WoleProstoHeader

16.10.2016

JESIENNE CZASOUMILACZE

W końcu nadszedł ten czas w roku, kiedy mogę zakopać się pod kocem, odpalić rozgrzewający wosk w kominku, załączyć nastrojową playlistę (na świąteczną płytę Buble'a co prawda jeszcze za wcześnie, ale przyjemności posłuchania nowej, zimowej płyty Katie Melua sobie nie odmówiłam!) i z książką zalec na kanapie. Pierwszy raz wpadłam w delikatną dyniową fascynację i popijam pumpkin spice latte, zajadam dyniową zupę i...rzeźbię. 

Dawno nie pokazywałam nic luźnego w stylu "ulubieńców" czy to kosmetycznych czy innych, więc z racji leniwej niedzieli, dyniowych lampionów i ogólnej atmosfery błogości, postanowiłam stworzyć coś na kształt spisu rzeczy, którymi ostatnio z przyjemnością się otaczam. Będzie kosmetycznie i nie tylko!



Jeśli chodzi o pielęgnację, to staram się trzymać wypracowanej pielęgnacji na koreańską modłę i bardzo sobie to chwalę. Brakowało mi jednak jakiegoś mocniejszego nawilżenia, silnie skoncentrowanego, tłustego kosmetyku, który mogłabym sobie nakładać na noc, czy pod maseczki w płachcie. Sięgnęłam po sprawdzone już kiedyś kapsułki z Rival de Loop - jeśli moja cera potrzebuje ekspresowego nawilżenia, czegoś co wręcz mogłabym określić mianem "kompresu" to te rybki zawsze są w stanie poratować moją skórę. Teraz, podczas sezonu grzewczego, przy dużych wahaniach temperatur jest to zdecydowanie mój must-have.


Makijażowo zrobiłam się ostatnio bardziej niż nudna. Na mojej twarzy gości niezmiennie dzień w dzień rozmyta brązowa kreska, do tego któraś z pomadek K-lips z Lovely (Neutral Beauty i Pink Poison to zdecydowanie moi faworyci). Paznokcie z reguły zdobi jeden z kilku ciemnych lakierów - lubuję się teraz w bordach, brązach, śliwkach. Moje ostatnie odkrycie to lakier Dark Chocolate z Astora, na paznokciach wygląda obłędnie, odcień ciemnej, gorzkiej czekolady pięknie komponuje się z jesienną aurą. 



Ostatnia jesień upłynęła mi pod znakiem Aliena, który nadal jest w moim zapachowym top 3. Jednak Alien powoli dobija dna, a mi potrzebne było coś, co mogę bez żalu wrzucić do torebki. U koleżanki z pracy wywąchałam perfumy Zary i przepadłam. Femme, bo o nich mowa, to zapach skrojony dla mnie! Specyficzne, dość słodkie, mocne, idealne na jesień. 


Odchodząc od tematyki kosmetycznej, bo nie samymi kosmetykami człowiek żyje - mam książkę do polecenia. "Doskonałe dziedzictwo" Penny Vincenzi, wydawnictwa Świat Książki wciągnęło mnie od pierwszej do ostatniej strony, choć nie spodziewałam się, że tak bardzo wsiąknę w tę książkę. To opowieść o perypetiach Bianci Bailey, która próbuje przywrócić na szczyt markę kosmetyczną (czyli jednak zostajemy w temacie kosmetyków) House of Farrell, okraszona dużą ilością romansów, rodzinnych i biznesowych relacjach, niejednokrotnie trudnych i zawiłych. Nie ma tu skomplikowanych zagadek, ciężkich filozoficznych rozważań, ale te wszystkie międzyludzkie interakcje, które mogłam śledzić przez przeszło 700 stron wciągnęły mnie bardziej niż niejedna kryminalna intryga. Trzymałam kciuki za sukces głównej bohaterki, kibicowałam wszystkim jej pomocnikom, irytowałam się na jej pojawiający się co rusz egoizm i podziwiłam jej upór w dążeniu do celu. Książka mimo, że jest pokaźnym tomiszczem, czyta się lekko i przyjemnie. I szybko! Połknęłam ją w trzy wieczory, siedząc w pracy przebierałam pod biurkiem nogami i czekałam na moment, kiedy wrócę do domu, ubiorę się w miękki sweter, zaparzę sobie ulubioną herbatę i będę mogła kontynuować oddawanie się przyjemności czytania. 



Apropo ulubionej herbaty - rozsmakowałam się ostatnio w lekko świątecznej Magic Moment od Teekanne. Wielki kubek tej aromatycznej herbaty potrafi przenieść mnie w taki magiczny stan przedświątecznego oczekiwania (ja wiem, że jeszcze daleko, ale jestem prawdziwym bożonarodzeniowym freakiem i jak tylko liście na drzewach robią się kolorowe to ja zaczynam już odliczać do świąt). Czuję w niej świąteczny kompot, lekkie piernikowo-cynamonowe nuty, samo opakowanie już wprawia mnie w odpowiedni nastrój. Uwielbiam!


Pisałam też, że trochę sobie porzeźbiłam. O ile wcześniej dyniowe ozdoby kompletnie mnie nie ruszały, z reguły omijał mnie bokiem gdzieś ten cały halloweenowy szał, tak teraz wszechobecne w sklepach dynie duże i małe skutecznie do mnie przemówiły. Zaopatrzyłam się w kilka sztuk, pożyczyłam od taty wiertarkę i przy pomocy Osobistego Męża zrobiłam kilka lampionów. Nie mogę doczekać się aż zapadnie zmrok!



Pozdrawiam jesiennie,
Joanna

19 komentarzy:

  1. Ale te lampiony dyniowe są super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Wrzuciłam do nich takie migające na kolorowo diody i efekt naprawdę jest sympatyczny :D

      Usuń
  2. Fajny pomysł na dyniowe lampiony :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natknęłam się na nie gdzieś na Pintereście i spodobały mi się dużo bardziej niż te wszechobecne dyniowe twarze :D

      Usuń
  3. Najlepszy jesienny czasoumilacz to właśnie ta herbatka - uwielbiam ją!

    OdpowiedzUsuń
  4. Śliczne lampiony! Magic Moments bardzo lubię, uwielbiałam Winter Time, ale od dawna jej nie widziałam :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chciałam obie, bo przeczytałam o nich na świątecznym wątku na wizażu jakiś czas temu, ale znalazłam jedynie Magic Moments. Mam taki plan, żeby zapolować na kilka świąteczno-zimowych herbat i może zrobię jakieś porównanie :)

      Usuń
  5. Uwielbiam tą herbatę, a pomadki Lovely muszę dorwać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomadki są super, próbuję się jeszcze do tej najbardziej brązowej przekonać - na razie wypróbowałam w warunkach "domowych" i bardzo mi się podoba efekt, ale muszę jeszcze odważyć się wyjść w niej z domu :D

      Usuń
  6. Genialnie wyszły Ci te dynie! :)
    Książką chętnie się zainteresuję, choć mój stosik do czytania robi się coraz większy :))
    U mnie wypryski pojawiają się coraz rzadziej (królestwo dla Zorac'a :D), więc niedługo cofnę się do Twojego postu nt pielęgnacji na koreańską modłę i może coś sobie przyswoję :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka bardzo przyjemna na relaksujący wieczór :) Moja cera też już się uspokoiła, ale dalej pokornie podążam za koreańskimi wskazówkami :)

      Usuń
  7. Bardzo lubię pomadki K-lips z Lovely :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie królują od niedawna, ale bardzo je polubiłam :)

      Usuń
  8. Muszę w końcu dorwać któraś z tych pomadek, słyszałam o nich wiele dobrego

    OdpowiedzUsuń

Proszę o nie zostawianie komentarzy typu "Zapraszam do mnie", próśb o dodanie do obserwowanych oraz podobnych służących autopromocji blogów czy stron personalnych.
Dziękuję bardzo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...