WoleProstoHeader

01.06.2014

Ulubieńcy maja | pielęgnacja

Zapowiedziałam wczoraj trzydniowy cykl o ulubieńcach, więc wywiązuję się z obietnicy i dzisiaj będziecie mogły poczytać o moich ulubionych ostatnio kosmetykach do pielęgnacji. Jest tu trochę mazideł do ciała, kilka do twarzy, wszystkie bez wyjątku bardzo często przeze mnie używane. Zmieniłam krem do twarzy (pokornie wracam do Pharmacerisa), znalazłam idealne serum do mojej cery. Dopieszczałam się zapachami i intensywnie nawilżałam skórę. 


Nie jest tych kosmetyków jakoś bardzo dużo. Jak możecie zobaczyć na zdjęciu, w ogóle nie uwzględniłam tutaj produktów do włosów. Powód jest prosty - ostatnio jakoś nic ciekawego się w tym względzie u mnie nie dzieje. Ciągle używam tych samych szamponów, tych samych odżywek, olej i kremów. Względną nowością był jedynie żel rozjaśniający z L'Oreala, który na pewno znalazłby się w tym zestawieniu, gdyby nie fakt, że wywaliłam puste opakowanie ;). 


Pod prysznicem jest u mnie ostatnio baaardzo pachnąco. W zależności od nastroju i pogody sięgałam zamiennie po dwa żele. Pierwszy z nich, czyli Jardins du Monde z Yves Rocher o zapachu orzechów makadamia dostałam jakiś czas temu od mojej cioci. Mimo, że nie przepadam za takimi słodkimi, jedzeniowymi aromatami (czekolada, wanilia itp.), tak ten żel szybko podbił mój nos. Ja tu czuję zapach takich śmietankowych orzechów (:P), aromat jest bardzo aksamitny, taki otulający, ciepły. Z dużą przyjemnością korzystałam z tego żelu w ostatnią niepogodę. Za oknem szalały deszcze i burze, a ja pod prysznicem przenosiłam się w jakieś aromatyczne, dalekie ogrody. La Petit Marseillais w wersji biała brzoskwinia i nektarynka to moje drugie żelowe odkrycie ostatnich tygodni. To już moja druga butla, ponieważ cała moja rodzina upodobała sobie ten zapach. Bardzo odświeżający, rześki, niesamowicie soczysty. Świetny wybór po treningu i w upalne dni. Co ciekawe - oba żele nie mają w składzie ani sls, ani sles, więc na pewno są to dobre propozycje dla osób, które szukają trochę delikatniejszych mazideł do mycia.


Smarowidła do ciała, których używałam najczęściej w ubiegłym miesiącu to dwa balsamy o zgoła innych właściwościach. Balsam z Isany z 10% zawartością mocznika to ciężkie, gęste i tłuste mazidło, które okazało się po prostu idealne do mojej przesuszonej skóry. Ten balsam poradził sobie nawet z dramatycznie wyglądającą skórą na łydkach i łokciach. To w zasadzie pierwszy balsam, którego efekty po posmarowaniu utrzymują się na skórze dłużej niż jeden dzień. Na pewno będę do tego balsamu systematycznie wracać, zwłaszcza, że jest śmiesznie tani. Drugi kosmetyk to fluid - balsam z Lirene. Pisałam o nim niedawno, więc odsyłam Was do recenzji (klik), a teraz tylko wspomnę, że to jeden z fajniejszych produktów brązujących do ciała. 


Na twarzy również zapanowało kilka zmian. Przede wszystkim po raz pierwszy miałam okazję wypróbować serum Flavo C, które okazało się fenomenalne. Moja skóra dosłownie po kilku aplikacjach wyglądała dużo lepiej. O serum również już pisałam, więc znów - odsyłam do recenzji (klik). Podtrzymuję wszystko to, co o nim napisałam - ze skórą robi cuda. Tonik wybielający z Lirene to w dalszym ciągu jeden z moich ulubieńców. Świetnie odświeża skórę, jest bardzo dobrym dopełnieniem żelu myjącego czy pianki. Po kilku drobnych zdradach ponownie sięgnęłam po krem do twarzy Pharmacerisa. Tym razem wybór padł na Lekki krem głęboko nawilżający do skóry wrażliwej. Używam go od jakiegoś miesiąca i póki co sprawuje się u mnie rewelacyjnie. Wypada nawet lepiej niż wersja Emoliacti, którą stosowałam zimą. Pod oczy stosuję od jakiegoś czas maskę - serum z Flosleku. Saszetki trzymam w lodówce i taki zimny okład potrafi naprawdę poprawić wygląd mojej skóry pod oczami w ciężkie poranki. Na pewno pokuszę się o napisanie jakiejś krótkiej recenzji, bo jest to bardzo ciekawy i godny polecenia kosmetyk. 


Udało mi się również ostatnio znaleźć idealny krem do moich wymagających stópek. Nie ma zielonego pojęcia skąd go mam, kojarzę coś mgliście, że prawdopodobnie zajumałam go mamie. Firmy Seni Care nie znam, ale po tym kremie chętnie zapoznałabym się również z innymi ich kosmetykami. Krem zawiera 10% mocznika, jest bardzo treściwy i nakładany regularnie na stopy bardzo poprawił stopień nawilżenia skóry. Większość stosowanych dotychczas przeze mnie kremów była jednak za słaba, żeby ich działanie jakoś długofalowo mi pomogło, z tym kremem jest dużo lepiej. 

Z pielęgnacji to by było na tyle. Jutro kolejna, ostatnia już część ulubieńcowej serii - paznokcie. Będzie o kilku lakierach i kilku pomocnikach. 

Pozdrawiam,
Panna Joanna

21 komentarzy:

  1. Mam serum Flavo C i jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Już po pierwszym użyciu było widać różnicę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mnie to zaskoczyło, u mnie było dokładnie tak samo :) a po dwóch tygodnia to już w ogóle był szał :D

      Usuń
  2. lubię kosmetyki Lirene i dobrze wiedzieć że mają do zaoferowania kolejny fajny produkt

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta wybielająca seria jest świetna :) Mam też peeling i bardzo go lubię :) Chyba, że piszesz o balsamie bb, on też jest fajny :D

      Usuń
  3. Te żele La Petit Marseillais strasznie mnie ciekawią, jak pokończę zapasy to na pewno wypróbuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też ciekawiły i przepadłam jak spróbowałam, zapachy mają naprawdę przyjemne :)

      Usuń
  4. Bardzo przyjemni ulubieńcy, ale nic bliżej nie poznałam niestety.

    OdpowiedzUsuń
  5. Muszę wypróbować ten balsam z Isany, tyle dobrego o nim czytałam. Liczę, że w końcu znajdę to, co mnie zadowoli :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja go kupiłam po wielu pozytywnych recenzjach i nie żałuję :)

      Usuń
  6. Ja ten balsam z Isany bardzo polubiłam, zwłaszcza za brak zapachu.

    OdpowiedzUsuń
  7. La Petit Marseillais uwielbiam ale w wersji kwiatu pomaranczy:)

    OdpowiedzUsuń
  8. ten żel z tej francuskiej firmy jest na mojej liście, a tonik wybielający muszę wypróbować!

    OdpowiedzUsuń
  9. Za licznymi pozytywnymi recenzjami sięgnęłam po nawilżający tonik Lirene - teraz przyszedł czas na ten wybielający! ;))

    OdpowiedzUsuń
  10. Muszę koniecznie wypróbować ten balsam do ciała z Isany, wszędzie sporo dobrego o nim czytam:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jutro wybieram się na zakupy, żel z La Petit Marseillais jest na liście, tylko jeszcze nie wiem jaką wersję wybiorę :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jeśli chodzi o kolorówkę jest tu też kilku moich ulubieńców :)

    OdpowiedzUsuń
  13. serum Flavo-C też bardzo lubię, daje mojej skórze takiego "kopa", wygląda o wiele lepiej i zdrowiej :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Lirene BB kupiłam niedawno. Jak tyko wyjdzie słonko zza chmur zabieram się za testowanie :)

    OdpowiedzUsuń
  15. kupiłam ten żel pod prysznic la petit marseillals :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Krem Seni mnie zaintrygował. Osobiście byłam swego czasu zadowolona z aptecznego MaxUlg (krem na zrogowacenia i popękany naskórek).
    Ostatnio walczę z piętami i skórkami wokół paznokci. O tyle o ile z stopami daję radę chociaż coraz trudniej jest mi się wyginać, zginać i inne cuda;) o tyle skórki to mordęga:(
    Krem Lirene BB bardzo sobie chwalę. Obecnie nie mogę się opalać tak jak zawsze, w gruncie rzeczy zrezygnowałam całkowicie i muszę przyznać, że BB do ciemnej dał radę. Plus za to, że efekt natychmiastowy, ładnie pachnie i nie trzeba się męczyć jak przy balsamach brązujących/samoopalaczach. Minusem jest tylko i wyłącznie fakt, że spłynie kiedy np. złapie nas deszcz;)

    OdpowiedzUsuń

Proszę o nie zostawianie komentarzy typu "Zapraszam do mnie", próśb o dodanie do obserwowanych oraz podobnych służących autopromocji blogów czy stron personalnych.
Dziękuję bardzo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...