WoleProstoHeader

30.11.2013

Kremowy ratunek dla dłoni?

Lenistwo dopadło mnie okrutne, przyznaję się bez bicia. Ostatnie dwa dni spędziłam pogrążona w stanie wyjątkowej niemocy. Dzisiaj próbuję się otrząsnąć z tegoż stanu, a mnie pisanie postów jest w stanie lekko ożywić. Ale, że wena raczej umiarkowana, więc dziś będzie lekko. I kremowo.


Od kremów do rąk jestem uzależniona. Nie wiem ile ich mam, wolę nie liczyć, nie wiedzieć. Faktem jest, że sama dość często je kupuję, jeszcze częściej dostaję w prezencie i tym sposobem każda moja torebka, każde miejsce w pokoju są zaopatrzone w co najmniej jedną tubkę, po którą mogę sięgnąć w dowolnej chwili. Moje dłonie do problematycznych raczej nie należą. Jedyne na co mogę się skarżyć to niemiłosiernie duża tendencja do wysuszania się i zadzierania skórek wokół paznokci. Z tym problemem jednak radzi sobie olejowanie, a ja wybierając krem, mogę się kierować jego zapachem, przyjemnością używania i innymi błahymi wytycznymi. Sytuacja zmienia się nieco zimą, przy mrozie moje ręce cierpią, a skóra razem z nimi. Jak w to wszystko wpisuje się krem z Lirene? 


Krem oznaczony jest jako przeznaczony dla zniszczonych dłoni, zawiera masło shea i jest...po prostu przyjemny. To tubka, którą eksploatuję obecnie najczęściej, ponieważ stoi sobie koło mojego łóżka. Sięgam więc po ten krem wieczorem, podczas oglądania seriali czy przesiadywania nad laptopem. W składzie rzeczywiście znajdziemy masło shea i to już na drugim miejscu. Krem ma lekką konsystencję, aby całkowicie się wchłonął potrzebuje kilku minut. Nie zostawia tłustej warstwy, przez jakąś chwilę czuć na skórze delikatny film, ale nie jest to typowy tłuścioch. Lubię go za ten brak tłustości właśnie, bo dzięki temu nie muszę czekać aż krem się wchłonie i mogę sobie, od razu po posmarowaniu rąk, wrócić do normalnego operowania dłońmi. Mimo tego, że nie jest tłusty, nie można mu odmówić właściwości nawilżających. Moja skóra ogólnie bardzo lubi się z masłem shea, a w przypadku tego kremu nie było inaczej. Skóra jest nawilżona, gładsza, wizualnie "ładniejsza". W przypadku jakieś napięcia skóry (spowodowanego np. zimnem), czy otarć naskórka, krem potrafi bardzo przyjemnie ukoić skórę i zniwelować te problemy.


Sam krem zamknięty jest w małej, zgrabnej tubce. Jego pojemność to 50 ml. Krem nie jest ani zbyt zbity, ani zbyt gęsty, więc łatwo wydobyć go z opakowania. Nie wiem właściwie dlaczego, ale ta tubka i jej estetyka bardzo mi się podobają, kojarzą mi się tak zimowo, skandynawsko. Za krem zapłacimy około 8 złotych.
Czy jest to mój ulubieniec? Nie postawiłabym go może na piedestale, nie zbudowałabym mu ołtarzyka, ale mimo to, lubię po niego sięgać. Znam wiele kremów o podobnych właściwościach, ale tego malucha obdarzyłam po prostu dużą sympatią. Obecnie szukam czegoś bardziej treściwego, ponieważ coraz częściej moje dłonie zderzają się z minusowymi temperaturami. W domowych warunkach pewnie nadal będę sięgać po krem Lirene, ale do smarowania rąk przed wyjściem na zewnątrz jednak poszukam czegoś mocno tłustego, oblepiającego i na pewno mniej przyjemnego w użytkowaniu niż Ratunek od Lirene. 
Podsumowując - jest to krem dobry, ale jednak przy mocno zniszczonych i suchych dłoniach może sobie nie poradzić. Ponadto, kremy *ratunkowe* jednak kojarzą mi się właśnie jako takie mocno odżywcze, a ten krem do takowych nie należy. Mimo to, przyzwoicie nawilża i z moimi dłońmi radzi sobie dobrze (poza skrajnymi sytuacjami). 


Pozdrawiam,
Panna Joanna

15 komentarzy:

  1. ja go za bardzo nie polubiłam, bo przynosi krótkotrwałe efekty, po czasie dłonie są bardziej suche niż były ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam ten krem. Lubiłam go :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mialam nigdy, ale moim zimowym ulubiencem jest Cold Creme z Avene:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy go nie używałam. Zimą uwielbiam kremik z 20%masłem shea z loccitane

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie miałam żadnego kremu do rąk jeszcze z Lirene.

    OdpowiedzUsuń
  6. Akurat kremów z Lirene nie próbowałam ale bardzo lubię tą markę więc może się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Miałam inny krem do rąk z Lirene i byłam z niego bardzo zadowolona ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. przypomina troszke z wygladu ten od graniera :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Z kremów treściwszych, szczególnie na nadchodzące mroźne dni, polecam gorąco krem do rąk, łokci, stóp i kolan z Palmer'sa z masłem kakaowym (zakupiłam w Hebe na promocji i kosztował koło 8 zł, teraz bodajże kosztuje 10 zł), świetnie nawilża, pachnie dosyć intensywnie ale dla mnie przyjemnie ;), treściwy, dobrze nawilża - jak na razie najlepiej ze wszystkich kremów do rąk jakich kiedykolwiek używałam, nie ma potrzeby sięgać wtedy po niego aż tak często, szybko się wchłania. Neutrogena granatowa klasyczna nie jest zła chociaż Palmer's radzi sobie lepiej z przesuszoną skórą, natomiast numerem 1 dla mnie jest krem do szorstkiej skóry dłoni, łokci i pięt z Iwoniczanki (na stoisku z naturalnymi kosmetykami w Opolu w Karolince kosztuje 19 zł) - rano o 7 posmarowane dłonie, dzień w pracy gdzie moje dłonie i paznokcie ciężko doprowadzić do ładu, i dopiero potrzeba ponownego posmarowania dłoni koło 16, tak przez cały czas dłonie miękkie, nawilżone! ja byłam w szoku! ;) polecam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak dla mnie na zimę to tylko Neutrogena.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie miałam, ale pewnie bym polubiła :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo ten krem sobie chwaliłam właśnie w okresie zimowym i mogę stwierdzić, że naprawdę pomógł mi utrzymać dobrą kondycję moich dłoni. I jak dla mnie był szalenie wydajny, ale ja nie jestem aż taką maniaczką kremowania dłoni i zapewne kremowałam najwięcej dwa razy na dzień :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Przyadłby mi się naprawdę moje dłonie takiego ratunku chyba potrzebują

    OdpowiedzUsuń
  14. Miałam go i to, co najbardziej mi się w nim podobało to zapach :)

    OdpowiedzUsuń

Proszę o nie zostawianie komentarzy typu "Zapraszam do mnie", próśb o dodanie do obserwowanych oraz podobnych służących autopromocji blogów czy stron personalnych.
Dziękuję bardzo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...