WoleProstoHeader

04.10.2015

Makijażowo z ArtDeco | Kolekcja Mariusza Przybylskiego

Ostatnio moje podejście do kosmetyków zmieniło się dość mocno - kiedyś tęsknie wypatrywałam nowych kolekcji czy edycji limitowanych, lubiłam nie tylko zbierać kosmetyki przeróżnej maści, ale też ich namiętnie używałam. Codziennie na oczach miałam inny kolor, bez makijażu nie wychodziłam z domu, ale tylko dlatego, że po prostu samo robienie makijażu dawało mi mnóstwo frajdy. Teraz rzadziej sięgam po kolory, stawiam raczej na bezpieczną klasykę, a szaleństwom daję się ponieść od wielkiego dzwonu. Cenię sobie kosmetyki uniwersalne, szybkie w "obsłudze", takie, zza których wciąż będzie mnie widać. Do pracy przeważnie robię bardzo delikatny makijaż - rano nawet dodatkowe pięć minut snu to dużo. Często więc sięgam po kosmetyki, którymi prosty, ale dodający urody makijaż można zrobić niemalże z zamkniętymi oczami. 

Miałam przyjemność sprawdzić jak w akcji sprawdza się nowa kolekcja ArtDeco i muszę przyznać, że są to kosmetyki, które w stu procentach wpisują się w moje aktualne potrzeby. Z chęcią sięgam po nie zarówno rano, kiedy robię szybki makijaż do pracy, ale też i wieczorami, kiedy zależy mi na nieco wyraźniejszym makijażu. 



Kolekcja stworzona przez Mariusza Przybylskiego składa się z pięknej kasetki magnetycznej, która może pomieścić cztery cienie lub róż z jednym cieniem. Kolorystyka jest bardzo klasyczna - mamy tu odcienie brązów, szarości, beże i stonowane róże. Motyw piór, który zdobi paletkę jest po prostu piękny! Gdybym chciała wskazać jakiś mocniejszy element tej kolekcji to miałabym duży problem, ale najbardziej przywiązałam się chyba do szminki, którą zostawię sobie na sam koniec. 

W kolekcji dominują cienie matowe - ja mam trzy z pięciu dostępnych cieni:
- 508, matową szarość,
- 514, matowy beż lekko złamany szarością (coś jakby bardzo rozbielone kakao),
- 544, matowy, jasny krem.
Wszystkie trzy trzymam w kasetce, ponieważ róż jest zwyczajnie wygodniejszy do przechowywania "luzem". Początkowo cienie mnie nie zachwyciły. Ot, zwyczajne, niezbyt napigmentowane maty. Jednak przy drugiej próbie okazało się, że trzeba było "zetrzeć" pierwszą warstwę kosmetyku, a to co skrywało pod spodem było już o niebo lepsze pod względem jakości. Okazało się, że cienie są niezwykle aksamitne, bardzo dobrze się rozcierają i mają całkiem przyjemną pigmentację. Spokojnie wyczarujemy nimi lekki makijaż, ale też i delikatne smoky eyes. Na powiekach kolory nie znikały, nadal były wyraźne, nie blakły. Trwałość na bazie jest przyzwoita - u mnie trzymały się praktycznie do zmycia. 




Różu nieco się obawiałam, ponieważ kolor nr 29 jest landrynkowym, dość jasnym różem. Moja skóra po wakacyjnych wojażach jeszcze nie wróciła całkowicie do swojego bladego odcienia i miałam obawy, że róż na mojej skórze póki co nie będzie dostatecznie widoczny. I rzeczywiście - podejrzewam, że zimą będzie się na mnie prezentować o wiele lepiej, niemniej jednak nawet teraz jest w stanie wyczarować subtelny, delikatny rumieniec. Liczę, że w pełnej krasie będę mogła zobaczyć oblicze tego kosmetyku za jakieś 2-3 miesiące, a póki co nakładam go w troszkę większej ilości i też jest dobrze. Podobnie jak cienie jest bardzo aksamitny, dobrze nabiera się nawet na bardzo miękki pędzel. Na twarzy trzyma się dobrze - ja nakładam go na podkład, pod puder utrwalający i dopiero pod koniec dnia widzę, że kolor nieco zblakł. 




Z kredką polubiłyśmy się od razu. Jest miękka, bardzo napigmentowana i nieziemsko trwała. Posiadam odcień nr 90, czyli matowy, chłodny, ciemny brąz. Kredka będzie wyglądać dobrze i na brwiach (próbowałam :)) i w postaci wyraźnej kreski i jako roztarta kreska. Kolor jest naprawdę uniwersalny i myślę, że mało komu nie będzie pasować. Ja najbardziej lubię robić nią lekko roztartą kreskę na dolnej i górnej powiece - w towarzystwie beżowego lub kremowego cienia otrzymujemy dość wyraźny, ale nie przytłaczający makijaż oka. Trwałość mnie po prostu powaliła - kreska trzymała się dosłownie jak przyspawana! Jedyne do czego mogłabym się przyczepić to fakt, że kredka nie jest wysuwana, a ja za ostrzeżeniem specjalnie nie przepadam, ale jakoś będą musiała ten fakt przeboleć. 



Na koniec zostawiłam sobie taką moją perełkę z tej kolekcji - szminkę w odcieniu 27. Nie mam w swojej kolekcji szminkowej (a szminek mam dosłownie pół toaletki) drugiej takiej, która jest tak masełkowata, tak nawilżająca i jednocześnie dająca dość wyraźny kolor na ustach. Odcień 27 to ciepły róż, dość ciemny, choć na ustach wygląda zupełnie inaczej niż w opakowaniu. Moje usta same z siebie są bardzo jasne, stąd szminka daje u mnie dość delikatny efekt. Wykończenie w pierwszej fazie jest lekko błyszczące, ponieważ szminka ma bardzo "śliską" konsystencję, ale po jakimś czasie ten błysk się zjada i zostaje sam kolor. Pomadka nie ma w sobie śladu najmniejszych drobinek, odcień jest całkowicie kremowy. Jestem bardzo zaskoczona komfortem noszenia tej szminki na ustach - początkowo mam wrażenie, że nałożyłam na usta coś mocno nawilżającego, a potem jest na nich praktycznie niewyczuwalna. Jestem oczarowana!





Na koniec cyknęłam kilka zdjęć makijażu wykonanego właśnie tymi kosmetykami - mam na sobie szary (508), beżowy (514) i kremowy (544) cień, kontur oka i brwi podkreśliłam kredką (90), na policzki nałożyłam róż (29), a usta pomalowałam pomadką (27). Oprócz tego mam na twarzy podkład Provoke w wersji kryjącej, bronzer Melkior i tusz L'Oreala So Couture.
Niestety nie zdążyłam zrobić zdjęć w świetle dziennym i musiałam po długim czasie nieużywania odpalić soft boxy, stąd nieco inny wygląd zdjęć :).




Podsumowując - kolekcja nie dość, że ładna, to i praktyczna. Kosmetyki nie tylko pięknie wyglądają, ale i dają fajny, nieprzerysowany efekt. Jestem skłonna dać piątkę z plusem :).

Pozdrawiam,
Panna Joanna

15 komentarzy:

  1. Ten róż ma przepiękny odcień, a Ty w tym makijażu wyglądasz obłędnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nawet nie wiedziałam, że powstała taka seria kosmetyków… Ach, do tyłu jestem :P
    Pięknie wyglądasz!

    OdpowiedzUsuń
  3. Pasuje Ci ten makijaż. Wyglądasz bardzo ładnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Róż ma genialny odcień - dla mnie idealny. Pomadka też się świetnie wpisuje w moje upodobania kolorystyczne. Z cieni do powiek niestety nadałby się tylko ten najjaśniejszy, pozostałe na minus bo u mnie wyciągają sińce pod oczami i żyłki wokół oraz na powiekach. Kredkę, nie powiem, też bym chętnie przygarnęła! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta firma bardzo fajnie mi się kojarzy ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kosmetyki idealne dla mnie, bardzo lubię klasyczne makijaże i delikatne róże;) Ze szminkami zdarza mi się zaszaleć, ale w przypadku cieni trzymam się bezpiecznych brązów i szarości:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Podoba mi się design tej paletki :) Ale piękny makijaż oczu wykonałaś!

    OdpowiedzUsuń
  8. Poza bazą pod cienie kosmetyki ArtDeco mnie nie przekonują ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zarówno paletka jak i jej zawartość wyglądają pięknie :) Pomadka również ciekawa, a w Twoim makijażu wszystko stanowi bardzo zgraną całość. Kolekcja zasługuje na uwagę :)
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie używam odcieni szarości zbyt często, jednak teraz, kiedy wróciłam na uczelnię idea szybkiego, bezproblemowego makijażu zdecydowanie do mnie przemawia ;) Pomadka ma fajny, naturalny kolor. Poza tym- śliczny odcień włosów ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jakoś Twoich zdjęć jest fenomenalna! Za każdym razem nie mogę się napatrzeć

    OdpowiedzUsuń
  12. kupilam ta sama kredke, jest genialna, ma piekny odcien, bardzo oryginalny!
    zastanawialam sie nad 508 ale wydawalo mi sie w sklepie, ze jest zblizony do copperplate MACa, zrobilam probke na dloni i porownalam w domu, ale jednak 508 jest inny. Wydaje mi sie, ze prwie identyczny jest w Inglocie, musze sie wybrac obejrzec a jak nie to kupie bo bardzo fajny odcien!

    OdpowiedzUsuń

Proszę o nie zostawianie komentarzy typu "Zapraszam do mnie", próśb o dodanie do obserwowanych oraz podobnych służących autopromocji blogów czy stron personalnych.
Dziękuję bardzo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...