WoleProstoHeader

24 maj 2015

Lakierowo | Flowerista

Fiolety są jednym z niewielu kolorów, które toleruję w każdej jednej wersji - czy to jasne czy ciemne, nasycone czy zgaszone. Uwielbiam na paznokciach, w makijażu, w ubraniach. Jak tylko zobaczyłam w wiosennej kolekcji Essie piękny odcień o wdzięcznej nazwie Flowerista, wiedziałam, że będzie to mój absolutny hit. 
Sam lakier zaskoczył mnie pozytywnie. Z lakierami Essie mam różne przejścia, mniej i bardziej udane, a ta konkretna sztuka okazała się w zasadzie bezproblemowa. Pigmentacja jest świetna, więc wystarczą dwie cieniutkie warstwy do pełnego krycia. Lakier ma dobrą konsystencję, nie rozlewa się, ale nie jest też bardzo gęsty. O trwałości się jak zwykle nie wypowiadam, ponieważ zawsze używam lakieru nawierzchniowego, a teraz dodatkowo nakładałam lakier na Harda z Semilaca.
Kolor jest przepiękny - bardzo nasycona purpura, wyraźna, rzucająca się w oczy. 





Cała kolekcja jest niezwykle udana, ale to właśnie Flowerista jest moim faworytem. Jak się Wam podoba?:)

Kostka Flowerista dostępna jest w drogerii internetowej bodyland.pl - obecnie jest w promocji i kosztuje 38,40 zł.

Pozdrawiam,
Panna Joanna
18 maj 2015

Flowerista i Resort od Essie

Przeprosiłam się ostatnio z lakierami do paznokci. Jakiś czas nie malowałam paznokci wcale, później spróbowałam hybryd, ale na lato zachciało mi się czegoś...nowego. Miałam w lakierach spore braki, bo robiłam duże czystki, więc stwierdziłam, że pora uzupełnić kolekcję. Tym sposobem trafiły do mnie dwie wiosenne kostki Essie od drogerii bodyland.pl. Dzisiaj chciałabym Wam pokazać zdjęcia obu zestawów - sama nie wiem, który bardziej mi się podoba! Jedno jest pewne - w najbliższym czasie moje paznokcie będą zdominowane przez Essiaki.










Flowerista od początku bardzo mi się podobała - głównie ze względu na bardzo piękny odcień fioletu i miętę. Resort spodobał mi się od drugiego spojrzenia - stwierdziłam, że wszystkie kolory z kostki będą świetnie wyglądać przy opalonej skórze. Niby to tylko dwa zestawy, ale bardzo dobrze uzupełniły moją kolekcję. Mamy tu kilka stonowanych kolorów i kilka bardziej soczystych, wszystkie idealne na wiosnę i lato. Lakiery są niewielkie (po 5 ml każdy), więc liczę, że tym razem uda mi się któryś z nich wykończyć przed zgęstnieniem. 

Aktualnie obie kostki są w promocji w drogerii bodyland - obie przecenione są na 38,40 zł. 

Pozdrawiam,
Panna Joanna
16 maj 2015

Biedronkowa szczoteczka do twarzy | dużo zdjęć!

Melduję się po kilkudniowej nieobecności! Nieobecność spowodowana była tym, że męczy mnie choróbsko straszliwie, wypluwam płuca i jestem, najogólniej rzecz ujmując, nie do życia. Dzisiaj postanowiłam się jednak zebrać w sobie i napisać kilka słów, zwłaszcza, że przybywam z małym newsem. Nie wiem czy kojarzycie, ale swojego czasu Biedronka na szale popularności szczoteczek do oczyszczania twarzy, wypuściła własną wersję takowego urządzenia. Biedronkowa szczoteczka miała dwie zasadnicze cechy - była tania (20 zł) i z półek znikała w tempie ekspresowym. Ja kojarzę dwie akcje tematyczne, kiedy te szczoteczki się pojawiły. Przy pierwszej zwyczajnie przegapiłam temat, do kolejnej naczytałam się sporo pozytywnych opinii i przy drugiej niestety wszystko wyszło zanim doszłam do sklepu. Straciwszy nadzieję, że kiedyś w końcu sprawdzę o co w tym całym zamieszaniu chodzi, zupełnie przypadkiem stałam się posiadaczką miętowej szczoteczki przy przysłowiowym kupowaniu bułek. 
Jako, że teraz sytuacja wyglądała dość spokojnie, postanowiłam dać znać, że od 14 maja szczoteczki znów są dostępne - tym razem leżało ich dość dużo, więc może i u Was coś się jeszcze ostało. Poniżej trochę zdjęć takiego zestawu, być może kogoś zainspiruje to do spaceru do Biedronki ;).




Końcówka na której zależało mi najbardziej - szczoteczka do mycia. Planuję używać jej w duecie z mydłami i jakimś fajnym żelem do mycia (ktoś coś poleca może? mam ochotę na jakąś nowość). Końcówka jest bardzo przyjemna, miękka - dużo bardziej niż się spodziewałam. Czuję, że się polubimy.


Końcówka lateksowa, wg opisu przeznaczona do delikatnego masażu poprawiającego wchłanianie się kosmetyków. Szczerze mówiąc, na tę nasadkę nie mam jeszcze szczególnego pomysłu, ale będę próbować różnych kombinacji.


Nasadka z gąbką, do równomiernego nakładania makijażu. Tu się na pewno zatrzymam na dłuższą chwilę. Od początku zakładałam, że spróbuję tym nałożyć podkład. Ciekawa jestem jednak, jakby się do tego celu sprawdziła końcówka lateksowa. Postaram się za kilka dni napisać jak się sprawdziły obie i dam znać!


Nasadka masująca, mająca poprawić krążenie i absorpcję kosmetyków na pewno znajdzie u mnie zastosowanie. Ostatnio namiętnie nawilżam się rybkami z Rival de Loop (KLIK) i myślę, że ich aplikacja tą końcówką może być bardzo przyjemna i jeszcze bardziej skuteczna. Ponadto wszelkie sera czy olejki na pewno będę się starała nakładać tymże cosiem.




Montaż/demontaż nasadek jest więcej niż prosty, na rączce mamy regulowanie prędkości (plus za taką opcję), a całość możemy schować do całkiem zgrabnego etui. Opakowanie mi się bardzo podoba, jest poręczne, na pewno ułatwi korzystanie ze szczoteczki choćby na wyjeździe. Zdziwiłam się faktem, że do zestawu dołączone były baterie. Byłam święcie przekonana, że będę musiała je dokupić, ale miło mnie zaskoczyło, że znalazłam je w pudełku. 
Czy urządzenie okaże się warte zakupu będę wiedziała za jakiś czas, niemniej jednak kwota, którą na nie wydałam na pewno nie wpędzi mnie we frustrację w przypadku, gdyby jednak coś poszło nie tak. Mimo tego, nie przewiduję takich problemów - mam wyjątkowo dobre przeczucia.

Pozdrawiam,
Panna Joanna
12 maj 2015

Makijażowo | naturalnie na wiosnę

Kiedy myślę o makijażu wiosennym, na myśl od razu przychodzi mi delikatny makijaż oka, lekko połyskujący, w odcieniu złota czy delikatnego różu, z widocznymi, ale dość spokojnymi ustami, brwiami wysuniętymi na pierwszy plan. Słowem - naturalność w najprostszym, ale efektownym wydaniu. 


W wykonaniu takiego makijażu pomogły mi kosmetyki, które przywędrowały do mnie od kosmetykomania.pl. Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić trzy kosmetyki, o których chciałabym napisać kilka słów, a także pokazać makijaż stworzony przy ich pomocy.


O pomadce Sleeka w odcieniu Bare All już pisałam KLIK. Nadal bardzo za nią przepadam, to jeden z tych odcieniu, które ostatnio funkcjonują pod określeniem "my lips but better". Świetnie zgrywa się z moim typem urody, sprawia, że usta są widoczne (moje są dość blade), ale nie wysuwają się na pierwszy plan. Brak drobinek potęguje naturalny efekt. Szminka, mimo, że jest matowa, bardzo komfortowo nosi się na ustach. Uwielbiam ją łączyć z delikatnym, złotawym okiem, z kreską, ale do mocniejszego smoky również będzie wyglądać efektownie.


Farbki do brwi Makeup Revolution już dawno mnie ciekawiły, często były porównywane do swoich droższych odpowiedników. Sama zdecydowałam się na odcień Light i nie wiem czy dobrze zrobiłam, bo jednak chyba przyzwyczajona jestem do ciemniejszych i chłodniejszych brwi. Obecnie mam co prawda dość ciepły odcień włosów, niemniej jednak następnym razem raczej sięgnę po odcień Medium. Sama farbka jest dość gęsta, ale nieco brakuje mi w niej krycia. Żeby dokładnie pokryć miejsca, gdzie na brwiach brakuje mi włosków, musiałam dość "grubo" nałożyć produktu. Na ogromny plus zaliczyć muszę to jak farbka wygląda na brwiach (w miejscu gdzie rosną mi włoski oczywiście) - bardzo naturalnie stapia się z włoskami, lekko je usztywnia, dzięki czemu samą farbką można też wygodnie wyczesać włoski. Ja do nakładania używam skośnego pędzelka z Hakuro i radzi sobie on z aplikacją tego kosmetyku bardzo dobrze. Trwałość jest również więcej niż przyzwoita - nie zauważyłam najmniejszego ścierania się praktycznie do samego demakijażu. Mieszane uczucia są spowodowane kolorem i nieco za lekkim kryciem - liczę, że ciemniejszy odcień nieco mocniej będzie przykrywał skórę.


Wypiekanymi różami z Makeup Revolution byłam zachwycona od kiedy zobaczyłam je pierwszy raz na którymś z blogów. Moim zdaniem są po prostu przeurocze! Ja zdecydowałam się na mieszankę złota i różu - odcień Peachy Keen Heart. Był to bardzo dobry wybór. Odcień po zmieszaniu jest jakby herbatnikowy, ni to różowy, ni to brzoskwiniowy. Ja takie kolory bardzo lubię i chętnie podkreślam nimi swoje blade lico. Efekt można stopniować, róż bardzo dobrze się nabiera na pędzel i rozciera na skórze. Ja na poniższych zdjęciach mam go na policzkach dość sporo, ale zależało mi, żeby był widoczny. Użyłam go również do makijażu oka - złoty z najszerszego paska nałożyłam na cała górną powiekę, z kolei różem podkreśliłam dolną. Dołożyłam do tego mocno roztartą, brązową kreskę i mój wiosenny, świetlisty look został dopełniony.  


Wszystkie produkty, o których pisałam, możecie nabyć w drogerii kosmetykomania.pl. Zachęcam do odwiedzenia, zwłaszcza, że asortyment marki Makeup Revolution jest tam dość szeroki. Widziałam też, że wyszły niedawno nowe palety cieni - sama intensywnie wpatruję się w paletę Black Velvet :). 

Pozdrawiam,
Panna Joanna
10 maj 2015

Promocja w Rossmannie | zakupy i kilka przemyśleń

Przy poprzednich edycjach rossmannowych promocji zdarzało mi się tracić głowę i w efekcie kończyłam mocno zaopatrzona w kosmetyczne nowości i zapasy sprawdzonych produktów. Postanowiłam sobie, że będzie inaczej i nie dam się ponieść szaleństwu. 

Tym razem udało mi się do promocji podejść tak jak chciałam - na spokojnie. Kupiłam kilka kosmetyków, tak po prostu, dla przyjemności, chęci przetestowania. W pierwszej fazie sięgnęłam po stosunkową nowość - kamuflaż Rimmela z serii Lasting Finish. Nie udało mi się odnaleźć zbyt wielu informacji o nim, zdjęć również, w związku z czym stwierdziłam, że może warto to sprawdzić na sobie. Maybelline i krem BB Pure to czysta zachciewajka - miałam ochotę na coś lekkiego na lato i czuję, że trafiłam w dziesiątkę. W drugiej części promocji skusiłam się na dwie kredki Maybelline z serii Colorama w odcieniach Black Gold i Edgy Emerald. Ostatnio częściej robię kreski, szczególnie takie lekko roztarte i po sprawdzeniu testerów kredek kilku marek (nawiasem mówiąc, testery wyglądały jak pogryzione oO), zdecydowałam się właśnie na Maybelline. Ostatnia faza promocji (kosmetyki do ust i paznokci) kusiła mnie najmniej. Jestem w lakiery zaopatrzona do końca świata i jeden dzień dłużej, oprócz tego mam też zestaw do hybryd, więc lakiery jakoś tak instynktownie pominęłam. Kosmetyków do ust też mi się namnożyło, więc i szminki i błyszczyki sobie podarowałam. Skusiłam się natomiast na odżywkę do paznokci, żeby te wszystkie nowo przybyłe do mnie Essiaki miały na czym dobrze wyglądać. Sięgnęłam do Miracle Cure z Sally Hansen, głównie dlatego, że z SH mam dobre doświadczenia. 





Z zakupów jestem zadowolona, kamuflaż i podkład już trochę pomęczyłam i czuję, że się bardzo polubimy, kredki zapowiadają się bardzo przyjemnie po pierwszych testach. Co do odżywki - liczę na dużo, zobaczymy czy sprosta.

Przy całym tym promocyjnym szaleństwie naszło mnie na przemyślenia. Wcześniej w głowie huczało mi tylko, że to przecież aż 50% taniej i wydawało mi się to okazją, która może się nie powtórzyć. Okazuje się, że nic bardziej mylnego! Z ciekawości pooglądałam ceny, porównałam z tym co możemy znaleźć w drogeriach internetowych i mam dla Was małe podsumowanie.
Ulubiony tusz - niezmiennie od jego premiery So Couture z L'Oreala, na który szkoda mi wydawać 60 złotych, często jest w promocji (może nie aż tak dużej, ale zawsze), ponadto łatwo znaleźć go w korzystnej cenie w drogeriach internetowych. Na cocolita.pl jest obecnie za 32,90 zł, czyli wychodzi dokładnie 3 złote drożej niż podczas 49% obniżki w Rossmannie, na ekobieca.pl jest aktualnie za 29,99 zł czyli jeszcze taniej. 
Odkryte przeze mnie niedawno pomadki Bourjois Rouge Edition Velvet - w Rossmannie życzą sobie za nie 50 złotych, czyli całkiem sporo. Tutaj akurat cena po 49% zniżce jest korzystniejsza niż w internetowych drogeriach, niemniej jednak różnica nie jest aż tak duża. Na ladymakeup.pl mamy aktualnie promocję i część kolorów kosztuje 33,90 zł (m.in. Happy Nude Year, którym się ostatnio zachwycam). Na ezebra.pl cena jest jeszcze niższa - 28,29 zł.
Pomadki w kredce Rimmela z serii Colour Rush, które ostatnio cieszą się dużą popularnością w Rossmannie kosztują 23,99 zł. W drogerii ezebra.pl cena jest ponad dwukrotnie niższa (9,49 zł), podobnie sprawa ma się z cocolita.pl - tam cena to 9,90 zł. 
Podkłady to temat przy, którym można się również zatrzymać na nieco dłużej. Bardzo często przewijający się przy okazji promocyjnych zakupów Healthy Mix z Bourjois - w Rossmannie cena regularna to 60 złotych. Tymczasem: ezebra.pl 32,46 zł, ekobieca.pl 29,99 zł, cocolita.pl 39,90 zł. 
Równie często pojawiają się podkłady L'Oreala, choćby słynny True Match. W Rossmannie cena bez promocji to 58,90 zł. Tu przebitka mnie aż zaskoczyła - drogeria paatal.pl ma ten podkład za 26,99 zł. Inne drogerie internetowe też wypadają nieźle - ladymakeup.pl 35,99 zł, ezebra.pl to 27,49 zł. 

Wniosków mam kilka. Pierwsze primo - mimo, że wydawać by się mogło, że na promocji -49% najbardziej opłaca się kupować produkty droższe (bo wtedy zaoszczędzimy więcej), wcale tak nie jest. Kosmetyki marek takich jak Bourjois, L'Oreal, Max Factor itd. mają w drogeriach stacjonarnych narzucone bardzo duże marże. W efekcie cena będąca promocyjną, w drogeriach internetowych jest ceną regularną. Drugie primo - mnie osobiście zniechęca przy takich "głośnych" promocjach stan kosmetyków. Otwieranie pełnowartościowych kosmetyków, bałagan w szafach z kolorówką - pewnie same nie raz miałyście styczność z sytuacją, w której drogeryjne półki wyglądały jakby przeszło przez nie tornado. W zakupach via internet plusem jest to, że nikt się kosmetykiem nie wymazał, nie muszę się rozpychać łokciami, żeby w ogóle móc zobaczyć kosmetyk. Z drugiej strony kupując stacjonarnie mamy ten komfort, że możemy kosmetyk zobaczyć na żywo, przy czym ja najczęściej i tak przed zakupem oglądam swatche w internecie, czytam recenzje i wyciągniętymi wnioskami i wrażeniami kieruję się przy późniejszym zakupie. Częściej wolę zobaczyć porównanie odcieni kilku podkładów na zdjęciu niż mazać się testerem po dłoni w sztucznym, świetlówkowym oświetleniu w drogerii. 

Co się więc opłaca? Choćby kosmetyki marek, które dostępne są tylko w danej drogerii. Tu pierwsze na myśl nasuwa mi się Wibo, Lovely. Są to może kosmetyki tanie, ale znajdziemy wśród nich kilka perełek, które przy obniżonej o połowę cenie, dostać możemy niemalże "za darmo". Pojedyncze kosmetyki, przy których nie zwróciłby się koszt przesyłki z drogerii internetowych. Parę rzeczy by się znalazło na pewno, grunt to planować zakupy z głową :).

A jakie jest Wasze zdanie na temat drogeryjnych promocji? Dałyście się ponieść zakupowemu szaleństwu? Pochwalcie się co fajnego wpadło Wam do koszyka albo dajcie znać co Was powstrzymało od zakupów!:)

Pozdrawiam,
Panna Joanna
7 maj 2015

Rimmel vs Catrice | porównanie kamuflaży

O tym, że Rimmel wypuścił kamuflaż dowiedziałam się przypadkiem. Jakoś zupełnie do mnie wcześniej nie dotarło żadne info o premierze tego kosmetyku, dopiero pojawiające się jakiś czas temu posty z serii "polecane z Rossmanna" sprawiły, że mój wzrok na dłużej zatrzymał się na niepozornym czerwonym, okrągłym opakowaniu. Jako, że nie miałam żadnego większego zapotrzebowania, a miałam zwyczajnie ochotę wypróbować coś nowego, sięgnęłam podczas promocji -49% właśnie po Rimmelowy kamuflaż. 
Przy pierwszym użyciu zauważyłam spore podobieństwo do innego produktu tego typu, więc dzisiaj chciałabym Was zaprosić na małe porównanie.



Jeśli chodzi o cechy wspólne tych kosmetyków to jest ich całkiem sporo - zarówno jeden jak i drugi to bardzo dobrze kryjące produkty o niemal identycznej konsystencji. W okrągłych opakowaniach znajdziemy bardzo kremowe, zbite kamuflaże o lekko maślanej formule. W kwestii "poślizgu" wygrywa tutaj Rimmel - Catrice jest w moim odczuciu nieco bardziej tępy, przez co gorszy w aplikacji, Rimmel dużo lepiej ślizga się po skórze. Oba zakryją naprawdę dużo, cienie pod oczami, wypryski, blizny. Dobrze się wtapiają w skórę, dzięki czemu mimo swojego krycia nie są bardzo widoczne na skórze. Ja posiadam najjaśniejsze wersje, w obu przypadkach jest to numer 010. Oba kolory są bardzo jasne, choć jaśniejszy zdecydowanie jest Rimmel. Catrice jest bardziej beżowy, natomiast Rimmel ma w sobie jakby waniliowe nuty. Duży plus dla Rimmela za odcień tego kamuflażu - jak na drogeryjny kosmetyk stopień jasności jest naprawdę zaskakujący.
Mimo podobieństwa, kilka rzeczy te dwa produkty różni. Kamuflaż Rimmel jest dwukrotnie większy od Catrice (Catrice ma 3 g, a Rimmel aż 6 g). Początkowo ta wielkość mnie nieco przeraziła, z tego względu, że obawiałam się, iż zwyczajnie nie zdążę zużyć całego kosmetyku nim minie jego termin przydatności. Okazało się jednak, że o ile Catrice ważny jest 6 miesięcy od otwarcia, tak przy Rimmelu ten czas jest dużo dłuższy i wynosi 24 miesiące. Wydaje mi się to wręcz przesadą w drugą stronę, niemniej nie sądzę, żebym miała problem z wykończeniem go szybciej.



Poniżej możecie zobaczyć jak wyglądają kolory obu kamuflaży, zdjęcie dosyć dobrze oddaje rzeczywisty odcień. Dosyć dobrze jest też widoczna konsystencja obu kosmetyków - widać, że Catrice jest bardziej suchy, z kolei Rimmel zdaje się być bardziej maślany. Ta różnica w konsystencji jest czynnikiem, który w moim przypadku mocno przechylił szalę na korzyść kamuflażu Rimmela, ten z Catrice ma czasem tendencję do pokreślenia suchych skórek czy ściągania skóry pod oczami, w przypadku Rimmela mi się to jeszcze nie zdarzyło. 


Miałam spory problem z doszukaniem się składów, udało mi się znaleźć jedynie skład kamuflażu Catrice. Gdyby ktoś gdzieś się natknął na skład tego kamuflażu Rimmela to dajcie proszę znać.
CATRICE - skład: Ricinus Communis (Castor) Seed Oil, Isopropyl Myristate, Bis-Diglyceryl Polyacyladipate- 2, Cera Alba (Beeswax), Petrolatum, Silica, Talc, Paraffin, Propylene Glycol Stearate, Ozokerite, Candelilla (Euphorbia Cerifera) Wax, Carnauba (Copernicia Cerifera) Wax, Isopropyl Isostearate, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Allantoin, Peg-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Citric Acid, Ascorbic Acid, Phenoxyethanol, Cl 77491, Cl 77492, Cl 77499 (Iron Oxides), Cl 77891 (Titanium Dioxide).

RIMMEL - skład: ??

Cenowo wypadają bardzo podobnie - Catrice kosztuje około 13 złotych, z kolei Rimmel około 25 złotych, przy czym wziąć trzeba pod uwagę pojemności. 



Podsumowując - bardzo długo byłam wierna kamuflażowi Catrice, mam obecnie już chyba trzecie opakowanie. Rimmel stworzył dla niego bardzo dużą konkurencję. Kamuflaż z serii Lasting Finish zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie - nieco lżejszą konsystencją, jaśniejszym kolorem, większym opakowaniem, w którym wygodniej operować choćby pędzlem do podkładu. Podejrzewam, że z dostępnością też będzie lepiej, w końcu szafy Rimmela są dostępne w większości sieciowych drogerii, podczas gdy Catrice spotkać możemy jedynie w Hebe i Naturze, gdzie najjaśniejszy odcień często jest wymieciony. Muszę przyznać, że Rimmel pozytywnie zaskoczył po raz kolejny. Jeszcze do niedawna niespecjalnie przepadałam za tą marką, a ostatnio co rusz przekonuję się, że mają fajne, dobre jakościowo kosmetyki, w całkiem przystępnych cenach. 

Pozdrawiam,
Panna Joanna
2 maj 2015

Makijażowo | Pawie oczko

Dawno już nie pokazywałam żadnego kolorowego makijażu. Powód jest bardzo prozaiczny - chyba zwyczajnie z takowych wyrosłam. Od dłuższej chwili sięgam po brązy, beże, szarości, od święta po fiolety. Makijaż pełni u mnie ostatnio rolę tła, choć kiedyś lubiłam robić z niego pierwszy plan. Postanowiłam trochę się pobawić korzystając z długiego weekendu i przypomnieć sobie, co mi się kiedyś w tym całym malowaniu tak bardzo podobało. Miało wyjść coś na kształt pawiego oczka, jednocześnie podkreślającego niebieską tęczówkę. Sięgnęłam po soczysty fiolet, morski i trochę złota. Na usta nałożyłam fioletowawy róż i wyszło z tego to, co możecie zobaczyć niżej. Dla odmiany zdjęcia z pierścieniówką, bo z okazji majówki pogoda się wypięła odwłokiem i musiałam się trochę wspomóc.




Może nie odkryłam w sobie na nowo miłości do kolorów, ale postanowiłam sobie, że będę po kolory sięgać częściej, przynajmniej w roli jakiegoś lekkiego akcentu. Na pewno muszę się przeprosić z odcieniem morskim, bo zdążyłam zapomnieć jak fajnie zawsze zgrywał się z moją tęczówką.

Nie pamiętam już, czego dokładnie użyłam do tego makijażu, bo wpadłam w twórczy szał. Na pewno była tam paletka Sleeka Darks (fiolet, morski, granat), paleta MUR Naked Chocolate (beż, złoto), czarna kredka Gosha w odcieniu Carbon Black, na brwiach liner matowy brąz z Lovely, rzęsy to So Couture z L'Oreala. Na ustach mam Very Berry z Essence. Na twarzy kamuflaż Rimmel, puder Catrice, bronzer MUR, rozświetlacz Wibo. Tak z grubsza :).

Jak się podoba moja wersja "pawiego oczka"?:)

Pozdrawiam,
Panna Joanna




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...