WoleProstoHeader

28.11.2016

ROSY MILK VS. MARSALA, CZYLI O DWÓCH WSPANIAŁYCH RÓŻACH

Mimo, że już od długiego czasu mam silnie przeczucie, że kosmetycznie jestem zaopatrzona na długie miesiące, a moja toaletka jest wyposażona w spory przekrój różnego rodzaju kosmetyków, czasem zdarza się, że pewnego dnia siadam uzbrojona w pędzel i nagle okazuje się, że ulubiony róż dobił dna, inny nijak nie pasuje mi do aktualnej aury, a paleta róży, której używam do makijaży okolicznościowych nie jest specjalnie poręczna na co dzień. Nie pozostaje wtedy nic innego, jak wpaść do drogerii i sprawić sobie trochę radości, zwłaszcza jeśli kosmetyk, który wędruje do koszyka jest niedrogi, ma piękny odcień, cudownie wygląda na policzkach i jest go...dwie sztuki. 



W myśl moich ostatnich planów, aby kupować kosmetyki z głową i nie przesadzać z ich ilością, do szaf z kolorówką kierowałam się po jeden odcień różu. Miał być różowy, ale dość ciepły, wystarczająco napigmentowany, tak aby z powodzeniem na okres zimowy mógł zastąpić mi bronzer. Nie nastawiałam się konkretnie na to czy szukam matu czy czegoś błyszczącego, nie miałam też specjalnych planów w kwestii marki. Akurat w Naturze trafiłam na promocję w szafie Kobo i mój wzrok oprócz kartek -40% przyciągnęły róże, na które nigdy wcześniej z jakiegoś powodu nie zwróciłam uwagi. Wymazałam testerami pół ręki (jak nie lepiej!), nijak nie mogłam się zdecydować, więc koniec końców moje minimalistyczne zamiary poszłyyyy w las, a ja z dwoma sztukami powędrowałam do kasy. Odcienie na pierwszy rzut oka wydawały mi się dość podobne - ciepłe, dość ciemne róże, w obu przypadkach z delikatną domieszką brązu, jednak za tym, żeby zabrać ze sobą obie sztuki do domu przemówił argument, że mają zupełnie różne wykończenia. Poniżej zdjęcia obu pięknotek - matowa Marsala i błyszczący Rosy Brown.






Rosy Brown może początkowo przerażać, bo w opakowaniu wygląda na bardzo błyszczący, jednak ten błysk w dużej mierze znika po nałożeniu na twarz. Owszem, róż ma wykończenie błyszczące, na warstwie koloru widoczna jest złota poświata, ale nie jest to ani brokat, ani efekt bombki, a dość stonowane bling bling. Ja lubię efekt "mokrego" policzka i wg mnie ten róż robi właśnie takie wrażenie. Przy mojej aktualnej bladości spokojnie mogę zastąpić nim i bronzer i rozświetlacz, więc dla mnie jest to kosmetyk 3 w 1. Jestem na ogromne tak! Pigmentacja jest bardzo dobra, a sam róż lekko pyli, ale wyjątkowo łatwo nabiera się na pędzel (co w przypadku kosmetyków wypiekanych nie jest częste) i nie traci koloru przy przenoszeniu na twarz. Ja cały makijaż zawsze na koniec delikatnie "wklepuję" puchatym pędzlem minimalną ilością pudru i w takim wydaniu róż trzyma się naprawdę bez zarzutu. Nie mogę napisać, że trzyma się od rana do wieczora, bo jednak przy pocieraniu twarzy, czy opieraniu się buzią o dłonie zawsze coś tam się zetrze, ale i tak jest nieźle. Jestem zachwycona i odkąd go kupiłam noszę go praktycznie co dziennie, co nieco zepchnęło na boczny tor drugi odcień, który wcale nie jest gorszy. 

Bo matowa Marsala jest niesamowicie uniwersalna. To taki odcień, który będzie pasować chyba każdemu. Brudny róż, ciepły, matowy, o fantastycznym pigmencie. Mimo swojej prasowanej formy, ma delikatnie kremową konsystencję, wystarczy dosłownie musnąć go po wierzchu miękkim pędzlem i równie delikatnie powtórzyć ten ruch na policzkach, aby uzyskać efekt naturalnego rumieńca. Z racji matowego wykończenia, żeby twarz nie wyglądała zbyt "sucho", ja zawsze dokładam do niego odrobinę rozświetlacza. Trwałość jest podobna jak w przypadku poprzednika - przyzwoita. 

Opakowania są proste, zamykane na zatrzask, bez szału, ale róże są nieduże, poręczne, plastik wydaje się solidny. Podoba mi się, że nie zajmują w kosmetyczce wiele miejsca. W regularnej cenie kosztują coś około 15 złotych, ja jak wspomniałam na początku, dorwałam je z 40% obniżką, więc wyszły mnie jeszcze sporo taniej. Moim zdaniem są warte nawet tej pełnej ceny i żałuję bardzo, że tyle czasu żyłam w nieświadomości, że te niepozorne opakowania skrywają tak przyjemne produkty. Muszę koniecznie przyjrzeć się pozostałym kolorom!


Pozdrawiam,
Joanna

22 komentarze:

  1. Oba mnie zauroczyły, ale w pierwszej kolejności zwróciłam uwagę na ten błyszczący - lubię bling bling:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też przepadam, więc od razu zwrócił moją uwagę ;)

      Usuń
  2. Błyszczący chyba nawet mam (lub podobny odcień), ale marsalę muszę mieć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te błyszczące się na pierwszy rzut oka dość podobne wydawały, ale ten jednak najładniejszy :D

      Usuń
  3. Takie róże jak Marsala uwielbiam, piękny uniwersalny odcień :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko mi sobie wyobrazić typ urody, na którym ten róż mógłby wyglądać źle, to fakt ;)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Bardzo fajnie wygląda też na oku, taki mocniej roztarty :)

      Usuń
  5. Nigdy nie zwróciłam na nie uwagi a faktycznie prezentują się pięknie <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też długo je omijałam, zupełnie nie wiem czemu :)

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Ona na żywo jest jeszcze ładniejsza :)

      Usuń
  7. Rosy Brown chyba bardziej do mnie przemówił :D Piękne te kolory *.* Zawsze wydawało mi się, że Kobo to nie najtańsza marka, choć też nie najdroższa. Może taki MAC :D Podrawiam Asiu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kobo w porównaniu do niektórych marek dostępnych w Naturze (typu Sensique czy My Secret) jest troszkę droższe, ale wg mnie i tak ciągle ta niska półka cenowa, a jakościowo kosmetyki naprawdę są fajne (mam pudry, bronzery, cienie - ze wszystkiego jestem zadowolona) :)

      Usuń
  8. fajnie wyglądają ale nie widziałam w szafie kobo niestety;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może po tej promocji, która teraz była niedawno (-40%) je wymiotło, u mnie przeważnie jest ich dużo :)

      Usuń

Proszę o nie zostawianie komentarzy typu "Zapraszam do mnie", próśb o dodanie do obserwowanych oraz podobnych służących autopromocji blogów czy stron personalnych.
Dziękuję bardzo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...