WoleProstoHeader

23 paź 2013

ShinyBoxy dwa

Przed chwilę kurier wręczył mi październikowego ShinyBoxa, więc szybko chwyciłam za aparat i przybywam z krótką relacją. Zanim jednak przejdę do świeżego pudełka, chciałam w kilku słowach wspomnieć o wrześniowym. 


Wrześniowy Shiny spisał się połowicznie. Dwa pełnowymiarowe produkty, czyli kredkę Glazel i róż Paese znałam wcześniej i nie zawiodły mnie po raz kolejny. Kredki używam bardzo często do zagęszczenia linii rzęs, róż nie rzadko gości na moich policzkach. Natomiast pozostałe produkty...no cóż, szczęki z podłogi nie zbierałam. Szampon Phenome starczył mi na zatrważające dwa umycia włosów, więc poza faktem, że przyjemnie pachnie i dość dobrze oczyszcza, nic ciekawego powiedzieć nie mogę. Mleczko Scottish Fine Soap po drugim użyciu przyprawiło mnie o małego wnerwa - jest bardzo lejące, więc ciężko je w ogóle nałożyć. Pachnie po prostu mlecznie, mnie zapach ani nie zachwycił, ani jakoś specjalnie mi nie przeszkadzał. Właściwości nawilżające mleczka są wg mnie dość przeciętne. Na pewno nie poczułam się oczarowana tym kosmetykiem na tyle, aby kupić pełnowymiarowe opakowanie. Ostatnim z produktów z wrześniowego boxa była miniatura serum do włosów z Toni&Guy. Serum okazało się całkiem przyjemne. Dobrze dyscyplinowało puszące się końcówki, wygładziło włosy, zapach również można uznać za bardzo przyjemny. Ale właściwie - nic ponadto. Poprawny produkt, jakich wiele w mojej "włosowej szufladzie". Szczerze mówiąc - z dużymi obawami otwierałam październikowe pudełko, bałam się, że po raz kolejny Shiny wpakuje do środka kosmetyk tego typu. Ale na szczęście tym razem obeszło się bez :).
Jak widać, mój zachwyt jest raczej umiarkowany. Dwa kosmetyki, które faktycznie mi się spodobały, znałam i miałam już wcześniej, więc o żadnych wielkich odkryciach też nie mogę mówić. 

Przechodząc do pudełka październikowego:
W tym miesiącu pudełko zaskoczyło mnie odmiennym designem. Czarno - różowa odsłona podoba mi się dużo bardziej niż klasyczna wersja pudełka, mam nadzieję, że Shiny zostanie przy takim wystroju. Pudełko jest również opatrzone znaczkiem różowej wstążki, w środku znajdziemy ulotkę o badaniu piersi. Plus dla Shiny za taką inicjatywę. 
Sama zawartość okazała się...ciekawa. W pierwszej chwili nieco zirytował mnie fakt, że dwa z trzech pełnowymiarowych produktów to saszetki, jednorazowego użytku, więc cóż z tego za pełny wymiar? Ale pomijając ten jeden szczegół - jest nieźle. Mamy tu płyn do kąpieli z Organique (pełen wymiar), pięknie pachnący pomarańczami i przyprawami, zapach idealny na chłodniejsze dni. Zużyję z przyjemnością. Podczas aromatycznej kąpieli będę mogła nałożyć na twarz maskę do twarzy z witaminą E z The Body Shop (pełen wymiar ;]). Raczej nie przepadam za maskami w saszetkach, przeważnie o nich po prostu zapominam, aczkolwiek firmę TBS lubię, więc może jednak się przełamię i nie schowam jej na dno szuflady. Ostatnim z pełnowymiarowych produktów są płatki pod oczy firmy SYIS. Mają zapewnić efekt botoksu, zlikwidować zmarszczki mimiczne i podobno idealnie nadają się do zastosowania przed wielkim wyjściem. Spróbujemy, pożyjemy, zobaczymy. Oprócz trzech pełnowymiarowych produktów (właśnie zaśmiałam się pod nosem), w pudełku znalazłam również coś, co naprawdę mnie szczerze ucieszyło - miniaturę top coatu Seche Vite. Ten wysuszacz "chodził" za mną już bardzo długo, a ja jakoś ciągle odkładałam jego kupno. Teraz w końcu mogę przekonać się o jego magicznym podobno działaniu i jeśli spisze się tak jak oczekuję, wtedy spokojnie sięgnę po pełen wymiar. W pudełku znalazła się również miniatura balsamu na włosy Goldwell (jednak *coś* do włosów musiało być, nie ma lekko). Produkt zbiera dobre opinie, a jego pojemność jest dosyć spora, więc jako włosomaniaczka chętnie go przetestuję. Z pudełka wyciągnęłam też dwie bransoletki Full of Fashion, koronkowe, rzekomo podbijające ostatnio świat. Mnie się zwyczajnie nie podobają, pomijając już kolory, które mi się trafiły (czarna i pomarańczowa), tego typu "biżuteria" w ogóle mi nie leży. Prezentem była również próbka szamponu do włosów z serii Elestabion T od FlosLeku. Szampon jest mi dobrze znany, swojego czasu zużyłam go sporo, a saszetka powędruje do pudełka, w którym leżą sobie wszystkie próbki i być może pojedzie kiedyś ze mną na jakiś wyjazd. 

Jak widać, źle nie jest. Zdecydowani faworyci tego pudełka to płyn z Organique (dzisiaj pewnie go przetestuję) i Seche Vite. 

Pozdrawiam,
Panna Joanna

5 komentarzy:

  1. nawet fajne ;)
    ja jeszcze ani 1 pudła nie miałam i mimo wszystko raczej się nie skusze ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe czy SV przypadnie Ci do gustu>? Ja na własnych paznokciach przekonałam się o tym, że konkurencyjne, mniej osławione topy bardziej mi odpowiadają:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja sobie zamówię chyba Glossy w końcu. Tutaj tylko Seche by mnie kusił ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Rewelacyjne kosmetyki! W ogóle co to jest ten shiny box? Gdzieś się kupuje, dostaje, czy jak? :D

    OdpowiedzUsuń

Proszę o nie zostawianie komentarzy typu "Zapraszam do mnie", próśb o dodanie do obserwowanych oraz podobnych służących autopromocji blogów czy stron personalnych.
Dziękuję bardzo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...