WoleProstoHeader

30 cze 2011

TAG: Jak mieszkają Twoje kosmetyki?

W końcu udało mi się uporządkować moje kosmetyki więc wreszcie mogę odpowiedzieć na tego tag :)

O co chodzi w zabawie?

"Pokaż na zdjęciach jak przechowujesz swoje produkty do pielęgnacji, makijażu, lakiery i perfumy - nie ma w tym zakresie żadnych ograniczeń. Wprowadź wirtualnie czytelniczki do wszystkich zakamarków, w których zamieszkują Twoje kosmetyki - do łazienki, toaletki, a może nawet lodówki
Przekaż taga 10 kolejnym blogerkom i napisz kto przekazał go Tobie.
Poinformuj osobę, która Cię otagowała o Twojej odpowiedzi na ten tag - na przykład w komentarzu pod jej najnowszą notką"


Ja zostałam otagowana przez:

Agnieszkę KLIK!
Anwen KLIK!
Darię KLIK!
Viollet KLIK!
Just KLIK!
Idalię KLIK!
Olę KLIK!

Jestem chyba jedną z ostatnich osób, które odpowiadają na ten tag i większość znanych mi blogerek została już otagowana. Dlatego tym razem pozwolę sobie na małe odstępstwo od reguł i do odpowiedzenia na tego taga chciałabym zachęcić wszystkie te osoby, które jeszcze tego nie zrobiły a mają na to ochotę :) Zapraszam bardzo serdecznie, zabawa jest ciekawa i może być dobrą motywacją do posprzątania (tak było w moim przypadku ;))

Jak mieszkają moje kosmetyki? Aktualnie w porządku, przeważnie w twórczym, artystycznym bałaganie :)
Nie pokażę Wam całej mojej kolekcji bo boję się, że wyczerpię dostępny limit zdjęć (:P). Na zdjęciach uwieczniłam te kosmetyki, których używam najczęściej (czyli np. co najmniej raz w tygodniu), te które mieszkają w moim pokoju (łazienki już sprzątać mi się nie chciało :D).
Większość rzeczy trzymam po prostu na mojej komodzie w pokoju (który dzielę z siostrą). Są tu trzy koszyczki, dwie doniczki. jedna szklanka i torebka.
W torebce trzymam próbki (kremów, podkładów itp.).
W szklance stoją sobie pędzelki (kilka sztuk trzymam również w kosmetyczce, używam ich wymiennie). Nie ma ich wiele ponieważ jestem pędzlowym minimalistą i zdecydowanie wolę wydawać pieniądze na kosmetyki aniżeli na pędzle ;) Ale jest pędzel do pudru, skośny do różu, mały do rozświetlacza, duży płaski do różu/bronzera, kilka pędzli do oczu, jeden podwójny do linera. Więcej nie potrzebuję :)
Poszczególne doniczki i koszyczki prezentują się następująco:

Różowa doniczka to mieszkanie kredek, linerów, tuszów do rzęs. Jest tu też zalotka, baza pod podkład oraz bazy pod cienie.Wszystkie te kosmetyki to te, których używam w miarę często, pozostałe leżą sobie w "zbiorczym pudle" i czekają na swoją kolej.
W najmniejszym koszyczku trzymam lakiery, którymi ostatnio malowałam paznokcie (taki system mam już od dawna, dzięki temu jak "rozwali" mi się jakiś paznokieć od razu wiem gdzie szukać lakieru do poprawki). Tutaj trzymam też odżywki, żel do skórek, pilniczki, szpatułki do odsuwania skórek , stempel, płytkę do stempli i kartę do stemplowania. 
 Reszta lakierów mieszka w większym pudełku, które stoi sobie na półce:
Ostatnio w końcu się zmotywowałam i przejrzałam, które z lakierów nadają się jeszcze do użytku :) Kilka (w tym moja ulubiona pomarańczka z Essence) poszło do kosza niestety...

Kolejny koszyk to mieszkanie moich mazideł do ust. Zdziwiłam się, że tyle tego jest (biorąc pod uwagę jak rzadko maluję usta). Kilka szminek, kilka błyszczyków.

Największa doniczka to taka kosmetyczno-apteczna zbieranina. Mam tu kilka próbek masek algowych, balsamy do ust, kremy pod oczy, żel aloesowy do twarzy, rutinoscorbin, tabletki przeciwbólowe i kilka innych pierdółek.
 W koszyku trzymam również cienie do powiek. Na samej górze leżą w woreczkach odsypki minerałów i pigmenty. Po nimi znajdują się piętrowo ułożone cienie (m.in. JOKO, My Secret, dwie paletki z Essence i dwie z Avonu i Hean oraz kilka pojedynczych)

Kolejne miejsce, w którym przechowuję swoje kosmetyki to szuflada w komodzie. Tam trzymam część pielęgnacji (oprócz szamponów, żeli pod prysznic czy do twarzy itp.) oraz kosmetyki "do-twarzowe".
Dojrzeć można tam również kosmetyczkę, w której trzymam te kosmetyki, którymi codziennie wykonuję makijaż (typu kredka do brwi, korektor, kredka do linii wodnej, baza pod cienie). Po lewej stronie sporo balsamów, masła do ciała, mleczka, kremy do twarzy, rąk, bloker z Ziai, krem z filtrem itd.
Po prawej-podkłady (kilka stoi jeszcze w łazience :P), rozświetlacze, pudry, bronzery, róże (dobiłam do 10 :O), wszystko oczywiście poustawiane aktualnie piętrowo, ale przeważnie po kilku dniach zaczyna się to tam przewracać i mieszać :D
Ufff...dobrnęłam do końca :)
Chciałam zameldować przy okazji, że w końcu mam wakacje :) Oznacza to, że będę teraz częściej pojawiać się na blogu (jak tylko się wyśpię :)).

Pozdrawiam wakacyjnie,
Panna Joanna
29 cze 2011

Double Therapy-czyli kolejna nowość od JOKO!

JOKO ostatnio rozszalało się z nowościami, tym razem do asortymentu dołączyła nowa linia błyszczyków pielęgnacyjnych i optycznie powiększających usta. Zobaczcie same:




Efekt uzyskany przy użyciu Double Therapy marki JOKO sprawia, że usta stają się zmysłowe i kuszą zdrowym wyglądem. Jest to możliwe dzięki połączeniu działania dwóch dobroczynnych składników. Kompleks kolagenowy silnie nawilża i uwydatnia usta, a masło aloesowe odżywia głębokie warstwy naskórka oraz chroni przed szkodliwym działaniem.

Najnowszy lip gloss JOKO wyraźnie wygładza skórę ust i pokrywa ją lśniącą, półtransparentną powłoką. Formuła zawiera aloes, witaminy E i F oraz kolagen. Działanie składników aktywnych można odczuć zaraz po nałożeniu Double Therapy na usta. Lip gloss powoduje delikatny efekt mrowienia i daje przyjemne uczucie chłodzenia.

Składniki zawarte w Double Therapy sprawiają, że lip gloss ma kompleksowe działanie. Specjalna postać kolagenu szybko wchłania się, długotrwale nawilża i likwiduje efekt spierzchniętych ust. Dzięki temu usta są optyczne powiększone – bez ingerencji skalpela, czy strzykawki. Masło aloesowe chroni skórę przed wysuszaniem, pomaga odżywiać głębokie warstwy naskórka i regeneruje komórki. Dodatkowo formuła jest wzbogacona kompleksem witamin E i F, które nawilżają skórę i działają przeciwrodnikowo.

Cena sugerowana: 17,90 zł

Przyznaję, że jestem bardzo ciekawa działania tych błyszczyków, zachęca mnie zwłaszcza ten aloes, który uwielbiam w kosmetykach. Kolory również prezentują się obiecująco:
Jak Wam się podoba kolejna nowość JOKO?  Czujecie się zachęcone?:))

Pozdrawiam,
Panna Joanna

Zdjęcia oraz opis produkty pochodzą z informacji prasowej przesłanej mi przez firmę JOKO
28 cze 2011

Zakupy w Sephorze, trochę swatchy i trochę gadania o wszystkim i o niczym :)

Czyli tak jak lubię najbardziej-wszystkiego po trochu :)
Wyczytałam ostatnio na blogu vexgirl, że w Sephorze obecnie trwa wyprzedaż. Z ciekawości zajrzałam na stronę tej firmy i rzeczywiście okazało się, że wiele kosmetyków jest przecenione i to naprawdę opłacalnie. W oko rzuciły mi się przede wszystkim kosmetyki samej Sephory, a jako, że nie miałam jeszcze okazji ich używać stwierdziłam, że to dobry moment żeby coś wypróbować  :)
Planowałam zakupy niewielkie, interesowały mnie głównie kredki Jumbo i jestem z siebie niebywale dumna ponieważ poza planowanym zakupem na miejscu skusiły mnie jedynie dwie dodatkowe rzeczy. Choć gdyby nie aktualny odwyk kosmetykowy pewnie byłoby ich więcej.
Co kupiłam?
Planowaną kredkę jumbo w kolorze białym. Zamiast 29 złotych zapłaciłam 9. Miałam w planach używać na linię wodną ale trochę słabo się w przypadku moich oczu sprawdziła w tej roli. Za to ładnie rozświetla np. wewnętrzny kącik czy obszar pod brwią. Jest lekko perłowa, miękka, na bazie wytrzymała u mnie dzisiaj cały dzień. Zastanawiam się nad zakupem innych wersji kolorystycznych do stosowania samodzielnie albo jako bazę pod cienie. Promocja trwa do 31 lipca więc przeczuwam, że moja kolekcja zdąży się do tego czasu powiększyć :)
Poza tym, jak już stałam nad półką z przecenami to w oczy rzuciły mi się niebieskie kredki również Sephory. Nie wiem co to dokładnie za kredki bo nie umiem ich znaleźć na stronie Sephory, ale ta jest cieńsza od kredki jumbo. Kolor mi się wyjątkowo spodobał, taka niezapominajka. A, że kosztowała...2 złote to żal było nie wziąć. Oczywiście ją również zdążyłam już wypróbować i dzisiaj zagościła na moich oczach w postaci podkreślenia dolnej powieki. Trzyma się do teraz, jedynie lekko wyblakła.
Na tym miało się skończyć ale skoro już tam byłam to żal było nie pooglądać co też tam jeszcze ciekawego można znaleźć ;) Moje czujne oko zauważyło korektory Sephory i po stwierdzeniu, że również kosztują one śmieszne pieniądze (9zł) do koszyka powędrował kolejny produkt. Korektor zwie się Light Touch, wystawiony był jedynie kolor nr 04 więc w zasadzie kupowałam w ciemno myśląc, że jeśli będzie za ciemny to oddam mamie. Kolor okazał się jednak całkiem naturalny więc kosmetyk zostaje ze mną :) Zdążyłam póki co sprawdzić kolor i lekko maznąć cienie pod oczami aby zobaczyć stopień krycia, więc wiele do powiedzenia na razie nie mam, ale nawet jeśli się nie sprawdzi nie będę żałować, że wyrzuciłam w błoto majątek.
 

A Wy upolowałyście coś na sephorowej wyprzedaży? Możecie polecić jakieś produkty?:)

Kolejna ciekawostka-jakiś czas temu pisałam Wam, że biorę udział w konkursie na wiosenny makijaż prowadzonym przez firmę Delia, ostatnio pokazywałam Wam jakie kosmetyki dotarły do mnie w ramach nagrody. Wczoraj za to ukazał się nowy numer czasopisma "Pani Domu" i okazało się, że zostały w nim zamieszczone cztery z 15 zwycięskich makijaży...w tym mój! Oczywiście bardzo mnie to ucieszyło, jednak szkoda, że zamiast poświęcić promocyjne zdjęcie zielonowłosej pani i wstawić więcej makijaży konkursowych, ogrom miejsca zajmuje właśnie to zdjęcie i opis całej akcji sporym drukiem, przez co wiele świetnych prac zostało pominiętych.

Zauważyłyście może, że jakoś blado się prezentuję?;))

Kolejna sprawa jaką chciałabym poruszyć to szerzący się ostatnio w różnych kątach internetu "zwyczaj" zapożyczania sobie zdjęć. Temat podejmuję ponieważ dzisiaj na blogu vexgirl natrafiłam na notkę o tym jak została ona potraktowana przez jedną z blogerek. O całej sprawie możecie przeczytać TUTAJ. Jestem bardzo zaskoczona, że taka sytuacja miała miejsce, zwłaszcza, że sprawczyni zamieszania również prowadzi bloga. Do mnie osobiście nie trafiają argumenty jakie zauważyłam w niektórych komentarzach pod postem (na szczęście podobnych było niewiele) typu, że dziewczyna ma 15 lat więc można jej odpuścić. Vex ma na blogu jasno zaznaczone, że nie zezwala na kopiowanie i wykorzystywanie zdjęć jej autorstwa a prawo-bądź co bądź-powinno obowiązywać wszystkich bez wyjątku. Ja na swoim pasku bocznym również mam umieszczoną takową informację z odpowiednim odnośnikiem prawnym. Jednak z tego co widzę, niektórych zupełnie to nie odstrasza więc zaczynam zastanawiać się nad podpisywaniem swoich zdjęć. Jednak jak wiadomo jest kolejny krok w obróbce zdjęć, ja ostatnio zaczęłam nakładać na zdjęcia różne "ozdobniki" typu paski, napisy i obawiam się, że wprowadzenie kolejnego elementu sprawi, że zdjęcia przestaną być czytelne.
Co Wy o tym sądzicie? Podpisujecie, zaznaczacie jakoś swoje zdjęcia? Zapraszam do dyskusji :)

Pozdrawiam,
Panna Joanna
25 cze 2011

Panna Joanna testuje-Oral-B Triumph 5000 SmartGuide

Wspominałam we wczorajszym poście o kolejnej współpracy, którą nawiązałam. Tym razem jest to współpraca z firmą Oral-B. Przyznaję-ciekawa odmiana ponieważ do tej pory pisałam głównie o kolorówce i kosmetykach pielęgnacyjnych, a szczoteczka elektryczna wpasowuje się jednak w trochę inną tematykę. Niemniej jednak jestem bardzo ciekawa wyników testu, które opiszę Wam za okres 3-6 tygodni, kiedy już szczoteczka zostanie przeze mnie przetestowana na wskroś.
Dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować jak szczoteczka się prezentuje i przekazać kilka słów od producenta :)

Zacznę może od tego drugiego-co pisze producent?
"Oral-B Professional Care Triumph 5000 to najnowsza szczoteczka elektryczna, która dzięki wykorzystaniu technologii oscylacyjno-rotacyjnej oraz pulsowania, pozwala skutecznie oczyszczać i wybielać zęby. Badania kliniczne wykazały, że znacząco redukuje ona płytkę nazębną i zmniejsza zapalenie dziąseł, pozostając jednocześnie bezpieczną dla miękkich tkanek znajdujących się w jamie ustnej. To co wyróżnia Professional Care Triumph 5000, to:
• Innowacyjna główka, która wykorzystuje technologię 3D
• Unikalny system czyszczenia 3D Excel: 40 000 drgań na minutę, które uderzając w płytkę nazębną poluzowują ją, 8 800 ruchów oscylacyjnych na minutę, aby skutecznie ją usunąć
• 5 trybów działania: podstawowy czyszczący, wrażliwy, polerujący, masujący, głęboko czyszczący."

Ja do tej pory używałam zwykłych szczoteczek do mycia zębów, jednak informacje, które znalazłam na temat działania szczoteczek elektrycznych bardzo przekonują mnie do porzucenia klasycznej szczoteczki:
"• Szczoteczka elektryczna skuteczniej myje zęby i usuwa więcej płytki nazębnej. Innowacyjne szczoteczki elektryczne posiadają główkę wykorzystującą technologię, która opiera się na połączeniu ruchów oscylacyjno-rotacyjnych i pulsacyjnych (np. technologia 3D w Oral-B Professional Care Triumph 5000). Oznacza to, że główka szczoteczki w bardzo szybkim tempie wykonuje skręty w lewo i w prawo, jednocześnie dociskając się do powierzchni zębów. A zatem, myjąc zęby szczoteczką elektryczną nie należy wykonywać zbędnych ruchów przedramienia – wystarczy powoli przesuwać szczoteczkę wzdłuż zębów, pokrywając kolejno każdy ząb.
Szczoteczka elektryczna dociera nawet do najtrudniej dostępnych miejsc. Bardzo ważnymi cechami szczoteczki elektrycznej są jej kształt, rozmiar główki i rodzaj wykorzystanego włosia. Ze względu na małą główkę, szczoteczka elektryczna bez problemu dociera w miejsca trudno dostępne dla zwykłej szczoteczki manualnej. Specjalne miękkie włosie wnika głęboko między zęby, przez co dokładnie czyści przestrzenie międzyzębowe, nie podrażniając przy tym dziąseł.
Regulowany poziom prędkości szczotkowania. Im szybciej porusza się główka szczoteczki, tym lepiej czyści zabrudzenia, co sprawia, że mycie zębów jest skuteczniejsze, a płytka nazębna jest szybciej likwidowana. Najbardziej zaawansowane szczoteczki elektryczne mają zwykle do dyspozycji kilka trybów szczotkowania. Oral-B Professional Care Triumph 5000 posiada ich aż 5: podstawowy czyszczący, wrażliwy, polerujący, masujący, głęboko czyszczący. Co ważne, zwłaszcza dla osób z nadwrażliwością dziąseł, regulacja prędkości ułatwia szczotkowanie szczególnie wrażliwych miejsc w jamie ustnej.
Szeroki wybór końcówek dostosowany do indywidualnych potrzeb. Użytkownicy szczoteczek elektrycznych mogą wybrać końcówki o najbardziej odpowiadających im właściwościach, np.: usuwające przebarwienia (Oral-B 3D White), stworzone z myślą o wrażliwych zębach i dziąsłach (Oral-B SENSITIVE), czy docierające do trudno dostępnych przestrzeni międzyzębowych (Oral-B FlossAction).
Nowoczesne elementy wspomagające efektywne szczotkowanie. Najbardziej przydatne z nich to: sygnalizator czasu mycia (Timer w szczoteczce Oral-B Professional Care Triumph 5000), informujący o tym, jak długo powinniśmy szczotkować każdą partię uzębienia (łączny czas to 2 minuty, po 30 sekund na każdą ćwiartkę) oraz czujnik siły nacisku wyłączający tryb pulsacyjny w przypadku zbyt mocnego szczotkowania.
Nowoczesne szczoteczki elektryczne powinny posiadać certyfikaty testów klinicznych.
Badania - jak w przypadku Oral-B Professional Care Triumph 5000 - wykazały, że szczoteczki elektryczne znacząco redukują płytkę nazębną, zapobiegają chorobom i podrażnieniom dziąseł, pozostając jednocześnie w pełni bezpieczne dla miękkich tkanek jamy ustnej"

Zawartość paczki, którą dostałam, wprawiła mnie w niemałe osłupienie. Szczoteczka i wszystkie dodatkowe elementy były bardzo dobrze zabezpieczone, do opakowania dołączona była instrukcja obsługi, którą studiowałam blisko pół godziny. W opakowaniu znalazłam:
-szczoteczkę
-ładowarkę (tak-szczoteczkę ładuje się, zamiast wymieniać baterie) 
-cztery końcówki: wybielająca Oral-B 3D White, przeznaczona do wrażliwych zębów Oral-B SENSITIVE, oraz podwójnie-końcówka Oral-B FlossAction docierająca do trudno dostępnych przestrzeni międzyzębowych
-ekran SmartGuide-urządzenie, które "pomaga" nam podczas mycia zębów, odmierzając czas, wyświetla komunikaty instruujące nas
-stojak na szczoteczkę i końcówki
-etui na szczoteczkę

Poszczególne elementy prezentują się następująco:
 
szczoteczka
 stojak na szczoteczkę oraz końcówki
 ładowarka
 ekran SmartGuide
 
 końcówki do szczoteczki

Zapraszam do lektury, ja tymczasem lecę myć ząbki :D
Pozdrawiam,
Panna Joanna
24 cze 2011

Lakierowo-Delia Onyx with bioactive glass :)

W poprzednim poście pokazywałam jaka nagroda przywędrowała do mnie od Delii. Byłam bardzo ciekawa lakierów ponieważ sama ich nazwa "Emalia z  bioaktywnym szkłem" mnie zaintrygowała. Początkowo myślałam, że kolory są mocno nie moje, ponieważ preferuję na paznokciach żywe kolory typu czerwienie, niebieskości, a te lakiery są bardzo spokojne. Konkretnego koloru to one właściwie nie dają, jedynie lekko "rozjaśniają" paznokcie i lekko wpadają w odcieniu różu bądź beżu. Ja dostałam dwa kolory-numery 3 i 6. Wczoraj od niechcenia pomalowałam paznokcie wersją numer 6 i...przyznaję, że bardzo podoba mi się efekt. Śpieszę wyjaśnić dlaczego :)
Do tej pory większość lakierów typowo frenczowych czy kolory nude na jakie trafiałam, niemiłosiernie smużyły. Na paznokciach widać było każdy ślad pędzelka, ze względu na jasne kolory przeważnie połowa "porcji" z pędzelka lądowała na moich skórkach. W związku z powyższym włączył mi się tzw. uraz do takich lakierów i przez długie lata omijałam je szerokim łukiem.
Jednak ten lakier prawdziwie i szczerze mnie zachwycił, malowanie paznokci było czystą przyjemnością. Pędzelkiem bardzo dobrze się operowało, nie zalałam sobie całych skórek, nie zauważam żadnych paskudnych smug. Dwie warstwy wystarczyły aby uzyskać efekt taki jak na zdjęciach (dodam, że moja paznokcie są dosyć mocno różowe-nie wpadłam na to żeby zrobić zdjęcia przed/po). Paznokcie zdecydowanie lepiej wyglądają z tym lakierem niż bez niego-zdrowo i naturalnie, do tego pięknie błyszczą.
Mimo, że zdecydowanie bardziej lubię lakiery kolorowe, do tych na pewno będę wracać. Poniżej zdjęcia lakieru o numerze 6:

 (zdjęcie w świetle dziennym)
(zdjęcie z lampą)

Przy okazji skoro już tu jestem-zostałam już kilkukrotnie otagowana!:) tym razem zabawa polega na pokazaniu jak mieszkają nasze kosmetyki :) W związku z tym, że moje na razie nie mieszkają tylko są porozstawiane tam gdzie je zostawiłam czyli po całym pokoju,  na taga odpowiem jak uporam się z sesją i będę miała czas posprzątać :) Tymczasem chciałabym podziękować za otagowanie (żeby potem nie zapomnieć):
Agnieszkę KLIK!
Anwen KLIK!
Darię KLIK!
Viollet KLIK!
Just KLIK!
Oczywiście przy odpowiedzi na taga czynność dziękczynną powtórzę, ale żeby potem kogoś nie przegapić wolałam to zrobić również teraz :)

Z ogłoszeń parafialnych mam jeszcze jedno. Niedawno dostałam maila od przedstawiciela firmy Oral-B z oferta współpracy. Zaproponowano mi testowanie nowej szczoteczki Oral-B Triumph 5000 SmartGuide. Po krótkiej chwili zastanowienia, nie do końca wierząc, że faktycznie ta współpraca się urzeczywistni, odpisałam, że się zgadzam. Nastąpiła krótka wymiana maili i dzisiaj do mych drzwi zawitał kurier. Rozmiar paczki zwalił mnie z nóg, zawartość zresztą również. Więcej na ten temat-już jutro ;)))

Pozdrawiam,
Panna Joanna
23 cze 2011

Delia ONYX!-konkursowa nagroda :)

Jakiś czas temu brałam udział w wizażowym konkursie na wiosenny makijaż. Udało mi się znaleźć w finałowej piętnastce. Wczoraj dotarła do mnie paczka z nagrodą-kosmetykami firmy Delia ONYX!. Nie miałam jeszcze nigdy styczności z tą firmą, aczkolwiek już parę razy rzuciły mi się w oczy pochlebne recenzje na temat tych kosmetyków, więc tym bardziej ciekawa jestem jak się będą sprawować. Dzisiaj przygotowałam jedynie zdjęcia nagrody, jeśli któryś z kosmetyków okaże się hitem (albo bublem ;)) to na pewno pojawi się na jego temat recenzja :)


Mineralny błyszczyk
Delia Onyx COLOUR & SHINE


Mineralny błyszczyk w tubce
Delia Onyx CARE & SHINE


Oba przyjemnie pachną, dają delikatny efekt na ustach.  














 

Lakier do paznokci z bioaktywnym szkłem.

Bardzo naturalne kolory, oba mocno transparentne, idealne do frencza albo "biurowego manicure".



EYELINER W PŁYNIE

Ma cieniutki pędzelek, którym bardzo łatwo narysować mocną, czarną kreskę. Już go wypróbowałam i bardzo pozytywnie mnie zaskoczył.

MASCARA SUPER LONG

Ma ciekawą szczoteczkę-długą i wąską. Dociera do każdej rzęsy. Rzeczywiście wydłuża, choć końcowy efekt jest raczej naturalny.

ODŻYWIAJĄCA BAZA
POD MASKARĘ 2 w 1


Również już wypróbowana. Wydłuża rzęsy, tusz lepiej się na niej trzyma.

















Dla przypomnienia-konkursowy makijaż :)

Pozdrawiam i życze udanego długiego weekendu,
Panna Joanna
21 cze 2011

The Body Shop-współpraca i...rozdanie!:)

Mam ogromną przyjemność ogłosić, że blog "W świecie Panny Joanny" nawiązał współpracę z firmą The Body Shop! Jestem bardzo szczęśliwa z tego powodu, zwłaszcza, że do TBS mam dostęp raczej marny, więc tym bardziej ucieszył mnie mail od Pani Magdy, w którym zaproponowała mi ona współpracę z tą marką.
Do testów otrzymałam nowość The Body Shop-masła do ciała DUO. Idea tego produktu jest bardzo ciekawa-w jednym opakowaniu znajdziemy jednocześnie dwa produkty, czy właściwie dwie oddzielone od siebie konsystencje. Jedna przeznaczona do tych obszarów naszej skóry gdzie jest ona normalna, a druga-do partii skóry wymagających szczególnego nawilżenia. Różnice w konsystencji widać już na pierwszy rzut oka-jedna część jest rzadsza, przypomina bardziej kremowy balsam, natomiast druga jest zdecydowanie mocniej zbita, treściwsza.
The Body Shop wypuściło na rynek kilka wariantów zapachowych (orzeźwiający kwiat Acai, kojąca Wanilia, relaksująca Makadamia, poprawiający nastrój Groszek Pachnący). Cała seria prezentuje się następująco:
Więcej a samych masłach będę pisać na bieżąco, kiedy już trochę ich poużywam, tymczasem mam dla Was niespodziankę :)))

Wczoraj doszła do mnie paczka, której zawartość prezentowała się następująco:
Na czym polega niespodzianka?:) Jedno z tych masełek trafi do którejś z Was! Dzięki uprzejmości firmy The Body Shop nowe, pachnące, podwójne masło zostanie rozlosowane wśród chętnych. Co trzeba zrobić?
Zasady są proste:
1. Musisz być publicznym obserwatorem bloga "W świecie Panny Joanny".
2. Pod tym postem zostaw komentarz z nickiem pod jakim obserwujesz mojego bloga.
3. W komentarzu napisz również krótką odpowiedź na pytanie "Co myślisz o idei DUO?"
4. Możesz napisać notkę o tym rozdaniu na swoim blogu-warunek niekonieczny ale można zdobyć dodatkowy los :) Jeśli taka notka się pojawi-zostaw w komentarzu linka do niej.

Prosiłabym aby wszystkie informacje były zawarte w jednym komentarzu-ułatwi mi to potem zbieranie zgłoszeń i liczenie losów :)

Rozdanie trwa przez kolejne trzy tygodnie-do 17 lipca. Zwycięzcę wybierze maszyna losująca. Wyniki pojawią się kilka dni później.

Nagroda już czeka na którąś z Was :)
Pozdrawiam,
Panna Joanna
20 cze 2011

Panna Joanna testuje-Dermacol "Imperial Make-up"

Niedawno pokazywałam Wam swatche pełnowymiarowych produktów, które otrzymałam od firmy Dermacol. Jednak oprócz tych kosmetyków trafiła do mnie ogromna ilość próbek i to o jednej z nich chciałabym Wam dzisiaj napisać.
Jest to kosmetyk, który mnie w 100% zachwycił, dostałam trzy jego próbki i wszystkie trzy do ostatniej kropli wydłubałam z opakowań. Żałuję, że tak szybko się skończyły i przymierzam się do zakupu pełnowymiarowego opakowania (ale obiecałam sobie, że dopiero gdy wykończę przynajmniej w połowie to co mam :)).
O jakim kosmetyku mowa? Od tego chyba powinnam zacząć :)

Jest to  nawilżający podkład z wyciągiem z orchidei "Imperial Makeu-up". 
Co możemy przeczytać o nim na stronie producenta?
"Zafunduj swojej skórze gładką, delikatną i nawilżoną skórę jak płatki orchidei. Nawilżający make-up z ekstraktem z orchidei pobudza komórki skóry i odżywia ją. Zagwarantuje Twojej skórze długotrwałe nawilżenie, które pozwoli jej zachować piękno kwiatu orchidei. Bardzo delikatna konsystencja make-upu natychmiast skórę rozjaśni dodając jej świeżości i witalności. Zawiera jedwabne silikony"


Teoretycznie na sam widok słów "delikatne silikony" powinnam zacząć uciekać z krzykiem, bo choć za bardzo się na tym nie znam to o delikatnych silikonach nigdy nie słyszałam-dla mnie silikon to silikon. Ale stwierdziłam, że cóż mi w zasadzie szkodzi spróbować? Jak pomyślałam tak też zrobiłam i od pierwszego użycia przepadłam. Podkład się tak cudownie stapia z cerą, nawet po nałożeniu jego małej ilości świetnie wyrównuje kolor skóry, wygląda przy tym tak naturalnie, że jakby ktoś nie wiedział, że jesteśmy pomalowane to by w życiu nie uwierzył, że mamy na twarzy podkład. Używałam w ilościach minimalnych, tyle tylko aby cieniutką warstwą posmarować całą twarz, przysypywałam go sypkim pudrem fixującym z Dermacolu i efekt, który tak mnie zachwycił utrzymywał się cały dzień.
Wszystkie trzy próbki otrzymałam w odcieniu Fair-jest to odcień najjaśniejszy. Początkowo myślałam, że będzie dla mnie za ciemny, jednak szybko się okazało, ze pasuje idealnie-głównie ze względu na stopień w jakim stapia się z cerą. W ciągu dnia nie waży się, nie ciemnieje. Daje takie satynowe wykończenie, nie podkreśla suchych skórek, rzeczywiście daje lekkie uczucie nawilżenia. Przypuszcza, że na cerach tłustych już taki rewelacyjny nie będzie, jednak ja jako posiadaczka cery suchej jestem z niego jak najbardziej zadowolona.
Małe swatche:
 Jeśli miałabym mu postawić ocenę w skali 1-10 ode mnie dostałby 10 :)
 Mam nadzieję, ze w miarę sprawnie pójdzie mi zużywania moich podkładowych zapasów i będę mogła go nabyć w pełnym rozmiarze :)

Przy okazji-ponieważ wiele z Was o to pyta-nie mam pojęcia gdzie dokładnie i czy w ogóle można nabyć kosmetyki Dermacol (mam na myśli sklepy stacjonarne). Ale za to wiem gdzie można je zakupić przez Internet-TUTAJ znajdziecie adresy drogerii internetowych, które mają w swojej ofercie kosmetyki Dermacol.

Pozdrawiam,
Panna Joanna
19 cze 2011

Minerałowe wywody Panny Joanny :)

Tak, to znowu ja :) Tez tak macie, że jak musicie się uczyć to nagle znajduje się conajmniej tysiąc innych, ciekawszych rzeczy do zrobienia? Mnie ten problem dotyka bardzo często, między innymi dopadło mnie dzisiaj :D
Przypomniałam sobie, że jakiś czas temu chciałam napisać o wszystkich minerałkowych mazidłach doocznych jakie posiadam. Dzisiaj stwierdziłam, że to idealny moment (:D) i tak oto nadchodzę-ja, swatche i moje jak zwykle pewnie wylewne wywody.
Gotowi???
Jak zaczęła się moja minerałkowa historia? Właściwie to sama się zaczęła i to zupełnie przypadkiem. Zdarzyło mi się wygrać u Hexxany KLIK! nagrodę pocieszenia. Nagrodą okazały się odsypki minerałów w ilości takiej, że przyczyniło się to do chwilowego oczopląsu i ogólnej radości po ochłonięciu. Były to moje najpierwsiejsze minerały, nie będące pseudo-minerałami. W paczce znalazły się cienie (mici i pigmenty) z Coastal Scents, TKB i Sweetscents. Kolory mnie zachwyciły-od niebieskości tak intensywnych, że moje oczy jeszcze podobnych nie widziały, poprzez fiolety, róże, duochromy-no same cuda. Początkowo miałam problem z ich aplikacją-większość z nich jest bardzo sypka, sucha i z tych powodów ciężko było "przyczepić" je do powieki. Po jakimś czasie udało mi się opanować aplikację-wystarczyło trochę cierpliwości i płyn do pigmentów z KOBO. Większość z tych cieni okazała się bardzo trwała, kolory na powiece były mocno nasycone, dlatego też cienie te niemal codziennie pojawiały i pojawiają się (mniej lub bardziej) na moich powiekach. Ostatnio dostałam również paczuszkę od vexgirl KLIK!, która przysłała mi próbkę podkładu i do tego dorzuciła kolejne próbki minerałów więc moja kolekcja znowu się trochę rozrosła.
Mimo, że posiadam same odsypki i tak nie sądzę, abym dała radę je wszystkie zużyć do końca. Wynika to głównie z zawrotnej ilości owych odsypek-nie jestem w  stanie używać wszystkiego na raz.
Tak jak pisałam wyżej-proszków tych używam codziennie, każdy kolor przynajmniej kilka razy gościł na moich oczach, dlatego pomyślałam, że pokażę Wam jak prezentują się poszczególne kolory i napiszę w kilku słowach co o nich sądzę-może znajdziecie coś co Was zainteresuje?:)

Wszystkie cienie znajdują się w woreczkach strunowych, każdy woreczek jest podpisany :) Utrzymywanie w nich porządku to łatwizna-wszystkie woreczki mieszkają sobie w większym woreczku, który to z kolei woreczek przechowuję w pudełku z kosmetykami.
Do zdjęć i swatchy starałam się je podzielić jakoś w miarę sensownie i tematycznie. Zaczynamy :)

1. Cienie Sweetscents
Posiadam 6 kolorów. Część z nich dostałam od Hexxany, a część od vexgirl. Część z nich jest trudna w obsłudze, ale po kolei.
 (góra-światło dzienne; dół-lampa błyskowa)

1) Sweetscents Shadow "Mermaid"-jeden z moich ulubieńców; ten akurat jeśli chodzi o nakładanie jest całkowicie bezproblemowy. Piękny, nasycony, niebieski kolor z morskimi nutami. Jeśli chodzi o wykończenie jakie daje-stawiałabym, że jest ono metaliczne-dosyć mocno się błyszczy, ale na pewno nie jest to perła. Długo trzyma się powiek, wytrzyma każdą szaloną imprezę. Często łączę go z szarościami, złotem, jasną zielenią. Idealny kolor na lato :)
2) Sweetscents Shadow "Hope"-hmmm....ten cień jest po prostu śliczny. Wygląda jak taki gwiezdny pył (cokolwiek to może znaczyć ;)), niesamowicie się mieni, ma bardzo niecodzienny kolor-to taki gołębi błękit pomieszany ze srebrem, z odrobiną różu. Ma mnóstwo migoczących drobinek. Wszystko pięknie, ładnie, ale...nie da się go nałożyć na powieki. Na pewno nie samodzielnie, dobrze współgra z kremowymi cieniami, musi mieć się do czego przyczepić. Rozświetla makijaż i tak go używam-dodaję go do innych cieni sypkich aby uzyskać migoczący efekt.
3) Sweetscents Shadow "Baby Roses"-sprawa wygląda podobnie jak z "Hope". Ten ma troszkę lepszą przyczepność, jest trwalszy ale również jest bardzo suchy i bardzo sypki. Kolor to delikatny, jasny róż z mnóstwem drobinek. Często używam go do rozjaśnienia wewnętrznych kącików przy ciemniejszym makijażu oka w odcieniach brązów i szarości.

 (góra-światło dzienne; dół-lampa błyskowa)

4) Sweetscents "Aborigine Amber"-jeden z ładniejszych odcieni brązów jakie posiadam. Ma świetną konsystencję, łatwo nakłada się go na powieki, trwałości nie mogę nic zarzucić. Nawet z osypywaniem nie ma większych problemów, mimo, ze to sypaniec. Wygląda dobrze zarówno solo, jak i z innymi kolorami. Najczęściej używam go w połączeniu z fioletami, beżami, czy matowym różem.
5) Sweetscents "Cream"-najbardziej uniwersalny kolor jaki można sobie wyobrazić-kremowy, błyszczący lekko na złoto. Mi przypomina cień z Inglota-110 AMC Shine. W rzeczywistości jest cieplejszy niż na zdjęciu. Nakłada się go świetnie, nic się nie sypie, podczas cieniowania z innym cieniami nie znika. Świetny do wewnętrznych kącików, ja często też nakładam na całą powiekę tylko ten cień i dodaję czarną kreskę.
6) Sweetscents "Forest Matte"-bardzo ciemna, bardzo matowa i bardzo "leśna" zieleń :) Jest bardzo mocno napigmentowana, idealna do makijażu smoky eye lub do podkreślania V w zewnętrznym kąciku. Dosyć dobrze przyczepia się do powieki, ale lubi się osypywać podczas aplikacji, Polecam używam z dużo jaśniejszymi kolorami lub czernią.

2. Coastal Scents 
Z tej firmy posiadam najwięcej cieni. Uwielbiam je wszystkie bez wyjątku, ze szczególnym akcentem na fiolety, które kocham sam w sobie ;)
 (góra-światło dzienne; dół-lampa błyskowa)

7) Coastal Scents Mica "Orchid Shimmer"-pojawił się już kilka razy w makijażach, które Wam pokazywałam na blogu. Jeden z piękniejszych odcieni fioletu jakie widziałam :) Używam go bardzo często, przynajmniej kilka razy w ciągu tygodnia. Mocno napigmentowany, z delikatnymi drobinkami, dobrze się nakłada, długo się trzyma, bezproblemowo współpracuje z innymi cieniami. Łączę go z pomarańczami, zielenią, złotem czy brązem.
8) Coastal Scents Mica "Blue Red Chrome"-jak jego nazwa wskazuje, jest to niebieski lekko opalizujący na czerwień/róż. W efekcie na powiece wśród innych cieni wygląda jak fiolet ;) Jest dosyć suchy, ale dobrze przywiera do powieki, przy blendowaniu trochę blednie, ale jest to do przeżycia. Lubię i często używam, łączę  szarym, różowym. Raczej nie widzę go w połączeniu z brązami-to ten typ fioletu, który średnio wygląda w ich towarzystwie.
9) Coastal Scent "Metallic Pixie Purple"-kolejny fiolet, bardziej wpadający w niebieskości niż w róż. Z nakładaniem średnio-zależy na co go kładziemy. Lepiej współpracuje na czymś lepkim. Jak już się uda go nałożyć to wytrzymuje na powiekach dosyć długo. Podczas blendowania odrobinę zanika. Łączę z innymi fioletami, szarościami, złotem, jasną zielenią.
10) Coastal Scents Mica "Chameleon Violet"-bardzo różowy fiolet. Ma sporo drobinek, które dosyć mocno błyszczą. Nakładanie łatwe, trwałość w porządku. Bardzo ładnie wygląda w słońcu-mieni się wtedy na wszystkie kolory tęczy :) Ze względu na owe drobinki lubi się osypywać. Łączę z chłodniejszymi fioletami oraz z mocnymi barwami-jaskrawą zielenią, żółcią, pomarańczem, niebieskościami w odcieniach morskich. Solo raczej nie polecam.

  (góra-światło dzienne; dół-lampa błyskowa)

11) Costal Scents "Ultramarine Blue" Pigment-matowy, bardzo nasycony niebieski. Cudowny kolor, bardzo intensywny. Lubię go ale nie cierpię go nakładać-sam jest bardzo suchy i znika z powieka,  a nałożony na bazę czy płyn rokuje się i robi plamy. Używam go na czarną kredkę wklepując go palcem-wtedy efekt jest najlepszy.  Jak już go przykleimy to trzyma sie bez zarzutu. Dobrze wygląda w towarzystwie innych mocnych barw, ja również często uzywam go na dolną powiekę, podczas gdy górna jest maksymalnie neutralna (beż plus jasny brąz).
12) Coastal Scents Mica "Cerulean"-kolejny niebieski, tym razem jaśniejszy i metaliczny. Bardzo intensywny, bardzo łatwy w obsłudze i bardzo trwały. Dosyć mocno się błyszczy, dlatego warto go czymś stonować. Ja łączę go z beżami, brązami, złotem, jasną zielenią, jasnym fioletem. Bardzo go lubię i często używam-głównie jako akcent w makijażu.
13) Coastal Scents "Duochrome BG 826c"-teoretycznie jest niebiesko-morski. Jednak efekt opalizowania jest w przypadku tego cienia bardzo mocny i wygląda on jak zieleń. Mnie kojarzy się z syrenką :) Niemniej jednak jest piękny, błyszczący, w zależności od światła wygląda inaczej. Łatwo się nakłada, lubi trochę blednąć podczas cieniowania. Wygląda dobrze zarówno solo jak i w połączeniu z innymi kolorami. Ja używam go na inne kolory, żeby nadać im takiego zielonkawego błysku, solo również często gości na moje powiece. Można nim uzyskać wiele różnych, ciekawych efektów :)
14) Coastal Scents Mica "Blackstar Red"-ciemny, czekoladowy brąz, lekko opalizuje miedzianymi drobinkami. Genialny kolor. Jeśli chodzi o nakładanie, trwałość itd. nie mam mu nic do zarzucenia. Uwielbiam smoka wykonanego tym cieniem, lubię podkreślać nim zewnętrzny kącik. Jest wielofunkcyjny i pasuje praktycznie do wszystkiego.
15) Costal Scents Mica "Paradise Blushing Rose" -o tym cieniu Wam już kiedyś pisałam-pytałam wtedy z czym można by go połączyć. Kolor jak dla mnie jest raczej trudny-miedź z duża ilością drobinek. Kolor wydawał mi się początkowo zbyt czerwony jak dla mnie. jednak znalazłam w końcu dla niego zastosowanie-w połączeniu z kremowym cieniem opalizującym na złoto zaznaczam nim zewnętrzny kącik wyciągając cień w kształt kreski :) Wtedy wygląda całkiem ciekawie. Jest trwały, dobrze się przyczepia do powiek, sypie się dosyć mocno, ale w końcu to cień sypki więc w zasadzie czego się spodziewać w tej kwestii :)

3. TKB Trading  
To już ostatnia z firm, której minerały posiadam. W tej grupie również znajduje się jeden z moich ulubionych kolorów ;)

 (góra-światło dzienne; dół-lampa błyskowa)

16) TKB Trading "Be My Valentine" Mica-to właśnie owy ulubieniec :) Cień jest podobny do "Golden Rose" z KOBO-to ciepły róż opalizujący na złoto. Uwielbiam go-mogłabym go używać codziennie. Ma bardzo fajną konsystencję, nie trzeba się wiele męczyć żeby zrobić nim jakikolwiek makijaż. Dobrze przywiera do powieki, nie sypie się, nie blaknie podczas blendowania (ani w ciągu dnia). Wygląda pięknie zastosowany na całą powiekę, jak również w towarzystwie kolorów-ja łączę go z fioletem, niebieskim, żółtym. Zdecydowanie warty uwagi.
17) TKB Trading "Winter Rose" Mica-kolejna perełka :) To beż opalizujący na niebiesko. Bardzo chłodny, zimny kolor. Świetnie wygląda w połączeniu z fioletami, grantem, szarościami. Dobrze się go nakłada, nie powala może trwałością, ale za to blednie równomiernie ;)
18) TKB Trading "Libra Blues" Pigment-kolejny matowy, intensywny niebieski. Ten kolor ma chyba to do siebie,że jego aplikacja sprawia problemy. O ile w przypadku matowego niebieskiego z  Cs jakoś dawałam radę to tu jestem bezsilna-używam go tylko do kresek, nakładam tylko na namalowaną wcześniej czarnym linerem kreskę. Trzyma się do zmycia i jeszcze dłużej.
19) TKB Trading "Ultramarine Pink" Pigment-matowy, chłodny róż. Bardzo suchy i dosyć ciężki w aplikacji. Podczas blendowania znika praktycznie do zera. Używam do rozcierania innych cieni gdy chcę aby granica była podkreślona jakiś kolorem-dobrze wpada w towarzystwie zieleni, brązów czy granatu wpadającego w szary.

Dobrnęłam do końca :) W zasadzie to wszystko co miałam do napisania, te krótkie opisy są dosyć ogólne, ale wydaje mi się, że wszelkie niezbędne informacje się w nich znalazły. Gdybyście jednak miały jakieś dodatkowe pytania-dajcie znać-chętnie odpowiem ;) Wszystkie zdjęcia oczywiście można powiększyć-wystarczy w nie kliknąć, co polecam :))
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...