WoleProstoHeader

15 mar 2012

Wszyscy shredują, shreduję i ja :)

Z Autocadem się nie uporałam, tzn. uporałam się ale tylko częściowo, na resztę nie mam siły, ochoty, weny ani ogólnie niczego innego. Przerwa więc z pewnością świetnie mi zrobi (tiaa...jasne - jak skończę pisać posta, to pewnie zalegnę na wyrku i zasnę aż miło) i przeznaczę ją na posta, którego obiecałam Wam w poprzedniej notce.


Jak pewnie większość z Was się domyśliła tematem owej notki będą...tamdamdadam....ćwiczenia. A konkretnie program Jillian Michaels "30 Day Shred". Wszystko zaczęło się rzecz jasna od Urban, która w TYM poście opisała swoje wrażenia z tego właśnie programu ćwiczeń. Pomyślałam sobie - tylko 30 minut dziennie? Przez 30 dni? I jeszcze do tego wszystkiego widać efekty? Wchodzę w to!
Przyznaję bez bicia - moja figura idealna nie jest, wręcz przeciwnie, ma sporo mankamentów, które wynikają głównie z braku ruchu. Ruch kończył się powoli - w liceum trenowałam siatkówkę i cotygodniowy kilkugodzinny trening miał zbawienne działanie na moje ciało (mimo, że po takiej dawce ruchu czasem aż ciężko było wejść do wanny), potem liceum się skończyło i przyszły studia i tu już byłam zdana na siebie. A, że należę raczej do leniwych osób jakoś specjalnie mi się do tego ruchu nie paliło. Oczywiście nie było też tak, że cały dzień leżałam do góry brzuchem, nic z tych rzeczy - po prostu poza spacerami, wbieganiem na 4 czy 5 piętro na uczelni żadnej dyscypliny sportowej zasadniczo nie uprawiałam. Potem dodatkowo pojawił się problem w postaci skręconego kręgosłupa, z którym nawiasem mówiąc mam problemy (natury technicznej ;]) i znów jakoś ten wysiłek fizyczny, który mógłby uchronić me ciało przed sflaczeniem, uciekł. Owo sflaczenie to chyba ta moja największa udręka, jakiś pokaźnych skoków na wadze nie zanotowałam, we wszystkie ciuchy się mieszczę, choć mam takie spodnie, że jak zapiąć  to tylko na wdechu ;) 30 Day Shred wydało mi się więc idealnym pomysłem na zadbanie o swoje ciało, w końcu co to jest 30 minut dziennie?


Obejrzałam sobie jak wygląda Level 1 - ćwiczenia wydawały się stosunkowo proste.


Wyciągnęłam kalendarz zanotowałam, w którym dniu startuję i....zaczęłam.


Cel był prosty - wytrwać i się nie poddać. Oprócz tego wprowadziłam też w życie dietę (co proste nie było, bo ja ogólnie odżywiam się dość zdrowo i w normalnych ilościach) - opierającą się głównie na zasadzie MŻ czyli popularne mniej żreć. Odstawiłam to co niezdrowe (przestałam pić kawę/herbatę, używać soli, cukru), zaczęłam większą uwagę przywiązywać do tego co jem - warzywa, owoce, gotowane a nie smażone itd. Oprócz tego wprowadziłam sobie kompletny nakaz picia jednej 1,5 litrowej butelki wody dziennie. Do tego było mi przywyknąć najciężej bo do tej pory nałogowo wręcz piłam słodką herbatę i woda była dla mnie zwyczajnie bez smaku (Asia odkrywca :P). Po kilku dniach wlewania w siebie wody, napiłam się herbaty i stwierdziłam, że mi nie smakuje! Nie byłam w stanie ugasić pragnienia słodką herbatą, wydawała mi się przede wszystkim za słodka (lol) i tak zaczął się mój romans z wodą mineralną, którą od tamtej pory spożywam z przyjemnością.

Na jakim jestem etapie? Dzisiaj skończyłam Level 1 - za mną 10 dni ćwiczeń i tej pseudo diety. Poprawę już widzę, drobną, ale zauważalną :) Przede wszystkim pozbyłam się wody zalegającej w organizmie co wnioskuję po tym, że brzuch mimo, że nie jest płaski (o mięśniach na razie nawet nie wspominając), to nie jest też wzdęty.
Dobrych nawyków żywieniowych się trzymam dzielnie, choć staram się nie popadać w paranoję licząc każdą kalorię i odmawiając sobie przyjemności raz na jakiś czas. Na ten przykład w sobotę z racji imprezy, z pewnością będę spożywać alkohol w wersji zielonego piwa (dzień świętego Patryka) i nie będę mieć z tego powodu wyrzutów sumienia. A co z ćwiczeniami? Już opowiadam, uzbrójcie się w cierpliwość, bo opowieść to będzie długa.

Przede wszystkim, mój główny argument mówiący o tym, że to tylko 30 minut dziennie, dość szybko mogłam odłożyć w kąt. Dlaczego? 30 minut trwają ćwiczenia, ale oprócz tego potrzebne jest co najmniej dodatkowe pół godziny żeby się po tych ćwiczeniach ogarnąć. Mam na myśli prysznic i dojście do siebie. W pierwszy dzień, samo wykonywanie ćwiczeń zajęło mi rzecz jasna 30 minut, kolejne 15 minut spędziłam na podłodze, leżąc na macie i zastanawiając się czy nie wezwać pogotowia, potem 15 minut w wannie i po około kolejnych 30 minutach moja twarz z koloru pięknej, dorodnej purpury stała się  na powrót normalna. Nie ma się co oszukiwać - dla osoby o słabej kondycji te ćwiczenia będą męczące (piszę to z własnego doświadczenia). Ja po 10 minutach była już cała spocona, moje mięśnie chciały mnie wykolegować, a na drugi dzień miałam takie zakwasy, że ledwo chodziłam. Najtrudniejszy okazał się dla mnie dzień drugi bo nie dość, że kondycja wciąż była marna to jeszcze do tego dochodziły te nieszczęsne zakwasy, które wcale nie ułatwiały sprawy. Ale wzięłam się w garść i przetrwałam. Z każdym dniem było coraz lepiej - nie męczyłam się tak szybko, nie musiałam robić sobie przerw, nie popijałam w trakcie wody jak wściekła, nie zerkałam "ile jeszcze? ile jeszcze? ILE JESZCZE?!". Pod koniec przestałam ćwiczyć z Anitą, a zaczęłam z Natalie (dla niewtajemniczonych - na filmiku Anita wykonuje łatwiejsze, zmodyfikowane wersje niektórych ćwiczeń, natomiast Natalie się nie oszczędza), byłam w stanie wytrwać od początku do końca bez żadnych przerw, owszem męczyłam się, ale dopiero pod koniec, rodzice przestali słyszeć dyszenie, sapanie przemieszane z przekleństwami dobiegające z mojego pokoju ;)
Dzisiaj wpisałam do kalendarza magiczną 10 i od jutra przechodzę na Level 2! Nieskromnie powiem, że jestem z siebie dumna :D

Dla niezorientowanych, ale zainteresowanych - kilka zasad, na których opiera się cały program. Jak sama nazwa wskazuje jest to program 30 - dniowy, obejmujący trzy poziomy trudności - levele. Każdy z nich trwa po 10 dni. Ćwiczenia obejmują trzy obiegi (Urbanku ja też nie wiem jak te cirquit przetłumaczyć :P) - strength, cardio i abs. Na początku oczywiście jest krótka rozgrzewka, następnie po kolei lecą - ćwiczenia siłowe, cardio (ćwiczenia przyspieszające nasze tętno), ćwiczenia na mięśnie brzucha i od nowa. I tak jakieś 3 razy jeśli się nie mylę. 3 minuty ćwiczeń siłowych, 2 minuty cardio i 1 przeznaczona na ćwiczenia abs. Warto słuchać co w międzyczasie opowiada autorka - Jillian. Mówi ona między innymi jakich błędów nie popełniać, zwraca uwagę na szczegóły. Do tego ma taką dość motywującą gadkę. Tłumaczy dlaczego ćwiczenia wyglądają tak, a nie inaczej - możemy się dowiedzieć między innymi o skuteczności ćwiczenia jednocześnie dużych mięśni z małymi mięśniami (typu ramiona i nogi np.). Ogólnie babeczka robi to, co powinien robić dobry trener i chwała jej za to, choć pewnie takiej nauczycielki w - fu bym się bała ;)


Podsumowując - dla mnie te ćwiczenia to idealne rozwiązanie, mogę ćwiczyć w domu, nic mnie to nie kosztuje, nie zabiera dużo czasu i co najważniejsze - działa. Mało tego, ja te ćwiczenia po prostu polubiłam, nie wyobrażam już sobie dnia bez tego wysiłku, zaczęło mi to sprawiać frajdę, jestem ciekawa co będzie dalej, nie nudzę się. Spodnie, o których wspominałam (zapinanie na wdechu), mogę już zapiąć całkiem normalnie. Co dla mnie ogromnie istotne - te ćwiczenia nie obciążają mi kręgosłupa.
Z uśmiechem na mordce wkraczam w poziom 2, który podobno jest hardcorowy i nie mogę się doczekać. Po jego ukończeniu z pewnością zdam relację.


Dzięki Urban - to w dużej mierze dzięki Tobie!:))))

Pozdrawiam i wracam do tego nieszczęsnego Autocada,
Panna Joanna

57 komentarzy:

  1. zycze powodzenia i wytrwalosci :) ja tez szykuje odnowe wiosenna, powroce na silownie i znow zaczne notowac to co jem- fantastycznie pozwala pilnowac jadlospisu!


    buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wytrwałość się mam nadzieję w końcu we mnie obudziła :) a z tym notowaniem to niegłupie ;)

      Usuń
  2. Ja zapędu do ćwiczeń nie mam i chyba już nigdy tego nie polubię. Ale od 2 stycznia chodzę do pracy na pieszo (zajmuje mi to kolo 25 minut w jedną stronę) i jak na mnie, to już ogromny wysiłek. Trzymam kciuki za efekty:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też tak myślałam, a teraz się wkręciłam :)))
      dziękuję za kciuki, przydadzą się :)

      Usuń
  3. ja zaczynam od poniedziałku! (oby...) :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak samo się czułam po pierwszym razie dobrze ze nie umarłam bo nie pomyślałam żeby się z kimś pożegnać ;p i takie same zakwasy, jestem co prawda po 7 treningu ale jeszcze zostaly minimalne zakwasy ;)
    Powodzenia w kolejnym levelu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobre :D:D no ja minimalne zakwasy nadal miewam, ale to pikuś w porównaniu z tym co było na początku :)

      Usuń
  5. trzymam kciuki! :) ja nie mam się czym chwalić w tej kwestii, no może poza tym, że od 3 dni nie jem słodyczy(który to już raz ;), a z ćwiczeniami ciekawy pomysł, może wreszcie bym wytrwała, spróbuje,a co mi tam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. polecam :) ja z żadnymi ćwiczeniami nie zostałam na dłużej a tu czuję, że dłuższa przygoda się zapowiada :)
      słodycze to złoooo :D

      Usuń
  6. no to mnie zmotywowałas! gdybym nie była padnięta po siłowni zaczęłabym już teraz natychmiast, ale najpierw zaczne od butelki wody i sprobuje razem z Toba
    jak padne wezwe pogotowie ;-)
    bardzo podoba mi sie sposob w jaki piszesz, usmialam sie, przeczytalam chlopakowi i bedziemy pic wodde i cwiczyc :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak tak, telefon polecam trzymać pod ręką na wypadek gdyby to pogotowie jednak było potrzebne :D
      miło mi, że zachęciłam Was do picia wody, wszyscy pijmy wodę, w wodzie siła :D

      Usuń
  7. Ja również zaczęłam ćwiczyć Shred dzięki Urban i dziś wykonuję 2 dzień levelu 3 :P i Powiem, że według mnie najtrudniej jest na poziomie 1, później na 3 a najłatwiejszy jest 2 :P Każdy ma inne odczucia. Wszystkie dni opisuję na swoim blogu " Moja przygoda z 30 day shred" więc zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja wczoraj zaczęłam ten drugi level i już mi się podoba, choć wysiłek wg mnie trochę większy niż na pierwszym, ale za to ćwiczenia ciekawsze :)

      Usuń
  8. ja tez po pierwszym dniu mialam takie zakwasy:))a jak mi serducho walilo ojjjj

    OdpowiedzUsuń
  9. Powodzenia! Ja dziś zaczęłam 1 dzień i jestem przepełniona entuzjazmem, tylko mięśnie dają mi się we znaki i jutro może mi być ciężko... Ale mam nadzieję, że podobnie jak u Ciebie, kryzys dnia drugiego minie i potem będzie już tylko lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. będzie dobrze zobaczysz :D najgorzej zacząć, potem już z górki :)

      Usuń
  10. Brzmi bardzo ciekawie, może się zmobilizuję :) Po zumbie zaczęłam chodzić na basen (i nawet w nim pływać, a nie tylko się wylegiwać w jacuzzi ;)), ale w domu też by się przydało poćwiczyć, coby brzuszysko nie przywodziło na myśl 3 miesiąca ciąży ;)
    Pozdrawiam, Yenn

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha ja na basenie byłam dzisiaj i sumiennie pływałam w tą i z powrotem, sporo przerw musiałam robić bo jednak łapy mam słabe, ale zawsze było tylko w tą, z powrotem i do jacuzzi :D
      a ćwiczenia gorąco polecam, nie zajmują dużo czasu, poza tym zawsze można spróbować, może akurat przypadną Ci do gustu?:)

      Usuń
    2. hm, mam niedzielę na zebranie się w sobie i start od poniedziałku ;)

      Usuń
  11. Supeeer ! :) Gratuluję i czekam na kolejne sukcesy :) Ja się wezmę za shreda chyba dopiero po powrocie z polski czyli ok 2 kwietnia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to trzymam kciuki i życzę powodzenia :)

      Usuń
  12. o proszę, gratulacje ;-) ja nie shreduję, bo mam swój indywidualny program, ale wszystkim shredującym życzę powodzenia, no i kciuki też trzymam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. grunt to się nie zniechęcać i trzymać określonego planu :) Trzymam kciuki ;)
    dieta MŻ, to rzeczywiście najlepsze wyjście ;D nie ma co popadać w paranoje, hehe. Ja też postanowiłam poczynić pewne działania przygotowujące do wiosny/lata... na razie minął tydzień i czuję się świetnie, a co będzie dalej: zobaczymy ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to Tobie również powodzenia życzę :)

      Usuń
  14. Widzę, że mamy podobne odczucia ;) Wiem, że wytrwam do końca (choć mój koniec będzie później, bo zmodyfikowałam sobie ten program) i że Ty też dasz radę :) Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki :) i daj znać jak tam to po drugim levelu :)

      Usuń
  15. wow, no to życzę wytrwałości :)
    ja tak samo miałam jeśli chodzi o aktywność fizyczną - jeszcze póki chodziłam do szkoły, to jakie by te zajęcia w-fu nie były, ale jednak jakiś ruch miałam.... potem studia to już tylko spacery i latanie po schodach w poszukiwaniu odpowiedniej sali czy jakiegoś psorka ;)
    a teraz to już w ogóle zero... a motywacja na poziomie ujemnym ;) wiele razy próbowałam coś ćwiczyć, ale góra dwa tygodnie i koniec mobilizacji... może spróbuję tego? a nuż się wkręcę ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to miałam dokładnie tak jak Ty :D widać nie jest to rzadki problem :P
      wkręcaj się wkręcaj, trzymam kciuki :)

      Usuń
  16. moj chlopak ma chyba kursy autocada, moge ci podeslac, sama sie z nich uczylam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki za dobre chęci, ale ja cada obsługiwać umiem tylko mi się nie chce :D leniwa jestem po prostu :D

      Usuń
  17. Ja jestem przy końcówce 2 lvlu... Wczoraj wróciłam po chorobie i prawie padłam na pyszczek. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja wczoraj zaczęłam drugi level i się tak ledwo ledwo z podłogi zebrałam :D

      Usuń
  18. Ja też mam absolutne zero ruchu, i zabieram się za Shreda niemrawo, póki co skompletowałam sprzęt ale ciągle jakieś wymówki wynajduję :P Np. jestem chora :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to zdrowia w takim razie i do roboty!:)

      Usuń
  19. Bomba :D:D:D Ciesze sie, ze szred zawladnal blogosfera :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No chyba też zacznę... Choć ćwiczę raz w tygodniu 1,5 h aerobiku i teraz będę poruszać się na mojej ukochanej, czerwonej damce, to mam ochotę zrzucić niepotrzebne kilogramy na lato i czuć się swobodnie :)

      Usuń
    2. Urbi - no mówię, wszystko przez Ciebie :D ale baaaardzo Ci za to wdzięczna jestem :D nawet korzystam z Twoich śniadaniowych patentów :D

      Usuń
  20. powodzenia! ja po tym poście Urban ruszyłam tyłek na siłownię, bo miejsca w domu na te wygibasy niestety nie mam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja miejsca tez mam średnio, ale jak porozsuwam co się da to daje radę :D

      Usuń
  21. kochana, jestem w połowie drugiego levelu, naprawdę widać efekty. U siebie na blogu napisałam nawet ile mi zeszło cm z poszczególnych partii ciała :) super! pozdrawiam i życzę wytrwałości!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. idę pooglądać :D może jeszcze większej motywacji dostanę :D

      Usuń
  22. Panno Joanno, z fragmentu dot. pogotowia śmiałam się dobre kilka minut, aż przeczytałam mężowi, na co on się spytał "to co to za ćwiczenia???" robiąc wielkie oczy. Ale przekonałaś mnie! I ja dam się ponieść tej manii, niech tylko zejdzie ze mnie zmęczenie antybiotykowe i ruszam. Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pozdrów męża :D Panie mężu - te ćwiczenia są naprawdę dość męczące, proszę się nie śmiać ze mnie!:P
      dezemko - powodzenia :)))

      Usuń
  23. Przeczytalam post i poczatek praktycznie jakby o mnie! :)) Jestem totalnie leniwa, zero ruchu od czasow wf w szkole! Wiec kondycja tragiczna :P Wszystkie sie za to bierzecie, widzicie efekty, wiec postanowilam ze i ja sprobuje! ;) Powiedz mi tylko ile czasu trzeba wykonywac takie pojedyncze cwiczenia np. pajacyki, czy pompki itp. czy to mam robic po prostu zgodnie z filmikiem czasowo patrzac na nie :P? i czy te filmiki mozna zakupic na jakiejs plycie by byly po polsku? bo kurcze niestety za wiele nie rozumiem z tego co ona mowi po ang i nie wiele sie orientuje co jak mam robic.. albo moze znasz jakas strone gdzie sa dokladniej opisane cwiczenia co, ile, jak robic ;p? albo sama z doswiadczenia mozesz mi pomoc :) No i trzymam kciuki za Ciebie w wytrwalosci!! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja cwiczenia wykonuj równolegle z filmikiem :) moim zdaniem starczy patrzeć i się widzi co trzeba robić, nie znam niestety żadnej strony gdzie ten filmik byłby po polsku...ale spróbuj :) po samym patrzeniu też się da :)

      Usuń
    2. w takim razie sprobuje ogladajac filmik, mam nadzieje ze nadaze za nimi :P :)

      Usuń
  24. Jillian zawładnęła blogosferą, bo i ja zaczęłam ćwiczyć ;)
    I mimo, że większość ćwiczeń wykonuję między biurkiem a kanapą, a te leżące to już pod biurkiem, bo mam tak mało miejsca w pokoju komputerowym, to jednak z przyjemnością codziennie odpalam ten filmik.
    Ćwiczenia są bardzo fajne, chociaż mój chory kręgosłup, który nie może wykonywać skoków trochę mi doskwiera, aczkolwiek nie jest tak źle! Czuję się zadowolona i szczęśliwa, że w końcu się ruszyłam, bo odżywiam się zdrowo i mało, ale to przecież nie wszystko... Ostatnio jednak przestałam ćwiczyć codziennie, bo tak jak kręgosłup daje radę, tak moje kolana już nie bardzo... ;(
    Trzymam kciuki za wszystkie ćwiczące!
    Buziaki, Iza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj kolana czasem faktycznie czuć...ale o dziwo, kręgosłupa mi te ćwiczenia nie obciążają i bardzo mnie to cieszy :)
      powodzenia Tobie również!:)

      Usuń
  25. Dzieki za info ze nie obciazaja kregoslupa - wchodze w to ! Czytalam juz wczesniej o tych cwiczeniach, ale zapomnialam... Zaczynam od jutra ! Trzymam kciuki za Ciebie i pisz jak Ci idzie !!!

    OdpowiedzUsuń
  26. też się po mału zbieram w sobie żeby zacząć te ćwiczenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja też robiłam ten program , ale moje ciało wytrzymało do końca drugiego levelu. Teraz robię Banish Fat Boost Metabolism - prawie godzinny program. Zawsze ,ale to zawsze jak skończę nie idę od razu pod prysznic bo tam po prostu nie dochodzę oraz obawiam się,że jak tam dojdę to nie wyjdę :)

    OdpowiedzUsuń
  28. O i ty też! Powodzenia życzę ;-)

    Paulina

    OdpowiedzUsuń
  29. naprawdę nie wiem co musiałoby się stać, żebym zaczęła ćwiczyć xD

    OdpowiedzUsuń

Proszę o nie zostawianie komentarzy typu "Zapraszam do mnie", próśb o dodanie do obserwowanych oraz podobnych służących autopromocji blogów czy stron personalnych.
Dziękuję bardzo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...