WoleProstoHeader

11 kwi 2013

Decubal - opowieści część 3

Dziękuję za wszystkie kciuki, które trzymałyście za moją chemię fizyczną, spieszę donieść, że nie spierdzieliłam tego aż tak jak mogłam, choć nauczyłam się całkiem dobrze, to oczywiście pytania były tak skonstruowane, że nie wiadomo było o co właściwe chodzi. Czyli generalnie żadna nowość na Polibudzie ;]

Żeby uszło ze mnie napięcie dnia dzisiejszego (słońce już trochę w tym pomogło) wpadłam sobie tutaj coś napisać, a że mam na dysku jeszcze kilka zdjęć kosmetyków Decubal, o których jeszcze nie pisałam, padło właśnie na nie. Pisałam już o balsamach do ciała oraz o dwóch produktach do mycia, dzisiaj skupię się na kremie do rąk i balsamie do ust. I po raz kolejny - jeden kosmetyk to dla mnie taki mały geniusz, a drugi...zdecydowanie nie. I znowu z tych samych powodów.

Zacznę od kosmetyku zdecydowanie lepszego - Lips&Dry Spots Balm jest wg mnie jednym z najlepszych kosmetyków wśród jedenasto elementowego zestawu Decubal. Producent opisuje ten balsam jako produkt do zadań specjalnych - ma nadawać się do spierzchniętych ust, pękającej i łuszczącej się skóry w problematycznych miejscach. I wywiązuje się ze swojego zadania naprawdę przyzwoicie. Od razu zaznaczę, że choć nie ma teoretycznie przeciwwskazań do używania go na twarz, ja z tej możliwości zrezygnowałam. Pod oczy jest on wg mnie nieco za tłusty, na "normalne" partie buzi nie nakładałabym go ze względu na parafinę w składzie. U mnie służył on do trzech celów - nakładałam go na usta, na skórki wokół paznokci i pod nos, kiedy miałam intensywny katar. Nałożony na usta świetnie je zmiękcza, wygładza, zabezpiecza przed mrozem, poradził sobie z moimi spierzchniętymi wargami w tempie ekspresowym. Staram się nakładać go na usta co najmniej dwa razy dziennie i z upływem czasu widzę zdecydowaną poprawę kondycji ust. Ze skórkami miałam w ostatnim czasie istną masakrę, żadne olejki już mi nie pomagały, skórki były twarde, zadzierały się, robiły się ranki. Kilka dni, podczas których wsmarowywałam balsam w skórki wystarczyło, aby ich stan uległ sporej zmianie. Dalej nie jest idealnie, ale to też kwestia tego, że jestem ostatnio straszny nerwus, a jak się denerwuję to skubię skórki ;/ Najlepsze jednak oblicze tegoż kosmetyku odkryłam, kiedy dopadł mnie katar tak straszny, że po dwóch dniach smarkania praktycznie nie miałam pod nosem skóry, tylko jedną wielką ranę. Przeważnie w takich sytuacjach sięgałam po kremy typu Penaten, ale tym razem nie miałam niczego w tym stylu pod ręką, za to koło łóżka leżał właśnie ten balsam, którym normalnie smarowałam usta. Spróbowałam i podziałało. Bardzo szybko poczułam ulgę po nałożeniu tego balsamu pod nos, zanim katar dobiegł końca, ja już miałam wyleczoną tę rankę. I co najważniejszego - nie odczuwałam żadnego szczypania czy pieczenia, które czasami mi się przytrafiało w takich sytuacjach. Dla mnie bomba. Kosmetyk jest bardzo gęsty, konsystencja należy do tych z gatunku mocno treściwych, w moim odczuciu to taka bardziej maść niż balsam. Czasami ciężko wycisnąć go z opakowania, ale idzie to opanować. Jego wydajność jest ciężka do opisania, bo ja mam wrażenie, że tego balsamu w ogóle nie ubywa. W składzie znajdziemy m.in. wosk pszczeli, który ma dość specyficzny aromat, na szczęście moc tego zapachu nie jest aż tak mocna. Produkt kosztuje około 20 złotych i ma pojemność 30 ml. Jeśli kiedykolwiek mi się skończy - na pewno kupię ponownie.

Natomiast z panem z powyższego zdjęcia nie polubiłam się zdecydowanie ze względu na...zapach. Kolejny kosmetyk, który wg producenta jest kosmetykiem bezzapachowym, a w rzeczywistości...pośmierduje. Zapach podobny do zapachu balsamu do ciała (czerwonej wersji), tyle, że w moim odczuciu jeszcze bardziej intensywny. Może to wynikać z faktu, że jednak dłonie częściej przewijają się w okolicach nosa i zapach jest przez to bardziej wyczuwalny, niż np. balsamu nałożonego na łydki. Dla mnie nie do przejścia, dość mocno męczyłam się używając tego kremu. Mimo to zdążyłam zauważyć, że jego właściwości nawilżające są naprawdę dobre, moje ręce zimą są zawsze wyschnięte na wiór, a kilkukrotne użycie tego kremu poradziło sobie z łuszczącą się skórą. Konsystencja umiarkowanie gęsta, krem do rąk nie jest tak gęsty jak np. balsamy do ciała, ale i tak czuć jego odżywcze działanie. Szkoda, że pachnie jak pachnie, bo pewnie używałabym go z wielką radością, zapowiadał się naprawdę świetnie. 
Wydajności nie ocenię, bo nie sięgam po niego praktycznie wcale po tej kilkudniowej przygodzie z nim, ale mogę założyć, że krem będzie należał raczej do wydajnych kosmetyków. Opakowanie jak w przypadku pozostałych kosmetyków tej firmy - prosty, czytelny desing, miękka tubka, solidne zamknięcie, pojemność 100 ml. Za krem musimy zapłacić około 15 złotych.

Pozdrawiam (wiosennie!),
Panna Joanna

7 komentarzy:

  1. Niedługo będę sprawdzać te kosmetyki i mam nadzieję, że sprawdzą się równie dobrze. Mam tylko nadzieję, że nie odrzuci mnie "bezzapachowy zapach" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby Ci dobrze posłużyły :) Są osoby, że ten zapach im tak nie przeszkadza, ale jednak więcej opinii czytałam podobnych do mojej ;)

      Usuń
  2. Jedni się nimi zachwycają a inni twierdzą że to nic specjalnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo wśród tych 11 kosmetyków jest kilka prawdziwych perełek, ale i kilka kosmetyków takich sobie :)

      Usuń
  3. Ja też będę niedługo testować te produkty. Za 2-3 tygodnie mają wysyłać paczki do osób które wygrały na FB, do tego czasu akurat wykończę to co mam pootwierane i zmienię całą pielęgnację na Decubal.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla mnie zapach kremu do rąk jest do przeżycia, bo to najlepszy krem do rąk jak ido tej pory miałam. Też mam szorstkie/suche ręce jak jest zimno, a teraz są gładkie i przyjemnie w dotyku, więc nawet zapaszek mnie nie odstraszy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubisz szalone i kreatywne wyzwania? Twoją pasją jest makijaż lub zdobienie paznokici? Jeśli tak to zapraszam Cię do dołączenia do nowego projektu: CRAZY MAKE-UP CHALLENGE. Uśmiech, szaleństwo i zabawa gwarantowane ;)
    http://keepsmilingmakeupblog.blogspot.com/2013/04/nowy-projekt-doacz-juz-teraz-crazy-make.html

    OdpowiedzUsuń

Proszę o nie zostawianie komentarzy typu "Zapraszam do mnie", próśb o dodanie do obserwowanych oraz podobnych służących autopromocji blogów czy stron personalnych.
Dziękuję bardzo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...