WoleProstoHeader

03.05.2014

Kosmetyki do włosów Garnier po raz kolejny | o Color Resist słów wcale nie tak kilka

Niejednokrotnie pisałam, że nie przywiązuję się do szamponów do włosów. Zmieniam je często i gęsto, z reguły bez większego żalu. Zdarza mi się powracać do konkretnego kosmetyku, jednak z racji tego, że jestem posiadaczką włosów długich, gęstych i z tendencją do przetłuszczania się - szampony schodzą u mnie niemal jak woda, więc mam czas i na wypróbowanie czegoś nowego, jak i na sentymentalne powroty. Na łazienkowej półce zazwyczaj stoi kilka butelek, ponieważ szampony kupuję zarówno ja, jak i mama oraz siostra, często je sobie podbieramy, stąd przeważnie wiem, że jak coś średnio sprawdza się u mnie, a znika, to znak, że którejś z pozostałych domowniczek przypadło do gustu. Tak właśnie było w przypadku szamponu, o którym chcę napisać dzisiaj. 


Kosmetyki do włosów Garnier to jedne z moich ulubionych - bardzo dobrze wspominam większość szamponów z serii Fructis, z dużym naciskiem na Goodbye Demage. Niedawno do wypróbowania dostałam nowość, szampon przeznaczony do włosów farbowanych lub z pasemkami - Color Resist. Co prawda z tymi farbowanymi włosami to w moim przypadku długa historia (kilkanaście tygodni temu henna, teraz rozjaśnianie), jednak postawiłam go w łazience i mimo to postanowiłam wypróbować, licząc, że będą po niego sięgać również mama i siostra, których włosy z racji bycia farbowanymi i z pasemkami, nadawałyby się do testów tego szamponu wyśmienicie. Ja sama również po niego sięgałam, szybko przekonałam się, że nie tylko ja, więc dzisiejsza recenzja będzie zlepkiem opinii mojej i mojej siostry.
Ja szampony z serii Fructis lubię najbardziej za bardzo odświeżające zapachy (niby banał, ale przyjemnie się ich używa) i za to, że nie obciążają moich włosów oraz nie powodują przyspieszenia w ich przetłuszczaniu się. Większość z wypróbowanych Fructisów sprawdzała się dobrze i w zasadzie podobnie było w przypadku Color Resist. Jest jednak jedno "ale", lecz o tym szerzej napiszę za chwilę. 


Szampon robi to, co robić powinien - myje. Tak po prostu. Dobrze się pieni, ma odpowiednią konsystencję. Dobrze oczyszcza włosy, nie czuję, żeby włosy były oblepione, obciążone. Po myciu są dość lejące się i błyszczące, nie plączą się - nawet bez użycia odżywki jest mi je dość łatwo rozczesać. Szampon nie przyspiesza przetłuszczania się włosów, spokojnie mogę myć je co dwa - trzy dni. No ALE. I tu właśnie się zatrzymam. To, że szampon myje to naprawdę jego podstawowa funkcja, więc nie ma się czemu dziwić. Moje włosy same z siebie są lejące i błyszczące, więc szampon nie zrobił mi nagle tafli włosów z siana. Producent obiecuje nam cuda i dziwy - włosy mają być miękkie i błyszczące, kolor świeży i niematowy itd. I o ile w przypadku moich zadbanych włosów nie potrafiłam dostrzec jego zalet (dla mnie to po prostu zwyczajny szampon), tak moja siostra, której włosy są farbowane na czarno trwałymi farbami, dodatkowo prostowane i generalnie nie powalają formą, jest z tego szamponu dużo bardziej zadowolona niż ja. U niej szampon rzeczywiście poprawia blask, włosy po umyciu i kilka tygodni po farbowaniu nie straciły na kolorze i połysku tak mocno jakby mogły. Mówiła również, że skłonne do plątania włosy dużo lepiej się rozczesuje i po wysuszeniu są przyjemnie sypkie. O wydajności ciężko coś napisać, bo szamponu używałyśmy obie, ale butla o pojemności 250 ml jeszcze nie dobiła dna. Sama butla przypomina wszystkie pozostałe Fructisy - energetyczny kolor, tym razem czerwień, prosta butla z miękkiego tworzywa, wygodny w użyciu otwór dozujący z dość delikatnym zamknięciem. Szampon występuje w dwóch pojemnościach - 250 i 400 ml. 


Podsumowując - ja jestem na umiarkowane tak, bo szampon mi nie zaszkodził, ale i sam niewiele zdziałał. Z kolei moja siostra jest z jego działania dużo bardziej zadowolona niż ja, więc szamponu nie ma co skreślać. Najwyraźniej jest to kosmetyk, który musi mieć pole do popisu i wtedy rzeczywiście efekty są dużo bardziej dostrzegalne i odczuwalne. Ja na pewno chętniej wrócę do szamponu z serii GD, aniżeli tej, ale mam wrażenie, że w łazience i dla tego produktu nie zabraknie miejsca. 

Pozdrawiam,
Panna Joanna

14 komentarzy:

  1. Ja niestety na garnierowe fructisy to patrzeć sie nie moge, a żałuję! Bo pięknie pachną, ale co z tego, gdy po nich dostaję łupieżu? A głowa mnie potwornie swędzi: c nie dla mnie niestety

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy bardziej wrażliwym skalpie taki mocno pachnący szampon faktycznie może narobić bałaganu ;/ Mi się łupież robi w sumie tylko od H&S co ciekawe ;D

      Usuń
  2. niestety u mnie się nie spisał, bo strasznie mnie podrażnił, ale moja siostra była z niego bardzo zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To widzę, że szampon robi karierę wśród sióstr :D

      Usuń
    2. dokładnie :D to widzę, że trzeba kupować go rodzeństwu bo lepiej się sprawdza :P

      Usuń
  3. Miałam go niedawno i niestety mnie podrażnił. Ale rzeczywiście dodawał blasku.

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie Garnier się nie sprawdza. Powoduje łupież (tylko po nim dostaję)...

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam ogromny sentyment do kosmetyków z linii Fructis. Ułatwiają rozczesywanie włosów, jednocześnie nadają im blask. Z kolei owocowa woń uprzyjemnia aplikację:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Miałam jeden szampon z Garniera i się nie polubiliśmy wtedy ale moja mama była zachwycona:))

    OdpowiedzUsuń
  7. W składzie jest dużo silikonu, nic dziwnego, że włosy wyglądają lepiej po jego użyciu (u osób, które mają bardzo zniszczone włosy, jak Twoja siostra).

    OdpowiedzUsuń
  8. ja też pamiętam zielonego Fructisa i chętnie wróciłabym do garniera i spróbowała czegoś nowego :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dla mnie żaden szampon Garniera nie zrobił wielkiego "wow", ale też nie zaszkodził :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kiedyś nie lubiłam produktów do włosów od Garnier jednak kiedy wprowadzili linie ultra doux to je wręcz pokochałam <3

    OdpowiedzUsuń
  11. o ile mam mieszane uczucia co do szamponów Garniera, tak tą serię lubię, miałam zielony. Może nie powala jakimś działaniem, ale i nie psuje włosów :)

    OdpowiedzUsuń

Proszę o nie zostawianie komentarzy typu "Zapraszam do mnie", próśb o dodanie do obserwowanych oraz podobnych służących autopromocji blogów czy stron personalnych.
Dziękuję bardzo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...