WoleProstoHeader

30 kwi 2012

Lakierowo - pastele :)

Witam w ten jakże gorący i jakże z tego powodu męczący dzień. Jak mija Wam majówka? Też zdziwiło Was to lato, które zawitało do nas końcem kwietnia? :) Ja przyznam, że jestem zdziwiona, bo mimo, że prognozy pogody sprawdzałam, to podchodziłam do nich raczej z rezerwą ("tiaaa...30 stopni, panie Krecie coś się panu pomerdało, dopiero zima była"), a tu taka niespodzianka. Nie spodziewałam się też, że to słońce, które ten upał spowodowało, będzie tak wściekle opalać. Sobotnia wizyta na działce skończyła się dla mnie średnio przyjemnie - słońce, woda i szaleństwo z psem zrobiły swoje i moja skóra przybrała odcień soczystej czerwieni. Na szczęście zaczynam powoli brązowieć, niemniej jednak w sobotnią noc miałam wrażenie, że śpię na papierze ściernym, a nie na prześcieradle. Ałć.

Na blogu można zauważyć chwilowy zastój, spowodowane jest to niczym innym tylko lenistwem. Ale już się opamiętuję i wracam do Was, w taką pogodę absolutnie nie mam zamiaru ruszać się z domu, więc czas na nadrabianie się znajdzie :) Wczoraj właśnie, podczas nadrabiania zaległości, zostałam zainspirowana do zmycia paznokci i stworzenia czegoś, co lekko zgapiłam, ale na swoje usprawiedliwienie mam, że bardzo mi się ten mani spodobał (taki prosty, a taki efektowny) i zgapiłam go tak nie do końca. O co chodzi? O pastelowe skittles, które zobaczyłam na blogu Paramore :)

Jako baza pod lakiery wystąpiła oczywiście odżywka 8w1 Eveline (genialna, będę to powtarzać do znudzenia, mimo, że to co robi ze skórkami woła o pomstę do nieba, więc nie zwracajcie na nie uwagi). Lakiery to (od małego palca idąc): Esprit 502 Grapefruit pink, MIYO 13 Peacock, Essence LE you rock 03 Kings of mints, Colour Alike Świeżo malowane, Essence C&G 42 Dress for a moment.




Mam nadzieję, że do czwartku uda mi się jeszcze coś skrobnąć, natomiast w czwartek znikam na całe 4 dni, wraz z mym OPT jedziemy odpoczywać do domku w górach :)))

Pozdrawiam,
Na wpół stopiona Panna Joanna
26 kwi 2012

Golden Rose Box

Tak, tak, do mnie też trafiło takie pudełko :) Pewnie już wszystko wiecie, niemniej jednak jakby ktoś był ciekaw - jakiś czas temu firma Golden Rose ogłosiła na swoim fanpage'u na facebooku akcję "Zostań testerką Golden Rose". Jako, że firmę znam i lubię, postanowiłam się zgłosić. Zdążyłam o tym zgłoszeniu już niemal zapomnieć, a nagle okazało się, że wśród wybranych 30 blogerek i youtubowiczek znajduję się również ja.

Bardzo spodobało mi się podejście firmy, która zamiast wpakować do pudełka losowo wybrane kosmetyki, albo, nie daj boże, takie same zestawy dla wszystkich uczestniczek, postanowiła na różnorodność oraz indywidualne dobranie produktów do testów na podstawie ankiety, którą dostałyśmy do wypełnienia po ogłoszeniu wyników.


Co znalazłam w swoim pudełku? Same zobaczcie :)









Zabieram się za testy. Jest coś, o czym chciałybyście przeczytać w pierwszej kolejności?

Pozdrawiam,
Panna Joanna
22 kwi 2012

Słońce w kamieniu - czyli mój idealny bronzer znaleziony :)

Bronzerów unikałam jak ognia, do tej pory policzki podkreślałam zazwyczaj tylko różem i rozświetlaczem. Jednak jakiś czas temu coś mi się w głowie odmieniło i zachciało mi się bronzera. Kryterium było jedno konkretne - bronzer ma być matowy, bez żadnych drobinek. Odcień stanowił sprawę drugorzędną, aczkolwiek starałam się ze swoją ślepotą celować w coś niezbyt pomarańczowego. Jak pewnie wiecie, chłodne bronzery zostały wygnane z drogeryjnych półek za sprawą jakiegoś tajemniczego dekretu czy coś w ten deseń, w każdym razie tak mi się wydaje, no bo z jakiego innego względu na tychże półkach roi się od ceglasto - pomarańczowo - ciepluteńkich bronzerów? Z tego powodu wybrałam po prostu kosmetyk, który spodobał mi się wizualnie, ze względu na opakowanie, wytłoczenie, bo lubię tę firmę itp. I co? I bingo!


Jak być może widać na powyższym obrazku jest to produkt firmy Catrice. Tegoż bronzera są dwie wersje kolorystyczne - ja wybrałam ciemniejszą, czyli 020 Deep Bronze. Co ciekawe, ta wersja przeznaczona jest docelowo dla cer ciemnych, moja do takich zdecydowanie nie należy, niemniej jednak kolor jest bardzo twarzowy.


Nie jest to odcień chłodny, ma w sobie pomarańczowe nuty, ale na twarzy wygląda naprawdę naturalnie. Używam go pod kości policzkowe, których u mnie nie widać i które zaczynają być widoczne właśnie po zastosowaniu tego kosmetyku. Muskam nim też boki czoła przy linii włosów, twarz zaczyna nabierać mniej okrągłych kształtów, jest wymodelowana, wygląda na lekko (!) muśniętą słońcem.
Produkt ma dobrą pigmentację, to co widzicie na zdjęciu wyżej to jednorazowe przejechanie po skórze palcem, którym też jakoś specjalnie mocno nie tarłam po pudrze. Jest dość twardy, ale nakładam go miękkim pędzlem i nie ma problemów z aplikacją. Bardzo łatwo się go rozciera, więc krzywdy sobie nim nie zrobimy. Trwałość mnie zadowala - po zrobieniu makijażu rano (około 9 - 10) po powrocie do domu (ok godziny 16) wciąż widzę go na twarzy. Nie spowodował u mnie żadnej niepożądanej reakcji, nie wysuszył, nie zapchał itp.
Polubiłam go do tego stopnia, że używam go codziennie i nie wyobrażam sobie swojego makijażu bez tego bronzera. Zużycie zresztą dość dobrze widać na zdjęciu - wytłoczenia na środku powoli przestają być widoczne.

Chciałam zrobić zdjęcie na twarzy, ale dzisiaj cały dzień siedzę w domu i pracuję nad projektem uczelnianym, więc nie chciało mi się specjalnie malować, ale świetnie widać efekt na tych zdjęciach:


Bronzer ma 9,5 g, jest ważny 24 miesiące od otwarcia i kosztuje około 18 złotych. 

Ps. Dorzuciłam kolejnych kilka rzeczy do wyprzedaży, więc zainteresowanych zapraszam :)

Pozdrawiam,
Panna Joanna
21 kwi 2012

Dokładka i przeceny :)

Mała dokładka w wyprzedaży i małe przeceny :) Zapraszam:

Pozdrawiam,
Panna Joanna
20 kwi 2012

Mineralnie - Pixie, podkład Natural Finish

Do podkładów mineralnych kiedyś podchodziłam bardzo nieufnie, jakoś nie wierzyłam, że proszek może zapewnić dobre krycie i nieskazitelny wygląd cery. Jednak kiedy pierwszy raz spróbowałam - przepadłam. Okazuje się, że a i owszem, zapewnia.
Jako, że wiosna już na dobre się rozgościła, ciężkie, "zimowe" podkłady poszły w kąt, a ja z chęcią sięgnęłam po coś lżejszego. Tym razem padło na podkład Pixie.


Miałam okazję przetestować wszystkie trzy dostępne formuły, moje pełnowymiarowe opakowanie to wersja Natural Finish. To wykończenie najbardziej przypadło mi do gustu, na mojej cerze prezentuje się o niebo lepiej niż np. Complexion Perfector. Ale po kolei ;)

Podkład zamknięty jest w przeuroczym opakowaniu - szata graficzna jest naprawdę piękna! Opakowanie jest wygodne, przez sitko możemy wysypać na nakrętkę odpowiednią ilość podkładu.
Sam podkład ma przyjemną, miałką, mocno zmieloną konsystencję, jest dość suchy, jednak na twarzy nie widać tej jego suchości - nie podkreśla suchych skórek, nie wchodzi w zmarszczki, nie wygląda "kredowo". Konsystencja wszystkich trzech formuł jest do siebie bardzo podobna, różnicę widać dopiero na twarzy, kiedy wykończenie okazuje się inne.
Natural Finish - to mój faworyt. Na twarzy wygląda bardzo naturalnie, w ogóle go nie widać, mimo, że świetnie tuszuje wszelkie niedoskonałości. Krycie określiłabym jako średnie (przy jednej warstwie) w kierunku mocnego (przy dwóch warstwach). Nie podkreśla porów, nie waży się w ciągu dnia, mam wrażenie, że moja skóra pod nim oddycha. Trwałość jest zadowalająca - nie ściera się, nie zauważyłam abym się zaczynała świecić po jakimś czasie.Wykończenie jest matowe, ale nie jest to płaski mat, bardziej taki satynowy. Nie mam mu absolutnie nic do zarzucenia.
Complexion Perfector - ten podkład to takie trochę "za dużo szczęścia na raz". Zawiera pigmenty odbijające światło, ma wykończenie matowe, mocno kryje itd. itd. Na twarzy rzeczywiście wygląda znakomicie, lecz tylko z większej odległości. Jak bardzo dokładnie przyjrzałam się swojej skórze to podkład niestety w przeciwieństwie do Natural Finish, był dość mocno widoczny. Kryje bardzo dobrze, ale jednocześnie podkreśla rozszerzone pory - o ile NF je delikatnie maskował, tak CP w nie wchodzi przez co nie wygląda zbyt estetycznie. Zauważyłam również, że przy większej aktywności w ciągu dnia lubił się ważyć na twarzy. Przypuszczam, że lepiej będzie się nadawał do cer ładniejszych - gładkich, bez rozszerzonych porów.
Cover De Luxe - tu sprawa prezentuje się dość podobnie jak wyżej. Krycie mocne, jedna warstwa wystarczy, żeby zakryć wszystkie niedoskonałości. Porów nie podkreśla aż tak jak jego kolega wyżej, ale też jest widoczny na skórze. Mój chłopak jak miałam ten podkład na twarzy  pytał mnie co mi się za proszek roluje na czole. Mimo, że nakładałam go i na lekki krem i na żel aloesowy, jakoś nie do końca mnie przekonuje.
Pamiętajcie jednak, że co przy każdej jednej cerze podkłady te mogą sprawować się różnie. Ja akurat stawiam na Natural Finish, ale znam osoby, które bardzo zadowolone są z CP, a z NF już nie. Warto przed kupnem pełnowymiarowego opakowania zaopatrzyć się w próbki nie tylko różnych kolorów, ale również różne pod względem wykończeń.

Kolejna sprawa - odcień. Ja wybierałam między Ayperi 0 a Ayperi 1. Mimo, że bardziej zbliżony do odcienia mojej cery był ten z numerem 0, zdecydowałam się na jedynkę, ponieważ wyglądałam w tej wersji bardziej zdrowo. Jak nałożę ten podkład na twarz, to nie odcina mi się ona od koloru szyi, więc mogę być zadowolona. Kolor jest raczej neutralny, ale bardziej w stronę oliwki, na pewno nie ma w sobie różowych tonów. Zarówno wersje 0 jak i 1 są bardzo jasne. Gama kolorystyczna jest naprawdę szeroka, więc każda z nas na pewno znajdzie coś dla siebie.


Aplikacja tego kosmetyku jest bajecznie prosta i przyjemna. Kiedyś, dawno, dawno temu jak czytałam o tym ileż to kółek pędzlem trzeba wykonać aby zrobić mineralny makijaż, byłam przerażona i trzymałam się od tego wszystkiego z daleka. Oglądałam swojego czasu filmik, na którym dziewczyna wykonuje makijaż i mimo, że całość była nagrana w przyspieszonym tempie to filmik i tak był przeraźliwie długi. Tymczasem okazuje się, że to tak naprawdę kwestia minuty. Pokład aplikuję małym pędzlem Everyday Minerals - początkowo myślałam, że to maleństwo za wiele mi nie pomoże, ale szybko zmieniłam zdanie, pędzel jest mięciutki, zbity, wygodnie się nim operuje. Piorę go codziennie i początkowo wychodziły z niego włoski, natomiast po kilku praniach problem zniknął.


Teraz to co najważniejsze, czyli mała fotodokumentacja tego jak podkład wygląda na twarzy. Oczywiście tradycyjnie ostrzegam - będę świecić gołą skórą, którą próbuję doprowadzić do porządku po zimie oraz na której z okazji pierwszego słońca pojawiła się masa piegów.


Na zdjęciu mam jedną, cienką warstwę podkładu. Jak widać - zakryła ona zaczerwienienia, naczynka koło nosa, zamaskowała rozszerzone pory. Podkład przy tym wszystkim nie odznacza się na twarzy i wygląda bardzo naturalnie.

Rzecz, której się mocno obawiałam to przesuszenie - w końcu jest to "tylko" proszek, poza tym czytałam nie raz, że minerały lubią wysuszać czy zapychać. U mnie nic z tego nie miało miejsca, nawet zaryzykowałabym określenie, że łatwiej jest mi doczyścić (w sensie choćby porów, które mają u mnie sporą tendencję do zapychania) skórę, kiedy mój makijaż twarzy stanowi jedynie podkład mineralny.

Jedyne znaczący minus jaki znalazłam to niestety cena - za 7 g opakowanie podkładu trzeba zapłacić od 69,90 - 86,00 złotych (Cover De Luxe i Natural Finish - 69,00, Complection Perfector 86,00). Jednakże podkład jest naprawdę wydajny i starczy nam na długie miesiące.

Skład dla zainteresowanych:


Podkłady Pixie można kupić na stronie kosmetyki-mineralne.com
Znacie, używacie?

Pozdrawiam,
Panna Joanna
17 kwi 2012

Włosowa metamorfoza :)

Dzisiaj szybki post, ponieważ w zasadzie niewiele mam do pokazania :) Ale kilka osób było ciekawych jak teraz prezentuje się kolor moich włosów, więc się pochwalę. Nie jest to do końca to czego się spodziewałam (zmieszałam ze sobą dwa jasne blondy), więc pod koniec farbowania byłam już lekko przerażona, że zaraz na głowie zobaczę kurczaka ;) Na szczęście obyło się bez tej wątpliwej przyjemności i kolor całkiem mi się podoba. Nie ma wielkiej różnicy pomiędzy nim, a tym co miałam na głowie ostatnio, jednak osiągnęłam co chciałam - moje włosy na całej długości mają jednakowy kolor. Góra się lekko rozjaśniła, a dół równie lekko przyciemnił. Włosy w rzeczywistości mają trochę bardziej rudawy połysk, ale moje kłaki mają to do siebie, że zawsze przebija z nich trochę rudości.


Dla porównania - mój wcześniejszy kolor włosów wyglądał mniej więcej tak (piszę "mniej więcej" ponieważ zdjęcie robione dość dawno, znaczna część włosów została ścięta i takie tam):


Do farbowania użyłam dwóch farb Garniera z serii Color Sensation - 7 Delikatnie opalizujący blond i 8 Świetlisty jasny blond. Jak widać z blondem nie ma mój obecny kolor nic wspólnego, a wg opakowania efekt miał być dużooo jaśniejszy:



Mam dość mieszane odczucia co do tych farb - niby krzywdy mi nie zrobiły (kondycja włosów zdaje się być bez zmian), kolor mi się podoba, jednak te próbniki, które widać na zdjęciu na bokach opakowań, nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Wiem, że rozjaśnić włosy zwykłą farbą nie jest łatwo, ale nie wpadłabym na to, że blond farba nałożona na blond końcówki sprawi, że będą one ciemniejsze. Na plus mogę zaliczyć zapach - farba pachnie, a nie śmierdzi, więc proces farbowania nie był jakoś specjalnie nieprzyjemny.
Na razie zostawiam po raz kolejny już moje włosy same sobie - idzie lato, a więc i spore dawki słońca (miejmy nadzieję!), a to zawsze wpływało na moją fryzurę bardzo rozjaśniająco. Może w przyszłości wypróbuję "domowe" patenty typu bieganie po słońcu z włosami skropionymi sokiem z cytryny i tym podobne ;)

Jak Wam się podoba moja mała metamorfoza?

Pozdrawiam,
Panna Joanna
16 kwi 2012

Todays look - fiolet z zielenią

Makijaż zainspirowany eweską, a konkretnie jednym z jej ostatnich makijaży. Oczywiście moja wersja jest biedniejsza i bardziej delikatna, dzisiaj wybrałam się tak na uczelnię, więc nie chciałam przesadzić.
Połączenie zieleni z fioletem i śliwką bardzo  mi się spodobało i na pewno będę z niego o wiele częściej korzystać.

Na twarzy mam - podkład mineralny z Pixie (Natural Finish, odcień Ayperi 1), bronzer Catrice (ten do ciemnej cery), rozświetlacz Catrice (LE Enter Wonderland).
Oczy - baza JOKO, cienie - śliwka to Sleek PPQ, fiolet to jedna z poczwórnych paletek Avonu, zieleń to My Secret (numerek się niestety starł), cielisty cień to Sensique (Velvet touch nr 117) na linii wodnej cielista kredka Basic; brwi - kredka Basic, tusz - Eveline
Na usta nałożyłam lekko brązowawy błyszczyk, jest to Basic (ten taki zakręcony, Swirl lip gloss, ale nie mam pojęcia jaki to numer).



Ps. Właśnie siedzę z farbą na głowie, nie mogłam już patrzeć na moje różnokolorowe włosy. Wg tego co było na opakowaniach powinnam zamienić się w średnią blondynkę, ale jak znam życie będą z tego jaja.

Pozdrawiam,
Panna Joanna
14 kwi 2012

Same sławy i ja :)

Wczoraj miałam ogromną przyjemność po raz kolejny już spotkać się z moimi koleżankami blogerkami/youtuberkami. Spotkanie jak zwykle było bardzo sympatyczne, na pewno nie ostatnie ;)
Mam dla Was kilka zdjęć, no bo przecież muszę się pochwalić jakie sławy znam :D
Jakość niestety kiepska bo zdjęcia pstrykane komórką i w ciemnych warunkach gliwickiej piwiarni, ale liczę, że rozpoznacie kto jest kto :)



Od lewej: Agnieszka KLIK i KLIK, Gosia KLIK, ja i Ania KLIK KLIK :)

Pozdrawiam,
Panna Joanna
13 kwi 2012

Todays look - pastele, morele ;)

Pastele rozpanoszyły się wszędzie - na paznokciach, w ubiorze i makijażu. Sama osobiście za takimi barwami na moich oczach nie przepadam, ale postanowiłam spróbować i dzisiaj pod kolor paznokci dorobiłam sobie lekko pastelowe oko. Użyłam cieni Sleeka (Monaco - Washed ashore, Moors treasure; OSS - Gateau, Ribbon) oraz cielistego cienia z Sensique (seria Velvet Touch, nr 117). Delikatna kreska, bardziej dla przyciemnienia linii rzęs niż dla samej kreski - żelowy liner Essence w kolorze fioletowym. Brwi to kredka Basic nr 01, rzęsy tusz Essence I<3extreme. Linię wodną rozjaśniłam cielistą kredką z Basic.
Na twarzy mam podkład mineralny Pixie w odcieniu Ayperi 1 - testowałam dzisiaj formułę Cover De Luxe i stwierdzam, że zdecydowanie potrzebuję mniejszego krycia :) Pod koniec przyszłego tygodnia możecie spodziewać się recenzji tegoż podkładu, konkretnie formuły Natural Finish wraz z porównaniem z pozostałymi formułami. Oprócz tego na buzi jest bronzer Catrice, rozświetlacz Catrice (LE Enter Wonderland). Na ustach gości mój ulubiony ostatnio błyszczyk - Essence Stay with me w kolorze 01 Me&my icecream.

Ps. Uwierzcie, że na żywo nie jestem aż tak jasna jak na tych zdjęciach :)





Pozdrawiam,
Panna Joanna
11 kwi 2012

The Body Shop z okazji Dnia Ziemi - Wood Positive

Otrzymałam małego newsa od firmy The Body Shop i przekazuję go Wam - być może któraś z Was zechce skorzystać :)


JUŻ CZAS STAĆ SIĘ BARDZIEJ ŻYCZLIWYM WOBEC DRZEW
bądźmy
WOOD POSITIVE   

Dzień Ziemi, 22 kwietnia, 2012 r.

The Body Shop jest dumny promując akcję WOOD POSITIVE. Ta nowa inicjatywa ma na celu sadzenie i ochronę większej ilości drzew niż firma wykorzystuje w swojej działalności. To nasz wkład w zwiększenie światowych zasobów naturalnych.
WOOD POSITIVE rozpoczyna się 22 kwietnia, w Dzień Ziemi i jest naszym zobowiązaniem do ochrony różnorodności biologicznej na całym świecie. Projekt, prowadzony z partnerem The World Land Trust, przyczynił się już do wzrostu światowych zasobów, poprzez ochronę i zasadzenie ponad 55 tys. drzew w Andach Ekwadorskich, a także w poważnie zagrożonych Lasach Deszczowych.
Przed posadzeniem, rodzime gatunki drzew zostały  wyselekcjonowane pod względem ich pozytywnego wpływu na lokalną różnorodność biologiczną, co ma zapewnić przywrócenie do pierwotnej formy siedliska zagrożone zniszczeniem. Są one jednocześnie chronione przed wycinką, w celu zachowania ich w naturalnym kształcie dla przyszłych pokoleń.  
Firma The Body Shop niezmiennie stara się minimalizować zużycie opakowań swoich produktów i obecnie zużywa rocznie około 6,000 ton papieru i pulpy drzewnej do produkcji opakowań. Papier i pulpa pochodzą z recyclingu, lub ze źródeł związanych z międzynarodową organizacją non – profit FSC (Forest Stewardship Council), która promuje odpowiedzialne gospodarowanie zasobami leśnymi świata. Daje to gwarancję, że proces produkcji opakowań miał niewielki wpływ na zanieczyszczenie środowiska.
W ramach inicjatywy WOOD POSITIVE, The Body Shop podtrzymuje swoje zobowiązanie do wykorzystywania materiałów do produkcji opakowań jedynie ze sprawdzonych źródeł organizacji FSC, a także do redukowania opakowań jeżeli jest to tylko możliwe.
Już w tym roku nasi klienci będą wiedzieli, które produkty The Body Shop zostały objęte inicjatywą WOOD POSITIVE, dzięki logo, które pojawi się na opakowaniach.
DZIEŃ ZIEMI W THE BODY SHOP
PRZYŁĄCZ SIĘ DO AKCJI WOOD POSITIVE I POKAŻ SWOJĄ ŻYCZLIWOŚĆ WOBEC DRZEW
Przez cały miesiąc, od 13.04 do 11.05 2012 r., możesz przynieść do sklepu The Body Shop puste opakowanie dowolnego kosmetyku, dowolnej marki, a my odwdzięczymy się rabatem 22% na zakupione w tym dniu produkty.
Zebrane opakowania będą przekazane do recyklingu, dzięki czemu ocalimy więcej drzew.

Adresy sklepów The Body Shop:
Bydgoszcz, C.H. Focus Mall; Gdańsk, Galeria Bałtycka;  Gdynia, C.H. Klif;  Katowice, C.H. Silesia City Center; Kraków, Galeria Kazimierz; Łódź, Manufaktura; Szczecin, C.H. Galaxy; Warszawa, Galeria Mokotów, C.H. Sadyba Best Mall, C.H Złote Tarasy, C.H. Arkadia,  C.H. Blue City, C.H Targówek, C.H. Wola Park, C.H Janki Mall, C.H Promenada; Wrocław, C.H. Magnolia Park, Pasaż Grunwaldzki.

Informacje pochodzą z informacji prasowej The Body Shop.

Jakieś chętne?:)

Pozdrawiam,
Panna Joanna
10 kwi 2012

50 pytań do Panny Joanny

Padło i na mnie :) Z reguły na tagi nie odpowiadam, bo często po prostu brakuje mi na to czasu, ale ten wydal mi się dość sympatyczny, więc oto jestem. Zbieram się jeszcze do odpowiedzi na taga książkowego, aczkolwiek tutaj najpierw muszę pokonać własne lenistwo i pstryknąć parę zdjęć potrzebnych mi do tego taga.

Do taga "50 pytań do..." zaprosiła mnie Viollet :)




Zasady:
1. Napisz od kogo otrzymałaś tag i zamieść link do bloga osoby, która Cię wyróżniła.
2. Wklej logo tagu wpisując wcześniej swój nick.*
3. Odpowiedz szczerze na 50 pytań zadanych w komentarzach pod notką.
4. Nominuj dowolną ilość blogerek, o których chcesz się czegoś dowiedzieć :)

Apropo punktu 2 - znowu to lenistwo...znaczy ogólnie komp mi wisi bo mam uruchomionego Autocada, a moj komputer zawsze z tej okazji wpada w depresję.


Taguję Ferrou, Emalię, Trustmyself, Srokę :)

Pytajcie!:)
9 kwi 2012

Lakierowo - JOKO Spicy orange

Ostatni już lakier z trzech posiadanych przeze mnie kolorów z serii Kolory Maroka. Tym razem przyjrzymy się żywej, soczystej pomarańczy czyli odcieniowi Spicy orange.
Krycie rewelacja, jedna grubsza warstwa w zupełności wystarczyłaby do pełnego krycia, ja na paznokciach mam standardowo dwie cienkie. Bardzo przyjemnie się go aplikuje, po raz kolejny muszę pochwalić pędzelki w lakierach JOKO :) Wykończenie jest kremowe.
Kolor naprawdę daje po oczach, nie jest to typowa pomarańcza, prędzej bardzo dojrzała, neonowa marchewka. Zdjęcia dość dobrze oddają kolor, aczkolwiek na żywo odcień jest sporo żywszy.
Nie jest to do końca mój kolor, dwa poprzednie (Indigo i Arabian Princess) bardziej przypadły mi do gustu, gdyby był minimalnie jaśniejszy to na mnie wyglądałby pewnie sporo lepiej. Mimo to i tak nie jest źle, powędruje do szuflady i poczeka aż moja skóra nabierze nieco koloru.




Pozdrawiam,
Panna Joanna
6 kwi 2012

Lakierowo - JOKO Arabian Princess

Nie mogłam się powstrzymać i dzisiaj zmyłam cudne Indigo, aby pomalować paznokcie lakierem Arabian Princess. Kolor tego lakieru jest trudny do określenia, w buteleczce wyglądał bardzo ciekawie.
Na paznokciach prezentuje się po prostu genialnie, jestem oczarowana tym kolorem, który ogólnie rzecz ujmując jest...dziwny. Ni to brąz, ni to zieleń, oliwka też tak nie do końca, przez myśl przemknął mi mosiądz, ale to też nie jest najtrafniejsze określenie. Zdjęcia dość dobrze oddają kolor, w świetle dziennym wygląda trochę inaczej niż w sztucznym, stąd też dla porównania zdjęcie z lampą.
Malowanie bezproblemowe - mogłabym w zasadzie skopiować cały swój przedwczorajszy opis lakieru Indigo z tej samej serii. Dwie warstwy, szybkie wysychanie, lakier mimo, że ma specyficzne wykończenie (tutaj mnie zabijcie, ale aż tak się nie znam - nie jest to typowa perła, może frost czy coś?) nie smuży, trzeba się dobrze przyjrzeć żeby na paznokciach dostrzec ślady po pędzelku. Apropo pędzelka jeszcze jedno słowo - uwielbiam. Pędzelki w lakierach JOKO to absolutny hit, szerokie, dobrze wyprofilowane, wygodne, jedno pociągnięcie i voila!

O trwałości opowiem, jak będę podsumowywać całą serię, teraz zapraszam Was do obejrzenia zdjęć.
Swoją drogą - nazwa tego lakieru jest niesamowicie trafna, coś w sobie ma z arabskiej księżniczki :)




Pozdrawiam,
Panna Joanna
5 kwi 2012

Lakierowo - JOKO Indigo

Zgodnie z Waszym wyraźnym życzeniem, dzisiaj prezentuję pierwszy z trójki lakierów JOKO - kolor Indigo. Lakier pochodzi z serii Kolory Maroka - nie znalazłam w tej kolekcji ani jednego lakieru, który by mi się nie podobał, jest naprawdę ciekawa :)
Do testów otrzymałam Indigo, Spicy Orange i Arabian princess. Wczoraj dostałam małego oczopląsu i nie wiedziałam za który lakier złapać w pierwszej kolejności, ale poszłam za Waszymi sugestiami i wybrałam mocny, kobaltowy odcień. Dzisiaj machnęłam swatche i zaraz Wam pokażę jaki jest piękny.
Malowało się nim bezproblemowo - dwie, cienkie warstwy wystarczyły do pełnego krycia. Na zdjęciach co prawda widoczne są końcówki, ale patrzę na paznokcie i na żywo kompletnie tego nie widać. Lakier dość szybko wysechł, po kilkunastu minutach już mogłam swobodnie operować palcami.
Wykończenie określiłabym jako żelkowe - może stąd na zdjęciach te prześwitujące końcówki? Ja takie wykończenie uwielbiam, paznokcie się niesamowicie błyszczą, co zresztą też widać na zdjęciach (a nie użyłam żadnego topa). Już lubię ten lakier, mam w kolekcji sporo niebieskości, ale takiego konkreta jeszcze nie :))
O trwałości się nie wypowiem, podsumuję całą serię Kolory Maroka jak już pokażę Wam swatche wszystkich trzech lakierów. Jednak lakiery z Find Your Color trzymają się na moich paznokciach świetnie, przeważnie spokojnie 5 dni, czasem jak by się uprzeć nawet do tygodnia, tak więc przypuszczam, że w przypadku tej serii będzie podobnie.




Pozdrawiam,
Panna Joanna
4 kwi 2012

Nowości JOKO

Dzisiaj kurier trochę niespodziewanie wręczył mi małą, zgrabną paczuszkę. Nie do końca byłam pewna cóż w niej znajdę, ponieważ spodziewam się kilku przesyłek, ale gabarytowo coś mi się tu nie zgadzało. Moje wątpliwości szybko się rozwiały gdy tylko zobaczyłam taśmę, na której widniało logo JOKO. Jeszcze szybciej zaczęłam dobierać się do przesyłki, w pamięci mając nową kolekcję lakierów tejże firmy.
Zawartość spowodowała u mnie efekt karpika (znaczy siedzę, mam otwartą buzię i się gapię).


Lakiery mają genialne kolory, soczysta pomarańczka, kobalt i taki jeden...specyficzny. Coś w rodzaju oliwki, albo jakiegoś innego brązowo - zielonego koloru ze złotym połyskiem. Takiego jeszcze nie mam w swojej kolekcji.


Oprócz tego - puder mineralny oraz tusz, mający nadać rzęsom pogrubienia i długości. Tusz otrzymałam w kolorze "Deep blue" - na rzęsach wygląda na granat, dość ciekawy efekt.


Mineralny puder sypki z szafirem przywędrował do mnie w odcieniu J21, wg numeracji jest to drugi w kolejności odcień - J20 jest jaśniejszy, ale jednocześnie bardziej różowy. J21 wydaje się być odpowiedni do mojej cery, jest to dość neutralny i dość jasny beż. Opis, który możecie zobaczyć na zdjęciu prezentuje się bardzo zachęcająco. Tu moje pytanie do bardziej zaawansowanych minerałoholiczek - co sądzicie o składzie tego pudru?


Zabieram się ochoczo za testy, już teraz stoję przed nie lada decyzją - którym lakierem pomalować paznokcie?!;)

Pozdrawiam,
Panna Joanna
3 kwi 2012

Lakierowo - Make it golden

Lakier, który chodził za mną już długo, ale ciągle jakoś o nim zapominałam. Podczas ostatnich polowań na wyprzedażach Essence sobie o nim przypomniałam i w końcu wylądował w koszyku. Prawdę mówiąc lakierów Essence nie lubię, mimo, że na moich paznokciach większość lakierów trzyma się jak przyspawana, tak te akurat mają jakąś niesłychaną zdolność do ekspresowego odpryskiwania, że o gęstnieniu na gluta po kilku użyciach nawet nie wspomnę. Jednak to złotko tak pięknie migotało na sklepowej półce, że aż żal by było nie wypróbować.
Make it golden zdecydowanie nie nadaje się do samodzielnego malowania, za to świetnie wygląda jako ozdobny top coat na innym lakierze. Ja połączyłam go z szarością (Virtual, Street Fashion, nr 99) i efektem jestem oczarowana. Manicure prezentuje się ciekawie, elegancko. Złote drobinki pięknie odbijają światło, dodatkowo, również w świetle, można zauważyć taki delikatny złoty pyłek.

O trwałości się nie wypowiem, bo mani robiłam wczoraj, a dziś zamierzam go potraktować Gel lookiem z Essence.

Zdjęcia w różnym oświetleniu, dzięki temu widać jaki efekt daje w konkretnych warunkach.




Od wczoraj już 4 osoby zdążyły się mnie zapytać co to lakier, w związku z czym wnioskuję, że nie tylko mnie się podoba ;)

Oddalam się na zasłużony odpoczynek, na uczelni zaczęły mi się ferie wiosenne, więc przez ponad tydzień będę się lenić i nadrabiać blogowe zaległości :D Niczego nie obiecuję, bo jak znam życie to nic z tego nie wyjdzie, ale kilka pomysłów na posty mam :)

Pozdrawiam,
Panna Joanna
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...