WoleProstoHeader

29 wrz 2011

Panna Joanna na tropie - salon Venus

Witam serdecznie w całkiem nowej rubryce, na której pomysł wpadłam całkiem niedawno i całkiem przypadkiem. O co chodzi? Już tłumaczę.

Pewnie każda z Was ma w swoim mieście salony kosmetyczne, urodowe, typu fitness i tym podobne. Być może w którymś już byłyście, być może któryś z nich zapadł Wam w pamięć, być może jest jeszcze cała masa takich miejsc, w których jeszcze nie gościłyście. Ja w takich miejscach raczej nie bywam, u kosmetyczki goszczę na tyle rzadko, że wszystkie wizyty mogłabym zliczyć na palcach jednej ręki. Mimo wszystko postanowiłam się zainteresować tematem i zrobić małe rozeznanie. Na czym takie rozeznanie miałoby polegać? Na poszukiwaniu ciekawych, klimatycznych miejsc, takich, które chciałabym odwiedzić i do których odwiedzenia chciałabym zachęcić również Was.

Wiem, że tego typu notki skierowane są w większym stopniu do osób, które mieszkają czy przebywają w moim mieście bądź jego okolicach, jednak sama uwielbiam oglądać, czytać tego typu relacje np. w damskich czasopismach więc pomyślałam, że być może komuś jeszcze taka tematyka się spodoba.

Dzisiaj pierwsza odsłona, udało mi się gościć w jednym bardzo ciekawym i bardzo nietypowym miejscu i właśnie ową wizytę chciałabym Wam zrelacjonować.

Miejscem do którego zawędrowałam z aparatem w celu uwiecznienia wizyty był nowo otwarty salon Venus. Salon jest nietypowy z kilku powodów - łączy w sobie kilka urodowych "dziedzin". Znajdziemy tam przede wszystkim specjalistyczny sprzęt mający pomóc nam w walce o piękną figurę, ponadto możemy się tam zaopatrzyć w kosmetyki (zarówno pielęgnacyjne jak i kolorówkę), suplementy diety oraz biżuterię. W zasadzie wszystko czego kobieta potrzebuje zgromadzone w jednym miejscu. Kolejny powód, który sprawia, że miejsce zapada w pamięć to wystrój i wytworzony tam nastrój.

Jak to wszystko wygląda od środka? Same zobaczcie :)

Samo wejście do salonu już zachęca aby do niego wstąpić - świeżo odmalowana kamienica, z okna zagląda do nas sama Venus, której rzeźbę znajdziemy w środku salonu.

A jak prezentuje się wnętrze?


Przede wszystkim - lada. Ozdobiona kwiatami, drobnymi prezentami w postaci kosmetyków, bardzo elegancko zapakowanych. Pod ladą wyłożona jest biżuteria.

Po drugiej stronie znajduje się kącik kosmetyczny. Krzesło, niski stolik, a na nim kwiaty, świece i szampan. Obok stoi szklana gablotka, na półkach której stoją kosmetyki. Co mnie zaskoczyło - kolorówka to kosmetyki Paese. Bardzo lubię ich podkłady, obecnie używam matującego (czarna tubka) i jestem z niego bardzo zadowolona. Oprócz tego - kremy, maseczki, sera.

Suplementy,  które można kupić w salonie to Juice PLUS+. Nie spotkałam się wcześniej z tą firmą, ale trochę poczytałam KLIK! o nich i całość prezentuje się całkiem interesująco. Ja jakąś specjalną zwolenniczką różnorakich suplementów nie jestem, jednak dla kobiet, które chcą dbać o siebie kompleksowo będzie to z pewnością rzecz warta zainteresowania.

Najważniejsza część całego salonu to sprzęt. Przyznaję, że takiej maszyny jak tam, nie widziałam jeszcze nigdzie indziej, początkowo byłam przekonana, że w strefie fitness stoi sobie kawałek motorówki. A okazuje się, że to sprzęt o, którym już kiedyś słyszałam, natomiast nie miałam okazji wcześniej zobaczyć go na własne oczy.
Jest to kapsuła Vacufit. Wygląda naprawdę kosmiczne i przynosi podobno kosmiczne efekty :) Na czym polega? Wchodzimy do takiej kapsuły, nakładamy specjalny szczelny pas, powietrze zasysa się do środka, a my w środku spacerujemy po bieżni. nazywa się to spacerem w podciśnieniu. Podwyższone ciśnienie polepsza krążenie krwi w skórze i tkance podskórnej. Przyspiesza ro proces przemiany materii i czterokrotnie przyspiesza proces spalania tłuszczu. Udało mi się nawet wejść do owej kapsuły i przyznaje, że spacerek w podciśnieniu najlżejszy nie jest, aczkolwiek jeśli efekty są takie jakie obiecuje producent mogłabym się tam męczyć do woli.

Na zdjęciach możecie zobaczyć Pannę Joannę podczas spaceru oraz Panią Izę, która cierpliwie wszystko mi tłumaczyła. Oprócz kosmicznej kapsuły znajduje się jeszcze jedna maszyna - tym razem jest maszyna wytrząsająca, która ma na celu rozbicie tkanki tłuszczowej.

Z pozostałych ciekawostek - salon nie ma ustalonych godzin otwarcia. Otwierany jest na umówioną wizytę klienta i w tym czasie jest dostępny tylko dla niego. Było dla mnie również dosyć zaskakujące. Jak widać dbałość o klientów zasługuje na piątkę z Venusem...tfu...plusem :) Mnie miejsce urzekło i kto wie - być może jeszcze kiedyś tam wrócę :)

Informacja dla mieszkanek Gliwic i okolic:
Salon Venus mieści się przy ulicy Basztowej 2. Umawiać można się telefonicznie - 503918904, salon posiada również służbowego maila - venussalon@onet.pl

Chcecie więcej takich postów? Interesuje Was taka tematyka? No i w końcu - jak się Wam podoba odwiedzony przeze mnie salon? Podzielcie się ze mną swoją opinią :)

Pozdrawiam,
Panna Joanna
28 wrz 2011

Lakierowo - każda wariatka ma na paznokciach kwiatka :)

Po raz kolejny moje paznokciowe maziaje - jak się Wam znudzą to dajcie znać :) Tym razem naszło mnie na kwiatki, widziałam ostatnio wzorek zrobiony metodą one stroke w wykonaniu kleopatre, moje kwiatki są oczywiście maksymalnie kulawe, ale proszę weźcie pod uwagę, że to mój pierwszy raz i dodatkowo moje ręce mają to do siebie, że się trzęsą jak wściekłe, zwłaszcza wtedy, gdy chcę nimi wykonać jakąś precyzyjną czynność ;)
Kolorystyka słodko - mdła, ale mniej więcej o taki efekt mi chodziło, miało być delikatnie, słodziaśnie, z daleka paznokcie wyglądały jak takie małe...dzbanki. Nie wiem skąd to skojarzenie, ale jak spojrzałam na pomalowane już paznokcie to była pierwsza rzecz jaka przyszła mi do głowy :)

Jak widzicie skróciłam nieco paznokcie, przy okazji nadałam im bardziej okrągły kształt. Robiły się już za długie jak na moje potrzeby, teraz mam wrażenie, że są takie w sam raz :)

Jako bazowy lakier występuje "Świeżo malowane" z Colour Alike, kwiatki zrobiłam mieszając dwa lakiery - biały do frencza z Avonu oraz różowego z Vipery (seria High life, numer 821). Zielone listki to Essence LE I love Berlin "02 I'm a Berliner". Na to top z Lovely i tyle :)

W najbliższym czasie możecie spodziewać się relacji z pewnego salonu urody, w którym miałam okazję gościć - miejsce jest niesamowite, wystrój strasznie przypadł mi do gustu, nastrój jest  bardzo specyficzny, widać, że ktoś miał na ten lokal pomysł :) Ponadto już wkrótce na TEJ stronie w dziale Wenus, a konkretnie w zakładce Uroda, będziecie mogły przeczytać moje artykuły. Będą to tajniki, triki makijażowe oraz instruktaże czyli makijaże wykonywane krok po kroku". Linkami się będę dzielić na blogu :)

Pozdrawiam,
Panna Joanna
24 wrz 2011

Urodzinowe rozdanie Panny Joanny!

Witam się z Wami w ten szczególny dzień - dzień w, którym blog "W świecie Panny Joanny" obchodzi swoje pierwsze urodziny. Miałyście już okazję przeczytać dzisiaj posta autorstwa mojego "osobistego personelu technicznego" (w skrócie OPT ;)) w osobie mojego chłopaka, a teraz ja mam dla Was notkę, i to notkę nie byle jaką, bo pełną niespodzianek!

Nie tylko mój OPT jest zdziwiony tym, że blog istnieje już rok - ja również. Biorąc pod uwagę moją "systematyczność", "zorganizowanie" i  jeszcze kilka innych cech, które absolutnie nie pomagają w regularnym prowadzeniu bloga, sama jestem pod wrażeniem. Oczywiście czym byłby świat Panny Joanny bez czytelniczek bloga! I to dla Was właśnie, w podziękowaniu za miniony rok, spędzony ze mną, mam małą niespodziankę.

Niespodziankę ufundowała firma JOKO, z którą jak wiecie współpracuję. Bardzo dziękuję Pani Sylwii za przemiły kontakt oraz przekazanie kosmetyków do rozdania.

Jesteście ciekawe nagród?:))) Oto one:

 Nagrody jak widać na wyżej załączonym obrazku - są trzy. W skład każdego z zestawów wchodzi: szminka, liner oraz cienie do powiek. Wszystkie kosmetyki są nowe, już leżą zapakowane i czekają na nowe właścicielki. Małe zbliżenie na poszczególne kosmetyki:

Co trzeba zrobić aby wygrać?
Przede wszystkim trzeba zostawić komentarz pod tym postem :)
Zasady są następujące:
1. MUSISZ być publicznym obserwatorem bloga "W świecie Panny Joanny". Napisz w komentarzu pod jakim nickiem obserwujesz bloga (1 los)
2. MOŻESZ polubić fan page bloga na facebooku KLIK! (+1 los)
3. MOŻESZ polubić fan page JOKO na facebooku KLIK! (+1 los)
4. MOŻESZ napisać notkę o tym rozdaniu na swoim blogu (+1 los)

Jeśli nie jesteś osobą pełnoletnią - zapytaj o zgodę na udział w rozdaniu swojego rodzica bądź prawnego opiekuna.

Łącznie można zdobyć 4 losy. Prosiłabym również aby w komentarzu zostawić swój email oraz w przypadku:
- punktu 2 i 3 - napisać jako kto obserwujesz fan page; wystarczy imię oraz trzy pierwsze litery nazwiska - po zakończeniu rozdania komentarze zostaną usunięte więc nie musicie się obawiać o swoje dane
- punktu 4 -  zostawić linka do notki

Proszę aby wszystkie informacje, linki zostały zawarte w 1 komentarzu.
Rozdanie trwać będzie przez trzy tygodnie czyli do 15 października. Następnego dnia, 16.10 ogłoszę wyniki.

I teraz moje urodzinowe pytanie do Was, na które odpowiedzieć możecie w komentarzu ze zgłoszeniem - jaki post najbardziej zapadł Wam w pamięć? Który podobał się Wam najbardziej? Ciekawa jestem Waszych odpowiedzi :)

W skład komisji konkursowej wchodzę ja :)

Pozdrawiam i gorąco zachęcam do udziału w konkursie,
Panna Joanna

EDIT: 16.10.2011 r. - rozdanie zostało zamknięte, zwycięzcy wylosowani, komentarze usuwam :)

Wszystkiego Najlepszego!

Witam w dniu pierwszych urodzin "Świata Panny Joanny".

Na wstępie pragnę uprzedzić, że Asia nie jest autorką tego posta.
O co właściwie chodzi?
Jako osobisty personel techniczny Panny Joanny otrzymałem od autorki jednopostową przepustkę na dzisiejszy dzień, którą mam zamiar spożytkować zgodnie z urodzinową tradycją na krótkie życzenia.

Wcześniej jednak chciałbym pokopać trochę w historii i przypomnieć Wam taki oto tekst:

"Witam się ze wszystkimi bardzo serdecznie. Pomysł założenia bloga chodził mi po głowie już od jakiegoś czasu. Dziś w końcu udało mi się znaleźć chwilę i oto jestem :)

Może na początku się przedstawię-mam na imię Asia, mam 20 lat, mieszkam w mieście Gliwice. Więcej o mnie dowiecie się w dalszych postach, które mam nadzieję uda mi się zamieszczać jak najczęściej.

Teraz sprawa zasadnicza, a mianowicie-o czym będzie mój blog? Po trosze o wszystkim, jednak skupić bym się chciała przede wszystkim na kilku rzeczach-interesuję się wizażem, modą, uwielbiam malować, i o tym mniej więcej będzie traktować ten blog. Możecie spodziewać się makijaży w moim wykonaniu, stylizacji, recenzji kosmetyków i mnóstwa zdjęć :)

Wiem, że takich blogów jest wiele, sama czytuję ich mnóstwo, jednak nie da się nie zauważyć, iż każdy jest inny inny. Na każdym można zobaczyć i poczytać fantastyczne rzeczy, każdy jest niepowtarzalny. Pewnie w swoim czasie zrobię jakieś mini zestawienie swoich ulubieńców :) "


Tak właśnie prezentuje się pierwszy, otwierający blogowe archiwum post. Muszę szczerze przyznać, że to jak szybko i w jakim stopniu strona rozwinęła się od tego czasu, budzi we mnie ogromny podziw dla zapału oraz talentu autorki.
Za to właśnie czego "Pannie Joannie" udało się dokonać przez ten rok składam Ci Asiu serdeczne gratulacje i jednocześnie życzę Ci dalszych sukcesów w realizacji swoich marzeń i pasji.

Jednocześnie od siebie pragnę podziękować Wam, czytelnikom, za tak ciepłe przyjęcie bloga oraz za to, że pozwoliliście autorce na publiczną realizację Jej talentów artystycznych oraz dziennikarskich. Przez ten rok staliście się częścią tytułowego "Świata Panny Joanny" i jestem przekonany, że będziecie tu miło spędzać czas przez kolejny rok.

Dziękuję również firmom, które zdecydowały się podjąć z Joasią współpracę. Wierzę, że zaufanie, jakim obdarzyliście Państwo autorkę powierzając Jej swoje produkty do testów i recenzji, znalazło swoje mocne potwierdzenie w tekstach na stronie.

Tak więc Asiu - Wszystkiego Najlepszego!
23 wrz 2011

Panna Joanna maluje - OSS step by step

Dzisiaj dla odmiany post makijażowy, dam Wam dla odmiany odpocząć od moich paznokci :) W dalszym ciągu maltretuję paletkę Oh So Special, uwielbiam te cienie, świetnie się ze sobą blendują, łatwo je rozcierać, mają świetną pigmentację, no po prostu och i ach. Zastanawiam się nad zakupem kolejnej paletki, tylko jeszcze nie wiem jakiej. Może jakieś sugestie?:)

Tym razem się troszkę bardziej wysiliłam i zrobiłam stepa. Nie było to łatwe ponieważ światło (a raczej jego brak) wyjątkowo utrudniało mi robienie zdjęć. Ale mam nadzieję, że mimo wszystko stepik będzie dla Was czytelny.

Makijaż jest trochę mocniejszy niż ostatni, który pokazywałam, ale myślę, że nadal spokojnie będzie się nadawać na dzień. Z kolei osoby, które na co dzień raczej się nie malują, mogą potraktować go jako propozycję makijażu wieczorowego.


 






Potem już tylko tuszujemy rzęsy - ja użyłam tuszu Lash Love z Mary Kay, oraz opcjonalnie możemy zaznaczyć linię wodną czarną kredką - ja to zrobiłam i użyłam w tym celu czarnej kredki żelowej z Avonu.

Gotowy makijaż prezentuje się następująco:

Na dziś to tyle, a jutro...obserwujcie uważnie ponieważ będzie się działo! :)

Pozdrawiam,
Panna Joanna
22 wrz 2011

Panna Joanna testuje - Beztłuszczowy Płyn do Demakijażu Oczu Mary Kay

Pokazywałam Wam niedawno makijaż wykonany kosmetykami Mary Kay. Wtedy nie zrecenzowałam ich dokładnie, a jedynie pokazałam co można wyczarować przy ich udziale. Recenzje tych kosmetyków, dokładne i bardziej szczegółowe, zaczną pojawiać się już zaraz, ale najpierw chciałabym Wam przedstawić jeszcze jeden produkt, który znalazłam w paczce od Mary Kay, a który kosmetykiem kolorowym nie jest. Co nie znaczy, że nie podbił mojego kosmetykoholicznego serca. Mowa o Beztłuszczowym Płynie do Demakijażu Oczu.

Co pisze o nim producent?
"Nawet wodoodporny makijaż usuniesz delikatnie i skutecznie Beztłuszczowym Płynem do Demakijażu Oczu, który nie podrażnia i nie naciąga delikatnej skóry wokół oczu, gdyż nie wymaga intensywnego pocierania. Jest też bezpieczny dla osób noszących szkła kontaktowe."


A co ja nim sądzę?

Używam tego płynu codziennie odkąd go dostałam i przy tak intensywnym przetestowaniu znalazłam tylko jednego minusa. Ale po kolei.

Płyn zamknięty jest w butelce o pojemności 110 ml. Sama butelka jest bardzo poręczna, można ją dokładnie zakręcić bez ryzyka, że coś nam się z butelki wyleje. Butelka jest lekko różowa, ale jednocześnie przezroczysta dzięki czemu widzimy ile produktu jeszcze nam zostało. Opakowanie ma prosty, przejrzysty design, wygląda bardzo elegancko. Wszystkie produkty tej marki wyglądają tak, że dają nam poczucie, iż używamy kosmetyków luksusowych. Tak jest też w tym przypadku.

Od razu rzuca się w oczy, że jest to płyn dwufazowy. Górna warstwa zawiera Cyclotetrasiloxane - silikon, który skutecznie usuwa wodoodporny makijaż bez pozostawiania tłustej warstwy. Natomiast głównym składnikiem warstwy dolnej jest Poloxamer 184. - łagodny emulgator, który skutecznie usuwa makijaż nie-wodoodporny. Płynem rzeczywiście bez problemu zmyjemy nawet najbardziej oporny makijaż, dowody będziecie mogły zobaczyć poniżej.

Punkt najważniejszy czyli działanie. To jego najmocniejsza strona. Czasami żeby zmyć *dokładnie* makijaż mleczkiem, micelem itd. musiałam sporo się natrudzić i namachać wacikiem. Efekt był taki, że moje oczy pozbawione były makijażu, ale skóra wokół nich była ściągnięta, czerwona, podrażniona. W przypadku tego płynu absolutnie nie doświadczam podobnych rzeczy. Wystarczy nałożyć odrobinę wcześniej wstrząśniętego płynu na wacik, przyłożyć go do powieki, chwilę odczekać, po czym wykonać dosłownie dwa delikatne koliste ruchy wacikiem żeby pozbyć się makijażu. Nie trzeba trzeć czy przyciskać mocno wacika aż zobaczymy gwiazdki pod powiekami ;) Płyn zmywa wszystko - linery, kreski na płynie do pigmentów, tusze (normalne i wodoodporne), ciemne cienie. Próbowałam również zmyć nim bardzo ciężką do zmycia czerwoną szminkę (oczywiście z ust, a nie z oczu) i tu również efekty były zadowalające. Żebyście sobie nie pomyślały, że bezpodstawnie pieję peany na cześć tego płynu, mały dowód:


Na zdjęciu możecie zobaczyć jak wygląd efekt po *jednokrotnym* przejechaniu wacikiem po ręce. Kosmetyk, które próbowałam zmyć to m.in. wodoodporny tusz, kredka żelowa, czarna i niebieska kreska na płynie do pigmentów, liner naładowany brokatem, ciemny cień na bazie oraz wyżej przeze mnie wspomniana czerwona szminka. Mnie efekt jak najbardziej zadowala :)


Płyn jest bardzo wydajny. Zdjęcia, które widzicie na samej górze, zostały zrobione po mniej więcej miesiącu używania. Sądzę, że płyn posłuży mi jeszcze długo, długo, co częściowo łagodzi owego jedynego minusa jakiego się dopatrzyłam, czyli jego cenę. Płyn kosztuje 70 złotych, aczkolwiek przy takiej wydajności cena nie wydaje się być już tak bardzo wygórowana jak wydawała mi się przy pierwszym kontakcie.

Płyn mnie nie uczulił, nie podrażnił mi oczu. Nic mnie nie piekło, oczy nie łzawiły jak to się kiedyś czasami zdarzało podczas makijażu. Nie noszę soczewek więc nie wypowiem się na to jak działa w przypadku ich noszenia, jednak producent zaznacza, że jest to produkt bezpieczny dla osób noszących soczewki kontaktowe.

Podsumowując - dla mnie bomba! Znalazłam swoje KWC wśród produktów przeznaczonych do demakijażu. Wiem, że będę ubolewać kiedy w końcu wykończę zawartość butelki, ale mimo dość wysokiej ceny byłabym w stanie ponownie w niego zainwestować.Jest tego wart :)

Pozdrawiam,
Panna Joanna
19 wrz 2011

Lakierowo - Circus Confetti!

Po długich bojach, czterokrotnej co najmniej utracie cierpliwości do pań ekspedientek z drogerii gdzie mam dwie szafy Essence, w końcu udało się - jest mój!
Kupiony dopiero w sąsiednim mieście, ponieważ w moim druga szafa Essence stoi za ladą i nijak nie szło paniom za tą ladą stojącym wytłumaczyć o co mi chodzi. Na szczęście Zabrze wpadło na to, że lepiej aby klientki same sobie grzebały w szafach i tym oto sposobem nareszcie do mojej kolekcji lakierowej dołączył Special Effect! Topper "Circus Confetti". Top ten jest w sprzedaży już dosyć długo, jednak początkowo absolutnie do mnie nie przemawiał, a jak w końcu zapragnęłam go mieć okazało się, że jego zakup do najprostszych nie należy.

Ten lakier jest po prostu bajeczny! Cała masa kolorowych, dużych i nieco mniejszych drobin. Na paznokciach wyglądają jak małe kawałeczki pociętej, kolorowej, błyszczącej folii. Ja wypróbowałam tego topa na ciemnoniebieskim lakierze (Eveline, vitAminail therapy, nr 546) i efekt (special effect ;)) mi się bardzo spodobał. Zmywanie to pewnie będzie koszmar, ale lakier jest tak pozytywny i wesoły, że wybaczam mu tę niedogodność.


A co Wy sądzicie o takich błyskotkach? Podobają się Wam czy raczej ich unikacie?

Pozdrawiam,
Panna Joanna
18 wrz 2011

Panna Joanna odpowiada - moja pielęgnacja paznokci

Dostaję ostatnio bardzo dużo maili z pytaniami o to, jak pielęgnuję swoje paznokcie. Przyznaję, że jest mi bardzo miło czytać pochwały skierowane w stronę moich paznokci, ponieważ od jakiegoś czasu trochę zmieniłam nawyki w ich pielęgnowaniu i rzeczywiście zauważam spore efekty. Pomyślałam, że może taka notka zainteresuje kogoś jeszcze, a osoby ciekawe tego jaką pielęgnację pazurkową stosuję, znajdą tu odpowiedzi na swoje pytania.

Przede wszystkim - jakie są moje paznokcie? Mam bardzo krótką płytkę paznokciową, jak obetnę paznokcie "na zero" to są naprawdę mikroskopijne. Nie tak dawno temu moje paznokcie miały bardzo duże skłonności do łamania się po bokach, rozdwajania i ogólnie rzecz biorąc - ciężko było je zapuścić. Kilka lat temu zaczęłam wycinać skórki (błędy młodości heh...) i tym sposobem jeszcze pół roku temu mój wał okołopaznokciowy wyglądał jak pole bitewne. Po bitwie oczywiście.

I właśnie jakieś pół roku temu zaczęłam zmieniać paznokciowe nawyki. Zaczęłam od zaprzestania wycinania skórek. Proces był długi i męczący, odrośnięte skórki wcale nie prezentowały się jakoś szczególnie ładnie. Zainteresowałam się więc produktami do pielęgnacji skórek - kupiłam preparat zmiękczający skórki, olejek nawilżający skórki. I tak powoli, testując różne produkty natrafiłam w końcu na to co służyło mi najlepiej i co z powodzeniem stosuję do dziś.

Skórki udało mi się odratować, jednak paznokcie nadal przedstawiały obraz nędzy i rozpaczy. Za każdym razem jak udało mi się je trochę zapuścić, hurtowo trafiał je szlag i się łamały. Odżywki, których używałam radziły sobie średnio, a poprawa kondycji paznokci była wyraźnie chwilowa. I znowu metodą prób i błędów natrafiłam na taką odżywkę, która zdziałała cuda.

Obecnie moje paznokcie są w takim stanie, w jakim nie były jeszcze nigdy. Są twarde, elastyczne, nie łamią się i nie rozdwajają. I przede wszystkim - są długie.


Tak obecnie prezentują się moje "gołe" pazurki. Jeśli chodzi o ich kształt - nie lubię typowych "kwadraciaków", średnio też podobają mi się mocno zaokrąglone paznokcie czy migdały. Kształt więc mam pośredni - lekko zaokrąglony, ale nie spiłowany po bokach.

A jakie produkty pozwoliły mi na osiągnięcie wyżej zaprezentowanych rezultatów?

Przede wszystkim pozbyłam się metalowych pilników i zastąpiłam je papierowymi. Z kosmetycznej półki zniknął też zmywacz z zawartością acetonu i został zastąpiony bezacetonowym zmywaczem z Nailty. O samym zmywaczu już pisałam więc powtórzę tylko najważniejsze - nie wysusza płytki paznokcia ani skórek, bardzo dobrze zmywa lakier i do tej pory nie znalazłam lepszego zmywacza.

W pielęgnacji skórek nieocenionym pomocnikiem okazał się olej rycynowy, kupiony w aptece za kilka złotych. Smaruję nim skórki i paznokcie zawsze po zmyciu lakieru i zauważyłam, że od kiedy to robię zarówno paznokcie jak i skórki są w o wiele lepszej formie. Olejek najpierw wsadzam do szklanki z gorącą wodą, a potem przy pomocy małego pędzelka nakładam na paznokcie i skórki. Często też takim podgrzanym olejkiem "myję ręce", tzn. wcieram olejek w cale dłonie nie wyłączając paznokci oczywiście, następnie spłukuję pod ciepłą wodą, to co nie dało się spłukać wcieram ponownie w skórę. Nawilża lepiej niż niejeden krem.

W walce z suchymi skórkami ( i ogólnie - suchymi dłońmi) z pomocą przyszły też kremy do rąk. Od dłuższego czasu intensywnie stosuję te dwa przedstawione na zdjęciu i oba dają bardzo dobre efekty. Krem do rąk stosuję co najmniej dwa razy dziennie i naprawdę staram się o tym pamiętać i być w miarę regularna.

Jeśli zaś chodzi o same paznokcie - na zdjęciu możecie zobaczyć trzy buteleczki. Ta z niebieską substancją to żel do skórek z małymi peelingującymi drobinkami. Stosuję na skórki po zmyciu lakieru, a przed wszystkimi zabiegami typu nakładanie olejku rycynowego czy kremu. Nakładam na paznokcie za pomocą pędzelka, zostawiam na jakieś 3-4 minuty, a następnie zmywam pod ciepła wodą, jednocześnie wykonując peeling skórek. Bardzo fajny i tani kosmetyk, zmiękcza skórki i usuwa te, które gdzieś się zadarły i odstają.

Kolejny preparat to odżywka z Lovely "Diamentowa siła". Jej cena to coś w okolicach 6-7 złotych, a jest naprawdę rewelacyjna. Stosuję zawsze pod lakier, czasem robię sobie przerwę w malowaniu paznokci, nakładam jedynie tę odżywkę, a następnie dokładam codziennie jedną warstwę. Żadna odżywka do tej pory nie dała w moim przypadku takich rezultatów takich jak ta. Niesamowicie utwardza paznokcie, lakiery dobrze się na niej trzymają, chroni przed odbarwieniami od ciemnych lakierów. Zużywam już drugie opakowanie i na pewno jak tylko się skończy, kupię kolejne.

Ostatni produkt to top coat firmy Lovely. Zauważyłam, że preparaty tej firmy mi dobrze służą więc skusiłam się również na coś nawierzchniowego i również jestem bardzo zadowolona. Pięknie nabłyszcza, lekko przedłuża trwałość lakieru, przyspiesza wysychanie. fajny produkt za niską cenę.

To by chyba było na tyle, mam nadzieję, że komuś ten post pomoże :) Zapraszam do lektury, a ja tymczasem zabieram się za malowanie paznokci, kupiłam w końcu wczoraj "Circus Confetti" z Essence i jestem bardzo ciekawa efektu!:)

Pozdrawiam,
Panna Joanna
16 wrz 2011

Todays look - oh so special ;)

Oglądałam je na blogach, czytałam wątek o nich na wizażu, widziałam filmiki, na których widziałam efekty użycia. Słowem - gdzie nie weszłam, w każdym jednym kącie internetu przewijały mi się paletki Sleeka. Odkąd w sprzedaży pojawiła się paletka Oh So Special ten efekt się jeszcze pogłębił i wiedziałam, że nie wytrzymam i w końcu dla swojego świętego spokoju ową paletkę zakupię. Ostatnio sklep internetowy paatal.pl oferował darmową dostawę do paczkomatów więc po krótkim zastanowieniu kliknęłam i zamarłam w oczekiwaniu na przesyłkę. Paletka doszła do mnie wczoraj (właściwie to ja doszłam do niej, bo paczkomat sam do mnie nie przyszedł ;)) i już teraz wiem, że zakup tej paletki to było ogromny błąd! Dlaczego? Bo paletka jest cudowna, cienie tak niemiłosiernie przypadły mi do gustu, że wiem, że na tej jednej paletce się nie skończy ;) Wpadłam w sleekomanię.

Swatchami nie będę Was zamęczać, na różnych blogach pojawiło się już ich całe mnóstwo, natomiast pokażę Wam dzisiejszy makijaż wykonany cieniami z tej paletki. Taki szybki dzienniak, przed egzaminem (który poszedł mi niestety do kitu) nie miałam wiele czasu na malowanie. W przyszłości możecie się spodziewać wielu makijaży zmalowanych tą paletką, nie tylko tych dziennych, ale również wieczorowych bo paletka wygląda na baaardzo wszechstronną (o ile można tak powiedzieć o palecie cieni). Ale nie wszystko na raz :)



Wybaczcie trochę zapuchnięte oczy ale jak wspominałam - egzamin. Zmykam tymczasem odstresować się po ciężkim tygodniu, jutro postaram się wrzucić posta dotyczącego mojej pielęgnacji paznokci. Dostaję ostatnio sporo maili z pytaniami na ten temat więc pomyślałam, że może zainteresuje to kogoś jeszcze.

Pozdrawiam i życzę udanego weekendu,
Panna Joanna
13 wrz 2011

Lakierowo - Kosmicznie niekosmicznie :)

Nie pytajcie mnie co autor ( czyli ja ;)) miał na myśli bo sama nie wiem. Uczyłam się wczoraj termodynamiki, od czasu do czasu zerkając nieśmiało w stronę startego na końcach paznokci lakieru i jeszcze bardziej nieśmiało w stronę pudełka (czy raczej już pudła) z lakierami. I w pewnym momencie doznałam wizji (co nie jest niczym szczególnym podczas nauki o przepływie ciepła - człowiek robi się wtedy niezwykle kreatywny). Zamiast zmywać lakier i starte końcówki, postanowiłam zakryć je w artystyczny sposób za pomocą lakierów, w kierunku których jak już pisałam zerkałam nieśmiało oraz kawałka gąbki. Moim natchnieniem był kosmos (naoglądałam się ostatnio kosmicznych manikiurów na blogach, ale jak widać chyba zbyt dobrze się nie przyglądałam), a skończyłam myśląc o zorzy polarnej. W każdym razie - na pewno nie myślałam wtedy o oporze wnikania, przewodzenia i innych cudach, które nijak natchnieniem do malowania paznokci być nie mogą.

Efekt średnio się ma do moich wizji i założeń, ale spodobał mi się na tyle, że zostawiłam i na razie nie zmyję.

Na paznokciach mam (idąc od samego "dołu"): Colour Alike seria Q nr150, Eveline seria vitAminal therapy nr 546, Colour Alike nr 3, Delia seria No. 1 nr 42. Całość pociągnięta topem z Lovely.



Czuję, że taki trick dobrze będzie wyglądać na połączeniu czerń/szarość/srebro :) Pewnie wypróbuję jak tylko pozbędę się mojego kosmicznie niekosmicznego mani :)

EDIT: Moje kosmiczne paznokcie przyniosły mi szczęście i termodynamika została pomyślnie zaliczona. Właśnie widziałam wyniki więc kampanię wrześniową uszczupliłam o jeden przedmiot :)

Pozdrawiam,
Panna Joanna
11 wrz 2011

Lakierowo - Jesienny Blues

Mimo, że lato na chwilę wróciło (rychło w czas) na moich paznokciach trwa już jesień. I to nie byle jaka! Lekko brązowa, złamana szarością i odrobiną wrzosu, ze srebrnym shimmerem delikatnie migoczącym w równie delikatnych jesiennych promieniach. Jeśli do tego dołożymy konsystencję, która sprawia, że paznokcie właściwie same się malują, trwałość, która może zadziwić to wyjdzie nam po prostu lakier idealny.



Nad czym się tak rozpływam? Nad kolejnym w mojej kolekcji lakierem Colour Alike - tym razem jest to nr 440 czyli znany już pewnie wszystkim "Jesienny Blues". Nigdy nie przepadałam za takimi kolorami (pieszczotliwie nazywanymi przez niektórych kolorem grzybni), jednak gdy pewnego dnia zakupiłam równie znanego "Zulu" z Essence moje nastawienie do grzybiastych kolorów diametralnie się zmieniło. Zulu już jakiś czas temu umarł śmiercią poprzez koszmarne zgęstnienie, więc kiedy będąc na wakacjach zauważyłam na półce w drogerii "Jesiennego Bluesa" nie wahałam się ani chwili.

Tym lakierem się GENIALNIE maluje paznokcie. Wystarczy przyłożyć pędzelek do paznokcia i w jakiś magiczny sposób on sam robi resztę. Z reguły jak maluję paznokcie to poświęcam temu sporo czasu, ponieważ nie cierpię jak mam lakier porozlewany na skórki, krzywo nałożony, że o jakiś smugach i innych takich nawet nie wspomnę. W przypadku "Jesiennego Bluesa" paznokcie mam pomalowane dosłownie w trzy minuty z topem włącznie więc uznaję to za rekord.

Do zadowalającego krycia wystarczają dwie warstwy i tyle też mam na zdjęciach (plus top coat).
Shimmer w tym lakierze jest cudny, widać go tylko w sztucznym świetle lub słońcu.

Trwałość jak to w przypadku Colour Alike świetna - lakier zmyłam po 6 dniach i miałam jeden jedyny odprysk, który był wynikiem mojego gapiostwa :)

Macie już w swojej kolekcji "Jesiennego Bluesa"? A może znacie inne - typowo jesienne lakiery, które mogłybyście polecić?:)

Pozdrawiam,
Panna Joanna
6 wrz 2011

Yesterdays look - oliwka :)

Dzisiaj króciutki post (w przeciwieństwie do ostatniego :)) - chciałabym Wam pokazać mój wczorajszy makijaż. Strasznie się namęczyłam przy robieniu zdjęć, raz słońce świeciło mi prosto w twarz i zdjęcia wychodziły żółto/pomarańczowe, a ja sama na nich wyglądałam na jakieś 3-4 tony bardziej opaloną niż jestem, z kolei przy innym oknie światła nie było prawie w ogóle i na zdjęciach nie wiedzieć czemu wyszłam blada jak ściana. W rzeczywistość wszystko jest takie "pomiędzy" dlatego dodaję zdjęcia przy różnym oświetleniu.

Zanim przejdę do zdjęć chciałam jeszcze sobie ponarzekać - zrobiłam ostatnio małą rundkę po drogeriach. Ot tak, żeby zorientować się co, gdzie i za ile. Zaczęłam od drogerii, w której są dwie szafy Essence i cała masa kosmetyków innych firm. Pomijając nieludzki bałagan (kosmetyki często leżą w kartonach albo bezpośrednio na ziemi, te które nie ma mają "własnych" szaf są poupychane w jakichś koszyczkach - nic, dosłownie, nic nie da się znaleźć bez obiegnięcia sklepu co najmniej trzy razy dookoła) to kompetencja osób tam pracujących mnie np. zwala z nóg. Część szaf jest wystawiona za ladą (np. druga szafa Essence) i nie ma możliwości podejścia bliżej więc siłą rzeczy osoby tam pracujące muszą owe kosmetyki podawać zza tej lady. I tu się pojawia główny problem. Mianowicie panie w ogóle nie wiedzą o czym się do nich mówi. Nie planowałam co prawda żadnych zakupów ale skoro tam byłam chciałam zapytać o słynnego już "Circus Confetti" z Essence. Wzrok mam średniej jakości więc co jest w szafie za ladą widzę nieszczególnie, ale skoro Pani stoi z nosem tuż przy szafie i na dodatek bardzo obrazowo jej tłumaczę co bym chciała, no to jednak mogłaby wiedzieć o co chodzi. Nie pomogła ani nazwa, ani opisanie kształtu butelki, ani opis wyglądu samego topa, ani nawet wskazanie prawdopodobnego miejsca gdzie ten lakier mógłby leżeć. Pani podała mi wszystko co mogło być lakierem (nieważne czy do zdobień czy zwykłym) oprócz tego o co pytałam. W końcu wyszłam z drogerii, nie wiedząc nawet czy lakier w niej był czy nie.
W Naturze było niewiele lepiej, tam dla odmiany wszystkie kosmetyki są na wyciągnięcie ręki i prawie wszystkie wyglądają jakby ktoś ich już używał. Z ciekawości sprawdziłam jak prezentuje się ostatni dostępny na standzie limitkowym cień z Balleriny i po odkręceniu słoiczka moim oczom okazała się wielgachna dziura wyryta w cieniu za pomocą jakiegoś zapewne dorodnego palucha. A fee. Oprócz tego w koszyczkach wyprzedażowych (czy raczej kulach, do których ciężko wsadzić łapkę) takie kwiatki jak  np. cienie wypiekane z Essence przecenione z 12 złotych na...12 złotych. Szaleńcza wyprzedaż.

A jak jest w Waszych drogeriach? Podzielcie się! Ja już ponarzekałam więc czas na tytułowy makijaż :)



Przy okazji chciałam usprawiedliwić swoją nadchodzącą nieobecność - jutro wyjeżdżam na kilka dni więc pojawię się na blogu dopiero po weekendzie :)

Pozdrawiam,
Panna Joanna
3 wrz 2011

Panna Joanna testuje - Iwostin, SVR i Bioderma

Dzisiaj pojawiam się z trochę innym postem niż te dotychczasowe, z tego względu, że opisywać będę próbki przesłane mi już kawał czasu temu przez dermolab.pl, a więc nie będzie to pełna recenzja, a raczej coś w rodzaju pierwszego wrażenia. W związku z tym, na końcu nie będzie tak jak zwykle oceny w konkretnej skali, a podsumowanie typu "czy kupiłabym ten produkt".

Paczka od dermolabu prezentowała się następująco:

Jak widać na załączonym obrazku otrzymałam próbki głównie firmy Iwostin, oprócz tego miniaturowe opakowania żelu do mycia twarzy z SVR oraz krem tonujący Photoderm z Biodermy.

Od razu zaznaczę, że o próbkach żelu redukującego zmiany potrądzikowe się rozpisywać nie będę, z dwóch powodów - nie posiadam zmian potrądzikowych i wydaje mi się, że akurat zmiany potrądzikowe są problemem, który eliminuje się przez dłuższy okres czasu, czego nie umożliwia jedna próbka.



Wywód zacznę od produktu, po którym spodziewałam się wiele dobrego, ale niestety to na nim zawiodłam się  najbardziej. O produktach firmy Bioderma słyszałam wiele bardzo pozytywnych opinii, więc kiedy w paczce znalazłam miniaturkę kremu tonującego Photoderm AR SPF 50 / UVA 33 za pewnik brałam, że produkt na pewno przypadnie mi do gustu. Nic bardziej mylnego. Ale po kolei.

Opis produktu z KWC:
"Krem tonujący do skóry z problemami naczynkowymi.
Zapewnia optymalną ochronę przed promieniowaniem UVA-UVB, dzięki połączeniu nowego systemu filtrów z komplexem Bioprotection, który pobudza naturalny system obronny skóry oraz chroni przed zmianami w obrębie DNA; Formuła kremu została wzbogacona kompleksem Rosactiv, który chroni i uszczelnia naczynka krwionośne oraz zapobiega powstawaniu trwałego zaczerwienienia skóry.
Chroni skórę wrażliwą i delikatną, często zaczerwienioną i z widocznymi naczynkami przed szkodliwym działaniem słońca. Posiada działanie łagodzące i zmniejszające przekrwienie. Naturalny kolor pozwala zatuszować zaczerwienienie skóry oraz innego rodzaju zmiany skórne. Zalecany w przypadkach umiarkowanego i silnego nasłonecznienia. Lekka, delikatna konsystencja, łatwo się rozprowadza i nie zatyka porów, nie zawiera środków zapachowych. Bardzo dobrze tolerowany, fototrwały, wodoodporny."


Moja opinia:
Próbka wystarczyłaby mi na kilkanaście użyć, jednak po jakiś trzech się poddałam.

Mam cerę wrażliwą, suchą, naczynkową więc teoretycznie powinien być to produkt w sam raz dla mnie.
Bałam się trochę koloru, ponieważ początkowo wydawał mi się zbyt ciemny, ale to okazało się najmniejszym problemem, gdyż krem bardzo dobrze stapiał się ze skórą i ładnie wyrównywał kolor skóry. Po doświadczeniu z filtrami, które miały spore tendencje do bielenie - była to miła odmiana. 
Zaczerwienienia koło płatków nosa rzeczywiście były mniej widoczne, więc jego działanie "zmniejszające przekrwienie" zaliczam również na plus.
Plusem jest również fakt, że krem ma wysoki filtr. I na tym plusy właściwie się kończą.

Moja skóra jest sucha i często nie muszę nawet stosować żadnego wykańczającego pudru, żeby była matowa. Po użyciu tego kremu tonującego świeciłam się tak jakbym sobie ten krem wymieszałam z olejem/masłem bądź czymś równie tłustym. Omiecenie twarzy pudrem sypkim pomagało na jakiś czas, ale potem skóra znowu zaczęła się niemiłosiernie świecić.
Kolejny minus - ten krem to zapychacz, przynajmniej w moim przypadku. Po trzech dniach używania na twarzy porobiły mi się twarde, podskórne gule.Wtedy też właśnie stwierdziłam, że zalety tego produkty absolutnie nie równoważą jego wad i krem poszedł w odstawkę.
Ostatnia wada - dla mnie najbardziej drażniąca - ten produkt strasznie nieprzyjemnie pachnie. Choć właściwie określenie "nieprzyjemnie pachnie" średnio obrazuje smrodek przypominający zapach płynu do mycia okien.  A fe.

Skład:
INCI: water (aqua), dicaprylyl carbonate, octocrylene, methylene bis-benzotriazolyl tetramethylbutylphenol, butyl methoxydibenzoylmethane, alcohol denat., cyclomethicone, dimethiconol behenate, glycerin, potassium cetyl phosphate, glyceryl stearate, peg-100 stearate, hydrogenated vegetable oil, glycyrrhetinic acid, ginkgo biloba extract, glycine soya (soybean) germ extract, tocopheryl acetate, ectoin, mannitol, xylitol, rhamnose, fructooligosaccharides, laminariaochroleuca extract, propylene glycol, decyl glucoside, ammonium acryloyldimethyltaurate/vp copolymer, xanthan gum, iron oxides (ci 77492), titanium dioxide (ci 77891), disodium edta, trilinolein, bht, iron oxides (ci77491), iron oxides (ci 77499), citric acid, trilinolenin, triolein, tripalmitin, caprylic/capric trigyceride, tristearin, phenoxyethanol, methylparaben, propylparaben. ethylparaben

Podsumowując - tego kosmetyku na pewno nigdy nie kupię.

Kolejny kosmetyk, który testowałam to żel myjący dla cery trądzikowej z SVR

Opis z KWC:
"Delikatnie i dokładnie oczyszcza skórę, nie przesusza i nie podrażnia skóry - bez mydła, eliminuje łój, martwe komórki naskórka, makijaż.
Stosowanie: 2x dziennie."

Moja opinia:
Co do tego produktu mam mieszane uczucia. Zacznę może od tego, że żel świetnie usuwa z twarzy wszelkie zanieczyszczenia, makijaż itd. Skóra po jego użyciu jest wyraźnie odświeżona i odczuwalnie czysta. Żel ma przyjemną konsystencję, jest przyjemny w użyciu, nie pienie się (ja akurat nie lubię kosmetyków do twarzy, które się mocno pienią, wiec dla mnie to plus).
Spodziewałam się po nim sporego wysuszania (i się nie pomyliłam), ale o dziwo moja skóra po myciu nie była jakoś specjalnie ściągnięta.

Natomiast żel rzeczywiście dosyć mocno przesuszył moją cerę i po kilku użyciach powędrował do mojej cioci, która ma cerę tłustą i jej zdecydowanie bardziej odpowiada. Jak dla mnie żel był po prosty zbyt "mocny" jeśli tak można określić żel do mycia twarzy, ale myślę, że osoby z cerą tłustą będą z niego zadowolone.

Skład:
INCI: Aqua, Disodium Laureth Sulfosuccinate, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Glycerin, Sodium Cocoamphoacetate, PEG-150 Polyglycerin-2 Tristearate, Sodium Laureth Sulfate, Coceth-3, Pentylene Glycol, Cocamidopropyl Betainamide MEA Chloride, Glucono Delta Lactone, Zinc PCA, Tephrosia Purpurea, Salicylic Acid, Squalane, Cocamidopropyl Dimethylamine, Laureth-2, Sodium Chloride, Citric Acid, Sodium Citrate, Sodium Sulfate, Glyceryl Caprylate, Dipropylene Glycol, Caprylyl Glycol, Butylene Glycol, Ethanolamine, Chlorphenesin, Phenoxyethanol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Parfum (Fragrance)

Podsumowując - żel nieodpowiedni dla mojej skóry, więc nie kupię, natomiast polecam osobom z cerą tłustą.

Teraz czas na opinie odnośnie produktów firmy Iwostin. Do przetestowania otrzymałam po trzy próbki następujących produktów:
- seria Hydratia, Fizjologiczny krem z ceramidami SPF 15
- seria Purritn, Emulsja matująca
- seria Purittin, Trójsferyczny peelingujący żel do mycia

Zacznę od produktu, który najbardziej przypadł mi do gustu.

Opis z KWC:
"Preparat hamuję utratę mocznika ze skóry. Ogranicza przeznaskórkową utratę wody. Uzupełnia w skórze substancje fizjologiczne. Zawiera fotostabilne filtry UVB: 15/ UVB: 7.
Substancje aktywne:
- Hydrasalinol - unikalna substancja, umożliwiającą dostarczanie mocznikado głębszych warstw skóry i zapobiegającą jego przeznaskórkowej utracie (TEUL).
- Kompleks NMF (Natural Moisturising Factor) - w jego skład wchodzi mocznik, lizyna, sól sodowa kwasu piroglutaminowego (PCA Na) i kwas mlekowy. Wiąże wodę w skórze oraz skutecznie zabezpiecza przed jej nadmierną utratą przez naskórek.
- Ceramidy roślinne - pozyskiwane z ziaren ryżu. Odbudowują struktury lipidowe. Zawierają kwas linolenowy (NNKT), charakterystyczny dla naturalnie obecnych w ludzkiej skórze ceramidów typu I. Wzmacniają przyleganie komórek, dzięki czemu skutecznie zapobiegają przeznaskórkowej utracie wody (TEWL).
- Olej z awokado - chroni i wzmacnia cement międzykomórkowy warstwy rogowej naskórka.
- Hialuronian sodu - wiąże wodę w skórze oraz ogranicza jej przeznaskórkową utratę.
- Mocznik - wiąże wodę w głębszych warstwach naskórka oraz reguluje proces jego rogowacenia.
- Fotostabilne filtry UVB: SPF 15 / UVA: 7 skutecznie chronią przed szkodliwym promieniowaniem ultrafioletowym.
- Woda termalna z Iwonicza-Zdroju - koi i łagodzi podrażnienia"

Moja opinia:
Krem jest naprawdę świetny. Bardzo go polubiłam i zużyłam wszystkie próbki do samego końca. Przede wszystkim - naprawdę dobrze nawilża. Stosowałam go rano, pod makijaż i sprawdzał się znakomicie. Krem ma lekką konsystencję, dobrze się wchłania, nie pozostawia tłustego filmu. Mimo tego - odczuwalnie nawilża. Skóra jest miękka, odżywiona. Nie zaobserwowałam żadnego zapychania ani podrażnienia. Do tego bardzo przyjemnie pachnie.

Minusów nie znalazłam.

Skład:
INCI: Aqua, Iwonicz Aqua, Urea, Gliceryn, Propylheptyl Caprylate, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Cyclomethicone, Butylmethoxydibenzoymethane, Discaprylyl Carbonate, Cetearyl Alcohol, Octocrylene, Pentaerythrityl Distearate, Glyceryl Stearate, Sodium Stearoyl Glutamate, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Myristyl Myristate, Butylene Glycol, Glycosphingolipids, Sodium Hyaluronate, Hydrolized Wheat Protein, Sorbitol, Lysina, Diglycerin, Lactic Acid, Sodium PCA, Caprylic/Capric Triglyceride, Salicornia Herbacea Extract, Polymethylsilsesquioxane, Dimethicone, Isohexadecane, Cetearl Methicone, PEG - 40 Stearate, Steareth - 2, Steareth - 21, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Sodium Polyacrylate, Pullulan, Allantoin, Xantax Gum, Disodium EDTH, PEG - 8, Tocopherol, Ascorbic Acid, Ascorbyl Palmitate, Citric Acid, Parfum


Podsumowując - kupię go na pewno jak tylko wykorzystam te kremy na dzień, które jeszcze mam. Ten krem jest na mojej liście "must - have".

Kolejny kosmetyk, który zaraz Wam przedstawię również uważam za całkiem udany, choć kremu opisanego wyżej nie zdeklasował w mini - rankingu.


Opis z KWC:
"Trójsferyczny peelingujący żel do mycia Iwostin Purritin posiada trzy rodzaje granulek peelingujących, dzięki czemu efektywnie odblokowuje ujścia gruczołów łojowych, usuwa zanieczyszczenia oraz delikatnie, lecz skutecznie złuszcza warstwę rogową naskórka. Pozwala pozbyć się martwych komórek naskórka, nie dopuszczając do ich zalegania na skórze i zatykania tzw. porów skóry.
Działa złuszczająco: odblokowuje ujścia gruczołów łojowych, złuszcza warstwę rogową naskórka, nie dopuszczając do zalegania martwych komórek na skórze i zatykania tzw. porów skóry, stopniowo koryguje i przyspiesza odnowę powierzchni naskórka. Działa antybakteryjnie i przeciwzapalnie: zapobiega rozwojowi bakterii i powstawaniu wykwitów trądzikowych, reguluje wydzielanie łoju (sebum), zmniejsza skłonność do tworzenia się stanów zapalnych. Łagodzi podrażnienia. Skutecznie oczyszcza skórę. Substancje aktywne: Physiogenyl, olejek z drzewa herbacianego, wyciąg z aloesu, alantoina, granulki peelingujące z wosku jojoba, granulki z wosku syntetycznego małe, granulki z wosku syntetycznego duże, woda termalna z Iwonicza-Zdroju."

Moja opinia:
Zacznę oczywiście od plusów. Żel ma przyjemna konsystencją z granulkami, które bardzo dobrze myją, lekko ścierają, ale nie drapią. Skóra jest dokładnie oczyszczona. Bardzo przypadł mi do gustu zapach - żel pachnie dosyć intensywnie olejkiem herbacianym, a ja sam olejek bardzo lubię i od dłuższego czasu mam w swojej kosmetyczce buteleczkę takowego.
Używałam tego żelu w momencie jakiegoś wysypu (całkiem możliwe, że po kremie tonującym Biodermy) i dosyć sprawnie sobie poradził w tej sytuacji.

Jeśli chodzi o minusy - przede wszystkim po umyciu często miałam uczucie ściągniętej cery. Zaraz po jego użyciu odczuwałam potrzebę posmarowania się czymś mocno nawilżającym. Mam też wrażenie, że dla mojej cery był zbyt...agresywny? To kolejny kosmetyk, który lepiej będzie służyć cerom tłustym czy mieszanym.


Skład:
INCI: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Lauryl Glucoside, Acrylates Copolymer, Iwonicz Aqua, Cocamidopropyl Betainamide MEA Chloride, Synthetic Wax, glycerin, PEG-7 Glyceryl Cocoata, Aloe Vera Gel, Sodium PCA, Magnesium PCA, Zinc PCA, Manganese PCA, Allantoin, Triclosan, Tea Tree Oil, Jojoba Esters, Pullulan, PEG-12 Dimethicone, PEG-150 Pantaerythrityl Tetrastearate, PEG-6 Caprylic/Capric Glycerides, Parfum, triethanolamine, Disodium EDTA, DMDM Hyndatoin, Methylisothiazolinone, Methylchloroisothiazolinone

Podsumowując - kupiłabym go na "wszelki wypadek", gdyby moja cera mnie zaskoczyła jakimś wysypem, jednak czuję, że żel zbyt wysusza moją, i tak już suchą, cerę.

Ostatni kosmetyk na liście i niestety - ostatni w moim rankingu iwostinowych kosmetyków:
Opis z KWC:
"Matuje i nawilża skórę tłustą, np. ze skłonnością do zmian trądzikowych przy łojotokowym zapaleniu skóry (ŁZS). Dzięki zawartości czynników matujących stanowi znakomitą bazę pod makijaż. Zaleca się stosowanie emulsji także do skóry mieszanej.
Emulsja skutecznie matuje tłuste partie skóry. Działa przeciwtrądzikowo. Reguluje wydzielanie sebum. Zapewnia matowy i świeży wygląd skóry tłustej, mieszanej i skłonnej do zmian trądzikowych. Skutecznie usuwa martwy naskórek. Dodatkowo pielęgnuje skórę i łagodzi podrażnienia. Hypoalergiczna. Ma pH 4,73.
Substancje aktywne:
- Zincidone - normalizuje wydzialanie sebum i działa przeciwbakteryjnie.
- Triclosan - działa przeciwzapalnie i antybakteryjnie. Zmniejsza podrażnienia i reakcje alergiczne. Ogranicza powstawanie wolnych rodników.
- Alfa-hydroksykwasy (kwasy AHA) -działają keratolitycznie, usuwając warstwy martwych i zrogowaciałych komórek.
- Beta-hydroksykwasy (kwasy BHA) - Działają złuszczająco (keratolitycznie), dzięki czemu odblokowują ujścia gruczołów łojowych i ułatwiają usuwanie martwych komórek naskórka. W ten sposób zapobiegają tworzeniu zapalnych zmian trądzikowych.
- Olej z pestek winogron - delikatnie natłuszcza, uelastycznia i nawilża skórę. Zawarte w oleju fosfolipidy i niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe (NNKT) odżywiaja skórę i wzmacniają bariery skórne.
- Wyciąg z aloesu - wykazuje działanie antybakteryjne i przeciwzapalne Aktywizuje układ odpornościowy i pomaga w utrzymaniu równowagi kwasowo-zasadowej. Łagodzi podrażnienia.
- Woda termalna z Iwonicza-Zdroju - koi i łagodzi podrażnienia."

Moja opinia:
Ciężko mi ocenić ten produkt z bardzo prostego powodu - jest to emulsja MATUJĄCA, a ja za bardzo nie mam potrzeby się matowić. Jednak  po użyciu (trzykrotnym, również nie dałam rady dłużej) coś nie coś mogę o nim napisać.

Nie wiem jak ten produkt może matowić cerę tłustą, skoro z mojej suchej skóry zrobił istną lampę. Naprawdę - po posmarowaniu się ta emulsją moja twarz się świeciła tak bardzo, że aż mnie to zdziwiło (nie podejrzewałam jej o takie możliwości w tej sferze). Próbowałam przykryć podkładem, , wymieszać z podkładem, zmatowić pudrem sypkim/prasowanym i nic. Nawet nie jestem sobie w stanie wyobrazić jaki efekt ten kosmetyk dałby na skórze tłustej.
Jedyny plus był taki, że emulsja nie wyrządziła mi większej krzywdy - nie zapchała, nie podrażniła.

Skład:
INCI: Aqua, Iwonicz Aqua, Polyglyceryl-3 Methylglucose Distearate, Aluminum Starch Octenyl Succinate, Isopropyl Palmitate, Glycerin, Vitis Vinifera Oil, Glyceryl Stearate, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Squalane, Polysorbate 60, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Cetearyl Alcohol, Lactic Acid, Glycolic Acid, Citric Acid,Malic Acid, Salicylic Acid, Allantoin, Zinc PCA, Triclosan, Triethanolamine, Disodium Edta, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid.

Podsumowując - nigdy w życiu.


I to by było na tyle. Myślałam, że wyjdzie mi z tego króciutki post, ale chyba mi nie wyszło :)
Zabieram się za robienie zdjęć ulubionych wakacyjnych kosmetyków pielęgnacyjnych więc w najbliższym czasie możecie się spodziewać pielęgnacyjnej kontynuacji tego posta.

Pozdrawiam,
Panna Joanna
1 wrz 2011

Nowość od JOKO - Hollywood Collection

JOKO przygotowało kolejną nowość - tym razem jest to nowa seria lakierów "Hollywood Collection". Zainteresowane? Zapraszam do lektury :)



Kolory które pokochały gwiazdy
Nowe lakiery JOKO Hollywood Collection

Która kobieta choć raz nie zapragnęła kreacji, dodatków, czy makijażu prezentowanych na czerwonym dywanie? Gwiazdy całymi miesiącami pracują nad każdym szczegółem wyglądu, a tym, do czego w ostatnim czasie przywiązują dużą wagę, jest kolor paznokci. Najnowsza kolekcja lakierów Hollywood Collection jest inspirowana stylem gwiazd. W skład kolekcji wchodzi 10 kolorów, które marka JOKO wyśledziła na eleganckich galach.

Po każdej słynnej gali, czy festiwalu kobiece media szczegółowo omawiają wygląd gwiazd: sukienkę, fryzurę, makijaż, torebkę, a ostatnio również kolor lakieru do paznokci. W ogóle znaczenie koloru noszonego na paznokciach znacznie wzrosło. Teraz lakier jest elementem stanowiącym bardzo istotne dopełnienie kreacji. Dlatego w szafce eleganckiej, świadomej trendów kobiety, nie może zabraknąć klasycznych czerwieni, kolorów nude, głębokich fioletów, czy różu takiego, jak kolor legendarnej sukienki Marylin Monroe z filmu „Mężczyźni wolą blondynki”. Wszystko to jest dostępne w najnowszej kolekcji lakierów JOKO Hollywood Collection.
Cena sugerowana: 12,00 zł

Wszystkie kolory lakierów z Hollywood Collection odnoszą się do kultowych kobiecych postaci. Każdy kolor to inna opowieść.

 
  



(zdjęcia i opisy pochodzą z informacji prasowych JOKO)
(kolaże są wykonane przeze mnie i uprzejmie proszę o nie kopiowanie ich)

Jak się Wam podobają nowe kolory lakierów JOKO? Mnie osobiście kolekcja bardzo przypadła do gustu, w szczególności czerwienie wpadły mi w oko.

Pozdrawiam,
Panna Joanna
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...