WoleProstoHeader

24 gru 2011

Wesołych :)))

Odrywam się od wigilio - świątecznych przygotowań i przybywam, aby złożyć Wam, drodzy czytelnicy życzenia.

Z całego serca życzę Wam spokojnych, radosnych świąt, w gronie najbliższych, szampańskiej zabawy w sylwestrową noc i wkroczenia w Nowy Rok z uśmiechem na ustach :)


Wracam do Was dopiero w styczniu, więc do zobaczenia w przyszłym roku :))

Pozdrawiam,
Panna Joanna i Dina - Mikołaj
22 gru 2011

Makijażowo - świątecznie po raz drugi :)

Śnieg spadł! Nie zanosi się co prawda na to aby poleżał do świąt, ale powiało zimą z prawdziwego zdarzenia.
Wczoraj mój OPT powiedział mi, że kiedyś na blogu było więcej makijaży, a teraz zamieszczam je coraz rzadziej. Nie wiem czy macie podobne odczucia, ale jeśli tak to spieszę z tłumaczeniem: los jest bardzo złośliwy wobec mnie i w poniedziałek, wtorek i środę, kiedy to jestem na uczelni, przeważnie świeci słońce i jest piękna pogoda, a co za tym idzie - światło do zdjęć. Natomiast wystarczy tylko, że mam wolny dzień i pogoda od razu siada, nawet jak robię zdjęcia przy samej szybie, przeważnie nic na nich nie widać. I tak w kółko.
Dzisiaj miałam szczęście, ponieważ wstałam dość wcześnie (jak na wolny dzień ;)) i złapałam resztki światła smętnie wpadającego przez okno. Z tej okazji mam dla Was makijaż :) Zamierzam uskutecznić podobny na wigilię, ostatnio pokazywałam Wam świąteczną propozycję, w które główną rolę grały usta, dzisiaj więc na odwrót - akcent na oczy, a usta nude.

Do wykonania makijażu użyłam:
Twarz - Dermacol, podkład Pharmaceris, puder Stay Matte z Rimmela, róż Pąs cesarzowej z Paese
Oczy - baza Mary Kay, cienie Sleek - dokładnie dwa - z paletki Monaco "Midnight  Garden" oraz z paletki Oh So Special "Gateau", tusz Lash Love z Mary Kay
Brwi - kredka do brwi Basic
Usta - szminka "In the nude" z Essence oraz błyszczyk Essence "Nude kiss"






Nie wiem czemu, ale na większości zdjęć granat wygląda bardziej jak fiolet, ale zapewniam, że to granat był. Nawiasem mówiąc, jak już miałam ten makijaż w głowie, to spodziewałam się, że będę potrzebować więcej niż dwóch cieni. Ale cień Gateau to istny kameleon, piękny róż, który mieni się na złoto i to on praktycznie w większość "robi" ten makijaż. To chyba jeden z moich ulubionych cieni z tej paletki :)

Przy okazji pochwalę się co ostatnio ciekawego do mnie przyszło. Nawiązałam współpracę z Ambasadą Piękna i rozpoczęłam testy kilku ciekawych produktów do włosów. Póki co, jestem bardzo zadowolona, zobaczymy jak się będą sprawować na dłuższą metę :)
Szczególnie zaskoczył mnie jedwab do włosów - z tymi od zawsze mam nieszczególnie przyjemne wspomnienia, ale te o dziwo, sprawuje się świetnie.

To już pewnie ostatni post w tym roku, wpadnę tylko jutro lub w sobotę rano z postem życzeniowym. W poniedziałek wyjeżdżam ze znajomymi w Bieszczady i czeka mnie tydzień leniuchowania z pięknymi widokami za oknem.

Pozdrawiam,
Panna Joanna
21 gru 2011

Tag: Lakierowo :)

Tagów ciąg dalszy - tym razem temat bliski memu sercu, czyli...lakiery!

 Tag przywędrował do mnie od dwóch świetnych blogerek - Pauli i cammie. Dziękuję dziewczyny :)

Poniżej moje odpowiedzi na tagowe, lakierowe pytania:


1. Ulubiona marka lakierów?

Nie mam jakiejś jednej najulubieńszej, ale bardzo lubię lakiery Colour Alike, czy Virtuala (z serii Street Fashion).

2. Lakiery brokatowe czy kremowe?

 
Kiedyś bardziej lubiłam kremy, ale ostatnio bardzo polubiłam brokaty i glittery. Ekstremalne błyskotki typu Circus Confetti z Essence też uwielbiam.

3. OPI, China Glaze czy Essie?
Szczerze mówiąc miałam okazję używać tylko China Glaze i bardzo go lubię. Spodziewałam się po nim większej trwałości, ale kolor mi to wynagradza :)

4. Jak często zmieniasz kolor lakieru do paznokci?
W zależności od humoru i nastroju, mogę jeden kolor nosić cały tydzień, ale w następnym tygodniu, będę malować paznokcie codziennie. Nie ma tu reguły.

5. Jaki jest Twój ulubiony kolor?
Kocham czerwienie i ciemne fiolety. Samych czerwonych lakierów mam mnóstwo, fiolety je dzielnie gonią. Ostatnio bardzo polubiłam też wszelkie szarości i niebieskości (im bardziej zgaszone tym lepiej).

6. Ciemne czy jasne pazurki?
Ciemne, ale lubię również bardzo jaskrawe kolory. Nasycone, bijająca po oczach czerwień, albo ciemne, głębokie bordo to moje typy :)
 
7. Co masz aktualnie na paznokciach?

Żeby było śmieszniej to właśnie maluję paznokcie :) Zmyłam Ruby Pumps z China Glaze, a nakładam True Love z Essence, z LE Vampire's Love.

8. Czy lubisz matowe wykończenie?
Matowe wykończenie kompletnie mnie nie rusza. Sama nie mam żadnego matowego lakieru ani matującego top coata, u innych również nie podobają mi się matowe paznokcie.

9. Czy jesteś fanką frenchu?

Nie. Kiedyś często malowałam w ten sposób paznokcie, jednak teraz frencza omijam z daleka. Jest dla mnie zbyt nudny :)

10. Ulubiony zimowy kolor?
Ciemny granat. Najlepiej błyszczący.

11. Za lakierami jakiej marki szczególnie nie przepadasz?
 
Nie przepadam za lakierami Essence, szczególnie za serią Colour&Go. Za to ich lakiery z limitek bardzo lubię.

12. Czy używasz lakieru nawierzchniowego? Jaki jest Twój ulubiony?
Zawsze używam lakieru nawierzchniowego, jednak nie mam swojego ulubionego. Ostatnio używam topa z Wibo.

13. Jakiego koloru lakieru nigdy (lub prawie nigdy) nie nosisz?
 
Nie znoszę żółci (takiej konkretnej, jaskrawej, na pastelową może bym się zdecydowała) i zieleni wpadającej w żółć.Zielenie wpadające w niebieski z kolei lubię bardzo.

14. Czy używasz preparatów podkładowych? Jakie sprawdziły się najlepiej?
A i owszem. Nie umiem malować "gołych" paznokci, poza tym często sięgam po ciemne lakiery i nie chcę ryzykować odbarwienia płytki. Jako preparat podkładowy służy mi odżywka Wibo "Diamentowa siła", moja najulubieńsza odżywka, dzięki której udało mi się zapuścić paznokcie.

15. Ulubione wykończenie lakieru?
Waham się między kremem a brokatem. Kremy uwielbiam od zawsze, a brokaty polubiłam niedawno, nie mam chyba faworyta w tej kwestii.

16.Wzorki czy prosty, monochromatyczny manicure?

 
I taki i taki. To zależy od mojego humoru. Wzorki lubię, ale proste - typu kropki, paski, jakieś wymyślne wzory z - nie daj boże - powciskanymi diamencikami i innymi pierdółkami nie mieszczą się w moim pojęciu estetyki.

17. Czy lubisz pękające lakiery?
 
Na początku, kiedy zaczęła się moda na kraki, zupełnie one do mnie nie przemawiały. W końcu spróbowałam...i nie żałuję. Nie jest to może mój ulubiony typ mani, ale są takie połączenia, które bardzo mi się podobają.

18. Jakie lakiery znajdują się aktualnie na Twojej wishliście?
 
Nie mam wishlisty lakierowej, to mogłoby być niebezpieczne ;) Natomiast wczoraj widziałam na kilku blogach zapowiedź nowej edycji lakierów Sensique - tym razem mają to być glittery i oczka mi się do nich zaświeciły.

19. Jaki lakier kupiłaś ostatnio?
 
Nie pamiętam niestety. Ale mógł być to lakier z Rimmela.

20. Lubisz dostawać lakiery w prezencie czy kupować je sama?
 
Najchętniej to bym tylko pokazywała, który chcę :) Ale lubię i kupować i dostawać.

21. Kiedy zaczęłaś malować paznokcie?

Tak na poważnie? Jakiś rok temu. Od tego czasu moja mania lakierowa przerasta nawet mnie samą, a kolekcja rozrasta się w zastraszającym tempie. Natomiast jakieś bezbarwne lakiery i tym podobne zaczęłam używać gdzieś w okolicach gimnazjum.

Do zabawy zapraszam Idalię oraz niecierpka :)

Pozdrawiam,
Panna Joanna
20 gru 2011

Z zimowego niezbędnika, cz.2

Ostatnio było o kremie do rąk i pomadce pielęgnacyjnej, dzisiaj dalszy ciąg zimowym opowieści. Choć zimy jako takiej (białej, mroźnej) ani widu, ani słychu, to ja wciąż jestem w pogotowiu i tym razem przedstawię mój arsenał służący przeciwzimowej ochronie twarzy.

Zimą konieczną koniecznością staje się dla mnie gęsty, tłusty, mocno treściwy krem. Problem pojawia się gdy taki krem, oprócz dobrego natłuszczenia, dostarcza nam niespodzianek typu zapchana cera. Moja skóra reaguje w taki sposób głównie przy kremach, w których składzie, na wysokim miejscu znajduje się Paraffinum Liquidum. Często też kremy tego typu mają tendencję do wytworzenia na twarzy efektu bombki, a to, jak nietrudno się domyślić, nie jest efekt pożądany.

Tym razem jednak udało mi się znaleźć krem, który mimo, że ma w składzie parafinę i powoduje świecenie się cery, mnie przypadł do gustu na tyle, że sięgam po niego coraz częściej. 


Zanim zacznę opisywać swoje wrażenia - opis producenta:

"Zastosowanie: krem dedykowany do ochrony i pielęgnacji wrażliwej skóry twarzy, dekoltu oraz dłoni zimą w temperaturach poniżej zera stopni.
Działanie: krem chroni przed wiatrem, wilgocią i  mrozem, organiczny olej ze słodkich  migdałów, bogaty w kwasy tłuszczowe i witaminę  E zmiękcza, odżywia  i odmładza. Łagodzi i przyspiesza regenerację podrażnionej skóry. Jest niezwykle delikatny.
Efekt: idealne zabezpieczona wrażliwa skóra zimą przed niekorzystnym wpływem czynników atmosferycznych.

Składniki aktywne:Bio-olej ze słodkich migdałów: pochodzi z certyfikowanej uprawy organicznej. Jest bogaty w kwas oleinowy i linolowy oraz witaminy i składniki mineralne. Odpowiedni do każdego rodzaju skóry, a szczególności skóry wrażliwej, suchej i niemowlęcej."

Moja opinia:
Naprawdę polubiłam ten krem, choć początkowo się na to nie zanosiło. Parafina w składzie oraz gęsta i konkretna konsystencja, która jak podejrzewałam będzie sprawiała mi trudność, odstraszały mnie przed rozpoczęciem używania. I to był rzecz jasna błąd. Po pierwszym użyciu wiedziałam, że z kremem się jednak polubię...o ile mnie nie zapcha. Używam go już od dwóch miesięcy i niczego podobnego nie zauważyłam. Oczywiście nie jest to krem, którego używam codziennie - od podstawowego, pod - makijażowego nawilżenia mam lżejszy krem. Tego natomiast używałam w sytuacjach, gdy wiedziałam, że będę długo przebywać poza domem, narażona na działanie zimnego powietrza. Natomiast teraz, gdy za chwilę zaczną się prawdziwe, konkretne mrozy, będę używać go codziennie. Został sprawdzony w warunkach "prawie - zimowych" i zdał egzamin, więc bez obaw powierzę mu moją cerę tej zimy.

Jak oceniam jego działanie?
Przede wszystkim, konsystencja, która mnie tak początkowo przestraszyła, okazała się być bardzo przyjemna. Krem jest gęsty i jego aplikacja na twarz wygląda mniej więcej tak: jak zaczynamy nakładać krem na skórę, to wsmarowuje się jak masełko, po chwili zaczyna być bardziej oporny, a po tym przejściowym okresie oporności znowu daje uczucie takie jak podczas początku aplikacji. Nie wiem jak mogę to dokładniej opisać, w każdym razie aplikacja, koniec końców, nie sprawia problemu.

Krem wchłania się dość szybko (jak na taką treściwą konsystencję), wiadomo, że potrzebuje trochę więcej czasu niż lekkie kremy, ale i tak nie można uznać tego okresu za długi. O dziwo, nie zostawia na skórze tłustego filmu. Jak się wchłania to owszem, można wyczuć tłustawą warstewkę, natomiast po wchłonięciu to uczucie redukuje się niemal do zera. Bardzo przyjemnie nakłada się na niego podkład. Jak używałam trochę bardziej treściwych podkładów, to nie raz i nie dwa miałam problem z tym, aby je dokładnie rozprowadzić, tutaj podkład jakby lekko ślizga się po skórze nakremowanej tym specyfikiem. Dla mnie plus, bo jako suchoskórowiec po zastosowaniu tego kremu pod podkład, osiągam efekt lekko "mokrej" skóry (zwróćcie uwagę, że nie napisałam "tłustej" tylko "mokrej" i to jest w tym przypadku słowo klucz). Mało tego, efekt tak mi się podoba, że często rezygnuję z przypudrowania twarzy sypkim czy prasowanym pudrem.
Oczywiście sprawdziłam również czy da się go dokładnie zmatowić i tu również zdał egzamin. U mnie akurat efekt matu, który osiągnęłam (użyłam Stay Matte z Rimmela) trzymał się do samego zmycia.

Jak oceniam jego właściwości odżywcze? Bardzo pozytywnie. Skóra oprócz tego, że jest otulona kremem i bez obaw możemy wybrać się w mroźny wieczór na spacer, dodatkowo również jest świetnie nawilżona, gładka, przyjemna w dotyku. Krem, jak już wspomniałam, nie zapycha (może to kwestia tego, że parafina jest w składzie, ale na dalekim miejscu?), nie uczula ani nie podrażnia.

Opakowanie jest podobne do wszystkich kremów z tej serii. Miękka tubka, solidne zamknięcie, bez obaw możemy wrzucić krem do torebki. W tubce mieści się 50 ml kremu. 

Skład:
INCI: Aqua, Polyglyceryl-4 Isostearate, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Hexyl Laurate, Isopropyl Myristate, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Petrolatum, Glycerin, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Stearyl Heptanoate, Cera Microcristallina, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Glyceryl Polymethacrylate, Aleuritic Acid, Faex, Glycoproteins, Propylene Glycol, Paraffinum Liquidum, Tocopheryl Acetate, Sodium Chloride, Hydrogenated Castor Oil, Panthenol, Parfum, Alpha Isomethyl Ionone

Podsumowując - świetny krem, za niewielkie pieniądze (około 15 złotych). Z przyjemnością będę używać go zimą, a może nawet nie tylko wtedy.

Drugi z kremów, który chciałabym opisać to również krem FlosLeku. Tak przy okazji pisząc - wszystkie kosmetyki z serii Winter Care, które posiadam, uważam za bardzo udane, zdecydowanie warto zainteresować się tą serią.
Drugi z kremów to Krem Zimowy Przeciwsłoneczny SPF 50+.


Opis producenta:
" Wodoodporny. Zapewnia bardzo wysoką ochronę przeciwsłoneczną UVA i UVB. Doskonale chroni  skórę narażoną na silną ekspozycję słoneczną w czasie uprawiania sportów zimowych. Zapobiega stanom zapalnym i nadmiernej pigmentacji. Wydłuża czas bezpiecznego przebywania na słońcu
Nie zawiera barwników i alergenów."

Tutaj sprawa ma się trochę inaczej niż w przypadku kremu bio - -ochronnego. Ten krem stosowałam bardziej z musu niż z chęci, ponieważ moja skóra wyjątkowo nie lubi się z zimowym słońcem, a ja średnio lubię się z filtrami. Jednak mam nauczkę po lecie, kiedy to nie zawsze chciało mi się smarować filtrami i efekt tego był taki, że pod koniec lata moja skóra ani trochę nie wyglądała tak dobrze jak po poprzedniej zimie. Nie ukrywam, że z moją jasną cerą się bardzo polubiłam, ale jasna cera ma to do siebie, że każde przebarwienie jest na niej widoczne. Dlatego oświadczam - tym razem będę mądrzejsza i zadbam o to aby promienie nie zrobiły mi kuku ;)

Na opakowaniu wyczytamy, że jest to krem, który chroni skórę podczas uprawiania sportów zimowych. Ja sportów zimowych nie uprawiam, chyba, że bieganie po uczelni się liczy. Niemniej jednak nie przeszkadza mi to w używaniu tego kremu. Nie zawsze używam go codziennie, jako zwykły krem pod makijaż, głównie dlatego, że jest dość ciężki. Jednak zawsze smaruję nim nos oraz policzki, w okolicy nosa, czyli te miejsca, które najszybciej mi się opalają i na których od słońca robią mi się przebarwienia oraz piegi. Również w ciągu dnia, kiedy akurat biegam np. po mieście, dosmarowuję te partie twarzy (nie przeszkadza mi nakładanie tego kremu na podkład, akurat jeśli skóra zacznie mi się świecić w tych miejscach to nikt nie uzna tego za jakąś specjalną anomalię ;)).

W kwestii właściwości tego kremu - jak większość filtrów, ten również jest gęsty, dość tłusty i ma skłonności do bielenia skóry. Aplikacja nie należy do najłatwiejszych, dość ciężko go wsmarować w skórę, podczas aplikacji ukazuje się właśnie ta jego skłonność do bielenia. Niemniej jednak, i tak jest to jeden z lepszych i przyjemniejszych kremów z filtrem, które miałam okazję używać. Wchłania się nawet nie tak długo, skóra błyszczy się w umiarkowanym stopniu (jak krem się wchłonie, to zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że skóra nie błyszczy się wcale). Oprócz tego czuć, że skóra jest nawilżona, miękka. Odczuwalna jest również ochrona przed zimnem - mam skłonności do sporych rumieńców od zimna, a po zastosowaniu tego kremu, jest to zdecydowanie mniej zauważalne. Nie wiem czy to kwestia samych właściwości ochronnych kremu, czy tego, że lekko rozjaśnia on cerę, ale i tak jest to dla mnie zdecydowana zaleta tego produktu.

Podoba mi się w nim również to jak bieli cerę - u mnie daje to efekt lekkiego rozjaśnienia skóry. Czasem nawet nakładam jedynie korektor pod oczy, ten krem i lekko go przypudrowuję aby zniwelować blask i cera wygląda naprawdę ładnie.

No i najważniejsze - jego właściwości ochronne, przeciwsłoneczne. Miał okazję sprawdzić się w mroźne, słoneczne dni i nie zauważyłam na skórze ani wysypu piegów, ani żadnych przebarwień. Za kilka dni wybieram się w góry, więc będzie miał okazję wykazać się jeszcze bardziej. Mam nadzieję, że sprosta.

Tubka, podobnie jak w kremie bio - ochronnym, miękka, z dobrym zamknięciem. Tutaj pojemność jest nieco mniejsza, bo 30 ml, cena to, jeśli się nie mylę,  około 13 złotych.

Skład dla ciekawych:
INCI: Aqua, Octocrylene, Titanium Dioxide, Silica, Dimethicone, C12-15 Alkyl Benzoate, Polyglyceryl-4 Isostearate, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone,  Hexyl Laurate, Ethylhexyl Stearate, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Glycerin, Butylene Glycol Dicaprylate/Dicaprate, Butyrospermum Parkii  Butter, Cyclomethicone, Microcrystaline Wax, Hydrogenated Castor Oil, Sodium Chloride, Tocopheryl Acetate, Parfum, Cetyl Dimethicone, Methylparaben, PEG-8 Tocopherol , Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Propylparaben

Czy polecam? Tak. To jeden z lepszych filtrów jakie miałam okazję używać, nie jest tak tłusty jak niektóre (np. Bioderma), nie zapycha (a używam go na obszary skóry gdzie mam rozszerzone pory), ma przyjemny zapach, jest tani i wydajny. Tej zimy z pewnością nie raz będzie mi towarzyszyć.

16 gru 2011

TAG: Kosmetyczne Zachwyty 2011




Zachwyt. Całkowity. Miłość od pierwszego razu. Dreszcz przenikający całe ciało. Kosmetyk tak fantastyczny, że nie możesz przestać się nim cieszyć. Używanie go to czysta przyjemność.

Ma same zalety. Po prostu go uwielbiasz.











Zasady:

1. Napisz skąd tag trafił do Ciebie.
2. Podaj 5 produktów, które zachwyciły Cię w 2011 roku.
3. Napisz dlaczego właśnie one.
3. Nominuj 5 blogerek, których zachwyty chcesz poznać.

Tag trafił do mnie od Piękność dnia, za co bardzo dziękuję ponieważ temat taga bardzo mi się podoba :)

Produkty, które zachwyciły mnie w 2011 roku:
Ciężko było mi się ograniczyć tylko do 5 kosmetyków, ponieważ lista moich ulubieńców jest bardzo długa, na dodatek sporo z nich odkryłam właśnie w tym roku. Jednak po ciężkich selekcjach moje zestawienie wygląda tak, jak możecie zobaczyć to poniżej. Trochę pooszukiwałam i w niektórych punktach wymieniam produkty zbiorczo :)

Miejsce 1.Wielkim zaskoczeniem była dla mnie oferta firmy Dermacol. Długo, długo kojarzyła mi się jedynie z gęstą, kryjącą pastą. I to był błąd! Okazało się, że oferta jest bardzo bogata, od kolorówki, aż po pielęgnację. Moimi hitami były i są Puder Fixujący oraz Duo Blusher.

Miejsce 2. Znalazłam swoje KWC wśród tuszy do rzęs. Odkryty w tym roku, pokochany i deklasujący wszystkie inne. Lash Love od Mary Kay <3 Miałam przyjemność używać zarówno wersji czarnej jak i śliwkowej i obie robiły z moimi rzęsami cuda.


Miejsce 3. Rok 2011 był rokiem lakierów. Stałam się ich straszną maniaczką, moja kolekcja rozrasta się w ekspresowym tempie. Szczególnym uwielbieniem zapałałam do lakierów Colour Alike oraz serii Street Fashion z Virtuala. Na zdjęciu jedne z kilku z całej kolekcji.


Miejsce 4. Również w tym roku zaopatrzyłam się w pierwszą paletkę Sleeka. Obok Oh So Special nie mogłam przejść obojętnie! I miałam nosa - paletka szybko stała się moim numerem jeden wśród cieni. Jakiś czas po pierwszej paletce przyszedł czas na drugą - tym razem była ta paletka Monaco, ofiarowana mi przez mój OPT.

Miejsce 5. Na miejscu piątym postanowiłam obsadzić jakiś kosmetyk pielęgnacyjny. Dumała, dumałam i wydumałam, że kosmetyk, bez którego już bym się chyba nie potrafiła obejść to serum ze skwalenem oliwnym firmy Botani. Moja sucha skóra codziennie mi dziękuje za używanie tego serum, problem nadmiernej suchości powoli, ale skutecznie przemija. Oczywiście w punkcie o pielęgnacji mogłabym jeszcze długo wymieniać. Bardzo polubiłam się z dermokosmetykami (Uriage, SVR), firma FlosLek również w kwestii pielęgnacji przypadła mi do gustu. Jednak serum musi się obowiązkowo znaleźć w tym zestawieniu.

Punkt trzeci - mam nominować 5 blogerek co też czynię :)
Do taga zapraszam:
Brunetkę KLIK!
Hexxanę KLIK!
Ferrou KLIK!
Idalię KLIK!
oraz wszystkie inne osoby, które mają ochotę podzielić się swoimi tegorocznymi, kosmetycznymi zachwytami :)

Pozdrawiam,
Panna Joanna

Świąteczne boxy od Dermedic

Święta zbliżają się coraz większymi krokami, pewnie większość z Was jest na etapie kupowania prezentów dla najbliższych, co jednak zrobić gdy pomysłu na prezent brak? W drogeriach możemy znaleźć masę zestawów typowo świątecznych, mniej lub bardziej okazałych. Z pomocą przychodzi nam również Dermedic, polska firm produkująca dermokosmetyki, która z okazji świąt przygotowała zestawy z kokardą - znajdziemy tu coś zarówno dla siostry, przyjaciółki, mamy, babci, chłopaka czy taty. W każdym zestawie znajdziemy po dwa produkty - poniżej możecie zobaczyć jak prezentują się poszczególne zestawy.


Krem intensywnie nawilżający o przedłużonym działaniu

Składniki aktywne: Gliceryna + Dub Diol (specjalny układ nawilżający), Mocznik, Abil OSW5 (czynnik kondycjonujący skórę), Masło Shea, Witamina E

Krem intensywnie nawilżający o przedłużonym działaniu z serii Hydrain2 przeznaczony jest do pielęgnacji skóry odwodnionej, suchej, cienkiej, napiętej, wrażliwej, skłonnej do zaczerwienienia i pieczenia, nie tolerującej tradycyjnych kosmetyków. Może być stosowany podczas leczenia trądziku różowatego i młodzieńczego. Krem o potrójnym działaniu nawilżającym bezpośrednio wiąże i zatrzymuje cząsteczki wody w głębokich warstwach skóry, chroniąc naskórek przed nadmierną utratą wody. Łagodzi podrażnienia spowodowane czynnikami zewnętrznymi. W widoczny sposób zmniejsza zaczerwienienia i wygładza naskórek. Intensywnie i długotrwale nawilżona skóra.

 

Krem-żel pod oczy intensywnie nawilżający o przedłużonym działaniu

Składniki aktywne: Moisturizing Oisturizing Vegetal Micropatch, Gliceryna, Skwalan, Ursolisome, Witamina E

Krem-żel przeznaczony jest do stosowania wokół oczu na skórę odwodnioną, suchą lub wrażliwą. Szczególnie polecany przy narażeniu na skutki zmęczenia spowodowane długotrwałą pracą przy komputerze lub niekorzystnym wpływem czynników środowiskowych, klimatyzacją czy ogrzewaniem. Krem-żel intensywnie i długotrwale nawilża skórę wokół oczu. Łagodzi podrażnienia i zapobiega powstawaniu kolejnych, w widoczny sposób zmniejsza zaczerwienienia. Intensywnie nawilża oraz redukuje cienie pod oczami. Działa kojąco i łagodząco, usprawnia mikrokrążenie w skórze. 
Zredukowane cienie i zmarszczki pod oczami, intensywnie nawilżona skóra wokół oczu.


Regenerujący krem odżywczy

Składniki aktywne: Ursolisome, Flavagrum, Witamina E, Skwalan, Olej z Avocado, Gliceryna, Olej z Oliwek

Krem przeznaczony jest do skóry wrażliwej, suchej lub normalnej, na twarz, szyję oraz dekolt. Bogaty w substancje aktywne krem odżywczy o działaniu przeciwzmarszczkowym gwarantuje intensywną kurację regenerującą skórę. Efektem jego działania jest zachowanie właściwej gęstości skóry, poprawa jej sprężystości i redukcja zmarszczek. Dostarcza skórze substancji odżywczych, warunkuje odpowiedni poziom nawilżenia, wzmacnia barierę ochronną naskórka, łagodzi podrażnienia. Skóra nabiera blasku, staje się jędrna i gładka.
Natychmiastowy efekt wygładzający, zmarszczki zredukowane, elastyczna i nawilżona skóra, skóra chroniona przed promieniowaniem UV.

 

Odżywczy krem pod oczy

Składniki aktywne: Ursolisome, Witamina E, Skwalan, Olej z Avocado, Gliceryna, Olej z Oliwek

Krem pod oczy przeznaczony do każdego typu skóry, zwłaszcza wrażliwej i alergicznej. Działa przeciwzmarszczkowo i łagodząco. Aktywne składniki pochodzenia roślinnego sprzyjają regeneracji i właściwemu uporządkowaniu włókien kolagenowych w skórze. Redukują ilość i grubość zmarszczek wokół oczu. Dostarczają substancji odżywczych, nawilżają i wygładzają naskórek oraz łagodzą podrażnienia.
Natychmiastowy efekt wygładzający, redukcja ilości i grubości zmarszczek wokół oczu, odżywiona, nawilżona i wygładzona skóra wokół oczu.

Nawilżający krem-żel przeciwzmarszczkowy

Składniki aktywne: Skwalan, D-Pantenol, Gliceryna, Ekstrakt Sojowy, Witamina E, Biolin, Sok z Brzozy, Dry Flo PC

Krem-żel wykazuje silne właściwości nawilżające, przeciwzmarszczkowe oraz ochronne. Polecany jest dla podstawowych typów skóry: normalnej, tłustej i mieszanej. Zawartość witaminy E, skwalanu i gliceryny zapewnia właściwy poziom nawilżenia naskórka, chroni przed niekorzystnymi wpływami czynników środowiskowych, uzupełnia ochronną barierę lipidową, spowalnia procesy starzenia. D-pantenol łagodzi podrażnienia. Kompleks oligosacharydów wzmacnia naturalną florę bakteryjną na powierzchni skóry oraz sprzyja jej właściwemu odtwarzaniu. Fitoproteiny gwarantują prawidłową regenerację komórek naskórka.
Nawilżona skóra, zredukowane zmarszczki, zregenerowane komórki naskórka.

 

Przeciwzmarszczkowy krem-żel pod oczy

Składniki aktywne: Moisturizing Oisturizing Vegetal Micropatch, Gliceryna, Skwalan, Witamina E, Ursolisome

Krem-żel pod oczy polecany jest dla skóry wrażliwej, suchej i normalnej, szczególnie dla osób długo pracujących przy komputerze lub narażonych na niekorzystne działanie czynników zewnętrznych.Kompleks roślinny pochodzenia morskiego w połączeniu z fitoproteinami wpływa na aktywną regenerację naskórka, dostarcza substancji odżywczych niezbędnych do odnowy komórkowej i gwarantuje właściwy poziom nawilżenia skóry. Obecność flawonoidów stymuluje mikrocyrkulację i wzmacnia naczynia krwionośne, przez co przeciwdziała powstawaniu obrzęków pod oczami. Połączenie biolipidów i substancji antyoksydacyjnych wzmacnia barierę ochronną naskórka, hamuje degradację struktur komórkowych i opóźnia procesy starzenia.
Zredukowane cienie pod oczami, intensywnie nawilżona skóra.
Cena zestawu waha się w okolicach 70 - 80 złotych.

Pozdrawiam,
Panna Joanna
14 gru 2011

Uriage - recenzja kremowych nowości

Uwaga, uwaga, będę zachwalać. Nie bezpodstawnie oczywiście. Ale po kolei.

Jakiś czas temu otrzymałam do testów dwie kremowe nowości firmy Uriage. Jako, że miałam już wcześniej przyjemne doświadczenie z kosmetykami tej firmy, przeczuwałam, że i tym razem się nie zawiodę. Moja intuicja jest na szczęście niemal bezbłędna (nie dotyczy to niestety strzelania na egzaminach) i rzeczywiście kremy okazały się bardzo udane.

Zacznę od tego, który dla mojej cery okazał się świetnym kremem na dzień, pod makijaż czy luzem.


Aqua PRECIS to krem nawilżający, przeznaczony do skóry suchej i bardzo suchej. Wg producenta:
Opis serii Aqua PRECIS:
"Zawarty w gamie AquaPrécis, innowacyjny kompleks H2O to połączenie niezwykłej siły minerałów, zawartych w Wodzie Termalnej Uriage z osmolitami organicznymi, aby intensywnie i natychmiastowo nawilżać skórę. Kompleks H2O aktywuje naturalny komórkowy mechanizm nawilżenia skóry, długotrwale chroniąc ją przed wysuszeniem. Każdego dnia dostarcza skórze uczucia świeżości i odpowiednio dopasowany do Twoich potrzeb poziom nawilżenia. Sprawia że skóra staje się promienna i odzyskuje zdrowy wygląd. Subtelny, świeży zapach całej gamy zapewnia wyjątkową przyjemność stosowania produktów."

Oraz opis kremu:
"Ten przyjemnie pachnący, lekki krem zawiera ochronny filtr przeciwsłoneczny. Intensywnie nawilża skórę i otula ją niewidzialną ochroną. Idealny w warunkach miejskiego życia, chroni przed negatywnym wpływem zanieczyszczenia środowiska."

Opis świetnie odzwierciedla moje odczucia wobec tego kremu. Mieszkam w sporym mieście, gdzie się nie obejrzę mam jakieś elektrownie, ciepłownie, kopcące kominy, o takich oczywistościach jak kłęby spalin samochodowych nawet nie będę wspominać. Pomijam już kwestie tego, jak wpływa to na środowisko (nawiasem mówiąc jestem na studiach, na których muszę się o tym uczyć, więc mam świadomość wagi problemu), ale zauważam również znaczący wpływ na moją skórę. Prosty przykład - przy każdorazowym wyjeździe w "zdrowszy" region, moja skóra przeżywa coś w rodzaju detoksu i przez pierwsze dni pobytu przeważnie mam na twarzy wysyp wszystkich możliwych paskudek. Po jakimś czasie sprawa się normuje i moja skóra zaczyna wyglądać lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. Zakładam, że to wpływ właśnie czynników środowiskowych, czystego powietrza i miękkiej wody. Kończąc odbieganie do tematu - używanie tego kremu rzeczywiście sprawia wrażenie, że tworzy on barierę między skórą a wszystkimi szkodliwymi substancjami unoszącymi się w powietrzu. Nie wiem jak można bardziej sensownie opisać to uczucie, polecam po prostu spróbować :)

Pierwsze, na co zwróciłam uwagę, to zapach tego kremu. Jest po prostu cudny. Pachnie bardzo delikatnie, świeżo, przyjemnie, aż miło się go używa. Gdy już nałożymy go na twarz, zapach po chwili zanika.
Konsystencję określiłabym jako lekką, krem nie jest jakoś specjalnie gęsty czy tłusty. Wchłania się błyskawicznie. Jest to duży plus, bo używam go zawsze rano (na serum) i dzięki temu, że szybko się wchłania, nie muszę długo czekać z robieniem makijażu.
Krem po wchłonięciu nie zostawia na skórze tłustego filmu, mimo, że wchłania się bardzo dobrze czuć, że coś na tej skórze jest. Nie jest to jednak uciążliwe uczucie (nic lepko/klejąco/świecącego), wręcz przeciwnie, można odnieść wrażenie, że to taka ochronna otoczka :)

Skóra po zastosowaniu jest miękka, wręcz aksamitna, wygładzona, wygląda bardziej promiennie. Odczuwam też coś w rodzaju ukojenia, skóra przestaje być szorstka, napięta, ściągnięta. Przy długotrwałym stosowaniu można zauważyć poprawę stanu cery - mam tu na myśli głównie poziom nawilżenia cery. Po posmarowaniu twarzy wieczorem, rano skóra wciąż jest w dobrym stanie.

Jako, że jest to obecnie mój podstawowy krem na dzień, muszę wspomnieć również o tym jak na kremie zachowuje się w ciągu dnia makijaż. Przede wszystkim podkład lepiej rozprowadza się na cerze (znika problem suchych skórek), w kwestii trwałości nie zauważyłam żadnych negatywnych wpływów - makijaż na kremie trzyma się świetnie.

W kwestii podrażnień czy zapychania - nic z tych rzeczy. Krem jest naprawdę delikatny, łagodny, hipoalergiczny, w składzie nie znajdziemy np. parabenów.
Krem posiada filtr, konkretnie SPF20.

Opakowanie - miękka, zakręcana tubka, z której łatwo wydostać kosmetyk, który można będzie zużyć do samego końca. Pojemność to 40 ml, krem z tego co zauważyłam jest bardzo wydajny, używam go codziennie, a zużycie wcale nie jest jakieś duże. 

Skład dla zainteresowanych:


Podsumowując - polecam gorąco, naprawdę próbowałam znaleźć jakiegokolwiek minusa, ale okazało się to niemożliwe, nawet cena wydaje się zachęcająca - około 50-60 złotych.

Drugi z kremów to całkiem inna historia. Tym razem mamy do czynienia z emulsją matującą z serii Hyséac.


Wg producenta jest to krem przeznaczony do skóry mieszanej, tłustej, trądzikowej. I tu niestety pojawia się problem - moja skóra nie jest ani mieszana, tłusta tym bardziej, a trądzik to już kompletnie nie mój problem. Ciężko więc mi ocenić działanie kosmetyku. Użyłam go co prawda kilka razy z ciekawości, jednak efekt był taki, że....nie było efektu. Krzywdy mi nie zrobił - podobnie jak w przypadku kremu opisanego wyżej, ten również zdaje się być lekki, delikatny. Aczkolwiek ocena jego działania w kwestii matującej była niemożliwa ( nie wiem czy da się zmatowić suchą skórę :)). Jedyne co zauważyłam to to, że krem przy swojej głównej funkcji (matowieniu) nie wysusza skóry (przynajmniej przy krótkotrwałym stosowaniu), wręcz przeciwnie, można odnieść wrażenie, że lekko nawilża, co jest przyjemnym zaskoczeniem, ponieważ dawno kiedyś, gdy moja skóra rzeczywiście była tłusta i wymagała matowienia (w sumie cieszę się, że to już za mną) wszelkie kremy, emulsje, których używałam opierały się chyba na samym wysuszeniu cery, o nawilżeniu można było co najwyżej pomarzyć.

Nie chciałabym aby recenzja tego kremu ucierpiała i nie była konkretna czy dokładna, więc kremik powędrował do cioci (którą poznaliście w TYM poście). Ciocia ma skórę zdecydowanie tłustą, więc krem powinien sprawdzić się u niej idealnie. Ciocia obiecała zdać mi szczegółową relację z używania emulsji, więc za jakiś czas, gdy wyrobi sobie już o nim opinię, pojawi się dodatkowa, gościnna recenzja tego produktu.

Na razie pokażę Wam skład, może ktoś już się zainteresował i jest ciekawy:


Pozdrawiam,
Panna Joanna
13 gru 2011

Na przekór zimie - makijaż oraz nieprzekornie - recenzja bazy Mary Kay :)

Wiem, że ostatnio rozpoczęłam coś na kształt serii zimowej, nawet wystrój bloga stał się bardziej zimowy, ale jako że jestem stworzeniem bardzo przekornym, tym razem również uskutecznię mały wyjątek i zrobię zimie na przekór. Makijaż, który możecie zobaczyć poniżej, w moim mniemaniu nie ma w sobie z zimy nic, kolorystyka zdecydowanie bardziej jesienna, swoją obecność zima zdradza jedynie poprzez czapkę i szalik.
Cały makijaż oka wykonałam paletką Mary Kay "Stunning" z limitowanej edycji Redefining Elegance. Użyłam wszystkich kolorów, łącznie z różem, który również gdzieś tam się plącze po powiekach. Na zdjęciach kolory wyszły chyba troszkę cieplejsze niż są w rzeczywistości, niestety światło mamy już jak najbardziej zimowe i coraz trudniej o w miarę sensowne zdjęcia.

Na twarzy ten sam zestaw co ostatnio, na ustach również jak ostatnio Lip Tint, tym razem w wersji Nude Sweetness.





Jako bazy pod cienie użyłam Eye Primera z Mary Kay i chciałabym o nim napisać przy okazji kilka słów. Pamiętacie może jak jakiś czas temu pisałam, że znalazłam bazę, która przebiła w moim rankingu bazę z Hean? Kilka z Was dopytywało o to, cóż to za baza, więc nadchodzę z rozwiązaniem zagadki :)


Baza jest dość lepka podczas aplikacji, jak troszkę podeschnie ta lepkość się normuje, co nie zmienia faktu, że cienie przyklejają się do niej świetnie. I - co ważne - równie świetnie się je cieniuje. Początkowo byłam przekonana, że nie będę w stanie dobrze i dokładnie rozetrzeć cienia, natomiast okazało się, że cieniowanie jest na bazie dość łatwe. Do tej pory byłam przyzwyczajona do baz w formie masełkowej, tu mamy do czynienia z bazą w formie lekko kremowej (?) ale dość gęstej. Dzięki temu aplikacja jest bajecznie prosta, wystarczy lekko wklepać bazę w powieki.

Ogromny plus ma u mnie opakowanie. Zamiast słoiczków, z którym do tej pory miałam "przyjemność", mamy miękką tubkę, którą wystarczy lekko ścisnąć aby wydobyć z niej odpowiednią ilość kosmetyku. Do pokrycia powiek wystarcza zaledwie jej odrobina, a mały otwór pozwala dokładnie dawkować "porcje" :) W tubce mieści się 8,5 g bazy.


Kolejna cecha, która rzuciła mi się w oczy - baza pięknie rozjaśnia powiekę. Nie zostawia białej poświaty, nic z tych rzeczy, ale sama w sobie jest dość jasna i po jej użyciu skóra powiek jest widocznie jaśniejsza. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć jak wygląda nie do końca roztarta baza:


No i na koniec najważniejsze - działanie. Baza świetnie podbija kolor cieni, nałożone na nią trzymają się cały dzień, do zmycia. U mnie kolory zaczynają lekko blaknąć po jakiś 8-10 godzinach, więc jest to naprawdę świetny wynik. Zauważyłam, że ten produkt bardzo dobrze współpracuje z cieniami matowymi (z innymi oczywiście również, ale w przypadkach cieni matowych nigdy żadna baza nie zadowoliła mnie w 100%), za co również ma u mnie dużego plusa. Ponadto, być może dzięki tej swojej lekkiej kleistości, cienie nie rolują się na moich opadających powiekach.
Na zdjęciu możecie zobaczyć jak na bazie prezentują się kolejno od lewej: cień prasowany, cień w kremie oraz cień sypki. Gwiazdką są oznaczone oczywiście cienie nałożone na bazę :)


Podsumowując - świetna baza, przetrzyma chyba wszystko, jest bardzo wydajna, nie uczuliła ani nie podrażniła mi oczu, wydobywa kolor cieni i trzyma je w ryzach przez długie godziny. Dla mnie bomba.

Na niektórych zdjęciach możecie dojrzeć moje nowe paznokciowe maziaje. Porobiłam zdjęcia i stwierdzam, że zielony lakier ze złotymi paskami wygląda dość świątecznie, więc niedługo spodziewajcie się kolejnego lakierowego posta.

Pozdrawiam,
Panna Joanna
9 gru 2011

Makijażowo - świątecznie po raz pierwszy :)

Coraz bliżej święta, więc dzisiaj chciałabym Wam pokazać propozycję makijażu, w którym możemy zasiąść do świątecznego stołu. Ja w takie dni stawiam na klasykę i przeważnie wybieram oko w kolorach srebrzysto - szarych lub brązowo - złotych, do tego najczęściej nieco mocniej niż zwykle podkreślone usta. Prosto i efektownie :) Dzisiaj wersja z okiem w odcieniach szarości i z czerwonymi ustami.

Na twarzy mam podkład Pharmacerisa oraz puder Stay Matte z Rimmela (oba w najjaśniejszych wariantach), róż Pąs cesarzowej z Paese, rozświetlacz Shimmer Powder z Essence. Brwi podkreśliłam kredką Basic i korektorem do brwi z Delii.
Oczy - tutaj jako baza występuje cień w kremie z Essence (LE Ballerina Backstage, odcień 01 dance the swan lake), użyłam cieni z paletek Sleeka (Monaco i Oh So Special) oraz srebrnego cienia z JOKO. Rzęsy pomalowałam tuszem Lash Love od Mary Kay w odcieniu I <3 Plum.
Usta to Lip tint z Astora w odcieniu 200 Greadine oraz błyszczyk JOKO (Double Therapy, nr J90).




Pozdrawiam,
Panna Joanna
8 gru 2011

Z serii "O wszystkim i o niczym" - wystrój, zakupy i swatch :)

Wczoraj pierwszy raz tej zimy posypało u mnie śniegiem! Krótko bo krótko, zaraz potem śnieg zmienił się w paskudny śnieg z deszczem, ale zawsze to coś :) Z tej okazji, dzisiaj mój OPT polecił mi wejść na bloga i moim oczom ukazał się nowy, zimowy wystrój przyrządzony przez wspomnianego osobistego ukochanego. Nowy baner strasznie mi się podoba :)))))
W dalszym ciągu blog podzielony jest za zakładki - wcześniejsze szufladki zostały zastąpione przez zamarznięte bryły, zniknęła zakładka "Strona główna", teraz wystarczy po prostu kliknąć w środek baneru i przeniesiemy się do strony głównej.
Jak Wam się podoba?

Przy okazji chciałabym Wam pokazać kilka moich ostatnich nabytków kosmetycznych i swatche lakieru, który jest jednym z najładniejszych jakie kiedykolwiek widziałam. Zacznę może od prezentacji małego haula, jak widać na zdjęciach poniżej mania lakierowo - paznokciowa wciąż trwa :)


Co dokładnie wpadło mi do koszyka?
Skończył mi się podkład Pharmacerisa i postanowiłam kupić kolejne jego opakowanie. Jest to jeden z najbardziej pasujących mi podkładów - zwłaszcza zimą. W aptece dowiedziałam się, że oprócz zwykłej kryjącej formuły dostępna jest również taka , która przeznaczona do skóry suchej oraz kolejna - do skóry tłustej/mieszanej. Po kilku pytaniach zadanych Pani farmaceutce, dowiedziałam się, że kolory są takie same jak w starej wersji, formuły przeznaczone do konkretnego typu skóry również są dobrze kryjące. Zdecydowałam się więc na wersję do skóry suchej. Po otworzeniu pudełka okazało się, że zmieniła się nie tylko formuła, ale również samo opakowanie. Zamiast w plastikowym, twardym opakowaniu, podkład tym razem zamknięty jest w miękkiej, zakręcanej tubce. Pojemność pozostała taka sama - 30 ml ( z tym, że poprzednie opakowanie wydawało się na tyle większe, że byłam przekonana, że tym razem dostałam dużo mniejszą pojemność). Podkładu już użyłam kilka razy i jestem z niego bardzo zadowolona. Jest lżejszy niż jego poprzednik, mniej gęsty, ale wciąż świetnie kryje. W odróżnieniu od swojego poprzednika, nie zostawia na twarzy lekko tłustego filmu (wiem, że wiele osób nie lubi tego podkładu, właśnie ze względu na ten tłusty efekt - tu czegoś takiego nie zauważyłam). Dobrze zakrywa wszelkie zaczerwienienia czy drobne niedoskonałości, wyrównuje koloryt skóry. Matu  się po nim spodziewać nie należy, ale wcale tego po nim nie oczekiwałam. Ja po nałożeniu tego podkładu, wykańczam całość pudrem sypkim lub prasowanym i mogę do wieczora cieszyć się nienaruszonym makijażem.
Właśnie do wykończenia makijażu, kupiłam puder prasowany z Rimmela "Stay Matte". Już od jakiegoś czasu chodził mi po głowie, a że akurat w Rossmannie była na niego promocja, w końcu się skusiłam. Wybrałam najjaśniejszą wersję (001) i puder rzeczywiście jest bardzo jasny (na opakowaniu znajdziemy opis "transparentny"). Matuje (choć jak dobrze - nie wiem, bo nie mam problemu ze świeceniem cery), wykańcza makijaż, jest trwały i ma bardzo przyjemny zapach. Póki co jestem z niego zadowolona, mam nadzieję, że tak pozostanie :)


W Katonie udało mi się dorwać limitowaną serię "Ballerina Backstage" (rychło w czas). W zasadzie niewiele mnie z tej limitki interesowało, kupiłam jedynie dwa cienie w kremie - 01 dance the swan lake i 02 pas des copper. Pani chyba miała chyba złą informację o cenie bo za jeden cień zapłaciłam 6 złotych. Używałam ich już jak zwykłych cieni (tyle, że w kremie) i jako bazę pod inne cienie. W obu przypadkach sprawdziły się bardzo dobrze. Chciałam dokupić jeszcze kolor czarny, ale po przejrzeniu swatchy zrezygnowałam. Ogólnie - jestem zadowolona i czekam na limitowankę cyrkową, bo tam też już sobie upatrzyłam kremowe cienie :)


Do mojej Natury wstawili w końcu drugą szafę Essence, więc mam kolejny powód do radości. Do tej pory druga szafa była w drogerii, gdzie stała za ladą, a Panie ekspedientki niekoniecznie wiedziały co mają z tej szafy podać. Efekt był taki, że chcąc tam cokolwiek wybrać z drugiej szafy, należałoby nosić ze sobą lornetkę oraz karabin na farbę i strzelać w produkty, które chcemy kupić. Być może by się udało. Natomiast wracając do Natury - nie dość, że wstawili drugą szafę, to jeszcze ją ślicznie uzupełnili i moim oczom ukazał się iście niespodziewany widok - płytki do stempelkowania z wzorkami na cały paznokieć. Zaopatrzyłam się w obie - z wzorkami zwierzęcymi oraz geometrycznymi. Jak tylko zmyję to cudo, które mam aktualnie na paznokciach zabieram się za stempelkowanie :)

(nie wiem czemu ta jedna płytka wygląda na taką upapraną, wybaczcie ;))

No i na prawie sam koniec najlepsze - czyli lakiery. Czarny do stempli z Essence, podwójny z Wibo również kupiony z myślą o wzorkach, True Love z wampirzej essencowej limitki, liliowy z Rimmela (wpadł w oko siostrze) oraz gwiazda całych zakupów czyli Blue Addicted z Essence.


Na zdjęciach poniżej możecie zobaczyć jak prezentuje się na paznokciach - istne cudo! Nałożyłam trzy warstwy na jedną warstwę ciemnoniebieskiego lakieru. Lakier pięknie migocze - zarówno w dziennym świetle jak i w sztucznym. Te niebieskie i zielone drobiny zatopione w ciemnoniebieskiej bazie wyglądają nieziemsko. Normalnie zakochałam się :D Idealny lakier na obecną porę roku :)




Pozdrawiam,
Panna Joanna
5 gru 2011

Panna Joanna testuje - Hemp Hand Oil

Jako, że lubię mieć zadbane, wypielęgnowane i dopieszczone dłonie, uwielbiam wszelkie kosmetyczne mazidła do rąk. Oprócz stosowania kremów, używam również olejków, np. olejku rycynowego, który świetnie radzi sobie z suchymi skórkami wokół paznokci.

Moim ostatnim olejkowym odkryciem jest olejek z The Body Shop "Hemp Hand Oil". Co ciekawe jest to również jeden z niewielu kosmetyków do rąk, których używać lubi mój tata. A to już niebywały sukces :)


Hamp Hand Oil to olejek, zamknięty w buteleczce z ciemnego szkła, która mieści 15 ml produktu. Butelka posiada pipetę, która umożliwia zaaplikowanie olejku na dłonie. Moim zdaniem butelka jest bardzo poręczna, forma wydobywania kosmetyku z opakowania również. Szkło, z którego wykonana jest butelka wydaje się być dość grube i solidne, mimo, że olejek już kilka razy wylądował na ziemi, nie odniósł żadnych obrażeń.

Działanie kosmetyku jest bardzo przyzwoite. Jeśli mamy problem z przesuszoną skórą rąk, suchymi skórkami wokół paznokci, ten produkt rewelacyjnie się z tym rozprawi. Konsystencja olejku jest oleista i nakładając go na dłonie pojawia się uczucie, że rzeczywiście smarujemy dłonie czymś tłustym. Po aplikacji przez kilkanaście minut czuć na skórze tłusty film, jednak po tym czasie olejek się wchłania. Skóra jest nawilżona, ukojona, wygładzona. Stosowany regularnie świetnie poradził sobie z moimi skórkami wokół paznokci, które zawsze były bardzo suche i często robiły się zadziorki. Teraz problem jest dość mocno zredukowany. Używanie tego olejku jest z pewnością przyjemniejsze od stosowania olejku rycynowego, który jest naprawdę bardzo tłusty i gęsty i po nasmarowaniu nim dłoni, skóra jest tłusta jeszcze długo, długo.

Używam go codziennie (staram się o tym pamiętać), przed pójściem spać oraz dodatkowo gdy czuję, że moje dłonie są mocno przesuszone. Olejek jest bardzo wydajny, wystarczą 3 - 4 krople aby zaaplikować olejek dokładnie na całych dłoniach. Ważne aby używać go w miarę systematycznie, wtedy efekty są najlepsze. Przy kilkudniowej przerwie w stosowaniu skóra na dłoniach zaczyna wracać do swojego "pierwotnego stanu".

Skład prezentuje się następująco:
INCI: Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil (Skin-Conditioning Agent), Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil (Emollient), Cannabis Sativa Seed Oil (Skin-Conditioning Agent), Sesamum Indicum (Sesame) Seed Oil (Skin-Conditioning Agent), Fragrance (Fragrance), Tocopherol (Antioxidant)

Podsumowując - jestem z tego produktu bardzo zadowolona. Świetny dodatek do pielęgnacji dłoni zimą, gdy te potrzebują większego niż zwykle nawilżenia. Olejek kosztuje 35 złotych i jest to cena absolutnie niewygórowana w porównaniu z wydajnością i jakością. Ze mną z pewnością zostanie na dłużej :)


Pozdrawiam,
Panna Joanna
2 gru 2011

Lakierowo - prawie galaktyczne paznokcie

Kolejne paznokciowe eksperymenty, które określić by można jedynie stwierdzeniem "co autor miał na myśli?". Autor nie wie :) Pomalowałam paznokcie granatowym lakierem z Eveline (seria vitAminale therapy, nr 546). Następnie potraktowałam je mieszaniną różnych pylących rzeczy, aplikowanych w różny sposób. Przypuszczam, że chciałam aby wyszło mi coś na kształt galactic nails, ale koniec końców efekt przypominał coś lekko kosmicznego pomieszanego ze szronem :D Takie są przynajmniej moje odczucia, może Wam to coś bardziej konkretnego będzie przypominać, moja wyobraźnia dalej nie sięga.




Na żywo całego błysku było oczywiście więcej, ale jako, że zdjęcia są dość jasne to część bling - bling znikła :) Coś za coś.

Pozdrawiam,
Panna Joanna
1 gru 2011

Panna Joanna testuje - ekologiczne kosmetyki Botani

Do tej recenzji zbieram się już jakiś czas i dzisiaj w końcu znalazłam chwilę czasu.
Produkty, które chcę poniżej zaprezentować to kosmetyki marki Botani. Firma ta która zajmuje się dystrybucją naturalnych, ekologicznych kosmetyków, których głównych składnikiem jest skwalen oliwny. Przyznam szczerze, że zanim te kosmetyki do mnie trafiły, nie miałam nigdy styczności z tym składnikiem i bardzo byłam ciekawa jego zbawiennego podobno wpływu na skórę.

TUTAJ możecie przeczytać o właściwościach skwalenu oliwnego, ja poniżej zacytuję tylko skrótowo najważniejsze informacje:
"Skwalen oliwny jest cenną, płynną frakcją niezmydlającą oliwy z oliwek. Jest on całkowicie naturalny i stanowi aktywną, skoncentrowaną formę cennej części oliwy z oliwek.
Cząsteczka skwalenu jest strukturalnie unikatowym, naturalnym związkiem z rodziny triterpenoidów, będącym jednym z głównych składników lipidów naskórka, a zatem istotnym elementem w ochronie skóry.
Skwalen oliwny wydaje się pełnić kluczową rolę w zmniejszaniu działania wolnych rodników na skórę. 
Już po jednej aplikacji skwalen oliwny daje natychmiastowy efekt nawilżenia zwiększony o 30% w ciągu 5 minut przy 5% preparacie. W porównaniu z placebo, stopień nawilżenia jest znacznie większy. Efekt nawilżenia po zastosowaniu skwalenu oliwnego jest długotrwały.
Skwalen ma doskonały profil bezpieczeństwa: nie jest drażniący, nie powoduje alergii i nie jest toksyczny."

Po przeczytaniu całego tekstu na stronie pokładałam ogromne nadzieje i oczekiwania w kierunku tych kosmetyków. Z oferty wybrałam dwa kosmetyki: 
- serum ze skwalenem oliwnym
- kremowy peeling do twarzy 




Czy produkty spełniły moje oczekiwania? Zapraszam do dalszej lektury :)

1. Serum ze skwalenem oliwnym
Co obiecuje producent?
"Olive Skin Serum to naturalny antyoksydant i środek nawilżający skórę, który wytworzony jest  w 100% ze składników roślinnych. Jest to najlepsza kombinacja skwalenu oliwnego, wzbogaconego o witaminy C i E, która opóźnia efekty starzenia, naturalnie nawilża i utrzymuje wilgotność w skórze, odżywia i działa jako antyoksydant.
Olive Skin Serum nadaje skórze zdrowy wygląd - skóra staje się miękka i jedwabista. Pomaga także wygładzać zmarszczki i zbliznowacenia."





Serum używam ponad miesiąc - dla jednych to wystarczający czas na wydanie opinii, dla innych być może zbyt krótki, ale spieszę wyjaśnić - po tym czasie zauważyłam tyle efektów działania ile obiecuje producent, więc nie widzę powodu do zwlekania z recenzją.

Zacznę może od tego jak stosuję serum - nakładam je codziennie dwa razy. Rano po przemyciu twarzy tonikiem/żelem, przed nałożeniem kremu/filtra/wszystkiego innego oraz wieczorem po demakijażu i oczyszczeniu skóry zamiast kremu bądź w połączeniu z kremem.
Serum ma oleistą konsystencję, wystarczą dosłownie dwie krople aby nanieść serum równomiernie na całą twarz. Nie jest typowo tłuste - po nałożeniu na skórę przez chwilę czuć tą jego oleistość, ale szybko się wchłania (podejrzewam, że przy cerze tłustej czas wchłaniania może być nieco dłuższy). Skóra po jego użyciu jest miękka, niesamowicie gładka, nawilżona, ale nie tłusta. Czekam chwilę aż serum całkowicie się wchłonie i następnie nakładam krem.
Co zauważyłam? Po zastosowaniu serum przed nałożeniem makijażu, podkład nie łuszczy się po kilku godzinach jak to czasami się zdarza. Skóra do wieczora pozostaje odczuwalnie nawilżona. Makijaż jest trwały, nie ściera się. Ja miałam często ten problem, ze względu na suchą skórę, po kilku godzinach od nałożenia samego kremu skóra robiła się ściągnięta, szorstka. Teraz mam wrażenie, że problem został mocno zredukowany, nie odczuwam pod wieczór takiego dyskomfortu jak kiedyś.

Serum lekko rozjaśniło zaczerwienia na skórze, blizn nie posiadam więc na temat wygładzenia zbliznowaceń. Jeśli chodzi o wygładzenie zmarszczek - tu też ciężko wydać osąd, bo zmarszczek jako takich nie mam, natomiast moja skóra wokół oczu miała drobne zmarszczki mimiczne (często mrużę oczy) i tu rzeczywiście jest poprawa - mam wrażenie, że skóra jest bardziej napięta, nie są to może spektakularne efekty, typu skóra gładka jak po rozmyciu gaussowskim, niemniej jednak z moich obserwacji wynika, że poprawa jest.

Obawiałam się, że ze względu na konsystencję serum może zapchać mi pory (które mają spore skłonności do zapychania), ale na szczęście obyło się bez przykrych niespodzianek. Serum nie spowodowało wysypu pryszczy, żadnego uczulenia, podrażnienia.

Sama aplikacja jest wygodna - serum zamknięte jest w butelce z ciemnego szkła i posiada pipetę, którą możemy dozować kosmetyk. Ja, jak już wspomniałam, na twarz nakładam zwykle 2-3 krople i jest to ilość w zupełności wystarczająca, stąd kolejny wniosek - wydajność produktu oceniam na plus.





Skład, krótki i treściwy:
INCI: Squalene (Olive), Ascorbic Acid (Vitamin C), Tocopherol (Vitamin E), Lecithin.

Jedynym minusem może być cena tego cuda - za 15 ml zapłacimy 119,00 złotych. Dużo? Owszem i jest to czynnik, który mógłby zdyskwalifikować ten kosmetyk, ale...przyznam, że po jego wypróbowaniu ciężko mi sobie wyobrazić rozstanie z nim. Dlatego tym czynnikiem będę martwić się potem :)

Moja ocena - 9/10


2. Kremowy peeling do twarzy
"Formuła Kremowego Peelingu do Twarzy oparta jest o naturalne, roślinne substancje złuszczające i wygładzające. Dzięki zawartości skwalenu oliwnego i innych, roślinnych składników aktywnych, dodatkowo odżywia i nawilża skórę. Delikatnie wygładza i odświeża naskórek, nie wysusza i nie podrażnia."


Pierwsze o czym muszę napisać to zapach tego peelingu - pachnie obłędnie! Dla mnie to zapach toffi, mojemu tacie natomiast kojarzy się z batonem "Pawełek". Mnie ten zapach załatwił, bo toffi uwielbiam.  

Jeśli chodzi o właściwości ścierające, tutaj również spotkało mnie miłe zaskoczenie. Jestem przyzwyczajona do mocnych, konkretnych zdzieraków, tylko takie gwarantują mi porządne wygładzenie skóry i usunięcie suchych, łuszczących się skórek. Jednak po takich mocnych peelingach skóra jest często podrażniona, zaczerwieniona, ściągnięta. Tego kosmetyku zdzierakiem określić nie mogę - posiada różnej wielkości drobiny, jedne są bardziej wyczuwalnie, inne mniej, jednak moje wrażenie było takie, że jest tych drobin zwyczajnie zbyt mało. Z tego też względu spodziewałam się raczej marnego efektu. Jednak uczucie po zastosowaniu było dokładnym przeciwieństwem do moich wyobrażeń. Podczas użycia peeling rzeczywiście sprawia wrażenie delikatnego, sama konsystencja jest jakby lekko tłustawa więc drobiny ślizgają się po skórze, co znacznie redukuje uczucie tarcia jakiego doświadczałam przy niektórych innych peelingach. Po zmyciu skóra jest gładka (jak po użyciu mocnego zdzieraka), ale nie jest ani podrażniona, ani zaczerwieniona, ani ściągnięta, ani przesuszona. Nie sądziłam, że takie drobinki mogą dawać taki efekt. 


Co zauważyłam dodatkowo - kiedyś używałam peelingu dość często - koło 3-4 dni w tygodniu (nie katowałam się dla przyjemności, moja skóra po prostu tego wymagała). Przy tym kosmetyku, częstość używania spadła - początkowo używałam go dwa razy w tygodniu, teraz nawet wystarcza jeden raz. Suche, odstające skórki nie pojawiają się tak często jak kiedyś, pory wydają się być mniej zanieczyszczone (choć tu jest to też wynik stosowania metody oczyszczania twarzy OCM).


Kosmetyk zamknięty jest w miękkiej tubce, w której mieści się 100 g peelingu. Skład prezentuje się następująco:
Inci: Purified Water (Aqua), Avena Sativa (Oat) Bran, Glycerin, Prunus Armeniaca (Apricot) Seed Powder, Xanthan gum, Citrus Grandis (Grapefruit) Seed Extract, Potassium Cetyl Phosphate, Squalane (Olive), Chamomilla Recutita (Matricaria) Extract, Calendula Officinalis Flower Extract, Potassium Sorbate, Lecithin, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Carica Papaya (Papaya) Fruit Extract, Tocopherol  (Natural Vitamin E), Vanillin, Phospholipids, Citric Acid, Anthemis Nobilis Flower (Roman Chamomile) Oil

Tutaj cena też niestety nie zachęca - podobnie jak serum, peeling kosztuje 119 złotych. O ile w przypadku serum cena wydawała się być uzasadniona działaniem i to bardzo kompleksowym, tak tutaj muszę przyznać, że takiej kwoty na peeling bym nie wydała. 

Moja ocena - 8/10

A Wy miałyście styczność z tymi kosmetykami? Bądź samym składnikiem jakim jest skwalen oliwny? 

Pozdrawiam,
Panna Joanna

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...