WoleProstoHeader

31 maj 2011

Gdyby kózka nie skakała...

...to by nóżki nie złamała...
Wiem, że w weekend nie pojawiła się żadna notka co jest zupełnie do mnie niepodobne, gdyż pisanie postów na przełomie soboty i niedzieli stało się niemal moim zwyczajem.
Nawiązując do tytułu posta-nóżki nie złamałam, ale niestety przydarzył mi się inny wypadek, który ulokował mnie na kilka ostatnich dni w szpitalu-stąd ten mały przestój na blogu. Na całe szczęście dzisiaj wróciłam już do domu i wracam do życia :) Mało tego czekało na mnie niezwykle miłe powitanie-gdy tylko zamknęły się za mną drzwi zapukał w nie Pan Kurier i wręczył mi przesyłkę :) Paczka dotarła do mnie od Hawy-bardzo Ci słońce za to dziękuję-trafiła do mnie w idealnym momencie :)))
Oczywiście nie omieszkam pochwalić się zawartością :))
Z przyjemnością zabieram się za testy, ciągle testuję produkty Vipery i Flos Leku-teraz będę miała na to sporo czasu ;)
Dostałam też bardzo ciekawą propozycję współpracy od The Body Shop-zdradzę, że szykuje się niespodzianka również dla Was :)

Przy okazji chciałabym podziękować kolejnym osobom, które mnie otagowały:
poliii KLIK!
Saturday-Night KLIK!
Pannie Migotce KLIK!
ensepeunse KLIK!
Farbstisf KLIK!
Zarówno na tag TOP 10 jak i Sunshine Award już odpowiadałam więc nie będę powtarzać tej czynności, za to serdecznie zapraszam Was na fantastyczne blogi dziewczyn :)

Pozdrawiam,
Panna Joanna
27 maj 2011

JOKO podsumowanie :)

Jako, że wszystkie produkty, które dostałam do przetestowania od JOKO już Wam pokazałam i je opisałam-czas na podsumowanie!
Jak  będzie ona wyglądać? Przyznam, że pierwszy raz robię taką "kompleksową" notkę podsumowującą aż tylu produktów dlatego aby było przejrzyście (i bez off topowania :)) opieram się na schemacie-"produkt-zdjęcie-plusy-minusy-skład-cena/pojemność-moja ocena (skala 1-10)". Mam nadzieję, że taka forma przypadnie Wam do gustu :)

1. Pudry mineralne-prasowany i spiekany




 Pisałam o nich TUTAJ. Jakie mam ostateczne zdanie? Jestem zdecydowanie na tak! Oba produkty spisują się świetnie :)
PRASOWANY:
Plusy:
  • wydajność-używam ich bardzo często a ubytek mam naprawdę niewielki, zwłaszcza w pudrze spiekanym 
  • efekt-prasowany daje cudowne lekko satynowe wykończenie, a wypiekany cudownie rozświetla-dla osoby posiadającej cere suchą jak ja te produkty będą jak najbardziej odpowiednie-nie ma wrażenia, że cera jest nadmiernie zmatowiona, ale jednocześnie nie świeci się pod makijażem
  • nie wysuszają-jak wyżej-jako posiadaczka cery suchej zwracam na to szczególną uwagę i jest to czynnik, który mocno wpływa na moje zdanie o kosmetyku
  • nie podrażniają-wiadomo-cera sucha bywa często skłonna do podrażnień-pudry są delikatne, nie zauważam żadnego podrażniającego wpływu na skórę
  • nie zapychają-tego się obawiałam najbardziej ponieważ w składzie (INCI niżej) znajduje się parafina, któej moja skóra bardzo nie lubi; na szczęście obyło się bez przykrych niespodzianek :)
  • skład-nie licząc parafiny oczywiście-skłąd pudrów oparty jest na mice, natomiast wyeliminowany ze składu został szkodliwy dla naszej skóry talk
  • trwałość-oczywiście wymagają poprawek, ale i tak z ich trwałości jestem zadowolona-kilka godzin (ok.5) wytrzymują w stanie nienaruszonym 
  • opakowanie-ładne, zgrabne, eleganckie-cieszy oko :) 
Minusy:
  • kolory-mimo, że posiadam wersje najjaśniejsze-prasowaniec jest odrobinę za ciemny dlatego lekko "neutralizuję" go sypkim jasnym pudrem w okolicach policzków i nosa
  • pylenie-oba produkty podczas nabierania na pędzel całkiem mocno się pylą-szkoda, bo marnuje się w ten sposób jakaś tam ilość kosmetyku
  • skład-mimo tej mici-jeśli spojrzycie niżej na INCI spiekanego pudru to wyraźnie odznaczają się parabeny i to w ilości hurtowej 
Skład:

(prasowany)
INCI: Mica, Paraffinum Liquidum, Diisostearyl Dimer Dilinoleate
(spiekany)
INCI: Mica, Paraffinum Liquidum, Macadamia Ternifolia (Macadamia Nut) Seed Oil, Magnesium Aluminium Silicate, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Polysorbate 20, Phenoxyethanol, Methylparaben,
Butylparaben, Ethylparaben, Butylene Glycol, Aqua, Isobutylparaben, Propylparaben, Lilium Cansisum (White Lily) Flower Extract, Nylon-12, Cyclomethicone, Dimethicone, [+/-] Triethoxycaprylylsilane, , Silica.



Cena/pojemność:
Prasowany-ok. 23 zł/ 9 g  
Spiekany-ok. 25 zł/ 7g

Moja ocena:
Prasowany-8/10
Spiekany-8/10

2. Róż z serii Universe


Pisałam o nim TUTAJ.

Plusy:
  •  kolor!!!-"J 373"-jeden z moich najładniejszych rózy :) ciepła brzoskwinka, która pięknie wygląda nawet na mojej bladej cerze :)
  • efekt-jak wyżej-mimo koloru teoretycznie nieodpowiedniego dla mojego typu urody wygląda obłędnie na policzkach; delikatnie odbija światło dając jednocześnie efekt rozświetlenia
  • trwałość-trzyma się bez zarzutu-kilka godzin, potem wymaga poprawek
  • wydajność-jest tak wydajny, że starczy mi chyba do końca życia :) przypuszczam, że to ze względu na jego wypiekaną formułę wystarcza go niewiele aby  ładnie podkreślić policzki :)
  • nie pyli-w przeciwieństwiedo swojego spiekanego kolegi pudru-nie pyli się przy nabieraniu na pędzel
  • skład-róż podobnie jak pudry-pozbawiony jest talku, który zastąpiona micą; dodatkowy wzbogacony o olej z orzechów macadamia
  • nie wysusza-niby róż a jednak róże czasem potrafią wysuszyć moje i tak już maksymalnie suche policzki...w tym przypadku szczęśliwie nie zaobserwowałam takiego zjawiska
  • nie zapycha-mimo parafiny w składzie nie zrobił mi krzywdy; na początku jak przedstawiałam Wam ten produkt, wstrzymałam się z opinią na temat jego ewentualnej szkodliwości-dzisiaj już wiem, że dla mojej cery jest to jak najbardziej bezpieczny i odpowiedni kosmetyk
Minusy:
  • opakowanie-moim zdaniem zbyt toporne; stosunek wielkości opakowania do samego różu jest trochę za duży, zupełnie niepotrzebnie zajmuje sporo miejsca w kosmetyczce
  • skład -podobnie jak w pzypadku pudru spiekanego-cała lista parabenów
Skład:
INCI: Mica, Paraffinum Liquidum, Macadamia Ternifolia (Macadamia Nut) Seed Oil, Magnesium Aluminium Silicate, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Butylparaben, Isobutylparaben, Propylparaben, [+/-] Silica, Synthetic Fluorphlogopite, Calcium Sodium Borosilicate, Calcium Aluminium Borosilicate, Isobutylphenoxy Epoxy Resin, Sosium C8-16 Isoalkylsuccinyl Lactoglobulin Sulphonate, Dimethicone, Trimethysiloxysilicate, Tin Oxide

Cena/pojemność:
ok. 30 zł/9 g

Moja ocena:
9/10

3. Cienie Universe


Zobaczyć swatche tych cieni i makijaże nimi wykonane mogłyście zobaczyć TUTAJ.

Plusy:
  • kolory-piękne, wiosenne, niektóre klasyczne, niektóre bardziej szalone; wersje DUO dobrze dobrane kolorystycznie 
  • efekt-oczywiście przy zastosowaniu w odpowiedni sposób (pisałam o tym "sposobie" w poście swatchowym na temat tych cieni)-pięknie odbijają światło, mają błyszczące ale nie perłowe wykończenie, bardziej metaliczne
  • pigmentacja-z zastrzeżeniem, że lepiej stosować je na mokro; nakładanie tych cieni na sucho ląduje w rubryce "minusy"
  • trwałość-oczywiście na odpowiedniej bazie-trzymają się do zmycia, nie rolują, nie zbierają w załamaniu powieki
  • skład-tu także talk zastąpiono micą 
Minusy:
  • opakowanie-jak w przypadku różu-zbyt toporne, zajmuje dużo miejsca
  • pigmentacja- nakładanie cienie na sucho to koszmar, nie chcą trzymać się powieki, ciężko się je cieniuje...zdecydowanie polecam wersję "na mokro"
  • aplikacja-właściwie wyżej wymieniłam już czynniki, które się na to składają-chodzi głównie o to, że trzeba się trochę namęczyć aby uzyskać fajny efekt-ja cienie nakładam na płyn pod pigmenty i tylko pacynką...niestety ale nie umiem sprawić aby te cienie dobrze współpracowały z pędzlami
Skład:
INCI: Mica, Paraffinum Liquidum, Macademia Ternifolia (Macademia Nut) Seed Oil, Magnesium Aluminium Silicate, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Butylparaben, Isobutylparaben, Propylparaben, [+/-]  Silica, Synthetic Fluorphlogopite, Calcium Sodium Borosilicate, Calcium Aluminium Borosilicate, Isobutylphenoxy Epoxy Resin, Sodium C8-16 Isoalkylsuccinyl Lactoglobulin Sulphonate, Dimethicane, Trimethylsiloxysilicate, Tin Oxide

Cena/pojemność:
DUO-24 zł/ -

Moja ocena:
6/10

4. Lakiery Find Your Color


Pokazywałam je TUTAJ.  

Plusy:
  • kolory-idealne na wiosne/lato (przynajmniej te posiadane przez mnie); żywe, mocno nasycone barwy
  • efekt-lakiery, które dostałam są kremowe, nie mają drobinek, bez żadnego nabłyszczacza pięknie lśnią
  • pędzelek-świetnie wyprofilowany-szeroki ale jednocześnie zaokrąglony na końcu, dzieki czemu paznokcie można pomalować doslownie jednym pociągnięciem pędzelka
  • aplikacja-zasługa oczywiście pędzelka, którego używanie jest czystą przyjemnością 
  • trwałość-sama nie wierzyłam w to ile te lakiery wytrzymały na moich paznokciach...był to niemal cały tydzień, podczas którego pod koniec miałam starte jedynie końcówki; żadnych odprysków, schodzenia lakieru płatami itp.; miodzio :)
 Minusy:
  • konsystencja-jak dla mnie mogłaby być odrobinę rzadsza-lubię położyć na paznokcie dwie czy nawet trzy warstwy ale za to cienkie, a tu jedna jest na tyle "gruba", że przy drugą już trzeba nakładać z umiarem   
Skład:
INCI: Butyl Acetate, Ethyl Acetate, Nitrocellulose, Adipic Acid/ Neopentyl Glycol/ Trimellitic Anhydride Copolymer, Acetyl Tributyl Citrate, Isopropyl Alcohol, Stearalkonium Bentonite, N-Butyl Alcohol, Acrylates Copolymer, Styrene/ Acrylates Copolymer, Benzophenone-1, Silica, Trimethylpentanediyl Dibenzoate, Polyvinyl Butyral, Alumina [+/-] CI 15880, CI 19140, CI 15850, Mica, CI 77891, CI 77491, Silica, CI 77499, CI 77742, CI 77510, Calcium Sodium Borosilicate, Tin Oxide, CI 77266.   

Cena/pojemność:
12 zł/ 10 ml

Moja ocena:
9/10

5. Tusz Queen Size-"Super Length & Curl Up"


Jak prezentuje się na rzęsach możecie zobaczyć TUTAJ.

Plusy:
  • wydłuża-mam krótkie rzęsy więc jest ich wydłużenie jest dla mnie warunkiem koniecznym jeśli chodzi o wybór mascary-ten tusz je ładnie wydłuża-może nie jakoś spektakularnie ale mi ten poziom wydłużenia zupełnie wystarcza
  • podkręca-oprócz tego, że rzęsy mam krótkie to na dodatek proste jak druty-mascara ta je widocznie podkręca, unosi, co ważne-efekt ten nie słabnie w ciągu dnia
  • rozczesuje- nienawidzę sklejonych rzęs...wszystko przecierpię ale nie to! tutaj na szczęście nie ma tego problemu-szczoteczka świetnie rozczesuje rzęsy, zarówno górne jak i te dolne :) o robaczych nóżkach nie ma mowy :)
  • szczoteczka-to bardzo duży atut tego tuszu; jest świetnie wyprofilowana, można dotrzeć nią do wszystkich zakamarków, dzięki temu wszystkie rzęsy są dokładnie pokryte tuszem 
  • trwałość-nie kruszy się w ciągu dnia, nie osypuje dookoła oczu, nie rozmazuje-może jedynie kolor odrobinę blaknie-poza tym trzyma się do zmycia
  • efekt-bardzo ogólny czynnik ale dla mnie ważny-efekt raczej nie jest teatralny aczkolwiek takiego nie lubię :) rzęsy wyglądają naturalnie, widać, że są podkreślone, jednocześnie sa jakby elestatyczne? ciężko to określić aczkolwiek nie mam uczucia, że mam sztywne strąki nad powieką :)
  • zmywanie-tutaj można by dyskutować-tusz się bardzo łatwo zmywa (używam zwykłego mleczka), nie trzeba trzeć wacikiem z całych sił; z drugiej strony tusz można by z tego powodu uznać za nietrwały...ale-załzawione oczy przetrzyma (katar sienny ;) 
Minusy:
  • odbija się na powiekach-nie zawsze, ale zdarza się; jest to kłopotliwie głównie wtedy gdy mam na oczach kolorowy makijaż-ciężko wtedy zmyć odbity tusz tak aby nie zepsuć makijażu; nie wiem od czego zależy to odbijanie-wygląda na to, że od dnia po prostu :)
Skład:
INCI: Aqua, Ethylene/ Va Copolymer, Cera Alba/Beeswax, (CI 77499) Iron Oxide, Carnauba Wax/ Copernicia Cerifera, Stearic Acid, Glyceryl Stearate, Triethanolamine, Hydroxyethylcellulose, Phenoxyethanol, Dimethicone, Methylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Butylparaben, Isobutylparaben

Cena/pojemność:
23 zł/ 6 ml

Moja ocena:
9/10

Kilka dodatkowych informacji:
Kosmetyki opisane wyżej dostałam do przetestowania i zrecenzowania od firmy JOKO-fakt ten nie wpłynął na moją opinię-jest całkowicie subiektywna i szczera.
JOKO jest polską firmą, z siedzibą i produkcją w Polsce. Są to stosunkowo tanie kosmetyki-może nie tak tanie jak np. Essence czy Catice ale też moim skromnym zdaniem są po proste lepsze jakościowo.
Produkty JOKO można kupić w niesieciowych drogeriach (nie wiem czy są dostępne np. w Naturach, przypuszczam, że nie). I tu mam małe zastrzeżenie-jest o właściwie minus, który mogłabym dopisać do każdego kosmetyku po kolei-dostępność. W Gliwicach JOKO jest dostępne w Katonie na Wyszyńskiego-tam jest cała szafa tej marki, ale jest zawsze jest tak doszczętnie przebrana, że szanse na zakup upatrzonego kosmetyku są nikłe... Wiem, że w małych drogeriach też można spotkać się z asortymentem JOKO ale jest przeważnie mocno okrojony. Szkoda, bo na pewno będę polować na tusz gdy ten się już skończy, mam ochotę wypróbować podkład (vexgirl pisała o nim nie tak dawno i bardzo mnie nim zaciekawiła :)), na pewno skusiłabym sie na kolejne kolory lakierów...muszę się wybrać na obchód po Gliwicach i okolicach-może gdzieś uda mi się trafić na te kosmetyki-na pewno wtedy dam Wam o tym znać :)

Bardzo dziękuje firmie JOKO oraz oczywiście Pani Sylwii za możliwość współpracy :)

Ufff...dobrnęłam do końca. Przyznam, że tą końcową recenzję pisałam od dwóch dni, chciałam żeby to ładnie wyglądało :) I nie off-topowałam prawda?:))))
24 maj 2011

JOKO po raz czwarty-mascara!

Dzisiaj mam już dla Was ostatnią recenzję kosmetyków JOKO (oprócz tej podsumowującej, ale ta pojawi się koło piątku-soboty ze względu na natłok kolokwiów do zaliczenia::)).
Jaki produkt chciałabym Wam dzisiaj pokazać? Mascarę podkręcająco-wydłużającą z serii Queen Size.


Co pisze producent? 

    "Po pierwsze winyl 
    • Zwiększa elastyczność rzęs
    • Zapewnia im wyjątkową odporność
    • Trudno rozpuszcza się w wodzie, dzięki czemu jest odporny na czynniki zewnętrzne
    • Efekt maskar ma przedłużoną, kilkunastogodzinną trwałość
    Po drugie składniki odżywcze
    • Naturalny wosk pszczeli
    • Naturalny wosk palmowy
    • Łagodny wosk z liści palmowych
    •  Składniki tłoczone z oleju kokosowego
    Po trzecie:
    • Szczoteczka!"
    Do testów otrzymałam wersję "Super Length & Curl Up". 
    Lepszego tuszu dla siebie jeśli chodzi o przeznaczenie (wydłuża i podręca) nie mogłabym sobie wymarzyć :) Nie lubię mocno pogrubionych rzęs, wygląda to, przynajmniej w moim przypadku, po prostu niestetycznie. Zdecydowanie bardziej preferuję gdy rzęsy są cienkie ale za to wydłużone i podkręcone.  
    Z tuszem polubiłam się od razu-uzyskuję nim efekt właśnie taki jak lubię. Rzęsy nie są obciążone grubą warstwą tuszu, są ładnie rozdzielone, wydłużone i podręcone. Efekt oczywiście można stopniować-przy nałożeniu jednej bądź dwóch warstw uzyskujemy delikatne podkreślenie, natomiast dokładając wartswy kolejne efekt jest zdecydowanie mocniejszy. Wtedy też czerń tuszu jest dużo ciemniejsza, głębsza.
    Tusz ma wyprofilowaną szczoteczkę z przewężeniem na środku co pozwala na bardzo dokładne manewry np. w kącikach. Po pomalowaniu rzęs tusz dosyć szybko zasycha, dla mnie jest to akurat minus, ponieważ gdy chcę mocniej podreślić rzęsy, muszę się bardzo sprężać zanim tusz wyschnie :)   Jedyny poważniejszy minus jaki zauważam to fakt, że podczas malowania tusz lubi się odbijać na powiece przy samej linii rzęs..  Podczas noszenia nie osypuje się, nie rozmazuje, w zasadzie praktycznie do samego demakijażu tkwił sobie grzecznie na swoim miejscu. Nie wpadłam na to, żeby przetestować jego wodoodporność, aczkolwiek tusz w nazwie nie ma członu "waterproof" więc tego od niego nie wymagam.
    Zmywa się bezproblemowo, ostatnio używam mleczka z BeBeauty i w zupełności sobie ono z tym tuszem radzi. Dla mnie jest to zdecydowany plus, ponieważ nie lubię trzeć i siłować się z wacikami, płynami, mleczkami itp.-mam wtedy wrażenie, ze wręcz ciągnę te rzęsy i zaraz mi się wszystkie połamią :))
    Podsumowując-produkt ten uznaję za bardzo udany, używam go praktycznie codziennie (choć MA patrzy na mnie nienawistnym wzrokiem :)) i myślę, że gdy uda mi się go wykończyć to w przyszłości kupię kolejną sztukę :)
    Tyle gadania, teraz zdjęcia:
     (oko gołe)
     (rzęsy wytuszowane mascarą Queen Size)

    Tak jak już wyżej pisałam-w okolicach weekendu pojawi się notka podsumowująca :) Mam nadzieję, że do tego czasu uporam się z kłopotami technicznymi, o których pisałam TUTAJ. Bardzo by mnie to ucieszyło ponieważ tego posta piszę wciąż na Operze i szczerze mówiąc niecierpliwie wypatruję końca :P Bloger mi się buntuje i sam sobie przesuwa tekst raz na lewo, raz na środek, raz go w ogóle ściaśnia...co tu sie dzieje?!

    Pozdrawiam, 
    Tym razem wyśrodkowanym tekstem-Panna Joanna

    Ogłoszenia parafialne :)

    Wspominałam, że lubię czasami takie notki o niczym?:))
    Dzisiejsza akurat jest podyktowana koniecznością, ponieważ mam komunikaty do zakomunikowania :)
    Po pierwsze primo-szaleje mi bloger ;/ już po raz kolejny mam tak, że "pod" stroną mojego bloga na górze wystaje mi kawałek strony logowania gdzie nawet widać okno do wpisywania hasła...oczywiście to wszystko zamiast paska na który znajdują się odnośniki do pulpitu nawigacyjnego czy nowego posta. Efekt jest taki, że nie moge na blogu przeprowadzać żadnych operacji, nie mogę się zalogować (bo to okno logowania jest niestety niedziałające nie wiedzieć czemu), nie moge wejść w pulpit nawigacyjny...


    Również wchodząc na Wasze blogi w miejscu gdzie powinno być okno komenatzra wyskakuje mi coś takiego:


     (printscreen zrobiony na przykładzie bloga Smieti :))

    Dostaję już szału powoli, bo zdarza się to kolejny raz, a nie wiem w czym tkwi problem...Ostatnim razem gdy pojawił się taki problem na moim blogu (nie wiem czy zauważyłyście coś podobnego u siebie) to skończyło się to tym, że blogger padł na bodajże na dwa dni. 
    Teraz udało mi się odpalić bloga na Operze ale nie ukrywam, że średnio się lubię z tą przeglądarką i wolałabym wrócić na dobrego, starego, poczciwego Firefoxa. Czy ktoś zna lekarstwo na te cuda dziwy?

    Z kolejnych ciekawostek-biorę udział w wizażowym konkursie makijażowym organizowanym przez firme Delia. Nie jestem pewna czy mogę zamieścić zdjęcia tutaj zanim konkurs dobiegnie końca więc jedynie zostawiam Wam odnośnik :)

    Jakość zdjęć oczywiście zbeszczeszczona przez wizaż, ale obiecuję, że jak konkurs sie skończy to zamieszczę zdjęcia na blogu :)
    Dajcie znać jak Wam się podoba :)

    Pozdrawiam,
    Sfrustrowana Panna Joanna 

    22 maj 2011

    Flos Lek-intro :)

    Zapowiadałam wczoraj, że dzisiaj zakończę serię recenzji kosmetyków JOKO, jednak trochę się pochorowałam więc pokazanie na moich czerwonych oczach tuszu mogłoby Was do niego kompletnie zniechęcić :] Dlatego też w związku z faktem, że gdy otrzymałam paczkę od firmy Flos Lek od razu porobiłam kilka zdjęć-dzisiaj chciałabym Wam przedstawić poszczególne kosmetyki jakie się w tej paczce znalazły. Same zdjęcia, żadnego mojego ględzenia, ponieważ jednak są to produkty pielęgnacyjne, więc zostawiam sobie więcej czasu na ich poużywanie. Większość z nich już wprowadziłam do mojej codziennej pielęgnacji więc myślę, że za jakieś 2 tygodnie zacznę zamieszczać recenzje poszczególnych produktów, a na koniec oczywiście pojawi się recenzja podsumowująca :)








    Może podpowiecie mi o czym chciałybyście przeczytać w pierwszej kolejności?:)
    Czekam na propozycje i pozdrawiam,
    Panna Joanna
    21 maj 2011

    TOP 10-tag!

    Zostałam otagowana przez kilka blogerek i jest mi z tego powodu bardzo miło!:)
    Żeby nie czekać z odpowiedzią na taga w nieskończoność-dzisiaj odpowiadam :)


    Bardzo chciałabym podziękować za otagowanie mojego bloga następującym osobom:
    Anwen KLIK!
    greydotcom KLIK!
    PinkLady KLIK!
    pugsilove KLIK!
    ewesce KLIK!
    Ferrou KLIK!
    Basi KLIK!
    maus KLIK!
    Siulce KLIK!
    vexigirl KLIK!

    Zasady zabawy:
    1. Podziękuj za przyznanie wyróżnienia-zrobione!
    2. Zamieść u siebie link do bloga osoby, która Cię wyróżniła-zrobione!
    3. Wklej u siebie logo wyróżnienia-zrobione!
    4. Przekaż nagrodę 10 blogerkom-zrobione poniżej!
    5. Zamieść linki do tych blogów-jak wyżej!
    6. Powiadom o tym nominowane osoby-biegnę!:)
    7. Stwórz listę 10 ulubionych kosmetyków-ooo nie...tylko 10?!



    Nagrodę przekazuję dalej do....
    Iwetto KLIK!
    Urban Warrior KLIK!
    mad KLIK!

    ewwwy KLIK!
    innookiej KLIK!
    Brunetki KLIK!
    Hexxany KLIK!
    Justyny KLIK!
    Tylkokasi KLIK!
    Ady KLIK!
    (kolejność oczywiście przypadkowa:)))


    Lista moich 10 TOP Kosmetyków:
    1. Masło do ciała BeBeauty "Lemon"-ostatnio najulubieńsze
    2. Tusz Multi Action z Essence-wracam do niego jak bumerang
    3.  Podkład matujący Infinite Matt Make-up z Catrice-w zimnie czy w upale-dla mnie najlepszy!
    4. Kredka cielista nr 10 z Basic-jedyna, która trwa na mojej linii wodnej dłużej niż godzinę :)
    5. Płyn pod pigmenty z KOBO-ostatnio stosowany codziennie, zamiast bazy :)
    6. Róż "Różane Omdlenie" z Paese-idealny, jasny, chłodny róż :)
    7. BLOKER z Ziai-niezastąpiony w walce z potem!
    8. Cienie Star Dust z My Secret-ulubione sypańce zaraz obok minerałów :)
    9. Rozświetlacz Urban Baroque z Catrice-szkoda, że to LE...
    10. Lakiery Find Your Color z JOKO-ŻADNE nie wytrzymują na moich paznokciach tak długo jak te :)


    Zmykam informować blogi o otagowaniu, jutro pojawię się prawdopodobnie z recenzją tuszu JOKO, a już wkrótce wyniki testów Vipery!:)


    Miłego weekendu,
    Panna Joanna
    18 maj 2011

    JOKO po raz trzeci-lakiery!

    Jak w tytule przybywam dzisiaj ze swatchami lakierów :)
    Chciałam tylko napomknąć, że bardzo ale to bardzo je polubiłam. Dotąd absolutnie wszystkie lakiery trzymały się na moich paznokciach bez żadnego uszczerbku góra 3-4 dni-potem albo trzeba było poprawiać albo zmywać. Lakiery z serii "Find Your Color" trzymały się paznokci równiutko tydzień i po tych siedmiu dniach jedynie lekko starły mi się  końcówki. Także jeśli chodzi o trwałość bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Kolory, które dostałam do przetestowania od firmy JOKO, mogłam wybrać sama, postawiłam więc na żywe, jaskrawe, wiosenne barwy-"Mystic Purple", "Coral Charm" i "Crazy Pink".
    Jeśli chodzi o aplikację-zachwycił mnie pędzelek! Nie jestem fanką szerokich pędzelków ponieważ mam dość wąskie (i ogólnie małe) paznokcie i takie pędzelki zazwyczaj oprócz paznokci malowały mi jeszcze skórki dookoła. Natomiast pędzelek w lakierach FYC jest szeroki, ale jednocześnie bardzo dobrze wyprofilowany, ma kształt jakby łuku i podczas malowania dopasowuje się do kształtu paznokcia. W przypadku kolorów "Mystic Purple" i "Coral Charm" dwie warstwy kryją bardzo dobrze i wystarczająco, natomiast przy "Crazy Pink" warstw mam na paznokciach trzy a ciągle prześwitują mi końcówki paznokci.
    Wszystkie trzy kolory to kremy. Pojemność-10 ml więc sporo :)

    Zdjęcia:

     

     

     
    (pierwsze zdjęcie-światło dzienne; drugie-z lampą błyskową)
    Moim ulubieńcem został "Coral Charm"-na żywo jest dużo bardziej jaskrawy, ciężko było mi uchwycić ten kolor na zdjęciach więc musicie mi uwierzyć na słowo :)

    Z JOKO do zrecenzowania została mi mascara "Queen Size". Potem pojawi się notka podsumowująca. Co się w niej znajdzie? Takie informacje jak ceny, pojemność, wydajność, skład oraz moja końcowa ocena.

    Wspominałam w ostatnim poście, że nawiązałam współpracę z Laboratorium Kosmetycznym Flos Lek.Wczoraj doszła mnie paczka z kosmetykami-zapowiada się masa testowania. Zobaczcie same:


    Pozdrawiam,
    Panna Joanna
    16 maj 2011

    Z serii "O wszystkim i o niczym" :)

    Ostatnio stanowczo za rzadko umieszczam posty z serii "O wszystkim i o niczym" dlatego dzisiaj postanowiłam to nadrobić :) Będzie trochę zakupowo, trochę makijażowo, kosmetykowo i...książkowo. Słowem-przydługaśna notka, w której nawet sama autorka czyli ja pewnie nie będzie mogła odnaleźć początku i końca. To lubię (bądź podążając modą facebookową-"Lubię to!":))

    Zacznę może od zakupów. Skromne bo skromne ale są. Wywiało mnie ostatnio do Biedronki po tak przyziemne rzeczy jak waciki i zmywacz. Waciki zakupiłam firmowe biedronkowe ("made for Biedronka") ale tym  razem skusiłam się na nienową już pewnie nowość-płatki aloesowe. Nic z tym, że aloes one pewnie widziały jak świnia niebo, ale w końcu co to różnica czy wacik jest aloesowy czy nie :) Zmywacz jak zwykle-Nailty, zakupione przez mnie tydzień temu opakowanie jest już moim trzecim w karierze biedronkowej i...już wiem co miała na myśli Magda zrównując ten zmywacz z ziemią i wywalając go na zbity pysk do kosza aby tam odbył resztę swojego nędznego śmierdziuchowego żywota. Mój egzemplarz podzielił jego los-bez zbędnych skrupułów pozbyłam się średnio pachnącego dotychczasowego ulubieńca. Nie wiedząc za bardzo cóż począć (w końcu nie bez powodu nazywam zmywacz "ulubieńcem") pognałam do Biedronki w poszukiwaniach mniej felernego egzemplarza. Zapytałam Panią krzątającą się obok półek kosmetycznych czy mogę sobie niuchnąć zmywacz zanim go kupię-Pani bez absolutnie żadnego zdziwienia odpowiedziała, że nie ma problemu i że nie jestem pierwszą, która o to prosi. Czyli jednak faktycznie coś jest z tymi zmywaczami na rzeczy. Wzięłam pierwszy z brzegu zmywacz, odkręciłam, powąchałam i stwierdziwszy, że zapach ma absolutnie taki jak moje wcześniejsze ulubione butle, pomknęłam radośnie do kasy. W biegu zauważyłam jeszcze, że na środku kulturalnie w jakimś takim dosyć większym koszu leżą sobie...tadada dadam-masła do ciała. Uściślę-słynne, biedronkowe masła do ciała, stylizowane ponoć na te z TBS, które obrosły już legendą nie mniejszą niż chociażby UFO-wszyscy o nim słyszeli ale nikt nigdy nie widział. Osłupiała pogapiłam się sekund dwie, po czym chwyciłam masło w wersji "Lemon" i z takimi pachnącymi nabytkami tym razem już szczęśliwie i  bez przeszkód dotarłam do kasy.
    Po powrocie do domu jeszcze raz sprawdziłam czy zmywacz na pewno nie śmierdzi (nie śmierdział) i zabrałam się za odpakowywania masła. Powiem tak-jeśli można kochać masło do ciała to ja je kocham. Nie wiem na ile to normalne (:P) ale po pierwszy użyciu zginęłam, przepadłam przez mazidło do ciała, po czym udałam się poczynić zapasy. Pachnie świetnie-jak cytrynowa mamba. Zdaję sobie sprawę, że zapach jak to zapach- może mieć tyle zwolenników co i przeciwników, ale ja go uwielbiam. Czuć go wyraźnie cytryną, jest bardzo świeży. Po użyciu skóra pachnie nim jeszcze x godzin ale nie jest to ani mdłe ani meczące (mnie bardzo swojego czasu męczyły masła z Tutti Frutti). Konsystencja jest jak to masło-dosyć treściwa, konkretna ale-tu kolejny plus-nie jest lepko- tłusto wchłaniająca się przez trzy dni. Dobrze się je rozsmarowuje na skórze, po użyciu masła wieczorem, rano nadal czuję, że moja skóra jest miękka i nawilżona. Samo masło wydaje się być wydajne-używam od tygodnia raz do dwóch dziennie, podbiera je mi mama, podbiera tata i siostra pewnie też choć jej akurat jeszcze nie przyłapałam, a zużycia jakiegoś drastycznego nie zauważam.
     

    Jeśli chodzi o skład to w tym przypadku nie ma to dla mnie specjalnie znaczenia-masło spisuje się świetnie, nakładam je na ciało a nie twarz więc akurat  tym czynnikiem się nie przejmuję :) Niemniej -dla ciekawych INCI:
    (klikając w zdjęcie można je powiększyć)

     Pojemność jak widać na załączonym obrazku-200 ml. Masło w wersji cytrynowej nie ma drobinek, słyszałam za to, że wersja "Mango" takowe posiada. Cena? Śmieszna. Za 7,99 zł otrzymujemy BARDZO fajny kosmetyk. Biedronce produktu gratuluję i jednocześnie wytknę mimo wszystko drobną głupotę-skoro masło cieszy się takim powodzeniem, dlaczego nie zostanie wprowadzone do stałej oferty?:>

    W Biedronce kupiłam jeszcze jak zwykle żel micelarny do twarzy oraz peeling do stóp. Oba produkty opisywałam już TUTAJ, więc ponownie rozwodzić się nad nimi nie będę-nadmienię jedynie, że moje pozytywne odczucia w stosunku do nich absolutnie nie uległy zmianie.

    Zakupy zostawiamy, lecimy dalej :) Pisałam wyżej, że będzie również książkowo. Co prawda tematyka bloga z książkami niewiele ma wspólnego (choć czasem jak czytam swoje wypociny to myślę, że niezłe science-fiction by z tego wyszło :P) ale gdzieniegdzie na Waszych kosmetycznych blogach wpadają mi w oko notki o książkach właśnie. Oryginalna nie będę-nie katuję się grubymi tomiskami, których ukryty głęboko sens zrozumieć można dopiero po entym przeczytaniu całego tomiska, bądź po lekkim spojeniu alkoholem. Filozoficzne wywody, poezja-nie dla mnie. Ja szukam w książkach rozrywki, traktuję je tak jak filmy z tą różnicą, że śmieszna książka jest czasem lepsza od zwykłej filmowej komedii, dramaty w wersji pisanej powodują wylew łez większy niż przy oglądaniu wyciskacza łez, wszelakie horrory czy thrillery trzymają w napięciu lepiej niż niejeden film. Oczywiście od każdej reguły są wyjątki, ale po tym jak obejrzałam film "Ps.Kocham Cię" a potem przeczytałam książkę to miałam ochotę znaleźć reżysera czy tam scenarzystę i nakłonić do zmiany zawodu. Ale o filmach może innym razem :)
    Moją najulubieńszą autorką jest Monika Szwaja, której książki czytam w każde wakacje. I za każdym razem śmieję się tak samo głośno. Ostatnio za to w ręce wpadły mi książki Katarzyny Lesieckiej (Michalak). W ciągu dni w liczbie trzech przeczytałam całą serię "poczekajkową". Przygody głównej bohaterki Patrycji, weterynarz, która z wielkiego miasta i prestiżowej lecznicy przenosi się do małej miejscowości gdzie zaczyna  pracę w zoo, jej perypetie zarówno ze zwierzętami jak i mężczyznami, magia, którą interesuje się Patrycja i wszystko inne wciągnęły mnie do tego stopnia, że część drugą kończyłam o godzinie 2 w nocy mając bolesną świadomość, że dnia następnego muszę zwlec się z łóżka o godzinie 7 (!!). Jeśli gdzieś natkniecie się na te książki-serdecznie polecam :) Część pierwsza to "Poczekajka", w której to części Patrycja przenosi się na wieś i czeka na wyczarowanego przez zaprzyjaźnione czarownice księcia (bajka bynajmniej nie dla dzieci-książę pojawi się, a nawet dwóch, a ich rywalizacja będzie bezwzględna, zemsta przemieszana z pożądaniem jednak trochę zawężają przedział wiekowy czytelników ;p). Następnie autorka zabiera nas do "Zachcianka" kiedy to bohaterka i jej książę (czy raczej powinnam napisać-hrabia) przeżywają kryzys, Patrycję dopadają wątpliwości...a wtedy pojawia się książę numer dwa i cała zabawa zaczyna się od początku. O ile takich "sequeli" nie lubię tak ten zdobył moje serce i przeczytałam go jeszcze szybciej i bardziej zachłannie niż część pierwszą. Tyle samo śmiechu jeśli nie więcej, zwroty akcji i co dla mnie najważniejsze-ciekawość do samego końca. W części trzeciej "Zmyślonej" rzeczy dzieje się tyle, że aby to opisać potrzebowałabym całego dnia-najlepiej więc samemu przeczytać i dać się porwać w zwariowany świat zabawnej Patrycji, której przygody doprowadzą nas do śmiechu, łez i chwili przemyśleń (ja np. po przeczytaniu tych trzech tomów momentalnie przestałam być zagorzałym mieszczuchem i zapragnęłam żółtego Domku Wiedźmy w miejscu gdzie jak to ładnie określa bohaterka "psy szczekają dupami").
    Czekam teraz na część czwartą, która ukazać ma się już w czerwcu i nie mogę się doczekać.
    Jeśli zainteresował Was temat zapraszam na stronę autorki KLIK!, na której przeczytać można fragmenty owych książek :) 

    Miało być o kosmetykach-pisać jest o czym bo ostatnio  moją kosmetyczkę nawiedziło tyle kosmetyków, że w zasadzie nie wiem sama o czym pisać w pierwszej kolejności. Zrecenzowałam już część kosmetyków, które dostałam od JOKO, dzisiaj przyszła do mnie paczka z Vipery, której zawartość możecie zobaczyć poniżej:
    (lakiery 821, 823 i 223)
    (prasowany puder nr 606, City blush fun nr 25, rozświetlający puder w kulkach)
    Dziękuję bardzo Pani Ani oraz firmie Vipera za tak kolorową i cieszącą oko paczkę :)

    Dostałam również propozycję współpracy od firmy Flos Lek i obecnie czekam na kuriera z przesyłką, z tego co Pani Ela zdążyła mi napisać paczka szykuje się równie smakowita jak ta powyższa :) Jak więc widać czeka mnie sporo testowania, notki z ww kosmetykami będą się pojawiać równolegle z pozostałymi. W tym miejscu chciałabym kolejny raz zapewnić, że moje recenzje były/są/będą całkowicie subiektywne, rzetelne i szczere. Wszystkie firmy, z którymi współpracuję bądź współpracowałam tego właśnie ode mnie oczekują-opinii szczerej i niezależnej. Mam nadzieję, że uda mi się zadowalająco wypełnić owe zadanie. 

    Coś tam na górze napomknęłam o makijażu. Dzisiaj rano przeglądałam youtuba i oglądałam filmiki moich ulubionych youtubowiczek :) Przy okazji wszystkie pozdrawiam :) Zachwycił mnie makijaż, który pokazała w swoim filmiku IndependentWoman, znana Wam pewnie zarówno z yt czy forum MM (jako zafascynowana). Martę uwielbiam za cudowne wyczucie jeśli chodzi o dobór kolorów, za piękne oczy, których jej okropnie zazdroszczę i oczywiście za talent :)
    Pozwoliłam sobie dzisiaj odwzorować makijaż jaki pokazała Marta, oczywiście musiałam go trochę zmodyfikować (cielista kredka na linii wodnej zamiast jak w oryginale-czarnej, ale mam po prostu za małe oczy więc stąd ten myk :)). Efekty poniżej, najpierw wklejam link do makijażu i serdecznie zachęcam do jego obejrzenia :)


    I moja wersja:


    Marta makijaż wykonała przy użyciu cienia KOBO "Golden Rose". Ja takiego nie posiadam, ale za to mam cudną mikę z TKB "Be My Valentine". Kolor jest bardzo podobny-róż mieniący się na złoto. Ja efekt trochę podkręciłam nakładając jeszcze odrobinę złotego pigmentu.

    W temacie makijażu pozostając-szukałam dzisiaj wspomnianej przed chwilą miki trafiłam na mikę tym razem z Coastal Scents "Paradise blusing rose". I uświadomiłam sobie, że do tej pory użyłam jej raz i że podoba mi się ona nieziemsko, ale niestety-patrzę na nią, zachwycam się i dopada mnie niemoc twórcza.. Nijak nie mam na ten kolor pomysłu. I tu następuję moje pytanie do Was-z czym Wy byście połączyły taki kolor? W skrócie-jest to brąz dosyć mocno wpadający w czerwień, broń boże nie żadna zwykła miedź, kolor mocno się mieni-poniżej kilka zdjęć:
    (zdjęcie z lampą błyskową)
     (zdjęcie w świetle słonecznym)
    Jakieś propozycje?
    Zachęcam do dyskusji w komentarzach, ja tymczasem udaję się poczytać sobie o technologiach oczyszczania ścieków (nie wywołuje to we mnie takiego entuzjazmu jak "Poczekajka" :P) ale mus to mus :)

    Pozdrawiam,
    Panna Joanna
    14 maj 2011

    JOKO po raz drugi-cienie!

    Witam po krótkiej przerwie :)

    Ostatnio pokazałam swatche pudrów (prasowanego i spiekanego) oraz różu, napisałam kilka słów odnośnie mojego pierwszego wrażenia na ich temat. Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam cienie, które dostałam od firmy JOKO do przetestowania.

    Otrzymałam trzy cienie DUO o numerach: J213, J313, J314. Wszystkie trzy pochodzą z serii Universe i akurat te wersje kolorystyczne, które otrzymałam są kolorami nowymi.
    Na początek-co pisze o nich producent?
    "Wypiekane cienie do powiek o wyjątkowo delikatnej, jedwabistej konsystencji. Dzięki perłowym drobinkom zapewniają fascynujący, mieniący się efekt. Mogą być nakładane na mokro i sucho. Zawierają olej z orzechów macadamia, nie zawierają talku."

    Jakie są moje wrażenia?
    Przyznam szczerze, że musiałam zrobić do tych cieni dwa podejścia. Jak użyłam ich po raz pierwszy oniemiałam. Z przerażenia. Nałożyłam jak zwykle na powieki bazę, wzięłam pędzel, nabrałam na niego cień i nałożyłam na powiekę. A raczej próbowałam nałożyć-cień za nic w świecie nie chciał się do powieki przykleić. Spróbowałam raz jeszcze i dalej nic. Makijaż robiłam wtedy chyba z godzinę, a efekt i tak był mówiąc wprost marny.
    Na szczęście się nie poddałam i spróbowałam po raz kolejny. Tym razem zamiast bazy użyłam płynu pod pigmenty, a zamiast pędzla zwykłej pacynki. I tu nastąpiło kolejne zaskoczenie, tym razem bardzo pozytywne. Cienie miały wyraziste kolory, pięknie się mieniły i co najważniejsze-dobrze przylegały do powieki. Żeby sprawdzić czy to zasługa płynu czy pacynki czy może w ogóle ich obu spróbowałam nałożyć cienie pędzlem na płyn (niestety nie dało rady) oraz pacynką na bazę (efekt był dobry ale nie tak dobry jak przy zastosowaniu płynu). Odkąd udało mi się rozgryźć jak obsługiwać te cienie używam ich bardzo często, podoba mi się efekt jaki można nimi wyczarować. Słowem-warto się trochę pomęczyć bo efekt może zaskoczyć :)

    Jak prezentują się poszczególne cienie? Zobaczcie same:

    DUO J312
    DUO J313
    DUO J314
    Kolory, jak widać na powyższych zdjęciach, są śliczne-nie umiałabym wybrać swojego ulubionego zestawu :) Używam ich nie tylko w wersjach takich jak są one ze sobą dobrane dwójkami, często łączę je również z innymi cieniami.
    Jeśli chodzi o pigmentację to jest ona różna w przypadku różnych kolorów. Najsłabszym ogniwem jest niestety ciemniejszy cień z wersji J314... a szkoda bo to piękny odcień taki brąz wpadający w fiolet z srebrnymi drobinkami. Najlepiej napigmentowane są cienie-zieleń z J313, jaśniejszy odcień z J314. Fiolet  i granat pigmentację mają po prostu dobrą, natomiast to nimi najciężej się operuje jeśli chodzi np. o rozcieranie czy łączenie z innymi cieniami.
    Krótka prezentacja poszczególnych kolorów:
     
     (zimny beż J312)
     (granat J312)
     (fiolet J313)
     
                                                                           (zieleń J313)
     
        (miedź/brzoskwinia J314)
     
    (brąz J314)
    Zdjęcie porównawcze wszystkich kolorów:
     (światło dzienne)
    (lampa błyskowa)

    Na tych ostatnich zdjęciach najlepiej widać napigmentowanie, nasycenie kolorów oraz błysk. Cienie nie są typowo perłowe, mimo, że na początku tak myślałam-to raczej taki metaliczny połysk.
    Z końcowym "werdyktem" wstrzymuję się do recenzji podsumowującej, którą zamieszczę jak przedstawię Wam już wszystkie produkty. Teraz na sam koniec (mam nadzieję, że nie zaczniecie uciekać, bo to jeszcze nie koniec zdjęć :)) chciałabym pokazać Wam przykładowe makijaże jakie ostatnio wykonałam tymi cieniami.
    Na rzęsach we wszystkich trzech makijażach mam tusz wydłużająco-podkręcający JOKO, o którym wkrótce również napiszę kilka słów (zdradzę, że bardzo się polubiliśmy :)).



















    Na dzisiaj to tyle mojego ględzenia :) Wracam wkrótce z recenzją ww tuszu, zaczną pojawiać się również notki na temat kosmetyków pielęgnacyjnych.

    Tymczasem-pozdrawiam,
    Panna Joanna
    Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...