WoleProstoHeader

31 paź 2015

Zaczarowany las | Nowa paleta Sleeka

Mimo ćwierćwiecza na karku, nadal uwielbiam bajkowe klimaty. Z racji tegoż upodobania, bardzo spodobała mi się paleta Sleeka Enchanted Forest. Szał na kolekcjonowanie palet Sleeka zdecydowanie mi już minął, jednak ta paletka jest na mnie dowodem na to, że Sleek dalej nie zawodzi i potrafi zaskoczyć czymś wyjątkowo ładnym. Tym razem podoba mi się po prostu wszystko - kolory, ich nazwy (inspirowane Kopciuszkiem!), wykończenia (jakże trafne dobrane do odcieni), pigmentacja, trwałość cieni. Zapraszam Was do Zaczarowanego Lasu! 





Sleek jak to Sleek - 12 cieni zamkniętych w czarnej palecie z lusterkiem. Kompozycję cieni dość trudno mi opisać, bo mamy tu naprawdę duży przekrój przez kolory. Lecąc od lewej strony w górnym rzędzie mamy tutaj:
  • Glass Slipper czyli jasny, kremowy, matowy cień, pigmentacja dość dobra; 
  • Beatrice to kolejny mat, tym razem różowy; 
  • Perla to bardzo ciekawy odcień - błyszczący, jasny, stalowy błękit, ja widzę w nim też takie "bzowe" nuty;
  • Fairy Godmother czyli prześliczny różowy odcień, lekko ciepły, również o wykończeniu metalicznym;
  • Grand Duke to niesamowicie nasycony, błyszczący granatowy cień z lekkim fioletowym podbiciem;
  • Drizella to cień spokojniejszy - błyszczący chłodny brąz, świetny do smoky eyes;
  • Pumpkin jak dla mnie niewiele ma wspólnego z dynią, jest za to błyszczącym odcieniem pomiędzy złotem, a brzoskwinią;
  • Prince Charming to kolejny mat, bardzo fajnie napigmentowany, kolor - czysty turkus; 
  • Happily Ever After jest stalowym, błyszczącym cieniem o cudnej pigmentacji; 
  • Anastasia to jeszcze jeden matowy cień, tym razem o kolorze czerwonego wina, pigmentacja świetna; 
  • Daphne to chyba jeden z moich ulubionych cieni z tej palety - ni to zieleń ni to szarość napakowana mnóstwem multikolorowych drobinek; 
  • Lady Tremaine podobnie jak Drizella jest kolorem bardziej neutralnym - ciemny, czekoladowy odcień brązu, z pięknie migoczącymi ciepłymi drobinkami. 
Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona pigmentacją cieni. Sleek ma to do siebie, że przeważnie cienie w paletach są dość nierówne pod kątem jakości. Tutaj natomiast każdy cień co do jednego ma pigmentację co najmniej dobrą. Maty nie są suche i tępe tylko dość kremowe, błyszczące cienie - jak to u Sleeka - są wręcz lekko mokre. Wszystkie świetnie czepiają się bazy, bardzo dobrze się rozcierają i na bazie trzymają się do samego zmycia. Zestawienie kolorów uważam za niesamowicie trafne. Takim zestawem zrobimy i delikatny makijaż na dzień i mocne, wieczorowe smoky. Dzięki obecności odcieni fioletu czy niebieskości, a także zieleni możemy sobie fajnie modyfikować "bezpieczną" bazę i stworzyć czy to jesienny czy zimowy makijaż. Spora część cieni nada się do rozświetlania makijażu (Pumpkin, Perla, Happily Ever After czy Fairy Godmother). Za każdym razem jak otwieram tę paletę nie mogę się zdecydować jakiego połączenia chciałabym spróbować. Jestem bardzo na tak, duży plus dla Sleeka, za tak cudowne, "czarodziejskie" zestawienie kolorów. 

Jeśli chodzi o tzw. łatwość w obsłudze, to w zasadzie nie ma większych trudności. Ciemne, błyszczące cienie najlepiej aplikować na powiekę dociskając pędzelek do skóry, a dopiero potem rozcierać, z racji tego, że cienie mają specyficzną, lekko "wilgotną" formułę. Dużym, puchatym pędzelkiem do rozcierania uda nam się zrobić subtelniejszą mgiełkę koloru (np. w załamaniu powieki czy ponad nim). 

Poniżej kilka zbliżeń na cienie i swatche (na gołej skórze, bez bazy).





Ja jestem oczarowana i daję Sleekowi piątkę z ogromnym plusem! Mam nadzieję, że jest to zapowiedź jakiejś nowej jakości w paletach Sleeka :).
Cenowo nic się nie zmieniło - palety nadal kosztują około 40 złotych i dostać je można w większości drogerii internetowych.


Pozdrawiam,
Panna Joanna
18 paź 2015

Porównanie biedronkowych szczoteczek do oczyszczania twarzy

Jak tylko natknęłam się na informację, że Biedronka postanowiła nas uszczęśliwić wypuszczając w swojej ofercie soniczną szczoteczkę do oczyszczania twarzy, to w mojej głowie powstał mały zamęt. Miałam już od jakiegoś czasu zwykłą (również biedronkową nawiasem mówiąc), obrotową szczoteczkę i nie wiedziałam, czy jest sens inwestować w kolejną sztukę, zwłaszcza, że ta z aktualnej oferty KLIK! miała być nieco droższa. Po krótkim namyśle jednak zdecydowałam się na zakup i po kilku dniach używania chciałabym zrobić takie małe porównanie pomiędzy wersją obrotową, a wersją soniczną. W mojej Biedronce szczoteczki nadal są dostępne, jest na nie zdecydowanie mniejszy szał niż na te ze starej oferty - podejrzewam, że wynika to z nieco wyższej niż uprzednio ceny. Patrząc na to z drugiej strony - ciągle możecie je dostać :).



Zdecydowanym plusem sonicznej wersji jest możliwość dokupienia zestawu trzech wymiennych końcówek. W obrotowej wersji takiej opcji nie było, w związku z czym trzeba było liczyć się z faktem, że po kilku miesiącach używania szczoteczka będzie w całości do wymiany. Niestety, ale końcówki z wersji sonicznej nie pasują do szczoteczki obrotowej, więc odpada opcja zaopatrzenia się teraz w same końcówki. Ja do swojej szczoteczki wzięłam także końcówki, więc w teorii taki zestaw, licząc też końcówkę, która już była w szczoteczce, powinien wystarczyć mi na około rok czasu. Liczę, że szczoteczka soniczna będzie pojawiać się w miarę regularnie w ofercie Biedronki, tak jak wersja obrotowa, która byłą już dostępna bodajże trzy razy, dzięki czemu pojawi się jeszcze możliwość ponownego kupna końcówek. 

Z danych technicznych - szczoteczka soniczna jest zdecydowanie większa i cięższa od wersji obrotowej. Wygląda zdecydowanie porządniej i jest zwyczajnie ładniejsza. Ja skusiłam się na wersję różową, w ofercie jest jeszcze biała. Szczoteczka również jest na baterie (są dołączone do zestawu). Podstawowa różnica polega na samym mechanizmie działania. Mówiąc jak najbardziej łopatologicznie - stara wersja się kręci w kółko, nowa wersja kręci się kawałek i wraca, kawałek i wraca, a więc działanie opiera się na drganiach. Mamy do wyboru dwa stopnie intensywności. Soniczna szczoteczka jest też wyposażona w dwa bajery, których nie było w wersji obrotowej. Po pierwsze, co 20 sekund wibracjami informuje o tym, że należy zmienić obszar czyszczenia twarzy. Po drugie, automatycznie wyłącza się po 60 sekundach. Istotne jest też to, że wersja soniczna posiada wodoodporną obudową. Dla mnie to o tyle wygodniejsze, że po umyciu twarzy spłukuję sobie pod wodą szczoteczkę i czyszczę końcówkę. W starej wersji obawiałam się, że zaleję nie to co powinnam i całe urządzenie trafi. Tutaj ten problem odpada. 

Porównując same końcówki - te z wersji sonicznej są zdecydowanie bardziej miękkie i sprężyste. Do cer wrażliwych powinny się sprawdzić dużo lepiej niż te z obrotowej wersji. A samo działanie - jak dla mnie bajka. Ja używam jej w duecie z olejkiem do mycia twarzy z Bielendy i taki zestaw sprawdza się u mnie fantastycznie. Skóra jest dokładnie oczyszczona, a drgania dają efekt zbliżony do masażu. Przy regularnym używaniu spodziewam się naprawdę dobrych efektów. 



Cenowo moim zdaniem nie ma tragedii - szczoteczka kosztuje 49,99 zł, a zestaw trzech wymiennych końcówek 29,99 zł. Jestem na tak!

Na koniec mały bonus. Zapanował ostatnio mały szał na biedronkowe "sweterkowe" kubki KLIK!. My skusiliśmy się na 4 sztuki i muszę przyznać, że wyglądają naprawdę uroczo :). 


Pozdrawiam,
Panna Joanna
16 paź 2015

Na tropie drogerii | BODYLAND

Niejednokrotnie zdarzało mi się już robić kosmetyczne zakupy przez internet. Wynika to z prostego faktu, że nie ma porównania między asortymentem dostępnym w drogeriach on-line, a tymi stacjonarnymi. Obecności wielu marek nie doświadczymy w drogeriach Hebe czy Rossmann. Na szczęście rynek sprzedaży internetowej rośnie w siłę, a kosmetyki takie jak Makeup Revolution czy Sleek mamy w zasadzie na wyciągnięcie ręki. Staram się być na bieżąco z tym, co oferują nam drogerie internetowe. Sama często robię w nich zakupy, a jako blogerka nierzadko też od takowych dostaję propozycje współpracy. 
Drogerię Bodyland poznałam kilka miesięcy temu, kiedy to właśnie otrzymałam propozycję wybrania sobie kilku produktów dostępnych w ich asortymencie. Dzisiaj chciałabym przybliżyć Wam tę drogerię - oferta tego sklepu jest szeroka, a promocje zachęcające. Ja sama pewnie nie trafiłabym na bodyland, gdyby nie mój blog, a szkoda by było, bo asortyment jest moim zdaniem bardzo przemyślany i "spójny".


W ofercie znajdziemy produkty takich marek jak ArtDeco, Peggy Sage, Pupa czy Lumene. Sklep ostatnio rozszerzył swoją makijażową ofertę o Sleeka, Makeup Revolution i Beauty Crew. Dużym plusem sklepu jest spory wybór kosmetyków pielęgnacyjnych - zarówno tych do ciała i twarzy - mamy tu i Bandi i Dermikę, a także coś na co zwróciłam ostatnio szczególną uwagę - kosmetyki z serii Ziaja PRO (aktualnie wszystkie przecenione w zakresie 15-25%). Mnie osobiście zaskoczył ogrom kosmetyków przeznaczonych do pielęgnacji i stylizacji włosów. Warto zainteresować się choćby produktami Indoli (pamiętacie serum, które jakiś czas temu było dołączone do jednego z boxów? to właśnie ta marka :)). 
Drogeria Bodyland posiada również dział "Perfumeria" z dużym wyborem perfum. 
Aktualnie  sklepie znajdziecie sporo promocji - m.in. na wspomnianą wcześniej Ziaję PRO, a także na kosmetyki ArtDeco czy The Balm. 

Wraz z drogerią Bodyland mamy dla czytelników bloga mały bonus - na hasło JOANNA obowiązuje rabat 20 zł przy zakupach za minimum 100 zł. Rabat ważny jest od dzisiaj do 22 października. Dajcie znać czy się przydał!:)
Pozdrawiam,
Panna Joanna
14 paź 2015

Makijażowo | Pani Śmierci

Jak praktycznie co roku o tej porze, pierwsze podmuchy wiatru przypomniały mi, że w mojej czaszce jest coś takiego jak zatoki. Mają one to do siebie, że ni z tego, ni z owego zaczynają boleć, choć jest to dla mnie fakt niesamowicie interesujący, że coś, co jest tak naprawdę pustą dziurą może uprzykrzać człowiekowi życie. Dzisiaj więc miałam dwie opcje - albo położyć się bezczynnie i liczyć na to, że ból głowy nie przyprawi mnie o chęć pogryzienia poduszki, albo zająć się czymś na tyle kreatywnym, aby oszukać organizm i wmówić mu, że wszystko gra. Wybrałam tę drugą opcję i co oczywiste, umyśliłam sobie zrobienie makijażu, który już długo chodził mi po, nomen omen, głowie. Z racji zbliżającego się Halloween wszędzie ostatnio widzę przeróżne charakteryzacje - wampiry, wiedźmy, zombiaki, a mi jakiś czas temu wpadł do głowy pomysł, aby zmalować maskę Pani Śmierci. Niewiele myśląc, wygrzebałam z toaletki wszelkie czarne kredki, linery, trochę cieni i zaczęłam działać. We włosy wplotłam jedynego kwiata jakiego znalazłam w domu, ze ściany ściągnęłam dwa motyle, pokusiłam się nawet o odpalenie lampy. Efekty mojej odmóżdżającej zabawy możecie zobaczyć na poniższych zdjęciach. Głowa co prawda nie przestała boleć, ale na jakiś czas się od niej "oderwałam". Drobna rada - nie róbcie tego, jeśli w domu nie macie porządnego płynu dwufazowego, próby zmycia upiornej maski z twarzy odbiły się małą traumą na mojej psychice :). 






Jeśli wybieracie się na halloweenową imprezę, taki makijaż to fajna opcja na przebranie. Wystarczy, że macie w domu nadmiar czarnych kosmetyków i godzinę czasu :). 

Pozdrawiam,
Panna Joanna
6 paź 2015

INFO | Soniczna szczoteczka do oczyszczania twarzy w nowej ofercie Biedronki

Gdy ostatnio w Biedronce pojawiły się szczoteczki do twarzy, dałam Wam cynk i wiem, że wiele z Was skorzystało (lub chciało skorzystać) z biedronkowej odpowiedzi na popularność tego typu gadżetów do oczyszczania twarzy. Tym razem informacja o pojawieniu się szczoteczek ukazała się trochę wcześniej, więc i tym razem spieszę donieść, że w osiedlowym sklepie będzie można nabyć szczoteczkę do twarzy i to nie byle jaką, bo tym razem Biedronka pokusiła się o wersję...soniczną. 

Wg informacji z gazetki, którą możecie zobaczyć tutaj - KLIK! szczoteczka ma mieć dwie prędkości obrotowe, timer z wibracyjnym przypomnieniem o przejściu do kolejnej strefy twarzy, automatyczne wyłączenie po 60 sekundach oraz wodoszczelną obudowę. Ciekawą opcją jest również fakt, że poza samą szczoteczką, w ofercie pojawi się też zestaw 3 wymiennych główek do szczoteczki. W szczoteczkach z poprzednich biedronkowych edycji takiej opcji nie było, nad czym już wtedy nieco ubolewałam. 


Początkowo niespecjalnie planowałam kupno tej szczoteczki, ale teraz zaczynam się zastanawiać. Szczoteczka wygląda na zdjęciach porządniej niż ta, którą posiadam, ciekawa jestem też jak spisałaby się u mnie szczoteczka w wersji sonicznej. Gazetka będzie obowiązywać od 12 października, więc do tego czasu mam czas do namysłu, ale nie ukrywam, że zaczynam się łamać :).

A Wy planujecie zakup?

Pozdrawiam,
Panna Joanna
4 paź 2015

Makijażowo z ArtDeco | Kolekcja Mariusza Przybylskiego

Ostatnio moje podejście do kosmetyków zmieniło się dość mocno - kiedyś tęsknie wypatrywałam nowych kolekcji czy edycji limitowanych, lubiłam nie tylko zbierać kosmetyki przeróżnej maści, ale też ich namiętnie używałam. Codziennie na oczach miałam inny kolor, bez makijażu nie wychodziłam z domu, ale tylko dlatego, że po prostu samo robienie makijażu dawało mi mnóstwo frajdy. Teraz rzadziej sięgam po kolory, stawiam raczej na bezpieczną klasykę, a szaleństwom daję się ponieść od wielkiego dzwonu. Cenię sobie kosmetyki uniwersalne, szybkie w "obsłudze", takie, zza których wciąż będzie mnie widać. Do pracy przeważnie robię bardzo delikatny makijaż - rano nawet dodatkowe pięć minut snu to dużo. Często więc sięgam po kosmetyki, którymi prosty, ale dodający urody makijaż można zrobić niemalże z zamkniętymi oczami. 

Miałam przyjemność sprawdzić jak w akcji sprawdza się nowa kolekcja ArtDeco i muszę przyznać, że są to kosmetyki, które w stu procentach wpisują się w moje aktualne potrzeby. Z chęcią sięgam po nie zarówno rano, kiedy robię szybki makijaż do pracy, ale też i wieczorami, kiedy zależy mi na nieco wyraźniejszym makijażu. 



Kolekcja stworzona przez Mariusza Przybylskiego składa się z pięknej kasetki magnetycznej, która może pomieścić cztery cienie lub róż z jednym cieniem. Kolorystyka jest bardzo klasyczna - mamy tu odcienie brązów, szarości, beże i stonowane róże. Motyw piór, który zdobi paletkę jest po prostu piękny! Gdybym chciała wskazać jakiś mocniejszy element tej kolekcji to miałabym duży problem, ale najbardziej przywiązałam się chyba do szminki, którą zostawię sobie na sam koniec. 

W kolekcji dominują cienie matowe - ja mam trzy z pięciu dostępnych cieni:
- 508, matową szarość,
- 514, matowy beż lekko złamany szarością (coś jakby bardzo rozbielone kakao),
- 544, matowy, jasny krem.
Wszystkie trzy trzymam w kasetce, ponieważ róż jest zwyczajnie wygodniejszy do przechowywania "luzem". Początkowo cienie mnie nie zachwyciły. Ot, zwyczajne, niezbyt napigmentowane maty. Jednak przy drugiej próbie okazało się, że trzeba było "zetrzeć" pierwszą warstwę kosmetyku, a to co skrywało pod spodem było już o niebo lepsze pod względem jakości. Okazało się, że cienie są niezwykle aksamitne, bardzo dobrze się rozcierają i mają całkiem przyjemną pigmentację. Spokojnie wyczarujemy nimi lekki makijaż, ale też i delikatne smoky eyes. Na powiekach kolory nie znikały, nadal były wyraźne, nie blakły. Trwałość na bazie jest przyzwoita - u mnie trzymały się praktycznie do zmycia. 




Różu nieco się obawiałam, ponieważ kolor nr 29 jest landrynkowym, dość jasnym różem. Moja skóra po wakacyjnych wojażach jeszcze nie wróciła całkowicie do swojego bladego odcienia i miałam obawy, że róż na mojej skórze póki co nie będzie dostatecznie widoczny. I rzeczywiście - podejrzewam, że zimą będzie się na mnie prezentować o wiele lepiej, niemniej jednak nawet teraz jest w stanie wyczarować subtelny, delikatny rumieniec. Liczę, że w pełnej krasie będę mogła zobaczyć oblicze tego kosmetyku za jakieś 2-3 miesiące, a póki co nakładam go w troszkę większej ilości i też jest dobrze. Podobnie jak cienie jest bardzo aksamitny, dobrze nabiera się nawet na bardzo miękki pędzel. Na twarzy trzyma się dobrze - ja nakładam go na podkład, pod puder utrwalający i dopiero pod koniec dnia widzę, że kolor nieco zblakł. 




Z kredką polubiłyśmy się od razu. Jest miękka, bardzo napigmentowana i nieziemsko trwała. Posiadam odcień nr 90, czyli matowy, chłodny, ciemny brąz. Kredka będzie wyglądać dobrze i na brwiach (próbowałam :)) i w postaci wyraźnej kreski i jako roztarta kreska. Kolor jest naprawdę uniwersalny i myślę, że mało komu nie będzie pasować. Ja najbardziej lubię robić nią lekko roztartą kreskę na dolnej i górnej powiece - w towarzystwie beżowego lub kremowego cienia otrzymujemy dość wyraźny, ale nie przytłaczający makijaż oka. Trwałość mnie po prostu powaliła - kreska trzymała się dosłownie jak przyspawana! Jedyne do czego mogłabym się przyczepić to fakt, że kredka nie jest wysuwana, a ja za ostrzeżeniem specjalnie nie przepadam, ale jakoś będą musiała ten fakt przeboleć. 



Na koniec zostawiłam sobie taką moją perełkę z tej kolekcji - szminkę w odcieniu 27. Nie mam w swojej kolekcji szminkowej (a szminek mam dosłownie pół toaletki) drugiej takiej, która jest tak masełkowata, tak nawilżająca i jednocześnie dająca dość wyraźny kolor na ustach. Odcień 27 to ciepły róż, dość ciemny, choć na ustach wygląda zupełnie inaczej niż w opakowaniu. Moje usta same z siebie są bardzo jasne, stąd szminka daje u mnie dość delikatny efekt. Wykończenie w pierwszej fazie jest lekko błyszczące, ponieważ szminka ma bardzo "śliską" konsystencję, ale po jakimś czasie ten błysk się zjada i zostaje sam kolor. Pomadka nie ma w sobie śladu najmniejszych drobinek, odcień jest całkowicie kremowy. Jestem bardzo zaskoczona komfortem noszenia tej szminki na ustach - początkowo mam wrażenie, że nałożyłam na usta coś mocno nawilżającego, a potem jest na nich praktycznie niewyczuwalna. Jestem oczarowana!





Na koniec cyknęłam kilka zdjęć makijażu wykonanego właśnie tymi kosmetykami - mam na sobie szary (508), beżowy (514) i kremowy (544) cień, kontur oka i brwi podkreśliłam kredką (90), na policzki nałożyłam róż (29), a usta pomalowałam pomadką (27). Oprócz tego mam na twarzy podkład Provoke w wersji kryjącej, bronzer Melkior i tusz L'Oreala So Couture.
Niestety nie zdążyłam zrobić zdjęć w świetle dziennym i musiałam po długim czasie nieużywania odpalić soft boxy, stąd nieco inny wygląd zdjęć :).




Podsumowując - kolekcja nie dość, że ładna, to i praktyczna. Kosmetyki nie tylko pięknie wyglądają, ale i dają fajny, nieprzerysowany efekt. Jestem skłonna dać piątkę z plusem :).

Pozdrawiam,
Panna Joanna
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...