WoleProstoHeader

20 paź 2013

Włosiska - moja pielęgnacja

Czuję w kościach, że ten post będzie długi. Zabierałam się za niego naprawdę kawał czasu i teraz jak w końcu usiadłam to pewnie do jutra nie skończę, ale próbujmy :). W dużym skrócie - będzie o tym jakie są moje włosy, jak je pielęgnuję, jak czasami ich nie lubię i jak dużo częściej je uwielbiam. Opiszę kilka moich włosowych niezbędników i po krótce przedstawię co ja właściwie z nimi robię. A robię dużo. Mam na imię Joanna i jestem włosomaniaczką.


Na powyższym zdjęciu znajdziecie część (<ściana>) moich kosmetyków do pielęgnacji włosów. Odpuściłam sobie szampony, bo prawda jest taka, że i tak co chwilę je zmieniam, potem wracam do kilku wypróbowanych itd., a zużywam ich hektolitry. Postaram się więc jedynie nakreślić po jakie szampony sięgam - zawsze mam w domu co najmniej dwa rodzaje. Delikatny, z reguły przeznaczony dla dzieci, bez sls czy sles, o jak najprostszym składzie. Do moich ulubionych w tej kwestii należą szampon z Babydream i płyn do higieny intymnej z Facelle. Drugi typ to szampon oczyszczający, taki który lepiej poradzi sobie z moimi dość szybko przetłuszczającymi się włosami. Tutaj z wyborem jest różnie, ale lubię np. szampony Garniera (z serii Goodbye demage czy klasyczne Fructisy), Alterra, Nivea. Moje włosy za to wyjątkowo nie polubiły chyba wszystkich Gliss kurów, Garniera Ultra Doux z awokado. Przy sporadycznych problemach ze skórą głowy sięgam po bardziej "specjalistyczne szampony", miałam okazję wypróbować kilka szamponów z FlosLeku, Pharmacerisa i choć na dłuższą metę bym ich nie stosowała, to przy sytuacjach, gdy skalp wymagał interwencji (sucha skóra głowy, łupież, ranki) sprawdzały się naprawdę dobrze. Włosy myję przeważnie codziennie lub góra co dwa dni, a szamponów łagodnego i oczyszczającego, używam zamiennie. Gdy widzę, że włosy tym razem nie zostały sponiewierane, nie przetłuściły się za mocno - wtedy sięgam po delikatny szampon. Gdy czuję, że czas na bardziej konkretne oczyszczanie, stosuję normalny szampon. Ale tu też zdarzają się wyjątki - bywa, że przez miesiąc używam tylko jednego szamponu, by potem przestawić się na inny, moje włosy dość szybko się przyzwyczajają do szamponów. 

Po każdym myciu używam odżywki do włosów, oprócz tego stosuję metodę OMO, czyli odżywianie/mycie/odżywianie, prościej mówiąc - moczę włosy, nakładam odżywkę na długość, potem spieniony szampon (metoda kubeczkowa) nakładam na skalp, a piana podczas spłukiwania oczyszcza również włosy. Potem nakładam po raz drugi odżywkę, zostawiam na kilka minut i spłukuję. Odżywek mam cały arsenał, najbardziej lubię Ultra Doux z awokado (w przeciwieństwie do szamponu), odżywki Balea (kokosowa i przeznaczona do ciemnych włosów), uwielbiam odżywkę Alverde z amarantusem. Mniej więcej dwa razy w tygodniu zamiast odżywki wybieram bardziej treściwą maskę, moim absolutnym numerem jeden jest maska Alverde z hibiskusem i aloesem, ale chętnie stosuję też mlecznego Kallosa (mam jeszcze wersję o zapachu olejku arganowego, tę akurat lubię mniej).

Włosów nie suszę, chyba, że to sytuacja awaryjna i muszę zaraz natychmiast wyjść z domu, to wtedy podsuszam je chłodnym nawiewem. Latem, późną wiosną i wczesną jesienią, 
ogólnie gdy jest ciepło  - włosy myję rano i zostawiam do wyschnięcia, latem spokojnie wychodzę z domu w mokrych (:P). Zimą z kolei myję włosy wieczorem i również daję im wyschnąć, jednak zawsze robię to na tyle wcześnie, żeby zdążyły mi wyschnąć zanim położę się spać. Na noc włosy lekko zwijam w ślimaka na czubku głowy, nie potrafię spać w rozpuszczonych włosach. Włosy rozczesuję gdy są nadal mokre, ale już nie ociekające (nie trę włosów frotowym ręcznikiem, jedynie je odciskam i potem zarzucam ręcznik na ramiona, żeby reszta wody "skapała" na niego), przed rozczesaniem spryskuję je lekkim sprayem ułatwiającym rozczesywanie (Biosilk). Do czesania używam szczotki Detangler, niczego innego już nawet nie zbliżam w okolice włosów ;). Rano włosy jedynie przeczesuje tą samą szczotką, ale na szczęście przestały się już tak okropnie plątać jak swojego czasu, więc czesanie na sucho nie nastręcza większych trudności. Na długość używam jeszcze mieszanki olejków z Elseve, dosłownie kroplę wyciskam na dłonie i przejeżdżam nimi po "wierzchu" włosów, dzięki czemu dostają sporego błysku. Na same końce dodatkowo nakładam *coś* zabezpieczającego, typu jedwab z Green Pharmacy, serum z Indoli, w zależności od dnia.

Co oprócz odżywek i masek? Olejki, kremy, glutek z siemienia, siemię od wewnątrz, różne mieszanki. Moje włosy bardzo lubią olej kokosowy, olejek Alterry (migdały i papaja), często też nakładam w większych ilościach wspomniany już eliksir z Elseve. Bardzo pozytywnie jestem zaskoczona działaniem kremu z Isany z masłem shea i kakao, nakładam go na kilka godzin na włosy, po czym spłukuję, myję włosy szamponem i nie używam już odżywki. Nie dość, że włosy przepięknie pachną, to są mocno wygładzone, mięsiste, lejące. Lnianego glutka najczęściej dodaję do masek czy właśnie do kremu Isany, "suplemetentuję" się też siemieniem od wewnątrz, aczkolwiek póki co wiele na ten temat nie powiem, ponieważ jest to dość świeża sprawa, ale mam nadzieję, że siemię przyczyni się do powstania baby hair :). 
Gdybym miała wybrać dwa kosmetyki, które najlepiej działają na moje włosy i które wybrałabym, gdybym tylko te dwie sztuki miała zostawić w swojej pielęgnacji, byłyby to - maska Alverde aloes i hibiskus i olejek Alterry migdał i papaja. Moje zdecydowane muszmiecie. Szczotki Detangler też bym nie oddała, ale to nie kosmetyk, więc na listę też trafia :D.

Moje włosy są proste jak druty, ale wolę je w lekko pofalowanej wersji. Najczęściej noszę je właśnie w takiej formie - są delikatnie skręcone po "ślimaczku" w którym śpię. Gdy zależy mi na mocniejszym efekcie, nawijam włosy na chustę,  noszę taki zawijaniec przez dłuższą chwilę, a po rozpuszczeniu mam burzę loków. Jak najrzadziej staram się korzystać z lokówki, sięgam po nią jedynie w sytuacjach, gdy końce włosów wyglądają *dziwnie* (np. po zakręceniu na chuście) albo jak mam dość mało czasu na zrobienie fryzury. 

Kolor moich włosów jest już całkowicie naturalny (w końcu!). Po kilku latach farbowania udało mi się nareszcie wrócić do mojego odcienia - średniego brązu z dużym, złotym refleksem. Miałam już na głowie wszystko - blond, rudy, czarny, ciemnobrązowy. Najlepiej jednak czuję się w tym, co dała mi natura, choć i wersja czekoladowy brąz czasem chodzi mi po głowie. Przypominam jednak sobie wtedy, że farbowanie zdecydowanie nie służyło kondycji moich włosów i chęci mijają. Nie wykluczam, że za jakiś czas zdecyduję się na hennę, choć jest z tym sporo babrania. 

Długość na chwilę obecną oscyluje gdzieś w okolicach talii, z racji tego, że moje końcówki praktycznie przestały się rozdwajać, coraz rzadziej je podcinam, a i tempo przyrostu mam całkiem niezłe. Chciałabym jeszcze odrobinę je zapuścić, a potem utrzymywać zdobytą długość. Włosy podcina mi moja ciocia (nie ufam fryzjerom, nie wiem co jest trudne w zrozumieniu "3 cm, nie więcej", ale jeszcze nie trafiłam na fryzjera, który potrafiłby się pohamować i nie ciachnął co najmniej 10 cm), profesjonalnymi, fryzjerskimi nożyczkami. Pamiętajcie o tym, jakie znaczenie mają dobre, ostre nożyczki, gdy samodzielnie podcinacie włosy - tępe nożyczki zamiast ściąć zniszczone końcówki, jeszcze bardziej je dobiją. Włosy mam obcięte na prosto, jedynie sam przód mam bardzo delikatnie wycieniowany. Na ich gęstość i grubość nie narzekam, choć ostatnio borykałam się ze wzmożonym wypadaniem, więc teraz nieco walczę o odzyskanie gęstości.

Nic więcej nie przychodzi mi już do głowy, choć pewnie gdybym zaczęła myśleć, to jeszcze bym coś wymyśliła. Jak tak przeleciałam oczami po tym poście, to zorientowałam się, że wydawać by się mogło, że jest tego wszystkiego strasznie dużo. Jednak zapewniam Was - nie poświęcam włosom długich godzin, wystarczy nabrać pewnych nawyków i potem jakoś samo się dzieje. Jeśli będziecie miały jakiekolwiek pytania - bardzo chętnie na nie odpowiem. Wiem, że post wyszedł długi jak epopeja (wiedziałam, że tak będzie :P), więc dla zrównoważenia kilka zdjęć. Część z nich (te w trawie), pod koniec wakacji zrobił mi mój Osobisty, one chyba najlepiej obrazują długość, kolor i kształt moich włosów. Zdjęcie warkocza holenderskiego jest z dnia dzisiejszego, wspomniana ciocia dzisiaj mi go naplotła (jej pierwsze podejście :D).

Ktoś dobrnął do końca?:)

Pozdrawiam,
Panna Joanna

51 komentarzy:

  1. Twoje włosy mają piękny, słowiański kolor :-) Ja hennę polecam, ale jeśli dobrze Ci w tym kolorze, to po co kombinować? :) Podoba mi się ten warkocz na ostatnim zdjęciu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hennę już raz nakładałam i byłam zadowolona z efektu, ale faktycznie koloru jednak szkoda, ostatnio "chodzi za mną" bezbarwna henna ;)

      Usuń
    2. "Bezbarwna" henna, czyli Cassia to raczej złota henna ;) Użyłam ją na moje hennowane włosy i mimo że są dość ciemne to nabrały złotego połysku ;)

      Usuń
    3. O tym złotym połysku słyszałam, mi on nie przeszkadza, bo moje włosy same z siebie mają spory złoty połysk, a jak będzie jeszcze większy to płakać nie będę :D

      Usuń
  2. Piękne włosy,a tych kosmetyków wcale nie jest tak dużo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;) Na zdjęciu wszystkiego nie ma, to mniej więcej 2/3 (wciąż nie licząc szamponów) ;)

      Usuń
  3. Nie jest tego, aż tak dużo. Szampony Fructisa też bardzo lubię, używam na przemian z Baleą i Fitomedem. Krem z Isany także używam, jestem zadowolona. Mam teraz króciutkie włosy - nieco za ramiona, ale jestem z siebie dumna, bo od ponad miesiąca końcówki mi się nie rozdwajają :) Jeszcze pół roku temu miałam taką długość jak Ty, potem jednak przyszło ścinanie grzywki i włosów do połowy pleców, a we wrześniu ścięcie do ramion, teraz chcę wrócić jak najszybciej do połowy pleców i mieć piękne i zdrowe włosy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego ja właśnie boję się ścinać, bo wiem, że szybko bym żałowała :)

      Usuń
  4. Te złote refleksy pięknie się prezentują w warkoczu i straaaaasznie ci ich zazdroszczę! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze takie miałam i nikt mi nie wierzył, że moje włosy tak mają same z siebie i że to nie są pasemka :D

      Usuń
  5. Ależ cudne włosy! Kiedy moje będą w tak dobrej kondycji? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Ja moje do takiego stanu doprowadzałam mniej więcej 1,5 roku, nie miałam może jakiś mega zniszczonych, ale rzadsze, suche i różnokolorowe ;)

      Usuń
  6. Masz piekne wlosy Asiu, widze, ze mamy podobne wlosowe nawyki, tylko ja wciaz walcze z wypadaniem :(((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Spróbuj siemienia, u mnie mimo krótkiego stosowania już widać efekty ;)

      Usuń
  7. O co chodzi z tą metodą kubeczkową?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to bardziej mała butelka (po miniaturze szamponu) aniżeli kubeczek :) Metoda polega na tym, że porcję szamponu przelewam do wspomnianej butelki, dolewam wody, wytrząsam i powstałą pianę nakładam na skalp. Sporo szamponu przy tym się oszczędza, pomaga przy tych, które się słabo pienią :)

      Usuń
  8. A tam wcale nie jest tego dużo :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkiego nie pokazałam :P Ale fakt, znam takie co mają więcej ;)

      Usuń
  9. Dotarłam:) śliczne masz włosy!
    Mam odżywkę z amarantusem, ale chyba moje włosy jej nie polubią:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Ja tę odżywkę bardzo polubiłam, ogólnie kosmetyki do włosów z Alverde i Balei mi służą :)

      Usuń
  10. Ja dobrnęłam do końca epopei :) i to z dużą przyjemnością. Włosy masz piękne i chętnie poznałam arkana ich pielęgnacji .:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi jeszcze bardziej :) Chętnie coś podpatrzę.Muszę koniecznie dorwać maskę Alverdę i olejek Alterra. Metody OMO też chętnie spróbuję. Pozdrawiam :)

      Usuń
  11. Chciałabym mieć takie grube włosy :( Kiedyś miałam grube, gęste, gdzieś do połowy uda.. Później zaczęły wypadać, a teraz już całkiem mizernie wyglądają, dlatego musiała je obciąć gdzieś parę lat temu :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do połowy uda?! To bardzo dłuuuugie. Ja kiedyś też miałam dużo gęstsze włosy, teraz to mi może połowa została, ale jednak farbowanie przez kilka lat zrobiło swoje ;/

      Usuń
  12. ja dobrnęłam i absolutnie zazdroszczę włosów, ja w ich pielęgnacji leżę,ale obiecuję poprawę ;) tyle tylko,że tak przyzwyczaiłam się do mycia włosów rano,że u mnie suszarka chodzi codziennie :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też się było ciężko przyzwyczaić jak zmieniałam porę mycia, ale u mnie też duże znaczenie mają chore zatoki - mokra głowa, nie do końca dosuszona, zimny wiatr i po zabawie...także chcąc nie chcąc i tak nie mogę sobie za bardzo na to pozwolić.

      Usuń
  13. Fajna kolekcja i super włosy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Cała kolekcja ma osobną szufladę:D

      Usuń
  14. ach gdybym miała tak piękne włosy to bym chuchała na nie
    moje selerki jednak traktuję wg zasady 'im mniej tym lepiej'

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie metoda "im mniej tym lepiej" sprawdzała się dobrze kilka lat temu, przed farbowaniem, teraz włosy zrobiły się nieco bardziej wymagające, za to odpłacają się za to chuchanie :)

      Usuń
  15. Ja nie poswiecam wlosom tak duzo uwagi. Ale sa krotkie wiec latwiejsze w utrzymaniu. Po prostu staram sie ich nie krzywdzic i daje im rosnac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przy krótszych też się tak nie babrałam, jednak chcąc mieć długie włosy, muszę też myśleć o ich kondycji :) A nie-krzywdzenie to już i tak dużo :)

      Usuń
  16. Są piękne <3 ale ja bym w życiu już z farbowania nie zrezygnowała :P dobrze, że moje są odporne na to wszystko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty masz ładne włosy :D I bardzo do Ciebie pasujące ;))

      Usuń
  17. masz śliczne włosy :) ja swoich nie cierpię, strasznie się puszą, kręcą, ale nie tak jakbym chciała, a że są krótkie to muszę wiązać. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z kręconymi włosami chyba ogólnie jest trochę więcej roboty...

      Usuń
  18. Fajny warkocz! Jak moje podrosną i trochę je pogrubię lub wzmocnię to też taki zrobię! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warkocz dość prosty do zrobienia, jak umiesz robić fancuza to to jest to samo, tylko jakby odwrotnie przekładane :D

      Usuń
  19. Moje lipcowe cieniowanie włosów odbija mi się czkawką, jak patrze na takie piękne włosy jak Twoje. U mnie też spory arsenał kosmetyków, uwielbiam jak Ty niebieską odżywkę Balera i Alverde z hibiskusem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieniowanie odrośnie :) A odżywka z hibiskusem to moje tegoroczne odkrycie, daje włosom kopa :)

      Usuń
  20. Mgiełka z Green Pharmacy u mnie się totalnie nie sprawdziła, zero działania i okropny smrodek utrzymujący się kilka godzin.

    OdpowiedzUsuń
  21. ile masz cudowności :)) ale takie włosy to dar, trzeba je pielęgnować :))

    OdpowiedzUsuń

Proszę o nie zostawianie komentarzy typu "Zapraszam do mnie", próśb o dodanie do obserwowanych oraz podobnych służących autopromocji blogów czy stron personalnych.
Dziękuję bardzo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...