WoleProstoHeader

19 lip 2012

Zapach wczesnej młodości - emulsja do opalania Mirasol

Tak, tak dokładnie - okazało się, że jestem już na tyle leciwa, że kosmetyk, który niedawno wpadł w moje ręce, przypomniał mi swoim zapachem...moje lata młodości ;)

Emulsję do opalania dostałam już spory kawałek czasu temu - chyba nawet przed wakacjami. Dotrzymywała mi towarzystwa podczas łapania pierwszych promieni słonecznych czy na ostatnim wyjeździe, kiedy miałam szczęście wypoczywać przy 30-stopniowych upałach. Pewnie wiele z Was zdziwi, że emulsja ma filtr SPF 10 i oznaczona jest przez producenta jako ochrona niska - przy mojej jasnej karnacji wydawać by się mogło, że to zbyt słaby filtr. Wyjaśnienie jest proste - oprócz jasnej karnacji, mam też niesamowitego farta, bo opalam się na brązowo (na ciele, twarz przeważnie potrzebuje chwili aby ochłonąć), omijają mnie nieprzyjemności związane ze słonecznymi oparzeniami itp. Jedyne co czasem mi dokucza to pojawiającą się raz na jakiś czas wysypka (zwłaszcza na dekolcie) - wtedy wiem, że widocznie przegięłam i staram się chować przed słońcem.

Na twarz stosuję oczywiście wyższe filtry - latem są to 30 lub 50, zimą schodzę do 20-25. Filtry na ciało mogłabym sobie prawdopodobnie darować, jednak ciężko mi zignorować pojawiające się wszędzie doniesienia o szkodliwości słońca. Emulsja z Mirasolu miała mi docelowo zapewnić bezpieczeństwo podczas opalania oraz niwelować ewentualne nieprzyjemne skutki przebywania na słońcu. Czy spełniła swoje zadanie?

Moim zdaniem - jak najbardziej. Bardzo odpowiada mi jej formuła - jest to lekkie mleczko, które naprawdę szybko wchłania w skórę i nie pozostawia po sobie lepkiego czy tłustego filmu. Czuć, że skóra jest czymś posmarowana, ale zdecydowanie jest to przyjemniejsze uczucie niż przy gęstych, bielących, niewchłaniających się filtrach. Aplikację powtarzałam średnio do 2-3 godziny, zaufałam temu, że formuła jest wodoodporna i po wyjściu z wody czasami odczekiwałam aż minie właśnie ten czas od ostatniej aplikacji. Co zauważyłam? Skóra była miękka, nawilżona, jakby lekko błyszcząca. Zdarzało mi się spędzać całe dnie na słońcu i nie odniosłam żadnych "obrażeń" typu spieczenie czy wysypka. Nawet skóra na ramionach, która czasem lubiła być początkowo zaczerwieniona, dość szybko ładnie zbrązowiała. Odnotowałam też coś co bardzo mnie cieszy (choć nie jestem do końca pewna czy to akurat zasługa tego mleczka) - z reguły opalenizna schodziła ze mnie w tempie ekspresowym, teraz mam wrażenie, że utrzymuje się zdecydowanie lepiej. Nie jestem co prawda opalona do jakiegoś niewyobrażalnie ciemnego koloru, jednak ten lekki, czekoladowy/oliwkowy odcień skóry, wciąż się na niej utrzymuje.Muszę też wspomnieć o zapachu bo ten, choć nie potrafię go opisać, zdecydowanie mnie urzekł. Pachnie w zasadzie typowo jak podobne do niego produkty, jednak wyczuwam w nim nutkę wakacji, które jako mała dziewczynka, spędzałam z rodzicami nad morzem :)
Opakowanie to butelka mieszcząca 200 ml produktu, zamykana na zatrzask. Dość poręczna, zamknięci zdaje się być solidne. Wydajność oceniam jako średnią - niemniej jednak stosowałam tę emulsję na całe ciało i to powtarzając aplikację co kilka godzin, więc nie ma siły aby starczyło na długo. Cena to około 12-13 złotych.

Podsumowując - z pewnością nie jest to kosmetyk dla osób z jasną karnacją, którym słońce robi krzywdę, ochrona na pewno będzie zbyt słaba. Polecić mogę go natomiast osobom, które opalają się bez problemów, z ciemniejszą karnacją i większą odpornością na poparzenia słoneczne. Mnie przypadł do gustu, nie wiem co prawda czy kupię go ponownie, ponieważ na chwilę obecną nie szykuje mi się żaden wyjazd (praktyki ;/), ale będę o nim pamiętać na przyszłość.

Firma Mirasol ma w swojej ofercie również emulsje do opalania z wyższymi filtrami (do 50 włącznie), więc osoby potrzebujące mocniejszej ochrony również znajdą coś dla siebie.

A Wam jak mijają wakacje? Używacie filtrów małych i dużych?:)

Pozdrawiam,
Panna Joanna

8 komentarzy:

  1. Ja zazwyczaj ciało smaruję baardzo małymi filtrami, za to twarz obowiązkowo conajmniej "dwunastką" :) wolę, jak się opala bardzo wolno i naturalnie

    dodaję do obserwowanych, pozdrawiam :*
    http://makiazas23.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 12 na twarz to dla mnie trochę mało, za to na ciało jak najbardziej :)

      Usuń
  2. Zdarza się, że i 10-tką się posmaruję ;p ale w tym roku postawiłam na większe filtry - cały arsenał, czyli 20-tka, 30tka i 50-tka , czeka razem ze mną na wakacyjny wyjazd ;D
    Z tą opalenizną mam podobnie jak Ty: ciało zwykle na brązowo(poza małymi wyskokami z mojej strony, kiedy zdecydowanie za długo leżakuje na słońcu), ale twarz niekoniecznie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyli znowu w czymś jesteśmy podobne :D ze mną pojechały 10, 30 i 50 :) a na miejscu miałam jeszcze 15, znajomi się śmiali, że aż taki wybór :)

      Usuń
    2. Ach te podobieństwa ;D
      Duży wybór zawsze spoko ;)

      Usuń
  3. Ja wolę małe filtry .. ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja na twarz używam większego filtra, ponad 30 :) jednak na ciało, tylko 6 SPF :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja młodość pachniała kremem bambino :D
    Ostatnio smaruję się 50, gdy wychodzę na mocne słońce a i tak mam opalone nogi :o

    OdpowiedzUsuń

Proszę o nie zostawianie komentarzy typu "Zapraszam do mnie", próśb o dodanie do obserwowanych oraz podobnych służących autopromocji blogów czy stron personalnych.
Dziękuję bardzo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...