WoleProstoHeader

02.02.2014

O tym jak Panna Joanna fryzjera zabić chciała

Nie miałam w planach dzisiaj żadnego posta, zapatrywałam się raczej na po - balową wegetację pod kołderką i owszem - wegetowałam nieustannie od samego powrotu do domu o jakiejś absurdalnie porannej godzinie, ale nawet leżeniem i oddychaniem człowiek się potrafi czasem zmęczyć, więc wychylam nieśmiało głowę spod kołdry (łóżka jednakowoż nie odważyłam się opuścić) i coś może jednak napiszę. Posta tego, oczami wyobraźni, widziałam już wczoraj, gdy siedząc na fotelu fryzjerskim, bardzo drobiazgowo układałam sobie w głowie co takiego napiszę i ilu brzydkich słów użyję. 
Bo tylko w sumie brzydkie słowa przychodziły mi na myśl, kiedy po kilku latach nieobecności w jakimkolwiek salonie fryzjerskim usiadłam na fotelu i oddałam swe włosy w ręce pani fryzjerki. I pani fryzjerka najwyraźniej czując mój strach, stwierdziła, że skoro już się boję i drżę o swoje włosy, to ona mi przynajmniej pokaże, że faktycznie jest się czego bać. Na wypadek gdybym miała się bać na daremno. 
Wybieraliśmy się z Osobistym na bal, a ja stwierdziłam, że fajnie byłoby jakoś upiąć włosy, bo raz, że upięte pasowały mi do kiecki, a dwa - przy tańcach hulańcach człowiek się jednak grzeje, a włosy do pasa nie pomagają specjalnie w regulowaniu temperatury ciała. A że do czesania ręce mam dwie lewe, poleciłam mamie zapisanie mnie do fryzjera. Wczoraj z wizją fryzury zasiadłam na fotelu, pokazałam pani fryzjerce zdjęcie "czegoś w ten deseń", wytłumaczyłam, że chcę włosy na bok i koczek z boku, na przodzie jakąś luźną upiętą falę, najlepiej ogólnie żebym wyglądała jakbym w ogóle u fryzjera nie była. Pani pokiwała głową, po czym przystąpiła do pracy. I tu się zaczęły takie jaja, że psze państwa, głowa mała. Pani mi podzieliła włosy na ileś tam pasm, każde pasmo spryskała całym opakowaniem lakieru. Następnie zaczęło się coś, co kobieta nazwała "nadawaniem objętości", czyli, jak na moje oko, tapirowanie. Zdarza mi się czasem podtapirować włosy, delikatnie, tak żeby unieść włosy u nasady, więc początkowo się nie zdziwiłam. Ale jak kobieta utworzyła mi na głowie piętnaście kołtunów, zaczęłam odczuwać lekki strach. Ale ja nie fryzjer, pewnie się nie znam, siedzę więc cicho. Okazało się, że wcześniejsza porcja lakieru to za mało, więc malownicze kołtuny zostały spryskane następną dawką (pani mnie chyba strasznie polubiła, bo nie żałowała mi tego lakieru). To jak wyglądały moje włosy po tych trzech czynnościach sprawiło, że miałam ochotę wstać i uciec. Powstrzymywało mnie to, że byłam oślepiona lakierem, którego stężenie w powietrzu na pewno przekraczało wszelkie dopuszczalne normy i gdybym miała astmę czy coś to bym umarła, ponadto pani zapewniała, że ona mi to zaraz ładne poupina. No to siedzę i czekam. Gdy w rękach pani fryzjerki pojawił się grzebień, w mojej głowie zaświtała myśl, że może jednak lepiej byłoby stamtąd wybiec, choćby na oślep. I nie pomyliłam się - okazało się, że kołtuny zostały zrobione tylko po to, żeby je teraz rozczesać (fuck logic), a pani mniej więcej dwadzieścia razy powtórzyła, że strasznie mi się plączą włosy. W tym momencie uraczyłam ją moim najbardziej złowieszczym spojrzeniem, uniosłam wysoko jedną brew i przekazałam wzrokiem pierwsze ostrzeżenie. Możliwe, że zrozumiała przekaz, bo zamieniła grzebień na szczotkę. Gdyby moje włosy potrafiły mówić, to naprawdę wolę nie wiedzieć, co miałyby mi wtedy do powiedzenia. Gdyby miały kanaliki łzowe, to z pewnością potok łez lałby się gęsto, a gdyby była to kreskówka, to z mojej głowy wyskoczyłaby pięść i rabnęła panią fryzjerkę prosto w twarz. Po "rozczesaniu" włosów, pani zabrała się za prostowanie moich prostych jak druty kłaczków. Kilka minut wcześniej zasłoniłam rękami oczy, żeby nie widzieć co się dzieje, bo każdorazowe pociągnięcie szczotką po moich włosach powodowało, że zaczynałam szukać ostrych narzędzi dostępnych w zasięgu ręki (wiecie - do obrony własnej). Gdy oczy ponownie otworzyłam, pani podśpiewując sobie cichutko pod nosem prostowała mi włosy, kompletnie ignorując fakt, że unosi się nad nimi dym. Tym razem ostrzeżenie wzrokowe to byłoby za mało, więc postawiłam na klasyczny, sprawdzony krzyk. Później było już tylko gorzej - upinanie włosów polegało na wbijaniu mi w czaszkę miliarda wsuwek. Po zakończeniu tejże operacji moja głowa płonęła żywym ogniem, ja nie mogłam nawet unieść brwi, żeby się zdziwić, ponieważ okazało się, że fryzura unieruchomiła mi mimikę. Dowiedziałam się też, że luźny koczek z boku głowy to w sumie kwestia interpretacji, bo tak naprawdę można to zrozumieć jako ciasne upięcie na tyle całej głowy. To był już idealny moment, żeby uciec do domu, gdzie przy asyście taty pozbyłam się tony żelastwa z głowy, przywróciliśmy częściowo czucie w twarzy. A ja na kilka godzin przed balem zostałam z wielkim kołtunem na głowie, z tak ogromną awersją do fryzjera jakiekolwiek, że nawet przez myśl mi nie przeszło, by szukać innego salonu. Próba własnoręcznego uczesania się sprawiła, że po raz kolejny zapragnęłam ściąć włosy, za dziesiątym podejściem "coś" się na głowie pojawiło, ale ze względu na brak oczu z tyłu czaszki nie byłam w stanie całkowicie tej fryzury skontrolować. Pomoc przyszła znienacka. Do siostry wpadł kolega, który widząc moją czarną rozpacz posadził mnie na krześle, rozczesał mi włosy z delikatnością równą serkowi Almette, kilkoma zgrabnymi ruchami związał mi włosy, a następnie zrobił czary mary i po wyczarowaniu kilku warkoczyków typu "rope braid" bezboleśnie poprzypinał mi je tymi samymi wsuwkami, których używała pani fryzjerka, do głowy. Okazało się, że nie trzeba przy tym wypsikać stu metrów sześciennych lakieru do włosów, można to zrobić tak, że mi nie leciały z oczu łzy, a upięcie mimo, że bezbolesne, potrafi się dobrze trzymać i nie powoduje, że moja twarz zastyga w bezruchu niczym twarz Nicole Kidman po świeżej dawce botoksu. Z powątpiewaniem spojrzałam w lustro, kazałam sobie zrobić zdjęcie tyłu głowy i nie dowierzając w to co widzę, rozjaśniłam swe wkurzone oblicze promiennym uśmiechem. 

Wniosek - przypomniałam sobie dlaczego nie lubię fryzjerów, dlaczego nawet wizyta u dentysty wydaje mi się o niebo przyjemniejszym przeżyciem, upewniłam się, że ni cholery - do fryzjera już nigdy nie pójdę. Dodam, że kolega siostry ma lat osiemnaście, z włosami i ich czesaniem nie ma nic wspólnego, a pani fryzjerka mogłaby co najwyżej podawać mu wsuwki. Abo lepiej i nie. 

Nie chcę być gołosłowna, więc mam krótką prezentacją fotograficzną, marnej jakości, bo telefonowej, ale coś widać. Od lewej - "fryzura" stworzona przez panią fryzjerkę, moja próba upięcia i na samym końcu - fryzura stworzona przez Kamila:


Zdjęcia są zrobione w różnym oświetleniu, ale i tak widać jak sztywne i matowe są włosy na pierwszym zdjęciu, a jak błyszczą przy ostatniej próbie. Fryzura trzymała się do samego rana, ja po powrocie do domu bez problemu włosy rozpuściłam, a kilka osób wczoraj pochwaliło wytwór na moich włosach. 

Znowu biłam się z myślami czy jednak nie pozbyć się nieco długości, znów przyszła mi ochota na takiego dłuższego boba, ale po tym jak Osobisty na moje pytanie "czy mogę obciąć włosy" odpowiedział, że oczywiście i że najlepiej jakbym się umówiła na ścięcie do tej samej fryzjerki, która mnie czesała, zwątpiłam.

I tym akcentem kończę mój przydługi wywód i chowam się na powrót pod kołdrę, a Wam życzę miłego tygodnia :)

Ps. Już wczoraj padło kilka razy takie pytanie, więc odpowiadam zapobiegawczo - nie, za ten koszmar z pierwszego zdjęcia nie zapłaciłam ;).
Ps. 2. Jak pewnie widzicie - na blogu pojawił się nowy wystrój :D. Już długo miałam ochotę na zmiany, chciałam czegoś minimalistycznego, uporządkowanego. W najbliższych dniach nie będą jeszcze działać górne zakładki - muszę zrobić porządek w tagach i wszystko ładnie popodpinać. Jak się Wam podoba nowa odsłona bloga?:)

Pozdrawiam,
Panna Joanna

98 komentarzy:

  1. Opisałaś wszystko tak przekonująco, że poczułam jakbym to ja siedziała u tej fryzjerki-sadystki i cierpiała nieludzkie katusze:)szczerze współczuję;dobrze, że znalazł się ktoś, kto pomógł opanować sytuację:) koczek pierwsza klasa:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fryzjerka - sadystka to idealne określenie tej kobiety. A kolega mi uratował tyłek i go sobie zapamiętam :D

      Usuń
  2. Jak udało Ci sie nie zapłacić?:P Pamiętam kiedyś jak poszłam ściąc włosy i trochę się wykosztowałam a po wyjściu pierwsze co miałam ochotę je od razu umyć i uczesać po swojemu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takiej sytuacji nie ma się co szczypać, to nie mój pierwszy raz ;) Skoro ja czegoś tam oczekuję, a ktoś robi coś całkiem innego to nie widzę powodu, żeby płacić za coś, co nie stało nawet obok moich oczekiwań. Podobną sytuację miałam kilka lat temu jak poszłam podciąć końcówki, a pani stwierdziła, że ona mi ciachnie 15 cm, a nie 3.
      A jak już jest po zupie - to z tego co się orientuję, zawsze można jeszcze złożyć reklamację :)

      Usuń
  3. Płakałam ze śmiechu podczas czytania, choć wiem, że tobie do śmiechu nie było. Dramat... Dobrze, że kolega uratował sytuację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzisiaj się już śmieję, ale wczoraj byłam bliska popełnienia morderstwa..

      Usuń
  4. Coż mogę powiedzieć - skąd ja to znam ... A na blogu teraz pięknie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję, Osobisty znowu trochę podziałał i takie coś stworzył :D

      Usuń
  5. Nowa odsłona bloga jest super ;) Powiem szczerze, że mi najbardziej spodobała się fryzura stworzona przez Ciebie ;) Niemniej szkoda, że pani fryzjerka tak Cię wymęczyła, ciężko znaleźć fryzjerkę, która dobrze sobie radzi z długimi włosami i rozumie, że te włosy to wynik pielęgnacji, dbania i miłości do tych włosów, a nie ciągnięcia, tapirowania i lakierowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się też nawet podobało to co w końcu sama zrobiłam, ale co chwilę mi z tego wsuwki wyłaziły, ciężko jednak samemu sobie tak dokładniej upiąć włosy jak się nie widzi co się robi ;)

      Usuń
  6. aż mnie ciarki przeszły,

    fryzjerka? to chyba moja siostra z podstawówki lepiej włosy potrafi `upiąć`.

    Efekt kolegi powalający!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też miałam ciarki, zwłaszcza jak potem odplątywałam tego kołtuna...
      Kolega zdolne stworzenie :D

      Usuń
  7. I dlatego nie chodzę do "fryzjerów"... nie spotkałam się jeszcze z takim, który by potrafił odpowiednio ułożyć kręcone włosy. Zwiedziłam już nawet drogie salony w Krakowie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z kręconymi włosami to już pewnie całkiem są przeboje...choć moje są proste, a też lekko nie ma, bo są bardzo śliskie, tak źle i tak niedobrze ;)

      Usuń
  8. To by było śmieszne, gdyby nie było tragiczne... Dlatego ja wolę iść w rozpuszczonych, lepiej na tym wychodzę. No i gratulacje dla Kamila, zuch chłopak! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z reguły też stawiam na rozpuszczone, ale tym razem tak zdecydowanie bardziej pasowały spięte do kreacji i w ogóle, no i miałam co chciałam :P

      Usuń
  9. Jak zaczęłam czytać tego posta to myślałam, że trochę przesadzasz ... dopóki nie zobaczyłam jaką Ci wyczarowała fryzurę ;O masakra. Ogólnie to nie jestem negatywnie nastawiona do fryzjerów, aczkolwiek takie sytuacje nie powinny mnie dziwić, lubię oglądać Ostre Cięcie na necie (polecam) i tam to dopiero są akcje. Ostatnio oglądałam odcinek, w którym i właścicielka jak i pracownica nie miały żadnych papierów na wykonywanie zawodu, nie mówiąc już nawet o tym, że właścicielka nie umiała nawet zrobić dobieranego warkocza klientce :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, mi się ogólnie wydaje, że umiejętności to jedno, ale jakieś takie wyczucie, delikatność, sposób obchodzenia się z włosami to drugie, ale nie mniej ważne. A tu nie było ani tego, ani tego. Cierpiałam widząc jak katowane są moje włosy, na które co dziennie tak chucham, dbam o nie i robię im dobrze :P

      Usuń
  10. Rozbawiłaś mnie swoim opisem zdarzeń do łez :D Faktycznie, aż żal patrzeć co ta pożal się Boże "fryzjerka" zrobiła na Twojej głowie, w porównaniu do upięcia kolegi siostry. Dobrze, że nie zarobiła na tej katastrofie ani grosza :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro tego cierpienia nie cofnę, to chociaż Wy się pośmiejcie :P

      Usuń
  11. Jak dobrze, że jedyne moje fryzjerskie przygody to mój chłopak podcinający końcówki i to tak, że klękajcie narody! Jak proszę o centymetr to obcina pół centymetra, nie jak w salonie, pół włosów. To co miałaś na włosach po lewej było straszne :( nawet starsze panie mają ładniejsze koczki, a to była jakaś plątanina, straszna ta fryzjerka, za to ostateczny efekt wspaniały :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja końcówki podcinam sobie sama, już doszłam do takiej długości, że mogę to bez problemu robić bez pomocy :D Ale chłopaka gratuluję, dobrze mieć pod ręką kogoś takiego :D

      Usuń
  12. Ja zawsze trafiałam tak, że przy wszelkich okazjach miałam krótkie włosy....każda jedna fryzjerka zawsze mówiła mi że nie da się ich upiąć i robiła mi na głowie istny hełm. W tamtym roku trafiłam na taką która nawet krótkie włosy mi upięła:) Nie byłam jednak też do końca zadowolona, ale o tym za chwilę. W tym roku mam kolejną okazję i moja mam jest bardzo zdziwiona, że nie zamierzam iść na żadne czesanie, no bo jak ja będę wyglądać... A uważam, że w czymkolwiek co zrobię sama będę wyglądała lepiej. Fryzjerki zwykle robią mi właśnie bardzo podniesione włosy, których nie lubię, bo sama nie czeszę się w ten sposób. Tył za to wygląda często jak u Ciebie, no może w trochę lepszej wersji. A kręcenie włosów na szczotkę a potem ich prostowanie to w ogóle standard który widuję w salonach. Wcale nie chodzę ciągle do jednego,...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że mamy bardzo podobne odczucia, bo ja też wolę jak włosy wyglądają po prostu naturalnie, nie podniesione, nie natapirowana i upięte w szczelną konstrukcję. Ja bym się chętnie czesała sama, ale po prostu nie potrafię :P Mam bardzo długie i śliskie włosy, do tego uparte, jak jakieś pasmo się uprze to koniec. A czochrania żeby potem wyczesać i wyprostować pojąć nie mogę, no nie mogę.

      Usuń
    2. Dla smaczku przypomniała mi się moja próbna fryzura ślubna... niczym gniazdo dla ptaków. Babka była tak mila, że chciała mi to luźno pospinać, żebym mogła łatwo zdemontować tą fryzurę.. skończyło się na tym, że zanim doszłam do domu to pogubiłam połowę wsuwek. Poezja:)

      Usuń
    3. Z dwojga złego lepiej w tę stronę, ale i tak źle i tak niedobrze ;)

      Usuń
  13. Przypomniałaś mi, czemu od trzech lat nie łażę do fryzjera :>

    OdpowiedzUsuń
  14. Opisałaś to wprost fenomenalnie! Współczuję takiej przygody. A fryzurka zrobiona przez kolegę naprawdę bardzo ładna! ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Pani fryzjerka niech lepiej zmieni zawód, a dla Kamila oklaski - ma chłopak talent :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani fryzjerka była z siebie zadowolona, więc wiesz... ;)

      Usuń
  16. Tacy fryzjerzy powinni mieć zakaz wykonywania zawodu. Ja do fryzjera chodzę raz na rok/ pół roku końcówki obciąć i zawsze się boje że poleci mi za dużo tych włosów. ;)
    A uczesanie zrobione przez młodego chłopaka genialne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z podcinaniem włosów też mam taką traumę, że nie odważyłabym się po raz kolejny powierzyć fryzjerowi podcięcia końcówek :)

      Usuń
  17. dżizas normalnie będę miała koszmary po tej historii. Właśnie chciałam powiedzieć jak strasznie matowe są włosy na zdjęciach po salonowej wizycie a jak piękne i błyszczące na ostatnim BTW fryzura ostatecznie wyszła piękna, kobieca i wszystko szczęśliwie się skończyło. Ja na szczęście nigdy nie miałam przygody z pseudo-samozwańczym mistrzem nożyczek a po obcięciu włosów to nie mam za dużo możliwości kombinowania z fryzurą - jest wersja "z grzywką" i " bez grzywki".
    Całe szczęscie jest coś takiego jak reklamacja źle wykonanej usługi. Powinna Ci jeszcze zapłacić za to, ze nie zrobiłaś jej reklamy imiennej na blogu :)
    A serek Almette mnie rozwalił :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krótkie włosy są właśnie o tyle praktyczne, że nie musisz specjalnie kombinować :) Skończyć skończyło się dobrze, nawet nie chcę myśleć jakbym się bawiła, gdyby nie udało mi się rozplątać tego kołtuna..

      Usuń
  18. Wykonanie "pani fryzjerki" wygląda jakbyś miała bardzo suche włosy, zrobiła sobie koka, poszła w nim spać i zdjęcie zrobiła tuż po wstaniu, gdy jest rozwalony. A wersja Kamila wygląda super, bardzo starannie, a włosy lśniące i bez tego tapiru i ton lakieru.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak to wyglądało. Pomijając fakt, że w takim koku chyba nikt by nie był w stanie zasnąć ;/

      Usuń
  19. hhaha ;P o maaatko! patrząc na to zdjęcie 'dzieła' fryzjerki doszłam do wniosku, że nawet ja potrafiłabym Cię uczesac (a zdolności do tego nie mam :D ) - dramat! koszmar po prostu :P w ogóle bardzo mnie rozbawiła ta sytuacja :D chociaż domyślam się, jak musiałaś byc wściekła. Dobrze jednak, że Kamil dał radę - bo dał i to rewelacyjnie!
    aa jeszcze wracając do treści notki - podziwiam, że bez przekleństw, ja bym nie wytrzymała :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tymi przekleństwami było ciężko :P Bo w głowie jedno, ale w tekście to źle wygląda :P Po samej wizycie wyrzuciłam ich z siebie tyle, że chyba naprzeklinałam się na zapas :D

      Usuń
    2. czasami trzeba! ;) a powody do tego miałaś, więc... rozgrzeszam Cię! :D

      Usuń
  20. Tekst fajnie i dowcipnie napisany, a ja go czytałam raczej ze zrozumieniem i czymś w gardle - przypominały mi się własne doświadczenia tego typu, które fajne nie są... Ech... Też od kilku lat nie chodzę do fryzjera, a od paru tygodni rozglądam się za kimś, kto mi włosy przytnie.

    Ale do fryzjera strach pójść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo coś takiego trzeba przeżyć, to wtedy się wie o co chodzi ;) Współczuję doświadczeń.

      Usuń
  21. genialny tekst :)
    pochwalić kolegę
    i znowu sprawdza się zasada, że mężczyźni są delikatniejsi, nie tylko ginekolodzy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkiem możliwe, bo to nie pierwsza sytuacja, gdy spotykam się z taką babską brutalnością :P A do kobiety - ginekologa to bym się chyba nawet nie odważyła pójść :P

      Usuń
  22. Skąd ci fryzjerzy się biorą, oto jest pytanie. Przecież nawet ja laik nad laikami, obejrzę sobie tutorial na youtube i umiem powtórzyć po 1-5 próbie:P Już nie mówiąc, że prostownicą po natapirowanych włosach z lakierem? o.O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam właśnie ten problem, że ja nawet po 5 próbie ciskam gromami bo nie wychodzi, niemniej jednak skoro ktoś się tym zajmuje zawodowo to to, o co prosiłam, powinna zrobić z palcem w dupie za przeproszeniem :P. A ta prostownica mnie mało o zawał nie przyprawiła, jak zobaczyłam ten dym :O

      Usuń
  23. Oesu to już wiem o czym pisałaś na fb. Tragejszyn...
    Następnym razem ja Cię uczeszę, mogęęęęęę? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No o tym właśnie :) Może możesz, ale najpierw się muszę traumy pozbyć :D

      Usuń
  24. Nie jestem zdziwiona. Janie chodzę do fryzjerów, moja siostra nim jest i wiem ze obetnie mnie zawsze dobrze (co ostatnio też pokazałam na blogu bo zmieniła mi kolor włosów i je podcieła). Ale sama wiele razy miałam styczność z NIBY-fryzjerem, a dokładniej osobą bawiącą się w fryzjera i zrezygnowałam z niesprawdzonych osób. Do takiej sytuacji jak u ciebie u mnie jeszcze nie doszło, bo od dłuższego czasu czesze mnie na większe wyjścia siostra lub ja sama (czasem z pomocą przyjaciółki). Ale kiedyś moja siostra poszła na zrobienie jakiegoś upięcia (była wtedy jeszcze blondynką, o niebieskich wielkich oczach i słodkiej buzi) a "fryzjerka" zrobiła jej natapitowany, wylakierowany hełm z końcówkami wywinietymi na zewnatrz (włosy długości do ramion wtedy miała) wyglądała jak aniołek, ale miała wtedy juz z 16-17 lat i nie chciała tak wyglądać. Naprędce umyka włosy i sama sobie jakieś upięcie zrobiła. Na fryzjerów to trzeba uważać jak na kosmetyczki i szukać najlepszych po opiniach na Internecie i drogą pantoflową.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Normalnie widzę tę fryzurę siostry, o której piszesz...Mam nauczę na przyszłość, będę sobie teraz radzić sama.

      Usuń
  25. O matko świetna fryzura- pełen perfekcjonizm, a Pani fryzjerka na pewno ma duże doświadczenie :)
    Dobrze, że nie zapłaciłaś, ja znając życie i swój upór to bym przytaknęła, zapłaciła i pomachała na pożegnanie. Nie umiem walczyć o swoje :O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O swoje trzeba walczyć i nie ma się co przejmować. W końcu gdybyś poszła do wizażystki np. i zamiast makijażu zrobiłaby Ci maskę klauna, to też byś zapłaciła prawda?;)

      Usuń
  26. fryzura kolegi naprawdę niezła ;)

    a ja mam takie pytanie poza tematem:mogłabyś mi polecić jakiś dobry w miarę kryjący podkład do jasnej cery?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak kryjący to poleciłabym dwa - Pharmaceris (wersją kryjąca) i Revlon Colorstay (lepszy jest ten do cery tłustej, mam odcień 150 Buff i jest naprawdę jasny) :)

      Usuń
  27. O matko ;o współczuję .. Mam na szczęście znajomą fryzjerkę, która zna się nie rzeczy i takiej przygody nigdy nie miałam .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No a ja właśnie nie mam ;/ Tzn. teraz już mam Kamila :D

      Usuń
  28. O rany, fryzura z salonu faktycznie wygląda jak upiorny żart... Twoja jest o niebo lepsza. A już ta zrobiona przez kolegę - rewelacja!

    Nowy wygląd bloga na plus, podoba mi się bardziej niż tamten :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Upiorny żart - bardzo dobre określenie :)
      A wygląd taki, a nie inny chodził za mną już dawno, w tamtym panował totalny chaos ;)

      Usuń
  29. Jestem z Gliwic i ciekawi mnie gdzie "pracuje" ta fryzjerka? Nigdy przenigdy nie chciałabym powierzyć jej swoich włosów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sikornik. Jakbyś chciała wiedzieć konkretniej to podrzuć maila, wolałabym tutaj tego nie wyciągać :)

      Usuń
  30. O matko! Też zawsze fryzjerów obchodziłam szerokim łukiem, ale ostatnio trafiłam do pani Ewy w Ludwigu na Górnych Wałów i jestem zachwycona! Włosy w końcu robią to co ja chcę, a nie co im się wymyśli. Jednak mam kręcone włosy, więc sprawa wygląda zupełnie inaczej.

    Pozdrawiam, K. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj z kręciołkami to pewnie w ogóle można mieć przygody. Ta fryzjerka, u której byłam pewnie by Ci je wyprostowała, potem znowu pokręciła i oczywiście koniecznie mocno natapirowała :P

      Usuń
    2. Oj tak, i dodatkowo wystrzępiła! ;D

      Usuń
  31. ja nie byłam rok u fryzjera i dobrze mi z tym;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba nie byłam nawet dłużej niż rok i pewnie nieprędko znowu zagoszczę ;)

      Usuń
  32. Miałam taką przygodę, tylko ze strzyżeniem ;) Pani ciachnęła mi włosy sięgające łopatek i zrobiła bardzo krótką fryzurę, ala Carey Mulligan, co zupełnie nie pasuje do mojego kształtu twarzy. Generalnie skończyło się kłótnią i też nie zapłaciłam za usługę (artystka się uniosła, chociaż ja chciałam zapłacić za sam czas).
    Między innymi z tego powodu nie lubię chodzić do fryzjera. Ciężko znaleźć takiego co naprawdę zna się na włosach i wiek jak je obciąć, aby same dobrze się układały, a także pasowały do kształtu twarzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojesus, nawet nie chcę myśleć co ja bym zrobiła jakby mi ktoś wyciął taki numer...u mnie jak babka obcięła 15 cm zamiast 3 to i tak nadal miałam włosy długie, ale mogę sobie wyobrazić jak się czułaś. A z fryzjerem wychodzi na to, że ciężej niż z np. dobrym dentystą oO

      Usuń
    2. To prawda, z tym akurat miałam zawsze problem.

      Usuń
  33. Aż mi się przypomniała moja historia.. 4 lata temu przed stódniówką chciałam mieć piękną fryzurę ale nic wspólnego z tymi sztywnymi chełmami.
    Pani fryzjerka najpierw szarpiąc myła moje świeżo umyte włosy!
    Po czym suszenie niebotycznie wysoką temperaturą.. aż pot po mnie leciał. Po tym dużo lakieru na włosy, tapiracja. Miałam włosy uniesione go góry, skołtunione. Wyglądałam jak Rumpelstiltskin ze Shreka. Ale to nic bo właśnie też Pani zaczeła mi drobnym grzebiniem czesać te skołtunione włosy. Łzy mi leciały przy tym zabiegu, ból niesamowity.
    Jak już przebrnęłyśmy przez to nastąpiło formowanie fryzury. Sama w sobie zła nie była. Ale wbijanie wsuwek we włosy znów bólu mi sprawiło co nie miara. Następnego dnia mama wyciągała mi te wsuwki i była przerażona ilością ran. Pani dosłownie je wbijała.
    No i na koniec prostowanie tego co zostało. A wówczas moje włosy były proste.. więc po co ?!
    Podziwiam Cię, że nie zapłaciłaś. Ja dziś żałuję, że nie miałam na tyle odwagi i woli walki... no i zapłaciłam. Chyba za to, że parę kolejnych myć było istną katorgą, głównie przez strupki i ranki na głowie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie na głowie też są strupki po wsuwkach, one chyba w większości są takie "delikatne"...A historia bardzo podobna do mojej z tego co widzę.

      Usuń
  34. Kobieto, powinnaś felietony do czasopism tworzyć, albo i książkę napisać! Dawno tak opowiedzianej historii "fryzjerskiego koszmaru" nie czytałam. Fenomenalnie. :))
    I dlatego też nie chodzę do fryzjera przed jakąkolwiek imprezą, żeby upiąć włosy. Co prawda mam zaufaną fryzjerkę, jednak jakoś nigdy nie czułam potrzeby siedzenia przez pół dnia na fotelu, żeby wyjść ze sztywną od lakieru burzą loków poupinanych milionem wsuwek (bo tak tylko kojarzą mi się upięcia z salonu). Już wolę iść z rozpuszczonymi włosami, związać je w zwyczajny kok albo koński ogon na czubku głowy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię pisać :)) Ja z reguły robię tak samo - albo jakieś luźne fale, albo koczek "na skarpetkę", ale raz mi się zachciało to mam heh ;)

      Usuń
  35. Aż chce się czytać to co piszesz. Masz taki fajny styl pisania. Co do fryzjerów, coś o tym wiem. Pewnego razu młoda fryzjereczka obcinała mi grzywkę i wzięła z miejsca garść moich włosów, ciach jednym ruchem obcięła i rozczesała i koniec. Jeszcze zapytała się, czy może być i może chcę krócej. Stanowczo powiedziałam, że nie dziękuję, dałam jej te 3 złocisze i uciekłam stamtąd w wielkim popłochu. Nie wiedziałam, że takie osoby mogą zdać egzamin zawodowy!!! FUCK.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grzywkę jednym ciachnięciem Ci zrobiła?oO To musiała być naprawdę zdolna fryzjerka ;]

      Usuń
  36. Masakra... mnie na szczęście nic takiego spotkał o oby mnie nie spotkało, nikomu tego nie życzę. Byłam u kilu fryzjerów przed wielkimi imprezami typu wesele czy studniówka, i z każdego byłam zadowolona. Teraz moja kuzynka jest w technikum fryzjerskim i jej pozwolę robić wszystko z moimi włosami, bo naprawdę ma dziewczyna talent. Boże broń przed takimi fryzjerami jak opisałaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę braku takich przeżyć jakie moje :) Po prostu źle trafiłam i nie twierdzę, że wszyscy fryzjerzy są "be", ale i tak mam uraz ;)

      Usuń
  37. Dlatego nie chodzę do fryzjera!

    OdpowiedzUsuń
  38. Rozbawiłaś mnie tym postem :) Bardzo się cieszę, że przeżyłaś :) Ale fryzjerzy, którzy nie słuchają klienta, a do zaoferowania mają niewiele , to naprawdę plaga. A co drugi zakład to salon, galeria albo atelier :) Ech...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się też cieszę, że przeżyłam, gorzej z włosami, ale na szczęście mam cały arsenał masek i innych i od niedzieli je cały czas kuruję ;)

      Usuń
  39. przypomniała mi się moja studniówka a było to bardzo dawno... zamarzyłam sobie kok wielki jak chałka, ale moje włosy marne, śliskie i trzymać się nie chciało. najpierw walki, suszara jak z lat 80tych, godzina w grzałce normalnie, później tapierowanie, upinanie, 50 szpilek i wsuwek, tone lakieru z bazarku. no i była chała, ból głowy, rozczesywanie kilka godzin i wielkie strupy ;/ myślałam, że czasy się zmieniają...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że też miałam niezłe przeżycia ;) I czasy się specjalnie nie zmieniły jak widać, zresztą kobito - to nie było AŻ tak dawno :P Ja na swojej studniówce (jebs...właśnie się kapnęłam, że to też kawał czasu...pięć lat temu :O) miałam nawet fajną fryzurę, loki lekko podpięte, ale rozczesywanie tego potem to też była masakra. Ale wtedy się aż tak nie przejmowałam włosami, nie to co teraz :D

      Usuń
  40. Dlatego ja fryzjera wybieram ostrożnie. Gratuluje miłego zakończenia historii, może kolegę trzeba by na fryzjerstwo wysłać? czasem męscy fryzjerzy (którzy ścinają kobiety) są w tym fachu dużo lepsi ;)
    PS. A mina fryzjerki że nie chcesz zapłacić była chyba bezcenna ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolega fach ma i tak wybrany dość niecodzienny, bo chodzi do szkoły odzieżowej bodajże i już mi się zdarzało, że coś tam przerabiał nam na maszynie, więc jak widać jest wszechstronnie uzdolniony :)

      Usuń
  41. Kolega siostry musi mieć naturalny talent ;) uśmiałam się trochę w ten wtorkowy poranek, ale jednocześnie współczuję - ja miałam szczęście i na mojej drodze spotykałam w większości dobrych i świetnych fryzjerów, a na wszystkie ważne eventy moja fryzura była zawsze idealna, więc chyba nie mam co narzekać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę!:) A kolega talent ma i to jaki :) Zresztą talent to jedno, ale jak on to delikatnie zrobił :D

      Usuń
  42. aż poczułam bol tapirowania :) na szczęscie mam pod domem (dosłownie bo na parterze bloku) fryzjerkę, poszłam sciąc tylko 1 cm a wyszłam z fryzurą gwiazdy filmowej a tylko mi ścieła i wysuszyła włosy!

    Nie dziwie się takim przygodom, koleżanka uczyła się na fryzjerkę i wszystko co czytałą na blogach włosowych jej nauczycielki potepiały (oleje - be, tylko spreye firmowe, SLSy cacy nie szkodzą, wiec po co z nich rezygnować, jedynie firma A jest idealna inne odpadają - jakby każde włosy na świcie były identyczne) ale najgorsze jest to, że ona uczyła się 4 lata i zdawała egzamin na 80%, a osoby z zawodówki po 2 latach nauki na 30%. i nigdy nie wiesz czy Twoja fryzjerka miała same dwa i zdałą na 30% czy same 5 i zdała na 99%

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zauważyłam, że często jest tak, że "specjaliści" w jakiejś konkretnej dziedzinie mają całkiem inne poglądy na temat pewnych spraw wypróbowanych i lubianych bądź nie przez rzesze ludzi. Zwłaszcza rzuca mi się to w oczy u wizażystek "starej daty", fryzjerów właśnie itp.

      Usuń
  43. Wow, jestem w szoku, że chłopak potrafił wyczarować na głowie jakąkolwiek fryzurę (większość nie potrafi nawet zwykłego warkocza zrobić) - musisz go wynajmować częściej! Ja też się boję fryzjerów, miałam jedną sprawdzoną, która rozumiała, co znaczz zdanie "2 cm poproszę" :) ale na macierzyński poszła i nie wiem:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno będę pamiętała o jego umiejętnościach :D

      Usuń
  44. Ból fryzjerowy rozumiem, sama często zamiast upięcia dostaje chełm. Chociaż musz powiedzieć że ta fryzura wcale nie wygląda tak źle.
    Ty serio się musisz pytać swojego chłopaka o to czy możesz obciąć włosy??? W innych sprawach też musisz czekac na jego łaskawość?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie muszę, jak również nie muszę czekać na jego "łaskawość" jak to ładnie określiłaś. Aczkolwiek nawet gdyby, to naprawdę nie masz jakiś ciekawszych problemów?;]

      Usuń
    2. Ach i jeszcze odnośnie samej fryzury - tak, moim zdaniem wygląda fatalnie. Zwłaszcza w porównaniu do dwóch kolejnych i biorąc pod uwagę to jak wyglądają same włosy i fakt, że fryzura kompletnie nie pokrywała się z tym, czego chciałam.

      Usuń
  45. Zgodzę się w resztą - fryzura "fryzjerki" jest najgorsza ze wszystkich, jakby w ogóle nie wiedziała co robi. Ale zastanawiam się czemu nie protestowałaś wcześniej, np. kiedy po spryskaniu włosów toną lakieru i tapirowaniu zaczęła je rozczesywać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ oczywiście, że protestowałam. Tyle, że np.samo pryskanie lakierem nie wydaje się jakoś specjalnie podejrzane, przy tapirowaniu też siedziałam cicho początkowo, ale pani mnie uspokoiła, że ona mi to zaraz ładnie rozczesze, a jak się okazało, że przegięła to już było trochę po zupie, bo i tak musiało to zostać jakoś rozczesane (przy czym dopiero po mojej interwencji została użyta szczotka zamiast gęstego grzebienia). Można by tak opowiadać długo ;)

      Usuń

Proszę o nie zostawianie komentarzy typu "Zapraszam do mnie", próśb o dodanie do obserwowanych oraz podobnych służących autopromocji blogów czy stron personalnych.
Dziękuję bardzo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...