WoleProstoHeader

21.11.2013

Shiny, shiny, czyli ShinyBoxy znowu dwa

Ostatnio dokonałam podobnego myku - krótkie recenzje kosmetyków z miesiąca wcześniejszego zestawiłam z prezentacją nowego pudełka i taka forma chyba na dłużej zagości na blogu, choć nie ukrywam, że chciałabym znaleźć jakiś złoty środek w kwestii pudełek :). Pudełko z zeszłego miesiąca przypadło mi do gustu w stopniu umiarkowanym, podobnie jest zresztą teraz, aczkolwiek trochę za wcześnie przesądzać o jakości boxa listopadowego, bo przyzwyczajona już jestem do tego, że pudełka lubią być niepozorne i czasem zaskakują milej niż się spodziewałam. 
W zeszłym miesiącu było tak:


Po przetestowaniu produktów pudełko okazało się po prostu średnie. Zdecydowanym faworytem z październikowego boxa okazał się płyn do kąpieli z Organique. Jego pomarańczowo - korzenny zapach mnie kompletnie urzekł, kąpiel z dodatkiem tego kosmetyku była czystą przyjemnością. Zapach idealnie nadaje się na obecną i nadchodzącą porę roku - jest bardzo rozgrzewający, mi momentalnie na myśl przywodzi święta, pomarańcze z goździkami. Bardzo żałowałam, że butelka sięgnęła dna, a stało się to dość szybko, ponieważ kosmetyk nie jest pokaźnej pojemności, a i jego wydajność nie powala. Raczej nie kupiłabym tego kosmetyku, ponieważ jego cena do najniższych nie należy, a jak weźmiemy pod uwagę pojemność, to nie kalkuluje się to kompletnie (21,90 zł za 125 ml). Maseczka z witaminą E od The Body Shop nie zaskoczyła. Ot, zwykła maseczka, jakich wiele w drogeriach. Pojemność pozwoliła mi na dwukrotne jej użycie i w zasadzie po każdym z tych dwóch razów nie zauważyłam jakiś wielkich fajerwerków. Cera była nawilżona, trochę gładsza, ale prawdę mówiąc podobny efekt uzyskuję przy maseczkach Ziai, które są niemalże dziesięciokrotnie tańsze. Kolejnym kosmetykiem bez większego efektu *wow* jest 60 - sekundowa odżywka do włosów z Goldwell. Nie lubię wisieć nad wanną z nałożoną odżywką/maską przez długie minuty, więc to 60 sekund bardzo mnie zachęciło do wypróbowania odżywki. Ale moje włosy niekoniecznie się z nią polubiły. Nie twierdzę, że jest zła, po prostu u mnie się nie sprawdziła, moje włosy były po niej bardzo spuszone, mimo, że tendencji do puszenia się praktycznie nie mają. Nie wiem z czego to wynika, ale po trzech nieudanych próbach zrezygnowałam, odżywkę wrzuciłam do koszyka do użytku wszystkich domowników i widzę, że moja mama czasem ją podbiera. Z obecności Seche Vite w boxie ucieszyłam się jak dziecko, bo już bardzo długo chciałam go kupić, ale ciągle odkładałam to na później. I dobrze się stało, że najpierw miałam szansę na przetestowanie miniatury, bo teraz już wiem, że nie ma sensu zakup pełnowymiarowego opakowania. SV ściągał mi z końcówek dosłownie każdy jeden lakier, było widać jego granice na lakierze, ogólnie - poza tym, że dawał niesamowity połysk, niczego dobrego nie mogę o nim napisać. Właściwie cieszę się, że znalazłam ten top w pudełku, ponieważ teraz już wiem, że mam się trzymać od niego z daleka :). Szału nie zrobiły też płatki pod oczy z Syis. Byłam ich bardzo ciekawa, informacje na etykiecie obiecywały efekt botoksu i cuda na kiju. Płatki okazały się nic nie robiącym kawałkiem sztywnego materiału, ściągałam je spod oczu jeszcze szybciej niż je nałożyłam. Równie dobrze mogłabym sobie przykleić pod oczy kawałek plastra, efekt pewnie byłby podobny. Kompletnym nieporozumieniem była też wg mnie obecność w pudełku koronkowych bransoletek firmy Full of fashion - pomarańczowa poszła bodajże do kosza, czarną ktoś mi zabrał, a ja cieszyłam się, że zniknęły z mojego pola widzenia. 
Podsumowując - jeden świetny produkt, jeden przeciętny, jeden nieodpowiadający moim włosom, dwa buble, z czego jeden ustrzegł mnie przed zakupem, którego chciałam dokonać i dwie mocno średniej urody bransoletki. Bilans wychodzi raczej na minus.
A jak jest w tym miesiącu? Wydaje, że lepiej.
Tym razem mamy 5 pełnowymiarowych produktów, całkiem ciekawie skomponowanych. Nie wiem do końca o co chodzi z tym "by Dee Zee", bo to przeca jest sklep z butami jeśli mnie pamięć nie myli i w sumie oprócz tego, że na pudełku widnieje taki właśnie napis, a w środku znajdziemy kartkę głoszącą o 15% rabacie na hasło Shinybox, ja większego związku nie widzę. Pudełko po raz kolejny zyskało nową szatę, tym razem czarno - czerwoną. Ładniej niż przy bladoróżowej wersji, gorzej niż w zeszłym miesiącu. 
Zawartość za to całkiem przyzwoita. Cień z La Rosa byłby ciekawy, gdybym nie dostała go w wersji kolorystycznej *smolista, matowa czerń*, bo takich cieni mam naprawdę dużo i nie korzystam z nich powalająco często, ale za to widziałam, że np. niecierpek dostała piękny odcień. Coś wymyślę, może ogłoszę grudzień miesiącem smoky eyes. Puder ryżowy z Marizy już kiedyś miałam, nawet go lubiłam z tego co pamiętam, choć z ryżem jak się okazuje niewiele ma on wspólnego. Jednak jakoś udało mi się go zużyć w całości, więc możliwe, że i ten ruszę, choć chyba znalazłam swojego matująco - wykończającego Graala. Cień La Rosa nie był jedynym produktem tej firmy znalezionym w pudełku, znalazł się tam również ciemnoczerwony lakier. Czerwonych lakierów nigdy za dużo, a odcień jest naprawdę przyjemny dla oka. Na widok maski z Bingo Spa się ucieszyłam mocno, bo kosmetyki tejże firmy są mi obce (i w sumie nie wiem dlaczego). Maska zawiera 100% olej ryżowy, cztery ekstrakty, kilka parabenów i DMDM - Hydantoinę, której naprawdę wolałabym tam nie widzieć. Nie wiem jeszcze co zrobię z tym fantem. Balsamy z AA znam bardzo dobrze, więc ujędrniający balsam do ciała ucieszył mnie umiarkowanie. Ucieszył, bo balsamy AA lubię, umiarkowanie, bo balsamów mam obecnie na pewno za dużo. Oprócz tego w pudełku znalazłam próbki widoczne na ostatnim zdjęciu. Próbki, jak to próbki, powędrują do kartonika z próbkami. 

Pudełka ShinyBox można zamówić TUTAJ.
A Wam przypadło do gustu listopadowe pudełko?

Pozdrawiam,
Panna Joanna

8 komentarzy:

  1. Masz dobry myk na pudełka chyba też podobnie zrobię, aby było urozmaicenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie subskrybuję pudełek, ale nie pogardziłabym lakierem firmy La Rosa. Uwielbiam czerwień w każdym wydaniu. Poza tym tę markę darzę ogromnym sentymentem. Rozświetlacz La Rosy sprawdza się u mnie rewelacyjnie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moim zdaniem jest kiepskie, po ostatnim pudełku powinni się postarać. Gdybym wybrała Shinny to nie byłabym zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie jest złe pudełko : D nawet spoko: )

    OdpowiedzUsuń
  5. faktycznie lepsze niż październikowe..

    OdpowiedzUsuń

Proszę o nie zostawianie komentarzy typu "Zapraszam do mnie", próśb o dodanie do obserwowanych oraz podobnych służących autopromocji blogów czy stron personalnych.
Dziękuję bardzo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...