WoleProstoHeader

14.10.2014

HIT kontra KIT #2 - modelowanie twarzy

We wczorajszym wpisie skonfrontowałam ze sobą dwa podkłady, dzisiaj z kolei chciałabym przedstawić kosmetyki do modelowania twarzy. W przypadku tych kosmetyków nie musiałam się długo namyślać - ostatnio w zasadzie codziennie mam na buzi ten sam bronzer w towarzystwie tego samego rozświetlacza, z kolei róż, który widzicie na poniższym zdjęciu, od samego początku nie przypadł mi do gustu i poszedł wczoraj do siatki "w świat" (zmobilizowałam się w końcu do wielkich kosmetycznych porządków). 


HIT - Dr Irena Eris, Provoke, Choco Bronzer i MUA Undress your skin Shimmer Highlighter
O rozświetlaczu MUA już pisałam, więc w zasadzie mogłabym się nie powtarzać. Jednak rozświetlacz ten lubię tak bardzo, że chętnie jeszcze napiszę, że jest to świetny kosmetyk, za niewielkie pieniądze, który pięknie nadaje cerze blasku i robi to w bardzo nienachalny sposób. Ma dość nietypowy odcień, lekko różowy i jakby holograficzny, jednak absolutnie nie daje efektu "szynki". Jest zdecydowanie chłodny, także powinien spodobać się osobom, które nie przepadają za rozświetlaczami w złotym odcieniu. Konsystencja kosmetyku jest bardzo przyjemna, rozświetlacz jest dość suchy, ale nie pyli i nie jest tak twardy jak inne znane mi kosmetyki wypiekane. Dobrze współpracuje w zasadzie ze wszystkimi produktami, w towarzystwie których nakładam go na skórę. Trzyma się naprawdę przyzwoicie, choć pod koniec dnia może lekko stracić na intensywności. Jestem pod wrażeniem jego wydajności - mimo, że używam go dzień w dzień, niemal nie widzę ubytku w wytłoczeniu zdobiącym ten produkt. Dla mnie obecnie numer jeden!
Z kosmetykami Provoke od dr Eris nie udało mi się zaprzyjaźnić na szeroką skalę. O cieniach czy tuszu będziecie mogły jeszcze przeczytać, ale niestety znajdą się one po tej drugiej, gorszej stronie zestawienia. Dzisiaj na szczęście mogę pokazać jeden z kosmetyków Provoke jako hit. Na "czekoladkę" skusiłam się po dobrych wrażeniach z trio modelującym do twarzy. Mogłam wybrać sobie dowolny kosmetyk z serii w ramach wyróżnienia w konkursie organizowanym przez markę i po krótkiej chwili zastanowienia wskazałam właśnie na ten bronzer. Wybrałam odcień jaśniejszy, mając w perspektywie znaczne rozjaśnienie się odcienia mojej skóry na jesień i zimę. Zarówno kolor, jak i sam kosmetyk okazały się strzałem w dziesiątkę. Gdybym mogła zostawić sobie jeden bronzer bez wahania wskazałabym właśnie na tę niepozorną, białą puderniczkę. Podoba mi się w tym bronzerze wszystko - dość neutralny, nie za pomarańczowy i nie za ciemny odcień, brak połyskujących drobinek, bardzo satynowe wykończenie. Na plus oceniłabym również trwałość, łatwość aplikacji. Opakowanie ma lusterko, więc podczas ostatnich wyjazdów również stanowiło to dla mnie pewne ułatwienie. Minusem jest zdecydowanie cena - kosmetyk kosztuje 79 złotych, czyli jak dla mnie - niemało. Za to jego jakość w dużym stopniu tłumaczy taką, a nie inną cenę. Hit!

KIT - Rimmel, Stay Blushed
Róż z Rimmela dostałam już jakiś czas temu i od tamtej pory podjęłam może ze trzy próby jego aplikacji na twarzy. Wszystkie trzy zakończyły się całkowitą porażką, dlatego od razu pomyślałam o tym kosmetyku w kontekście zestawienia go po stronie niewypałów. Nie odpowiada mi jego konsystencja - niby kremowa, ale dość rzadka. W połączeniu z fatalną pigmentację nie widzę za bardzo sposobu, który mógłby pomóc w opanowaniu tego różu. Na mojej jasnej skórze jest niemal niewidoczny, przy rozcieraniu znika praktycznie do zera. Do tego tworzy na skórze nieprzyjemną lepką warstwę i okrutnie się roluje. Próbowałam pędzlem, jednym, drugim, próbowałam gąbką, potem jeszcze palcami - efekt za każdym razem był taki sam. Ciekawa jestem czy zależy to od koloru - ja mam wersję różową, a widziałam kiedyś swatche wersji koralowej i tamten róż miał zupełnie inną konsystencję, jakby lekko "piankową"? Próbowałam też nieco rozmemłać moją tubkę, ale i to nie pomogło, dlatego w końcu sobie odpuściłam. Za malutkie opakowanie zapłacić musimy aż 18 złotych. Za taką cenę spokojnie można kupić róż o sporo lepszej jakości. Kit!

Pozdrawiam,
Panna Joanna

11 komentarzy:

  1. Nie używałam nigdy różu w takiej formie, i szczerze mówiąc, średnio mnie ona przekonuje :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dużo dobrego słyszałam o tym rozświetlaczu, ale niestety wszędzie na stronach online na których patrzę jest już wykupiony :)
    ponadto myślałam jeszcze o zakupie rozświetlacza od mary lou, bo z jego dostępnością akurat nie ma problemów :) pozderki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozważałam zakup MUA, ale mam już 5 innych, więc w kwestii rozświetlaczy byłoby to przegięciem ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Efekt szynki mnie rozśmieszył niesamowicie, ale opis w zasadzie bardzo trafny! Oglądałam te kosmetyki kolorowe Eris w jednym z Rossmannów i z pewnością od strony wizualnej nie można im nic zarzucić. Wyglądają bardzo przyzwoicie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A czytałam tyle dobrego o tym różu Rimmel ;) Z tego co piszesz to faktycznie bubel, u mnie nie byłoby go widać wcale.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja w ogóle nie radzę sobie z taką forma różów. :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. ja mam tą wersję brzoskwiniową rimmel i kocham! I tak jak mówisz to fakt, moja wersja też jest dość gęsta, ale piankowa : )

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie bardzo ciekawił róż Rimmel, wygrałam go nawet w jakimś rozdaniu, ale nigdy do mnie nie dotarł. Ciekawa byłam tych kremowych formuł, jednak może sobie je odpuszczę

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie używałam tego różu z Rimmela, ale chyba też nie przekonałabym się do takiej konsystencji. Zdecydowanie wolę kosmetyki w kamieniu :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Słyszałam o tym rozświetlaczu z MUA same pozytywne opinie :) Ja na razie czaję się na Mary-Lou, ale pewnie i tak kupię też ten, bo kosmetyków w mojej toaletce nigdy za wiele ;P

    OdpowiedzUsuń

Proszę o nie zostawianie komentarzy typu "Zapraszam do mnie", próśb o dodanie do obserwowanych oraz podobnych służących autopromocji blogów czy stron personalnych.
Dziękuję bardzo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...