (pamiętając jak po kilkunastu tygodniach użytkowania wyglądał różowy Beauty blender), ale olejek z Isany radzi sobie świetnie i gąbki po kilku tygodniach używania nie noszą w zasadzie żadnych śladów użycia. Z Beauty blenderem teraz też nieco lepiej jest w tej kwestii, ponieważ zdecydowałam się tym razem na wersję czarną. 

Na korzyść Blend it! przemawia cena - za Beauty blendera zapłacimy około 85 złotych, a za zestaw Blend it! około 38 złotych. Ja pewnie z Beauty blendera nie zrezygnuję, natomiast Blend it! sprawdziło się na tyle dobrze, że sięgam po nie równie chętnie i jestem zdania, że mogą być świetną alternatywą.

Poniżej jeszcze kilka zdjęć - wersja marmurkowa to oczywiście Blend it!, a cała czarna gąbeczka to Beauty blender w wersji Pro. 




Pozdrawiam,
Joanna
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...