WoleProstoHeader

29 mar 2016

Makijażowo | Nowości Wibo w akcji

Kosmetyki marki Wibo ostatnio zdominowały mojego bloga, ale nie ukrywam, że wiosenna odsłona nowości tej firmy bardzo przypadła mi do gustu i nieco zmieniła moje nastawienie do tych niepozornych produktów. Do tej pory w mojej głowie funkcjonowały jako kosmetyki przeciętne z kilkoma perełkami wśród średniej jakości tłumu. Niemniej jednak, ostatnio Wibo zaskakuje i wypuściło serię nowych kosmetyków, wśród których dla odmiany...ciężko znaleźć coś średniego. Dwie nowe palety (Go Nude i Neutral) intensywnie testuję od jakiegoś czasu i choć obie są niezłe, to Neutral mocno wybiła się na prowadzenie. Bardzo dobre wrażenie zrobiły też na mnie nowe pomadki - i te w sztyfcie i kredki i lip lacquery. W święta korzystając z tego, że miałam trochę więcej czasu (w końcu!) porobiłam kilka fotek makijażu prawie w całości zrobionego kosmetykami Wibo. Efekty poniżej!


Na początek krótki spis:
Twarz: podkład Annabelle Minerals, trio do konturowania z Wibo, sypki puder fixujący również z Wibo
Brwi: duet cieni do brwi Wibo (wersja Dark) + żel do brwi Wibo
Oczy: baza Art Deco, cienie z palety Neutral, tusz So Couture z L'Oreala
Usta: lip lacquer z Wibo o numerze 1




Każdy z tych kosmetyków zasługuje na osobny wpis - tych możecie się spodziewać w najbliższym czasie. 

Pozdrawiam,
Panna Joanna
16 mar 2016

Konturowanie z Wibo | 3 Steps to perfect face

Ostatnio pisałam Wam o bardzo przyjemnym pudrze w kulkach marki Wibo, dziś wpadam z kolejną pozytywną recenzją produktu tej samej firmy. Co się nachodziłam to moje, ale po wytrwałych poszukiwaniach w końcu się udało! Nie tak dawno instagramy, facebooki i blogi zalała mała fala zdjęć nowości wypuszczonej przez Wibo - 3 Steps to perfect face Contour Palette musiało znaleźć się i w mojej kosmetyczce! 




Miałam początkowo spore trudności, żeby to trio zastać na rossmannowej półce. W końcu zupełnym przypadkiem natknęłam się na nie podczas zakupów z serii mydło i powidło (no dobra, nie powidło tylko masło orzechowe). Nie do końca wiedziałam czego się spodziewać, jednak po bardzo dobrych doświadczeniach z rozświetlaczem Diamond Illuminator stwierdziłam, że no risk no fun. Gdybym miała ocenić ten produkt w skali 1-5 dostałby ode mnie mocną czwórkę. Zacznę jednak może od rzeczy najbardziej podstawowych.
Mamy tu trzy odcienie - bronzer, na tyle jasny, że przy mojej wyjątkowo jasnej skórze nie jestem w stanie z tym bronzerem przedobrzyć; rozświetlacz łudząco podobny jest do znanego już szerokiej publiczności Diamond Illuminatora; ostatni w szeregu jest róż określony przez producenta jako holograficzny. Opakowanie jest dość solidne, zatrzask mocny, jako dodatkowy plus zaliczyć można lusterko. Kolory moim zdaniem dobrane są bardzo fajnie, niemniej jednak takie zestawienie kolorystycznie do mojego typu urody pasuje, przy chłodniejszych typach już może być różnie. Bronzer jest całkowicie matowy i na tyle jasny i subtelny, że u mnie bardzo dobrze sprawdza się po prostu do konturowania. Na skórze daje efekt delikatnego "cienia", przez co wypada naprawdę naturalnie. Jest dość suchy, łatwo się nabiera na pędzel, nieco gorzej czepia się skóry, co można rozpatrywać dwojako - teoretycznie musimy się bardziej namachać pędzlem jeśli zależy nam na mocniejszym efekcie, praktycznie z kolei efekt można stopniować i ciężko zrobić sobie tym kosmetykiem krzywdę. Rozświetlacz ma szampański odcień i daje ładną taflę - jest naprawdę łudząco podobny do DI. Jako, że Diamond Illuminator się u mnie sprawdzał świetnie, to i z rozświetlaczem z tego zestawu się polubiłam. Nie ma wyraźnych drobinek, ale i tak jakoś magicznie odbija światło i daje efekt świetlistej, zdrowej skóry. W konsystencji jest już bardziej "mokry" niż bronzer, więc lepiej nakładać go lekką ręką. Róż jest przepiękny! Jest dość podobny do Rose Gold ze Sleeka, ale jest dużo delikatniejszy, co mnie akurat cieszy, bo Rose Gold dla mojej karnacji jest za mocny i łatwo z nim przesadzić. Róż z zestawu ma różowo-brzoskwiniowy odcień z lekką złotą poświatą. Na policzkach wygląda cudnie - bardzo naturalnie, policzki są subtelnie zaróżowione, a ten złotawy poblask daje efekt takiego zdrowego rumieńca i fajnie rozświetla skórę. W nim również nie znajdziemy drobinek, a wykończenie jest jakby satynowe.





Jeśli chodzi o trwałość to może nie jest wybitnie, ale te osiem godzin w pracy spokojnie daje radę :). Taka paleta zdecydowanie sprawdzi się przy wyjazdach, czy nawet do "wyjściowej" kosmetyczki. Ja to trio planuję zabrać ze sobą na majówkę, a czasem zabieram je ze sobą do torebki, kiedy po pracy mam jeszcze jakieś spotkanie i chcę "poprawić twarz". Cenowo również jest fajnie - za paletkę płaciłam coś około 15 złotych. Jak dla mnie bomba!

Pozdrawiam,
Panna Joanna
9 mar 2016

Most wanted - NUDE | o palecie ArtDeco

Jeśli miałabym wskazać rodzaj kosmetyku kolorowego, którego zdecydowanie u mnie za dużo, to z pewnością byłaby to paleta cieni w naturalnych odcieniach. Mam tego naprawdę ogrom i nie potrafię sobie odmówić kolejnych cieni w kolorach nude. Nic więc dziwnego, że spośród kilku nowych palet marki ArtDeco, moją uwagę przyciągnęła akurat paleta o nazwie Nude. Po kilkunastu tygodniach używania mogę już o niej sporo napisać, choć uczucia mam bardzo mieszane, to mam nadzieję, że moja recenzja okaże się pomocna.




Pierwsze wrażenie było więcej niż pozytywne. Paleta jest lekka, ma świetnie skomponowane kolory, słowem - coś co mogłabym polubić bardzo. Polubić polubiłam, jednak nie jest to ideał na jaki miałam nadzieję. Paletka z serii Wanted jest naprawdę niewielka, mieści w sobie 12 odcieni w delikatnych, naturalnych odcieniach. Znajdziemy tu rozmaite beże, jasne brązy, cienie lekko złotawe i delikatnie wpadające w róż, a także kilka ciemniejszych odcieni fajnie dopełniających całości. Kolorystyka jest cudowna i samą paletę z pewnością można by wykorzystać do codziennych, lekkich makijaży, a także do wieczorowego, mocniejszego looku. O ile w makijażach na dzień paleta sprawdza się dobrze, tak przy próbie wyczarowania czegokolwiek bardziej wyrazistego niestety poległa na całej linii. Cienie mają pigmentację całkiem niezłą, niemniej jednak cienie, które w kartoniku wyglądają na stosunkowo ciemne, na powiece na tyle mieszają się z odcieniami jaśniejszymi, że praktycznie nikną. Dla mnie jest to dość duży minus, bo przy chęci podkreślenia mocniej linii rzęs czy zewnętrznego kącika, muszę sięgać po dodatkowy cień, który mi to umożliwi. Szkoda, bo lubię gdy paleta jest tak skomponowana, żeby mogła mi samodzielnie wystarczyć do makijażu. 




Jeśli chodzi o właściwości samych cieni - są dość suche i obawiałam się osypywania, na szczęście okazało się, że dobrze czepiają się pędzla i bez problemu można je nanieść na powiekę. Mimo to, z racji umiarkowanie mocnej pigmentacji, dobrze jest używać pędzelka dość sztywnego i nanosić cienie ruchem wklepującym - w przeciwnym razie cienie mają tendencję do zlewania się w jeden odcień. Bardzo łatwo się je blenduje, a w samej palecie jest kilka cieni, które z powodzeniem mogą posłużyć jakie cienie transferowe. Dużym plusem jest trwałość, cienie bardzo dobrze współpracują z bazą ArtDeco i trzymają się na niej niemal do samego demakijażu. Nie rolują się, nie osypują się w ciągu dnia - w tej kwestii absolutnie nie mogę palecie nic zarzucić. Osobiście wolałabym jedynie aby cienie były nieco bardzo "mokre", taką formułą po prostu wygodniej mi się pracuje. 
U kogo paletka może znaleźć zastosowanie? Na pewno u osób, które lubią naturalne, delikatne makijaże. Tą paletką nie zrobicie sobie krzywdy, nie narobicie plam, a zrobienie delikatnego dymka będzie bezproblemowe dzięki dobremu doborowi odcieni. Paleta daje radę jeśli chodzi o trwałość, więc jeśli wychodzicie z domu bladym świtem i chcecie aby makijaż przetrwał cały dzień w nienaruszonym stanie - to również kosmetyk dla Was. Jeśli jednak wolicie bardziej wyraziste makijaże, możecie się nieco zawieść. 
Ja ostatnio sięgam po tę paletkę dość często, głównie dlatego, że bardzo polubiłam delikatny makijaż oka (pod kątem podkreślenia cieniami) w towarzystwie czarnej kreski, a te cienie jako tło pod smolistą jaskółkę nadają się po prostu znakomicie. Poniżej możecie zobaczyć jak cienie zachowują się na skórze - swatche robione są na gołej skórze, bez bazy i w naturalnym świetle dziennym.




Paletkę możecie kupić m.in. w drogeriach Douglas za cenę 89,90 zł. 

Pozdrawiam,
Panna Joanna
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...