WoleProstoHeader

09.03.2014

SeriaLOVE

Niedziela, jakże leniwy dzień tygodnia - czy tylko ja mam tak, że dzień ciągnie się niemiłosiernie do momentu, kiedy postanawiam zrobić coś produktywnego? Potem, z niejasnych powodów, czas zaczyna pędzić jak szalony, robi się wieczór, a ja zaczynam stękać, że już jutro znowu trzeba iść na uczelnię, a chcieć się nie chce. Dlatego nie chcę się dzisiaj wyrywać z żadnym konkretnym zajęciem, niech sobie ta niedziela powoli trwa, a ja tak ot, dla czystej rozrywki, napiszę sobie leniwego posta. O serialach już kiedyś pisałam, wtedy przedstawiłam Wam swoje ulubione sitcomy. Dzisiaj zmienimy nieco kierunek - na tapetę wezmę seriale bardzo przeze mnie lubiane, ale zdecydowanie nie sitcomowe. 

Na miejscu pierwszym serial, który znajduje się w moim top 3 wszech czasów. Zaczęłam go oglądać z Osobistym, kiedy produkcja serialu już się skończyła, więc mogliśmy sobie dowolnie dawkować odcinki. I całe szczęście, bo gdybym musiała czekać choćby tydzień między poszczególnymi epizodami, to najprawdopodobniej bym oszalała, zdobyła numery telefonów członków ekipy i nękała ich prośbami o jak najszybsze opowiedzenie mi co się będzie potem działo. Długo nie rozumiałam fenomenu tego serialu i długo mu się opierałam. W końcu z braku laku odpaliliśmy z Osobistym pierwszy odcinek i...nic. Nie obiecywałam sobie wiele, bo pierwsze trzy odcinki zwyczajnie mi się nudziły, obawiałam się, że w ogóle się nie wciągnę. Jednak twardo oglądaliśmy dalej i nawet nie zorientowałam się, że nie mogę się od tego serialu oderwać. Breaking Bad wciąga powoli, ostrożnie. Początkowo postacie irytują, wydają się przerysowane - ciapowaty nauczyciel, "joł - jołowaty" były uczeń, prawdziwa amerykańska żona, prawdziwy amerykański glina. To wszystko wtopione w pustynny krajobraz, który swoją "suchością" aż zieje z ekranu. Nie chcę pisać o zbyt wielu szczegółach, bo być może jest tu ktoś, kto serialu jeszcze nie widział. Zaczyna się niepozornie - średnio zamożne małżeństwo z dorastającym synem, kolejne dziecko w drodze. Mąż, chemik z wykształcenia, ciągnący dwa etaty. Spada na niego groźna diagnoza - rak. Brak odpowiednich środków na leczenie, brak nadziei sprawiają, że zdesperowany by zapewnić byt swojej rodzinie, sięga po rozwiązanie drastyczne. Poznajemy jego przyszłego wspólnika Pinkmana (uwielbiam!). Razem będą gotować. Ale mowa tu nie o wspólnej restauracji czy testowaniu nowych smaków. Walter, chemik, zabierze się za produkcję metaamfetaminy. Czystej, niebieskiej, szybko podbijającej miejscowy rynek. Jak ta ciapa odnajdzie się w, bądź co bądź, przestępczym, nierzadko brutalnym światku? Jak poradzi sobie ze swoim szwagrem, agentem wydziału zajmującego się narkotykami? To akurat warto zobaczyć na własne oczy. Na mnie ogromne wrażenie zrobiła przemiana głównego bohatera. Początkowo tylko wizualna. Ale potem, wraz ze zmianą zewnętrzną, Walter ewoluował. Przywdziewając kapelusz i stając się Heinsenbergiem, szybko pozbawi nas wspomnień o tej zagubionej życiowo sierocie stającej na skraju życia i śmierci. Serial wciąga i robi to z dużą intensywnością. Moja początkowa niechęć przemieniła się w uzależnienie. Musiałam dowiedzieć się co stanie się za chwilę, nierzadko podczas oglądania odcinków "chodziłam" po całym łóżku, łapałam się za głowę i szeroko rozwierałam oczy w szczerym zdumieniu. Wczoraj moja przygoda z tym serialem dobiegła końca, bo dobrnęliśmy do ostatniego odcinka. Żałuję bardzo, bo na pewno nieprędko znajdę godnego zastępcę Breaking Bad. Jeśli jeszcze nie widziałyście - koniecznie nadróbcie. 

Kolejny serial to kolejny hit ostatnich lat. Do Gry o tron również podchodziłam ostrożnie, ponieważ zdecydowanie nie należę do fanów fantastyki. Smoki, duchy i inne podejrzanie nierzeczywiste stwory? Nie, to nie dla mnie. Ja wolę scenerie osadzone w świecie obrzydliwie współczesnym, najlepiej nowojorskim ;). Jednak w pewnym momencie wszyscy wkoło dyskutowali, rzucali w siebie spoilerami i zawsze na pytanie "o czym rozmawiacie?" odpowiadali z potężnym zdumieniem "to nie oglądasz Gron o tron?". Ano, nie oglądałam. Ale przyszła sesja na uczelni, a ja jestem człowiekiem, który musi mieć wtedy jakieś alternatywne zajęcie, tak aby móc uspokoić swoje przeuczone sumienie (nie mogłam się uczyć, serial się przecież sam nie obejrzy). I tak pewnego dnia niechętnie zorientowałam się, że naprawdę, ale to naprawdę nie mam już czego oglądać i odpaliłam pierwszy odcinek. Poszło szybko - gdy zaczęłam oglądać akurat leciał w tv trzeci sezon (mniej więcej połowa), a ja po jakimś tygodniu miałam już nadrobione wszystkie odcinki i czekałam na nowe. Nie było to łatwe, bo odcinki są długie (około godziny), a jak już wspomniałam, serial zaczęłam oglądać w samym środku średnio przyjemnej sesji. Jednak kierując się zasadą "sen jest dla słabych", udało mi się nadrobić losy mieszkańców Westeros. A losy te były naprawdę wciągające. Kilka rodzin, kilka rodów, jeden żelazny tron, a to wszystko doprawione odrobiną magii, sporą dawką intryg - i tych czysto politycznych, i tych międzyludzkich. Przeplatające się historie, walka o władzę, krwawe i erotyczne sceny. To wszystko pięknie pokazane - zmienne krajobrazy, nadchodząca zima, pokryte śniegiem góry i gorąca stolica. Postacie są tu tylko i wyłącznie wyraziste. Królewskie małżeństwo - król Robert i jego sukowata (żadne inne określenie nie oddałoby mocy jej, no właśnie, sukowatości) żona, ich przepełniony brutalnością syn. Ten ostatni w pewnym momencie sprawiać będzie, że siedząc przed ekranem życzyć będziemy mu rychłej i bolesnej śmierci, najchętniej w towarzystwie paskudnej mamuśki. Z drugiej strony Starkowie - mężni, waleczni. Jeszcze kawałek dalej jasnowłose rodzeństwo i moja ulubiona postać - Daenerys. Wojna, bitwy, trudne relacje, to wszystko sprawia, że serial ogląda się jednym tchem. Odcinki, choć długie, nie męczą, a godzina mija jak szalona. Przyznam szczerze, że najpierw zabrałam się za serial, a dopiero potem za książkę (skądinąd, również rewelacyjną) i absolutnie tego nie żałuję. Serial jest na tyle dobry, że szkoda by mi było zrezygnować z tego elementu zaskoczenia, który co chwilę pojawia się, gdy oglądam serial. Po przeczytaniu książki z pewnością nie spadłabym z krzesła przy przedostatnim odcinku, niewiedza w tym przypadku była jak najbardziej wskazana. Czekam z ogromną niecierpliwością na nowy sezon, który pojawić się powinien już w przyszłym miesiącu. Na pewno będzie się działo!

Seriale tym razem tylko dwa, z bardzo prostego powodu - oba nie doczekały się w moim prywatnym rankingu wystarczająco godnego towarzystwa, które mogłabym z nimi zestawić. Następny odcinek serialowej serii już za tydzień - dla odmiany będzie bardziej...lekarsko :).

Pozdrawiam,
Panna Joanna 

24 komentarze:

  1. BB nie oglądałam, ale Grę tak i strasznie mi się ten serial spodobał! pod koniec mnie sporo zaskoczyło;) czekam na nowy sezon xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie 9 odcinek ostatniej serii co?:D Ja też się zdziwiłam mocno, ale jak tylko ta muzyczka zaczęła grać to już wyczuwałam jakąś jatkę :D

      Usuń
  2. W końcówce posta zdarzyło Ci się powtórzenie :P zestawić z nimi zestawić :) A ogólnie nie oglądałam...co do drugiego też jakoś za bardzo mnie nie ciągnie, bo też wolę seriale w scenerii współczesnej i tak NY to jest o hehe pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O dzięki, nie zauważyłam ;) NY wymiata, ale jednak Gra o tron jest warta obejrzenia :D

      Usuń
  3. Widziałam 2 sezony Gry o Tron, resztę wole na razie doczytać, a potem obejrzeć. Dla mnie ostatnio serialem nr 1 jest Hannibal :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się wstrzymuję, ale książki na pewno kiedyś przeczytam :) O Hannibalu też dużo słyszałam, możliwe, że się za niego wezmę, ale najpierw chcę nadrobić Spartakusa :)

      Usuń
  4. Breaking Bad obejrzeliśmy z Mężem od pierwszego odcinka świetny serial ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie przebrnęłam ani przez jeden, ani przez drugi :D. Szybko mnie znudziły :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uuu :D Tak z ciekawości tylko zapytam - a jakie seriale Cię wciągnęły?:D

      Usuń
  6. Oglądam oba:) Breaking Bad już obejrzałam do końca, na Grę czekam z niecierpliwością:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że nowy sezon już tak blisko :)

      Usuń
  7. A ja jakoś do Breaking Bad nie mogłam się przekonac... odpuściłam sobie po kilku odcinkach. Ale za to na kolejny sezon Gry o Tron czekam i przebieram nóżkami. Polecam natomiast serial Vikings <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też przez pierwsze odcinki nie mogłam się przekonać, ale jak już wsiąkłam to na całego :) Wikingów mam na liście, zabieram się za nich jak tylko skończę Spartakusa :D

      Usuń
  8. GRA O TRON <3 niedoczekanie! Czekam na kolejny sezon! W postaci książkowej jestem na etapie ostatniego :)
    Radi

    OdpowiedzUsuń
  9. Własnie kończę drugi sezon "Breaking Bad". Jestem zaskoczona, że tak mnie wciągnęło :)) Zaczęłam z podejściem : o co tyle hałasu, a teraz żałuje, ze nie mam więcej czasu na serial ;)) A "Grę .." oglądałam na bieżąco w tv ... i bardzo męczyło mnie czekanie.

    OdpowiedzUsuń
  10. "nie mogłam się uczyć, serial się przecież sam nie obejrzy" - padłam! A to tylko dlatego, że mam tak samo jak Ty:) A jak piszę pracę do np. 4 nad ranem, to w nagrodę do 5 oglądam seriale:) Jednak po takim wysiłku (było nie było umysłowym) wolę coś lżejszego i relaksującego:) Ale przekonałaś mnie do GoT. A sobie obejrzę, a co :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dwa moje ulubione seriale, trafiłaś prosto do mojego serduszka tym postem!:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja jestem na drugim sezonie Breaking Bad z chłopakiem i jakoś nie mogę się wciągnąć :p jemu za to sie bardzo podoba i za kazdym razem namawia mnie na oglądanie :D

    OdpowiedzUsuń
  13. A oglądałaś House of Cards? Wyrafinowany świat polityki amerykańskiej okraszony rewelacyjnym Kevinem Spacey i piękną Robin Wright.
    I jeszcze True Detective, który właśnie sie skończył. Ze świetną rolą Matthew McConaughey‎. Klimatem zbliżony do "Siedem" Finchera. Mroczny i wciągający.
    Polecam

    OdpowiedzUsuń
  14. Ani jednego ani drugiego nie oglądałam. Co jest w sumie dziwne jak dla takiej serialomaniaczki :) Ale zapewnie wszystko przede mną i prędzej czy później je nadrobię.

    OdpowiedzUsuń

Proszę o nie zostawianie komentarzy typu "Zapraszam do mnie", próśb o dodanie do obserwowanych oraz podobnych służących autopromocji blogów czy stron personalnych.
Dziękuję bardzo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...