WoleProstoHeader

30 sty 2012

Nowości, nowości...

...tym razem od Mary Kay :) Z okazji karnawału firma MK po raz kolejny poszerza swój asortyment o nowe, ciekawe i warte uwagi nowe produkty. Mam możliwość przetestowania kilku z nich i niebawem opiszę Wam moje wrażenia, dzisiaj jedynie mała zapowiedź.
W nowościach znajdziemy między innymi nowe błyszczyki NouriShine Plus o szerokiej gamie kolorów, trzy warianty palet cieni powiek, konturówki do ust oraz kredki do oczu. Całość możecie zobaczyć TUTAJ.
Ja do przetestowania dostałam dwa błyszczyki - wersje Sun blossoms oraz Silver moon (oba piękne, ale Sun blossoms to mój absolutny faworyt w całej tej kolekcji :)), ciekawym produktem, który do mnie trafił jest też konturówka do ust, która jest...bezbarwna. Przyznam, że jestem bardzo ciekawa jej działania, jeszcze nie miałam okazji jej wypróbować, ale bardzo mnie intryguje jej bezbarwność. Do mojej kolekcji cieni do powiek dołączyły dwie paletki - Berry Souffle oraz Mint Candy. Obie mają bardzo przyjemnie skomponowane kolory, powierzchownie wypróbowałam obie i póki co Berry Souffle wysuwa się na prowadzenie. Ogromnym zaskoczeniem są dla mnie też kredki do oczu - ja kredek nie cierpię, zrobienie kreski kredką to dla mnie prawdziwa mordęga, a te wyjątkowo przypadły mi do gustu. Oprócz tego są niesamowicie trwałe - zrobiłam swatche na ręce i nie mogłam potem tej ręki domyć, na oku trzymają się równie dobrze.
















Pozdrawiam,
Panna Joanna
26 sty 2012

Lakierowo - rozgwieżdżone niebo :)

Wczoraj naszła mnie nagła,niespodziewana ochota na czarny lakier. I najlepiej błyszczący. Ale, nie miałam żadnego czarnego lakieru, a już w szczególności błyszczącego. Jednak potrzeba matką wynalazków, wygrzebałam więc czarny lakier do stempli z Essence, lakier Confetti z Sensique z serii Fantasy Glitter i tadam :D Jest i czarny i błyszczący i pięknie wygląda. Nałożyłam po jednej warstwie czarnego i glitterowego lakieru, na wierzch położyłam również jedną warstwę top coata "Gel - look" z Essence i tak sobie teraz siedzę i podziwiam :) Efekt kojarzy mi się z rozgwieżdżonym niebem.




W końcu mi paznokcie urosły do jakiejś normalnej długości, już myślałam, że po tych sylwestrowych szaleństwach nigdy nie odrosną ;) Pamiętajcie - gra Jungle Speed to wróg długich paznokci.

Pozdrawiam,
Panna Joanna
22 sty 2012

No to ACTA



ACTA - czyli robi się coraz bardziej kontrowersyjnie. Mi samej ten temat był obcy, do momentu, gdy w sieci masowo zaczęły się pojawiać filmy, zdjęcia z hasłem "No to ACTA". Poczytałam, pooglądałam i mam jeden wniosek - albo cała sprawa przez to nagłaśnianie jest mocno podkolorowana, albo nasz cudowny polski rząd robi sobie z nas jaja.
O ile jestem w stanie zrozumieć, że głównym celem całego tego "przedsięwzięcia" jest ochrona własności intelektualnej, o tyle środki jakie miałyby być w tym celu zastosowane, wydają mi się drastyczne i mocno ingerujące w naszą prywatność. Mamy prawo nie życzyć sobie, aby nasz dostawca internetu miał wgląd we wszystkie nasze internetowe poczynania, włączając w to *prywatne* rozmowy i wiadomości. Mamy prawo do wolności słowa.
Jeżeli prawdą jest to, czego możemy dowiedzieć się w chwili obecnej o zamierzeniach działań po wprowadzeniu porozumienia ACTA, możemy spodziewać się, że większość stron typu Wikipedia, youtube, facebook i wiele, wiele innych przestanie istnieć.  Brak możliwości oglądania zagranicznych seriali czy ich pobierania wydaje się w tym wszystkim najmniejszym problemem.


A co Wy sądzicie o internecie bez Internetu? Jak myślicie czy możliwe jest, że państwo podpisze dokument ingerujący w prywatność ludzi i zabierający im prawo do wolności słowa?Czy to wszystko uderzy również w Nas - blogerów?
Podzielcie się, udostępniajcie na swoich blogach materiały na ten temat. (nie zapomnijcie podać źródła :] )

Pozdrawiam,
Zbulwersowana Panna Joanna, która lubi oglądać seriale, których w polskiej telewizji nie uświadczy (chyba, że z rocznym opóźnieniem), której wujek Google i ciocia Wikipedia już nie raz i nie dwa pomogli w zmaganiach ze studiami, która lubi komunikować się ze swoimi znajomymi przez facebooka, która będzie się niemiłosiernie wkurzać, gdy za jakiś czas będzie musiała dwa razy pomyśleć zanim coś napisze :]
21 sty 2012

Lakierowo - Frozen Berries :)

Uwielbiam czerwone lakiery, a ostatnio jeszcze bardziej uwielbiam brokaty. Kiedy więc czekając na autobus weszłam na chwilkę do Natury i zobaczyłam w szafie Sensique lakier, którego wcześniej nie kupiłam, a miałam taki zamiar (z serii Fantasy Glitter zdecydowałam się na dwa kolory - Fireworks i Confetti), bez namysłu wrzuciłam go do koszyka. Nie wzbudził może jakiegoś mojego wielkiego zachwytu, ale byłam ciekawa jak wypadnie w porównaniu do Ruby Pumps, no i ogólnie - czerwony i brokat, więc same rozumiecie :)

To jak prezentuje się na paznokciach przerosło moje najśmielsze oczekiwania - lakier jest po prostu piękny! Moim skromnym zdaniem zostawił Ruby daleko w tyle. Zdecydowanie jest od niej jaśniejszy, bardziej jaskrawy, brokat zanurzony w jasnoczerwonej bazie również jest jaśniejszy i bardziej błyszczący (takie migające czerwono - malinowe drobiny). Do pełnego krycia wystarczą dwie warstwy i tyle właśnie mam na paznokciach na zdjęciach poniżej. Co jeszcze odróżnia go od Ruby? Ruby pięknie wygląda zaraz po pomalowaniu, gdy paznokcie są jeszcze mokre. Gdy wyschnie - traci 50% swojego uroku. Tutaj sytuacja ma się podobnie, jednak w mniejszej skali. Lakier również o niebo lepiej wygląda jak jest mokry, dlatego na wierzch nałożyłam top coat Essence "Gel - look" (którym, nawiasem mówiąc, jestem zachwycona). Dzięki temu lakier pięknie rozbłysnął, drobinki migoczą jeszcze bardziej, a same paznokcie rzeczywiście trochę wyglądają jak żelowe. W przypadku Ruby top coat pomaga, ale efekt końcowy i tak stawia Frozen Berries z Sensique na pierwszym miejscu. Jeśli chodzi o trwałość - na paznokciach pomalowanych Ruby, lakier zaczyna ścierać się na końcówkach już na drugi (!!!) dzień, Frozen Berries mam na paznokciach już 3 dzień i nadal wygląda idealnie. Nie bez znaczenie jest też cena - lakier z Sensique kosztował mnie 5,49 zł, za Chinkę zapłacimy cztery razy więcej. Jeśli więc jesteście fankami czerwieni i brokatu, zachęcam Was do wypróbowania Frozen Berries, na pewno się nie zawiedziecie :) Jest to, wg mnie, jedna z najbardziej udanych serii lakierowych firmy Sensique.




Muszę się jeszcze pochwalić moimi ostatnimi nabytkami :D Po długim czasie zdecydowałam się ponownie na zakup podkładu firmy Revlon, tym razem w wersji najjaśniejszej, kolor rzeczywiście jest jasny, nie jest tak różowy jak spodziewałam się, że będzie (po opiniach wyczytanych na różnych blogach i forach spodziewałam się prawdziwej świnki :P) i całe szczęście :) Oprócz tego razem z koleżanką, zdecydowałyśmy się na wypróbowanie słynnej różowej, jajowatej gąbeczki. Nie skusił nas jednak oryginał, a jajo sprzedawane na allegro za zawrotną cenę 20 złotych. I tu, uwaga uwaga, sensacja - to podrabiane jajo robi z moją skórą takie rzeczy, że (pozwolę sobie zacytować mą koleżankę) "nie wiem co to oryginalne jajo musiałoby robić z moją cerą, żebym dała za nie 80 złotych". Ja jestem zachwycona, gąbeczka pięknie aplikuje podkład, domywa się bez najmniejszego problemu, nie znalazłam na chwilę obecną żadnych wad. Jeśli okaże się wytrzymała przy codziennym używaniu, z pewnością nie będzie to moja ostatnia sztuka :)


Nie zrozumcie mnie źle - nie zachęcam nikogo do kupna podróbki/zniechęcam do zakupu oryginału, to tylko takie luźne przemyślenia pt. "czy warto przepłacać?". Takie podrabiane jajo to świetna alternatywa dla osób, które chciałyby takie jajo wypróbować, a nie zdecydowałyby się na zakup oryginału choćby ze względu na cenę (tak zresztą było w moim przypadku).

Pozdrawiam,
Panna Joanna
20 sty 2012

Panna Joanna testuje - Extra Virgin Minerals, cz. 2

Jakiś czas temu podzieliłam się z Wami moimi odczuciami odnośnie sypkiego podkładu mineralnego firmy The Body Shop z serii Extra Virgin Minerals - Loose Powder Foundation. Jak być może pamiętacie, podkład ten niesłychanie przypadł mi do gustu i mimo, że obecnie rzadziej po niego sięgam (zimą jakoś lepiej się czuję w klasycznym podkładzie), to wspominam go bardzo miło i z pewnością do niego powrócę, gdy już zawita wiosna. Testowałam również inny podkład z tej samej serii - Extra Virgin Minerals Liquid Foundation. Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć o tym jak sprawdził się ten drugi i czy podbił moje serce tak jak sypaniec :) Do tego na koniec przytoczę Wam również recenzję porównawczą aannaaluny, która wygrała te podkłady w rozdaniu i zobowiązała się przygotować recenzję.



Na początek krótki opis producenta:
" Minimum wysiłku – perfekcyjna cera. Nakładaj  nasz Extra Virgin Minerals™ Liquid Foundation
opuszkami palców, pędzlem lub gąbeczką do podkładu. Extra Virgin Minerals™ Liquid Foundation to ekskluzywna kombinacja pigmentów mineralnych oraz oliwki z oliwek i olejku marula pozyskiwanych w ramach programu Wspólnota Uczciwego Handlu. Wybierz jeden z kilku odcieni i rozprowadź na swojej skórze."


Jakie jest moje zdanie na temat tego podkładu?
Od razu na wstępie zaznaczę, że z tych dwóch wypróbowanych przeze mnie podkładów, prym zdecydowanie wiedzie podkład sypki. Po pierwsze - kolor, który w przypadku sypańca jest jaśniejszy, po drugie - efekt.

Samemu podkładowi płynnemu nie mogę w sumie wiele zarzucić. Delikatny, nienachalny zapach, przyjemna konsystencja. Krycie całkiem spore, nie udało mi się uchwycić tego na zdjęciach, ale naprawdę ten podkład jest w stanie wiele zakryć. Pozwolę sobie w tym miejscu odesłać Was na bloga Lindy (myślę, że ten blog jest wszystkim doskonale znany i jego autorki nie trzeba nikomu przedstawiać, jednak gdyby ktoś trafił tam teraz po raz pierwszy, to serdecznie polecam) KLIK! której udało się na zdjęciach pokazać siłę krycia tego podkładu. U mnie efekt ograniczał się głównie do wyrównania kolorytu, więc myślę, że zdjęcia z linka lepiej zaprezentują efekt :)
Podkład nie daje matu, moja skóra się po nim nie świeciła, ale przypuszczam, że przy cerach tłustych wskazane będzie użyciu pudru matującego. Ja takiej konieczności nie miałam, skóra wyglądała zdrowo i promiennie.
Trwałość również mogę uznać za zadowalającą - bez poprawek podkład trzymał się na twarzy kilka godzin (8-9), potem zaczynał się ścierać.

W moim przypadku schody zaczęły się przy kolorze - odcień (rose ivory) mimo, iż jest jednym z najjaśniejszych w gamie średnio mi pasował. Początkowo nie było nawet tak źle, jednak ja jesienią/zimą dość szybko i mocno blednę, a podkład jaśniejszy się niestety nie robił ;) Poużywałam go przez jakiś czas, jednak mimo zachwytu nad jego kryciem, nie uczulaniem, nie zapychaniem, oddałam go w końcu przyjaciółce, która używa go i jest z niego bardzo zadowolona. U niej również nie wystąpiły żadne problemy z zapychaniem/uczulaniem.

Odnośnie danych "technicznych" - podkład zamknięty jest w szklanej butelce o pojemności 28 ml. Ma pompkę, co jest zdecydowanym plusem :) Wg informacji na opakowaniu podkład posiada również filtr SPF30. Za podkład zapłacimy 75 złotych.

I teraz kilka słów od aannaaluny:
"Do przetestowania dostałam dwa podkłady mineralne - płynny oraz sypki. Mimo, że sądziłam, że podkłady okażą się dla mnie za ciemne, jakoś sobie z tą kwestią poradziłam.. Sypkiego podkładu używałam samodzielnie, natomiast płynny z racji właśnie zbyt ciemnego koloru łączyłam z białą bazą, która służy mi właśnie do rozjaśniania podkładów. Oba podkłady spisały się u mnie świetnie, choć bardziej skłaniam się w stronę podkładu płynnego. Rozjaśniony bazą przyzwoicie krył, ale nie robił maski. Twarz się po nim nie świeciła, efekt utrzymywał się dość długo (potem wystarczały lekkie poprawki). Nie zauważyłam, żeby któryś z podkładów negatywnie wpłynął na moją cerę. Sypki podkład również sprawdził się dobrze. Ma dobre krycie, jest lekki, trwały. Używałam już wielu sypkich podkładów mineralnych i na szczycie top listy moich ulubionych produktów bym go nie umieściła, ale podkład jest naprawdę bardzo przyzwoity - po prostu znam lepsze. Zastanawiam się nad zakupem jakiejś jaśniejszej wersji podkładu płynnego, naprawdę zrobił na mnie dobre wrażenie, więc chętnie przekonałabym się jak radzi sobie solo.
Aannanluna"

Pozdrawiam,
Panna Joanna
17 sty 2012

Lakierowo - Plush Plum

Z lakierami Mary Kay nie miałam wcześniej styczności. Jednak w ostatniej paczce od Mary Kay znalazłam lakier w pięknym śliwkowym kolorze. Z ogromną ochotą zabrałam się za przetestowanie go, w międzyczasie zaczęłam używać też bazy pod lakier z tej firmy. Jak się sprawdził owy duet? Nadzwyczaj dobrze :)



Zacznę może od opisu samej bazy - jej używałam dwojako - jako bazę pod lakier oraz jako top coat. W przypadku zastosowania jej jako bazę, przedłużała żywotność lakieru ( z 2-3 dni do poziomu 4-5), skutecznie ochroniła paznokcie przed przebarwieniem od ciemnego lakieru. Mam również wrażenie, że płytka paznokcia była nieco utwardzona przy jednoczesnym zachowaniu elastyczności. W tej roli spisała się świetnie, choć ja akurat wolę pod lakier kłaść coś bardziej utwardzającego (ale mam świadomość, że nie temu miał służyć ten preparat, więc w tej kwestii nie mam mu nic do zarzucenia, to tylko i wyłącznie moje własne preferencje).
Jako top coat spisał się naprawdę dobrze - nadawał paznokciom połysk, utrwalał, wykończenie trochę przypominało żelkowe.Przyspieszał wysychanie lakieru, ponieważ sam dość szybko zasychał. Jestem z tego produktu bardzo zadowolona, dość często po niego sięgam, zwłaszcza jeśli zależy mi na dużym połysku.

A lakier? Ten z miejsca polubiłam, choćby ze względu na jego kolor. Jestem wielbicielką fioletu na paznokciach, a ten jest naprawdę piękny. taki bakłażan/śliwka (węgierka ;)), pięknie błyszczy (nawet bez zastosowania topa), długo utrzymuje się na paznokciach. Ma przyjemną konsystencję - nie jest ani za rzadki ani za gęsty. Pędzelkiem maluje się bardzo wygodnie, butelka/nakrętka są bardzo poręczne. Buteleczka ma 7,5 ml pojemności. Do pełnego krycia potrzebne są dwie grubsze lub trzy cieniutkie warstwy. Na zdjęciach poniżej mam nałożone dwie warstwy (bez topa).

Na moich paznokciach lakier trzymał się bez zarzutu - dopiero w okolicach 4-5 dnia zaczęły ścierać się końcówki. Dla mnie jest to wynik zadowalający, ponieważ i tak nigdy nie mam jednego koloru na paznokciach dłużej niż, powiedzmy 3 dni.

Jedyny minus jaki znalazłam to dość wolne wysychanie. Lakier potrzebuje sporo czasu aby *porządnie* wyschnąć, zdarzyło mi się pomalować paznokcie przed snem i rano obudzić się z deseniem pościeli odbitym na paznokciach. Jednak problem da się łatwo rozwiązać używając wysuszacza/top coata, który przyspieszy ten proces.




A co Wy o nim sądzicie? Używałyście już kiedyś lakierów Mary Kay? Znacie, lubicie?

Pozdrawiam,
Panna Joanna

Nowość od JOKO - baza pod cienie

Nowa, odmieniona baza pod cienie JOKO ma nie tylko nowe, bardziej funkcjonalne opakowanie, ale i ulepszoną, bezparabenową formułę. Teraz konsystencja bazy jest kremowa, dzięki czemu łatwo można ją rozprowadzić po powiece, a słoiczek ma szeroką szyjkę, co umożliwia swobodną aplikację.
Baza JOKO została wzbogacona przez aktywne składniki odżywcze takie, jak kompleks witamin A, E i F, oraz naturalny olej z krokosza barwierskiego. Witamina A przyspiesza odnowę komórek naskórka i poprawia koloryt. Witamina E jest naturalnym antyoksydantem przeciwdziała starzeniu i wygładza skórę;, a witamina F natłuszcza i tworzy warstwę ochronną. Dzięki temu skóra jest chroniona przed promieniowaniem UV i szybciej się regeneruje.

Stosowanie bazy pod cienie JOKO gwarantuje, że makijaż jest bardziej trwały i utrzymuje się na powiekach przez wiele godzin. Baza sprawia, że cienie mają intensywniejszy, głębszy kolor i eliminuje efekt zbierania się nadmiaru pigmentów w załamaniach powiek.
Sugerowana cena: 24 zł





 
Jesteście ciekawe? Ja jako wielbicielka wszelkich baz pod cienie - bardzo :)

Pozdrawiam,
Panna Joanna
15 sty 2012

Nowości w kosmetyczce :)

Czyli coś jakby haul. Mogłabym poczekać do końca miesiąca i zrobić posta "zdobycze stycznia" czy coś w ten deseń, ale znowu siedzę zakopana po czubek głowy w projektach różnej maści i potrzebuje jakiegoś zajęcia odstresowującego, a cóż działa bardziej uspokajająco od gorącej herbaty i pisania posta na bloga? No same widzicie. 
Początek miesiąca był dość obfity w nabytki, jednak na swoje usprawiedliwienie mam, że sporo (większość chcąc być ścisłym) różności dostałam - a to na spotkaniu blogerek i youtuberek, a to od OPT. 
Oczywiście aby zmarnować jeszcze te kilkanaście minut ze zbyt krótkiej doby, opiszę w kilku słowach moje wrażenia z używania :)


Balsamy do ust z Fig&Rouge - same opakowania są tak urocze, że mogłabym smarować usta tymi balsami co 5 minut :) Dostałam je od Pauli i cieszę się bardzo, że mam okazję je wypróbować, bo słyszałam już o nich wiele dobrego. Na chwilę obecną mogę podpisać się pod wszystkimi pochwałami na ich temat - przyjemna konsystencja, wzorowy skład, bardzo dobry wpływ na usta. Moim ulubieńcem z miejsca stał się balsam w wersji różanej - pachnie jak pączek z różanym nadzieniem :) 

Paletka z LE Vampires Love z Essence. Gdy limitka pojawiła się w Naturach, kilka razy przeszłam obok tej paletki obojętnie. W chwili gdy stwierdziłam, że paletka jednak mi się podoba, na standzie nie było już ani jednej sztuki. Miałam jednak szczęście, bo paletkę znalazłam w rozdaniowej nagrodzie od Pauli :) Paletkę już wypróbowałam i bardzo ją polubiłam, ale..w 50%. Dlaczego tak? Bo paletka ma swoje dobre i nieco słabsze strony. Zachwycił mnie górny rząd - cienie dobrze napigmentowane, świetne kolory (ten oliwkowy <3). Dolny rząd wydaje mi się o wiele delikatniejszy (no może poza czernią, ale ona z kolei ma spore ilości dość dużych drobinek, więc podchodzę do niej ostrożnie), ale do dziennego, delikatnego makijażu jak znalazł. 
W paczce od Pauli znalazłam również krem do stylizacji włosów Hi - Density z firmy Kemon. Ten produkt z pewnością doczeka się osobnej recenzji, bo znalazłam jeden, JEDYNY kosmetyk do stylizacji włosów, który tak widocznie zwiększył mi objętość fryzury, że po wysuszeniu włosów nie wiedziałam w pierwszej chwili co mam z nimi zrobić :P Istne szaleństwo, muszę jeszcze wypróbować go przy innym wariancie fryzury niż rozpuszczone, proste włosy i z pewnością dokładnie go opiszę (może nawet uda mi się cyknąć fotkę porównawczą moich trzech włosów po użyciu tego kremu. 



Teraz coś, co tygryski lubią najbardziej - rozświetlacze. Kiedy tyko zobaczyłam zapowiedź nowej limitki Essence - Crystalliced, wiedziałam, że rozświetlacz musi być mój, choćbym miała przeszukać wszystkie Natury na Śląsku. Na szczęście nie musiałam szukać daleko - dzięki uprzejmości nieocenionej Gosi rozświetlacz trafił do mojej kolekcji i z miejsca podbił moje serce. Nie miałam jeszcze kosmetyku, który potrafiłby zrobić na skórze taką piękną taflę, do tego trwałość tego cuda jest naprawdę zdumiewająca - trzyma się na buzi cały dzień.
Drugi rozświetlacz widoczny na zdjęciu to Highlighter z Catrice z LE Enter Wonderland. Limitka ta w sprzedaży była już daaawno i niestety rozświetlacza z niej nie uświadczyłam. Na spotkaniu z dziewczynami okazało się, że jednej z blogerek (pozdrowienia dla thebertki :)) ten rozświetlacz nie pasuje ze względu na kolor i tym sposobem stałam się jego szczęśliwą posiadaczką. Bardzo z niego zadowoloną na dodatek. Kolor mnie się podoba niezwykle - taki brzoskwiniowo -złoty, ale jednocześnie nie za ciemny, na mojej jasnej skórze prezentuje się naprawdę przyjemnie. 




Miałam też okazję wypróbować paletki czwórki z firmy Avon. Nigdy dotąd nie miałam styczności z tymi paletkami, cienie z Avonu kojarzę bardzo niemiło, trafiłam już na parę bubli. Opinie na temat tych paletek były bardzo podzielone - na samym spotkaniu było nas 6 i dwie z dziewczyn bardzo te paletki chwaliły, a dwie wręcz przeciwnie. Postanowiłam więc spróbować i nie żałuję - fioletowa paletka bardzo dobrze mi służy, a brązową podbiera mi moja mama - obie jesteśmy z nich zadowolone (choć do moich ulubionych Sleeków rzecz jasna im daleko :)).

Apropo Sleeków...



Mój kochany OPT z okazji okrągłej piątej rocznicy przebywania ze mną w jednym związku, podarował mi dwie paletki Sleeka. I to na dodatek te dwie, na które czaiłam się już dłuższy kawałek czasu i które bardzo chciałam mieć w swojej Sleekowej kolekcji. PPQ mnie urzekła niebanalną kompozycją kolorów, a Storm to dla mnie klasyk ze stajni Sleeka, który każda niebieskooka powinna mieć w swojej kosmetyczce.





Obie paletki codziennie idą w ruch podczas makijażu, szczególnie upodobałam sobie kilka odcieni, ale myślę, że zamiast pokazywać swatche, poczekam aż będę miała więcej czasu i wstawię jakieś makijaże wykonany tymi (i nie tylko tymi) paletkami.

Korzystając z okazji chciałabym przekazać Wam prośbę od jednej z moich czytelniczek:
"Bratanek mojej przyjaciółki, ośmiomiesięczny Kuba ma poważną wadę serca. W Polsce nikt nie robi tak skomplikowanych operacji, jedyną opcją jest Monachium. Termin już jest - początek lutego jednak rodzina potrzebuje ponad 20 tys. euro na operację. http://www.corinfantis.pl/index.php?text=427 tutaj więcej informacji."

Pozdrawiam i życzę milszej niż moja końcówki weekendu,
Panna Joanna
11 sty 2012

Lakierowo po raz kolejny - Panna Joanna w naukowym ciągu :)

Wczoraj znowu się uczyłam, a właściwie robiłam projekty z sieci i instalacji wodno - kanalizacyjnych oraz oceny stanu czystości powietrza. Efekty możecie zobaczyć poniżej :P
I żeby nie było, że przez malowanie paznokci cierpią jakoś moje studia i oceny - z jednego projektu dostałam 4, a z drugiego 4,5. 



Lakier bazowy to Świeżo malowane  z Colour Alike, znowu wzięłam na tapetę kropki, które wykonałam lakierami (kolejność od spodu) - What do u think? z Essence, biały do frencza z Avonu, Grenadine syrup z Colour Alike, Tonic Blue z Esprit.
10 sty 2012

Lakierowo - chaberek w kropeczki :)

Jak zwykle w nawale pracy, podczas nauki do kolokwiów, moja paznokciowo - lakierowa mania osiąga apogeum. Prawdą jest powszechnie znaną, że najlepsze pomysły na mani zawsze przychodzą mi do głowy, kiedy muszę się uczyć. Nie inaczej było wczoraj, gdy usiłowałam wziąć się w garść - ogrzewnictwo musiało chwilę poczekać, a ja wzięłam się za testowanie lakieru firmy Esprit, który dostałam od Agnieszki podczas ostatniego spotkania blogersko - youtuberskiego :) Po pomalowaniu paznokci dwoma warstwami tegoż lakieru ((813, Tonic blue), pouczyłam się chwilę, po czym zaczęłam nieco tuningować efekt. W ruch poszedł lakier z Sensique, z serii Fantasy Glitter (Confetti). Później znowu chwilę się pouczyłam, po czym na domalowałam czarne kropki. Po kilku akapitach na czarnych kropkach wylądowały niebieskie. Poczekam aż paznokcie wyschną, po czym poszłam spać. Efekty mojej nauki możecie zobaczyć poniżej:





Kolory najlepiej oddaje ostatnie zdjęcie. Jeszcze trochę nauki w tym tygodniu mnie czeka, więc możecie spodziewać się kolejnych paznokciowych wzorków :)))

Pozdrawiam,
Panna Joanna
9 sty 2012

Panna Joanna zachwyca się - Lioele Beyond The Solution

Początkowo, gdy na blogach, youtubowych kanałach i tym podobnych, rozprzestrzeniać się zaczął szał na kremy BB, długo byłam odporna. Podkład, który miałby upiększać, dopasowywać się do kolorytu skóry - wydawało mi się, że to za dużo szczęścia na raz. Poza tym obawiałam się, że jak już zacznę się w "to" bawić, to dopadnie mnie, nie daj boże, coś na kształt bb - mani i wtedy już przepadnę ja, mój portfel i miejsce, w którym już z ledwością przechowuję kosmetyki.

Jednak, kiedy pojawiła się możliwość przetestowania BB kremu, nie mogłam się powstrzymać. Z radością zabrałam się do testowania Lioele Beyond The Solution BB Cream i dzisiaj przychodzę przedstawić jakie są moje przemyślenia na temat tego produktu.




Bez zbędnych wstępów - ten BB krem mnie oczarował! Nie boję się już, że wpadnę w bb - manię, powód jest prosty - miałam to wyjątkowe szczęście, że trafiłam na taki stworzony dla mnie już przy pierwszym podejściu. Ale po kolei :)

Krem zamknięty jest w dość twardej tubce (moja ma pojemność 50 ml), zakończonej wygodnym dozownikiem. Opakowanie jest typowe dla kosmetyków tej firmy - biało - różowe, delikatne, bardzo estetyczne. Mnie się podoba, tak jak podoba mi się żarówiasty, różowy kartonik, w który kosmetyk był zapakowany :) Opakowaniu nie mam nic do zarzucenia, dozownik działa jak należy, zatyczka nie odpada, dzięki czemu kosmetyczka nie jest narażona na kontakt z zawartość tubki. Wyciśnięcie odpowiedniej ilość podkładu również nie sprawia żadnego problemu.

Konsystencja tego bb kremu jest dosyć konkretna - krem jest gęsty (ale nie za gęsty, dla mnie w sam raz), niewiele go potrzeba żeby pokryć nim całą twarz. Jedno naciśnięcie dozownika w zupełności do tego wystarczy. Zazwyczaj nakładam go palcami, rzadziej pędzlem, jednak bez względu  na sposób aplikacji, jego rozprowadzenie na skórze jest proste i przyjemne. Krem się świetnie wtapia w skórę, nie powstają żadne mazy czy zacieki. Mam wrażenie, że rzeczywiście działa na skórę w jakiś magiczny sposób - skóra jest wygładzona, miękka, bardziej świetlista. Niestety dla osób ze skórą tłustą (ale stety dla mnie) - krem zostawia delikatny tłusty film. Mnie on nie przeszkadza, zawsze wykańczam makijaż pudrem sypkim lub prasowanym, który niweluje ten efekt (skutecznie oczywiście).

W kwestii trwałości - na mojej skórze ten bb krem utrzymuje się cały dzień. Nie zbiera się w zmarszczkach, nie roluje się, nie ściera. Podejrzewam, że u osób ze skórą tłustą, skłonną do błyszczenia, efekt byłby krótszy.

Jedne czego się obawiałam to kolor. Początkowo miałam wrażenie, że jest nieco za ciemny, jednak po pomalowaniu się obawy zniknęły. Świetnie dopasował się do odcienia mojej skóry, wyrównał go, zakrył zaczerwienienia i drobne niedoskonałości. Krycie oceniłabym jako średnie, można je stopniować dodając kolejną, cienką warstwę. Ja, gdy używam tego bb kremu (ostatnio codziennie), stosuję tylko korektor rozświetlający pod oczy i nie mam potrzeby stosowania dodatkowo korektora np. na skrzydełka nosa.

Co ciekawe - również odnośnie koloru - malowałam tym bb kremem oprócz mnie jeszcze 4 osoby, o zupełnie różnych karnacjach i odcieniach skóry i na każdej z tych osób wyglądał dobrze. Jestem pod dużym wrażeniem, tego, jak ten produkt potrafi się dopasować do koloru skóry (a początkowo dziwiłam się, jak to możliwe, że występuje tylko w jednej wersji kolorystycznej).

Jak na bb kremy, ten również cenowo wypada nieźle. Za tubkę wielkości 50 ml zapłacimy 67 złotych, co przy jego wydajności jest ceną bardzo przystępną. Wersja 30 ml kosztuje 43 złote, natomiast 5 ml próbka - 18 złotych. Kosmetyki firmy Lioele można kupić w sklepie internetowym Asian Store.

Poniżej zdjęcie, na którym mam na twarzy nałożoną tylko i wyłącznie cienką warstwę Lioele Beyond The Solution. Nie użyłam korektora ani pudru wykańczającego.Uwaga, ponieważ na zdjęciach brakuje również innych części makijażu ;)

(z góry przepraszam za suche skórki koło nosa, ale zimowy katar nie daje mi spokoju)

A Wy miałyście już styczność z tym bb kremem? Przekonują Was magiczne właściwości bb kremów?

Pozdrawiam,
Panna Joanna
7 sty 2012

Makijażowo - lakierowe podsumowanie roku 2011 :)

Wspominałam ostatnio, że przygotuję podsumowanie roku 2011. Dzisiaj przybywam właśnie z nim, w nieco innej formie niż to sobie początkowo wymyśliłam. Zamiast zestawiać po raz kolejny swoje ulubione kosmetyki, postanowiłam zestawić to, co w dużej mierze stanowi tego bloga - makijaże oraz prezentacje lakierów, wszystkie te, które zamieściłam w ubiegłym roku na blogu. Każde zdjęcie na kolażu jest opisane numerem i teraz następuje zadanie dla Was - pomóżcie wybrać mi lakier oraz makijaż roku 2011! :)

Chciałam załączyć w tym miejscu sondę, jednak te, które znalazłam nie przewidują aż tylu wariantów odpowiedzi, więc głosowanie ograniczyć się musi do wpisania w komentarzu numeru makijażu oraz lakieru. Zapraszam do zabawy ;)





Zdjęcia można powiększyć, do czego zresztą zachęcam :)

Pozdrawiam,
Panna Joanna
4 sty 2012

Fireworks!

Jak tylko zobaczyłam zapowiedź serii Fantasy Glitter z Sensique, od razu wiedziałam, że kilka lakierów z pewnością trafi do mojej kolekcji. Moja faza na brokaty wciąż trwa i ma się dobrze, więc tej kolekcji po prostu nie mogłabym odpuścić. Ubolewałam nieco nad tym, że seria wchodziła do Natur 27 grudnia, a ja od 26 byłam w Bieszczadach, w miejscowości uroczej i cudownej, jednakże Natury pozbawionej. (Tu następuje mała dygresja odnośnie natury, tym razem nie w sensie drogeryjnym - wiedzieliście, że człowiek spotkawszy w lesie dzika potrafi rozwinąć prędkość, o które nie podejrzewał go nikt, włącznie z nim samym? Ja nie wiedziałam, ale podczas przechadzki po lesie, natknęłyśmy się z koleżankami na chrumkające krzaki i w jakiś magiczny sposób udało mi się jednocześnie biec w dół błotnistego zbocza, rozglądać się na boki w celu poszukiwania drzewa, na które mogłabym się wdrapać i przy tym wszystkim nie wywaliłam się. Po powrocie dowiedziałam się, że w tamtejszych lasach bywają również wilki i niedźwiedzie - po spotkaniu z którymś z tym dwóch zwierzaków mogliby mnie wystawić na olimpiadę. Koniec dygresji :)).
Wracając do właściwego tematu - trochę się bałam, że jak wrócę do Gliwic to co najwyżej będę mogła powąchać pusty stand po tych lakierach, ale na całe szczęście okazało się, że czekała na mnie pełna półeczka i mogłam uraczyć mój koszyk dwoma sztukami lakierów z tejże kolekcji.
Początkowo chciałam wziąć wszystkie jednak rozsądek zwyciężył i na spróbowanie wzięłam dwa, które wydały mi się najładniejsze, obiecując reszcie, że jeszcze po nie wrócę.

Z Natury wyszłam więc zaopatrzona w lakiery "Fireworks", który Wam za chwilę pokażę oraz "Confetti", które pokażę Wam wkrótce. Jeśli chodzi o efekt na paznokciach - <3. Lakiery są naładowane drobinkami, same drobinki zatopione są w ciemnej bazie (w Fireworks jest ona purpurowa, natomiast w Confetti - niebieskawa).

Na poniższych zdjęciach możecie zobaczyć jak na paznokciach prezentuje się Fireworks. Jest to, jak już wspomniałam, purpurowa baza z zatopionymi w niej drobinkami. Drobinki są dość dziwne - bez światła wszystkie wyglądają na takie wyblakło - srebrne, natomiast wystarczy odrobina światła i część z nich mieni się jak holo. Dla mnie efekt bomba, rzekłabym nawet wystrzałowy żeby było jeszcze bardziej tematycznie ;) Ten lakier jest trochę "spokojniejszy" od Confetti, ale jak ktoś nie lubi brokatów to odradzam oba.
Co do trwałości się nie wypowiem, bo w poniedziałek pomalowałam paznokcie Confetti, wczoraj mimo, że nie było na paznokciach żadnego uszczerbku, zmyłam go i nałożyłam Fireworks. Ale brokatowe lakiery trzymają się z reguły nieźle, więc nie podejrzewam tu odstępstwa od reguły.

Do pełnego krycia potrzeba 3 warstw - wtedy jest idealnie. Można użyć również jednej warstwy nakładając glitter na inny lakier bazowy. Ja całość pokryłam top coatem, ponieważ lakier ma dość chropowate wykończenie, które mnie drażni. Ze zmyciem nie było problemu - kto zna metodę foliową, ten wie, że brokaty już niestraszne.

Ja polecam - lakiery są śmiesznie tanie (około5,50 zł), a efekt dają naprawdę cudny :)





A Wy skusiłyście się na coś z tej kolekcji? Mnie jeszcze kusi czerwień i róż - a przecież obiecałam im, że po nie wrócę :)

Pozdrawiam,
Panna Joanna
3 sty 2012

Wróciłam :)

Wypoczęłam, wybawiłam się, wróciłam i zabieram się do pracy :) Na uczelni czeka mnie teraz gorący okres, powoli zaczynają się zaliczenia, oddawanie projektów i na końcu sesja. Moje postanowienia noworoczne w obecnej chwili obracają się wokół przetrwania tych najbliższych tygodni.

W kwestii bloga - oczywiście nadal będę się na nim jak najczęściej pojawiać, bez obaw. Obecnie ładuję aparat i szykuję się do posta podsumowującego rok 2011, z naciskiem, rzecz jasna, na kosmetyki.

Pokażę też w najbliższych dniach swatche dwóch lakierów z glitterowej kolekcji Sensique, które mnie absolutnie zachwyciły i odkąd mam jednym z nich  pomalowane paznokcie, nie mogę przestać się na nie gapić ;) Same paznokcie ledwie przeżyły wyjazd i bitwy o totem (kto kiedyś grał w Jungle Speed ten wie, że żadne paznokcie tego nie przetrwają) i zostały brutalnie skrócone do samiuśkiego zera. Nowe odżywki JOKO, które do mnie ostatnio dotarły mają tym samym utrudnione zadanie i ciekawa jestem jak wypadną podczas zapuszczania paznokci. Pod koniec tygodnia szykuje mi się również bardzo ciekawe spotkanie z kilkoma blogerkami i nie tylko, więc jak dożyję piątku to z pewnością się wybiorę i wszystko potem dokładnie zrelacjonuję :)

Tyle na dzisiaj, niestety muszę ograniczyć się jedynie do tej krótkiej relacji, wzywa mnie właśnie mega nudny projekt i jeszcze parę innych rzeczy...Ale za to pochwalę się, że udało mi się dostać na wybraną przeze mnie specjalność, więc być może kolejny semestr nie upłynie mi na robieniu stu tysięcy niepotrzebnych mi do życia i szczęścia projektów :)

Pozdrawiam,
Panna Joanna
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...