WoleProstoHeader

31 mar 2011

Panna Joanna maluje - krokusik! :)

Ostatnio na blogu zrobiło się mocno makijażowo. Dziś kolejny z serii konkursowych makijaży, tym razem zmalowany na konkurs maus.
Zadaniem konkursowym było wykonanie makijażu, w którym najlepiej się czujemy. Ja wybrałam opcję akcentującą oczy, bo to je lubię najbardziej podkreślać. Użyłam fioletów, śliwki i złota aby  wydobyć kolor mojej tęczówki. Twarz rozświetliłam rozświetlaczem, policzki zaznaczyłam lekko brzoskwiniowym różem, a usta podkreśliłam błyszczykiem w naturalnym odcieniu.

Efekty możecie zobaczyć poniżej:





W dalszym ciągu myślę coby przygotować na konkurs Hexxany...mam ochotę na jakieś makijażowe szaleństwo :D

Konkursującą się,
Panna Joanna

Makijaż tropikalny-update!

Dziękuję Wam wszystkim za głosy, kciuki i miłe słowa! Wyniki konkursu już się pojawiły-co prawda nie udało się zgarnąć nagród wybieranych przez jury ale za to dostałam nagrodę z racji głosów ludu :D I to cieszy mnie tym bardziej, że tak wielu osobom mój makijaż przypadł do gustu :)

Dzisiaj poleciał makijaż na konkurs u maus (co sroce w oko wpadnie) więc pewnie na dniach też go zamieszczę. Mam też ochotę na udział w konkursie organizowanym przez Hexxanę (Tysiąc jeden pomysłów i pasji) tylko na razie muszę wygospodarować trochę więcej czasu, ale na pewno się zgłoszę :)
W końcu żeby wygrać trzeba grać!

Buziaki od uradowanej Panny Joanny !
:*:*
30 mar 2011

Panna Joanna maluje-Tropikalnie!:)

Wiem, że ostatnio nader często zamęczam Was makijażami ale mam nadzieję, że jeszcze jeden mi wybaczycie :)
Jak być może wiecie, brałam udział w konkursie organizowanym przez portal wizaz.pl we współpracy z siecią drogerii Rossmann. Na wizażu był już to któryś z serii "rossmaniaczkowych" konkursów, jednak dopiero przy tym zdecydowałam się na udział. Tematem był makijaż zainspirowany kolorami natury. Pojawiło się wiele nawiązań do wiosny, jednak ja poszłam o krok dalej i zapuściłam się w gorące tropiki. Zainspirowało mnie zdjęcie błękitnej laguny-lazur wody, złoty piasek, egzotyczna roślinność...
Konkurs wczoraj dobiegł końca, jutro nastąpi ogłoszenie wyników więc uśmiecham się o trzymanie kciuków :) Pochwalę się tylko, że w ogólnym głosowaniu zatrzymałam się na 8 pozycji. Z racji tego, że makijaż nie mógł być wcześniej nigdzie publikowany wstrzymywałam się z zamieszczaniem zdjęć na blogu aby zapobiec sytuacji, w której ktoś mógłby doszukać się naruszenia regulaminu. Jednak konkurs się zakończył więc dzisiaj przybywam do Was z obiecanymi zdjęciami makijażu :)






Tyle na dziś, bo niestety tak "dla odmiany" muszę się uczyć:)
Na najbliższy czas mam już zaplanowane kilka postów, mam nadzieję, że w weekend będę miała chwilę, żeby te plan zrealizować :)
Pozdrawiam kolorowo,
Panna Joanna

MizzVintage rozdaje!

Blogowiczce MizzVintage zapewne świetnie Wam znanej stuknęło niedawno 500...obserwatorów :)
Mizz organizuje z tej okazji rozdanie na które serdecznie Was zapraszam! Zobaczcie co można wygrać!:)

Link do rozdania-KLIK!
29 mar 2011

Todays look-wiosennie :)

Wczoraj przedstawiłam Wam makijaż, który utrzymamy był w "zimowej" kolorystyce. W komentarzach widziałam prośbę o  makijaż bardziej wiosenny więc dzisiaj z racji pięknej pogody i iście wiosennego nastroju, zmalowałam bardzo prostego zwyklaka, w którym za wiosenny akcent odpowiada zieleń do dolnej powiece. Może wiosna na całego to jeszcze nie jest, ale jako, że ta piękna pora roku dopero budzi się do życia-makijaż również jest dosyć stonowany :)

Na twarzy oczywiście podkład Catrice, rozświetlacz z tej samej firmy z serii Urban Baroque oraz brzoskwiniowy róż z Miss SportyDo makijażu oczu użyłam jedynie paletki z Essence z serii "Return to Paradise" (brązu i zieleni) oraz matowych cieni z My Secret (cielisty i granatowy). Rzęsy przeciągnęłam mascarą Catrice.


Lakierowo-granatowo!

Dzisiejszy post nadal pozostaje w zimnej kolorystyce ponieważ chciałabym Wam pokazać lakier, który niedawno wraz z kilkoma innymi trafił do mojej skromnej kolekcji.



Jest to moja pierwsza styczność zarówno z lakierami Eveline jak i Delii. I przyznaję, że mam mocno mieszane uczucia.
Zacznę może od tych z firmy Eveline( do Delii wrócę przy okazji kolejnych postów). Mam dwa kolory-granat (546) oraz czerwień (575). Ciężko mi jednoznacznie określić ich wykończenie (akurat w tej dziedzinie zdecydowanie nie jestem ekspertem) ale nie jest to ani krem ani mat, tylko coś pomiędzy perłą  czy wykończeniem metalicznym(?:P) z zatopionymi w niej migoczącymi drobinkami. Kolory urzekły mnie od pierwszego wejrzenia-granat to naprawdę granat, mocny nasycony, na paznokciach wygląda na granatowy a nie na czarny i mimo, że najbardziej lubię kremowe lakiery jego wykończenie również mi dziwnym trafem przypadło do gustu. Czerwień mieni się różowymi/malinowymi drobinkami i ten wariant kolorystyczny również bardzo mi się podoba. Dzisiaj pokażę Wam i trochę poopowiadam o kolorze 546.
Krycie jest średnie, potrzeba minimum dwóch warstw, ja dałam 3 dzięki czemu kolor nabrał głębi. Dość szybko wysechł, już po ok.pół godzinie mogłam bez przeszkód "operować placami". Zadowolona jak nigdy porobiłam swatche i pooglądałam jak fajnie mieni się w słońcu a dziś....czar prysł. Mimo, że paznokcie pomalowałam wczoraj, już dzisiaj mam starte końcówki (!!) i to niestety w dosyć widoczny sposób. Poza tym lakier mimo, że nakłada się bezproblemowo, podczas wysychania tworzą się na nim takie jakby grudki..ciężko to opisać, nie są to typowe bąble jakie czasem robią się w trakcie malowania, te są dość gęste i zdecydowanie sprawiają, że powierzchnia paznokcia jest chropowata.

Kilka słów od producenta:
'Lakier do paznokci z witaminami A, E, F. Nie zawiera szkodliwego toluenu, formaldehydu, ftalanu dwubutylu i kamfory. Malować dwukrotnie na odtłuszczone paznokcie."

Oraz kilka słów podsumowania ode mnie:
Plusy:
  • kolor-mocny i nasycony
  • pędzelek (nie za szeroki, nie za wąski)
  • łatwość zmywania (używam zmywacza Nailty)
  • skład (wierzę producentowi na słowo ;))
Minusy:
  • trwałość!!!
  • grudki powstające podczas wysychania
  • pojemność (lakier ma 12 ml czyli tyle ile nigdy nie uda mi się zużyć zanim zgęstnieje czy wyschnie, zdecydowanie wolę mniejsze gabaryty jeżeli chodzi o lakiery do paznokci)
Jeszcze nie wiem co mam z nim zrobić, przypuszczam, że wracać do niego będę ewentualnie jedynie przed imprezami, na zasadzie-na kilka godzin przed wyjściem maluję paznokcie, rano je zmywam.

Swatche:

 (z lampą)
(w słońcu)

A Wy miałyście kiedyś jakieś przygody z lakierami tej firmy? Jakie macie odczucia?

Zapraszam do dyskusji, 
Panna Joanna
28 mar 2011

Todays look-Winter Rose

Pogoda co prawda iście wiosenna, a u mnie na przekór zimowy tytuł. Dlaczego? Ano dlatego, że dzisiaj podczas poszukiwania cieni w celu dokonania nimi makijażu natknęłam się na cień, który dostałam od Hexxany (:*), a którego nie wiedzieć czemu jeszcze nie używałam. Wydobyłam wiec go z kosmetyczki, podniosłam do światła i w kompletnej fascynacji zaczęłam podziwiać jak cudnie się on mieni...Jest to mica z TKB o wdzięcznej nazwie "Winter Rose". I ta nazwa naprawdę niesłychanie dobrze oddaje cały urok tego koloru-jest to delikatny róż, który w świetle mieni się na zielono-niebiesko-fioletowo dając efekt takiej jakby rybiej łuski. Piękny, chłodny odcień, który na powiece wygląda cudnie zarówno solo, jak i również jako dodatek. Próbowałam uchwycić na zdjęciach ta jego niezwykłość ale niestety mi się nie udało..ale pokażę co mi wyszło z tych prób:

(w świetle dziennym/bez lampy)
 (z lampą)

Na oku wygląda świetnie-dyskretny w cieniu daje jedynie różowy poblask, natomiast gdy w oczy zaświeci nam słońce to wtedy daje czadu ;) Dzisiejszy makijaż wykonałam przy użyciu właśnie tego cienia oraz odrobiny czerni i beżu z paletki Essence "I love Berlin". Efekt spodobał mi się na tyle, że czuję, że się z tym kolorkiem zaprzyjaźnię na dłużej :)




Szkoda, że na zdjęciach tak ciężko go uchwycić, musicie mi uwierzyć na słowo, że jest cudny :) Dzisiaj oficjalnie przewędrował do skrzyneczki z ulubionymi cieniami (mam takie drewniane pudełko, w którym trzymam swoje najulubieńsze mazidła głownie te do oczu ze względu na rozmiar skrzynki-dzięki temu mam pod ręką od razu wszystko to czego potrzebuję do makijażu) i zapewne zostanie tam aż do wykończenia. A, że Hexx odyspnęła mi go bardzo hojnie, mam nadzieję, że długo będę mogła się nim cieszyć (w tym miejscu jeszcze raz Ci dziękuję słońce :))

Przy okazji chciałabym Was zaprosić na dwa nowe makijażowo-kosmetyczne blogi, których autorkami są moje wizażowe koleżanki. Jako, że dziewczyny zaczynają zabawę z blogowaniem-pomóżmy im się rozkręcić! :) Pierwsza z nich to pewnie znana Wam z youtuba tylkokasia KLIK! oraz kolorowa diablica (:D) Candy Killer KLIK!. Zachęcam do odwiedzin :)


Z zimowo-różano-wiosennymi pozdrowieniami,
Panna Joanna
27 mar 2011

Lipt Tint-podejście pierwsze :)

Paczka z Lip Tintami firmy Astor, które dostałam do przetestowania, dotarła do mnie już tydzień temu. Od tamtej pory starałam się je wypróbować na różne sposoby, w różnych warunkach, sprawdzałam ich trwałość, wpływ na usta, robiłam zdjęcia, robiłam swatche itp. itd.
Dzisiaj w końcu zasiadam do notki, z której dowiecie się jakie są moje ogólne spostrzeżenia i odczucia, pokażę Wam zdjęcia całego zestawu oraz zaprezentuję jak wygląda mój ulubieniec, którego już oczywiście mam.


Lip Tint to nowy produkt firmy Astor, który już wkrótce ma trafić do polskich drogerii. Naszym (moim oraz pozostałych blogerek, które biorą udział w teście) zadaniem jest przedstawić, przybliżyć oraz w efekcie zachęcić bądź zniechęcić do jego zakupu.
Jest to wg producenta kosmetyk o innowacyjnej formule, który dokona rewolucji w makijażu. A wg mnie? Jest to zdecydowanie coś innowacyjnego, ponieważ nie miałam nigdy wcześniej styczności z tego typu kosmetykiem do ust, jest to również najtrwalsze mazidło do ust spośród tych, które do tej pory posiadałam. Moje wrażenie są bardzo pozytywne, aczkolwiek znalazłam również kilka minusów.
Jak widać do testów otrzymałam trzy kolory: są to odcienie 103, 200 oraz 300. Wszystkie trzy są bardzo intensywne, nawet najjaśniejszy z posiadanych przeze mnie kolorów jest dosyć mocny. Jeżeli chodzi o moje upodobania to najbardziej zachwycił mnie oczywiście właśnie ten najjaśniejszy o-być może nieco mylącej nazwie-Nude Sweetness. Taki "nude" to on wcale nie jest, ale o tym dalej :)

Sam produkt posiada dwie końcówki-jedna z nich to flamaster do ust, druga-balsam, który ma zadanie nawilżyć nasze usta oraz nadać im blasku. Dosyć mocno obawiałam się, że mazak po prostu wyschnie w tempie błyskawicznym, wysuszy usta oraz, że jego aplikacja nie będzie należała do łatwych i przyjemnych. Tu akurat się pomyliłam na całej linii-mazak jest mocno nasączony kolorem, który bardzo łatwo nakłada się na usta, przy jego użyciu nie potrzebujemy już konturówki ponieważ obrys ust możemy wykonać również tym flamastrem. Kolor na ustach jest mocny, długo się trzyma, zmycie go z ręki to nie lada wyzwanie, demakijaż ust jest natomiast trochę łatwiejszy. Mazak ma bardzo przyjemny, jakby lekko owocowy zapach. To wszystko to zdecydowane plusy-końcówkę "flamastrową" uznaję za genialną.
Gorzej z drugą końcówką...balsam bardzo fajnie nawilża, nadaje połysk, ale niestety  jest BARDZO podatny na uszkodzenia. Balsam po prostu wystaje z końca opakowania, plastikowa nakrętka która go osłania, przy ściąganiu o niego haczy , przy jej zamykaniu pojawia się ten sam problem. Do tego balsam jest miękki więc przy mocniejszym nacisku nie trudno o jego złamanie (ja z 3 sztuk, złamane mam już dwie). Także końcówce z balsamem mówię "nie". Może gdyby sam balsam był wykręcany byłoby to lepsze rozwiązanie.


Tymczasem dość pisania, przechodzimy do zdjęć:


Na ręce poszczególne kolory prezentują się następująco:


Oraz po chwili przejechane palcem:






Dzisiaj jeszcze chciałabym Wam pokazać jak prezentuje się na ustach nr 300 "Nude Sweetness".
Jest to bardzo naturalny mimo swej intensywności kolor, który świetnie nadaje się do codziennego makijażu. Świetnie podkreśla usta, jednocześnie nie wybijając ich na pierwszy plan, więc do mocniejszego makijażu oka również się nada :) Polubiłam go najbardziej z całej trójki i dlatego jego pierwszego chcę zaprezentować.

(tak wyglądają moje "nagie" usta)

(a tak pomalowane Lip Tintem w kolorze 300)

Bardzo mi ten kolor odpowiada i najczęściej pojawia się ostatnio na moich ustach. 
Kolejnym, który pokażę Wam w kolejnej notce będzie odcień 200 czyli "Grenadine", który wzbudza we mnie równie pozytywne emocje :) 
Na sam koniec zostawiłam sobie ten, z którym się nie polubiłam-103 "Rosewood Blush" czyli intensywny fioletowy róż, który wraz z moją jasna cerą tworzy uroczy duet dając efekt a'la Marylin Manson. 
Wraz z prezentacją ostatniego koloru pojawi się również małe podsumowanie-czyli zebrane do kupy, wypunktowane plusy i minusy.

Już teraz zapraszam serdecznie na ciąg dalszy,
Panna Joanna

Ps. Udało mi się dokończyć kolejną zakładkę-Galerię Lakierową. Znajdziecie tam wszystkie zamieszczane przeze mnie do tej pory swatche oraz całą moją aktualną kolekcję lakierów :) Zapraszam-KLIK!
25 mar 2011

Onyx lustre-czyli koszmar z siedziby Avonu!

Jako, że często (właściwie zazwyczaj) piszę o kosmetykach, które wzbudzają mój entuzjazm, tym razem aby zachować równowagę, chciałabym Wam pokazać straszliwy bubel jaki ostatnio trafił do mojej kosmetyczki.



Jest to nowość w ofercie firmy Avon, ale moim skromnym zdaniem, zbytnio się tą nowością nie popisali. Zacznę może od opakowania. Jak widać na załączonym obrazku jest niemal identyczne jak opakowanie zestawu do stylizacji brwi z Oriflame'u. Nie wiem czy podobieństwo było zamierzone, ale zgadza się prawie wszystko-kształt, lusterko, szufladka na pędzelek (pacynkę w przypadku cieni). No ale nie wnikajmy-powiedzmy, że jest dosyć wygodne i funkcjonalne.

Natomiast same cienie...to akurat dla mnie porażka na całej linii. Próbowałam je aplikować na tysiąc pięćset sto dziewięćset sposobów i niestety nic konstruktywnego z tego nie wynikło. Wydawać by się mogło, że kolory są mocne, nasycone, makijaż, który w katalogu wisiał obok tych cieni był intensywny itp. itd. Owszem-kolory są bardzo fajne, można by je połączyć tak aby stworzyć makijaż zarówno dzienny jak i mocniejszy-wieczorowy. Ale cóż z tego jeśli konsystencja jest tak upiorna, że w ogóle nie da tych cieni umieścić na oku?! Ani na bazie KOBO, ani na bazie Catrice, ani na płynie do pigmentów KOBO, ani bez bazy, ani sucho ani na mokro...no się nie da. A naprawdę próbowałam. Dziwne jest to, że po przejechaniu cieni palcem dają w miarę mocny kolor, po zrobieniu swatchy na ręce też nie wydają się aż tak strasznie blade, jednak jak tylko ponownie dotkniemy pędzlem miejsca gdzie zaaplikowaliśmy cień na powiece dzieją się takie cuda, że głowa mała. Główną wada tego produktu jest to, że cienie są okropnie suche. Kruszą się z tego względu, rozmazują, nałożone na mokro wałkują się niemiłosiernie. Rozcieranie ich to w moim odczuciu istny koszmar.

Tak prezentują się same cienie:


Poszczególne kolory nabrane na palucha:


Na pierwszy rzut oka wygląda wszystko w miarę dobrze. Cienie na ręce:


Oraz lekko (!!) przetarte palcem:


Jednak byłam dzielna początkowo i starałam się nie zrażać, miałam nadzieję, że może to tylko kiepskie pierwsze wrażenie, a na oku efekt mnie zwali z nóg...hmmmm:


Szału nie ma...z reguły z nakładaniem cieni czy ich cieniowaniem nie mam większych problemów ale tu niestety poległam ;)

Na oku praktycznie ich nie widać, to jest zbliżenie więc jakiś taki szaro bury odcień można przyuważyć natomiast przy zdjęciu całej twarzy pojawia się zagadka pt "czy tam w ogóle są jakieś cienie?":


(Urbanku-podobieństwo do Twoich połówkowych zdjęć niezamierzone-zrobiłam tylko jedno zdjęcie całej twarzy zanim to paskudztwo zmyłam ale nie trafiłam w całą twarz więc ten kawałek wolałam obciąć :P)

Podsumowując-nie, nie i jeszcze raz NIE. Nie wiem czy trafiłam na jakiś felerny egzemplarz, ale ani trochę nie mam ochoty tego sprawdzać poprzez zakup kolejnego. 

Niezadowolona z bubla,
Panna Joanna
20 mar 2011

Zimowe podsumowane :)

Pomyślałam sobie, że skoro jutro przypada pierwszy dzień wiosny, warto byłoby jakoś podsumować mijającą porę roku. Jako wielbicielka ciepła ,słońca, balerinek, okularów przeciwsłonecznych, zwiewnych tunik i generalnie wszystkiego co nie ma związku z szarą pluchą, mrozem szczypiącym w nos, koniecznością zakładania x warstw ciuchów itd. itp. jestem niezmiernie zadowolona, że tą zacną porę roku mamy już za sobą (miejmy nadzieję!).
Od razu ostrzegam, że post będzie długim i będzie traktował o wszystkim i o niczym na raz. Osoby, które śledzą mojego bloga wiedzą, że mam tendencję do tzw. "gadania o upie Maryni" ;)
Za trzy dni minie dokładnie pół roku działalności "Świata Panny Joanny" więc-poza nastaniem wiosny, jest to kolejny powód do małego podsumowania.
Zrobiłam przegląd statystyk i wyniki, które owe statystyki ukazują bardzo mnie cieszą i pozwalają wyciągnąć wniosek, że blog Wam się podoba :) Zresztą zobaczcie sami:
















Jak widać liczba wyświetleń systematycznie rośnie (oczywiście poza marcem, który jeszcze nie dobiegł końca ;)). Bardzo mnie ten fakt cieszy, zwłaszcza, że nie podejrzewałam, że wytrwam tak długo w pisaniu tego bloga.
O czy pisałam przez te pół roku? Oczywiście o kosmetykach, dzieliłam się z Wami swoją opinią na temat różnego rodzaju mazideł, pokazywałam Wam wykonywane przez mnie makijaże, kilka razy publicznie podsumowałam moją uczelnię, dając upust swoim nagromadzonym, negatywnym emocjom ;)

Treść bloga oczywiście się nie zmieni, zmienił się za to jego wygląd, forma. Jak pewnie zauważyliście, obecnie pracuję nad tymi zmianami, część zakładek pod nagłówkiem już działa, w dalszym ciągu nie mogę się zebrać aby uporządkować recenzje kosmetyków, ale mam nadzieję, że w najbliższym czasie wygospodaruję więcej czasu aby się tym zająć. Krótki przewodnik-oprócz strony głównej znajdziecie na górze strony takie jak:
  • moje makijaże-czyli szybki przegląd przez moje prace, oczywiście galeria będzie na bieżąco uzupełniana; pod zdjęciem każdego makijażu znajduje się odnośnik do posta, w którym owy makijaż był pokazywany-pomyślałam, że tak najłatwiej będzie się poruszać po blogu, z tego względu, że etykiety odsyłają nas do wszystkich postów z etykietą "makijażu", a w tym przypadku jeśli ktoś od razu na zdjęciu zobaczy makijaż, który przypadnie mu do gustu, będzie mógł przenieść się bezpośrednio do posta, aby poczytać o nim więcej czy zobaczyć większą ilość zdjęć :)
  • galeria lakierowa-tutaj zamieszczane będą zarówno zdjęcia swatchy lakierowych jak i samych lakierowych hauli; odnośników tym razem brak, ponieważ jeśli pokazuję swatche lakierów to jest to przeważnie jedno zdjęcie, góra dwa; jak umieszczę już tam moją lakierową kolekcję wtedy mam w planach porobić odsyłacze do recenzji poszczególnych lakierów :)
  • recenzje kosmetyków-tu jak pisałam, nadal panuje posucha, będzie to z pewnością najbardziej rozbudowana zakładka, dlatego wciąż szukam pomysłu, jak to zrobić aby było jasne i przejrzyste :)
  • o mnie-czyli krótki życiorys ;) konkretnie przytoczenie historii skąd ja się tu w ogóle wzięłam; jeśli ktoś będzie miał niedosyt mojego beblania, to zapraszam serdecznie do lektury tejże zakładki :)
  • kontakt-w tym przypadku chyba wiele tłumaczyć nie trzeba-znajdziecie tam adres e-mail, pod który możecie wysyłać dowolną ilość wiadomości z wszelakimi zapytaniami-jak już pisałam-na wszystkie chętnie odpowiem :)
Na chwilę obecną więcej pomysłów na takie zakładki nie mam, myślę, że te obecne ułatwią poruszanie się po blogu i dzięki nim sam blog będzie bardziej przejrzysty. Jeśli macie jakieś pomysły odnośnie tego, jaką część bloga można by jeszcze wyodrębnić do osobnej strony-piszcie śmiało :)

Wracając do podsumowań, bo chyba zamiast podsumowywać to ja tu w przyszłość wybiegam-zima wiązała się z wieloma kosmetycznymi zakupami, odkryciami, makijażami inspirowanymi tą paskudną porą roku. Jeśli miałabym wybrać ulubiony kosmetyk jaki trafił do mnie zimą to pewnie musiałabym myśleć nad tym całą noc, dlatego też wymienię kilka moich perełek:
-miejsce pierwsze zajmuje bezapelacyjnie podkład matujący firmy Catrice, kupiony już u schyłku zimy; mimo, że jest to odkrycie niedawne, zdecydowanie jest moim faworytem :)
-miałam mnóstwo przepraw z tuszami do rzęs, jednak zawsze wracałam do regularnie zdradzanego Multi Action z Essence; obecnie odkryłam jego zamiennik o trochę lepszej jakości, jednak zanim na stale zajmie miejsce MA musi przejść jeszcze wiele prób :)
-na nowo odkryłam pasję i miłość do lakierów; oczywiście paznokcie malowałam już wcześniej, jednak przez zimę udało mi się doprowadzić do dosyć dobrego stanu moje skórki, w kosmetyczce pojawiło się wiele nowych lakierów; moim faworytem jeśli chodzi o tą kategorię jest lakier Bell, z serii Fasion Colour w odcieniu pięknej, soczystej czerwieni (nr 309)
-zimą w szafie Essence gościły...2 limitowane edycje? Biorę pod uwagę jeszcze Return to Paradise, które przeleżało w szafach niemalże całą zimę...z tej kolekcji zdecydowanie wybija się na prowadzenie paletka cieni "Palm Tree Party", której przez długo, długo używałam codziennie ze względu na cudny odcień chłodnego brązu znajdujący się w tejże paletce
-zmieniłam nawyki jeśli chodzi o pielęgnacje mojej cery-odkryłam kilka fajnych kosmetyków, które pokażę Wam w osobnym poście :)

Jeśli chodzi o makijaże to postanowiłam posiłkować się statystykami, które pokazuję, że najcieplej (wbrew zimnej porze roku) zostały przyjęte makijaże....

zamieszczony krótko przed nastaniem zimy, jednak komentarze pod nim pojawiały się jeszcze długo potem, oraz....



Cóż jeszcze przyniosła ze sobą zima? Nie tak dawno zaczęły napływać do mnie propozycje testowania i recenzowania kosmetyków. W tym miejscu chciałabym zaznaczyć, że jeśli takie recenzje będą się na blogu pojawiać to zawsze będą one subiektywną oceną, całkowicie niezależną i jak najbardziej szczerą. Na blogu została już przedstawiona recenzja nowego tuszu Maybelline One by One, którą możecie zobaczyć TUTAJ.
Wkrótce pojawi się notka o nowym produkcie firmy Astor, z która ostatnio nawiązałam współpracę :) Na razie wciąż jestem w fazie testowania, jak tylko wyrobię sobie opinię na temat tego produktu-od razu się nią z Wami podzielę.

Zima przyniosła ze sobą jeszcze jedną zasadniczą zmianę. Mimo, ze sprawa jest prosta jest to temat conajmniej na przydługawe wypracowanie, a że sam post już się robi dosyć obszerny, postaram się przedstawić problem na skróty. Zawsze uważałam się za osobę o ciemnej karnacji, opalałam się już od momentu kiedy tylko słońce przygrzewało na tyle mocno aby móc odsłonić nieco ciała w jego kierunku. Miałam krótka przygodę z solarium, na którym notabene pracowałam (i tam mi przeszły chęci na dalsze eksperymenty). Na szczęście poszłam po rozum do głowy i....zbladłam. Wydawać by się mogło banalne, jednak zimą ratowałam się sztuczną opalenizną (wmawiając sobie, że to dla podtrzymania koloru, a fuj), a kiedy widziałam, że robię się bledsza posuwałam się do takich czynów jak smarowanie się kremami brązującymi czy nawet...uwaga...używanie zbyt ciemnych podkładów. Teraz jak o tym pomyślę, to oczywiście zastanawiam się gdzie i po co wywiało wtedy moje szare komórki, ale jak to się mówi-człowiek był młody i głupi. W tą zimę nastąpił u mnie przełom w tym temacie, głownie za sprawą wątku "jasnoskórowego: na wizażu, na który trafiłam jakoś zupełnie przypadkiem...zaczęłam przeglądać, natknęłam się na kilka zdjęć i pomyślałam, że bladość jest piękna :) Wpływ na mój odrzut od opalenizny miała również wakacyjna praca na solarium-napatrzyłam się tam na skwarki, widziałam jak ładne dziewczyny na siłę się przyciemniają, co drugi człowiek wchodzący wtedy do salonu był wręcz pomarańczowy i sztuczne opalanie przeszło mi całkowicie. Potem z kolei zaczęłam obserwować bloga Urbanka (mua :*), której blada cera wprawia mnie w zachwyt za każdym razem kiedy Urbi pokazuje nam swe piękne, blade lico :)
Poza tym w bladości czuję się o wiele wiele lepiej, mam wrażenie, że moja cera jest dużo zdrowsza. Zaskoczeniem jest dla mnie jak bardzo udało mi się od wakacji zejść niemal całkowicie z koloru. W okolicach mikołajek dostałam od Magdy z bloga Polish Makeup Bag podkład wygrany w jej giveaway'u w odcieniu, który wtedy był dla mnie sporo za jasny. W obecnej chwili podkład czeka być może na lato, ponieważ jest dla mnie...za ciemny....Zaczęłam się również intensywnie filtrować-póki co używam 20 ale za to jestem konsekwentna i smaruję się nim regularnie, na lato zamierzam przerzucić się na wyższy filtr.
Żeby nie było, że gadam od rzeczy jak poparzona, mam dla Was małe zdjęcie porównawcze, na którym zobaczyć można jak bardzo zmienił się kolor mojej skóry:


(tak wyglądałam pod koniec zeszłorocznych wakacji)


(a to jedne z moich aktualnych zdjęć)


Która wersja Panny Joanny jest Waszym zdaniem lepsza?:)

Podsumowanie uważam za wykonane, naprodukowałam się, że aż miło :D
Życzę Wam miłej lektury i zapraszam do dalszego odwiedzania "Świata Panny Joanny" :)
Buziaki, 
Panna Joanna
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...