WoleProstoHeader

07.07.2015

O trzech takich | Pierre Rene, Art Deco i Bourjois

Pogoda absolutnie nie zachęca do myślenia, więc dzisiaj pokuszę się o posta łatwego i przyjemnego. Trafiło do mnie ostatnio sporo kosmetyków i część z nich naprawdę polubiłam, więc postaram się co kilka dni wrzucić jakiś taki zbiór recenzji kilku kosmetyków. Dzisiaj będzie mix bardzo makijażowy, bowiem znajdzie się tu i podkład i baza pod cienie, a także bardzo soczysta pomadka.



O pomadkach Bourjois z serii Velvet Rouge Edition słyszałam już całą masę pozytywnych opinii, jednak sama do tej pory nie miałam jeszcze okazji sprawdzić ich rzekomego geniuszu na sobie. W końcu zdecydowałam, że najwyższa pora i wybrałam w miarę bezpieczny odcień 09 Happy Nude Year. Jest to bardzo przyjemny, zgaszony koral. Dość ciepły, lekko ceglasty. Początkowo nie do końca byłam zadowolona, głównie dlatego, że spodziewałam się nieco innego odcienia, ale szybko go polubiłam. Bardzo dobrze komponuje się z moją obecną opalenizną, na ustach wypada soczyście, ale nie nachalnie. Nie jest to kolor żarówiasty, ale na ustach jest dość widoczny, więc wielbicielki delikatnego, transparentnego efektu raczej nie będą zadowolone. Ja akurat lubię trochę mocniejszy efekt, więc jestem na tak. Trwałość jest fantastyczna, szminka trzyma się na ustach do kilku godzin. Pigmentacja jest bardzo mocna, więc wystarcza cienka warstwa kosmetyku, aby pokryć usta. Wykończenie rzeczywiście jest matowe, satynowe. Mimo tego efektu, szminka jest komfortowa w noszeniu, nie powoduje uczucia suchych ust, nie wchodzi w załamania w ustach. Na tyle polubiłam ten produkt, że zastanawiam się nad innymi odcieniami z tej serii. Cenowo jest jako tako, szminka kosztuje w drogeriach około 50 złotych, czyli niemało. Na ladymakeup.pl obecnie jest promocja na wiele kolorów - można je dostać już za 33,99 zł KLIK.



Z podkładem Skin Balance od Pierre Rene, miałam podobnie jak z wyżej opisaną pomadką - wszyscy chwalili, a ja żyłam w nieświadomości. W końcu jednak skusiłam się, bo szukałam czegoś w miarę lekkiego, ale o mocniejszym kryciu i z opinii innych wywnioskowałam, że to może być to czego szukam. I rzeczywiście - podkład ma niesamowicie przyjemną, kremową, ale lekką konsystencję, na buzi jest praktycznie niewyczuwalny. Mimo to, całkiem nieźle kryje i przy gorszych dniach mojej cery, najczęściej sięgałam ostatnio właśnie po niego. Zdecydowałam się na odcień 20 Champagne - jest to bardzo jasny, taki "śmietankowy" beż. Bladolice powinny być z niego zadowolone. Dla mnie chwilowo zrobił się zbyt jasny i myślę nad kupnem trochę ciemniejszego odcienia. Wykończenie jest lekko satynowe, podkład nie daje ani matowego efektu, ani mocno rozświetlonego, jest to efekt który bardzo mi się podoba. Nie robi maski, jest trwały. Za niewysoką cenę (około 23 zł) dostajemy naprawdę przyzwoity podkład, jestem bardzo na tak! 



Baza Art Deco, to dla odmiany powrót do przeszłości. Kiedyś, bardzo dawno temu, miałam już okazję jej używać, ale wtedy nie do końca potrafiłam się z nią dogadać. Postanowiłam dać jej drugą szansę, zwłaszcza, że trafiłam ostatnio na kilka ładnych cieni, które jednak potrzebują trochę konkretniejszego wsparcia. I pomysł, aby sięgnąć po tę bazę okazał się strzałem w dziesiątkę. Zrobiłam sobie porównanie jak wypada obok innych baz, które mam (Inglot, MUA, Grashka i jeszcze kilka innych) i przy bardziej wymagających cieniach, Art Deco wypadło najlepiej. Baza ma maślaną konsystencję, łatwo nabrać ją z opakowania i nałożyć na powiekę. Ja używam do tego celu pędzla - kulki. Na powiekach baza jest niewidoczna (w przeciwieństwie choćby do Inglota, który jest jak ciemny podkład). Dobrze podbija kolor cieni, nawet tych jasnych, bardzo przyzwoicie zwiększa ich trwałość. Przy moich powiekach sprawdza się na medal. Nie jest to może najtańsza baza z tych dostępnych na rynku, kosztuje około 34 złotych (obecnie w promo, za 26 zł KLIK), jednak moim zdaniem jest warta tej ceny. Jest bardzo wydajna i nie zasycha po miesiącu na kamień. 

Tyle dobrego na dzisiaj, kolejna porcja pochwał już wkrótce!

Pozdrawiam,
Panna Joanna

20 komentarzy:

  1. U mnie niestety ta baza pod cienie się nie sprawdziła. Ale zoeva matowa daje radę ;) Co do inglota, to wypuścił już nową wersję bazy-w tubce, podobno dobra.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szminki Bourjois i podkład Pierre Rene bardzo lubię ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nic nie próbowałam z tych blogowych hitów. Miałam jedno podejście do tych pomadek Bourjois, ale jakoś nie mogłam sobie odcienia w Rossmanie.

    OdpowiedzUsuń
  4. z całej trójki nie znam podkłady PR :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Podkład Pierre Rene kiedyś gościł w mojej kosmetyczce i nie przypadł mi do gustu. Wróciłam do niego po czasie i... jestem zachwycona! <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy nie próbowałam kosmetyków z Pierre Rene :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten podkład w odcieniu 20 jest dla mnie dużo za ciemny :D Z kolei Bourjois też uwielbiam, moim ulubionym odcieniem jest 10 Don't pink of it. Najdelikatniejszy, najbardziej subtelny :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Znam podkład z pierre rene i nawet go lubie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. moja artdeco zaschła na kamień po połowie opakowania :x ale to było ładnych parę lat temu, może coś zmienili

    jeśli chodzi o Burżujki to niektóre odcienie super, inne bleh

    a z Pierre Rene mam love-hate relationship :D czasem wygląda super, a czasem jakoś dziwnie

    OdpowiedzUsuń
  10. ja bardzo lubie ta baze z art deco ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Baza z ArtDeco to mój pierwszy produkt tego typu - mam do niej ogromny sentyment chociaż to opakowanie odrobinę mnie wkurzało :) Jeśli chodzi o produkt z Pierre Rene to mam podobne odczucia :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Podkład Pierre Rene też polubiłam, ale co do bazy z Art Deco, jeszcze nie wyrobiłam sobie zdania :P Faktycznie ładnie trzyma "gorsze" cienie, ale lepsze niekoniecznie ;) Muszę jeszcze potestować :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Podkład z pierre rene wszyscy chwalą za super jasny odcień. A jak spojrzałam na niego w drogerii to się przeraziłam, ten odcień jest okropnie ciemny.

    OdpowiedzUsuń
  14. Tez się zastanawiam, czy na lato nie kupić ciemniejszego odcienia SB. Jeśli się zdecydujesz, wrzuć proszę porównanie, bardzo by mi się przydało ;) Szminka wygląda całkiem całkiem, co do bazy troszkę odstrasza mnie cena, ale może kiedyś...

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam bazę ArtDeco i pomadkę Bourjois :D o ile bazę bardzo lubię i mam za sobą już trzecie jej opakowanie, o tyle w pomadce trochę kolor mi przeszkadza, nie lubię aż tak mocnego, a mam ten sam kolor co Ty ;p

    OdpowiedzUsuń
  16. Skin balance z PR miałam - był super, ale mi go ukradli ;(

    OdpowiedzUsuń
  17. planuję zakup tej szminki z bourjois, tyle pozytywnych opinii już przeczytałam :)

    OdpowiedzUsuń
  18. ja do tej pory nie mam Velveta i pewnie nie będę mieć, bo zamówiłam matowe pomadki :D ale za to Skin Balance mam i bardzo go sobie chwalę :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Pomadkę Bourjois również lubię (recenzja trzech kolorów na blogu). U mnie jednak ta trwałość nie powala na kolana.

    OdpowiedzUsuń

Proszę o nie zostawianie komentarzy typu "Zapraszam do mnie", próśb o dodanie do obserwowanych oraz podobnych służących autopromocji blogów czy stron personalnych.
Dziękuję bardzo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...