WoleProstoHeader

25 sie 2012

"Bb"itwa - Maybelline kontra Bielenda

Zdjęcia do tego posta miałam przygotowane już dawno, jednak dopiero dzisiaj znalazłam siły, żeby do nich przysiąść, obrobić i posklejać, co jak co, ale leń mnie ostatnimi czasy nie opuszcza. W każdym razie, w końcu mogę Wam zaprezentować obiecane jakiś czas temu porównanie dwóch pseudo kremów bb - 8 in 1 BB Cream Dream Fresh od Maybelline i Nawilżającego kremu udoskonalającego z lekkim podkładem 5w1 BB z Bielendy. Oba testuję już dosyć długo, przy czym krem z Bielendy nieco dłużej (dobijam już dna), ale w przypadku jednego i drugiego mam już wyrobioną opinię.

Zacznę od tego, że oba kosmetyki bardzo lubię, z kremem Maybelline polubiłam się dopiero po dłuższym czasie używania, szczególnie doceniłam go w ciągu ostatnich upałów i z chęcią sięgałam po niego zamiennie z kremem z Bielendy. Zaznaczam też, że wg mnie te produkty znacznie się od siebie różnią, więc ciężko byłoby mi wybrać zwycięzcę tej bitwy.

W przypadku obu powyższych kosmetyków możemy dopatrzeć się na opakowaniu nazwy "krem bb". Tak jak pewnie większość z Was, mnie też drażni nieco moda na uparte nazywanie kremów tonujących bb kremami. Jestem w stanie zrozumieć, że skoro na azjatyckie upiększające kremy jest teraz wielki boom to producenci z tej mody korzystają, natomiast nie mogę przeboleć tego, że firma orientuje się, że jest popyt na tego typu kosmetyki i postanawia po prostu przechrzcić jeden ze swoich produktów na "krem bb". Natomiast jeśli pojawia się nowy kosmetyk, z innym składem i otrzymuje on miano bb kremu to aż tak mnie to nie razi. I tak też jest w przypadku kremów z Maybelline i Bielendy. Bielenda zaszalała i swój kosmetyk określa jako 5w1, Maybelline poszło jeszcze o krok dalej i obiecuje aż 8 korzyści wynikających z zastosowania ich podkładu.

Opakowania są dość podobne - w obu przypadkach jest to miękka tubka średniej urody. Podkład z Maybelline jest zamknięty w zakręcanym opakowaniu o pojemności 30 ml.  Krem z Bielendy zamykany jest na zatrzask (dość solidny), kosmetyku w tubce znajdziemy 40 ml. Wydobywanie produktu z tych tubek jest proste, choć pewnie nie obejdzie się bez rozcinana opakowań jak kosmetyk będzie sięgał dna.
Pozostając w temacie opakowania - o ile opakowanie Dream Fresha trzyma się całkiem nieźle, tak z tubki z Bielendy strasznie szybko ścierają się napisy, co można zauważyć na pierwszym zdjęciu. Niby szczegół, ale jednak.
Teraz jedna z istotniejszych rzeczy - obietnice producenta. Jak wynika z samych nazw (5w1 czy 8w1) obie firmy obiecują sporo. Czy się z tego wywiązują? Spójrzmy.
Maybelline gwarantuje nam efekt naturalnego rozświetlenia (jest; krem nadaje skórze bardzo ładnego, naturalnego blasku), wyrównanie kolorytu (jest; krem w zasadzie TYLKO wyrównuje koloryt, o większym kryciu nie ma mowy), filtr SPF 30 (na składach się niestety nie znam, więc uwierzę na słowo), nawilżenie przez cały dzień (i tak i nie; formuła kremu rzeczywiście daje uczucie nawilżenia, które bardzo odpowiada mojej suchej cerze, ale nie wyobrażam sobie nie użyć zwykłego nawilżającego kremu - Dream Fresh jest dla mnie jednak zbyt mało odżywczy), korekcję niedoskonałości (nie do końca; kosmetyk ukryje niektóre niedoskonałości jak zaczerwienienia, przebarwienia, natomiast przy większych problemach z cerą nie ma co liczyć na cuda), nietłustą formułę (zgadza się - krem jest z gatunku tych lekkich, bardzo lubię jego konsystencję i formułę, nie za rzadki, nie za gęsty, nie zostawia po sobie tłustego filmu), widoczne wygładzenie (znów i tak i nie; twarz wygląda na gładszą, ale zmarszczek czy mocniej rozszerzonych porów ten produkt nie ukryje; na plus jednak to, że również ich specjalnie nie podkreśla)  i uczucie świeżości (jak najbardziej).
Z kolei Bielenda obiecuje podkreślenie efektu naturalnej opalenizny (owszem; krem podkreśla opaleniznę jeśli takową posiadamy, jeśli nie to ją nadaje), przywrócenie cerze naturalnego blasku i zdrowego odcienia (wg mnie to to samo co punkt pierwszy; krem sprawia, że skóra wydaje się być bardziej opalona, jednak jest to bardzo subtelny efekt, który można stopniować; co do blasku - wykończenie jest mniej rozświetlające niż w przypadku Dream Fresha, ale wciąż można je za takie uznać), delikatne przykrycie zmarszczek i niedoskonałości (zgadza się; krem kryje lepiej niż Dream Fresh, ale jego krycia nie można określić jako mocnego), intensywne nawilżenie (średnio; tutaj wygrywa Maybelline; Bielenda ma nieco inną konsystencję, jest jakby "piankowa", również nietłusta, ale zdaje się być mniej nawilżająca niż u Dream Fresha; z ciekawostek - podczas aplikacji mam wrażenie, że ten produkt jest podobny do Triple Solution z Lioele, rozsmarowując krem na skórze też można wyczuć jakby wydzielały się kropelki wody, jednak w mniejszym stopniu niż przy Lioele) oraz idealne wygładzenie (tutaj sprawa wygląda podobnie jak przy produkcie Maybelline; niby wygładza, ale szału nie ma).

Tutaj analizę pozostawiam Wam, ponieważ składy to nie moja działka, więc ciężko mi zawyrokować, który z nich lepiej się prezentuje. Oba sprawiają wrażenie dość długich ;)

Czynnik, który pewnie zainteresuje jasnoskóre czytelniczki - kolor. Krem z Bielendy występuje tylko w jednym odcieniu, Maybelline w Polsce udostępnia nam trzy (ja zdecydowałam się na środkowy - Light). Oba wydają mi się jasne, może dla kompletnych bladziochów będą zbyt ciemne, jednak osoby o umiarkowanie jasnej skórze powinny być zadowolone. Dream Fresh wpada w taki brzoskwiniowy odcień (bardzo podobny do Peach Sake Pore ze SkinFooda), jest to wg mojego oka odcień ciepły. Krycie jest bardzo lekkie, ale za to krem świetnie dopasowuje się do koloru naszej skóry, dawno nie miałam podkładu, który tak dobrze wtapiałby się w moją skórę. Na jesień planuję zakupić wersję jaśniejszą, ponieważ opalenizna schodzi ze mnie w błyskawicznym tempie.
Z kolei Bielenda to czysty beż, bardzo uniwersalny, minimalnie jaśniejszy od Dream Fresha i chłodniejszy. Jakbym miała porównać ten kolor do czegoś bardziej znanego to byłby to Infinite Matt z Catrice 010. Również dobrze dopasowuje się do cery, jednak tu trzeba wziąć poprawkę na to, że pozostawia po sobie ten odcień opalenizny, nie tyle ciemnieje na twarzy, co działa jak taki lekki krem brązujący (im więcej nałożymy warstw, tym mocniejszy będzie efekt).

Oba kremy należą do dość tanich - za Bielendę zapłaciłam 10 złotych, za Dream Fresha - 16 złotych.

Jeśli chodzi o podobieństwo do azjatyckich bebiszonów to tu na prowadzenie wysuwa się Dream Fresh. Powodów jest kilka - przede wszystkim wyższy filtr SPF, Maybelline ma SPF 30, a więc całkiem sporo, natomiast Bielenda jedynie SPF 15. Również wykończenie w przypadku kosmetyku z Maybelline bardziej przypomina to, które dają azjatyckie bb kremy - cera jest bardzo świetlista, ma taki naturalny blask (ciężko to opisać, skóra wygląda po prostu na rozświetloną bez użycia rozświetlacza, ale nie jest to jednocześnie efekt "tłustej skóry"). Jedyne co tutaj nie pasuje to bardzo lekkie krycie, wszystkie używane przeze mnie prawdziwe kremy bb kryły dość mocno, na tyle, że w przypadku większych niespodzianek nie musiałam używać korektora, poza tym z tego co kojarzę (jeśli kojarzę źle to proszę mnie poprawić) to te pierwsze azjatyckie bb kremy miały służyć do zakrycia i przyspieszenia gojenia się np. śladów po operacjach plastycznych itp. Ale to tak na marginesie.

Podsumowując - bardzo udane kremy tonujące. Nie potrafię wybrać tego, który pasuje mi bardziej, bo jednak dla mnie są zbyt różne. Początkowo nie polubiłam się z kremem Maybelline, jednak po kilku użyciach zaczęłam dostrzegać jego walory aż w końcu przepadłam. Właściwie to nie wiem czemu na początku tak się do niego zniechęciłam.

Na naszym rynku pojawia się coraz więcej kosmetyków tego typu, jednak pozostałe zdecydowanie mnie nie kuszą. Zarówno krem VitaCeric z Dr Irena Eris, krem bb od Eveline czy to nieszczęście, które wypuścił Garnier wydają mi się zbyt ciemne (z wymienionych jedynie eriski nie miałam okazji wypróbować). Myślę nad All-in-one BB Cream z The Body Shop, jednak nieco zniechęca mnie cena - za 60 złotych na ebayu można kupić na upartego dwa azjatyckie kremy bb.

Się rozpisałam...ciekawe czy ktoś dotrwał do końca :)))

Pozdrawiam,
Panna Joanna

79 komentarzy:

  1. nie używałam jeszcze kremów bb, ale miałam do czynienia z tonującymi, więc nie sądzę, ze różnica byłaby spora...:) obecnie testuję "brązującą" (czyli tonującą" Alterre:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ooo o Alterze zapomniałam, ale z nią miałam styczność dosć dawno i pamiętam w sumie jedynie, że dużo za ciemna była, to zresztą chyba nawet jest jakiś krem brązujacy czy coś :)

      Usuń
  2. ja się takich boję
    używałam japońskich i uwielbiałam,
    póki co używam minerałów, ale bb jeszcze mam w swojej kosmetyczce i pewnie kiedyś do nich wrócę ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma się co bać, to po prostu zwykły krem tonujący :)) Ale fakt, że z azjatyckimi nie ma porównania, zwłaszcza jak ktoś ma problemy z cerą

      Usuń
  3. Super porównanie, na pewno pomoże wielu czytelniczkom w dokonaniu wyboru. Po przeczytaniu recenzji skłaniam się raczej ku Maybelline, ze względu na większy wybór kolorów. Przyjrzę się testerom podczas najbliższej wyprawy do drogerii.

    Pozdrawiam i zapraszam na mojego bloga na parówki w cieście franuskim.
    http://mylavenderblog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te Dream Freshe mi się wszystkie 3 wydawały dość jasne, weź też poprawkę na to, że one się świetnie wtapiają :)

      Usuń
  4. Ja niestety skusiłam się na BB od Garniera kiedy ten wyszedł. Do firmy miałam zaufanie, bo ja dotąd się nie zawiodłam. Ale no właśnie, dotąd, bo ten konkretny BB zaszkodził mi okrutnie. Nabawiłam się przez niego potężnych zaskórników zamkniętych na czole, których dotąd się pozbyć nie mogę, mimo, że wyeliminowałam to okropieństwo z mojego makijażu wszelakiej natury. Zdecydowanie nie polecam, odradzam każdemu. Tym samym nie mam serca narażać mojej skóry na inne "cuda" tego rodzaju. Może na azjatycki się kiedyś odważę, bo o nich słychać dobre rzeczy, ale najpierw muszę dojść do ładu z własną skórą i coraz bardziej się boję, że bez pomocy dermatologa się nie obejdzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo kurczę, nie zazdroszczę...o Garnierze również nic dobrego powiedzieć nie mogę, wg mnie to jedna z gorszych propozycji tego typu na rynku ;/ Powodzenia w walce o zdrową skórę :)

      Usuń
  5. Fajne porównanie, Bielendę lubię a Maybelline nie testowałam... na razie jestem obstawiona tubkami BB które muszę zużyć :) bo szkoda wywalać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A pewnie, że tak, tym bardziej, że podkłady też wiecznie stać otwarte nie mogą :)

      Usuń
  6. ja jakoś nie lubie kremów bb, próbowałam kilku azjatyckich i żaden mnie nie zachwycił za bardzo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, każdemu pasuje co innego :)

      Usuń
  7. A ja jeszcze nigdy nie uzywalam bb, czas wyprobowac :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak w ogóle nie uzywałyście żadnych kremów bb to ja jednak proponuję zacząć od tych azjatyckich :)

      Usuń
  8. Ja dotrwałam :P Używam Maybelline i jestem z niego bardzo zadowolona :) Nie potrzebuję wydawania kilkudziesięciu złotych na drogie kremy BB bo ten w zupełności mi wystarcza:) Fajnie, że zrobiłaś takie porównanie :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ktoś ma ładną cerę to nie potrzebuje mocnego krycia, a co za tym idzie, taki krem tonujący (nazwany bb :)) w zupełności wystarczy :)

      Usuń
  9. mam Bielendę i całkiem ją lubię. Maybelline początkowo mnie zupełnie nie interesowało, ale teraz zaczynam się zastanawiać. No i jeszcze ten z Garniera do skóry tłustej! No cóż, muszę to przemyśleć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego Garniera do tłustej cery jestem ciekawa, bo ten "zwykły" to porażka. Teraz na wizażu można zgłaszać się do testów tego kremu :)

      Usuń
  10. Myślałam kiedyś o tym kremie BB od Maybelline, ale się waham, też kusi mnie ten z Garniera do mieszanej i tłustej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak jesteś go ciekawa to może zgłoś sie do testów na wizazu? Może akurat się uda :)

      Usuń
  11. I ja też należę do tych zadowolonych z Maybelline :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mialam probke tego z bielendy i sama sie zdziwilam ale spisywal sie on u mnie swietnie:))

    OdpowiedzUsuń
  13. Oba posiadam i lubię równie bardzo jak Ty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam niedawno Twoją recenzję :) U Ciebie na blogu zresztą pierwszy raz widziałam ten krem z Maybelline i od razu poleciałam po niego do sklepu ;)

      Usuń
  14. Bielendy nie używałam, ale według mnie krem z TBS jest lepszy od tego z Maybelline (choć jego też lubię) :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz ten TBS tym bardziej będzie mnie kusić ;)

      Usuń
  15. Muszę kiedyś wypróbować BB ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja mam Garniera i jestem z niego zadowolona. Pomimo, że bez opalenizny mam bardzo jasną cerę, ładnie się wtapiał i nie tworzył smug, wyglądał naturalnie, lekko rozświetlał. Jedno co mnie w nim drażni to fakt, że pozostawia efekt wilgotnej skry, który dość długo się utrzymuje. Ale i tak go lubię. Mam też tonujący krem z Ziaji Nuno, też jest fajny, choć trochę mniej nawilżający niż Garnier, ma też bardziej zbitą (pudrową w moim odczuciu) konsystencję. Teraz szykuje się na zakup kilku innych kremów tonujących, między innymi właśnie bielendy a także Ziaji Anno Doro (tak, to już ten wiek ;)). Na pewno pojawię się z recenzją :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj ja Garniera nie mogłam znieść...A tym kremem Anno Doro mnie zaciekawiłaś, nie wiedziałam nawet, ze Ziaja ma taki kosmetyk w swoim asortymencie, a na KWC widzę, że ma całkiem dobre opinie :)

      Usuń
  17. Fajne porównanie, tym bardziej, że masz też doświadczenie z azjatyckimi kremami BB. Ja używam BB kremu z L'oreal i jestem bardzo zadowolona, recenzja u mnie, jakbyś chciała zobaczyć, skoro myślisz, jaki krem tonujący/bb spróbować. Nude Magique wyglądem już całkiem przypomina krem tonujący, bo jest biało-szary z granulkami i dopiero na skórze zmienia kolor.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lecę czytać bo opis wydaje się całkiem ciekawy, chyba ostatnio gdzieś mi się obił o uszy ten krem :)

      Usuń
    2. W porównaniu z tym, co czytam o innych europejskich kremach BB, ten z L'oreal wydaje mi się jednym z najbardziej spełniających obietnice producenta. A ty podejrzałaś sobie u mnie? Jakie "wrażenia"? :)

      Usuń
  18. Nie lubię takich kosmetyków, bo u mnie się nie nie sprawdzają...

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja tam lubię prawie wszystkie kremy BB:P...

    OdpowiedzUsuń
  20. mnie jakos bb kremy w ogole nie przekonuja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też ;-) Szczególnie te, które są na polskim rynku, bo te azjatyckie będę mogła teraz trochę wypróbować :)

      Usuń
  21. Cały czas nie wiem, który krem BB wybrać.
    Cały czas się zastanawiam.

    OdpowiedzUsuń
  22. Akurat żadnego nie mam,ja porównuję Garniera z Eveline za jakiś czas napewno dam znać jak poszły testy

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja za rok na wakacje zaopatrzę się w Eveline, bo oni nie testują na zwierzętach. W przeciwieństwie do Meybelline

    OdpowiedzUsuń
  24. Mam pseudo BB Maybelline i jestem z niego bardzo zadowolona! Na upały ideał :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, tak jak ze mnie w takie ciepło jak ostatnio wszystko spływa, tak Dream Fresh tkwił praktycznie nienaruszony :)

      Usuń
  25. Dla mnie te wszystkie kremy BB są za ciemne i zbyt pomarańczowe... Jestem chyba naprawdę bladą osobą xd Ale cieszę się, że Tobie pasują ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A próbowałaś jakiś azjatyckich? Naprawdę można tam znaleźć coś jasnego :)

      Usuń
  26. Fajny post, w sumie oba te produkty mnie ciekawią, ale chyba bardziej już Bielenda, bo boję się tego rozświetlenia u Maybelline... (Po moich złych doświadczeniach z BB Garniera, po którym twarz wygląda jak wysmarowana tłuszczem :/)
    Natomiast od siebie mogę polecić VitaCeric Dr Ireny Eris - mam ten jaśniejszy, ładnie dopasowuje się do twarzy, wyrównuje koloryt, daje taki naturalny efekt i ładne, jakby satynowe wykończenie - nie świeci się, ale również nie jest to płaski mat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się ten VitaCeric wydawał bardzo ciemny, ale może dorwę gdzieś jakąś próbkę to się jeszcze do niego przekonam :)

      Usuń
  27. a ja dawałam tysiące szans Maybelline i nic to nie dawało:( kiepski i już

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie na początku też nie podszedł, ale potem jak się do niego przekonałam to cały czas był w użyciu :)

      Usuń
  28. dotrwalam do konca :) ja niestety wciaz nie jestem przekonana do tych powstajacych wszedzie kremow BB... jesiania moze zaopatrze sie za to w prawdziwego azjata :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Azjatyckie są naprawdę warte wypróbowania :)

      Usuń
  29. Powariowali z tymi kremami niby BB:) Nawet nie wiedziałam, że Bielenda też taki ma. Mam Maybelline i ok, ale kupiłam tylko tak dla testów, bo kocham mój BB z Lioele i te drogeryjne nic z tymi z Korei rzeczywiście nie mają wspólnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lioele testowałam, chyba nawet trzy różne :) A co do nazw - taka moda, jest popyt, to firmy korzystają, ale takie nazewnictwo trochę wprowadza ludzi w błąd, zwłaszcza jak ktoś nie miał styczności z azjatyckimi kremami bb

      Usuń
  30. jakoś do bielendy jestem nieufna. Miałam wielką ochotę na maybelline ale nie wiem czy na jesień się opłaca :D w sumie mam jeszcze podkłady do wykończenia :)

    OdpowiedzUsuń
  31. I nadal nie wiem na który się zdecydować ;). Na razie wykańczam Ziaję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ziajka tez fajna, ale dla mnie za ciemna była :)

      Usuń
  32. Mnie bardzo razi takie określanie kremów tonujących mianem BB kremów ;) Raczej się nie skuszę na żaden z nich, potrzebuję nieco większego krycia :) Ale pozytywnie zaskoczyły mnie przyjemne, jasne kolorki :)

    Porównałaś je w bardzo fajny sposób, to dobry pomysł ze wstawianiem 2 zdjęć po bokach każdej kategorii ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomysł na akurat takie porównanie przyszedł całkiem spontanicznie :) Pomyślałam, że fajniej będzie je porównać niż robić dwie osobne recenzje :)
      A jak potrzebujesz większego krycia to oba wyżej opisane raczej odradzam :)

      Usuń
  33. Widzę, że Maybelline jednak zbiera coraz to bardziej pozytywne recenzje, mimo początkowych, dość średnich opinii. Coraz bardziej mnie ciekawi! Bardzo fajny pomysł na porównanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Fakt, jestem już którąś z kolei osobą, która po początkowej niechęci polubiła się z Dream Freshem :)

      Usuń
  34. z zaciekawienie przeczytałam każde słowo tego wpisu - zwłaszcza, że na ostatnich zakupach stałam przed szafą Maybelline i zastanawiałam się nad tym kremem; Bielenda u mnie raczej słabo dostępna :-(
    tak sobie myślę, że już w tym roku daruje sobie zakup takiego kremu, porozglądam się za czymś na wiosnę - może do tej pory wymyślą coś ulepszonego ...
    dziękuję za ten wpis jest bardzo przydatny i na pewno nie raz do niego wrócę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bielenda to najpewniej w jakiś osiedlowych drogeriach, niesieciowych. Teraz to już faktycznie nie ma co inwestować, w koncu jesień i zima się zbliżają, a wtedy większość z nas się raczej przerzuca na bardziej treściwe podkłady ;)

      Usuń
  35. Ten z Maybelline mam i jakoś nie potrafię się z nim zaprzyjaźnić..

    OdpowiedzUsuń
  36. Zostałaś otagowana! :)
    http://mallene.blogspot.com/2012/08/tag-dzien-z-zycia-blogerki.html

    OdpowiedzUsuń
  37. nie miałam żadnego kremu BB, jednak strasznie mnie korci ;))

    OdpowiedzUsuń
  38. Maybelline nie miałam, ale ten z bielendy jest całkiem całkiem dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  39. mnie bardzo kusi krem z maybeline

    OdpowiedzUsuń
  40. Ooo bradzo przydatny wpis bo szukam właśnie takich informacji, bo nie wiem w co zainwestować.

    OdpowiedzUsuń
  41. O jakiegoś czasu myślę o tym z Bielendy i jak go gdzieś znajdę, to od razu kupię, bo wiem, że się nie zawiodę :) Dzięki za porównanie :)

    OdpowiedzUsuń
  42. mam odcień nr 1 erisowego BB kremu i jest dla mnie ok, ale faktycznie jaśniejszy kolorek mogliby zrobić :O

    OdpowiedzUsuń
  43. Hmm... Aż mam ochotę wypróbować ten Maybelline! :P

    OdpowiedzUsuń
  44. Ja wytrwałam do końca i powiem, ze bardzo dobrze się czyta tak rzetelna recenzję :)
    Bardziej chyba jednak przypadł mi do gustu ten z Maybelline chociaz po nismaku spowodowanym garnierem ciężko mi zaufac "BB"podróbie....
    Bardzo ciekawy blog dodaje do obserwowanych żeby byc na bieżąco :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  45. Na poziom SPF bym nawet nie patrzyła ani nie liczyła na ochronę.

    Mam Bielendę oraz Maybelline ale tak naprawdę wciąż waham się z ostateczną oceną. Dorzuciłam do nich Garniera dla skóry mieszanej/tłustej i ten ostatni wiedzie prym w ostatnim czasie.

    OdpowiedzUsuń
  46. nie było tak ciężko dotrwać do końca:)kremów BB nigdy jeszcze dotąd nie używałam, kiedyś miałam krem tonujący z Ziaji i ten odstraszył mnie dość skutecznie:(

    OdpowiedzUsuń

Proszę o nie zostawianie komentarzy typu "Zapraszam do mnie", próśb o dodanie do obserwowanych oraz podobnych służących autopromocji blogów czy stron personalnych.
Dziękuję bardzo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...