WoleProstoHeader

14.04.2015

Makijażowy niezbędnik | ulubieńcy ostatnich tygodni

Witam się po krótkiej przerwie, spowodowanej tylko i wyłącznie czystym, niczym nieusprawiedliwionym lenistwem. Wiosna, przesilenie i tym podobne bzdety, sprawiły, że moje myśli obracały się głównie wokół mojej kołdry, względnie koca w cieplejsze dni. Nie chcąc robić nic na pół-gwizdka, stwierdziłam, że przeczekam, na pewno przejdzie i wtedy wrócę. I wracam.


Stanęłam dzisiaj nad swoją toaletką i zauważyłam, że mój makijaż obraca się ostatnio wokół tych samych kosmetyków, z czego po niektóre z nich sięgam praktycznie dzień w dzień. Mój poranny makijaż jest szybki i niewymagający, ale jednocześnie musi sprawić, że nie wyglądam jak wyciągnięte na siłę spod kołdry zombie. Zadanie więc proste nie jest, ale przy pomocy kosmetyków, o których napiszę poniżej, okazuje się wykonalne i całkiem przyjemne. 

Część z kosmetyków, które widać na powyższym zdjęciu trafiła do mnie stosunkowo niedawno, ale bardzo szybko doszłam do momentu, że zastanawiałam się jakim cudem udało mi się bez nich przetrwać :). Mogę śmiało napisać, że ostatnie dwa miesiące były wręcz wybitne pod względem kosmetycznych odkryć - perełka goniła perełkę.


Zacznę może od faktu, że staram się unikać nakładania podkładu. Może się to wydawać dość "odważne", ale czułam, że zwyczajnie męczę skórę skazując ją na całodzienne oddychanie przez warstwę fluidu. Moja skóra jest w na tyle dobrej kondycji, że przeważnie korektor nałożony w kilka punktów (pod oczy, między brwi, na środek czoła, w skrzydełka nosa) w zupełności wystarcza i stanowi wystarczająco jednolite tło pod resztę makijażu. Rano przemywam twarz - czym, o tym będzie już niedługo, następnie nakładam bardzo lekkie serum z witaminą C firmy Ava, a następnie serum Skin Perfection z L'Oreala. Oba kosmetyki błyskawicznie się wchłaniają, zostawiają skórę miękką, odżywioną i rozjaśnioną. Serum z Avy polubiłam już po pierwszym użyciu i wiedziałam, że będzie świetnym kosmetykiem pod makijaż. Jest dużo lżejsze niż serum Flavo C, którego używam na noc, a w połączeniu z kosmetykiem L'Oreala robi z moją skórą naprawdę przyjemne rzeczy. Efekt jest zapewne w dużej mierze jedynie "optyczny", bo mam wrażenie, że Skin Perfection daje dość mocny efekt takiego wizualnego rozświetlenia, ale koniec końców - skóra wygląda tak jak bym sobie tego życzyła o siódmej rano. 


Korektor, którego ostatnio namiętnie używam znalazł się u mnie przypadkiem. Potrzebowałam czegoś natychmiast, bo miałam spotkanie, a w pracy zdążyłam całkowicie zasmarkać korektor z twarzy (osoby, które cierpią na wieczny katar na pewno wiedzą jaki to ból widzieć ile makijażu zostaje na nosie). Wpadłam więc do Rossmanna i z braku laku sięgnęłam po pierwsze co wpadło mi w ręce. Korektor Art Scenic z Eveline okazał się strzałem w dziesiątkę i bardzo szybko spowodował, że kamuflaż z Catrice schowałam głębiej do szuflady. Jest na tyle jasny, że dobrze stapia się z moją białą wręcz ostatnio skórą, ale też na tyle żółtawy, że ładnie zakrywa zaczerwienienia na mojej skórze. Eveline mnie zaskoczyło, po bardzo długiej przerwie od ich kosmetyków spowodowanej makabryczną urazą po ich magicznej odżywce do paznokci, powoli zaczynam im ufać.

Obok korektora moimi "masthewami" są też tusz do rzęs i liner do pokreślania brwi. Maskarze So Couture jestem wierna już bardzo długo, używam jej odkąd weszła na rynek i nie zdradziłam jej od tamtej pory z żadną inną. Robi z moimi rzęsami cuda, a teraz, gdy są dodatkowo wyrośnie po odżywce Long 4 lashes to dzieje się magia. Z brwiami miałam większe przeprawy, bo o ile rzęsy rosną jak szalone, tak brwi jak na złość nie chcą. Trzeba więc je odpowiednio podkreślić, a nie jest to takie łatwe jak bym chciała, bo ubytek do wypełnienia mam spory. Idealny okazał się liner z Lovely - matowy, chłodny, dość ciemny brąz. Nakładam go albo pędzelkiem z linera, albo ściętym pędzlem do brwi z Hakuro. Obie metody są dobre, linerem idzie dosłownie domalować imitację pojedynczych włosków, a ponadto sam liner jest trwały jak marzenie i trzyma się moich marnych brwi do samego zmycia. 


Na tym by się mogło skończyć - korektor, brwi i rzęsy, jednak moja skóra jest póki co na tyle jasna, że zanim złapię choć odrobinę koloru muszę się wspomagać kosmetycznym oszustwem. Bardzo dobrze spisuje się u mnie matowy bronzer z MUR - Ultra Bronze. Jest dość chłodny, dobrze napigmentowany. Policzków trzyma się dobrze, łatwo się go nakłada, nie pyli. Minusów w zasadzie nie zauważyłam - opakowanie jest ogromne i pewnie zanim dobiję dna minie mnóstwo czasu. Dobrze współpracuje z pędzlem Real Techniques. 
Żeby dodać sobie jeszcze odrobinę koloru sięgam po róż. Ostatnio najchętniej po ten z Ecolore. Mam wersję Dolly mist i jest to naprawdę ładny, lekko połyskujący róż. Niby róż, ale nie do końca, ma w sobie lekko koralowe nuty. Bardzo przyjemnie wygląda na policzkach, jego trwałości też nie mogę nic zarzucić. Nakładam go dosłownie odrobinę, tyle tylko aby zlikwidować z twarzy anemię. Do kompletu dokładam jeszcze odrobinę błysku - rozświetlacz Diamond Iluminator z Wibo okazał się chyba najlepiej wyglądającym na mojej skórze rozświetlaczem. Efekt jaki daje trzeba po prostu zobaczyć na sobie, bo żadne zdjęcia nie są w stanie oddać tej tafli. 


W kwestii ust jestem ostatnio nudziarą. Odkąd odkryłam konturówki Essence, a zwłaszcza jedną wyjątkową pięknotkę - Satin Mauve, to nic innego nie nakładam na usta. Kolor nie jest może zbyt wiosenny, ale po pierwszym użyciu wpadłam w ciężką fascynację tym kolorem i nie mogę się z nim rozstać. 


Makijaż oczu przeważnie ograniczam do minimum - trochę jasnego cienia pod brew, na całą powiekę coś lekko błyszczącego i przyciemnienie zewnętrznego kącika czy linii rzęs. Niezastąpiona okazuje się wciąż paletka Naked Chocolate z Make Up Revolution. W połączeniu z kilkoma ulubionymi pędzlami, makijaż oczu to dosłownie 30 sekund. Mocno zastanawiam się nad kolejną "czekoladką" z MUR i tu moje pytanie do Was - ciemna czy mleczna, którą polecacie?



Tyle z mojego makijażowego niezbędnika. Jak widać nie jest tego dużo, makijaż zajmuje mi obecnie niecałe 10 minut. Dążę ciągle do optymalizacji, w końcu rano każda minuta snu jest na wagę złota.

A jak wygląda Wasza makijażowa rutyna? Podzielcie się w komentarzach!

Pozdrawiam,
Panna Joanna

20 komentarzy:

  1. Serum z L'Oreal tez posiadam i jestem z niego szalenie zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Posiadam jedynie Death by chocolate, ale to zdecydowanie mój numer jeden wśród wszystkich paletek jakie posiadam. Serdecznie ją polecam.
    Coraz bardziej zastanawiam się nad kupnem bronzera z Mur kusi ceną i kolorem. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. moja makijażowa rutyna? Podkład rimmela stay mat, puder (jeszcze szukam idealnego, ale ostatnio Golden Rose), jakiś cień inglota neutralny na oczy, jakiś cień inglota podkreślający brwi, róż (też cień inglota, chociaż ostatnio też i Vipera) i tusz do rzęs (przypadkowy) to taki w 5 min ;:D wszystko pędzlami Hakuro

    OdpowiedzUsuń
  4. zazdroszczę, że możesz odpuscic sobie podkład! a p oten rozświetlacz muszę się przejść w końcu

    OdpowiedzUsuń
  5. Właśnie poszukuję jakiegoś dobrego serum do twarz, ciekawi mnie ten Loreal ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Serum z L'oreal używam od kilku dni, pierwsze efekty są jak najbardziej na plus chociaż zgadzam się, że to bardziej wizualny niż typowo pielęgnacyjny efekt. Niemniej kosmetyk jest bardzo przyjemny w użyciu :) Jeśli chodzi o paletkę cieni to cały czas dumam nad wyborem - brązy kuszą mnie od lat więc pewnie któraś z nich do mnie wkrótce trafi :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kocham to serum L'Oreal, odkąd go używam ludzie pytają mnie jakiego podkładu używam, a ja robię tak jak Ty - nie używam nic. :) Bardzo zaskoczyłaś mnie dorysowywaniem pojedynczych włosków eyelinerem. :O Mam ogrooomne ubytki w brwiach, więc muszę wypróbować ten sposób. :) Mam jeszcze pytanie o konturówkę Essence - jak u niej w z trwałością? :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Moimi makijażowymi niezbednikami są tusz do rzęs i podkład. Świetny post i pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  9. Moimi makijażowymi niezbednikami są tusz do rzęs i podkład. Świetny post i pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  10. Pamiętam jak mogłam chodzić bez podkładu i tylko z korektorem. A potem napiłam się kilka razy oleju z siemienia lnianego i teraz walczę z potwornym, niekończącym się wysypem ;/
    Muszę sprawić sobie to serum z Loreala, czytałam o nim wiele pozytywów.
    Piękne kolory w tej paletce :)

    OdpowiedzUsuń
  11. moja skóra bez podkładu wygląda jak nie powiem co...wiecznie gdzieś jakieś zaczerwienienia :( zazdroszczę, że tylko korektor Ci wystarcza!

    OdpowiedzUsuń
  12. świetne produkty! Jestem ciekawa tego linera z Lovely ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. możesz napisać jakie pędzle do makijażu oka używasz?

    OdpowiedzUsuń
  14. ja wlasnie tez zastanawiam sie nad porzuceniem podkladu albo ograniczenia go. W sumie najbardziej potrzebuje go szczegolnie na nosie gdzie mam rozszerzone pory i pod oczami gdzie sa mega fioletowe since :) kilka blizn na brodzie i tyle. wiec chyba tez powinnam przerzucic sie na sam korektor albo po prostu podklad klasc nie na cala twarz.. a najzabawiniejsze jest to, ze pewnie tylko ja zobacze na poczatku roznice, az w koncu sie przyzwyczaje :P

    OdpowiedzUsuń
  15. Ta paletka cieni mnie kusi ;) Ale mam już ich tyle, że wiadomo..

    OdpowiedzUsuń
  16. Ten tusz musi być niedługo również u mnie, jak tylko skończę obecny:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja ostatnio tylko tuszuję rzęsy, czasem podkreślę linię rzęs kredką i tyle.

    OdpowiedzUsuń
  18. Muszę w końcu wypróbować tą mascarę, tyle osób ją zachwala:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Dla mnie to serum to koszmar jakiś. Nie dość, że się roluje, to jeszcze przesuszyło mi skórę. Rozświetlaczowi Wibo muszę się przyjrzeć bliżej.

    OdpowiedzUsuń

Proszę o nie zostawianie komentarzy typu "Zapraszam do mnie", próśb o dodanie do obserwowanych oraz podobnych służących autopromocji blogów czy stron personalnych.
Dziękuję bardzo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...