WoleProstoHeader

10.12.2014

O dwóch takich | matowe cienie Mariza

Naszła mnie dzisiaj taka myśl, że dawno nie pisałam nic o kolorówce, a w szufladzie leży przysłowiowa lista mniejszych i większych kosmetycznych odkryć, o których chciałabym napisać. A, że jednocześnie mam ochotę na coś kolorowego, padło na dwa niepozorne cienie, które jednak bardzo lubię i często sięgam po nie zarówno solo, jak i w duecie.

Cienie, o których bym chciała napisać kilka słów dostałam już dość dawno, sprezentowała mi je Eweska i całkiem szybko się z nimi polubiłam. Z Marizy miałam wcześniej ładny bakłażanowy cień w wersji błyszczącej, natomiast z matami tej firmy nie miałam wcześniej styczności. Trafiły do mnie dwa odcienie - Świeża Mięta i Ice Coffee. 




Moim zdecydowanym faworytem jest ten drugi - idealnie nadaje się do szybkiego dziennego makijażu. Uwielbiam nim robić takie typowe, delikatne smoky eyes. Świetnie prezentuje się w towarzystwie roztartej czarnej czy czekoladowej kreski. Lubię stosować go w towarzystwie złota nałożonego w wewnętrznych kącikach oczu. Bardzo ładnie i nienachalnie podkreśla spojrzenie. To taki cień, który nie wybija się na pierwszy plan w makijażu, ale bardzo dużo robi. Jest niesamowicie uniwersalny w zastosowaniu. Jeśli chodzi o miętowy cień - również go lubię, choć obecnie sięgam po niego nieco rzadziej. Latem natomiast dość często gościł na moich oczach, głównie w postaci akcentu na dolnej powiece. Świetnie wygląda w towarzystwie złota, granatu, a także ze swoim matowym kolegą Ice Coffee. 
Jeśli chodzi o właściwości obu cieni - jak to maty, nie są całkowicie bezproblemowe, ale nie są też jakieś wyjątkowo trudne w obsłudze. Cienie są dość suche i trochę pylą, ale dobrze aplikują się na powiekę. Ja używam go nich miękkiego pędzelka i nie mam większych problemów. Dobrze się rozcierają, nie blakną podczas blendowania. Mają naprawdę przyzwoitą pigmentację.  Trwałość jest również bardzo przyzwoita - na bazie spokojnie trzymają się bez migrowania po powiece do samego demakijażu. Plusem jest też spory rozmiar cieni - te zdjęcia robiłam już jakiś czas temu, od tamtej pory po Ice Coffee sięgałam bardzo często, a ubytek w cieniu wciąż nie jest duży. Poniżej możecie zobaczyć jak wyglądają oba kolory, bez bazy, jedynie delikatnie maźnięte palcem:


Cenowo są do przeżycia - za jeden cień zapłacimy niecałe 14 złotych.

Znacie te cienie? Może jakieś kolory możecie polecić?:)

Pozdrawiam,
Panna Joanna

9 komentarzy:

  1. Ice Coffee wygląda przyjemnie, chętnie bym go zobaczyła w akcji na Twoich oczach :>

    OdpowiedzUsuń
  2. Ice coffe - bardzo ładny i uniwersalny odcień, jaki często ląduje na moich powiekach. Mam taki z Kobo (nawet nazwa podobna) i z inglota :)) Natomiast turkus, choć ciekawy, to "w moim wieku" zdecydowanie na wakacyjną imprezę.
    Cieni Marizy nie znam, ale mogę polecić zieloną bazę. Mam już chyba 8-me albo 9-te opakowanie ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. ice coffe jest ślicznyy :) ta miętka to fakt, na lato idealnie. A wie ktoś gdzie te cienie można dostać?? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam fiolet z tej serii i jego pigmentacja była bardzo dobra :) Lubiłam ten cień :)

    http://carminlove.pl/

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta zieleń wygląda pięknie ;)

    OdpowiedzUsuń

Proszę o nie zostawianie komentarzy typu "Zapraszam do mnie", próśb o dodanie do obserwowanych oraz podobnych służących autopromocji blogów czy stron personalnych.
Dziękuję bardzo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...