WoleProstoHeader

30 kwi 2011

Nowości, nowości...

Jak być może wiecie ostatnimi czasy z wielką determinacją wyczekiwałam nowości z Essence i jakiejkolwiek nowej limitki, nękałam Panie z Natury, które teraz widząc mnie, chowają się między półki etc. etc. Tu oczywiście po raz kolejny mogłabym wygłosić mowę na temat przedziwnej polityki natur, Pań tam pracujących, ale stwierdziłam, że poczekam-jeszcze ze dwie/trzy takie sytuacje i zrobię o tym osobnego humorystycznego posta, w którym będę mogła wylać swoje konsumenckie żale.

Moja cierpliwość jednakże została w końcu nagrodzona, dnia wczorajszego po wejściu do Natury, mym oczom ukazał się widok niezwykły-uzupełniona szafa i pełny stand limitkowy. Udając, że absolutnie mnie to nie ruszyło spokojnym krokiem ruszyłam do szafy. Z prędkością błyskawicy zgarnęłam z półki fioletowy pędzel do smoka oraz puder z LE Blossoms etc. i dopiero kiedy już miałam pewność, że są bezpieczne w moim koszyku, zaczęłam intensywnie przyglądać się szafie. Niestety w "mojej" Naturze jest tylko pierwsza, podstawowa szafa więc szału ogólnie rzecz biorąc nie było, jednak myślę, ze po kilka rzeczy na pewno tam wrócę. Po krótkim namyśle dorzuciłam do koszyka lakier z Blossoms w kolorze pastelowego lila-różu i szminkę In the nude.
Byłam mocno nieszczęśliwa ponieważ do Polski wraz z limitką nie dotarł róż w płynie na który miałam chrapkę, ale szybko okazało się, że po pierwsze primo-nie ma za czym płakać, po drugie-inna firma wypuściła limitowaną serię w skład której wchodzi również róż w płynie i mało tego-jest ileśtamrazy lepszy od tego z Essence. Wstąpiłam do Schleckera aby sprawdzić czy mi się poszczęści i miałam farta, gdyż na półeczce stał jeden samiusieńki róż.

Ze wszystkich produktów jestem na chwilę obecną zadowolona, dzisiaj chciałabym Wam pokazać kilka zdjęć i pokrótce opisać moje zdobycze.


Część zdjęć robiłam w domu, a część na dworze stąd na niektórych zdjęciach trawa w tle :)


Róż zamknięty jest w maleńkim opakowaniu (13 g) w praktyczną pompką, którą da się wycisnąć interesująca nas ilość kosmetyku. Z tego co mi wiadomo występuje tylko w jednym odcieniu-01 rose. Jest to bezdrobinkowy, nasycony róż, dosyć jaskrawy, jeśli chodzi o to czy jest chłodny czy ciepły-ciężko mi to stwierdzić, wygląda w miarę neutralnie :) Bardzo mała jego ilość wystarczy do podkreślenia policzków (pisząc mała mam na myśli naprawdę maleńką kropelkę), ze względu na jego formę niestety łatwo z nim przesadzić, aplikacja może początkowo wydawać się trochę trudna, ale jest to czynność do opanowania. Biorąc pod uwagę to, że tak niewiele go potrzeba by zaznaczyć policzki, stawiam, że będzie bardzo wydajny, co w porównaniu z ceną (6,99 zł) czyni go bezwadowym :)

 
Puder z serii Blossom etc. to zakup nieplanowany...ale jak tylko zobaczyłam go na półce, moje serce drgnęło. Posiadam niestety tą zgubną ułomność, że choćbym nie wiem ile miała kosmetyków danego rodzaju (np. rozświetlaczy) to sam fakt, że puder ma wytłoczone urocze kwiatki jest mnie w stanie zmusić do jego zakupu. No i kupiłam. Nie wiem co prawda kiedy zdążę zużyć wszystkie rozświetlacze, ale same zobaczcie jaki on śliczny:
 
 
 
Daje bardzo ładny efekt, taką perłową taflę. Nie jest jakiś szczególnie mocny dlatego myślę, że spokojnie można omieść nim całą twarz. Ja go wklepałam w policzki lekko wilgotnymi palcami i wtedy efekt był już dużo mocniejszy. Zakupu nie żałuję, podoba mi się estetyka samego kosmetyku, jego efekt, zapach, cena..więc czegóż chcieć więcej?:) Wiem, że niektóre osoby są zawiedzione tym, że nie daje on mocnego błysku, przez co ciężko używać go jako typowego rozświetlacza-spróbujcie nakładać go tak jak pisałam-nabrać na palce puder, spryskać je lekko wodą (takim psikpsikiem) i wtedy wmasować w kości policzkowe. Może pomoże.

Lakier to zakup równie spontaniczny (skoro jest limitka to trzeba brać :)) ale jestem z niego równie zadowolona jak z pudru. Takiego koloru w swoim zbiorze do tej pory nie posiadałam, więc czuję się rozgrzeszona. Lakier w buteleczce ma widoczny shimmerek, jednak na paznokciach ja i moje dioptrie go nie zauważamy. Nakłada się go dobrze, pierwsza warstwa trochę smuży, ale druga już całkowicie kryję jak trzeba. Na paznokciach wygląda po prostu ładnie-taki delikatny, dziewczęcy, wiosenny, jego kolor kojarzy mi się z bzem, który akurat kwitnie i pachnie.

O pędzelku za wiele napisać się nie da. Jest miękki (bardzoo miękki) dobrze się nim rozciera cienie czy zaznacza zagłębienie powieki. Jeszcze go nie prałam więc nie wypowiem się w chwili obecnej na temat tego jak zachowuje się po kąpieli i czy gubi włosie. Niemniej jednak akurat takiego pędzla brakowało w mojej kosmetyczce. Kosztuje 5,99 zł więc myślę, że warto się na niego skusić :)
 

Szminka In the nude to kolejny udany zakup, Taki odcień szminki chodził za mną od dłuższego czasu, a jako, że o szminkach Essence mam ogólnie dobre zdanie (są takie nawilżające i tak pięknie pachną :)) wybór przed szafą okazał się dosyć prosty. Szminka lekko rozjaśnia usta, nadając im delikatny beżowy kolor. Szminka jak już pisałam nie jest ani trochę sucha czy tępa, ma świetną konsystencję, jedynie trwałość mogę zaliczyć do minusów-szminka się dosyć szybko zjada.
 

Z nowości Essence mam jeszcze ochotę na korektor pod oczy, żelowy liner i lakiery z serii MD bądź Twins. Szykuję kolejną wyprawę do Zabrza ponieważ dostępna jest tam druga szafa, której u mnie nie ma, a w której jest pożądana przeze mnie reszta nowości. Na razie jednak przygotowuję się psychicznie do tych zakupów, gdyż Natura w Zabrzu wyjątkowo zalazła mi za skórę.
A co Wy sądzicie o nowym asortymencie Essence? Macie już coś, polecacie?

Pozdrawiam chwilowo zaspokojona zakupowo,
Panna Joanna
29 kwi 2011

Projekt kreska!

Tak jak obiecałam przybywam dzisiaj do Was z bardzo kreskowym postem.
Szczerze mówiąc poza tym, że przez ostatnie dni robiłam zdjęcia, zbierałam materiały, to jakiejś konkretnej koncepcji tego posta nie mam, także notka będzie jak to czasem (zwykle ;P) bywa-długa i zawiła :)

Skąd w ogóle pomysł na projekt z kreską? Jego autorką jest Shinodka, na której bloga serdecznie Was zapraszam-wystarczy, że klikniecie w baner na bocznym pasku.

Chciałabym zacząć moje wywody od przedstawienia Wam mojej kreskowej inspiracji-jest to słynna Brigitte Bardot, której makijaż zawsze mnie zachwycał-gruba kreska pięknie podkreślającą oczy i nadająca im kociego kształtu.


Wariantów kreski jest całe mnóstwo, od cienkich niemal niewidocznych po gruby obrys całego oka. Każda z nich spełniać może zupełnie inną funkcją-jest to element  makijażu oka, który świetnie koryguje kształt oka.
Za jej pomocą uniesiemy opadające kąciki oczu, wydłużymy zbyt okrągłe oczy, wzmocnimy kontur naszego spojrzenia czy zagęścimy optycznie linię rzęs.

Pierwszym podstawowym problem jest cały "sprzęt" do malowania kresek. Firmy kosmetyczne prześcigają się w ułatwianiu nam zadania jakim jest narysowanie pięknej, prostej kreski.Chciałabym Wam pokazać mój mały arsenał, za pomocą którego mogę wyczarować na oczach kreskę :)



Jak widać na załączonym obrazku w moje kosmetyczce znajdują się zarówno linery "słoiczkowe" czyli żelowe/kremowe, linery w formie płynnej zarówno z pędzelkiem jak i sztywną końcówką, oraz moje ulubione narzędzia czyli dwustronny pędzelek do linera oraz płyn do pigmentów, którego używam do mieszania z cieniami sypkimi, prasowanymi i w takiej "mokrej" formie maluję za pomocą pędzelka kreskę. Być może zauważyłyście, że na zdjęciu pominęłam typowe, klasyczne kreski. Powód jest prosty-nieszczególnie je lubię i bardzo rzadko używam.
Chciałabym przedstawić pokrótce poszczególne elementy i krótko je omówić.

1. Pierwsza pozycja to wyżej wspomniani przeze mnie ulubieńcy czyli mój kreskowy niezbędnik-pędzelek firmy Catrice i płyn firmy KOBO.



Pędzelek jest dwustronny, jednak ja zdecydowanie bardziej lubię tą zagiętą końcówkę-bardzo łatwo namalować nią ładną, prostą kreskę. Używam go praktycznie do każdego rodzaju linera-o wiele lepiej narysować kreskę nim niż np. pędzelkiem dołączonym do eyelinera w kałamarzu.
Płyn firmy KOBO to produkt do nakładania pigmentów na mokro (odpowiednik Duraline z Inglota), jednak ja używam go głównie do malowania kresek. Jak to zrobić? Bardzo prosto-wystarczy nałożyć odrobinę cienia na pędzelek, na dłoń/podstawkę/cokolwiek skropić jedną kroplę płynu, zanurzyć w nim pędzelek z cieniem i na oko! Płyn wydobywa kolor, bardzo (ale to bardzo bardzo) przedłuża trwałość kreski.

2. Na kolejny rzut idzie liner w słoiczku-jest to produkt bodajże firmy Oriflame, posiadam jeszcze wersję czarną.

Tego typu produkty wymagają narzędzia w postaci pędzelka, za pomocą którego aplikujemy liner na oko. Wystarczy przejechać pędzelkiem powierzchnię linera i już możemy malować kreskę :) Tego typu produkty mają to do siebie, że lubią wysychać. Jednak zanim wyrzucimy liner do kosza, warto spróbować go poratować-mój też nie jest już pierwszej młodości i dlatego zanim nabiorę go na pędzelek, wkrapiam do słoiczka kroplę płynu KOBO.Obecnie tego typu linery są bardzo popularne i wiele firm co rusz wypuszcza jakieś nowości w słoiczkach (Catrice, Essence, Zoeva).

3. Kolejna pozycja to linery w formie płynnej. Na zakrętce zawsze znajduje się cieniutki przeważnie pędzelek bądź twarda, stożkowata końcówka.

Teoretycznie skoro końcówka takiego linera jest przeznaczona do namalowania nią kreski, wszelkie pędzelki wydają się zbędne. Jednak pędzelki w tych końcówkach są przeważnie bardzo cienkie i narysowanie grubszej i jednocześnie prostej kreski może być problematyczne. Sztywna końcówka  z kolei jest odwrotnie problematyczna-ta jest najczęściej zbyt gruba aby namalować kreskę cienką. Jak ktoś jest wytrwały-może próbować się bawić. Ja jednak zdecydowanie wolę zwykły pędzel :) Kolejny minus to czasami to, że w przypadku niektórych wersji kolorystycznych na powiece kolor jest blady-wtedy przeważnie nakładamy więcej niż jedną warstwę linera. To z kolei powoduje, że kreska może odbijać się na powiece. Jednak jak już wspomniałam-są to pojedyncze przypadki.

Przybory KREŚLarskie omówione teraz czas na...malowanie! Wydawałoby się, ze namalowanie kreski wzdłuż linii rzęs to pikuś i bułka z masłem jednak dla wielu osób jest spory problem. Kreski nie chcą wychodzić równe, na prawym oku wyglądają inaczej niż na lewym etc. Rada jest jedna-trzeba ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć! Każdy powinien sam wypracować sobie swój sposób na namalowanie kreski, nie ma jednej, ścisłej i powszechnie obowiązującej reguły. Jedni zaczynają od wewnętrznego kącika, inni od środka powieki, a jeszcze inni od zakończenia kreski w zewnętrznym kąciku. Chciałabym pokazać Wam krótki tutorial pokazujący jak ja maluję kreskę, ale powtarzam-nie ma reguły :)

1. Gołe oko (nie nakładałam żadnych cieni aby lepiej było widać samą kreskę)

2. Zaczynam rysować kreskę przykładając pędzelek w miejsce zewnętrznej czerwonej kropki, kierując się za strzałką dojeżdżam mniej więcej do miejsca w którym znajduje się druga czerwona kropka.

 
3. Uzupełniam kreską wewnętrzny kącik-zaczynam od kropki w wewnętrznym kąciku i idąc za strzałką kończę w miejscu do którego dojechałam w punkcie 1.

 
4. Wyciągam kreskę poza kontur oka-od zewnętrznego kącika do punktu mniej więcej na tej szerokości, na której kończą się brwi.

 
5. Dopracowuje zewnętrzny kącik-w miejscu zaznaczonym między czerwonymi kropkami lekko podnoszę kreskę.

 
I gotowe!:)

Tego typu kreski dobrze wyglądają zarówno solo (jak na zdjęciach wyżej + wytuszowane rzęsy) oraz "wpisane" w lekki makijaż. Wystarczy zaznaczyć zewnętrzny kącik i załamanie powieki w dowolnej wersji kolorystycznej, do tego kreska i makijaż od razu nabiera innego wyrazu:

Kreski jednak wcale nie muszą być jedynie dodatkiem do makijażu, nie muszą być stonowane i cienkie! W tym sezonie modne są kreski, które są grube na całą szerokość ruchomej powieki, mało tego występują najczęściej w żywych, nasyconych kolorach. Bardzo mi się podoba taka opcja, nie wymaga specjalnie wprawy, wystarczy pokryć całą ruchomą powiekę cieniem i wyciągnąć go poza kontur oka w charakterystyczny szpic.
Przygotowałam również taki makijaż, właśnie z grubą kreską w roli głównej. Żeby było trochę bardziej kolorowo tym razem na powiekach mocny turkus :)



Większość z nas myśląc o kresce automatycznie ma przed oczyma kreskę na górnej powiece. Jednak równie ciekawie kreska może wyglądać na powiece dolnej! Swojego czasu podpatrzyłam na blogu Lindy Hallberg jak w bardzo ciekawy sposób podkreślała ona dolną powiekę. Strasznie mi się taki patent spodobał więc kilka razy  zdarzyło mi się go umieścić w moich makijażach. Oto dwa przykłady (jedna bardziej stonowana, druga zdecydowanie żywsza):


Miałam w planach wykonanie jeszcze makijażu w stylu pin-up ale przyznaję bez bicia, że zabrakło mi czasu :) Może w najbliższej przyszłości się zmobilizuję i takowy namaluję. Jednak na chwilę obecną to wszystko co dla Was przygotowałam w ramach projektu "Projekt kreska". Jako, że dzisiaj dobiega on końca, chciałabym podziękować Shinodce za bardzo fajną inicjatywę oraz pozostałym blogerkom za miłą zabawę-na pewno wykorzystam inspiracje, które pojawiły się na Waszych blogach. Dla przypomnienia i po raz ostatni-gdzie można znaleźć kreskowe wariacje:


Pozdrawiam,
Panna Joanna
26 kwi 2011

Panna Joanna w euforii :)

W euforii ponieważ......dotarła do mnie paczka od maus KLIK! :) To po pierwsze.
Po drugie zawartość paczki wprawiła mnie w osłupienie niemałe, gdyż sroka poszalała i oprócz rzeczy, których się spodziewałam dorzuciła dwie, których się nie spodziewałam (wprawdzie maus pisała, że dorzuciła coś do paczuchy, ale nie sądziłam, że aż tyle ;))
Po trzecie nawiązałam współpracę z firmą JOKO i jestem bardzo ciekawa co z owej współpracy wyniknie :) Temat w chwili obecnej jest dopiero rozpoczęty, ale już się cieszę :)

O postępach we współpracy z firmą JOKO będę informować na bieżąco, a teraz chciałabym się pochwalić nagrodą od maus :)


Jak widać wszystkie kosmetyki to produkty firmy Catrice, którą nawiasem mówiąc bardzo lubię stąd kolejny powód do tytułowej euforii. Mało tego-liner (już kocham <3), cienie i lakier to seria limitowana "Enter Wonderland", która nie zawitała jeszcze do Polski, a więc kolejny powód coby się trochę pocieszyć :)

Wszystko zdążyłam już oczywiście zmacać i czuję, że ze wszystkimi  produktami bardzo się polubię :) Podkład "Photo finish" miałam w planach zakupić odkąd zobaczyłam jakie nowości wprowadza Catrice, jednak nie był on od początku dostępny w nowym asortymencie Catrice, który zawitał do Polski, więc jakoś odłożyło mi się to w czasie-dzięki sroczce podkład jest już w moim posiadaniu. Kolor to 020 Rosy Beige, który jest obecnie dla mnie trochę za ciemny, ale odstawiam go do lata i czekam aż moja twarz nabierze nieco koloru (teraz mam wrażenie, że jestem wręcz przezroczysta :)). 
Sroczko-bardzo Ci dziękuję za tak wspaniałą nagrodę, ochoczo zabieram się za testowanie, efekty owego testowania na pewno przedstawię na blogu :)

Korzystając z okazji- małe ogłoszenia parafialne.
1. Uczestniczę w "Projekt kreska", jednak do teraz nie zebrałam się aby coś ruszyć w tym kierunku-doszłam do wniosku, że zamiast pojedynczych postów zamieszczanych co jakiś czas, zrobię jeden duży post (myślę, że wyjdzie tego tyle, że posta spokojnie można będzie nazwać artykułem), w którym zawrę zdjęcia makijaży z kreską, jakiś tutorial jak narysować kreskę, parę słów na temat tego po co w ogóle kreski się robi, jak można korygować kształt oka za ich pomocą i opisze "narzędzia" do malowania kresek (pędzle czy same linery). Jako, że jak widać tematyka jest szeroka chciałabym się jakoś solidnie przygotować więc proszę o cierpliwość-post pojawi się ok. czwartku/piątku.
2. Pracuję nad nową zakładką (na razie jedynie w myślach :))-chciałabym aby był to spis firm kosmetycznych i miejsc gdzie można je dostać-chciałabym skupić się oczywiście na moim mieście-Gliwicach oraz na jego okolicach. Często zadajecie mi też pytanie gdzie dany produkt kupiłam więc teraz przy okazji recenzji będą pojawiać się informacje gdzie można ową markę kupić w ogóle ( mam na myśli Natury, Rossmany itp) oraz gdzie konkretnie w Gliwicach i okolicach jest ona dostępna.
3. Polowania na Essence ciąg dalszy-w Gliwicach w Forum oraz w Zabrzu w Platanie są już nowości-jednak ani tu ani tu nie można ich jeszcze zakupić, ponieważ:
-w Forum mają jakąś awarię sprzętu i nie potrafią wprowadzić nowych kodów w kasy/system/komputery/czycośtam i Pani, z którą rozmawiałam dzisiaj przez telefon ogólnie określa sytuację jako katastrofę
-w Platanie, mimo, że było pusto, Pani pokazała nam nierozpakowane kartony z dostawą, mówiąc, że "trzeba rozpakować" ale absolutnie jej się do tego nie spieszyło, mało tego-moja koleżanka była tam kilka godzin później i w dalszym ciągu pudła stały jak stały ;/ także tej Naturze mówię stanowcze "NIE".


Pozdrawiam,
Panna Joanna :)
23 kwi 2011

Lakierowo-Niezapominajki to są kwiatki z bajki :)

Już śpieszę wyjaśniać skąd ten tytuł :D Będąc ostatnio w Rossmanie, dokąd udałam się aby odebrać kartę podarunkową, którą wygrałam w wizażowym konkursie makijażowym, zupełnie przypadkiem rzuciły mi się w oczy nowe lakiery firmy Lovely (czy tam Wibo-to podobno to samo). W zasadzie trudno byłoby aby nie rzuciły się one w oczy ponieważ lakiery miały naprawdę mocne, elektryzujące kolory. Po krótkim rozeznaniu stwierdziłam, że do szafy Lovely zawędrowały nowe serie lakierów Color Mania i Crystal Strenght w bardzo wiosennym barwach. Widziałam neonowe żółcie, zielenie czy róże, jasną miętę, no cuda wianki...jednak lakier, który od razu zwrócił moją uwagę to właśnie ten, który dzisiaj chcę Wam pokazać. Jest to lakier z serii Color Mania o numerze 133. Jego kolor kojarzy mi się bezapelacyjnie z niezapominajkami, mimo, że na zdjęciach w ogóle tego koloru nie widać. Próbowałam robić zdjęcia w różnym świelte, biegałam z aparatem po całym domu ale i tak na zdjęciach wychodzi niebieski  mimo, że w rzeczywistości ewidentnie są w nim takie fioletowe nuty.
Lakier ma kremowe wykończenie, bardzo dobrze się go aplikuje, na paznokciach mam dwie warstwy i moim zdaniem trzecia byłaby zupełnie zbędna. Pędzelek jest jak dla mnie w sam raz, wolę jak pędzelek jest cienki niż jakby miał być za szeroki. Pojemność to jak u innych lakierów z serii Color Mania-9 ml. Trwałości na razie nie ocenię bo mam go na paznokciach od wczoraj, ale z tego co pamiętam nie miałam jakiś specjalnych problemów w kwestii trwałości jeśli chodziło o inne lakiery z tej serii.

Nawiązując jeszcze na chwilę do koloru-mi on strasznie przypomina "niezapominajkowy"  lakier z LE Blossom z Essence-oczywiście mając porównanie na samych zdjęciach ponieważ do mojej zacofanej Natury limitka ta nie zdążyła jeszcze dotrzeć. Dzięki temu znalazłam godnego zastępcę i z z tej limitowanki prawdopodobnie nie chcę już nic :D Piszę "prawdopodobnie" ponieważ jest zawsze szansa, że jak stanę przed szafą Essence i zobaczę jakąkolwiek LE czyli np. Blossom, to odruchowo mogę coś zakupić :)




Korzystając z okazji chciałam Wam wszystkim życzyć wesołych, spokojnych świąt, smacznego jajka i mokrego dyngusa :) 

Panna Joanna
22 kwi 2011

Panna Joanna prywatnie :)

Wiosna rozgościła się już na dobre-wczorajsza pogoda wręcz zmusiła mnie do wyjścia z domu. Mam to szczęście, że dosłownie 5 minut drogi od mojego domu znajduje się lotnisko (konkretnie aeroklub), które jest idealnym miejscem do spacerów, zwłaszcza jeśli ma się takiego kompana jak ja- mój pies jest zawsze wniebowzięty jak ma okazję się tam wybiegać :)

Taka wiosenna pogoda sprzyja nie tylko spacerom, ale również kolorowym makijażom! Kiedy tylko drzewa zazielenią się, ptaki ćwierkają i inne tym podobne wiosenne oznaki mają miejsce, z moich powiek znikają brązy i szarości a zastępują je zielenie, fiolety, róże, niebieskości, żółcie, ostatnio również pomarańcze i wiele wiele innych. Wczoraj postawiłam na jedno z moich ulubionych połączeń jakim jest zieleń z fioletem/różem.
Na zdjęciach sam makijaż średnio widać, ale mam kilka takich na których idzie się dopatrzeć szczegółów :)






 
 







Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...