WoleProstoHeader

30 cze 2014

Oko na dziś | mogę się złościć na niespełnione sny

Mimo zabieganego dnia przybywam do Was z kolejnym "okiem". Dzień był zwariowany od początku do końca - przeżyłam swoją pierwszą rozmowę kwalifikacyjną (uff!), a nawet dwie, później zapisałam się na kurs prawa jazdy (z góry przepraszam wszystkich, którzy kiedykolwiek trafią na mnie na drodze :P), a teraz siedzę i dumam nad tym, co mam zrobić z życiem. Najchętniej zrzuciłabym decyzję na kogoś innego (ktoś chętny?). W każdym razie przeżywam ciężkie wahania nastroju, od euforii (będzie dobrze, podbiję świat, jestem królową wszechświata, itd.) po skrajne załamania (będzie do dupy, ja jestem do dupy, dupę mam do dupy, itd.), stąd też mój makijaż jest dzisiaj wręcz wybuchowy. Uspokajam wszystkich zainteresowanych - nie poszłam w nim na rozmowy kwalifikacyjne, makijaż powstał "po", kiedy już chciałam się tylko i wyłącznie wyżyć pseudo - artystycznie. Bardzo dobrze oddaje mój nastrój, więc możecie zobaczyć na tymże oku, co dzieje się mi się w głowie. Asia taka mroczna.






Do makijażu użyłam bazy Inglota, cieni z paletki Sparkle ze Sleeka (czerń, szarość, srebro), cielistego cienia z paletki PPQ, czarnej kredki Rimmela (rewelacyjna, napiszę o niej za jakiś czas), oraz tuszu So Couture z L'Oreala. Na brwiach liner do brwi z Vipery, ale nie patrzymy specjalnie na brwi, bo tylko je poprawiłam "po wierzchu" :). Pod oczami mam korektor z Maybelline (Affinitone) - ostatnio bardzo go polubiłam.

Ps. Z racji natłoku postów, mam coraz mniej pomysłów na ich sensowne tytuły, czerpać więc będę inspiracje z zewnątrz. Kto zgadnie skąd wytrzasnęłam dzisiejszy?:) 

Pozdrawiam,
Panna Joanna

Lato w kosmetyczce wg Biedronki | co warto kupić?

Dzisiaj pojawiam się jako siewca dobrych wiadomości :). Jak pewnie wiecie (lub nie wiecie - jeśli nie, to właśnie informuję), Biedronka co jakiś czas wypuszcza tzw. gazetki kosmetyczne. W gazetkach tych najczęściej pojawiają się produkty takich marek jak choćby Celia, Bell, Lirene czy Garnier. To co kusi to oczywiście niskie ceny (przeważnie nieco niższe lub porównywalne w stosunku do drogerii) oraz dostępność - kto z nas nie ma na osiedlu choć jednej Biedronki? Ja mam pod nosem nawet dwie i często zdarza mi się do nich maszerować w poszukiwaniu kosmetycznych łupów, przy okazji właśnie wspomnianych gazetek. Ostatnia urodowa gazetka zaowocowała kupnem peelingu z Bielendy, który bardzo przypadł mi do gustu, a także kompletu pędzli, z których cztery sztuki na cztery okazały się bardzo przyjemne. Gdy tym razem pojawiła się informacja o kolejnej gazetce, z ciekawością zajrzałam do środka. Tym razem oferta jest nieco mniejsza, ale za to wg mnie sporo ciekawsza. Sama znalazłam w tej gazetce dwie rzeczy, po które na pewno się przejdę w czwartek (to od wtedy właśnie dostępne będą produkty z gazetki "Lato w kosmetyczce"). O jakich produktach mowa? Same zobaczcie!

Biedronka tym razem pozytywnie zaskoczyła mnie wprowadzeniem do gazetkowej oferty suchych szamponów Batiste - od dawna się na nie czaję, ale jakoś zawsze było mi nie po drodze, więc tym razem na pewno skuszę się choć na jedną sztukę (apropo - który z nich polecacie?). Cena jest bardzo korzystna - w Hebe, za szampon Batiste o tej samej pojemności zapłacimy 14,99 zł. Kolejne zaskoczenie to suplement diety Vitalsss plus skrzyp optima forte w zestawie ze...szczotką do włosów. Mało tego - szczotka nie byle jaka, bo bardzo podobna do słynnego Tangle Teezera. Ja co prawda posiadam oryginalną wersję, ale chętnie sięgnę po zapasową sztukę - za 14,99 zł aż żal nie brać. To fajna opcja również dla dziewczyn, które z TT nie miały jeszcze styczności i chciałyby wypróbować tego typu szczotkę na swoich włosach. Nawet jeśli się nie sprawdzi, to wciąż mamy do wykorzystania 45 kapsułek suplementu diety, a szczotkę zawsze można "zużyć" na zwierzaku - mój pies uwielbia się miziać moją starą szczotką :).

Wybieracie się na zakupy? Całą gazetkę możecie obejrzeć TUTAJ.

Pozdrawiam,
Panna Joanna
29 cze 2014

Mycie pędzli alkoholem izopropylowym | jak rozprawiłam się z Glambrushami

Pamiętacie mojego posta o pędzlach Glambrush? Wtedy wypowiadałam się o nich raczej pozytywnie, pierwsze wrażenie było naprawdę nie najgorsze. Później jednak moja opinia kształtowała się w zupełnie przeciwnym kierunku. Z każdym praniem coraz głośniej wyrażałam moje niezadowolenie, a pędzle wyglądały i zachowywały się coraz to gorzej. Co się działo? Najprościej rzecz ujmując - miałam wrażenie, że pędzlom nie służy woda. Być może brzmi to dość dziwnie, ale ciężko mi znaleźć inny powód, dla którego wariowały w tak znacznym stopniu. Prałam je dokładnie tak samo jak wszystkie inne moje pędzle - w wodzie i z użyciem środka "czyszczącego". Próbowałam i mydła i szamponu (różnego rodzaju - takiego dla dzieci, napakowanego silikonami, o składzie prostym), nakładałam odżywki i wciąż powracał ten sam problem. 

O ile z pędzlami z włosia syntetycznego problemów nie było (ba! nadal nie ma, a ja spokojnie mogę napisać, że zarówno pędzel T2 jak i O8 są moimi ulubionymi pędzlami), tak "kozy", czyli dwa jaja - T4 i T9 oraz dwa pędzle do oczu O3 i O4 okropnie się rozczapierzały, włosie się koszmarnie odkształcało, sterczało dosłownie we wszystkie strony, a pędzle coraz bardziej przypominały bezkształtne, szorstkie szczoty. Uprzedzę ewentualne zarzuty - tak, wiem jak prać pędzle, tak, nakładałam na nie odżywkę, tak, suszyłam je w osłonkach. Mam sporo pędzli, w tym również z włosia naturalnego i nigdy, z żadnymi nie było takich cyrków jak z kozami Glambrush. Ktoś dobrze to określił (niestety nie pamiętam dokładnie autorki, ale coś mi mówi, że to było zoila :P), że pędzle te wymagają dosłownie królewskiego traktowania. A czy efekt jest tego wart? Moim zdaniem nie. Znam sporo pędzli w podobnej cenie, czy nawet tańszych i dopiero Glambrushe przysporzyły mi tyle problemów z pielęgnacją i czyszczeniem. W pewnym momencie miałam się już poddać i pędzle po prostu reklamować, ale zaparłam się i postanowiłam je próbować doprowadzić do użytku nie martwiąc się już o to, czy zajadę je do końca, czy pędzle nagle dojdą do siebie. Rozwiązanie nadeszło przypadkiem. 


Niedawno moja koleżanka, która wizażuje już od długiego czasu i często zdradza mi jakieś swoje małe "sztuczki", podarowała mi butlę ze specyfikiem, którym sama czyści swoje pędzle. Na butli jak byk stało "alkohol izopropylowy". Trochę posłuchałam co koleżanka ma o tym do powiedzenia, trochę poczytałam i jeszcze tego samego dnia wypróbowałam. Efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania, a ja wiedziałam, że jeśli tylko metoda będzie się sprawdzać u mnie w dalszym ciągu, to koniecznie będę musiała się z Wami tym patentem podzielić. A, że sprawdza się wyśmienicie, to dzisiaj w końcu zasiadłam do posta. Pokażę Wam również małą prezentację w formie filmiku, który również udało mi się zmontować z tej okazji. 

A jak się to wszystko ma do pędzli Glambrush? Bardzo prosto. Wszystkie pędzle wyczyściłam izopropanolem, w tym również pędzle Glambrush. Ku mojemu zdziwieniu, tym razem włoski nie wyglądały jakby trafił w nie piorun. Podjęłam więc kolejną próbę reanimacji i tym razem trafiłam w dziesiątkę! Na wszystkie suche pędzle nałożyłam odrobinę odżywki z silikonami, następnie ciasno owinęłam je przy nasadzie silikonowymi gumkami (takie maleństwa do włosów, których używa się np. do robienia warkoczyków :)). Zostawiłam je tak przez noc i rano spłukałam odżywkę (nie ściągając uprzednio gumek). To trochę poprawiło miękkość i kształt pędzli. Pojedyncze włoski, które odstawały tak bardzo, że już nie dało się ich postawić do pionu, wyrwałam. I po tej całej "operacji" już więcej nie prałam pędzli. Od tamtej pory czyszczę je tylko i wyłącznie alkoholem izopropylowym i w końcu skończyła się moja głęboka irytacja stanem pędzli po praniu. 

Sam alkohol jest wbrew pozorom produktem bardzo łatwo dostępnym - pytajcie o niego np. w sklepach chemicznych czy z elektroniką (izoproponalu używa się do czyszczenia optyki), dostępny jest również na allegro. Nie jest drogi - duża, litrowa butla czystego alkoholu izopropylowego kosztuje na allegro około 10 złotych. Z tego co wiem, w sklepach z elektroniką można je dostać w większej pojemności i taniej. 
Ja alkohol przelałam sobie do butelki po mgiełce - ma psikacz, dzięki czemu bardzo ułatwia to pracę. Do wyczyszczenia pędzli potrzebujemy naprawdę niewiele - wspomnianego alkoholu, chusteczki/papierowego ręcznika/papieru toaletowego i oczywiście brudnych pędzli. Mój sposób czyszczenia jest więcej niż prosty - psikam alkoholem w pędzel, następnie kolistymi ruchami wycieram pędzel w kawałek papieru czy chusteczkę i...tyle. Z reguły jeszcze przeciągam pędzel ruchem jaki zobaczycie na filmiku - dzięki czemu włosie od razu układa się w pożądany kształt. Proste? Jest jeszcze kilka zalet - poza tym, że metoda zajmuje naprawdę niewiele czasu, to pędzle dosłownie po kilku minutach są suche i gotowe do użycia. To świetny myk, gdy pracujecie jako wizażystki i musicie szybko wyprać pędzle między klientkami. Ponadto, alkohol nie tylko czyści, ale również dezynfekuje pędzle, dzięki czemu mamy tutaj działanie dwa w jednym i nie musimy już sięgać po osobny płyn do dezynfekcji pędzli. 

Pytania, które mogą się nasunąć, to oczywiście te w stylu:
- Czy alkohol nie niszczy/wysusza/rozczapierza pędzli? - Nie, nie robi tego. Myję tak od kilku tygodni wszystkie moje pędzle i nie zauważyłam, aby cokolwiek złego działo się z włosiem pędzli. Ponadto, weźcie pod uwagę, że jest to naprawdę środek o najprostszym możliwym składzie :). Często w szamponach, płynach itp. mamy o wiele więcej chemii. 
- Czy alkohol doczyści nawet najbardziej oporne zanieczyszczenia? - Tak, ja myję nim pędzle do podkładu, bronzera, linera. Używałam go też na pędzlach, którymi nakładałam cienie zmieszane z Duraline, cienie w kremie, bronzer w kremie itd. Nie ma takiego kosmetyku, którego ten alkohol by nie poskromił. Po psiknięciu alkoholem w pędzel, dosłownie widać, jak brud znika. 
- Czy można używać tego środka do mycia pędzli, które przecież mają kontakt ze skórą, oczami? - Tak, ponieważ alkohol całkowicie wyparowuje i nie zostaje na pędzlach. Dzięki temu, metoda jest całkowicie bezpieczna. 

Zachęcone? Zobaczcie więc mały pokaz umiejętności tego alkoholu (link do filmiku na yt KLIK) :).


Na końcu filmiku możecie zobaczyć jak wyglądają pędzle Glambrush po umyciu alkoholem i wyschnięciu - nie straciły kształtu, włoski nie sterczą, a same pędzle są czyste. Proste i skuteczne! Wybrałam do prezentacji wszystkie cztery posiadane przeze mnie "kozy" i pędzel T2 do podkładu, aby pokazać, że z włosiem syntetycznym, alkohol radzi sobie równie dobrze. 

Ps. Jak widzicie udało mi się w końcu nagrać pierwszy filmik!:) Co prawda bez narracji i twarzy, ale od czegoś trzeba zacząć. Założyłam kanał na yt i nie ukrywam, że chciałabym również tam zacząć działać i się rozwijać. Na razie serdecznie zachęcam Was do subskrypcji KLIK :). 

Pozdrawiam,
Panna Joanna
28 cze 2014

Oko na dziś | weekendowo

Dzisiejsze "oko na dziś", z racji weekendu, znów będzie nieco bardziej imprezowe. Wyciągnięte mocno w bok, nadające spojrzeniu nieco kociego kształtu i z kolorowym akcentem na dolnej powiece. 
Do makijażu użyłam bazy Inglota, paletki Sleeka Vintage Romance, cielistego cienia z paletki PPQ i szarości z tej samej palety. W ruch poszły również nowe kredki Rimmela - niebieska i czarna. Na rzęsach jak zawsze mam maskarę So Couture z L'Oreala, a na brwiach liner do brwi z Vipery w odcieniu 03. 







Na jutrzejszy dzień przygotowałam coś spokojniejszego - również z kolorowym akcentem, ale dużo lżejszego i idealnego również na co dzień. Postaram się posta wstawić jutro, gdyby jednak się on nie pojawił, znaczyć to będzie, że zostałam pokonana przez stres (w poniedziałek mam aż dwie rozmowy kwalifikacyjne!) i najprawdopodobniej wgryzam się właśnie zębami w ścianę :P. Także w razie "w" - proszę o cierpliwość. 

Na blogu zaszło też kilka kosmetycznych poprawek - zmieniłam nieco kolorystykę na bardziej letnią, mam nadzieję, że stary - nowy wystrój się Wam spodoba :).

Pozdrawiam,
Panna Joanna
27 cze 2014

Oko na dziś | jak śliwka w kompot

Kajam się w związku z dwudniową przerwą w "oku na dziś", ale wytłumaczenie mam solidne - dzisiaj pisałam ostatnie w swoim życiu kolokwium! Chciałam się do niego dobrze przygotować, żeby mieć je z głowy od razu, przy pierwszym podejściu i myślę, że mogę śmiało napisać, że poszło mi naprawdę dobrze i czasy stresowania się sesją, egzaminami i kolokwiami mam w końcu za sobą. Teraz tylko czeka mnie obrona (ale to dopiero we wrześniu) i kolejne stresy związane z poszukiwaniami pracy (kiedy ja w końcu zaznam jakiegoś spokoju?!:P). 

Nie przeciągając - nowa porcja zdjęć. Tym razem na fioletowo, bardzo fioletowo. Wiele osób boi się fioletu, zakładając, że na pewno zrobi on efekt podbitego oka. Tymczasem wystarczy odrobina dbałości o szczegóły i fioletowy makijaż może wyglądać naprawdę pięknie. Takie mocne oko i to na dodatek w takim odcieniu, potrzebuje bardzo czystej oprawy. Należy więc zadbać o odpowiedni makijaż twarz i zakrycie cieni pod oczami. Ja użyłam fioletów z paletki Sleeka Vintage Romance, dodałam odrobinę złota również z tej samej paletki, a wewnętrzny kącik rozświetliłam pyłkiem Inglota (nr 35). Załamanie podkreśliłam matowym cieniem Glazela w odcieniu bzu. Na liniach wodnych (górnej i dolnej), czarna kredka Rimmel. Rzęsy to jak zwykle maskara So Couture z L'Oreala.







A Wy lubicie fiolety?:)

Pozdrawiam,
Panna Joanna
24 cze 2014

Oko na dziś | sunset

Nie podejrzewałabym siebie samej o taką wytrwałość, ale mija czwarty dzień odkąd podjęłam makijażowe wyzwanie, a ja ciągle jeszcze nie ominęłam ani jednego wpisu. 
Dzisiejsze oko będzie bardziej wieczorowe, mocniejsze, choć wciąż mocno kolorowe. Modlę się właśnie do notatek do ostatniego kolokwium w życiu (oczywiście na koniec musieli dowalić najgorsze...), więc makijażem chciałam się choć na chwilę przenieść na jakąś plażę, zobaczyć zachodzące słońce i poczuć pod stopami gorący piasek. Całość wykonana na bazie Provoke, do tego cienie z paletek Sleeka Brights (chyba nigdy nie polubię tej paletki) i Monaco (tę z kolei uwielbiam), liner MUA (taki odblaskowy żółty i migoczącymi drobinkami - nałożyłam go odrobinę na dolną powiekę). Użyłam cieni o bardzo ciepłych kolorach - mamy tu pomarańcz, żółć, purpurę i trochę różu. Na dolnej powiece jeden z moich ulubionych cieni ze Sleeka - Sunset z paletki Monaco. Rzęsy wytuszowałam dość delikatnie maskarą So Couture z L'Oreala. 

Co prawda makijaż tutaj pokazany jest tylko na oku, ale jeśli miałabym wybrać się w nim np. na jakąś letnią imprezę, dodałabym na twarz ziemię egipską i piękny, lekko ceglasty róż z Glazela, usta pewnie zostawiłabym dość delikatne, ale wciąż raczej w ciepłej oprawie. 






Pozdrawiam, 
Panna Joannaa
23 cze 2014

Oko na dziś | na mechu miedź

Coś się dzisiaj dziwnego dzieje z blogerem, lista czytelnicza nieco świruje, ale mam nadzieję, że post dotrze choć do części z Was - pospamuję nim też trochę na facebooku :). Posta miało nie być, bo dzisiejszy dzień był dla mnie zwyczajnie ciężki, ale zebrałam się w sobie i zrobiłam coś, o co prosiła jedna z Was. Pisałam Wam już, że zapisuję sobie Wasze propozycje, także jeśli macie dla mnie jakiś motyw przewodni, kolor, kształt makijażu - piszcie! Postaram się w miarę możliwości realizować podrzucone pomysły. 

Dzisiaj będzie z zielenią w roli głównej. Sama tak ciemną zieleń noszę dość rzadko - do niebieskiej tęczówki wydaje mi się jednak nieco przytłaczająca. Takie odcienie zdecydowanie lepiej będą wyglądać przy oczach brązowych, z ciemniejszą oprawą. Ja dla zrównoważenia tej zieleni, dodałam akcent w postaci miedzianej kreski. Dzięki temu "odgrodziłam" butelkowy kolor od oka. Dodałam też do wewnętrznego kącika trochę limonkowego odcienia. 
Do makijażu użyłam bazy Provoke (dalej intensywnie ją testuję), paletek Sleeka: Darks (butelkowa zieleń,  brąz, cielisty) i Del Mar (limonka, biel, beż), tuszu So Couture z L'Oreala, szarej żelowej kredki z Essence i miedzianego linera z LE Beach cruisers z Essence. 







Co będzie jutro to się okaże, może najdzie mnie wena na jakiś makijaż inspirowany latem?:) Szykuję też posta o drugim (choć właściwie to nie drugim, a trzecim) wrażeniu odnośnie pędzli Glambrush. Miałam z nimi sporo przebojów, nawet był moment, że myślałam, że kozy polecą z powrotem do sklepu, ale znalazłam na nie sposób i niestraszne mi teraz żadne rozczapierzanie i pośmierdywanie. Ciekawe?:)

Pozdrawiam,
Panna Joanna
22 cze 2014

Oko na dziś | make up no make up

Dzień drugi "okowego" cyklu! Dzisiaj dla odmiany obyło się bez szaleństw - na oczy powędrował makijaż typu no - make up. Wybierałam się na urodziny dziadka, rano miałam dość mało czasu na ogarnięcie się, więc sięgnęłam po sprawdzone zestawienie - paletka MUA Heaven&Earth, do tego tusz na rzęsy i mocno różowe usta. Paletki MUA bardzo lubię, są dla mnie porównywalne do coraz to droższego Sleeka. Heaven&Earth była na mojej liście dość długo, w końcu niespodziewanie sprezentował mi ją Osobisty, a ja odkąd ją mam bardzo często korzystam z niej, gdy chcę sięgnąć po "normalne" odcienie - złoto i brąz zawsze świetnie sprawdzają się przy mojej niebieskiej tęczówce.






Pozdrawiam,
Panna Joanna
21 cze 2014

Oko na dziś | Keep calm and go to the beach

Chciałam coś zmienić, coś dodać, coś ująć, sprawić by w życiu i tym blogowym i tym całkiem moim pojawiło się więcej kolorów. Za dużo nie wymyśliłam, ale wpadłam na pomysł stworzenia nowej serii - oko na dziś. Zrobienie pełnego makijażu, łącznie z makijażem twarzy, potem zrobienie zdjęć, na których nie będę wyglądać jak głupek - to wszystko zajmowało sporo czasu. Natomiast zaledwie chwilę zajmuje pomalowanie samego oka, wyciągnięcie zwykłej pierścieniówki i cyknięcie dziesięciu fot, na których widać samą patrzałkę. Nie wiem jeszcze czy będą to makijaże robione specjalnie do postów, czy bardziej coś w rodzaju makijażowego pamiętnika (skłaniam się ku tej drugiej opcji) - wyjdzie w praniu. Mnie będzie to mobilizować do nieco większej twórczości w zakresie tworzenia makijażu oczu i jednocześnie będzie stwarzać dobre okazje do wypróbowania możliwości kosmetyku, który chciałabym Wam pokazać. Codziennego dodawania takiego posta nie obiecuję, ale postaram się robić to przynajmniej co drugi dzień - dzięki temu nieco zapełnię ten blog swoją obecnością, bo ostatnio nie szaleję w tej kwestii. Zaczynam już dziś!

Jakiś czas temu pokazywałam Wam dwa piękne linery z limitowanej kolekcji Beach cruisers od Essence. Oba linery, odkąd je kupiłam, praktycznie codziennie goszczą na moich oczach. Używam ich do kresek, na dolną powiekę, jako błyszczący akcent przy ciemniejszym makijażu. Uwielbiam je coraz bardziej z dnia na dzień. Dzisiaj chciałabym Wam pokazać makijaż z użyciem linera turkusowego. Nie występuje on w nim jako główny element, chciałam dla odmiany stworzyć dla niego nieco bardziej kolorowe tło - na co dzień z reguły stosuję go w towarzystwie cielistego cienia, więc tym razem miałam ochotę ma małe szaleństwo. 

Użyłam: bazy Provoke, cieni z paletki Sleeka Del Mar (biel, błyszczący beż, turkus, niebieski, fiolet, limonkowa zieleń), szarej żelowej kredki Essence, tuszu So Couture z L'Oreala i oczywiście linera Keep calm and go to the beach z LE Beach cruisers.







Dajcie znać jak się podoba liner w akcji i oczywiście - co sądzicie o pomyśle "Oko na dziś" :)).

Pozdrawiam,
Panna Joanna
17 cze 2014

Makijażowo | Provoke

Pewnie już zdążyłyście się zorientować, że obecnie trwa konkurs zorganizowany przez Eriski dla blogerek - jeśli jeszcze nie natknęłyście się na konkursowe prace, zapewniam Was, że na pewno wkrótce zaczną się pojawiać :). Ja sama również skusiłam się na udział. Nie wpadłam jednak na to, że konkursowy makijaż musi być w całości wykonany kosmetykami, które otrzymałyśmy do tego celu. W skład zestawu wchodził modelator twarzy (r óż/bronzer/rozświetlacz), kredka do brwi, baza pod cienie, podwójne cienie, tusz do rzęs, a także próbki podkładu. Tematem przewodnim konkursu jest prowokujący, oryginalny letni makijaż oczu, co wynika oczywiście z nazwy linii kosmetyków od dr Eris - Provoke. Jak widać zadanie było dość utrudnione, choćby ze względu na fakt, że mogłam wykorzystać tylko dwa cienie - ja wybrałam zestaw z wersją złoto - turkusową. Sprawę znacznie ułatwił modelator, ponieważ wykorzystałam z niego róż i rozświetlacz do makijażu oka - różem lekko podkreśliłam załamanie powieki, a rozświetlacz nałożyłam pod brew, do wewnętrznego kącika oraz rozcierałam nim granice cieni. Same cienie mają dość delikatną pigmentację, w związku z czym baza okazała się dużym pomocnikiem. Dla dodatkowego wzmocnienia koloru, cienie nakładałam na mokro. Złoto powędrowało na dolną i górną powiekę, a z turkusem trochę zaszalałam. Zastanowiłam się przez chwilę, jak temat może uchwycić cała reszta - mnie naturalne wydawało się nałożenie turkusu do zewnętrznego kącika, na dolną powiekę, zrobienie nim kreski itd. Więc zrobiłam praktycznie odwrotnie. Turkus powędrował do kącika wewnętrznego, starałam się nie rozcierać zbytnio jego górnej granicy, żeby efekt był "mocniejszy". Od połowy oka dołożyłam również kreskę przy rzęsach i wyciągnęłam ją na zewnątrz, a na sam koniec dodałam również odrobinę turkusu na linię wodną. Rzęsy wytuszowałam maskarą Amazing Lashes (której potem nie mogłam zmyć :P). Z twarzą było prościej - nałożyłam podkład rozświetlający w minimalnej ilości (jest dla mnie nieco za ciemny), a następnie mocno wymodelowałam twarz. Brwi podkreśliłam kredką do brwi w wersji dla brunetek. Z ustami znów miałam zagwozdkę - nie chciałam ich zostawiać całkiem "gołych", ale jednocześnie miałam dość ograniczone pole manewru. W końcu wklepałam w nie podkład, a łuk kupidyna dość mocno rozświetliłam mieszanką złotego cienia i rozświetlacza z modelatora. 


O samych kosmetykach na pewno pojawi się jakiś osobny post, na razie daję sobie trochę czasu na bardziej gruntowne ich przetestowanie. Na razie mogę jedynie napisać, że najlepiej zapowiada się modelator do twarzy i baza pod cienie :).
Ale nie o tym na razie - dziś ma być makijaż. Światło było dzisiaj cudne, więc nawet nie bawiłam się w wyciąganie lamp i zwyczajnie cyknęłam kilka fotek z ręki i przy oknie - jak za starych czasów :). Zdjęć będzie dużo, bo nie mogłam się zdecydować. Od razu uprzedzę pytanie, które zawsze pada - nie, nie noszę soczewek, ani też nie koloruję tęczówek w fotoszopie - po prostu przy oknie, przy dobrej jasności i czystym niebie takie wychodzą :D.








I na koniec samo oko w pakiecie. Rzęsy nie wyglądają zachęcająco, ale tusz należy do gatunku "musi trochę poleżeć". 



Jak Wam się podoba moja wersja prowokującego makijażu?:)

Pozdrawiam,
Panna Joanna
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...