WoleProstoHeader

26.04.2014

Pierwszy tusz do rzęs L'Oreal Paris, który zdobył moje serce (rzęsy), czyli So Couture w akcji

Wydawało mi się długi czas, że swojego świętego Graala wśród maskar znalazłam już dawno - wtedy, gdy pierwszy raz na moich oczach zagościł żółty tusz Lovely. I tak używałam jedno opakowanie po drugim, nie rozglądając się specjalnie mocno za czymś nowym. Jednak moje zdanie musiało ulec zmianie po spotkaniu z nowością L'Oreala - tuszem So Couture.

Mimo, że tusze tej marki niespecjalnie mi do tej pory odpowiadały (na zasadzie "jest okej, ale żadna część ciała nie opada z wrażenia, ani jej nie urywa"). Trafiały do mnie czasem to jako wygrana w jakimś konkursie czy w ramach współpracy, jednak nie zdecydowałam się ani razu na zakup po wykończeniu maskary. So Couture dostałam do przetestowania i jest to pierwszy tusz L'Oreala, który naprawdę mnie zachwycił. Najpierw zobaczyłam zdjęcie Moniki - kulki na instagramie i wiedziałam, że jeśli u mnie efekt będzie w połowie tak fajny, to zmienię zdanie o tych maskarach. Gdy pierwszy raz wypróbowałam tusz na własnych rzęsach, jedynie utwierdziłam się w swoim przypuszczeniu.


Maskara L'Oreal Paris So Couture zapakowana jest w opakowanie podobne do pozostałych produktów z serii Volume Million Lashes - tutaj mamy połączenie złota i fioletu. Mnie styl tuszu podoba się bardzo, choć opakowanie ma tendencję do zbierania paluchów na całej długości. Szczoteczka, czyli część najlepsza. Silikonowa, nieduża, prosta, z krótkimi, bardzo gęsto rozmieszczonymi wypustkami. Te krótkie "włoski" to świetna sprawa - genialnie łapią nawet najmniejsze rzęsy i pokrywają je równomiernie tuszem. Szczoteczką dobrze manewruje się u nasady rzęs, jak również w kącikach oka. Radzi sobie również z dolnymi rzęsami. Konsystencja jest w zasadzie idealna już od samego początku, tusz nie potrzebuje leżakowania, aby dojrzeć. Jest nie za gęsty, ale nie i za rzadki, na szczoteczkę nabiera się go odpowiednia ilość (a otwór dozujący dobrze spełnia zadanie i zatrzymuje w środku nadmiar tuszu). Zaskoczył mnie zapach - ja tu czuję czekoladę! 


Efekt na rzęsach to kolejne zaskoczenie. Już po jednokrotnym przejechaniu szczoteczką, rzęsy stają się widoczne, ładnie uniesione, lekko podkręcone (na tyle, na ile idzie moje poste jak druty rzęsy podkręcić), pokryte tuszem po same końce, przez co od razu zauważalne jest wydłużenie. Pogrubiać tusz również pogrubia, jednak jest to ten rodzaj pogrubienia, który lubię - rzęsy nie są grubo oblepione tuszem, nie tworzą się owadzie nóżki na ich końcach. U kilku z Was czytałam, że w Waszym odczuciu tusz skleja rzęsy. Ja nie zauważyłam, żeby robił mi pięć rzęs (Smyku :D), ale oczywiście to kwestia osobistego odbioru - ja nie potrzebuję do szczęścia jeszcze większego rozdzielenia rzęs (na moich rzęsach w zasadzie żadną maskarą nie da się zdziałać wiele więcej). I tu mogłoby się pojawić pytanie - efekt jest dobry, szczoteczka jest fajna, ale czy jest to coś, co warte jest tych >50 złotych? Moim zdaniem owszem. Sporą różnicę robi tutaj fakt, że tusz na rzęsach jest praktycznie nie do zdarcia. Miałam go na rzęsach najdłużej kilkanaście godzin i po tym czasie nie osypało się/rozmazało/spłynęło nic. Dosłownie. Mimo, że zaliczyłam drzemkę (śpię twarzą wbitą w poduszkę i się wiercę), spacer w deszczu, a na koniec jeszcze radośnie przetarłam oczy. To pierwszy tak trwały tusz, z którym mam do czynienia. Co ciekawe zmywanie wcale nie jest upiorne - micel z Garniera, którego aktualnie używam radzi sobie z maskarą dość łatwo, przy czym tusz dziwnie się zmywa - nie rozpuszcza się do końca, tylko z rzęs schodzi w postaci lekkich grudek. Warto wspomnieć jeszcze o wydajności - tusze Lovely zazwyczaj zmieniałam co miesiąc (góra półtora), podczas, gdy poprzednie maskary z L'Oreala potrafiłam męczyć (tamte akurat właśnie tak trochę męczyć) pięć - sześć miesięcy. Jakby się więc uprzeć - cena przestaje przerażać. Na zdjęciu niżej możecie zobaczyć jak tusz prezentuje się na rzęsach. Rzęsy są tu dosłownie dwukrotnie maźnięte tuszem. 


Podsumowując - moje ostatnie wielkie odkrycie. Poprzedni tusz Lovely poszedł do kosza, a ja z radością zastąpiłam go maskarą So Couture. Przyznam się bez bicia, że w szufladzie z zapasami czeka na mnie jeszcze jedna sztuka tego tuszu - na rok mam więc problem z tuszem z głowy ;).

Pozdrawiam,
Panna Joanna

23 komentarze:

  1. Rzeczywiście bardzo ładny efekt na rzęsach! Podoba mi się ta intensywna czerń :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo przyjemny efekt. Mam na niego ochotę, ale kurcze mam 3 tusze. Ehh. Może jak się mi skończą, to się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem nim zachwycona :) Od pierwszego użycia byłam, a teraz wiem że będzie stałym ulubieńcem.
    Cieszę się, bo poprzedni faworyt został wycofany.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ładnie wygląda i ma silikonową szczoteczkę, tak jak lubię :) Może przy okazji jakiejś promocji sobie go sprawię ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie on kompletnie nie leży :-( Skleja mi rzęsy :-(

    OdpowiedzUsuń
  6. bardzo bym chciała go wypróbować! jak będzie na niego promocja w przyszłym tygodniu w Rossmanie to chyba pierwsza się po niego rzucę, haha :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Pokochałam ten tusz od pierwszej aplikacji. Jest wprost fenomenalny! Jego zapach przypomina mi delicje, miłe zaskoczenie :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Właśnie mi już pisali w komentarzach o tym tuszu, ale mi jakoś zawsze skzoda kasy na te L'Oreale haha :D
    Ja się póki co rozpieszczam nowiuśkim Colossalem, który też mnie bardzo zaskoczył, bo nie przepadam za tą rodzinką.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja lubię maskary L'Oreal, chętnie i po tę sięgnę,małe szczoteczki są tym co lubię.

    OdpowiedzUsuń
  10. Chyba będę musiała się mu przyjżeć tym bardziej, że milion lashes był moim ulubiencem:D

    OdpowiedzUsuń
  11. ja jestem zrażona do million lashes, zapach cudowny, efekt zaraz po tuszowaniu tez wow, ale osypywanie sie nowego tuszu po 2h to lekkie przegięcie

    OdpowiedzUsuń
  12. no jestem ciekawa czy by się u mnie sprawdził, szczoteczka taka w sumie niepozorna :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Polubiłam ten tusz. Miałam wcześniej do czynienia z maskarą Volume Million Lashes, ale mnie nie uwiodła. Nie była zła, ale identyczny efekt można uzyskać przy pomocy tańszego tuszu. Wobec So Couture nie miałam wygórowanych oczekiwań, tymczasem spotkała mnie miła niespodzianka. Tusz świetnie wydobywa rzęsy. Ja wyczuwam w nim wanilię:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ostatnio coraz częściej natrafiam na recenzje tego tuszu i wszystkie są pozytywne!
    Ten tusz pięknie prezentuje się na Twoich rzęsach, sama chętnie skusiłabym się na niego :) No i obietnica czekoladowego zapachu kusi :D
    Tylko ta cena...

    OdpowiedzUsuń
  15. Podoba mi się efekt, choć tak jak Ty do tuszów L'oreala przekonana nigdy nie byłam.
    Chyba mnie namówiłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja też już kilka razy czytałam o nim bardzo pozytywnie - chyba się skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. jak tylko zmniejsze zapasy to bedzie mój!

    OdpowiedzUsuń

Proszę o nie zostawianie komentarzy typu "Zapraszam do mnie", próśb o dodanie do obserwowanych oraz podobnych służących autopromocji blogów czy stron personalnych.
Dziękuję bardzo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...