WoleProstoHeader

30 sie 2011

Ulubieńcy wakacji - kolorówka :)

Ostatnio zaniedbałam haniebnie posty będące podsumowaniem miesiąca i ostatnich "Ulubieńców" pokazałam Wam w czerwcu. Z tego powodu postanowiłam zrobić porządne, duże zestawienie czyli mój własny, prywatny ranking wakacyjnych ulubieńców. Zebrałam wszystkie te kosmetyki, których w ciągu ostatnich trzech miesięcy używałam najczęściej/ bardzo często/ aż za często. Wyszło tego całkiem sporo, dlatego zestawienie podzieliłam na dwie części - kolorówkę i pielęgnację. Jak sugeruje tytuł - dzisiaj przedstawię ulubione, wakacyjne kosmetyki kolorowe :)

Podkład, po który najczęściej sięgałam to "Mineral Therapy Foundation" firmy Oriflame. Jest to podkład z serii Giordani Gold, którą bardzo zresztą lubię i kiedyś często używałam podkładów z tej serii, jednak po pewnym czasie większość była dla mnie za ciemna, dlatego poszły w kąt. W wakacje udało mi się trochę opalić i potrzebowałam podkładu ciemniejszego od tych używanych przeze mnie zimą i wtedy właśnie przypomniałam sobie o tym kosmetyku. Na chwilę obecną odcień mi bardzo odpowiada, efekt również - podkład jest dość lekki, dobrze wyrównuje koloryt skóry, niezbyt mocno kryje (ale ja krycia akurat zbyt dużego nie potrzebuję). Zimą zapewne pójdzie w odstawkę, ale na chwilę obecną jest jednym z moich ulubieńców.

Kolejny kosmetyk to korektor- rozświetlacz. Odkąd dostałam od firmy Mary Kay paczkę z kosmetykami do przetestowania, Rozświetlającego Flamastra do Twarzy używam codziennie. Nakładam go pod oczy, przy skrzydełkach nosa, na środek czoła i za każdym razem cieszę się widokiem promienistej, rozświetlonej cery ;) "Klasycznego"  korektora, który konkretnie miałby tuszować niedoskonałości typu wypryski itp. nie potrzebuję, więc ten Flamaster w zupełności mi wystarcza.

Jeżeli chodzi o pudry sypkie, to tutaj niepodzielnie króluje Invisible Fixing Powder z Dermacolu. Już parę razy o nim wspominałam i dalej podtrzymuję swoje zdanie na jego temat - to najlepszy puder sypki, utrwalający, jaki do tej pory miałam. Zdarzało mi się używać również Mineralnego Podkładu Pudrowego z Mary Kay, który również bardzo mi odpowiadał, natomiast na chwilę obecną pudru z Dermacolu nie zdeklasował.

Kosmetyków do modelowania twarzy zbyt wiele nie używałam. Najczęściej sięgałam po Spiekany Mineralny Puder od JOKO - stosowałam go jako bronzer (bardzo ładnie rozświetla opaloną skórę). Produkt ten jest niesamowicie wydajny, używałam go jak (i to dosyć często), używała go moja mama, a w dalszym ciągu nie widać po nim dużego zużycia.


Wiosną używałam głównie różu Paese w kolorze "Różane omdlenie". Teraz ze względu na fakt, że tak jasny, cukierkowy róż gubił się trochę na opalonej skórze, przerzuciłam się na ciemniejszą wersją czyli "Pąs Cesarzowej". O tym różu też już często wspominałam na blogu - nadal bardzo go lubię :)

Do łask wrócił tego lata również puder z Essence z LE Blossoms etc. Po jakimś czasie od jego zakupu i kilkukrotnym użyciu, mój zachwyt nad nim jakoś osłabł. Jednak od kilku tygodni używam go niemalże regularnie i aż żal mi patrzeć jak te kwiatuszki szybko znikają.


Na powiekach tego lata było na zmianę - kolorowe i neutralnie. Z nowszych kosmetyków w mojej kosmetyczce furorę zrobił kompakt Mary Kay. Różu używałam zamiennie z "Pąsem Cesarzowej", ciemnego cienia używałam do podkreślania brwi, cienie pozwalały mi podczas wyjazdów (i nie tylko) wykonać szybki, naturalny makijaż. Kompakt jest niewielki, nie zajmował wiele miejsca w kosmetyczce, a jednocześnie jest takim małym niezbędnikiem i muszę przyznać, że jako kompakt "wyjazdowy" sprawdził się świetnie.

Pozostając przy naturalnych kolorach - z dna kosmetyczki wyciągnęłam paletkę z Avonu. Paletki kiedyś (kiedy jeszcze bałam się eksperymentów z kolorami) używałam bardzo często i jak widać jeden cień zużyłam do samego końca, a drugiemu wiele nie brakuje. Teraz bardzo chętnie do niej wróciłam, kolory pozwalały na wykonanie makijażu lekkiego, naturalnego, wpasowującego się w trend "skóra muśnięta słońcem", "wracam prosto z plaży" itp. Myślę, że skoro już ją wyjęłam i ponownie polubiłam to teraz prędko nie schowam jej w sam kąt szuflady.

Jednak żeby nie było, że jestem nudna - w wakacje często używałam również bardzo soczystych, nasyconych kolorów. Wybrałam trzy cienie, które praktycznie zamiennie gościły na moich powiekach - "Ultramarine Blue" z Coastal Scents, "Be My Valentine" z TKB Trading oraz Star Dust z My Secret o numerze 7.
Bardzo często też sięgałam po kolorowe pigmenty zamówione szmat czasu temu na allegro. Najczęściej sięgałam po limonkową zieleń, pomarańcz, fiolet oraz żółty. W szale wakacyjnego lenistwa mój makijaż nie raz i nie dwa ograniczał się do jakiejś kolorowej kreski w połączeniu z tuszem.

Jeśli już o tuszu mowa to udało mi się znaleźć mój tusz numer jeden. Jest to Lash Love od Mary Kay. Nie pisałam jeszcze recenzji tego produktu, ale wkrótce powinna się pojawić. Teraz natomiast mogę zdradzić, że żaden tusz nie robił takich cudów z moimi (bądź co bądź - marnymi) rzęsami. Odkąd go mam, inne tusze poszły w odstawkę. Czasem sięgam jeszcze po Queen Size z JOKO kiedy zależy mi na delikatniejszym  efekcie. Bardzo przypadł mi do gustu również kosmetyk firmy Delia Onyx czyli baza i odżywka do rzęs. Nakładam ją na rzęsy przed wytuszowaniem ich i widzę ogólną poprawę kondycji moich rzęs - podczas demakijażu wypada mi ich dużo mniej.

Kolejny wakacyjny niezbędny kosmetyk to baza pod cienie. Ja używam obecnie bazy firmy Hean i jestem z niej bardzo zadowolona. Żadne deszcze czy upały nie ruszyły makijażu z moich powiek. Ostatnio wrzucałam na bloga recenzję tej bazy i sądząc po komentarzach - również wiele z Was ją bardzo lubi.


Pora na usta! Tutaj szaleństw nie będzie, aczkolwiek i tak znalazły się kosmetyki, po które w te wakacje sięgałam na tyle często, że powinnam o nich wspomnieć. Pierwszym z nich jest Tender Care Caramel czyli uniwersalny krem z Oriflame o zapachu karmelowym. Uwielbiam zapach tego kosmetyku, mogłabym go wąchać i wąchać, a po posmarowaniu ust często nie mogę się powstrzymać przed oblizywaniem ich. Sam krem jest chyba wszystkim doskonale znany (jego klasyczna wersja czyli miodek w różowym opakowaniu cieszy się dużym zainteresowaniem), ja od tej klasycznej, różowej wersji wolę tą karmelową. Obok balsamu do ust z Tisane jest to jedna z niewielu rzeczy, które odczuwalnie nawilżają moje usta. Uwielbiam!

Szminek w te wakacje nie używałam w ogóle, natomiast pewne dwa błyszczyki podbiły moje serce. Mowa o Double Therapy z JOKO. Polubiłam je za kolory (mlecznoróżowy i delikatna czerwień) oraz za przyjemne uczucie mrowienia/ chłodzenia po nałożeniu na usta. Używanie ich podczas upałów to czysta przyjemność ;)
Dla przypomnienia swatche moich dwóch ulubieńców:


Do prezentacji tej części ulubionych kosmetyków wakacyjnych dorzuciłam również lakiery.

Zacznę od samego środka i rzecz najistotniejszej. Jakiś czas temu moje paznokcie były w stanie, który mnie zdecydowanie nie zadowalał, tzn. urosły sobie trochę i po chwili zaczynały się łamać na potęgę. Nie byłam w stanie zapuścić ich na żadną konkretną długość, a ścinanie ich co chwilę na zero i zapuszczanie od nowa to była istna mordęga. Ale do czasu. Podczas zakupów w Rossmannie wrzuciłam do koszyka utwardzacz/odżywkę (??) z Wibo "Diamentowa siła". Używam jej już ponad miesiąc (albo nawet trochę dłużej) i zachwytem stwierdzam, że moje paznokcie nigdy nie były takie twarde i mocne. Nic się nie rozdwaja, nie strzępi, nie łamie. Odżywkę nakładam ZAWSZE pod lakier i czasem również dołożę warstwę na już pomalowane paznokcie, kilka razy robiłam paznokciom wakacje od lakierów i używałam tylko tego produktu codziennie dodając nową warstwę. Jestem naprawdę bardzo, bardzo zadowolona z tego kosmetyku.

Jeśli chodzi o lakiery to w te wakacje na moich paznokciach zamiennie królowała czerwień z niebieskościami.
decydowanie najczęściej sięgałam po lakier "Coral Charm" z JOKO, zaraz za nim uplasował się niezapominajkowy lakier z Lovely, a ostatnio maltretuję dwa nowe nabytki czyli "Sweet Kiss" z Virtuala i "Świeżo Malowane" z Colour Alike. Uwielbiam je wszystkie :)


W kwestii kolorówki i ulubionych wakacyjnych kosmetyków to tyle. W najbliższym czasie możecie spodziewać się podobnego zestawienia odnośnie pielęgnacji :)

Pozdrawiam,
Panna Joanna
26 sie 2011

Lakierowo - Virtual "Sweet Kiss"

Kolejny lakier, który wrócił ze mną z wakacji :) Tym razem jest to produkt marki Virtual i jeśli się nie mylę dość nowa seria "Street Fashion". Lakier ma numer 83, nazywa się "Sweet Kiss" i jest piękną, soczystą czerwienią.

Na wyjeździe kupiłam dwa kolory z tej serii, pierwszy w mojej kolekcji był kolor fioletowy i byłam tak zadowolona z jakości lakieru, że dokupiłam właśnie ten.I bardzo dobrze zrobiłam, bo na chwilę obecną to jeden z moich ulubionych lakierów.

Kolor to czerwień, w koralowym odcieniu, dość jaskrawa. Lakier ma też cudowny lekki, różowo - złoty shimmer. W słońcu dosyć dobrze go widać, natomiast w cieniu lakier wygląda na kremowy.
Odcień świetnie komponuje się z lekką opalenizną i bardzo dobrze wygląda na paznokciach u stóp.

Pędzelek typowy - nie za szeroki, nie za wąski, wygodny w użyciu. Jedna warstwa kryje naprawdę nieźle, na paznokciach mam dwie i jest to ilość całkowicie wystarczająca. Trwałość również zadowala - lakier trzyma się u mnie około 4-5 dni, potem nie odpryskuje tylko lekko się ściera. Tak samo sprawa wygląda z paznokciami u stóp - tylko tutaj trwałość jest lepsza bo tydzień z górką.

Za lakier zapłaciłam, jeśli dobrze pamiętam, 7,90 zł. Mam nadzieję, że u mnie w mieście też je gdzieś znajdę, bo bardzo się z tymi lakierami polubiłam :)

Zdjęcia!

Zdjęcia polecam oglądać w powiększeniu - wystarczy na nie kliknąć :)

Przy okazji chciałam się pochwalić nowo nawiązaną współpracą! Tym razem ze sklepem internetowym Asian Store. Do testów otrzymałam następujące produkty:
- Lioele Beyond The Solution BBCream 50ml
- Lioele Perfect Essence Mask SET
- Lioele Water Drop BB Cream SPF27 PA++ 5ml
Zabieram się za testowanie, jestem bardzo ciekawa tych produktów, zwłaszcza, że azjatyckie kosmetyki, a zwłaszcza słynne już BB Creamy marzyły mi się od dawna :)

Pozdrawiam,
Panna Joanna
25 sie 2011

Panna Joanna testuje - Hean, baza pod cienie "Stay On"

Witam wszystkich bardzo GORĄCO :)
Nie wiem jak u Was, ale u mnie pogoda zwyczajnie stroi sobie żarty. Kogo jak kogo, ale mnie te trzydzieści parę stopni w cieniu ani trochę nie śmieszy. W taką pogodę makijaż, jeśli w ogóle go robię, jest mniej niż minimalistyczny, ale i nawet wtedy sięgam po bazę pod cienie. Jaką? Zapraszam do lektury :)

Swoją przygodę z kosmetykiem takim jak baza pod cienie zaczęłam stosunkowo niedawno - przez długi czas kiedy to już się malowałam nie miałam pojęcia, że taki kosmetyk w ogóle istnieje. Do czasu.
Na MM czy blogach dziewczyny często pisały, że głębię kolorów czy intensywność cieni zawdzięczają bazie. W końcu nie wytrzymałam i sama takowy kosmetyk zakupiłam. Moją pierwszą bazą pod cienie była baza z KOBO. Dość długo mi służyła i zachwycała swoimi możliwościami natomiast po pewnym czasie zrobiła się twarda, coraz trudniej było ją wydostawać ze słoiczka, rozsmarowywanie jej nie było w najmniejszym stopniu rzeczą przyjemną. Baza zaczęła się ważyć na powiekach i zbierać w załamaniu. Ogólnie - zachwyt minął, a szkoda, ponieważ w opakowaniu zostało jeszcze sporo produktu. Baza miała pojemność 6 g ( z czego połowa nie nadawała się już do użytku) i kosztowała 17 (19??) złotych. Na szczęście długo po niej nie płakałam, ponieważ znalazłam wspaniałego zastępcę, który bazę KOBO bije na głowę.

Jakiś czas temu otrzymałam do przetestowania od firmy Hean bazę pod cienie "Stay On" tejże marki. Jaki jest mój werdykt? Jestem po prostu ZACHWYCONA. Ale po kolei.

Słowo od producenta:
"Utrwalająca i wygładzająca baza pod cienie prasowane i sypkie.
Wzmacnia intensywność koloru, utrwala cienie i ułatwia ich aplikację.
Nie pozostawia tłustego filmu."

Opinie na KWC - KLIK!

Po pierwsze - opakowanie. Baza jest ogromna. Szklany słoiczek mieści w sobie aż 14 g produktu.  Sama opakowanie jest solidne, zakręcane, poręczne. Opakowanie umożliwia nam zużytkowanie kosmetyku do samego końca. Na opakowaniu znajdują się wszelkie niezbędne informacje - nazwa kosmetyku, opis, data ważności, pojemność i adres producenta. Nie znalazłam na słoiczku składu, ale nie stanowi to akurat dla mnie specjalnego problemu. Jedyne co mogłabym zarzucić w kwestii samego opakowania to nalepka, która się dość łatwo ściera.

Punkt dla mnie bardzo ważny - konsystencja. Tu również wymienię praktycznie same plusy. Baza ma świetną konsystencję, masełkowatą, bardzo łatwo nabrać ją z opakowania, rozsmarowanie jej na powiekach to bułka z...masłem :) Po nałożeniu nic się nie roluje, nie zbiera w załamaniu powieki. Baza KOBO na początku była dość podobna w tym temacie jednak była trochę bardziej gęsta, zbita, potem również tępa i dużo gorsza w obsłudze. Ta z Hean odkąd ją mam nie zmieniła swoich właściwości i oby tak dalej.

Co ciekawe - obie bazy pachną identycznie. Zapach szczerze mówiąc jest średni. Sztuczny, lekko chemiczny i mnie kojarzy się z wodą kolońską. Wiem, że są zwolenniczki tego zapachu, jednak dla mnie jest to mały minus, choć nie utrudnia mi on w żadnym stopniu użytkowania tego kosmetyku.

Najważniejszy punkt czyli działanie. Pozwolę sobie posiłkować się zdjęciami:
Bazę wypróbowałam i sfotografowałam na 4 różnych cieniach - dwóch sypkich (matowy i drobinkowy/błyszczący) oraz na dwóch prasowanych (również mat i drobinki). Na zdjęciach cienie nałożone na bazę oznaczone są czerwoną kropką. Różnice widać na pierwszy rzut oka. Baza świetnie podbija kolor cieni, wzmacnia intensywność koloru. Baza nie zostawia na powiekach tłustego czy klejącego filmu więc cieniowanie na niej jest bezproblemowe. Trwałość makijażu oka również jest zdecydowanie lepsza. Gdy nie używałam bazy, cienie znikały czasem nawet po 2-3 godzinach, teraz są w stanie wytrzymać na powiece cały dzień (przeważnie jest to około 10 godzin). Baza dobrze współpracuje ze wszystkimi rodzajami kosmetyków do makijażu oka - nakładałam na nią cienie sypkie, prasowane, w kremie, pigmenty, kredki, robiłam kreski linerami i cały czas dobrze spełniała swoje zadanie. Nie zauważyłam żeby baza jakoś podrażniła moje oczy, mimo, że są skłonne do łzawienia i przesadnego reagowania na mało delikatne kosmetyki.

Warto też zaznaczyć, że baza Hean mimo, że jest ponad dwukrotnie większa od bazy KOBO i działa (w moim przypadku) o wiele lepiej, jest też tańsza! Za bazę KOBO zapłacimy około 20 złotych (jeśli pamięć mnie nie myli ja płaciłam za nią 19 złotych), natomiast baza "Stay On" od Hean kosztuje 10,49 zł.

Reasumując - ja polecam z czystym sumieniem. Baza działa świetnie, znakomicie spełnia swoje zadania, jest wydajna, przyjemna w użytkowaniu i do tego bajecznie tania.

Skład dla zainteresowanych:
Skład: C11-13 Isoparaffin, Talc (and) Triethoxycapryly lsilane, Ozokerite, VP/Hexadecene Copolymer, Mica, Polyethylene, Phenoxyethanol (and) Methyl paraben (and) Ethylparaben (and) Butylparaben (and) Propylparaben (and) Isobutylparaben, Isopropyl Mirystate, Limnanthes Alba (Meadowfoam) Seed Oil, Isohexadecane, VP/Eicosene Copolymer, Carthamus Tinctorius (Safflower) Seed Oil (and) Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil (and) Tocopheryl Acetate (and) Ascorbyl Palmitate (and) Linoleic Acid, Parfum, Benzyl Salicylate, Citronellol, Coumarin, Geraniol, [+/- Synthetic Fluorphlogopite, CI 77891, CI 45430:1, CI 77007, CI 77742] (17.05.2011)

Pozdrawiam,
Panna Joanna
22 sie 2011

Panna Joanna testuje - FlosLek, Rodzinny krem pielęgnacyjno - ochronny

FlosLeku część dalsza :)
Tym razem mowa będzie o "Rodzinnym kremie pielęgnacyjno - ochronnym" przeznaczonym do twarzy i ciała.

Jak zwykle na początek słowo od producenta:
" Hipoalergiczny krem do pielęgnacji i ochrony skóry. Dla całej rodziny.
Odbudowuje cienką warstwę lipidową naskórka. Jest wydajny, bardzo łatwo się rozprowadza na skórze. Doskonale chroni skórę przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych takich jak; wilgoć, wiatr, niska temperatura, wysuszone centralnym ogrzewaniem lub klimatyzacją powietrze.
Bezpieczny dla dzieci.
• nawilża i regeneruje skórę.
• łagodzi podrażnienia
• odbudowuje warstwę lipidową
• zmniejsza uczucie napięcia i szorstkości,
• pozostawia skórę miękką i delikatną
Nie zawiera barwników i alergenów."

Co ja o tym sądzę?

Opakowanie - spore, bo aż 250 ml. Plastikowe, zakręcane, dosyć solidne. Na opakowaniu znajdziemy wszelkie informacje o produkcie oraz skład. Sam krem zabezpieczony jest dodatkowym wieczkiem.

Konsystencja - krem jest dosyć treściwy, kremowy, gęsty i tłusty. Momentami ciężko go rozsmarować. Wchłania się długo, po wchłonięciu na skórze nadal wyczuwalny jest tłusty film. Dzięki swojej konsystencji krem jest bardzo wydajny.

Rzecz najistotniejsza czyli działanie. Krem przeznaczony jest do stosowania na całe ciało oraz twarz. Na twarz go nie stosowałam, ponieważ zniechęcił mnie do tego skład, a konkretnie - parafina na drugim miejscu w składzie. Moja cera z parafiną, a zwłaszcza parafiną na wysokiej pozycji z składzie kremów nie lubi się i reaguje wysypem. Używałam go więc jedynie na ciało. I tu spisuje się nieźle. Skóra jest natłuszczona, miękka, efekt ten utrzymuje się  przyzwoicie długo. Często stosowałam go na ogolone nogi i wtedy dobrze łagodził podrażnienia.
Jednak byłabym z niego o wiele bardziej zadowolona, gdyby zamiast tak mocno natłuszczać zwyczajnie dobrze nawilżał. Mam wrażenie, że o wiele lepiej krem się będzie spisywał zimą, jego działanie/konsystencja przy pierwszym zetknięciu z nim od razu skojarzyły mi się właśnie z takimi typowo ochronnymi kremami. Zimą chętnie będę po niego sięgać.

Kolejna sprawa to fakt, że według producenta produkt jest hipoalergiczny 

Rzecz mniej istotna, ale dla mnie dość ważna, czyli zapach. Krem pachnie bardzo delikatnie, zapach jest zaskakująco świeży jak na tak treściwy krem. Na skórze nie utrzymuje się długo, jednak do kilku godzin po aplikacji wciąż jest lekko wyczuwalny.

Pozostaje jeszcze kwestia ceny. Krem kosztuje około 15 złotych. Biorąc pod uwagę jego pojemność i wydajność jest to cena zaskakująca niska.

Skład dla zainteresowanych:
Ingredients (INCI): Aqua, Paraffinum Liquidum, Ethylhexyl Stearate, Octyldodecanol, Isopropyl Myristate, Glycerin, Polyglyceryl-3 Diisostearate, Synthetic Beeswax, Cera Alba, Glyceryl Oleate, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Propylene Glycol, Zinc Stearate, Stearoxy Dimethicone, Magnesium Sulfate, Panthenol, Tocopheryl Acetate, Parfum

Pozdrawiam,
Panna Joanna
21 sie 2011

Tag - 30 pytań kosmetycznych :)

Lepiej późno niż wcale :) Do tagów ostatnio zabieram się jak do nauki - niby mam w planach, ale cały czas coś staje mi na przeszkodzie. Jednak jeden z tagów szczególnie wpadł mi w oko i wydał mi się dość interesujący, dlatego dzisiaj odpowiadam na tag "30 pytań kosmetycznych". I nic mi nie przeszkodzi :)


Na początek oczywiście zasady taga:

1. Napisz, kto Cię otagował.
2. Odpowiedz na 30 pytań kosmetycznych.
3. Przekaż TAG 10 innym blogerkom (zamieść ich nicki i linki do ich blogów).
4. Poinformuj je w komentarzach, że zostały przez Ciebie otagowane.
5. Po udzieleniu odpowiedzi na pytania poinformuj o tym osobę, która Cię otagowała, na przykład pod jej najnowszą notką.


Zostałam otagowana przez następujące osoby: PysiaPatrysia, Po Prostu Ula. Zostałam również zaproszona przez BabyBlue i Motylicę do wzięcia udziału w odpowiedzi na taga "10 pytań kosmetycznych od Majorki" jednak wydaje mi się, że zarówno pytania jak i tematyka tych dwóch tagów to praktycznie jedno i to samo dlatego odpowiadam tylko na tag "30 pytań". 


1. Ile razy dziennie myjesz swoją twarz? 
Co najmniej dwa - rano i wieczorem. Często też zdarza mi się myć twarz w ciągu dnia, jak wracam do domu np. z uczelni to od razu zmywam makijaż, nawet jeśli mam w planach wyjść gdzieś wieczorem to wolę makijaż zrobić jeszcze raz, a skórze dać chwilę wytchnienia. A potem muszę go oczywiście znowu zmyć więc ilość myć na dzień wzrasta :)
2. Jaki masz typ cery?
Mam skórę suchą. Momentami aż za bardzo. Co ciekawe, mam również na nosie oraz policzkach dość mocno rozszerzone pory, co jak zawsze myślałam, jest raczej domeną cery tłustej czy mieszanej.  
3. Co jest obecnie Twoim ulubionym produktem do mycia twarzy? 
Obecnie używam żelu micelarnego z BeBeauty. Tanie, a dobre.
4. Czy używasz peelingów do twarzy? Jeżeli tak, to jakich?
Używam i to bardzo namiętnie. Moja skóra, mimo, że sucha jak papier, jest wielbicielką wszelkiego rodzaju zdzieraków, używam ich zresztą dość często, ponieważ moje suche skórki uwielbiają być unicestwiane za pomocą mocnych drobin. Przez dość długi czas używałam morelowego peelingu z St. Ives, a potem go ktoś wycofał (nie rozumiem, jak można wycofywać produkty dobre i cieszące się sympatią i uznaniem, polityka niektórych firm mnie dobija), teraz z racji tego, że mój ulubiony peeling mi zabrali, używam jego rzekomego zamiennika czyli morelowego peelingu firmy Soraya i również jestem z niego bardzo zadowolona (no ale niesmak pozostał).
5. Jakiego kremu do twarzy używasz?
Do twarzy używam obecnie zamiennie dwóch kremów - na dzień  SVR Xerial 5 Creme Visage, natomiast na noc stosuję URIAGE Xémose. Póki co to połączenie bardzo mi służy, mam nadzieję, że kremiki dalej będą się równie dobrze spisywać, widzę w nich szansę na ratunek mojej suchej twarzy.
6. Używasz kremu pod oczy?
Tak, w obecnej chwili jest to krem z firmy AURIGA Cernor XO.
7. Masz piegi? Jeżeli tak to gdzie?
Mam :) Właściwie całą twarz mam usianą takimi bladymi piegami, na nosie i policzkach są to zdecydowane ciemniejsze kropy. Zimą wszystkie bledną, ale nadal są lekko widoczne. Nawiasem mówiąc - piegi uwielbiam. Moja przyjaciółka ma mnóstwo piegów, dorodnych i wyraźnych i chętnie bym jej trochę zabrała. Oddasz?:))
8. Jakiego podkładu używasz? 
Hmmm...a jakiego ja jeszcze nie używałam?:) Teraz, z racji ciepłych (czy jak dzisiaj - upalnych) dni i mojej nowej opalenizny używam mineralnego podkładu pudrowego z Mary Kay. Z tradycyjnych podkładów uwielbiam matujący Catrice i Pharmacerisa - to jeden z niewielu podkładów, które zimą nie są dla mnie za ciemne i jednocześnie odpowiadają moim potrzebom.
9. Jakiego korektora używasz?
Często nie używam w ogóle bo rzadko mam coś do zakrycia. Jednak pod oczy (już od dwóch miesięcy nie ślęczę nad notatkami, a wory jak były tak są) z racji ciemnych obwódek używam Rozświetlającego Flamastra do Twarzy z Mary Kay lub "tradycyjnego" Dermacolu, który jest w stanie zakryć najprawdopodobniej wszystko.
10. W jakiej tonacji jest Twoja cera?
Tego nie wie nikt.  Przysięgam - na kolorach się jako tako znam, myślę, że mam nawet może jakieś wyczucie odnośnie ich łączenia ze sobą itp. ale pojęcia nie mam w jakiej tonacji jest moja cera. Pytałam zresztą kilku osób - też nikt nie wiedział. Różowe podkłady nie robią ze mnie świnki, te w odcieniu żółtym mi również odpowiadają, dobrze czuję się zarówno w miedziach i ciepłych pomarańczkach, jak i chłodnych fioletach, błękitach czy szarościach. Róże do policzków też w zasadzie pasują mi wszystkie-od tych pomarańczowych do cukierkowych róży. Najwyraźniej jestem bezwyrazowa :)
11. Co sądzisz o sztucznych rzęsach?
Podobają mi się, ale raczej u innych niż u siebie. Nie lubię aż tak mocnego, wręcz teatralnego efektu. Poza tym, przy moich zdolnościach destrukcyjnych, rzęsy odpadłyby w najmniej oczekiwanym momencie. Lubię za to kępki. Miałam kiedyś dość duże opakowanie takowych i często używałam ich nawet na dzień. Musze sobie sprawić nowe pudełko (one się strasznie gubią te kępki ;)).
12. Jakiej maskary używasz?
W chwili obecnej Lash Love od Mary Kay i podkręcającej wersji Queen Size z JOKO. Bardzo lubię też Multi Action z Essence, zawsze mam w domu jakieś świeże opakowanie tego tuszu tak na wszelki wypadek :) Mam nadzieję, że jakiś geniusz nie wpadnie na to, żeby go wycofać przy okazji sezonowej zmiany asortymentu. W przeciwnym wypadku, najpierw wykupię wszystkie opakowania jakie znajdę w okolicy, a potem wystosuję stosowne pismo do Essence. Z konkretnymi żądaniami oczywiście.
13. Czego używasz do aplikowania makijażu?
Głównie pędzli. Do aplikacji podkładu czy bazy pod cienie, czy korektora czy różu w kremie lub innych kosmetyków w kremie - palców.
14. Używasz bazy pod makijaż?
Nie. Pod makijaż używam kremu, oczywiście najpierw czekam aż krem się wsiąknie, na szczęście moja skóra chłonie wszystko jak gąbka, więc nie muszę długo czekać.
15. Używasz bazy pod cienie?
Oczywiście, że tak. Kiedyś nawet nie wiedziałam, że jest taki kosmetyk jak baza pod cienie, jednak jak już go odkryłam moje makijażowe życie zmieniło się nie do poznania i nie wyobrażam sobie ładować cieni prosto na powiekę. Używam bazy z Hean, czasem z Catrice, często też sięgam po płyn do pigmentów z KOBO jeśli używam sypańców.
16. Ulubiony kolor cienia do powiek?
To nie jest fajne pytanie..bo ja lubię dużo kolorów! Z racji tego, że moje niebieskie oczy najlepiej podkreślają złota czy brązy (moje oczy są wtedy takie hipnotajzing) to chyba powinnam się zdecydować na któryś z tych kolorów. Jednak tak prawdę mówiąc ja o wiele bardziej  lubię mojego minerałka z TKB "Be My Valentine", który jest różowy i mieni się na złoto. No cudo :)
17. Kredka do oczu czy eyeliner w płynie?
Nie cierpię kredek. A zwłaszcza nie lubię malować kresek tym ustrojstwem. Linery w płynie lubię, jeszcze bardziej lubię te żelowe/kremowe słoiczkowe, a najbardziej lubię robić kreski jakimś fajnym cieniem wymieszanym z płynem do pigmentów. Tym sposobem kreskę mogę zrobić w wielu wariantach kolorystycznych, bo jednak trochę tych cieni mam.
18. Ulubiona szminka?
Pfff...w sumie szminek to ja az tak bardzo nie używam. Lubię szminki z Essence, z tego względu, że na ustach nie wyglądają jak typowa szminka - są lekko transparentne, błyszczące, a usta wyglądają jakby były dobrze nawilżone. Najczęściej używam koloru "In the nude" (no mówiłam, że bezwyrazowa jestem).
19. Ulubiony błyszczyk? 
Tu już mogę poszaleć. Lubię jasnoróżowy błyszczyk z H&M, który pachnie arbuzem, często używam koralowego błyszczyka z Essence z LE "Into the Wild". Ostatnio rozpłynęłam się w uwielbieniu dla błyszczyków Double Therapy z JOKO, zwłaszcza dla kolorów J88 i J90. Tak na marginesie  błyszczyków mam o wiele za dużo. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że jednak aż tak często ich nie używam.
20. Ulubiony róż?
Oj. Mój czuły punkt. Róże to jedne z moich ulubionych kosmetyków, to jedna z tych rzeczy, których nigdy dość. Mam ich naprawdę sporo (ponad 10 lekko licząc, przypuszczam, że 15 już też minęłam, ale wolę nawet nie liczyć) i ciężko mi wybrać ulubiony. Lubię róże z Paese, mam dwa kolory "Pąs cesarzowej" i "Różane omdlenie", używam ich chyba najczęściej ze wszystkich więc mogę założyć, że to moje ulubione. Ostatnio też polubiłam mineralny róż z Mary Kay w odcieniu "Sunny Spice" - fajny, uniwersalny kolor i świetna trwałość.
21. Kupujesz kosmetyki za pośrednictwem internetu (allegro, eBay, sklepy internetowe)? 
Nie lubię zakupów internetowych. Zdecydowanie bardziej preferuję pójście do sklepu i możliwość przyjrzenia się kosmetykom z bliska czy ich pomacanie w przypadku obecności testera. Jednak z racji tego, że nie wszystko można dostać w taki sposób - internetu nie wykluczam. 
22. Kupujesz kosmetyki od ulicznych sprzedawców/na bazarach?
Nie. I to nie ze względów jakiś uprzedzeniowych czy tym podobnych. W takich miejscach kosmetyki często są przechowywane w niewłaściwy sposób, znalezienie daty ważności to często wyczyn, poza tym lubię znać pochodzenie kosmetyku, a w tym przypadku niestety nie mam pewności co do źródła.
23. Zbrodnia w makijażu, której nie możesz przeżyć?
Mogę zrobić całą listę? Przede wszystkim - za ciemny podkład. Niestety wiele kobiet ma dziwne skłonności do wybierania podkładu za ciemnego i to czasami nie o ton, tylko o tonów kilka! Fakt faktem, że w drogeriach nie ma podkładów odpowiednich dla słowiańskiego typu urody, często trzeba tych podkładów szukać za granicami naszego przemiłego kraju i nie ukrywam - jest to denerwujące. W końcu Polska nie tropiki, można by w końcu wziąć pod uwagę, że mieszkają tutaj raczej ludzie bladzi (nie mówię, że wszyscy), a typ urody "właśnie wróciłam z miesięcznych wakacji w ciepłym kraju" nie jest znowu aż tak często spotykany na ulicach. I nie mówię tu o wielbicielkach solarium, bo to już całkiem odrębna historia. 
Kolejna rzecz - oko pięknie obrysowane smolistą czernią, najlepiej jeszcze trochę rozmazane, tak żeby pogłębić efekt "kocham pandy i okazuję to całą sobą". 
Następnie - jasna, perłowa, różowa szminka. Najlepiej połączona z tym za ciemnym podkładem, żeby się ładniej eksponowała. A fe.
Ciemna szminka odbita na zębach. Mam traumę. Kiedyś dawno jedna moja nauczycielka o bardzo dużych ustach, bardzo lubowała się we wszelkich ciemnych, czerwonych, bordowych szminkach. Problem w tym, że rzadko trafiała szminką w wargi i w efekcie prezentowała uśmiech, jakby właśnie wgryzła się komuś w tętnicę. Czerwienie lubię, ale szminki na zębach nie zniesę.
24. Lubisz kolorowe makijaże?
Bardzo lubię. Czasem nawet wychodzę w takich z domu. Zdecydowanie częściej zdarza mi się to latem czy wiosną niż zimą/jesienią. Bardzo lubię kolorowe akcenty w makijażu, jak choćby kreska o wyrazistej barwie. Zawsze to trochę ciekawiej wygląda.
25. Jeżeli miałabyś wyjść z domu używając tylko jednego produktu, to co by to było?
Ciężko stwierdzić. Często wychodzę z domu tak jak stoję :) Ale całkiem możliwe, że byłaby to...kredka do brwi. Moje własne, prywatne brwi są dość jasne, spłowiałe i mało wyraźne. Bez podkreślonych kredką brwi czuję się jakby goła.
26. Wychodzisz z domu bez makijażu?
A i owszem. Jak idę do sklepu czy na spacer nie odczuwam specjalnej potrzeby robienia pełnego makijażu. Lubię się malować, relaksuje mnie to, sprawia przyjemność, ale jak mam wyjść z domu na godzinę to nie widzę większego sensu w robieniu makijażu, skoro potem go i tak zmyję :) 
27. Uważasz, że dobrze wyglądasz bez makijażu? 
Mój chłopak mnie nie rzucił jak mnie zobaczył bez makijażu więc źle chyba nie jest. Wolę samą siebie w makijażu, choćby lekkim (typu przejadę brwi kredką, rzęsy tuszem i sypnę różu na policzki) ale czasem lubię też odpocząć od makijażu. Na wakacyjnym wyjeździe zdarza mi się nie malować w ogóle. 
28. Chciałabyś chodzić na lekcje wizażu/make up'u?
Pewnie, że bym chciała. Makijaż to moje hobby i myślę, że na takich zajęciach mogłabym się wiele rzeczy nauczyć. Jednak na razie jestem mocno ograniczona czasowo, ale nie wykluczam, że może kiedyś w przyszłości :)
29. Która firma kosmetyczna jest według Ciebie najlepsza? 

Każda firma ma chyba swoje perełki i swoje buble. Tu jednak chyba nie dam rady wybrać najulubieńszej. Lubię wiele firm :)
30. Czy zdarza Ci się niezdarnie nałożyć makijaż?
Jak wiem, że nie mam czasu na zrobienie porządnego, dokładnego i schludnego makijażu to nie robię go wcale. Ale raczej nie zdarza mi się żebym niezdarnie nałożyła makijaż.



Ufff wyszło...długo. Jak tak popatrzyłam na swoje odpowiedzi to wydaje mi się, że chyba najbardziej się rozgadałam wśród osób odpowiadających na ten tag. Widocznie dawno nie miałam okazji żeby sobie popisać ;) Mam nadzieję, że wybaczycie mój słowotok i może nawet ktoś przeczyta to, co udało mi się naprodukować :)


Do taga zapraszam:
Hexxanę KLIK!
Smieti KLIK!
Siulkę KLIK!
MizzVintage KLIK! 
I tyle. Ja też wyłamię się z zasady tagowania dużej ilości blogów. Wybrałam te, na których odpowiedzi na taga jeszcze nie widziałam :)

Pozdrawiam,
Panna Joanna



19 sie 2011

Lakierowo - Colour Alike - Świeżo malowane

Odkąd na blogu Siulki KLIK! zobaczyłam lakier z Colour Alike o wdzięcznej nazwie "Świeżo malowane" zapragnęłam natychmiast go mieć. Jako, że dostępność w moim mieście lakierów z Barbry jest raczej średnia (jeden sklep z mocno zawyżonymi cenami) przez jakiś czas szukałam odpowiednika tego koloru wśród innych firm, jednak żaden do tej pory nie wzbudził we mnie takiego zainteresowania jak ten jedyny, oryginalny i niepowtarzalny numer 451.

Prawdę mówiąc moja obsesja na punkcie tego lakieru zdążyła już nieco przygasnąć, ale jakimś cudem znalazłam go zupełnym przypadkiem w miejscowej drogerii w pewnej górskiej miejscowości, w której spędzałam wakacje. Moje zdziwienie było tym większe, że lakiery Colour Alike w tejże drogerii kosztowały dokładnie 8,90 zł. W porównaniu z 14 złotymi, które musiałabym zapłacić w Gliwicach (teoretycznie mogłabym kupić ten lakier przez internet, ale zamawiać jeden lakier...;)) cena wydała mi się bardzo zachęcająca więc nawet się nie zastanawiałam tylko od razu pobiegłam z lakierem do kasy.

Oczywiście od razu musiałam pomalować nim paznokcie (mój chłopak się ze mnie śmiał) i mój zachwyt nad samym kolorem przeszedł w zachwyt ogólnie nad lakierem więc z wakacji wróciłam z czterema lakierami z tej firmy.

Lakier "Świeżo malowane" ma naprawdę cudowny kolor-bardzo jasny błękit, bardzo chłodny, powiedziałbym nawet- lodowy, z delikatnym srebrnym shimmerem. Z daleka te drobinki nie są praktycznie w ogóle widoczne, natomiast w sztucznym świetle i w słońcu lakier pięknie się mieni. Nakładanie raczej bezproblemowe (po tak jasnym kolorze spodziewałam się strasznego smużenia, ale druga warstwa ładnie wszystko wyrównuje), do zadowalającego krycia wystarczą dwie warstwy- ja przed zrobieniem swatchy nałożyłam trzy. 

Lakier wytrzymał mi około 5 dni bez większych uszczerbków, pod koniec zaczęły się lekko ścierać końcówki. Trwałość w związku z tym również zaliczam jako wielki plus.

W najbliższym czasie pokażę Wam pozostałe lakiery Colour Alike, jakie udało mi się zakupić podczas wyjazdu, tymczasem zostawiam Was ze zdjęciami moich "Świeżo malowanych" paznokci :)


Zdjęcia robione w świetle dziennym, słonecznym i z lampą. Poniżej kilka trochę bardziej "artystycznych" ujęć :)

Pozdrawiam,
Panna Joanna

Panna Joanna testuje-The Body Shop "DUO Body Butter"

Kilka tygodni temu dostałam od firmy The Body Shop trzy nowe masła DUO. Jedno z nich poleciało do mejaczka, a ja pozostałe dwa intensywnie testowałam i dzisiaj nadszedł czas abym owe masła podsumowała :)

Najpierw oczywiście słowo wstępu. Wg producenta masło DUO to kosmetyk, który powinien zaspokoić potrzeby naszej skóry, niezależnie od tego jak dużej dawki nawilżenia wymaga dana partia skóry. W jednym opakowaniu zamknięte są więc dwie konsystencje- bogata, przeznaczona do nawilżenia tak wymagających miejsc jak łokcie, kolana, łydki oraz formuła lżejsza do pielęgnacji pozostałych obszarów..

Masła występują w czterech wersjach zapachowych- kwiat acai (flora acai), kojąca wanilia (vanilla), relaksująca makadamia (macadamia) i pachnący groszek (sweet pea). Ja do testów otrzymałam macadamię oraz wanilię.

Moja skóra jest sucha i wymagająca intensywnego nawilżenia praktycznie w każdym obszarze. Początkowo nie byłam pewna jak sobie poradzi lżejsza formuła w pielęgnacji mojej przesuszonej skóry, jednak obawy te nie były do końca słuszne.



Po pierwsze-opakowanie. Kosmetyk zamknięty jest w okrągłym, odkręcanym pudełku. Jego użytkowanie jest bardzo wydajne, ponieważ możemy zużyć produkt do samego końca. W środku znajdziemy "podziałkę", która rozdziela dwie formuły- mnie kształtem skojarzyła się z chińskim znakiem jing- jang. Opakowanie mieści w sobie 200 ml produktu.

Różnica w konsystencjach jest widoczna na pierwszy rzut oka. Część lżejsza ma konsystencję gęstszego balsamu, jest bardzo kremowa, natomiast ta bardziej treściwa to mocno zbite masło. Na szczęście wydobycie go z opakowania nie sprawia żadnych problemów.  Wydawało mi się, że ze względu na to, iż formuła lekka jest przeznaczona z założenia do większej partii skóry, będzie szybciej znikać z opakowania. Jednak, o dziwo, obie części zużywają się w podobnym tempie i różnica w zużyciu między nimi jest praktycznie niewidoczna.

Część najważniejsza, czyli nawilżanie. Bogatszą konsystencję stosowałam na łokcie, kolana, łydki, ramiona. Natomiast część lżejszą przeznaczyłam do pielęgnacji przedramion, ud, szyi, brzucha, dekoltu. Działanie tej cięższej formuły mnie po prostu zachwyciło. Rozsmarowywania tego masła na skórze to czysta przyjemność, masło ma zbitą konsystencję ale w kontakcie ze skórą nabiera poślizgu, nie smuży się jak niektóre masła, których przez kilka minut nie można w ogóle rozsmarować. Wchłania się dosyć szybko, ale na skórze pozostawia lekko tłustą otoczkę. Gdy smarowałam się masłem wieczorem, rano skóra nadal była wyraźnie i widocznie nawilżona. W przypadku drugiej części produktu działanie było słabsze, balsam wchłaniał się trochę dłużej, jednak rano nie odczuwałam aż tak mocnego nawilżenia jak w przypadku tej treściwszej formuły. Przy długotrwałym stosowaniu całego masła, zaobserwowałam, że moja skóra jest o wiele bardziej nawilżona, nie wymaga smarowania balsamami czy masłami dwa razy dziennie, skóra stała się bardziej elastyczna. Działanie określiłabym na 5 z plusem :)

Równie ważne- zapachy. Nie ukrywam, że często przy wyborze kosmetyków do pielęgnacji ciała (żele pod prysznic, balsamy itp.) kieruję się zapachem danego produktu. Jeśli zapach mi się spodoba to po kosmetyk sięgam wtedy na tyle często, że działanie pielęgnacyjne dostrzegam siłą rzeczy.
W przypadku tych maseł zapachy mnie powaliły. Macadamia to moje miejsce numer jeden, uwielbiam ten zapach i mogłabym używać tego produktu tylko i wyłącznie ze względu na zapach ;) Jest dość intensywny, ale jednocześnie bardzo świeży, mimo, że myślałam, że będzie to zapach typowo jesienno-zimowo, świetnie sprawdzał się u mnie także latem. Wanilia, choć nie przebije macadamii, również bardzo przypadła mi do gustu. Nie jest to typowy waniliowy zapach (mdły, kojarzący się z serkiem Danio), ale jednak wyraźnie waniliowy- nie potrafię określić tego fenomenu. Początkowo używałam obu wersji zapachowych jednocześnie, jednak po jakimś czasie stwierdziłam, że wanilia poczeka na zimowe czy jesienne wieczory :)

Kwestia ostatnia-cena. Masło kosztuje 65 złotych, przy okazji różnorakich promocji można je dostać za kwotę 45 złotych. Wydaje się, że to dużo, jednak kupujemy w pewnym sensie dwa produkty,  które dodatkowo są bardzo wydajne. Oprócz tego dochodzi jeszcze niesamowite działanie tego kosmetyku-moja skóra je pokochała i nie zamieni na żadne inne.

A Wy? Używacie DUO? Lubicie? Skusicie się?


Pozdrawiam,
Panna Joanna
18 sie 2011

Todays look-dziewczyna marynarza :)

To już chyba moje dziesiąte podejście do tego posta-blogger dzisiaj płata figle, ale mam nadzieję, że tym razem się uda :)

Już od jakiegoś czasu chodzi za mną czerwień w makijażu. O ile z czerwonymi błyszczykami, makijażami typu pin-up sprawę mam opanowaną, tak tym razem zachciało mi się czerwieni na...oku. Odkąd na blogu Killer Colours natknęłam się na ten makijaż, czerwień nie daje mi spokoju. Na jaskrawoczerwoną kreskę na oku co prawda się nie odważyłam, ale za to postanowiłam zrobić jakiś pożytek z czerwonego cienia z paletki Essence z LE I love Berlin. Zainspirowałam się odrobinę stylem marynarskim- stąd połączenie czerwieni z grantem.

Na twarz nałożyłam Rozświetlający Flamaster do Twarzy Mary Kay, podkład matujący Catrice, całość przysypałam pudrem fixującym z Dermacolu. Na policzki nałożyłam róż Paese w odcieniu "Pąs cesarzowej", twarz rozświetliłam miką z Sweetscents w odcieniu "Cream". Na powieki nałożyłam bazę Hean, następnie jasnym cieniem z paletki Hean "Coffee Twist" pokryłam całą powierzchnię powieki. Załamanie powieki zaznaczyłam stalowo-srebrnym cieniem z JOKO. W zewnętrznym kąciku nałożyłam czerwony cień z paletki Essence z LE I love Berlin i roztarłam. Przy pomocy płynu do pigmentów z KOBO i granatowego cienia z paletki Essence z LE I love Berlin namalowałam przy linii rzęs dość grubą kreskę. Rzęsy wytuszowałam mascarą Lash Love z Mary Kay, a brwi podkreśliłam kredką Basic. Usta pomalowałam błyszczykiem Double Therapy z JOKO w odcieniu J90.

Całość prezentuje się następująco:


A co Wy sądzicie o czerwieni w makijażu? Używacie czerwonych cieni, linerów? Może możecie coś polecić?:)

Pozdrawiam,
Panna Joanna
17 sie 2011

Słoneczny makijaż Mary Kay

Jakiś czas temu otrzymałam od firmy Mary Kay paczkę z kosmetykami do przetestowania. Jako, że są to w większości kosmetyki kolorowe (poza dwufazowym płynem do demakijażu) pomyślałam, ze zamiast pokazywać swatche-zaprezentuję makijaż wykonany tylko i wyłącznie tymi kosmetykami.



Czego użyłam? Obszar pod  oczami, koło skrzydełek nosa, brodę oraz środek czoła rozjaśniłam Rozświetlającym Flamastrem do Twarzy Mary Kay w odcieniu numer 1.



Następnie nałożyłam na całą twarz, linie żuchwy i szyję Mineralny Podkład pudrowy Mary Kay w odcieniu "Beige 1". Do aplikacji użyłam Pędzla do Podkładu Mineralnego Mary Kay.


Policzki podkreśliłam Mineralnym Różem do Policzków Mary Kay w odcieniu "Sunny Spice".


Kolejny etap to makijaż oczu. Jako bazy użyłam Rozświetlającego Flamastra do Twarzy-świetnie się sprawdza w tej roli! Wystarczy dosłownie odrobina tego kosmetyku aby rozsmarować cienką warstwę na powiekach. Efekt? Rozjaśniona skóra na powiekach i mega trwałość nałożonych na tak przygotowaną powiekę cieni.
Do samego makijażu użyłam trzech kolorów cieni Mineralnych do Powiek Mary Kay: Rose Mist (czerwona kropka), Sweet Cream (zielona kropka; mat) oraz Espresso (żółta kropka; mat). Odcieniem Espresso podkreśliłam również brwi.

Ostatni etap-rzęsy. Do ich podkreślenia użyłam Tuszu do Rzęs Lash Love od Mary Kay. Wiem, że recenzja ma się pojawić osobno, ale już tutaj zdradzę, że jest to najlepszy tusz ze wszystkich, które w całej swojej "mascarowej przygodzie" miałam okazję używać. Ale więcej o tym innym razem :)


Gotowy makijaż prezentował się następująco:




Przy okazji chciałabym Was poinformować, że "W świecie Panny Joanny" jest już na Facebooku!
Strona istnieje dopiero od wczoraj i wciąż nad nią pracujemy wraz z moim przemiłym pomocnikiem, jednak każdorazowo przy dodaniu nowego wpisu na blogu na fb automatycznie pojawi się o tym informacja więc jeśli komuś wygodniej jest obserwować bloga właśnie w taki sposób (zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszyscy mają blogi)-zapraszam serdecznie :)

Pozdrawiam,
Panna Joanna
15 sie 2011

Oral-B Triumph 5000- podsumowanie!

Tak jak wczoraj zapowiadałam-przedstawiam podsumowanie mojej przygody ze szczoteczką elektryczną Oral-B. Szczoteczkę otrzymałam do testów już jakiś czas temu, testowałam ją kilka tygodni i sądzę, że moja opinia o niej jest już bardzo jednoznacznie ukierunkowana i spieszę podzielić się z Wami swoimi odczuciami.

Zacznę może pd informacji pochodzących od producenta:

"Oral-B Triumph 5000 wykorzystuje innowacyjna technologie szczotkowania, która podczas prób klinicznych wykazała lepsze czyszczenie i wybielanie zębów. W końcówce Oral-B FlossAction zastosowane zostały włókna MicroPulse, które delikatnie i dokładnie czyszczą powierzchnię między zębami.

Funkcje i możliwości:
  • najskuteczniej usuwa płytkę nazębną w porównaniu z wiodącymi modelami szczotek Oral-B
  • system 3D Action ( czyszczenie w trzech wymiarach - 40 000 pulsacji/min., 8800 ruchów oscylująco - rotacyjnych na minutę)
  • SMART TECHNOLOGY - technologia, która przekazuje uwagi i komentarze pozwalające na ulepszenie techniki szczotkowania. Wyświetlacz Smart Technology pozwala przed użyciem na zaprogramowanie szczoteczki do indywidualnych potrzeb (np. wybór języka, ustawienia czasu, wybór trybu)- w odpowiednim czasie przypomni również o konieczności doładowanie szczoteczki i wymianie końcówki.
  • 5 trybów szczotkowania
  • Inteligenty sygnalizator czasu mycia - (2-minutowy sygnalizator czasu mycia: przypomina o zalecanym przez dentystów czasie mycia zębów. Profesjonalny 30-sekundowy sygnalizator czasu mycia: sygnalizator pomaga Ci wyszczotkować każde miejsce w jamie ustnej. Aczkolwiek funkcja Deep Clean przedłuża ten czas do 45sek.
  • innowacyjna ładowarka SmartPlug sprawia, iż szczoteczka Oral-B Triumph 5000 jest bardzo praktyczna i wygodna w podróżach. Wystarczy ją wyjąć z bazy i już możemy ją zabrać w każdą podróż. ładowarka działa w zakresie prądu 100V - 240 V. (Wtyczka przeznaczona jest do gniazd europejskich 230V)
  • czujnik siły nacisku - ruchy pulsacyjne ustają, gdy szczotkujesz zęby zbyt mocno
  • możliwość stosowania różnych końcówek rozpoznawanych przez szczoteczkę: ProBright,Tongue Freshener, FlexiSoft, Interdental Cleaner, Flossaction,MicroPuls"
(Informacje oraz zdjęcie pochodzą ze strony http://www.oral-b.pl/ )

Jak to wszystko wygląda w praktyce?

Zaznaczę od razu, ze do tej pory używałam tylko i wyłącznie szczoteczek manualnych. Szczoteczka otrzymana do przetestowania od Oral-B to moja pierwsza szczoteczka elektryczna i wiem na pewno, że do szczoteczek manualnych już nie wrócę.

W przesłanym mi zestawie znalazły się:
  • szczoteczka Oral B Triumph 5000 SmartGuide
  • pojemnik na 4 końcówki
  • ładowarka SmartPlug
  • opakowanie podróżne
  • 2 końcówki FlossAction
  • 1 końcówka 3DWhite (wybielająca)
  • 1 końcówka Sensitive (bardzo miękkie włosie)

Ogólnie rzecz biorąc produkt ten ma tyle zalet, że sama nie wiem od czego powinnam zacząć.
Szczoteczka i wszystkie akcesoria dołączone do zestawu czynią go naprawdę bardzo praktycznym i maksymalnie wygodnym w użytkowaniu.

Nie przypuszczałam, że ekran SmartGuide okaże się rzeczą tak pożyteczną jaką się okazał, podejrzewałam, że będzie on raczej zwykłym gadżetem. Nic bardziej mylnego. Wyświetlane są na nim wszelkie istotne informacje takie jak choćby tryb szczotkowania, wyświetlacz pokazuje nam kiedy powinniśmy zmienić obszar czyszczenia jamy ustnej, sygnalizuje gdy stosujemy zbyt mocny nacisk podczas szczotkowania.

Bardzo też przypadło mi do gustu sygnalizowanie przez szczoteczkę upływu 2 minut, czyli czasu optymalnego szczotkowania. Przy manualnej szczoteczce ciężko "wstrzelić się" w ten optymalny czas, a przypuszczam, że mało kto myje zęby parząc na zegarek.

Przed pierwszy użyciem należy szczoteczkę naładować. Czas pełnego ładowania to ok. 10 godzin, czyli dosyć długo, jednak absolutnie nie uznaję tego za minus, z tego względu, iż szczoteczkę można potem użytkować przy regularnym szczotkowaniu przez ponad tydzień. Ładowarka spełnia jednocześnie funkcję "podstawki" na szczoteczkę" a połączony z nią pojemnik umożliwia przechowywania dodatkowych końcówek do szczoteczki.

W opakowaniu znalazłam również opakowanie podróżne na szczoteczkę i w tym przypadku również jestem zdania, że to strzał w dziesiątkę.  Sama korzystałam z tego pojemnika przez cały wyjazd, ładowarkę spakowałam osobno, obie te rzeczy nie zajęły wiele miejsca a umożliwiły bezpieczny "transport" szczoteczki i przechowywanie jej w warunkach wyjazdowych :)

Kolejny element-końcówki. Do testów otrzymałam 4 sztuki, w tym końcówkę FlossAction podwójnie. W tym miejscu pozwolę sobie ponownie skorzystać z opisu producenta:

Końcówka FlossAction:
Specjalne zaprojektowane listki, które wnikają w głąb przestrzeni międzyzębowych co zapewnia lepsze czyszczenie w porównaniu do końcówki FlexiSoft. Zewnętrzne włókna otaczają każdy ząb, co pozwala na jego dokładne czyszczenie. Włókna FlexiSoft posiadają odpowiednią miękkość - uginają się - zapewniając uczucie delikatnego szczotkowania. Niebieskie włókna Indicator sygnalizują, kiedy trzeba wymienić główkę szczoteczki na nową
Końcówka Sensitive:
Sensitive zapewnia doświadczenie delikatnego szczotkowania dla wrażliwych dziąseł. Ekstra miękki materiał z którego wykonane są włókna. Zaawansowany system włókien usuwa więcej płytki nazębnej i czyści dokładniej niż zwykła szczoteczka.


Końcówka 3D White:
Specjalna kauczukowa gumka do lepszego polerowania szkliwa zębów, aby delikatnie usuwać przebarwienia i w naturalny sposób wybielać zęby w ciągu 21 dni. Zewnętrzne włókna otaczają każdy ząb, co pozwala na dokładne czyszczenie. Włókna FlexiSoft uginają się, zapewniając uczucie delikatnego szczotkowania. Końcówki włókien Interdental wnikają głęboko między zęby i w miejsca poniżej linii dziąseł. Włókna Indicator informują, kiedy należy wymienić końcówkę na nową.

Zarówno wymienne końcówki o innych funkcjach jak również różne tryby szczotkowania pozwalają dobrać sposób szczotkowania bardzo indywidualnie.
Tryby, o których wspomniałam przestawiamy za pomocą przełącznika na szczoteczce. Na ekranie SmartGuide wyświetli się wtedy również ikonka odpowiadająca danemu trybowi. O jakich trybach mowa?
  • Daily Clean- wyjątkowo skuteczne czyszczenie jamy ustnej
  • Sensitive- delikatne, choć bardzo dokładne czyszczenie wrażliwych miejsc
  • Massage- delikatne masowanie dziąseł
  • Polish- wyjątkowo skuteczne polerowanie i wybielanie – do użytku codziennego lub sporadycznego
  • Deep Clean- wyjątkowo długie czyszczenie jamy ustnej trwające do 45 sek. - ogólne czyszczenie trwa do 3 minut
Ja wypracowałam sobie własny system szczotkowania zębów. Początkowo używałam końcówki Sensitive na trybie Sensitive z tego względu, że w instrukcji znajduje się informacja, że przy pierwszych użyciach może wystąpić krwawienie dziąseł, moje dziąsła na dodatek należą do tych wrażliwych więc na start wybrałam najłagodniejsza z wszystkich opcji.Potem stopniowo zaczęłam wprowadzać na tej samej końcówce tryb Massage. Jak już moja dziąsła przywykły do nowej szczoteczki zaczęłam bawić się pozostałymi trybami i końcówkami i doszłam do takiej kombinacji, którą stosuję do dziś. Rano używam przeważnie końcówkę Sensitive na trybie Daily Clean. Wieczorem używam zamiennie końcówek FlossAction oraz 3D White na trybach Polish oraz Deep Clean. Taki system najbardziej mi odpowiada, z trybu Sensitive korzystam sporadycznie kiedy z jakiś powodów moje dziąsła znowu wykazują nadwrażliwość, tryb Massage chwilowo praktycznie w ogóle poszedł w odstawkę (czasem po trybie Daily Clean funduję dziąsłom taki minutowy masaż).
 
Kwestia najważniejsza-działanie. Tu nastąpią same ochy i achy. Podejrzewałam, że może przy regularnym, sumiennym używaniu szczoteczki nastąpi jakaś minimalna poprawa, jednak efekt przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Po samym użyciu uczucie czystości jest wyraźnie odczuwalne, dużo bardziej niż po użyciu szczoteczki manualnej. Zęby po tych kilku tygodniach stosowania są wyraźnie bielsze, nie miałam jakiś większych problemów jeśli chodzi o ich barwę, natomiast walczyłam z osadem po herbacie/kawie i zawsze przy samych dziąsłach zęby miały o wiele gorszą barwę. Jak prezentują się zęby po stosowaniu tej szczoteczki? Same zobaczcie:
Pozostaje jeszcze kwestia ceny. Szczoteczka do najtańszych niestety nie należy-kosztuje w zależności od sklepu 300-500 złotych. Mam świadomość, że jest to kwota duża, sama gdybym miała kupić taką szczoteczkę bez pewności jej działania-przypuszczalnie bym się nie zdecydowała. Jednak używając jej przez okres kilku tygodni i wyrabiając sobie o niej zdanie takie a nie inne-wiem, że byłabym w stanie tyle za nią zapłacić. Jest to jednak zakup jednorazowy, szczoteczka ma dwuletnią gwarancję, końcówki oczywiście się zużywają ale można zakupić je osobno. Z pewnością jest to produkt warty swojej ceny i każdemu z czystym sumieniem mogę go polecić.

Serdecznie dziękuję firmie Oral-B za udostępnienie mi opisywanego produktu do testów. Fakt ten nie wpłynął na moją ocenę - jest ona w 100% obiektywna.

Pozdrawiam,
Panna Joanna
14 sie 2011

Wróciłam :)

Po okropnie długiej przerwie od blogowania- powracam!:) Nie było mnie tu przez ponad trzy tygodnie, tym bardziej jest mi miło, że w tym czasie wciąż przybywało mi nowych obserwatorów, pod starszymi postami pojawiały się nowe komentarze.
W najbliższym czasie wyjazdów nie planuję (być może we wrześniu wykroję kilka dni) także możecie się spodziewać dużej ilości nowych postów. Co pojawi się na blogu już niebawem? Krótka prezentacja :)


Powyższe zdjęcia to mój wakacyjny haul. Mimo solidnego postanowienia "zużywania, NIE kupowania kosmetyków" podczas wyjazdu zakupiłam kilka drobiazgów. Jak widać zakupy obfitują w lakiery, głównie z firmy Colour Alike, ale jak mogłam przejść koło nich obojętnie skoro w miejscowej drogerii (drogeryjce właściwie chcąc być uczciwym ;)) kosztowały one 8,90 złotego polskiego, podczas gdy w gliwickim sklepie, jedynym, który według moich informacji posiada lakiery CA, cena ich jeśli pamięć mnie nie myli to 14 złotych. Drogeria ta zresztą bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła (pomijając jej wielkość) ponieważ znaleźć można tam było w zasadzie wszystko czego w Naturze czy Rossmannie się nie uświadczy. Wielka szafa JOKO, Vipera, Virtual, lakiery Golden Rose, pigmenty z Loreal'a (tutaj nigdzie się z nimi nie spotkałam, na blogach czy wizażu również musiały mi umknąć-z powodu tejże niewiedzy nie zdecydowałam się na zakup) oraz...osławiony Dermacol. Magiczna, złota tubka, której poszukuję już bardzo długo zastała mnie w miejscowości Porąbka, gdzie w życiu bym nie pomyślała, że tam właśnie owy Dermacol znajdę.
Na zdjęciu widać również dwa produkty z BeBeauty-moja wrodzone roztrzepanie dało o sobie znać i po dotarciu na miejsce wypoczynku okazało się, że w mojej kosmetyczce jest wszystko poza balsamem do ciała. Ja i moja sucha skóra nie wytrzymałybyśmy dwóch tygodni bez żadnego mazidła do ciała więc korzystając z mojego chłopaka oraz Biedronki w miasteczku obok dokonałam zakupu limitowanego masła do ciała w wersji brazylijskiej oraz peelingu (skoro już tam byłam...) w wersji borówkowej.
Swatche i recenzje oczywiście już wkrótce :)

Między jednym wyjazdem a drugim, wpadłam na jeden dzień do domu przepakować torbę i w ciągu tego jednego dnia udało mi się jeszcze odpowiedzieć na maila od firmy Bio-Profil, która zaproponowała mi współpracę. Propozycja o tyle ciekawa, że sama mogłam sobie wybrać kosmetyki odpowiednio dopasowane do potrzeb mojej skóry. Bio-Profil jest wyłącznym polskim dystrybutorem marek SVR, URIAGE i AURIGA. Z każdej z wymienionych firm wybrałam więc po jednym produkcie i podczas mojej nieobecności dotarła do mnie paczka. Zabieram się więc za testowanie-daję sobie na to solidny kawałek czasu, ponieważ są to produkty pielęgnacyjne, są to dermokosmetyki, marki apteczne więc wiążę z nimi duże nadzieje i wysoko stawiam im poprzeczkę. Dlatego też potrzebuję trochę czasu aby sprawdzić czy podołają.
Do testów wybrałam:
-SVR, Xerial 5 Creme Visage (krem do twarzy)
-URIAGE, Xémose, krem do codziennej pielęgnacji (specjalistyczna pielęgnacja dla skóry suchej i atopowej)
-AURIGA, Cernor XO, krem na cienie pod oczami

W dalszym ciągu testuję inne kosmetyki, trochę mi się tego nazbierało, staram się na bieżąco robić zdjęcia, zbierać przemyślenia i mam nadzieję, że uda mi się w najbliższym czasie wrzucać co najmniej jedną recenzję dziennie. Taka jestem ambitna :) W nadchodzącym tygodniu na pewno możecie się spodziewać podsumowania mojej przygody ze szczoteczką elektryczną Oral-B. Będzie trochę zdjęć i sporo moich wywodów.


Pokażę Wam również makijaż w całości wykonany kosmetykami firmy May Kay. Wyszło bardzo słonecznie, na niektórych zdjęciach widać nawet moją lekką opaleniznę-choć to w większej mierze zasługa podkładu, który początkowo był za ciemny, natomiast teraz świetnie stapia się z opalenizną :) O samych kosmetykach recenzja ukaże się osobna, zdradzę, że znalazłam swoje KWC i to niejedno, bubel nie trafił się żaden-słowem jestem oczarowana (w różnym stopniu intensywności w zależności od kosmetyku :)).


Pokażę Wam również zdjęcia z wakacji :) Na miniaturkach można dostrzec autora szablonu tego bloga :)



W najbliższym czasie będą się pojawiać recenzje następujących kosmetyków:

Dość duży misz-masz jak widać na załączonym obrazku :) Napiszę Wam o kolejnych kosmetykach firmy FlosLek, podsumuję moją współpracę z firmą Dermacol (swatche już pokazywałam, teraz czas na szczegółową podsumowującą recenzję), opiszę wrażenia z używania próbek kosmetyków Iwostin, zrecenzuję masła DUO z The Body Shop, pokażę jakie magiczne sztuczki z kolorami cieni potrafi zrobić baza Hean oraz przybliżę dwa z kilku wygranych przeze mnie kosmetyków firmy Delia Onyx!

Nazbierało mi się również kilka tagów, na które jeszcze nie odpowiedziałam-nie zapomniałam o nich bynajmniej, po prostu miałam ostatnio mało czasu a niektóre tagi, z tego co widziałam na innych blogach, będą na pewno w jakimś stopniu czasochłonne. Nie obiecuję, że odpowiem na nie w trybie natychmiastowym ale postaram się w końcu do tego zabrać-w końcu należą się Wam podziękowania za tak liczne wskazywanie mojego bloga w owych tagach.

Zbliżają się również powoli pierwsze urodziny bloga! Sama nie wiem kiedy ten rok zdążył tak szybko minąć :) Mam zamiar przygotować z tej okazji małą niespodziankę :) Ale na razie ćsiiii!

Jak zwykle post wyszedł dosyć długi...czuję, że jestem w domu!:)

Pozdrawiam,
Panna Joanna
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...