WoleProstoHeader

03.11.2016

BIOCHEMIA URODY - TRZY RAZY TAK!

Długo przymierzałam się do kosmetyków wykonywanych samodzielnie z półproduktów, jednak jakoś ciągle było mi do nich nie po drodze. Pewnie po prostu zwyciężało lenistwo, a ja w dalszym ciągu sięgałam po tzw. gotowce z drogeryjnych półek. Lektura książki "Sekrety urody Koreanek" trochę zmieniła moje podejście i postanowiłam, że w końcu się przemogę. Zamówienie złożyłam na Biochemii Urody - o tym, co wybrałam i dlaczego, przeczytacie w dalszej części posta.


Skupiłam się na trzech elementach - złuszczaniu, oczyszczaniu i pielęgnacyjnej bazie pod kremy. Po dokładnym zapoznaniu się z asortymentem i przekopaniu internetu w poszukiwaniu recenzji, zdecydowałam się na następujące produkty:

Serum antyoksydacyjne flavo+C15EF
Enzymatyczny peeling z bromelainą i papainą
Olejek myjący w wersji pomarańczowej


Serum z witaminą C już wcześniej pojawiało się w mojej pielęgnacji, jednak to właśnie z tym z BU polubiłam się najbardziej. Całość mikstury trzymam w ciemnej buteleczce w lodówce, a porcję mniej więcej tygodniową przelewam sobie do mniejszego opakowania z pipetą. Serum jest bardzo lekkie, wchłania się błyskawicznie i stanowi świetną "bazę" pod kremy i bardziej treściwa sera. Ma charakterystyczny, jakby metaliczny zapach i ten aromat może być uciążliwy podczas aplikacji, natomiast dość szybko znika i nie drażni nosa. Skóra zaraz po zastosowaniu jest delikatnie lepka, ale mnie to specjalnie nie przeszkadza, bo i tak zaraz potem nakładam na skórę krem. Działanie jest za to fantastyczne! Na moją "szarawą" cerę z przebarwieniami i naczynkami podziałało wzorowo - zaczerwienienia się zmniejszyły, cera nabrała zdrowszego, jasnego i równego kolorytu, skóra jest bardziej napięta, poprawiła się jej elastyczność. Używam go regularnie już ponad trzy miesiące (wieczorem i/lub rano) i po takim czasie naprawdę widocznie poprawiła się forma mojej skóry. Dla mnie to prawdziwa, witaminowa bomba! Serum opiera się na hydrolacie z czarnej porzeczki, w składzie znajdziemy też kwas hialuronowy, witaminę E, kwas ferulowy oraz oczywiście lewoskrętną witaminę C. Ja swoje serum wzbogaciłam dodatkowo kompleksem silikonowo-malinowym. 


Olejek myjący to za kosmetyk, który po prostu musiałam kupić. W książce Charlotte Cho, pielęgnacja opiera się na dwuetapowym oczyszczaniu skóry (olej myjący+żel na bazie wody). Zdecydowałam się więc na bardzo popularny pomarańczowy olejek myjący i nie żałuję. Kosmetyk tworzy gęstą, kremową i otulającą skórę emulsję (bo pianą się tej formuły określić nie da). Ja z reguły zmywam makijaż oczu i "wierzchnią" warstwę makijażu twarzy płynem micelarnym, następnie zwilżam dłonie, aplikuję na nie dosłownie kilka kropel tego olejku i dokładnie masuję twarz. Nie spieszę się przy tym, staram się zawsze jak najdokładniej wykonać ten etap oczyszczania. Olejek ze zmywaniem makijażu i usuwaniem zanieczyszczeń radzi sobie wzorowo. Pozbędziemy się przy jego pomocy resztek tuszu do rzęs, zmyjemy nim nawet najcięższy podkład. Bazą jest olej słonecznikowy tłoczony na zimno, całość wzbogacona jest w witaminę E i ekstrakt z rozmarynu. Dzięki dodawanemu emulgatorowi, po zmieszaniu oleju z wodą tworzy się bardzo przyjemna, kremowa emulsja, po zmyciu której nie odczujemy na skórze tłustej, oblepiającej warstwy. Jestem szczerze zachwycona tym, że tak prosty kosmetyk potrafi tyle zdziałać. Świeży aromat pomarańczy dodatkowo uprzyjemnia rytuał mycia buzi. Używam go i rano i wieczorem i coraz ciężej wyobrazić mi sobie pielęgnację bez tego produktu. 


Peelingu w zasadzie nie potrzebowałam - planowałam całkowicie porzucić peelingi mechaniczne i przerzucić się na te enzymatyczne, a takowe gdzieś tam w kosmetycznej szufladzie na pewno by się znalazły. Jednak o peelingu z bromelainą i papainą naczytałam się już na tyle dużo, że postanowiłam skorzystać z tego, że robię zamówienie i w końcu wypróbować go na własnej skórze. Bazą peelingu są mączka owsiana i ryżowa oraz dwa enzymy - z miąższu ananasa i z miąższu papai. Enzymy mają za zadanie rozpuścić martwy naskórek. Peeling po zmieszaniu ma formę proszku, którego porcję przed samym użyciem należy zmieszać z wodą, tak aby uzyskać konsystencję papki. Ja taką mieszankę nakładam na oczyszczoną skórę, zostawiam na kilka minut (do wyschnięcia) i zmywam ciepłą wodą. Skóra zaraz po użyciu jest naprawdę gładka, wszelkie suche skórki są dość mocno zniwelowane. Formuła kosmetyku jest na tyle delikatna, że w żaden sposób nie podrażnia skóry, jest wyjątkowo łagodny, ale przy tym nie traci nic na swojej skuteczności. Peelingu używam raz w tygodniu i taka częstotliwość na chwilę obecną w zupełności mi wystarcza. Minusem jest średnio przyjemny zapach, mój nos on wyjątkowo drażni, ale dla efektu warto się przemóc. 


Podsumowując - przełamałam się do własnoręcznie "kręconych" kosmetyków i nie żałuję! Skutecznością nie ustępują tym drogeryjnym, za to dostajemy produkty o prostych, nieprzekombinowanych składach, na dodatek w całkiem przystępnych cenach. Trzy razy tak!

Pozdrawiam,
Joanna

28 komentarzy:

  1. Koniecznie muszę kupić to trio! Do tej pory zwykle poprzestawałam na korundzie, olejach, glinkach i hydrolatach, nie dając szansy kosmetykom. Chyba muszę się przełamać :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Korund kiedyś miałam, wtedy byłam zadowolona, ale teraz unikam mechanicznego złuszczania :) Temu trio koniecznie daj szansę, jestem pewna, że się polubicie :)

      Usuń
  2. Miałam wszystkie trzy i do każdego kiedyś chętnie wrócę. Zaskoczyłaś mnie opinią o zapachu peelingu - wspominam go jako neutralny z nutką owsianki. Po traumie jaką był dla mnie hydrolat z czystka, peeling pachnie jak perfumy :D Olejek świetnie sprawdzał się do zmywania cięższych podkładów - rozpuszczał je skuteczniej niż żele.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie zapach jest ciężki, ale ja mam wyczulony nos :D Czystek jest dla mnie traumą sam w sobie, piję go od dłuższego czasu pro-zdrowotnie, ale za każdym razem czekam aż wystygnie i wypijam duszkiem, a i tak łatwo nie jest :D

      Usuń
  3. ten olejek i peeling chętnie kiedyś wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawe, nawet nie przyszło mi do głowy, że mają takie ładne opakowanka :D Ich strona prezentuje się słabo więc ostatecznie nigdy nic tam nie zamówiłam, ale te zdjęcia są tak zachęcające, że może następne półprodukty zakupię właśnie w Biochemi? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jak oglądałam podczas tworzeniu tego wpisu ich stronę, to mój mąż zaglądając mi zza ramienia się zapytał co to za straszna strona rodem z lat 90 :D Więc rzeczywiście - nie zachęcają :) Ale opakowania mają niezłe, proste, funkcjonalne, ja jestem zadowolona :)

      Usuń
  5. Może jakiś rabat dla czytelniczek ? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie współpracuję z Biochemią Urody, wszystkie opisane produkty kupiłam sama :)

      Usuń
  6. ja się czaję na ten olejek do demakijażu. Zużyję Resibo i z przyjemnością zamówię ten :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się do tego olejku też długo przymierzałam, bardzo żałuję, że tak późno się zdecydowałam :)

      Usuń
  7. Nigdy jeszcze nie kupowałam produktów z Biochemii urody ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja parę razy zamawiałam półprodukty ze Zrób sobie krem, z BU to też moje pierwsze spotkanie :)

      Usuń
  8. nie wiem jak to się stało, ale jeszcze nic nie miałam z BU. wiele dobrego czytałam na temat tego olejku myjącego, pewnie skuszę się na jego zakupu za jakiś czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie wiem, jakim cudem tak długo się opierałam :D Nie popełniaj mojego błędu!:)

      Usuń
  9. Jeszcze nic nie miałam z Biochemii Urody muszę w końcu się skusić .To serum bardzo mnie zaciekawiło ;)
    http://beautybloganeta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serum z wit. C w ogóle robi dobrą robotę, a to ma dodatkowo mega lekką formułę!:)

      Usuń
  10. Ja się jakoś nie umiem przekonać do peelingów enzymatycznych, nie widzę na sobie ich działania :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak miałam bardzooo długo. Teraz widzę, że przy regularnym używaniu enzymatycznych skóra jest równie gładka jak przy peelingach mechanicznych, ale nie jest każdorazowa podrażniona :))

      Usuń
  11. Też kupiłam ten olejek myjący po lekturze "Sekretów" :) Bardzo przyjemnie mi się go używa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po przeczytaniu Sekretów nie wyobrażam sobie nie mieć olejku myjącego!:)

      Usuń
  12. A ja jakoś nie mogę się przełamać do "kręconych" kosmetyków ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam długo przekonana, że to "kręcenie" to jakieś mega skomplikowane operacje są, a tu całość się w sumie opiera na przelaniu/przesypaniu wszystkiego do jednego opakowania :D

      Usuń
  13. Kiedyś intensywnie bawiłam się we własnoręczne tworzenie mazideł z półproduktów - teraz brakuje mi na to zwyczajnie czasu :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie by się też nie chciało tworzyć z półproduktów całej pielęgnacji, ale te trzy kosmetyki są na tyle proste i skuteczne, że czasu mi specjalnie nie zabierają :)

      Usuń
  14. Serum z wit. C jest dla mnie kuszące, ale na razie ze względu na retinoidy wolę nie dokładać cerze nic dodatkowo podrażniającego. Możliwe, że od sezonu wiosennego wrócę do stosowania tego typu produktów :)
    Do olejków jestem zrażona - mycie nimi jako pierwszy etap demakijażu kończyło się wypryskami i zapchaniem cery mimo natychmiastowego drugiego i trzeciego etapu - czyli mycia mydłem i płynu micelarnego...
    Peeling z bromelainą natomiast mam :) Powróciłam do niego po dłuższej przerwie i jestem po pierwszym użyciu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie dokładnie odwrotnie - bez tego etapu olejowego miałam sporo więcej wyprysków, mam wrażenie, że teraz mam dużo lepiej oczyszczoną skórę :) A co do serum - faktycznie lepiej nie kombinować ze wszystkim na raz, umiar przede wszystkim :)

      Usuń

Proszę o nie zostawianie komentarzy typu "Zapraszam do mnie", próśb o dodanie do obserwowanych oraz podobnych służących autopromocji blogów czy stron personalnych.
Dziękuję bardzo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...