WoleProstoHeader

27 wrz 2012

Panna Joanna okularnica - czyli moje okulary firmoo

O firmie firmoo już chyba każdy w blogosferze słyszał - na wielu blogach mogłyście ostatnio oglądać blogerki w wersji zaokularzonej - czy to w wersjach korekcyjnych czy też przeciwsłonecznych. Ja również otrzymałam propozycję współpracy i nie zastanawiałam się ani chwili - na co dzień noszę okulary i mam dość upierdliwą wadę, a moje dotychczasowe szkła zdążyły się już nieco "zużyć". Ochoczo odpaliłam stronę firmoo i zaczęłam szukać odpowiednich oprawek. Miałam dość konkretną wizję - oprawki miały być czarne, dość masywne, lekko kujonkowate. Dość szybko znalazłam interesujący mnie model. Dzięki temu, że model jest na stronie bardzo dokładnie opisany, podane są wszelkie możliwe wymiary oprawek, nie miałam obaw co do tego, czy oprawki nie będą za duże/za wąskie/itp. Możliwe jest również wirtualne przymierzenie interesujących nas okularów - wystarczy załadować na stronę zdjęcie twarzy, zaznaczyć źrenice i możemy obejrzeć jak będziemy wyglądać w danym modelu. Ja zmierzyłam swoje stare okulary, porównałam z wymiarami wybranych przeze mnie oprawek i miałam już jako takie pojęcie, jak będą one wyglądać.

Muszę bardzo pochwalić kontakt z samą firmą - na wszystkie maile odpowiedzi przychodziły naprawdę szybko, wszystko odbyło się niesamowicie sprawnie. W piątek dostałam wiadomość, że okulary zostały do mnie wysłane, a w środę były już u mnie. Biorąc pod uwagę jak długą drogę musiała przebyć paczkę - tempo iście ekspresowe. Miałam również możliwość śledzenia paczki, dzięki temu orientowałam się kiedy mniej więcej mogę spodziewać się kuriera. 

Przyznam, że spodziewałam się po prostu zwykłych okularów, jednak bardzo pozytywnie się rozczarowałam. Okulary są naprawdę świetnej jakości, zdjęcia na stronie firmoo dobrze oddały ich wygląd - okazało się, że to naprawdę to, czego szukałam. Paczka przyszła bardzo dobrze zabezpieczona. Okulary zamknięte były w solidnym, czarnym futerale, oprócz tego dostałam również woreczek (w którym również można nosić okulary), ściereczkę do czyszczenia okularów i zestaw majsterkowicza, czyli zapasowe śrubki i dwustronny śrubokręt. Nieźle pomyślane - z moimi starymi okularami musiałam co jakiś czas chodzić do optyka na dokręcanie, teraz mogę zrobić to sama :)

Powyżej możecie zobaczyć jak prezentują się okulary i dodatki, a poniżej gwiazda tego posta - okulary - na moim koślawym nosie :)


Podsumowując - jestem zachwycona, moje oczekiwania zostały w 100% zaspokojone. Czuję, że to nie ostatnie moje okulary tej firmy - nawet biorąc pod uwagę cenę wysyłki zza kałuży i tak jest to bardziej opłacalne niż kupno okularów w co poniektórych salonach optycznych w Polsce. Mało tego - obecnie trwa promocja, która umożliwia zakup pierwszej pary okularów za darmo (zakup za darmo, masło maślane, ale cśiii). Trzeba jedynie opłacić koszty wysyłki, która wynosi niecałe 20$. 

Ktoś czuje się skuszony?:)

Pozdrawiam,
Panna Joanna
25 wrz 2012

Lakierowo - Time for romance

Zaobserwowałam u siebie pewną zależność - wraz z nadejściem wiosny porzucam wszelkie brokatowe/migoczące/metaliczne/itp. lakiery na rzecz kremów. Kiedy nadchodzi jesień - z ochotą do nich wracam. Nie inaczej było i tym razem. 

Na czerwień z Diamemu, którą pokazywałam Wam ostatnio, nałożyłam jedną warstwę essencowego Time for romance. I właściwie nie wiem - podoba mi się ten lakier czy nie? Ostatnio miałam go na paznokciach na spotkaniu blogerek, ale wtedy położyłam go na czerń i w tym połączeniu te wszystkie różowe - holograficzne drobinki były bardzo widoczne i mocno kontrastujące z tłem. Tym razem efekt jest dużo subtelniejszy i chyba w takiej wersji bardziej dla mnie znośny. 

Nie zamierzam stosować go solo, na to jest zbyt słabo kryjący - to wg mnie taki typowy top, nadający się do nakładania na coś. Jego trwałość jest naprawdę zadowalająca, zresztą chyba większość lakierów tego typu dobrze trzyma się paznokci (za to zmywanie jest jest równie często katorgą). 

Moim zdaniem genialnie by wyglądał, gdyby wśród tych różowych płatków i różnokolorowych drobinek połyskiwało trochę złota, efekt byłby wtedy taki nieco świąteczny. 
No i właśnie nie wiem...lubię czy nie lubię?

Nawiasem mówiąc - pędzelki w nowej odsłonie lakierów c&g z Essence uważam za bardzo udane, zdecydowanie lepiej się nimi maluje niż wąskimi ze starej wersji. Jestem na tak!:)

Pozdrawiam,
Panna Joanna

22 wrz 2012

Lakierowo - czerwień prawie idealna

Na spotkaniu blogerek miałyśmy okazję zapoznać się z marką Diadem. Przedstawicielka tej firmy przyjechała do nas, poopowiadała nam nieco o kosmetykach i wręczyła każdej z nas paczkę, w której znalazło się kilka produktów do wypróbowania. Przyznam szczerze, że do tych kosmetyków podchodziłam dość sceptycznie, zniechęcił mnie już na samym początku podkład, który był jednym z ciemniejszych jakie kiedykolwiek widziałam. W końcu jednak podkład oddałam w dobre ręce i zabrałam się za resztę kosmetyków. I tu spotkało mnie miłe zaskoczenie. Nie było może żadnego efektu wow, ot, całkiem przyzwoite kosmetyki, szału nie robią, ale pracuje się z nimi całkiem przyjemnie. Z całego zestawu w pierwszej kolejności chciałabym przedstawić lakier do paznokci. Ten już na początku miał wysoko postawioną poprzeczkę, pani przedstawicielka opisywała go jako jednowarstwowca, bez szkodliwych składników (takich jak formaldehyd czy toluen), kolor również bardzo mi się podobał - klasyczna czerwień, idealna na jesień. 

Jeśli chodzi o te szumne obietnice - może i jedna warstwa by wystarczyła, ale musiałaby być dość gruba, aby ładnie pokryć płytkę - ja zdecydowanie wolę nałożyć dwie cienkie warstwy i tyle też mam na poniższych zdjęciach. Kolor trochę inaczej wygląda na paznokciach, a inaczej w opakowaniu. W butelce wydaje się nieco ciemniejszy, bardziej "przykurzony". Niemniej - jest to taka czerwień, jaką uwielbiam. Wyrazista, nie za ciemna, nie za jasna, kremowa. Wykończenie mogłoby być odrobinę bardziej błyszczące, po wyschnięciu lakier lekko matowieje. Schnięcie całkiem przyzwoite, nie zdążyłam się zniecierpliwić. 
I wszystko byłoby pięknie, ładnie, gdyby nie jedna mała, upierdliwa sprawa - lakier błyskawicznie ściera się z końcówek. Dosłownie po dniu - dwóch wyraźnie widać starte końce paznokci i bardzo mnie to irytuje. Odprysków brak, kolor super, ale to ścieranie doprowadza mnie do szału. Mimo wszystko sięgam po niego dość często i po dwóch dniach pozbywam się go z paznokci (raz nawet zdarzyło się, że od razu po zmyciu tego lakieru, jeszcze raz pomalowałam nim paznokcie). 
Podsumowując - jak w tytule, czerwień niemal idealna.
Znacie lakiery marki Diadem? Inne kolory też tak błyskawicznie ścierają się na końcach?

Pozdrawiam,
Panna Joanna
20 wrz 2012

So Sweet Blog Award

Słodki znaczek przywędrował do mnie od dwóch wspaniałych blogerek - cammie i Doroty. I choć na tagi z reguły nie odpowiadam, ten wydał mi się inny. Bo taki bezinteresowny, bo taki ciekawy, bo taki słodki :)


Długo medytowałam, którym blogom chciałabym przekazać ten znaczek. To, co cenię w blogach, które odwiedzam to przede wszystkim osobowość ich autorek. Uwielbiam czytać czyjegoś posta i pomyśleć "Napisałabym to tak samo i napiłabym się z nią piwa" :D Z kilkoma dziewczynami miałam zresztą takie okazje :)

Nagroda wędruje więc dalej do:
  • Siulki, za wszystko w zasadzie; za piękne zdjęcia, wyczerpujące opisy, za to, że jest Siulką :)
  • Agaty, którą lubię czytać, której zdjęcia bardzo przyjemnie mi się ogląda, którą po prostu lubię
  • Belleoleum - tu mogłabym napisać to samo co wyżej :) Uwielbiam prosty layout jej bloga, obszerne recenzje,  jej punkt widzenia zawsze jest dla mnie ciekawy 
  • Dezemki, bladolicej, suchoskórnej, czasem mam wrażenie, że tak bardzo podobnej do mnie :)
  • Sroczki, bo lubię ten powiew luksusu, te jej niebieskie oczy i bardzo symetryczne makijaże!:)

Nie są to jedyne blogi, które odwiedzam regularnie, jest ich o wiele więcej. Jednak jakbym miała tutaj wypisać całą moją listę czytelniczą, to musiałabym pewnie spędzić nad tym cały dzień ;)

Pozdrawiam i z kubkiem ciepłej herbaty wracam pod koc :)
Panna Joanna


15 wrz 2012

DZS Po pierwsze: Demakijaż

Pierwszy z serii dekalogowych postów. Na bocznym pasku znajdziecie odnośnik do głównego posta z tej serii - tam wszystkie przykazania będą podlinkowane do konkretnych recenzji.

A wracając do zasadniczej treści posta - pierwszy punkt, czyli demakijaż. Dla mnie bardzo ważny, nie wyobrażam sobie pójścia spać w makijażu, to chyba najgorsze co można zrobić naszej skórze. Zdarzyło mi się to raz, oczywiście po imprezie i pierwsze co zrobiłam jak się obudziłam i zorientowałam się, że moje oczy są jakoś dziwne sklejone to pacnięcie się w czoło i myśl "Spałam w makijażu - pójdę do piekła!";). 

Co na ten temat pisze Floslek?
"Prawidłowy i dokładny demakijaż rano i wieczorem jest podstawową czynnością pielęgnacyjną, jeśli chcemy mieć zdrową i piękną skórę. Pamiętajmy, że do zmycia tuszu wodoodpornego potrzebny jest specjalny dwufazowy płyn do demakijażu oczu.

Dr Henryka Dąbrowska, ekspert marki Floslek radzi: Kosmetyki do demakijażu należy dobierać kierując się potrzebami swojej skóry. Skóra sucha wymaga produktów, które poza umyciem zagwarantują jej nawilżenie i natłuszczenie. Dla skóry skłonnej do podrażnień powinniśmy wybierać produkty delikatne, ze składnikami łagodzącymi podrażnienia. Kosmetyki oczyszczające do skóry łojotokowej muszą skutecznie usuwać nadmiar sebum, ale przy okazji dobrze nawilżać skórę. Cera trądzikowa powinna być oczyszczana preparatami, które mają również działanie przeciwbakteryjne. Skóra naczynkowa wymaga kosmetyków, zawierających składniki uszczelniające naczynka i łagodzące podrażnienia.".

Do demakijażu używam ostatnio najczęściej mleczek przeznaczonych do tego celu.  Przekonałam się do nich całkiem niedawno właśnie za sprawą Flosleku - to jedne z nielicznych kosmetyków tego typu, które nie zostawiają takiej nieprzyjemnej mgły na oczach. O jednym z mleczek pisałam już jakiś czas temu KLIK, tym razem miałam okazję przetestować mleczko przeznaczone do cery naczynkowej.

To mleczko jest dość podobne do swojego poprzednika. Ma typową konsystencję, niezbyt rzadką, niezbyt gęstą. Dobrze zmywa makijaż, nie ma potrzeby mocnego pocierania wacikiem. Nie pozostawia po sobie tego nieprzyjemnego filmu na skórze, o którym pisałam wyżej. Zmywa właściwie wszystko - bez względu na to czy to makijaż wodoodporny, czy musi poradzić sobie z ciężkim podkładem czy topornym w zmywaniu linerem. Po demakijażu skóra nie jest ściągnięta czy podrażniona, mleczko nie szczypie w oczy, jest naprawdę delikatne, nie tracąc jednocześnie na skuteczności. 
Ciężko mi ocenić jego wpływ na naczynka - w końcu jest to produkt, który na skórze jest naprawdę krótko i jest jednym z wielu produktów pielęgnacyjnych stosowanych przeze mnie w walce z pękającymi naczynkami. Tu jednak warto podkreślić jeszcze raz jego łagodność - z pewnością nie jest kosmetyk, który zrobi nam krzywdę. 
Mleczko zamknięte jest w plastikowej, twardej butelce o pojemności 150 ml. Łatwo się je dozuje ze względu na praktyczne zamknięcie. Wydajność oceniam jako dobrą - nie jest to kosmetyk, który wystarczy na wieki, ale przy codziennym używaniu wystarcza na około 1,5 miesiące (do dwóch).
Podsumowując - dobry produkt do demakijażu, który skutecznie usuwa makijaż, nie podrażnia, nie zostawia mgły na oczach i ma  niezłą wydajność. Cena również nie jest wysoka, bo mleczko kosztuje około 17 złotych. Ja mogę je polecić, tak jak mleczko z serii Happy per aqua - oba bardzo dobrze wywiązują się ze swoich obowiązków ;)

Przykazanie pierwsze zaliczone :) Musimy jednak pamiętać, że demakijaż nie powinien być ostatnim krokiem przed nałożeniem kremu - równie ważne jest oczyszczenie cery. Tutaj przydadzą się nam żele do mycia twarzy, mydła (jak w moim przypadku). Warto po tych czynnościach przetrzeć twarz tonikiem - te z reguły za zadanie mają przywrócenie skórze odpowiedniego pH, odświeżenie, zwężenie porów

A jak wygląda Wasza demakijażowa rutyna?

Pozdrawiam,
Panna Joanna

13 wrz 2012

Dekalog Zdrowej Skóry

Do tego posta, a właściwie serii postów zabierałam się naprawdę kawał czasu. Część z kosmetyków, które będę recenzować w najbliższym czasie, zdążyła już dobić dna, a reszta również jest temu bliska. Wczoraj w końcu zebrałam się do ostatniej rzeczy, która pozostawała do zrobienia - do obróbki zdjęć. Dzisiaj, jako że wszystko jest już gotowe, startuję z serią postów o punktach Dekalogu Zdrowej Skóry - poradnika opracowanego przez Laboratorium Flosleku.
Na sam początek jedynie małe wprowadzenie - co to jest Dekalog Zdrowej Skóry i o jakich "przykazaniach" mówi.

Wszystkie informacje pochodzą z informacji prasowej udostępnionej mi przez Floslek.

Jak pielęgnować skórę twarzy i ciała by jak najdłużej zachowała zdrowie i ładny wygląd? W dzisiejszych czasach łatwo pogubić się w dostępnych poradach. Dlatego też Laboratorium Kosmetyczne Floslek opracowało poradnik – Dekalog Zdrowej Skóry, który jest uniwersalnym zbiorem najważniejszych zasad dotyczących dbałości o urodę. 

Ponad 1000 Polek wzięło udział w akcji zorganizowanej przez Laboratorium Floslek na profilu marki na Facebooku oraz na łamach magazynu Olivia. Okazało się, że kobiety w Polsce mają wiele wątpliwości związanych z prawidłową pielęgnacją skóry. Po przeanalizowaniu nadesłanych pytań opracowano uniwersalne zagadnienia dotyczące pielęgnacji urody. W oparciu o nie eksperci z firmy Floslek we współpracy z dr Henryką Dąbrowską, lekarzem dermatologiem, stworzyli Dekalog Zdrowej Skóry – zbiór najważniejszych zasad dotyczących pielęgnacji skóry.



























Po Dziesiąte: Dbaj o skórę głowy



I mój własny 11 punkt: Pamiętaj o ustach!


To taki wielki skrót, tego co w najbliższym czasie znajdzie się  na blogu. Będziecie mogły przeczytać nieco więcej na temat poszczególnych punktach dekalogu, obok tego znajdą się moje recenzje produktów, które widzicie na powyższych zdjęciach. Ten post będzie podlinkowany na bocznym pasku, a gdy zaczną pojawiać się posty odnośnie konkretnych punktów - one również będą podlinkowane w tym poście.

Pozdrawiam,
Panna Joanna
10 wrz 2012

Już po! - spotkanie śląskich blogerek

Wyczekiwany długo dzień nadszedł i...minął błyskawicznie. Wczoraj w pubie Kredens w Katowicach odbyło się spotkanie blogerek ze Śląska. Jak powiedział mijający nas starszy pan - "w jednym miejscu tyle ładnych dziewczyn na raz jeszcze nie widział" ;).
Po małych przygodach z dojazdem (razem z Gosią jechałyśmy autem i okazało się, że po połowie ulic w Katowicach nie można jeździć - poza robotami drogowymi w mieście odbywał się rajd samochodowy) i panami policjantami, którzy zrugali nas za usiłowanie dotarcia o tak wczesnej godzinie do knajpy, udało się nam dotrzeć na miejsce.

Żałuję bardzo, że nie udało mi się z każdym porozmawiać, ale było nas bardzo dużo, bo aż 40 osób i siedziałyśmy przy kilku stolikach, między którymi dość ciężko się manewrowało. Jak powszechnie wiadomo, na domówkach najbardziej obleganym miejscem, w którym toczy się cała impreza jest przeważnie kuchnia, my upodobałyśmy sobie chodnik przed pubem :) W środku było naprawdę gorąco, co przy takiej ilości ludzi nie jest niczym zaskakującym, a na korzeniach porastających przed-kredensowy chodnik można było postać i poplotkować na świeżym powietrzu, z czego kwapliwie korzystałyśmy. Nastroje panowały wyborne, ekipa przy naszym stoliku była przesympatyczna, plotkom nie było końca, prowadziłyśmy dyskusje o rozmaitych kosmetycznych i nie-kosmetycznych sprawach, zajadałyśmy się pysznymi, farbującymi na niebiesko babeczkami autorstwa Ani (były prześliczne i przepyszne, a my wyglądałyśmy jak smerfetki).

Moment zbiorowej ekstazy przeżyłyśmy podczas rozdawania prezentów - chyba żadna z nas nie spodziewała się takich ilości kosmetyków (bądź co bądź - ciężko się było spodziewać, że firmy chętnie zasponsorują 40-osobowe spotkanie). Radość podczas rozpakowywania paczek unosiła się w powietrzu, torebki walały się po ziemi utrudniając nam późniejsze przemieszczanie się po lokalu, a my wąchałyśmy, smarowałyśmy, przerzucałyśmy kosmetyki z rąk do rąk. Ciekawe czy ktoś oprócz mnie poczuł się tak, jakby Gwiazdka w tym roku odbyła się 9 września?:)

Okazało się, że na tym niespodzianki się nie skończyły - przybyła do nas przedstawicielka firmy Diadem, która poopowiadała nam co nieco o kosmetykach tej firmy i obdarowała nas nimi osobiście. O firmie wcześniej nie słyszałam, więc to moja pierwsza styczność z tą marką, aczkolwiek umarłam w momencie, gdy podkład, który miał się podobno dopasować do cery i w nią wtopić, okazał się jednym z ciemniejszych podkładów jakie kiedykolwiek widziałam na oczy ;)

Byłyśmy bardzo wytrwałe, ponieważ spotkanie zaczęło się o godzinie 14, a my z Gosią zaczęłyśmy zbierać się do domu dopiero koło godziny 21. Na sam koniec została twarda ekipa - mieściłyśmy się już przy jednym stoliku, więc była okazja by porozmawiać z osobami, z którymi wcześniej nie miałyśmy szansy się zaznajomić.

Cieszę się strasznie, że miałam okazję poznać dziewczyny, które na co dzień czytam i mam z nimi wirtualny kontakt. Poznałam w końcu Eweskę, z którą co dziennie plotkujemy na facebooku, Siulkę, którą czytam od bardzo dawna (swoją drogą dawno nie spotkałam osoby  o tak ogromnym uroku osobistym - Siulka mogłaby opowiadać o książce telefonicznej, a ja słuchałabym z czystą przyjemnością :P), Adę, z którą nie raz i nie dwa zbiegałyśmy się w czasie z recenzjami (w pewnym momencie zrobiłyśmy tyle podobnych recenzji, miałyśmy tak podobne opinie, że śmiałam się, że Ada jest moją zaginioną siostrą bliźniaczką). Zakochałam się w piesku Redhead - Syriusz podbił serca chyba wszystkich dziewczyn :)
Dużo blogerek kojarzyłam po buziach, kojarzyłam adresy blogów, ale nie mogłam połączyć jednego z drugim, niestety pamięcią to ja się nie mogę pochwalić.

Miałam w planach robić zdjęcia i nawet wzięłam ze sobą aparat, jednak po kilku strzelonych fotkach tak mnie zaabsorbowało  rozmawianie z pozostałymi dziewczynami, odpakowywanie prezentów, że aparat powędrował do torby. Zdjęć mam w związku z tym tylko kilka, ale trochę podkradłam Ewesce (to te podpisane "Pędzlem malowane"), a zbiorowe zdjęcie, które znajduje się w środku kolażu podebrałam Matleenie.

Zdjęcie można powiększyć, do czego namawiam :) Po środku zdjęcie zbiorowe (szkoda, że brakuje kilku osób, które wyszły trochę wcześniej), u góry - dziewczyny odpakowują prezenty z Pat&Rub, dalej możecie podziwiać babeczki, obok ich autorkę, dalej jeszcze nieodpakowany prezent; piętro niżej - po lewej Gosia, z którą znamy się już laaata, mój spotkaniowy kierowca, który krzyczy na Hołowczyca ("jesteś poza trasą!":P), po prawej ja w obiektywie Eweski; jeszcze niżej mamy po lewej obładowaną Siulkę, po prawej Ada; na samym dole - Eweska - fotograf, oraz Ewelina, ja i Gosia w szale przeglądania paczek.

Dzisiaj zebrałam się do sfotografowania prezentów, które przywiozłam z Katowic - jak ułożyłam je wszystkie na stole, to ponownie uderzyła mnie ich ilość ;P

Od prawego, górnego rogu zaczynając (i dalej lecąc jak zegarek) - Bielenda, Procter&Gamble, Cleanic, próbki, Venita, Venus, Vipera, Paese, Pat&Rub, Diadem, Farmona, 4 pory roku, w środku kosmetyki Miraculum. Nie pozostaje chyba nic innego jak serdecznie podziękować wszystkim sponsorom spotkania, a przede wszystkim fantastycznym organizatorkom, które spisały się na medal podczas organizacji tego spotkania :)))

A Wy jak się bawiłyście, jeśli tam byłyście?:)

Pozdrawiam,
Panna Joanna
5 wrz 2012

Todays look - na wpół jesiennie

Ostatnio w makijażu zaczyna mnie ciągnąć do jesiennych kolorów, coraz częściej sięgam po fiolety, ciepłe brązy, rudości. Wiem, że do końca lata jeszcze kawałek czasu, ale dzisiejszy makijaż już powoli wprowadził mnie w jesienny nastrój. Dlatego też obok śliwki i fioletu zagościła też zieleń, żeby nieco ożywić ten ponury look. Samo połączenie fioletu i zieleni uwielbiam, często z niego korzystam. Dzisiaj sięgnęłam też po dawno nie używaną szminkę z Mary Kay (nawiasem mówiąc - szminkę z zeszłorocznej, jesiennej kolekcji) w odcieniu fioletowym.


Wydaje mi się, że coś podobnego już tu pokazywałam, ale albo nie umiem tego znaleźć albo tylko mi się wydaje ;) Do makijażu twarzy użyłam tego co zawsze (podkład Dream Fresh z Maybelline, puder Joko, bronzer Joko), makijaż oka to paletki Sleeka - Monaco i Brights, brwi - kredka Basic, tusz Golden Rose (dogorywa niestety...), szminka Mary Kay.

Przy okazji pochwalę się co ostatnio zmalowałam na paznokciach. Nie wiem do końca, co to miało być, ale efekt bardzo mi się podoba, połączeniu nude i mięty uważam za bardzo udane. Nie wyszło niestety całkiem równo, ale nie użyłam żadnych szablonów stąd też w niektórych miejscach nie wygląda to tak, jakbym chciała. Teraz chodzi za mną jakaś ciemniejsza wersja.


Pozdrawiam,
Panna Joanna
1 wrz 2012

Lakierowo - oszukany frenczyk

Przyznam szczerze, że nie pamiętam kiedy ostatni raz na moich paznokciach gościł zwykły, klasyczny frencz. Możliwe, że jakieś 6-7 lat temu? Jak widać sporo. Wczoraj za to mnie natchnęło i zachciało mi się na paznokciach czegoś mega delikatnego i padło właśnie na ten zapomniany przez lata mani. Z francuskim manicurem mam jeden zasadniczy problem - moja płytka jest naturalnie bardzo krótka, teraz dodatkowo w ogóle wygląda nieszczególnie zachęcająco, wolny brzeg nie odznacza się ładnie i wyraźnie, tylko jest taki rozmemłany. Półtransparentny lakier do frencza i podkreślenie wolnego brzegu takim jakim jest, w moim przypadku jest niemożliwe. Ale od czego są kryjące lakiery i  trochę oszustwa? Na paznokcie powędrował lakier Iced Latte z Essence, na to Wibo z różanej serii, a jak już paznokcie miały jednolity kolor, białym lakierem do zdobień z Wibo pomalowałam końcówki. Efekt mi się dość mocno spodobał, nie wiem czemu przez tyle czasu omijałam frencza szerokim łukiem :)


Wczoraj pisałam, że teraz będę częściej bywać na blogu. Czego więc możecie spodziewać się w najbliższym czasie? Na pewno makijaży, bo kilka za mną chodzi, może w końcu uda mi się zrealizować pomysł na cykl o makijażowych błędach i o tym, co i dlaczego warto podkreślać. Przez któreś 10 dni września będę opisywać Dekalog Urody wraz z recenzjami kosmetyków FlosLek, w przyszłą niedzielę wybieram się na spotkanie śląskich blogerek, więc na pewno przedstawię relację z tego spotkania :)

Pozdrawiam już niemal jesiennie,
Panna Joanna
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...