WoleProstoHeader

11.06.2014

Mango takie soczyste | o duecie Lirene

Latem wprost uwielbiam świeże, orzeźwiające, owocowe zapachy. W mojej łazience pojawiają się aromaty melona, pomarańczy, truskawek, jagód i ostatnio - mango. Za samym owocem bardzo przepadam, z jego zapachem jest dokładnie tak samo. Kiedy więc zimową porą w eriskowej pace dobroci znalazłam duet, o którym dzisiaj chcę napisać, schowałam go do szafki, wiedząc, że więcej radości dostarczy mi, gdy tylko termometry zaczną pokazywać więcej niż 25 stopni. Ostatnio mamy aż nadto ciepła wokół, więc niedawno wyciągnęłam zachomikowane kosmetyki z serii Youngy 20+. Pachną smakowicie :).





Już same opakowania nastrajają bardzo pozytywnie. Energetyzująca żółć, czerwone akcenty, szata graficzna całkiem przyjemna dla oka. Oba kosmetyki pachną bardzo podobnie - bardzo owocowo, słodko, ale nie ulepkowato. Mi się zapach bardzo podoba, wśród pozostałych domowników znalazł głos poparcia w tacie, którego co chwilę widzę z tym balsamem w ręce. Aromat soczystego mango utrzymuje się na skórze, choć nie tak długo jakbym chciała. Po wieczornym balsamowaniu rano już bardziej pachnie pościel aniżeli skóra, ale dobre i to. Nie pogniewałabym się, gdyby ten aromat unosił się za mną cały dzień. Jeśli chodzi zaś o właściwości samych kosmetyków - przyczepić się w sumie nie ma do czego. 

Gruboziarnisty peeling jest bardzo podobny do innych gruboziarnistych peelingów z Lirene. Miałam już chyba ze dwie czy trzy inne wersje i pod względem grubości drobin, konsystencji, mocy ścierania, wydają mi się zbliżone. Konsystencja jest bardziej rzadka aniżeli zbita. Peeling jest dość śliski, więc dobrze się go rozprowadza na skórze. Drobinki są duże, stosunkowo ostre, jest ich całkiem sporo, ale nie jest to peeling podobny np. do peelingów Pat&Rub, które są zbite i "napakowane" drobinami, z małą ilością "płynu", w którym są zanurzone drobiny. Konsystencja jest jednak zdecydowanie inna. W przypadku Lirene to bardziej gęsty żel z zatopionymi drobinami. Właściwości ścierające ma bardzo poprawne, do takiego szybkiego prysznica nadaje się idealnie. Pozostawia na skórze lekki film, ale nie jest on jakoś wybitnie tłusty. Przy mojej suchej skórze jest on na tyle delikatny, że nie robi mi krzywdy, ale jednocześnie przy moim umiłowaniu do konkretnego zdzierania, czasem odczuwam delikatny niedosyt. Wydajność określiłabym jako normalną. Na trzy razy go nie wykończę, ale też na wieki nie starczy. W tubce mieści się 200 ml. 



Balsam jest bardzo...lekki. Ma naprawdę lekką konsystencję, choć nie jest lejący się. Mi bardziej przypomina mleczko niż treściwy, gęsty balsam. Bardzo łatwo się go rozprowadza, świetnie ślizga się po skórze i nie zostawia białych mazów (kto jeszcze nie lubi białych mazów?:P). Wchłania się stosunkowo szybko, sucha skóra dosłownie go pije. Nie zostawia po sobie tłustego czy lepiącego się filmu, ale coś na tej skórze jednak zostaje, bo widać taki blask (nie mylić z błyskiem). Świetnie sprawdził się u mnie po ostatnich przygodach ze słońcem, kiedy to moje plecy szybko nałapały opalenizny i czułam pewien dyskomfort (choć nie miałam czerwonej skóry, jestem ewenementem, który mimo mega jasnej karnacji opala się na brązowo). Balsam bardzo przyjemnie ukoił rozgrzaną skórę, schłodził i nawilżył. Właściwości nawilżające, jeśli już przy nawilżaniu jesteśmy, wybitne nie są. Gdybym miała oprzeć pielęgnację tylko na tym balsamie, to musiałabym go stosować przynajmniej dwa razy dziennie, aby utrzymać efekt nawilżenia. Niemniej jednak, nie mogę napisać, że balsam nie nawilża, bo robi to, ale moja skóra należy do dość wymagających i czasem muszę jej zafundować konkretniejszą dawkę nawilżenia. Ciągle jednak po niego sięgam, bo ciągnie mnie do jego zapachu, a i za atut uważam szybkie wchłanianie się. To kosmetyk, po który sięgam jak śpieszę się na autobus i wiem, że muszę posmarować się czymś, co błyskawicznie, dosłownie trzema ruchami rozprowadzę na rękach, nogach, dekolcie. Podoba mi się też, że skóra jest po nim taka jakby "mokra", błyszcząca, ciężko to opisać, ale na pewno wiecie o jaki efekt mi chodzi ;). Używa się go zwyczajnie przyjemnie, choć nie ma co po nim oczekiwać dogłębnej regeneracji skóry. Za to nadrabia zapachem i uczuciem ulgi, którą daje skórze.
Wydajność jest naprawdę znakomita, a dokładając do tego dużą pojemność (400 ml) śmiem twierdzić, że dna szybko nie dobiję (nawet na spółkę z tatą). 



Do grona moich top of the top żadnego z tych produktów bym nie wpisała, choć nie ukrywam, że bardzo lubię po nie sięgać. Jeśli szukacie fajnych, delikatnych kosmetyków na lato, o soczystym aromacie - to może być Wasz typ.

Pozdrawiam,
Panna Joanna

16 komentarzy:

  1. Miałam jeden peeling z Lirene (antycellulitowy) i byłam zadowolona, więc skoro mówisz że są podobne, to ten też przypadłby mi do gustu :) Podejrzewam, że zapach też by mi się spodobał!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten antycellulitowy też miałam i naprawdę są podobne, choć ten pomarańczowy miał może nieco bardziej ostre drobinki :)

      Usuń
  2. Zapach na pewno zabójczy. Chętnie wypróbowałabym balsam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapach faktycznie ma obłędny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo lubie soczyste zapachy. Nie stety tych produktow nie uzywalam, ale jesli bede w Polsce na pewno sie skusze:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię peelingi z Lirene więc zapewne kiedyś ten też trafi do mojego koszyka :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie jakoś ten duet nie kusi, ale w ogóle nie mam pociągu do produktów Lirene, więc to pewnie dlatego ;)
    Aczkolwiek zapachu jestem ciekawa, bo lubię zapach mango.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ty widząca tatę z tym balsamem w ręce - trochę mnie to rozbawiło. Nie wyobrażam sobie moje smarującego się czymś innym niż filtrem do opalania ;P

    OdpowiedzUsuń
  8. Pewnie za sam zapach bym się na niego skusiła ;) Ciekawie go opisałaś, chętnie sama sprawdzę jaki tak naprawdę jest ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. ja tylko dla zapachu bym kupiła, ale unika tak dużych objętości balsamowych bo ja się nudzę mega szybko. szkoda że mój tata unika balsamow jak ognia : c

    OdpowiedzUsuń

Proszę o nie zostawianie komentarzy typu "Zapraszam do mnie", próśb o dodanie do obserwowanych oraz podobnych służących autopromocji blogów czy stron personalnych.
Dziękuję bardzo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...