WoleProstoHeader

29 maj 2016

Makijażowo | Velvet Matte od Golden Rose i pierwsza próba makijażu ślubnego

Szmat czasu mnie tu nie było, jednak potrzebowałam przerwy - oddechu i czasu, żeby móc się skupić na nie robieniu niczego. Choć czy było to takie "nic", to można by dyskutować, bo ślubne przygotowania nabrały tempa, kosmetyczne zbiory się dość mocno przeorganizowały (coś musiało wylecieć z szuflady, żeby mogło do niej wpaść coś nowego!:)), a mój organizm przeżywa jakąś traumę i buntuje się niczym czternastolatka, także ostatnio ani włosy, ani twarz, ani nawet paznokcie nie nadawały się specjalnie do pokazywania.

Maj upłynął mi pod znakiem ogromu pracy, ale i odpoczynku - długie weekendy zdecydowanie powinny zdarzać się częściej. W końcu znalazłam czas, aby wybrać się na małe kosmetyczne łowy. Cel był prosty, miałam wrócić do domu z idealną pomadką na ślub. Na szczęście udało mi się załatwić sprawę w tempie ekspresowym, podjęcie decyzji zajęło mi może minutę. Chciałam czegoś w odcieniu brudnego różu, delikatnego, ale mimo to widocznego na ustach, najlepiej w wersji matowej i nie ścierającej się. Wybór padł na pomadkę Velvet Matte z Golden Rose w odcieniu 02. Choć o pomadkach z tej serii słyszałam i czytałam już mnóstwo razy, wstyd się przyznać, ale do tej pory nie posiadałam żadnej sztuki w swojej kolekcji. Jak się okazuje, był to poważny błąd, bo pomadka nie tylko pięknie się prezentuje, ale i świetnie "się nosi". Na ustach jest praktycznie niewyczuwalna, nie ściera się przy jedzeniu czy piciu. Odcień 02 to również strzał w dziesiątkę, zdecydowanie zaliczyłabym go do mojego szminkowego top 3. Nawet Osobisty pochwalił wybór i stwierdził, że na ślub się nada :). Nie pozostało mi więc nic innego, jak wypróbować pomadkę w oprawie pełnego makijażu, czego efekty możecie zobaczyć poniżej. Czy tak będzie wyglądać finalny makijaż - tego jeszcze nie wiem. Coś mi nie do końca gra, nie wiem, czy jednak nie zrezygnuję z tej delikatnej fioletowej mgiełki na oku na rzecz czegoś wpadającego w brzoskwinię i brąz, prawdopodobnie dodam też odrobinę błysku. Natomiast jednego mogę być pewna - pomadka Velvet Matte zdecydowanie powędruje na moich ustach w drodze do ołtarza!:) 



Nie byłabym sobą, gdybym nie zapytała Was o sugestie. Które z pomadek Velvet Matte to Wasz must-have? Mam dużą chęć rozszerzyć swoją kolekcję o kolejne sztuki. Przydałaby mi się jakaś malinowa czerwień, może coś lekko koralowego :). 

Pozdrawiam,
Panna Joanna
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...