WoleProstoHeader

24 wrz 2014

Pierwszy raz z hybrydą

O hybrydowych lakierach jest bardzo głośno już od dość długiego czasu, a ja cały czas byłam "hybrydową dziewicą". Jakoś nie do końca wyobrażałam sobie, że mogłabym nosić na paznokciach ten sam kolor dwa tygodnie z rzędu, no i jednocześnie czułam dziwnego rodzaju lojalność wobec całego pudła lakierów stojącego na toaletce. Jednak ostatnio w końcu przełamałam swój niczym nieuzasadniony lęk przed hybrydami i wybrałam się na swój pierwszy hybrydowy manicure. Po tym pierwszym razie, już teraz wiem, że na pewno tam wrócę, bądź - co bardziej prawdopodobne - zaopatrzę się w jakiś uniwersalny zestaw na własny użytek (tym bardziej, że lampę już mam). Zdecydowałam się na dość jesienny odcień - ni to fiolet, ni to róż, nie to szarość, ni to bordo. Dla mnie to taki bardzo ciemny, przykurzony róż. Uwielbiam takie odcienie, więc gdy tylko zobaczyłam go na wzorniku wiedziałam, że właśnie toto będzie gościć na moich paznokciach. Z tego co podpatrzyłam, to pani kosmetyczka pracowała na zestawie Cosmetics Zone, a wybrany przeze mnie kolor to 017. 
Wrażenia, jak pewnie się domyślacie, są bardzo pozytywne. W życiu nie widziałam lakieru, który równie pięknie błyszczałby na paznokciach. Nigdy też nie spotkałam się z lakierem, który po niemal tygodniu noszenia wygląda jakbym dopiero co pomalowała nim paznokcie. Sam kolor to po prostu kwintesencja tego, co lubię mieć na paznokciach w obecną porę roku, także tkwię w niemym zachwycie i zostawiam Was ze zdjęciami. Foty robione dzisiaj, hybryda sześciodniowa. 






Kolor najlepiej oddają dwa ostatnie zdjęcia. 

Zapytam od razu - używacie hybrydowych lakierów w "domowych" warunkach? Może jakąś markę możecie polecić? Chętnie skorzystam z wszelkich sugestii!:)

Pozdrawiam,
Panna Joanna
13 wrz 2014

Garść nowości | Lirene i Under Twenty

Będę chyba jedną z ostatnich chwalipięt (jeśli nie ostatnią), która pokazuje niespodziankę od Pań Erisek, ale nie mogę się nie pochwalić. Paczka dotarła do mnie we wtorek, ale dopiero dzisiaj miałam czas, żeby na spokojnie usiąść, porobić zdjęcia, wczytać się w opakowania. Po raz kolejny Eriskom udało się mocno poprawić mi nastrój, a radości przy odpakowywaniu miałam naprawdę co niemiara. Poniżej możecie zobaczyć co takiego znalazło się w paczce z nowościami Lirene i Under Twenty. Zdjęcia tradycyjnie na podłodze, bo nigdzie indziej się z tym nie zmieściłam :D. 


W paczce znalazłam całe mnóstwo przyjemności, kilka nowości Lirene, kilka Under Twenty i jak to u Erisek - kilka gadżetów. Sama nie wiem, co podoba mi się najbardziej! Ogromne żele pod prysznic pachną po prostu obłędnie (moim faworytem jest Szampańska Truskawka), kosmetyki do pielęgnacji stóp w duecie z masażerem to strzał w dziesiątkę (w końcu relaksu nigdy za wiele). Żel z Under Twenty zdążyła już przygarnąć siostra, ja za to właśnie siedzę w oczyszczającej maseczce nałożonej na twarz, podczas gdy obok pali się sojowa świeca, którą od Lirene dostałam w zestawie z kosmetykami z nowej serii Emolient. Balsam już miałam okazję wypróbować i zapowiada się naprawdę nieźle. Odżywczego serum jestem jeszcze bardziej ciekawa, mam przeczucie, że oba kosmetyki poradzą sobie z coraz to bardziej suchą skórą (zima idzie!). Uroczy koszyk krył w sobie rumiankowy płyn do higieny intymnej wraz z cudownie pachnącymi dodatkami. Jakby mi było jeszcze za mało relaksu, do dyspozycji zawsze zostaje jeszcze książka. Mi akurat trafiły się "Macowe fiołki" autorstwa Sarah Jio. 

Jak mija Wam weekend? Ja tym razem postawiłam na całkowity relaks, mój organizm ciężko się domaga naładowania akumulatorów. Miłego!:)

Pozdrawiam,
Panna Joanna
1 wrz 2014

Hello autumn!

Nigdy nie lubiłam jesieni, zawsze kojarzyła mi się z powrotem do szkoły, deszczem, zimnem. Na samą myśl o listopadowych dniach wpadałam w przysłowiową jesienną depresję i nie mogłam doczekać się wiosny. Ostatnio jednak przychylniej spoglądam na tę porę roku. Lato tego roku było dla mnie ogromnym życiowym przełomem, mam nadzieję, że jesień przyniesie mi trochę spokoju, tak abym spokojnie mogła czekać na to co lubię najbardziej - białą, mroźną zimę. Nie wiem czy też tak macie, ale ja kojarzę pory roku z kolorami i zapachami. Temperatura i te wszelkie przemiany za oknem jakoś mi umykają, ale zawsze instynktownie zmieniam zapachy i barwy, którymi się otaczam. Sięgam po ciemne lakiery, brokaty, stawiam na mocniejszy makijaż oczu czy ust, z półki wybieram perfumy o bardziej otulającym aromacie. W tym roku po tym właśnie poznałam, że nieuchronnie nadeszła jesień - na paznokciach drugi raz z rzędu zagościł ciemny lakier, z szafy na podręczną półkę przeniosły się miękkie swetry, a z szuflady na widok przeskoczyło pudełko ze świeczkami (i teraz też woskami). Dzisiaj po powrocie z pracy poczułam coś w rodzaju "natchnienia" - dawno nie malowałam, nie robiłam zdjęć i zdecydowałam, że dzisiejszy dzień będzie idealny aby przełamać ten stan. Poniżej mała próbka tego, co udało mi się uchwycić w obiektywie. Długo już chodziły za mną ombre usta w towarzystwie zielonego oka. 



Pozostając w jesiennym klimacie, uciekam pod ciepły koc, odpalam wosk Home Sweet Home i zanurzam się w testach na prawko :). Miłej nadchodzącej jesieni życzę!

Pozdrawiam,
Panna Joanna

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...