WoleProstoHeader

26.05.2014

Focus T25 | o treningowym świętym Graalu

Dawno nie miałam czegoś takiego, że przebieram nogami i nie mogę się doczekać aż napiszę o czymś posta. Owszem, zdarza się, że odkryję jakiś fajny kosmetyk i chcę się tym odkryciem podzielić, jednak to "coś", o czym będę pisać dzisiaj, to rzecz zupełnie odmienna. Po pierwsze - nie związana z kosmetykami, po drugie - musiałam na tego posta czekać dokładnie 14 długich tygodni. Dlaczego akurat tyle? Ponieważ tyle trwa pełny cykl treningowy Focus T25.


Kilkanaście miesięcy temu nastał czas, gdy zaczęłam na nowo "odkrywać sport". Powody jego porzucenia były aż nadto banalne - studia, mniej czasu, przesiadywanie przed komputerem, no i na koniec czyste lenistwo. Odkąd pamiętam w-fu nie znosiłam szczerze i prawdziwie, bieganie, skakanie, robienie fikołków i gry zespołowe (poza siatkówką :)) wywoływały we mnie odruch wymiotny. Najgorszy był dla mnie czas późnowiosenny, gdy nauczyciele uparcie wypuszczali nas na boisko i kazali robić wokół niego okrążenia. Kiedyś biegania ustawicznie nie znosiłam (teraz się to na szczęście zmieniło), a fakt, że w szkole nikt nie wpadł na to, żeby zrobić coś takiego jak prysznic, tylko zniechęcało mnie do brania aktywnego uczestnictwa w tych jakże fascynujących lekcjach. Żeby nie było - nie należałam do leni, lubiłam pójść na basen czy pograć w siatkę, którą w liceum trenowałam również poza w-fem. Po prostu do pewnego momentu nie widziałam sensu w "niepotrzebnym" męczeniu się, a pot lejący się z czoła traktowałam jako wroga. Do czasu. Jakiś czas temu, gdy nastał szał na Chodakowską i całą resztę ja również stwierdziłam, że sprawdzę o co ten cały szum. Od tamtej pory przerobiłam sporą ilość treningów i trenerów. Jillian Micheals przekonała mnie do siebie już przy pierwszym podejściu - 30 day shred do dzisiaj wspominam z nostalgią i lubię sobie czasem rąbnąć któryś z treningów na rozgrzewkę :). Potem na chwilę odeszłam do Chodakowskiej i choćbym dumała nad tym dni i noce, nie wymyślę skąd te wielkie zachwyty nad nudną jak flaki z olejem Ewką. Miałam moment, że wydawało mi się, że jest niezła, ale wystarczyło spojrzeć choć jednym okiem na jakiegokolwiek innego trenera, aby powrócić do pierwotnych odczuć. Ewka mnie usypia, drażni, niejednokrotnie ćwicząc z nią, pokazywałam w kierunku monitora klasycznego faka i mówiłam do tegoż monitora, że ma się zamknąć i nie mówić mi, że mam oddychać (no bo przecież gdybym nie oddychała, to raczej miałabym problem ocierający się o granicę życia i śmierci). Za dużo lukru, cukiereczków, puszystych obłoczków i pieszczenia się nad sobą. Potem przyszedł czas na inne treningi Jillian (No more trouble zone jest naprawdę rewelacyjne), jakiś czas z Mel B, Tiffany Rothe. Aż trafiłam na mojego sportowego świętego Graala. 


Shauna wcześniej nie znałam (choć oczywiście obiło mi się o uszy coś o treningu Insanity), powiedziała mi o nim znajoma, która sama robiła właśnie program Focus T25. Co mnie zachęciło? To, że treningi są krótkie (25 minut), intensywne, przez cały czas na pełnych obrotach. Podoba mi się też idea podzielenia całego cyklu na trzy fazy, dzięki czemu dość bezboleśnie przechodzimy do coraz to większej intensywności ćwiczeń. Duży plus za to, że w każdej fazie jest po kilka treningów, które wykonujemy według rozpiski - nie sposób więc się nudzić, bo nie robimy w kółko jednego i tego samego.

Na początek kilka informacji o tym, z czym to się je. Focus T25 to trening składający się z trzech faz: alfa, beta i gamma. Alfa i beta trwają po 5 tygodni, gamma jest krótsza o tydzień. Ćwiczymy 6 dni w tygodniu, 5  dni trening i jedno rozciąganie. Piątek jest dniem podwójnego treningu, więc jak można łatwo policzyć w ciągu siedmiu dni w tygodniu wykonujemy 6 treningów, raz się rozciągamy i raz zbijamy bąki.

Faza alfa zawiera w sobie 5 treningów: cardio, speed 1.0, total body circuit, ab intervals, lower focus. Już od samego początku jest intensywnie, nie ma chwili wytchnienia, praktycznie cały czas się skacze. W tej fazie jest mnóstwo ćwiczeń z przysiadami, więc już po pierwszych tygodniach zauważyłam, że moje pośladki poszybowały w górę. Najwięcej jest tu cardio przeplatającego się z ćwiczeniami siłowymi wykorzystującymi ciężar ciała. Nie pamiętam już dokładnie konkretnych treningów, ale pamiętam, że początkowo umierałam. Umierałam, ale ćwiczyłam, bo Shaun to nie Ewka, której można pokazać, że się ją głęboko w odwłoku. Shaun to psychopata, wariat, który krzyczy na Ciebie, że masz ćwiczyć bardziej, kopać mocniej. Ma w sobie coś takiego, że ciężko mu odmówić, a człowiek czuje się jak na lekcji matematyki z surową nauczycielką, która patrzy czy aby na pewno nie oszukujesz. Razem z Shaunem ćwiczą jeszcze cztery osoby, w tym jedna, która wykonuje uproszczone wersje ćwiczeń. Fazę alfa wspominam bardzo dobrze.

Faza beta to również 5 treningów: core cardio, speed 2.0, rip't circut, dynamic core i upper focus. W fazie beta pojawiły się już ćwiczenia z obciążeniem, ale nadal przeplatały się one z ćwiczeniami mocno podnoszącymi tętno. Speed 2.0 to rzeźnia, pod koniec drugiej rundy można zejść na zawał, nogi zaczynają odmawiać posłuszeństwa, a do zrobienia są jeszcze 3 obiegi. Bardzo dobrze wspominam treningi z ciężarkami, miałam przy nich dużo frajdy. Ćwiczenia są tutaj zdecydowanie bardziej intensywne, na tyle, że w dzień podwójnego treningu miałam spore trudności w przeżyciu kolejnej dawki ćwiczeń. Mam wrażenie, że w tej fazie większy jest nacisk na górną część ciała. O ile w fazie alfa zakwasy pojawiały się głównie na nogach i tyłku, tak w fazie beta zbolałe bicki czy zakwasy na brzuchu, boczkach, plecach to w zasadzie norma. 

Faza gamma to faza ostatnia i krótsza, zawierająca 4 treningi: speed 3.0, rip't up, extreme circuit i the pyramid. Napiszę krótko - pot, całe morze potu, obelgi, krzyki i mnóstwo satysfakcji. Speed 3.0 to morderca, pierwszy trening, z którym naprawdę miałam problem, bo często brakowało mi sił. Jest w nim dużo ćwiczeń z pompkami z wyskokami, takich pokopanych kombinacji jeszcze w życiu nie widziałam. The pyramid to kilka rund ćwiczeń, w których robimy coraz to więcej powtórzeń. Zabawa jest przednia, do momentu, gdy czujemy, że lekko nas pogrzało z ciężarem ciężarków i z utęsknieniem zaczynamy się rozglądać za czymkolwiek lżejszym. Chyba mój ulubiony trening z całej fazy. Pozostałe dwa również całkiem przyjemne, choć rzeczywiście bardzo męczące. 

Odczucia ogólne:
Trening z Shaunem T po prostu pokochałam! Dawno nikt nie potrafił mnie tak zmotywować, sprawić, że choć momentami wyłam to i tak dawałam z siebie 200%. Focus T25 uzależnia, choć trwa długo, to nie sposób się nim znudzić. W ciągu tych 14 tygodni (swoją drogą, to najdłuższy cykl treningowy przy którym wytrwałam tyle czasu na raz) zdarzyło mi się tylko dwa razy odpuścić trening - gdy kręgosłup odmówił mi posłuszeństwa i ciężko mi było nawet chodzić. W pozostałych dniach, choćbym stała na ostatnich nogach - włączałam play i dałam się Shaunowi sponiewierać. Raz nawet, mimo, że okropnie bolała mnie głowa i czułam się jak żywy trup, odpaliłam trening,  ale zrobiłam go tak na odpierdziel, że pod prysznicem puknęłam się w bolące czoła i wróciłam przed komputer, żeby zrobić to jak należy. 
Niesamowicie podoba mi się osobowość tego wariata, który wrzeszczy na mnie z monitora - widać, że robi to co kocha i jest taki pozytywnie zakręcony. Jestem bardzo zaskoczona tym, że osoby, które na treningach ćwiczą razem z Shaunem są takie...prawdziwe. Widać pot, czasem dosłownie kapiący na podłogę, widać ból na twarzy. Zdarza się, że ktoś straci równowagę, ktoś krzyczy, że kogoś podczas ćwiczeń brzucha rozbolą plecy i na chwilę przestaje. Nie spotkałam się z czymś takim w żadnym innym treningu - oni się tam naprawdę męczą!:)

Dla kogo?
Ciężko powiedzieć. Niby treningi nie są długie, bo trwają te 25 minut, ale znowu mimo, że to tylko 25 minut, to jest to najbardziej intensywna wersja jaką dałoby się upakować w tak krótkim czasie. Jeśli ktoś robi Skalpel Ewki i twierdzi, że go to męczy, to za Focusa się nie ma nawet co zabierać. 

Efekty:
Przyznaję bez bicia - ważyłam się i mierzyłam naprawdę okazjonalnie, nie robiłam żadnych tabelek ani zdjęć przed/po. Nie mogę napisać, że z tyłka a'la Kardashian zrobiła mi się Anja Rubik, bo do Kardashianki jednak sporo mi brakuje, a żeby wyglądać jak Anja Rubik to prawdopodobnie musiałabym się zacząć odżywiać kroplówkami. Ale! Efekty są i ja je widzę. Mimo, że jestem typową kobietą, która w parzyste dni siada i nad sobą biadoli, że dupa taka duża, że brzuch taki odstający, a w nieparzyste patrzy na modelki na wybiegach i z radością stwierdza, że woli być fit, a nie slim - mogę napisać z ręką na sercu i bez zbędnego rozczulania się nad sobą, że efekty są widoczne. Spadło mi kilka kg, zleciało po kilka cm w obwodach. Pupa się naprawdę nieźle wymodelowała, brzuch mimo, że z sześciopakiem ma tyle wspólnego co Tatra ze smacznym piwem, zrobił się bardziej płaski. Wyszczupliły mi się uda, pojawiły zarysy mięśni. Mam w końcu normalnego bicepsa, a nie łapę zwisającą smętnie jak martwy komar z moskitiery. Zniknęły dwie mega irytujące fałdki na plecach, tuż pod stanikiem. Mam dużo lepszą kondycję, ostatnio łażąc po górkach tylko raz w myślach rzuciłam klasyczną "kurwą", gdy zobaczyłam, że punkt docelowy znajduje się jakieś 15 minut dalej niż myślałam. 

Co dalej?
Na pewno nie powrót do lenistwa. Ćwiczenia będę kontynuować, właśnie szukam informacji o innych treningach Shauna i prawdopodobnie rzucę się na Insanity. Nadal również biegam i chciałabym zwiększyć nieco częstotliwość przebieżek. Dalej trzymam się swoich nawyków żywieniowych, których nabrałam w ostatnich miesiącach (na ten temat też planuję wysmarować posta). Aktywność fizyczna w końcu zaczęła sprawiać mi prawdziwą przyjemność, a ja mam nadzieję, że na blogu nadal będę mogła kontynuować tematykę zdrowego trybu życia :).

Gdybyście miały jakiekolwiek pytania związane z treningiem Focus T25 - piszcie śmiało w komentarzach albo wyślijcie maila - na pewno odpowiem :).

Pozdrawiam,
Panna Joanna

30 komentarzy:

  1. Miałam do tego treningu jedno podejście ,ale po Insanity wydawało mi się te 25 minut za krótkie. Mimo wsztyko nie mówię nie i może kiedyś się skusze na ten cały cykl :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja zrobię dokładnie odwrotnie :D Skoro już te 25 minut to pestka to spróbuję z Insanity :)

      Usuń
  2. kusisz! słyszałam, o tych ćwiczeniach i chyba wcielę je w życie, szukam właśnie czegoś takiego, krótkiego, ale intensywnego. Nie lubię długich i rozwlekłych ćwiczeń, a Ewka doprowadza mnie do szału. Nie mogę z nią i tyle !
    Gratuluje samozaparcia i powodzenia dalej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewka jest do bani :P Te ćwiczenia są tak intensywne jak intensywne może być 25 minut, nie będziesz mieć chwili na odsapnięcie :) Ja też tak lubię - zmęczyć się krótko ale porządnie :)

      Usuń
  3. Fajnie, ze o tym piszesz!! Cwicze z Mel B.. nie jakos super regularnie, ale staram sie ruszac. A Shauna nie znalam. Nie widze jednak jakis konkretnych filmikow na youtubie gdy wpisuje "focus t25"? W sieci ten trening nie jest dostepny?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten trening można kupić :) Albo poszukać (chomik/torenty) :)

      Usuń
  4. Ja przebierałam nogami z niecierpliwością czekając na publikację tego posta :).
    Też nienawidziłam w-f, ale w przeciwieństwie do ciebie, siatkówki nie znosiłam najbardziej. Pech chciał, że w liceum była wiecznie tylko siatka i siatka, do porzygu. A ja bez okularów nie mogłam trafić w piłkę, bo jej nie widziałam :D.
    25 minut? Tyle czasu dziennie jestem w stanie znaleźć. Powiadasz, że pierwszy etap daje mocno po tyłku? Świetnie, przyda mi się to! Ciekawa jestem, czy ten program można zakupić na Ebay, muszę poszukać :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas siatka nie była za często, dlatego może mi się nie przejadła :) Ale treningi siatki to było to, człowiek przychodził do domu taki schepany, że ledwo się dało do wanny wejść :D
      Dokładnie 25 minut plus jakieś 3-4 minuty rozciągania na koniec :) Mi pierwszy etap trochę dał popalić, ale nie aż tak, żebym nie była w stanie zrobić tych 25 minut na pełnych obrotach :)

      Usuń
  5. Nie znam tego programu :) przerobie na pewno!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Wygląda bardzo fajnie, ale chyba jeszcze popracuję nad formą, zanim się za niego zabiorę...
    Skalpela nie znoszę, nie potrafię wykonywać tych ćwiczeń i poddaję się po jakichś 15 minutach. Za to 30 days shred, poziom pierwszy robię z palcem w nosie, a poziom drugi trochę oporniej, ale też daję radę całość (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skalpel jet nuuudny :) Ja zrobię te 40 minut, ale dłużą się tak niemiłosiernie, że idzie sobie w łeb strzelić :P

      Usuń
    2. A to już kwestia słodkopierdzącej Ewki (;

      Usuń
    3. No niestety...nie wiem z czego wynika moja niechęć do niej, po prostu nie i już :D ona jest jakaś taka flegmatyczna, nawet jak ćwiczy, czyli niby robi coś dynamicznego to jakoś nie ma w tym energii, takiego "piendrolnięcia" jak to jest u Shauna :D

      Usuń
  7. Zgodzę się z tobą,Ewka to istne flaki z olejem.
    Focusa zdarzyło mi się ćwiczyć,ale długo nie wytrwałam :c Musze ćwiczyć nad kondycją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ćwiczyć, ćwiczyć, 25 minut to naprawdę niedużo :D

      Usuń
  8. ja bym umarła na zawał : p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eee tam, na pewno dałabyś radę :) Trzeba się przyzwyczaić do wysiłku, ja jak zaczynałam to sama rozgrzewka (!) do Shreda mnie zabijała, a teraz jestem w stanie zrobić pod rząd treningi z wszystkich trzech leveli i żyję :D

      Usuń
  9. Gratuluję wytrwałości. Ja ze swojej strony robiłam Insanity w zeszłym roku, niestety zabrakło mi 2 tygodni, aby dokończyć, z różnych powodów. Powiem Ci, że początkowo to hardcor, ale najbardziej motywują fit testy, gdy na początku zrobisz 5 pompek, a potem nagle 20. Najbardziej zadowolona byłam z poprawy wydolności o chyba milion razy, wzrostu siły i umięśnienia i wysmuklenia ciała. Jeżeli jesteś po focusie to na pewno dasz radę. Uprzedzam jednak, że Shaun uzależnia heh. Polecam również trening z kettlami, nic lepiej nie robi mięśni i nie pali tłuszczu jak żelastwo;) Tak trzymać! ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się samym fit testem nieźle zmęczyłam :D Ale faktycznie dałam z siebie wszystko i wynikami nie odstawałam jakoś specjalnie od tej dwójki, która robiła test z Shaunem :) A uzależniona już jestem!:)

      Usuń
  10. Właśnie jestem po 5 dniu ćwiczeń z poziomu aplha;) Twoja "recenzja" mocno dodaje mi kopa by ćwiczyć dalej, bo tej fałdki na swoich plecach nie znoszę! I ogólnie chcę polepszyć wygląd swojego ciała, nie koniecznie jakoś tam mocno schudnąć. Na wadze mi szczególnie nie zależy.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja jestem już po fazie beta:) Są efektu i jest duma :)

    http://datewithfit.blogspot.com/2014/12/faza-beta-zakonczona-efekty.html

    OdpowiedzUsuń
  12. gdzie znajde / kupie / zamówię t25 ?? prosze o odpowiedzna mejla czikirap@wp.pl, dzieki

    OdpowiedzUsuń
  13. Witam jakie przyrządy oprócz hantli są potrzebne do fazy beta?

    OdpowiedzUsuń
  14. A z jakimi ciężarami ćwiczysz beta? Ja zaczęłam z "gumowym sznurkiem", jak jeden z Panów, jednak przy trzecim treningu pękł, co nie było specjalnie przujemne... jakie obciążenie będzie dobre dla kobiety i żeby mi ręce nie odpadły? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam jedynki i trójki, ćwiczę na zmianę bo nie wszystkie ćwiczenia jestem w stanie zrobić z trójkami :) Ale takie optymalne powinny być dwójki :)

      Usuń
    2. Ćwiczę z focusem T25 od początku roku. Nieznudzona, niestrudzona konsekwentna. Uwielbiam jego treningi. Ja do każdego treningu z nim dodaję jeszcze jakieś inne 15 minutowe cardio, oczywiście rozgrzewkę i rozciąganie.

      Usuń
  15. A możecie mi powiedzieć gdzie mogę kupić ten program? Lub odkupić pilssssss

    OdpowiedzUsuń

Proszę o nie zostawianie komentarzy typu "Zapraszam do mnie", próśb o dodanie do obserwowanych oraz podobnych służących autopromocji blogów czy stron personalnych.
Dziękuję bardzo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...