WoleProstoHeader

11.02.2014

O niezdecydowanym maśle słów wcale nie kilka

Taka miałam być regularna, taka rozpisana, a wyszło jak zawsze. Koło weekendu się trochę rozchorowałam (moje zatoki znowu zrobiły sobie imprezę, kto ma problem z zatokami, ten wie jaka to zabawa ;)), wczoraj miałam w planach "tydzień w zdjęciach", ale koniec końców, prawie cały dzień spędziłam poza domem - odwiedziłam Eweskę z Pędzlem malowane, wieczorem poleżakowałam u Osobistego i poniedziałek minął jak z bicza trzasnął. Nadrobię w najbliższych dniach, tym razem mogę to zagwarantować, ponieważ aż mnie ciągnie do wymyślania, focenia i innych blogowo pokrewnych czynności, ponieważ w końcu udało mi się spełnić moje małe marzenie - kupiłam nowy aparat! Od soboty testuję różne ustawienie, robię mnóstwo zdjęć na zapas, więc będę miała Was czym zasypywać w najbliższym czasie. Mam już też gotową cześć zdjęć do posta technicznego, tym razem traktującego o zdjęciach właśnie. 

Ale dzisiaj jeszcze przybywam z kosmetykiem sfotografowanym już dawno i równie dawno przeze mnie zdenkowanym. Trochę niechronologicznie ostatnio opisuję kosmetyki, ale sama nie wiedziałam jak "ugryźć" recenzję tego masła. Myślę, że po przeczytaniu mojej opinii na jego temat, będziecie wiedziały dlaczego :).


O waniliowo - kokosowym maśle Mythos czytałam tak wiele tak skrajnych opinii, że postanowiłam gdzieś w międzyczasie, że gdy tylko będę miała okazję - wypróbuję je na sobie. Tak ot, żeby się przekonać do którego "obozu" należę - wielbicieli czy zagorzałych przeciwników. Jedni masło chwalą - za zapach, za konsystencję, za działanie. Inni nie zostawiają na nim suchej nitki - za zapach, za konsystencję i za działanie. Najwięcej kontrowersji wzbudza chyba wspomniana już przeze mnie konsystencja - czytałam, że masło się w ogóle nie wchłania, że zostawia talkową powłoczkę, że rozsmarowuje się niemal jak pasta. Ciekawość wygrała, a masło w końcu stanęło na mojej półce. 


I mimo, że zużyłam całe opakowanie, nie potrafię się do tego kosmetyku jakoś konkretnie ustosunkować. Lubię je, za chwilę go nie cierpię, po czym znowu nakładam na skórę i lubię i tak w kółko. Początki były burzliwe - zapach w opakowaniu niemal mnie odrzucał. Ale spróbowałam i na skórze zapach zmieniał się nie do poznania - pudrowo waniliowa woń z ledwie wyczuwalnym (ale jednak odrobinę owszem) kokosem. Konsystencja okazała się, no cóż...masłowata. Kosmetyk jest gęsty, zbity, mocno kremowy. Z rozprowadzaniem nie miałam większych problemów - zdecydowanie nie była to pasta, guma ani nic tak skrajnie złego jak zdarzało mi się czytać. Ciężko mi ocenić wchłanianie, bo z tym było różnie w zależności od dnia. Nie mam pojęcia od czego to zależy, ale raz skóra dosłownie "piła" ten kosmetyk, by innego dnia babrać się po skórze przez dobre kilkadziesiąt minut. Nie było za to problemu z tłustą czy lepiąca się warstwą na skórze - jakiś film był wyczuwalny, ale jakby taki matowy? Lekko pudrowy? Może to ten talkowy efekt, który zauważyła bodajże Iwetto (dobrze pamiętam?;>), a może jeszcze coś innego. Mi to nie przeszkadzało - wręcz przeciwnie, zdecydowanie wolę takie "wykończenie" masła, aniżeli świecącą się, tłustą warstwę. Właściwości masła były całkiem nieźle. Skóra była nawilżona, miększa, przyjemna w dotyku. Tylko, że znów pojawił się ten sam problem - po pewnym czasie miałam wrażenie, że moja skóra miała trochę dość tego masła i efekty już były takie sobie. Nie jest to zły kosmetyk, ale jednak przy mocno przesuszonej skórze może sobie zwyczajnie nie poradzić. Zmęczyłam do końca i bez większego żalu pozbyłam się opakowania. Bardzo polubiłam ten produkt za zapach, ale wolę jednak bardziej "stabilne" kosmetyki :).
Masło ma pojemność 200 ml i kosztuje około 35 zł (jednak często widuję je w promocji). Do kupienia w sklepie Flax KLIK


Ciekawa jestem czy któraś z Was używała tego kosmetyku :). Chętnie poczytam o Waszych wrażeniach.

Pozdrawiam,
Panna Joanna

8 komentarzy:

  1. Gdy tak czytam tę opinię, to raczej jest pozytywna :) Takie mazidło o przyjemnym działaniu i zapachu + bajerze w postaci talkowego wykończenia :D
    Życzę zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
  2. nie używałam, ale mam ochotę wypróbować : )

    OdpowiedzUsuń
  3. hmm zastanawiam się jak by u mnie się spisało

    OdpowiedzUsuń
  4. nie miałam nigdy, jeśli chodzi o masła do ciała najbardziej kocham te z 4 pór roku :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie stosowałam, ale zaciekawiło mnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. nigdy nie miałam i nigdy mnie jakoś do niego mocno nie ciągnęło :P z maseł do ciała uwielbiam te z The Body Shopu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie kosmetyki Mythos zawiodły dwukrotnie, więc póki co nie mam ochoty do nich wracać.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie miałam, widać, że to kapryśny kosmetyk :)

    OdpowiedzUsuń

Proszę o nie zostawianie komentarzy typu "Zapraszam do mnie", próśb o dodanie do obserwowanych oraz podobnych służących autopromocji blogów czy stron personalnych.
Dziękuję bardzo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...