WoleProstoHeader

8 maj 2012

Odkopane po kilku miesiącach - FlosLek

Też tak czasem macie, że do Waszej kosmetyczki trafia jakiś kosmetyk, zapominacie o nim na długie tygodnie (czy nawet miesiące) by potem sobie o nim przypomnieć i dojść do wniosku "hmm...czemu ja tego właściwie nie używam, przecież to bardzo fajny kosmetyk"? Mi zdarza się to notorycznie, zwłaszcza w przypadku kosmetyków pielęgnacyjnych. Nie inaczej było i tym razem gdy skończył się mój żel micelarny z Biedronki i szukałam w łazience czegoś, czym mogłabym zmyć makijaż. Moje spojrzenie zatrzymało się na mleczku do demakijażu z FlosLeku. A, że ja mleczek do demakijażu wprost nie cierpię, panicznie zaczęłam rozglądać się za czymś innym - niestety bez skutku. Zrezygnowana otworzyłam ww mleczko, nalałam na waciki, przetarłam ślepia z miną, która bez wątpienia wskazywała na to, że nie jestem w tej chwili najszczęśliwsza. Jakież było moje zdziwienie gdy mina stopniowo zaczęła mi się rozpogadzać, makijaż w czarodziejski sposób zniknął w dosłownie kilka sekund, bez pocierania, bez wciskania powiek w tył czaszki, a skóra twarzy po całym tym "zabiegu" nie była lepko - śliska/pomleczkowa! Ze zdziwieniem przeczytałam jeszcze raz etykietę na butelce by przekonać się czy aby na pewno to jest mleczko i czy aby na pewno do demakijażu i czy ja aby przypadkiem kiedyś nie wlałam do tejże butelki jakieś środka zastępczego. No i okazało się, że nie. 


Jak widać na powyższym zdjęciu, mleczko pochodzi z serii Happy per aqua - serię znam i lubię, ale jednak po tym mleczku (i wszystkich innych mleczkach) cudów się nie spodziewałam.
Na stronie producenta znajdziemy taki opis tego produktu:
"Przeznaczone do zmywania skóry normalnej. Skutecznie usuwa makijaż twarzy i oczu oraz inne naturalne zanieczyszczenia, daje uczucie odprężenia i odświeżenia.
Skóra po użyciu mleczka jest gładka, przyjemna w dotyku, odświeżona
o ładnym, naturalnym kolorycie.
Dzięki zawartości oleju z róży górskiej, witaminy E, allantoiny i wyciągu z algi zielonej (Enterpmorpha Compressa) mleczko działa bodźcowo na procesy naprawcze skóry."

Skład:
Ingredients (INCI): Aqua, Paraffinum Liquidum, Glycerin, Stearic Acid, Cetyl Alcohol, Propylene Glycol, Enteromorpha Compressa Extract, Triethanolamine, Imidazolidinyl Urea, Tocopheryl Acetate, Rosa  Canina Fruit Oil, Parfum Methylparaben, Allantoin, Propylparaben

Przyznaję bez bicia - moje pierwsze bliższe spotkanie z tym kosmetykiem było podyktowane koniecznością, ale po po tym pierwszym użyciu z przyjemnością zużyłam je do samego końca. Naprawdę świetnie usuwa makijaż, nie trzeba się przy tym jakoś specjalnie namęczyć, skóra jest oczyszczona, delikatnie nawilżona, nie jest ściągnięta czy podrażniona, mleczko nie szczypie w oczy ani nie sprawia, że "zachodzą mgłą".
Opakowanie jest bardzo poręczne - mleczko zamknięte jest w dość twardej butli o pojemności 150 ml, zakończonej solidnym zamknięciem. Wydajność określiłabym jako bardzo dobrą - wystarczy dosłownie odrobina nałożona na wacik aby pozbyć się makijażu. Przy codziennym stosowaniu mleczko skończyło mi się bodajże po 1,5-2 miesiącach. Nie miałam też problemów aby wydobyć kosmetyk przy końcówce użytkowania - wycisnęłam z niego wszystko do ostatniej kropli.
Konsystencja mleczka nie odbiega pewnie jakoś specjalnie od konsystencji innych produktów tego typu, jednak inne mleczka, których do tej pory miałam okazję używać były zdecydowanie mniej komfortowe w użyciu. Nie wiem na czym to dokładnie polega i ciężko mi to opisać, ale nie raz i nie dwa po użyciu mleczka miałam ochotę natychmiast umyć twarz wodą. Tutaj takiego czegoś nie odczuwam, mleczko to nie jest oczywiście ostatnim etapem w mojej wieczornej rutynie demakijażowo - oczyszczającej, ale nie rzucam się panicznie pod kran po jego użyciu.
Zapach również bardzo przypadł mi do gustu - to co prawda sprawa drugorzędna, ale kosmetyki z serii Happy per aqua pachną naprawdę przyjemnie.

Podsumowując - wg mnie świetny kosmetyk, z pewnością jeszcze do niego wrócę. Jego cena to około 17 złotych.

Kolejny odkopany ostatnio kosmetyk to ponownie produkt z firmy FlosLek - tym razem mowa o Rodzinnym kremie aloesowym do twarzy i ciała.


Krem ten jednak świadomie odłożyłam na półkę na dłuższą chwilę ponieważ wcześniej używałam innej wersji tego kremu - Rodzinny krem pielęgnacyjno - ochronny do twarzy i ciała i jakoś specjalnie za nim nie przepadałam. Nie był zły, ale jakiegoś wielkiego efektu "wow" we mnie nie wywoływał. Niedawno jednak skusiłam się na przetestowanie aloesowej wersji tego kremu i nie żałuję. Jak dla mnie mimo, że kremy są z tej samej serii i spodziewałam się po nich podobnych efektów - dzieli je przepaść.

Info od producenta:
"Delikatny krem o lekkiej konsystencji do codziennej  pielęgnacji  skóry. Dla całej rodziny.
Bogaty w oleje roślinne i delikatne substancje natłuszczające, które odżywiają  i odbudowują skórę oraz wzmacniają jej barierę ochronną. Wyciąg z Aloesu koi i łagodzi. Krem ogranicza utratę wody z naskórka. Doskonale się rozprowadza i szybko wchłania. Wydajny.

• intensywnie i głęboko nawilża
• łagodzi uczucie napięcia
• pozostawia skórę miękką i delikatną
• przywraca naturalne pH skóry"


Skład wersji aloesowej:
Ingredients (INCI): Aqua, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Isopropyl Palmitate, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Glyceryl Polymethacrylate, Glycerin, Aleuritic Acid, Faex, Glycoproteins, Propylene Glycol, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Carbomer, Panthenol, Tocopheryl Acetate, Dimethicone, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Triethanolamine, Parfum, DMDM Hydantoin, Iodopropynyl Butylcarbamate, Methylparaben, Propylparaben, Disodium EDTA, Butylphenyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal, Limonene

I dla porównania skład wersji "normalnej":
Ingredients (INCI): Aqua, Paraffinum Liquidum, Ethylhexyl Stearate, Octyldodecanol, Isopropyl Myristate, Glycerin, Polyglyceryl-3 Diisostearate, Synthetic Beeswax, Cera Alba, Glyceryl Oleate, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Propylene Glycol, Zinc Stearate, Stearoxy Dimethicone, Magnesium Sulfate, Panthenol, Tocopheryl Acetate, Parfum

Krem ma *bardzo* przyjemną konsystencję - jak pomieszanie jogurtu z bitą śmietaną ;) Jest bardzo lekki, świetnie się wchłania, ale jednocześnie wyraźnie nawilża i pielęgnuje. Nie zostawia na skórze tłustego filmu, a po jego użyciu skóra jest miękka i taka...błyszcząca? Używam go po depilacji - świetnie łagodzi podrażnioną skórę, ale równie często sięgam po niego również w innych sytuacjach - przed wyjściem z domu, gdy nie mam czasu czekać aż balsam czy krem się wchłonie, wieczorem, w ciągu dnia. Ostatnio zaczęłam używać go również do twarzy i tu też mnie nie rozczarował - nie zapchał, nie podrażnił. Co prawda w przypadku mojej suchej skóry, do twarzy potrzebuję mocniejszego nawilżacza, ale nie przeszkadza mi to po niego sięgać, gdy moja cera ma mniej kapryśne dni.
Zapach tego krem jest bardzo orzeźwiający, lekko owocowy, świetnie się go używało podczas ostatnich upałów (również na nieco spieczoną skórę) :)
Opakowanie jest w zasadzie identyczne jak to z wersji "normalnej", jedynie kolorystyka jest inna. Zakręcany, plastikowy słoik o pojemności 250 ml. Wydajność świetna - o ile masła np. Biedronkowe czy z TBS znikają stosunkowo szybko z dość podobnych opakowań, tak tutaj konsystencja robi swoje i kremu nie zużywa się dużo. Obecnie dość mocno go eksploatuję, więc powoli zbliżam się do dna, ale będzie to chyba kosmetyk, po który pognam jak tylko mi się skończy - na lato będzie idealny!
Cena - około 16-17 złotych.

Znacie któryś z tych kosmetyków?

Pozdrawiam,
Panna Joanna

13 komentarzy:

  1. Nie znam, ale usmialam sie z Twojej mleczkowej przygody i tej miny :)
    Ja mam wrazenie, ze mleczka sa dla mnie zbyt geste... pewnie chodzi nam o to samo, a ten floslek brzmi niezle! pomysle, czy go nie kupic :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Staram się nie odkładać kosmetyków na później a jeżeli już to tylko te kiepskie ale i tak zazwyczaj do nich wracam, żeby je wykończyć. Mam natomiast spore zapasy i czasami jak zużyję jakiś średni albo kiepski kosmetyk i sięgam po kolejny, który okazuje się świetny to się zastanawiam czemu wcześniej go nie używałam.

    OdpowiedzUsuń
  3. wszędzie ciekła parafina, feeeee :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w kremiku nie :P
      a mleczko i tak zmywam z twarzy w dalszych etapach mycia więc wybaczam mu ten haniebny składnik :D

      Usuń
  4. ja ostatnio odkryłam "ponownie" pomadkę i też ponownie się w niej zakochałam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Też nie przepadam za mleczkami. A za Happy per aqua nie złapałabym się nawet w sytuacji podbramkowej, po tym jak mnie uczulił balsam z tej serii :/

    OdpowiedzUsuń
  6. Z serii Happy Per Aqua miałam tonik. Zapchał mnie haniebnie:P Prawdopodobnie wina gliceryny:(

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo lubię tą firmę :)
    http://www.magdaikosmetyki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. ja mam tak z mnostwem kosmetykow,czasem sa to zwykle kredki czasem jakis cien w paletce np ze sleeka. kobieta zmienna jest :D ps. dodaje Cie do obserwowanych poniewaz jest u Ciebie swietnie! wpadnij tez do mnie i jesli Ci sie spodoba milo mi bedzie jesli rowniez zostaniesz moja obserwatorka :)

    OdpowiedzUsuń
  9. a u mnie konkursik Flos-Lek :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja z Floslekiem nie mialam nigdy nic wspólnego sama w sumie nie wiem jak to się stało?:)
    Zostałaś otagowana http://wonderwoman87.blogspot.com/2012/05/tag-od-asi.html

    OdpowiedzUsuń
  11. też go mam i odczucia mam te same , kilka razy próbowałam ale jakos nie lubię mleczka także leży na półce:/

    OdpowiedzUsuń

Proszę o nie zostawianie komentarzy typu "Zapraszam do mnie", próśb o dodanie do obserwowanych oraz podobnych służących autopromocji blogów czy stron personalnych.
Dziękuję bardzo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...