WoleProstoHeader

26 paź 2016

NOWOŚCI WIBO I LOVELY - CZĘŚĆ III, KOSMETYKI DO MAKIJAŻU OCZU

Od ostatnich wpisów o nowościach Wibo i Lovely minęło już trochę czasu, ale do tej ostatniej części chciałam się trochę konkretniej przygotować - kosmetyki do makijażu oczu to przeważnie moja ulubiona część makijażowych półek, a ilości paletek z cieniami naprawdę wolę nie liczyć, bo musiałabym się dla spokoju własnego sumienia pozbyć przynajmniej połowy. Ale poużywałam sobie ich trochę, dałam im kilka szans na wykazanie się przy różnych bazach i dzisiaj mogę Was zaprosić na przegląd nowych paletek spod szyldu duetu Lovely i Wibo. 


WIBO, GO NUDE



Zacznę od tej palety, która do gustu przypadła mi najbardziej. Za wersją Smoky przepadałam raczej umiarkowanie, ot, poprawna paletka, ale fajerwerków nie było. Za to wersja Go Nude zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie! Kolory skrojone dla mnie - złotka w różnych tonacjach, błyszczące brązy, trochę szarości dla przełamania. Większość cieni jest błyszcząca, ale nie jest to perłowy byle jaki błysk, to raczej coś na kształt połyskujących cieni Sleeka. Znajdziemy tu też trzy matowe cienie - tak dobrane, że najjaśniejszy świetnie nada się pod brew, a dwa pozostałe to cienie transferowe, idealnie do rozcierania. Pigmentacja jest naprawdę przyzwoita (lepsza niż w wersji Smoky), cienie łatwo nakładają się na powiekę, dobrze blendują. Kilka z nich ma tendencję do delikatnego osypywania się, ale stopień tego zjawiska nie jest specjalnie uciążliwy. Na bazie trzymają się nie gorzej niż wspomniany Sleek czy bazy MUR. Kolorystyka pozwoli nam stworzyć i subtelny makijaż dzienny, jak i mocniejsze, wieczorowe smoky. Dołączony pędzelek sprawuje się równie nieźle jak sama paleta, niby detal, ale na plus. Poniżej możecie zobaczyć jak cienie wyglądają nałożone na sucho i bez użycia bazy. Odkąd paleta do mnie trafiła, jest naprawdę często w użyciu. Jedyne czego mogłabym się przyczepić, to brak matowego ciemnego brązu/czerni, trochę mi tu takiego odcienia brakuje. Poza tym, jest świetnie!


LOVELY, FABULOUS KIT



Z tej serii paletki posiadam dwie - właśnie tę Fabulous, jak i . Cała koncepcja palet polega na tym, że obie są podzielone na trzy części, Party, Shiny i Daily Look, w każdej z części znajdziemy po trzy cienie. Paletki w zasadzie różnią się jedynie kolorystyką, bo jakościowo są bardzo podobne. Fabulous to zestaw ciepły, dość delikatny, wszystkie trzy części są raczej jasne i nie widzę tu nic, co mogłoby jakoś szczególnie pomóc w stworzeniu choćby tego "party looku". Jest to za to idealna paletka na dzień, niewymagająca, ciężko będzie sobie tymi cieniami zrobić krzywdę. Raczej nadaje się ona do delikatnego "wymodelowania" kształtu oka, rozświetlenia spojrzenia. Cienie są miękkie, łatwo się rozcierają, ale bez bazy się nie obejdzie. Dla mnie paletka jest raczej przeciętna, wolę bardziej nasycone odcienie (nawet te naturalne), ale czasem sięgam po nią, gdy nie mam specjalnie ochoty na jakiś wymyślny makijaż. Całość ratuje też kasetka - jest naprawdę urocza!


LOVELY, PRECIOUS KIT



W przypadku paletki Precious jest nieco lepiej. Cienie również są dość jasne, raczej delikatne aniżeli wyraziste, ale jest tu parę odcieni, które bardzo mi się spodobały, choćby Cookies Back, który jest różowawym beżem ze złotą poświatą czy Star Light, czyli błyszczący beż wpadający w srebro. Ta paleta jest zdecydowanie chłodniejsza, cienie są jakby nieco bardziej miękkie i pracuje mi się z nią lepiej niż w przypadku wersji Fabulous. Miałam parę dni z rzędu fazę na odcień Cookies Back w połączeniu z czarną kreską i naprawdę mi się to połączenie podobało. 


WIBO, EYEBROWS CREATOR



Zestaw do brwi to mogłaby być przyjemna wisienka na torcie, gdyby nie jeden mały szkopuł. No może dwa. Pierwszym problemem jest dla mnie rozmiar tej paletki - jest naprawdę spora. Spokojnie można by ją skompresować i zajmowałaby mniej miejsca, byłaby bardziej poręczna. Drugim minusem jest jasny cień, zapewne przeznaczony do rozświetlenia miejsca pod brwią. Zamysł niegłupi, ale cień ma bardzo nietrafiony kolor jasnej, perłowej nieomalże bieli. Gdyby był to jaśniutki, matowy beż zdecydowanie byłby bardziej funkcjonalny. Cała reszta natomiast bomba - pęseta jest ostra, kredka ma fajną, jakby lekko woskowatą formułę, dwustronny pędzelek jest cieniutki i precyzyjny. Cień ma pigmentację pozwalającą na dorysowanie brakujących włosków, wypełnienie braków, ale jednocześnie nie daje efektu "przykrycia" włosków, daje naprawdę ładny, naturalny efekt. Wosk mnie początkowo przeraził swoim czarnym odcieniem, ale jest na tyle transparentny, że nie sposób zrobić sobie nim krzywdę, za to dobrze utrwala makijaż brwi wykonany cieniem. Kolorystyka do mojego typu urody pasuje jak ulał - chłodne brązy, brak rudych tonów, to lubię.


Gdybym z paletkowych nowości miała wskazać jednego faworyta, byłaby to paleta Go Nude i cień Cookies Back. Reszta jest poprawna, dla niewymagających osób rozpoczynających przygodę z makijażem paletki Fabulous i Precious będą dobre na start, bardziej zaawansowane pasjonatki makijażu mogą czuć lekki niedosyt. 

A Wam co wpadło w oko?

Pozdrawiam,
Joanna
16 paź 2016

JESIENNE CZASOUMILACZE

W końcu nadszedł ten czas w roku, kiedy mogę zakopać się pod kocem, odpalić rozgrzewający wosk w kominku, załączyć nastrojową playlistę (na świąteczną płytę Buble'a co prawda jeszcze za wcześnie, ale przyjemności posłuchania nowej, zimowej płyty Katie Melua sobie nie odmówiłam!) i z książką zalec na kanapie. Pierwszy raz wpadłam w delikatną dyniową fascynację i popijam pumpkin spice latte, zajadam dyniową zupę i...rzeźbię. 

Dawno nie pokazywałam nic luźnego w stylu "ulubieńców" czy to kosmetycznych czy innych, więc z racji leniwej niedzieli, dyniowych lampionów i ogólnej atmosfery błogości, postanowiłam stworzyć coś na kształt spisu rzeczy, którymi ostatnio z przyjemnością się otaczam. Będzie kosmetycznie i nie tylko!



Jeśli chodzi o pielęgnację, to staram się trzymać wypracowanej pielęgnacji na koreańską modłę i bardzo sobie to chwalę. Brakowało mi jednak jakiegoś mocniejszego nawilżenia, silnie skoncentrowanego, tłustego kosmetyku, który mogłabym sobie nakładać na noc, czy pod maseczki w płachcie. Sięgnęłam po sprawdzone już kiedyś kapsułki z Rival de Loop - jeśli moja cera potrzebuje ekspresowego nawilżenia, czegoś co wręcz mogłabym określić mianem "kompresu" to te rybki zawsze są w stanie poratować moją skórę. Teraz, podczas sezonu grzewczego, przy dużych wahaniach temperatur jest to zdecydowanie mój must-have.


Makijażowo zrobiłam się ostatnio bardziej niż nudna. Na mojej twarzy gości niezmiennie dzień w dzień rozmyta brązowa kreska, do tego któraś z pomadek K-lips z Lovely (Neutral Beauty i Pink Poison to zdecydowanie moi faworyci). Paznokcie z reguły zdobi jeden z kilku ciemnych lakierów - lubuję się teraz w bordach, brązach, śliwkach. Moje ostatnie odkrycie to lakier Dark Chocolate z Astora, na paznokciach wygląda obłędnie, odcień ciemnej, gorzkiej czekolady pięknie komponuje się z jesienną aurą. 



Ostatnia jesień upłynęła mi pod znakiem Aliena, który nadal jest w moim zapachowym top 3. Jednak Alien powoli dobija dna, a mi potrzebne było coś, co mogę bez żalu wrzucić do torebki. U koleżanki z pracy wywąchałam perfumy Zary i przepadłam. Femme, bo o nich mowa, to zapach skrojony dla mnie! Specyficzne, dość słodkie, mocne, idealne na jesień. 


Odchodząc od tematyki kosmetycznej, bo nie samymi kosmetykami człowiek żyje - mam książkę do polecenia. "Doskonałe dziedzictwo" Penny Vincenzi, wydawnictwa Świat Książki wciągnęło mnie od pierwszej do ostatniej strony, choć nie spodziewałam się, że tak bardzo wsiąknę w tę książkę. To opowieść o perypetiach Bianci Bailey, która próbuje przywrócić na szczyt markę kosmetyczną (czyli jednak zostajemy w temacie kosmetyków) House of Farrell, okraszona dużą ilością romansów, rodzinnych i biznesowych relacjach, niejednokrotnie trudnych i zawiłych. Nie ma tu skomplikowanych zagadek, ciężkich filozoficznych rozważań, ale te wszystkie międzyludzkie interakcje, które mogłam śledzić przez przeszło 700 stron wciągnęły mnie bardziej niż niejedna kryminalna intryga. Trzymałam kciuki za sukces głównej bohaterki, kibicowałam wszystkim jej pomocnikom, irytowałam się na jej pojawiający się co rusz egoizm i podziwiłam jej upór w dążeniu do celu. Książka mimo, że jest pokaźnym tomiszczem, czyta się lekko i przyjemnie. I szybko! Połknęłam ją w trzy wieczory, siedząc w pracy przebierałam pod biurkiem nogami i czekałam na moment, kiedy wrócę do domu, ubiorę się w miękki sweter, zaparzę sobie ulubioną herbatę i będę mogła kontynuować oddawanie się przyjemności czytania. 



Apropo ulubionej herbaty - rozsmakowałam się ostatnio w lekko świątecznej Magic Moment od Teekanne. Wielki kubek tej aromatycznej herbaty potrafi przenieść mnie w taki magiczny stan przedświątecznego oczekiwania (ja wiem, że jeszcze daleko, ale jestem prawdziwym bożonarodzeniowym freakiem i jak tylko liście na drzewach robią się kolorowe to ja zaczynam już odliczać do świąt). Czuję w niej świąteczny kompot, lekkie piernikowo-cynamonowe nuty, samo opakowanie już wprawia mnie w odpowiedni nastrój. Uwielbiam!


Pisałam też, że trochę sobie porzeźbiłam. O ile wcześniej dyniowe ozdoby kompletnie mnie nie ruszały, z reguły omijał mnie bokiem gdzieś ten cały halloweenowy szał, tak teraz wszechobecne w sklepach dynie duże i małe skutecznie do mnie przemówiły. Zaopatrzyłam się w kilka sztuk, pożyczyłam od taty wiertarkę i przy pomocy Osobistego Męża zrobiłam kilka lampionów. Nie mogę doczekać się aż zapadnie zmrok!



Pozdrawiam jesiennie,
Joanna
6 paź 2016

NOWOŚCI WIBO I LOVELY - CZĘŚĆ II, KOSMETYKI DO MAKIJAŻU TWARZY

Wczoraj mogłyście poczytać o nowościach do ust i paznokci, które w najbliższych tygodniach mają pojawić się w szafach Wibo i Lovely (KLIK). Dzisiaj zapraszam Was na przegląd kolejnej części nowości, tym razem na tapetę wzięłam produkty do makijażu twarzy. Mam swojego mocnego faworyta w tym zestawieniu!


LOVELY, KREDKI CHIC CHEEKS I FOREVER SHINE

  


Zacznę od razu od mocnego punktu tego zestawienia - dwie nowości spod skrzydeł Lovely, czyli róż i rozświetlacz w formie kredki. Zarówno róż, jak i rozświetlacz mają przyjemną, lekko masełkowatą konsystencję, więc łatwo je nałożyć na skórę i rozetrzeć. Oba również po chwili zastygają, dzięki czemu dobrze się na owej skórze trzymają. Gdybym nadal miała skórę suchą, to z całą pewnością polubiłabym je szybko i mocno, natomiast przy obecnej mieszanej skórze zdecydowanie produkty te będą wymagały ode mnie delikatnego utrwalenia transparentnym pudrem. Rozświetlacz tworzy piękną taflę, jest chłodny, drobinki w nim są naprawdę mikroskopijne, więc nie uzyskamy nim efektu brokatowej bombki. Róż ma cudowny kolor - ciepłego różu z delikatną złotą poświatą. Bardzo przepadam za tego typu kolorami na policzkach, bo eliminują potrzebę dodatkowego zastosowania rozświetlacza. Pigmentacja jak na tego typu produkt jest całkiem niezła, efekt można stopniować - czuję, że będę po te produkty często sięgać w sezonie zimowym, kiedy to z reguły przestawiam się na kremowe formuły. Duży plus za to, że kredki są wykręcane, bardzo nie lubię kosmetyków w formie kredek, które trzeba ostrzyć. 

WIBO, PALETA DO KONTUROWANIA TWARZY, ZESTAW DARK



O jaśniejszej wersji tego trio już kilkukrotnie wspomniałam, bardzo się z owym trio lubię. Wersja Dark jest dla mnie jednak trochę za ciemna, więc kosmetyk najprawdopodobniej powędruje do mojej mamy, która ma ciemniejszą karnację. Pigmentacja i formuła jest bardzo zbliżona do wersji Light - czyli mamy do czynienia z niezłym pigmentem, lekko pylącą konsystencją, łatwością aplikacji i bardzo satynowym wykończeniem. Nie do końca rozumiem, czym kierowali się twórcy tworząc róż, który jest ciemniejszy niż bronzer. Niemniej, "róż" ma bardzo ładny kolor, brązowawy, z delikatną, ciepła poświatą. Zestaw wyposażony jest w lusterko, samo opakowanie jest solidnie wykonane.

WIBO, RÓŻE ECSTASY





Róże z nowej serii Wibo Ecstasy posiadam dwa, nr 1 i nr 3. Jedynka jest delikatniejszą wersją różu w kredce z Lovely - ciepły róż, wpadający w brzoskwinię z leciutką, złotą poświatą. Będzie pięknie wyglądać na jasnej skórze, sprawia wrażenie bardzo "świeżego". Wydaje się dość twardy, ale dobrze czepia się pędzla i łatwo aplikuje się na skórze. Nr 3 jest opcją dla bardziej odważnych - to ciemno-brzoskwiniowy odcień, wręcz lekko ceglasty. Ma malutkie drobinki, ale są na tyle niewidoczne, że róż spokojnie zaliczyłabym do grona matowych. Ma mocniejszy pigment niż nr 1, więc do niego polecałabym pędzel o bardziej miękkim włosiu. Opakowania są proste, zamykane na zatrzask, wyposażone w lusterko. Róż w kolorze nr 1 to mój faworyt, robię się coraz bielsza (tego lata nie złapałam zbyt wiele opalenizny), więc czuję, że dobrze zgra się z moją karnacją. 

WIBO, MATOWY MIKS BRONZERÓW DO TWARZY



Do nowego bronzera Wibo podchodziłam sceptycznie - miałam kiedyś błyszczącego pasiaka i nie mogliśmy się dogadać. Jednak po zrobieniu swatcha na dłoni, bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Bronzer jest matowy, a paski są tak kolorystycznie skomponowane, że otrzymujemy finalnie ładny, neutralny, herbatnikowy odcień. Pigmentacja jest mocna, a sam kosmetyk ma specyficzną konsystencją, nie potrafię określić czy jest bardziej suchy czy kremowy. Najłatwiej aplikować go miękkim pędzlem, wtedy wygląda najlepiej. Opakowanie może nie powala, ale zamknięcie jest konkretne, więc najprawdopodobniej bronzer wyląduje w mojej torebkowej kosmetyczce. 

WIBO, KAMUFLAŻ DO TWARZY



Kamuflaże w kremie to ostatnio popularny temat. Ja swojego ulubieńca już znalazłam (Catrice) i na tym polu rewolucji nie będzie. Kamuflaż Wibo zły nie jest, ma bardzo jasny, neutralny odcień, przyjemną, śliską konsystencję, jednak poziomem krycia nie dorównuje temu z Catrice. Można nim budować krycie, natomiast moim zdaniem lepiej sprawdzi się w roli np. korektora pod oczy (cieniutka warstwa bardzo ładnie rozjaśnia te okolice). 

WIBO, PALETA ROZŚWIETLACZY DO TWARZY




Strobing jest nadal trendem, który się mocno utrzymuje, całkowicie matowa skóra odchodzi do lamusa i rządzi blask. Wibo podążając za trendami wypuściło paletę czterech rozświetlaczy do twarzy. O ile idea jest zacna, tak dobór kolorystyczny nie do końca do mnie trafia. Znajdziemy tu dwa jasne odcienie - chłodny i cieplejszy, a także dwa ciemniejsze - mocno złote, bardzo wyraziste. Dwa jasne odcienie są naprawdę ładne, pigmentacja jest zabójcza, więc już delikatne muśnięcie pędzlem zapewni efekt odbicia światła. Mnie chyba bardziej podoba się cieplejsza wersja, ma szampański odcień i tworzy fantastyczną taflę na skórze. Dwa ciemniejsze kolory to jednak dla mnie nieporozumienie - ciężko mi sobie wyobrazić karnację przy której będą one wyglądać dobrze. Jeden z nich wpada w odcień starego złota, drugi w miedź, są mocno napigmentowane i pięknie będą podkreślać niebieską tęczówkę, ale na oku, na policzki nie odważyłabym się ich nałożyć. Plus za to, że wszystkie odcienie są błyszcząco-satynowe, nie mają wyraźnych drobinek. Opakowanie całkiem konkretne, mocne, wyposażone w lusterko i pędzelek, natomiast do kasetki czepia się każdy jeden pyłek, odbija się na niej każdy jeden odcisk palców, ciężko będzie ją utrzymać w "czystości". 

Nowości wśród kosmetyków do makijażu twarzy również jest wiele do wyboru. Do moich osobistych faworytów należą rozświetlacz w kredce, róż Ecstasy w odcieniu nr 1 i matowy bronzer. Na pewno będę też sięgać po dwa jaśniejsze rozświetlacze z palety do strobingu. A Wam co wpadło w oko?

Pozdrawiam,
Joanna
5 paź 2016

NOWOŚCI WIBO I LOVELY - CZĘŚĆ I, LAKIERY I POMADKI

Marki Wibo i Lovely długo kojarzyłam tylko i wyłącznie z lakierami do paznokci. Zawsze mieli ich spory wybór, na półkach można było znaleźć ciekawe, czasem "niecodzienne" kolory, a do tego kosztowały niewiele, więc jak przychodził mi kaprys np. na zielony lakier, przeważnie kierowałam się właśnie do szaf tych firm. Rzadko natomiast zerkałam w stronę cieni, kosmetyków do makijażu twarzy czy ust - w tych przypadkach wolałam postawić na sprawdzone marki. Przełamywać zaczęłam się przy słynnym żółtym tuszu z Lovely, kilkukrotnie sięgnęłam po pomadki i powoli, powoli, ale skutecznie obie marki zdobyły moją sympatię. Ostatnio zauważam spory progres w ich asortymencie - wprowadzane są świetne jakościowo palety (paleta Neutral nadal jest jedną z częściej przeze mnie używanych), pojawiają się tematyczne limitki (ta zimowa z piaskowymi lakierami - złotym i srebrnym, oraz z wypiekanymi różami to chyba moja ulubiona!), a rozświetlacz Diamond Illuminator kupiło z mojego polecenia co najmniej pięć koleżanek :). W ostatnich miesiącach nowe kosmetyki spod skrzydeł duetu Wibo i Lovely wchodziły do sprzedaży w nieco wyższych cenach niż do tej pory, ale jednocześnie mam wrażenie, że jakość tych produktów wzrasta proporcjonalnie do ceny (nie we wszystkich przypadkach zapewne, ale jednak). 

Z dużym zainteresowaniem śledziłam pojawiające się zajawki o nowościach na sezon jesień/zima. W oczy wpadły mi zwłaszcza nowe palety, duety do ust i lakiery. I tak sobie spokojnie żyłam czekając aż natknę się na te produkty w czasie jakiejś przypadkowej wizyty w Rossmannie, ale Wibo mnie uprzedziło i uszczęśliwiło mnie pudłem po brzegi wypełnionym nowościami, dzięki czemu mogę się z Wami podzielić dużą dawką zdjęć i swatchy produktów, które zagoszczą w szafach Wibo i Lovely w najbliższym czasie - mam nadzieję, że zdjęcia okażą się przydatne i znajdziecie tu coś dla siebie.

Z racji tego, że post wyszedłby długi na kilometr, gdybym pokazała wszystko na raz, podzieliłam sobie całość na trzy części - produkty do ust i paznokci, produkty do makijażu twarzy i kosmetyki do oczu. Dzisiaj zaczynamy od lakierów i pomadek. 

WIBO, HOLOGRAPHIC NAIL POLISH


Cztery odcienie holograficznych lakierów - złoto, srebro, róż i czerń. Ja mam trzy z nich i moim faworytem na chwilę obecną jest wersja różowa, bardzo subtelna, nie jaskrawa. Z tego co widziałam na fb Wibo (KLIK) efekt holo jest raczej delikatny, dzięki czemu wydaje mi się, że lakiery będą świetnym topem dla ciemnych lakierów. Takie błyskotki zawsze zostawiam sobie na sezon zimowy, po te najpewniej też sięgnę jak znudzą mi się wałowane w chwili obecnej na okrągło borda i ciemne fiolety. 




LOVELY, STAY BEAUTIFUL NAIL POLISH


To rzeczywiście coś...prześlicznego! Moja wyobraźnia już tworzy w głowie plany na świąteczne i sylwestrowe mani z użyciem tych topów. Pierwszy z nich, odcień 01 (jasna, prawie biała, lekko perłowa baza ze sporymi drobinkami w pastelowych kolorach), będzie świetnie wyglądać na białym lakierze, widzę go też w wersji zmatowionej. Srebro i złoto, czyli numery 02 i 03 są na tyle gęsto napakowane drobinkami (drobniejsze i bardziej jednolite kolorystycznie w przypadku srebra i większe, w odcieniach złota żółtego i chłodnego w przypadku wersji złotej), że spokojnie dadzą radę solo, choć złoto na pewno ciekawie będzie wyglądać jeśli pojedynczą warstwę nałożymy na czerń czy butelkową zieleń. Ostatni kolor, czyli 04 to przezroczysta baza z mnóstwem dużych, nieregularnych drobin w odcieniach srebra i czerni, zdecydowanie będzie wymagać koloru bazowego.





WIBO, METALLIC NAIL POLISH


To akurat pozycja, o której jeszcze nie wiem, co sądzić. Dwa lakiery, złoto i srebro, mające dawać efekt tafli, zapewne zbliżonej do tych, które osiągnąć możemy przy pomocy popularnych ostatnio pyłków. I rzeczywiście na zdjęciu (KLIK) tafla wygląda na dość gładką, nie perłową. Natomiast do mnie ten efekt (zarówno w wersji lakierowej, jak i przy użyciu pyłków) średnio przemawia, mam wrażenie, że przy mojej karnacji wygląda to po prostu źle. Natomiast na pewno spróbuję zastosować je jako bazę pod zdobienie, mam już nawet parę pomysłów, będę je w najbliższym czasie urzeczywistniać. Co ciekawe - lakiery mają przedziwną konsystencję (co widać na poniższym zdjęciach), raczej potrzeba będzie wprawy, żeby nałożyć je równomiernie na paznokcie. 



LOVELY, MATTE LIQUID LIPSTICK & LIP LINER





Zestawy do makijażu ust, czyli matowa pomadka i dopasowana do niej kolorystycznie konturówka mają szansę narobić sporo zamieszania. Po pierwsze - podobieństwo do znanych duetów do ust marki sygnowanej przez Kylie Jenner jest nie do przeoczenia. Porównywałam jak wyglądają opakowania setów od KJ i tych z Lovely i jest szansa, że Lovely nie tyle skopiowało sam projekt, co zainspirowało się mocno samą autorką - w końcu Kylie jest znana z takiego, a nie innego makijażu ust, więc liczę, że to właśnie twórcy mieli na myśli. Ot, taka luźna interpretacja. Po drugie - same duety są...dobre. Kolorystyka jest bardzo ciekawa, ja posiadam 3 z 5 zestawów - Neutral Beauty czyli fajny, delikatny nudziak w ciepłej tonacji, na tyle ciemny, że wyraźnie widoczny na ustach (nie lubię, wróć! nie cierpię pomadek zlewających się z kolorem skóry), Milky Brown czyli ciemny, prawie że czekoladowy odcień oraz Pink Poison czyli brudny, zgaszony róż, również dość ciemny. Wszystkie trzy są całkowicie matowe, ale na ustach nie zastygają do "tępego" matu, są matowo-satynowe, mają zabójczą pigmentację, dzięki czemu wystarczy naprawdę niewiele produktu żeby pokryć dokładnie usta. Konturówki są świetnie dopasowane kolorystycznie do pomadek, są miękkie i gładko suną po ustach. Neutral Beauty i Pink Poison na pewno będą ciekawie wyglądać przy typowo jesiennym makijażu, odcienia Milky Brown nieco się boję, ale spróbuję go jakoś wkomponować w makijaż, żeby sprawdzić czy będę się dobrze czuć w takim kolorze na ustach. Oprócz posiadanych przeze mnie odcieni, dostępne będą jeszcze Sweety, cukierkowy róż oraz Lovely Lips, odcień, który wygląda jak ciemniejsza i bardziej brązowa wersja Pink Poison. Czuję, że będzie hit! 




Jak widać na powyższych obrazkach - jest w czym wybierać. Mogę Wam zdradzić, że dalej też będzie ciekawie! W najbliższych dniach będziecie mogły zobaczyć m.in. paletę do stylizacji brwi, parę ciekawych palet z cieniami do oczu, fajny matowy bronzer i...trochę błysku. 

Pozdrawiam,
Joanna
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...