WoleProstoHeader

28 lut 2011

Makijaż urodzinowy-step by step :)

Zgodnie z obietnicą przygotowałam dzisiaj krótki stepik makijażu, o który prosiła mnie jedna z czytelniczek :)

Makijaż robiony rano, a więc przy zupełnie innym świetle niż ten, który pokazywałam Wam ostatnio. Sam makijaż wydaje się z tego powodu mniej błyszczący i trochę jaśniejszy.

1. Na powieki nakładam bazę pod cienie (ja użyłam bazy firmy KOBO)


2. Od połowy długości górnej powieki nakładam szary, mieniący się na srebrno cień.






3. Pozostała część powieki pokrywam niebieskim, mieniącym się na złoto pyłkiem.





4. Na granicę cieni nakładam biały, matowy cień i rozcieram.





5. W zewnętrznym kąciku nakładam czarny, matowy cień tworząc kształt litery "V". Rozcieram :)





6. Dolna powiekę  pokrywam-czarnym cieniem od połowy do zewnętrznego kącika oraz od wewnętrznego do środka niebiesko-złotym (tym co na górnej powiece). Łączę ze sobą obydwa kolory.





7. Tuszuję rzęsy. Gotowy makijaż oka:







Kilka zdjęć całej twarzy. Na polikach mam róż Inglota nr 81, o którym pisałam wczoraj :)
(oraz kilka zdjęć samego różu w świetle dziennym-w słońcu oraz w cieniu)





Róż (moja nowa miłość :D):

Muszę go naprawdę bardzo pochwalić-dzisiaj trzymał się mych polików przez cały dzień!

Jutro wrzucę dokładniejsze zdjęcia pędzelków z H&M ponieważ kilka osób się nimi zainteresowało i pytało o szczegóły :)

Pozdrawiam,
Panna Joanna
27 lut 2011

Niedzielne nadrabianie :)

Dzisiaj w końcu miałam czas na cokolwiek, z góry Was przepraszam za dosyć długą (jak na mnie :)) nieobecność ale sprawy na uczelni niestety zabierały mi tyle czasu, że spać kładłam się przeważnie jak większość ludzi była już całkiem dobrze wyspana. Co się więc działo podczas mojej nieobecności?

1) Przede wszystkim na Waszych blogach powstało mnóstwo nowych notek, które dzisiaj sobie ogarnęłam.
2) Pisałam w czwartkowy wieczór uroczy egzamin z równie uroczego przedmiotu jakim jest mechanika płynów i przez większość czasu zamiast liczyć straty hydrauliczne na kolankach, kontemplowałam nad niesamowitym poczuciem humoru naszej Pani Doktor, która tak zabawny ułożyła ten egzamin, że kilka osób ze śmiechu to się mało nie podusiło. Tak więc-warunkowicze wszystkich uczelni świata-łączmy się!
3) Żeby była równowaga w przyrodzie-musiałam sobie jakoś osłodzić swój marny żywot więc do mojej kosmetyczki wpadło kilka kosmetyków. Na przykład dzisiaj wpadło...zupełnie samo i zupełnie przypadkiem ;) Nawet porobiłam zdjęcia paru rzeczom i jak dacie radę doczytać tego posta do końca to gdzieś tam dalej powinny się jakieś recenzje pojawić :)
4) Zostałam już kilkukrotnie otagowana więc zaraz zabieram się do odpowiedzi na owego taga i tagowania dalej!:)

5) Jedna z czytelniczek poprosiła mnie o zrobienie stepa do makijażu urodzinowego, który pokazywałam TUTAJ. Jako, że jutro mam zajęcia dopiero na 14, stepik pojawi się w najbliższych dniach :)

Zacznę może od małego kosmetycznego przeglądu i jednocześnie krótkich recenzji produktów, które ostatnio trafiły do mojej kosmetyczki.
W końcu zakupiłam podkład na który czaiłam się już od dłuższego czasu, a którego kupno jakoś tak zawsze odkładałam na nieokreśloną przyszłość. Mowa o Pharmaceris'ie. Wg producenta jest to "delikatny fluid intensywnie kryjący o przedłużonej trwałości SPF20". Jakie są moje odczucia? Przede wszystkim podkład rzeczywiście daje solidne krycie, używając go nie muszę się dodatkowo babrać korektorem (od razu zaznaczam, że korektor u mnie jest w użyciu jedynie w okolicach nosa gdzie muszę zakryć zaczerwienienia oraz pod oczami gdzie żyją sobie i mają się dobrze dosyć pokaźne sińce). I z tego aspektu jestem naprawdę zadowolona zwłaszcza, że niejeden korektor sobie z moimi ciemnymi obwódkami pod oczętami nie radził. Ale w związku z tym mocnym kryciem istnieje również ryzyko narobienia sobie tzw, tapety. Ja ten podkład nakładałam zwilżoną gąbeczką (patent zaczerpnięty od Brunetki KLIK!) i dzięki temu fluid idealnie wyrównuje koloryt skóry, kryje co trzeba, stapia się ze skórą, ale nie robi maski. Używam go od jakiegoś tygodnia i nie wpłynął w żaden niekorzystny sposób na moja cerę, nie zapchał itp. Jeżeli chodzi o jakiekolwiek działanie matujące to powiem wprost-matu się absolutnie nie należy po tym produkcie spodziewać. Dla cer typowo tłustych może się nie nadawać. Ja akurat z tym problemu nie mam, przysypię go sypkim pudrem (Inglotem bądź My Secret) i makijaż jest matowy i trwa w takim stanie przez kilka godzin. Potem w ciągu dnia w miarę potrzeb albo go poprawiam albo nie. Trwałość oceniam bardzo pozytywnie-tak jak pisałam jest kilka godzin (ok.5-6) potem w zależności od warunków różnych wszelakich wymaga poprawek bądź nie. Z odcieniem trafiłam w dziesiątkę-wybrałam najjaśniejszy wariant i okazuje się, że znalazłam idealny kolor dla mojej skóry. Także dla bladych cer jak najbardziej polecam, choć może nie tych ekstremalnie białych. Nie dostrzegam w nim żadnych różowych tonów, już prędzej żółte, choć tu mogę się mylić bo często mam problem z wyłapaniem czy odcień jest beżowy czy już żółtawy. Podkład jest zamkniętym w poręcznej buteleczce z pompą, która pozwala na wydobycie takiej ilości produktu na jakiej nam zależy. Pojemność to 30 ml, do tego jest bardzo wydajny więc zakładam, że starczy na dosyć długo, więc cenę (ok. 35 zł) uznaję za całkowicie niewygórowaną. Nie jestem pewna jak z jego dostępnością-podkład jest dostępny w aptekach i ja akurat miałam szczęście, ponieważ weszłam do tzw. pierwszej z brzegu i od razu go znalazłam.
Poniżej zdjęcia, w tym jedno porównujące z podkładem Very Me z Oriflame w odcieniu Porcelain (jet to najjaśniejsze z posiadanych przez mnie mazideł do twarzy):



Dzisiaj będąc na zakupach wstąpiłam do H&M i zamiast buszować między wieszakami z ubraniami zaczęłam intensywnie rozglądać się w części z kosmetykami. Cel miałam jeden-szukałam pędzelków, o których jakiś czas temu pisała na swoim blogu Brunetka. Bardzo mnie to wtedy zaintrygowało i pomyślałam, że jak tylko się na nie natknę to zakupię coby wypróbować. No i znalazłam-na pierwszy ogień zakupiłam dwie sztuki-jednostronny do cieni i dwustronny do podkładu+pudru bądź różu. Po powrocie do domu oczywiście w trybie natychmiastowym musiałam je przetestować i przyznam, że jestem absolutnie oczarowana. Podkład rozprowadza się tym pędzelkiem bajecznie, drugiej strony użyłam do różu, głownie ze względu na to, że do pudru wydaje mi się nieco za mały, za to do różu jest idealny-nie jest całkowicie mięciutki, włosie jest dosyć sztywne dzięki czemu świetnie się nim nabiera róż oraz go rozsmarowuje. Pędzel do cieni jest dosyć spory więc na pewno poradzi sobie z rozcieraniem cieni czy nakładaniem ich na większą partie powieki. Biorąc pod uwagę cenę (do cieni ok 5 zł, do podkładu+różu ok 15 zł) stwierdzam, że to bardzo udany zakup i planuję kolejne-zwłaszcza takiego małego uroczego kabuki.





Przy okazji wyżej wspomnianych zakupów zdarzyło mi się przechodzić koło wyspy Inglota i w pewnym momencie jeden z róży, które leżały sobie wśród testerów, krzyknął do mnie: "Musisz mnie mieć! Spójrz jaki jestem piękny-nie mam drobinek, jestem idealnie matowy i mam taki wspaniały kolor!". No przekabacił mnie po prostu...I mówił prawdę na swój temat-kolor jakiego szukałam już jakiś czas, matowy-nie ma ani drobinek ani perłowego połysku. Żeby nie nadszarpnąć zbytnio budżetu postanowiłam zakupić tego podstępnego kusiciela w wersji freedom system. Nie narzekał na fakt, że zamknęli go w średniej urody opakowaniu-liczyło się tylko to, że jesteśmy razem :D
Numer różu to 81 :)

Zdjęcia absolutnie nie oddają jego uroku-postaram się wrzucić jego zdjęcia również w świetle dziennym wtedy może lepiej będzie widać jego rzeczywisty kolor (zdjęcia na placach i ręce są bardziej zbliżone do rzeczywistej barwy; zdjęcie samego różu wyszło zbyt różowe...):





Piękny jest :D

Na prawie sam koniec (taga zostawiłam sobie jako tę wisienkę na trocie :D) Chciałam się pochwalić jakie ładniutkie błyskotki dostałam na urodziny-uwielbiam bransoletki (w przeciwieństwie do wisiorów-mam może 3 i tak rzadko noszę) więc trafiając w moje gusta mama oraz przyjaciółka sprezentowały mi takie oto błyskotki-z lewej prezent od mamy, bransoletka stylizowana na popularną w ostatnich czasach Pandorę (to akurat żadna Pandora nie jest-koleżanka mojej mamy w ramach hobby tworzy takie takie cudeńka) i strasznie mi się ona podoba, z prawej bransoletka od przyjaciółki, która również została już w ramach sympatii do owej bransoletki, przymocowana trwale do mojego chudego nadgarstka tuż obok swojego sąsiada z lewej :)







No a teraz tag! Czuję się zaszczycona ponieważ zostałam otagowana przez aż trzy osoby!
Skąd przywędrował do mnie tag? 
1) Od kleopatre, której bloga (KLIK!) czytam i bardzo Wam wszystkim gorąco polecam!
2) Od n_talci (KLIK!), którą również podczytuje :)
3) Od Lilla My (KLIK!), na której bloga dopiero teraz trafiłam, ale na pewno tam wrócę :)
Bardzo Wam dziewczyny dziękuję i bardzo się cieszę, że komuś podoba się to co tutaj robię i o czym pisze :)


Jakie są zasady taga?
1. Podziękuj i napisz adres bloga który wręczył Ci nagrodę.
2. Napisz siedem faktów o sobie.
3. Podaj siedem blogów na które najczęściej i najchętniej wchodzisz .
4. Powiadom te blogi o wygranej.


Pierwszy podpunkt już spełniłam, więc przechodzę do kolejnego :)

1. Jestem uzależniona od kosmetyków. Jest to fakt, o którym wie chyba każdy kto czyta tego bloga ;)
2. Jako, ze jestem uzależniona od kosmetyków, jestem również uzależniona od malowania-jest to coś co uwielbiam, taki mój poranny rytuał kiedy wyciągam swój pokaźnych rozmiarów kuferek i wyciągam z niego swoje mazidła :)
3. Mam dużego, jasnego psa. Uwielbiam swojego dużego, jasnego psa. Nawet pomimo tego, że jej długie, jasne futro codziennie muszę pracowicie strzepywać ze swoich ciuchów.
4. Mam również chłopaka. Jego również uwielbiam. Mamy zwyczaj robienia sobie własnoręcznie urodzinowych prezentów. Kiedyś Wam pokażę co do tej pory wymyślił :)
5. Studiuję na Politechnice Śląskiej. Wybrałam sobie ambitny kierunek i teraz pokutuję.
6. Mam młodszą siostrę, która podbiera mi kosmetyki. A nawet mimo tego nie widać w nich zbytniego ubytku.
7. Mam również rodziców. Do dzisiaj nie wiem jak naprawdę się poznali. Średnio raz do roku wymyślają nową wersję. Dodam, że z roku na rok są one coraz bardziej kosmiczne.

Faktem jest również, że  nie nigdy nie wiem jakie fakty o sobie mogłabym podać :)

Punkt, trzeci, czyli kogo typuje Panna Joanna!
1. The Urban State of Mind (KLIK!)-za recenzje cudnych kosmetyków, niezwykły gust i piękne oczy :)
2. Days in colours (KLIK!)- za telepatię (nie raz i nie dwa w tym samym czasie wpadłyśmy na to samo :))
3. Thank God I'm a Woman (KLIK!)-dwujęzyczny blog o kosmetykach, ciekawe i zwięzłe recenzje :)
4. Tysiąc jeden pomysłów i pasji (KLIK!)-moja imienniczka pisze o tym, co wszystkie Joanny lubią najbardziej :)
5. Moja paleta barw (KLIK!)-blog stosunkowo świeży, ale dobrze się zapowiadający :)
6. Jak pięknie być kobietą (KLIK!)-Agnieszkę znam i uwielbiam :) polecam wszystkim :)
7. Welcome to my beauty prison (KLIK!)-jak wyżej :)

(kolejność losowa)

Jest jeszcze wiele innych blogów, które regularnie czytam i które chciałabym polecić, dlatego właśnie wpadłam na pomysł, żeby stworzyć oddzielnego posta na temat tego co czytam, dlaczego czytam i dlaczego polecam.
Żeby dopełnić dzieła muszę jeszcze spełnić punkt 4, więc teraz się z Wami żegnam i życzę miłej lektury :)

Pozdrawiam,
Panna Joanna
23 lut 2011

Uczelnianych zwierzeń ciąg dalszy!

Może zacznę od.......JUUUPIIII!!!! Zdałam tę cholerną termodynamikę :D Nie wyobrażacie sobie nawet w jakie szczęście mnie to wprawiło, mam już pewność, że mogę sobie studiować dalej...nawet jeśli jutrzejsza mechanika płynów pójdzie jak krew z nosa to zawsze mam możliwość wzięcia warunku więc odetchnęłam :D
Bardzo Wam wszystkim dziękuję za trzymanie kciuki i tak liczny odzew-Wasza pozytywna energia widocznie pomogła :)
Tak więc-studiujemy dalej!

Trzymajcie się ciepło!
Panna Joanna
22 lut 2011

Tyyyyyleeee się dzieje!

Tyleee się dzieje, że biedna nie mam czasu na blogowanie...
Bieżący tydzień będzie chyba jednym z najbardziej intensywnych w ostatnich i przypuszczalnie przyszłych czasach. Po pierwsze primo-trwa sesja poprawkowa-zostały mi dwie rzeczy do zdania i niestety przynajmniej jedną z nich muszę zdać coby pozostać na Wielce Szanownej Politechnice. Jest to o tyle smutne, że w tym semestrze naprawdę się sprężyłam, do sesji zdałam wszystko co musiałam, dzięki czemu na czas intensywnego eliminowania studentów zwanego potocznie sesją, zostały mi same egzaminy, których nie było możliwości zdać wcześniej. Jeden zaliczyłam od razu, z kolejnego zaliczyłam same zadania, a z trzecim niestety muszę zmierzyć się całkowicie po raz kolejny. O systemie oceniania na Politechnice Śląskiej się nawet nie wypowiadam-wszyscy wszystko wiedzą doskonale na ten temat ale oczywiście nic się nie da zrobić i metoda sprawdzania prac nazywana pieszczotliwie "kartki-stół-ziemia" jeszcze długo długo będzie na porządku dziennym.
Dzisiaj czeka mnie PIERWSZE WAŻNE STARCIE-z teorią z termodynamiki technicznej. Zadanka udało mi się ostatnio machnąć na ocenę dobrą, ale teoria mnie niestety przerosła, gdyż ależ ponieważ Pan Profesor Doktor Wielce Rehabilitowany etc., etc. nie widzi różnicy między teorią a praktyką, w związku z czym egzamin z teorii w jego wykonaniu to po prostu miniaturowe zadanka, w których brak danych i niejasno sformułowane pytania powodują, że każdy student, który spojrzy na owe zadanko ma w głowie kisiel zamiast mózgu i jego źrenice układają się w słowa "aleosochodzi?". W międzyczasie przeważnie następuje spora ilość przekleństw, z którymi nikt się specjalnie nie krępuje, więc Panowie Robotnicy z Budowy słynący z kwiecistej mowy polskiej, wchodząc na aulę gdzie odbywa się egzamin, zapewne by zaniemówili.
Także bardzo Was wszystkich proszę nieśmiało o trzymanie kciuków i jakiś przekaz pozytywnej energii, gdyż w momencie kiedy mi się nie uda zaliczyć mojego ulubionego ostatnio przedmiotu, moja złość osiągnie wartości krańcowe i spowoduje duży uszczerbek w pięknie Politechniki Śląskiej, którą wysadzę w powietrze samym spojrzeniem spod byka.
A pozostając jeszcze w temacie studiowania-mój plan zajęć na nadchodzący semestr wygląda niezwykle zachęcająco-większość wykładów i innych zajęć późnymi popołudniami czy tez już nawet wieczorami z powodu remontu auli, która moim zdaniem wyglądała całkiem nieźle, więc nie wiem po co ją remontować i uprzykrzać nam życie. I tak, owszem-to jest uprzykrzanie nam życia, ponieważ o tak bzdurnych godzinach nikt na te wykłady chodzić nie będzie, co zapewne spowoduje zwiększenie się trudności zaliczeń i egzaminów końcowych co najmniej trzykrotnie. Egzamin dziś też piszę wieczorowo-start godzina 19 :] Przy dobrych wiatrach skończymy koło 10 <strzelasobiewłeb>.
Z pozytywnych rzeczy jakie przytrafiły/przytrafią mi się w ten paskudny tydzień to po pierwsze primo-urodziny :D Wczoraj stuknęło mi tzw. "oczko" w związku z którym w piątek Panna Joanna urządza tzw. bibę (tu następuje po drugie primo :)) Szczerze mówiąc myśl o tym piątku dzielnie trzyma mnie przy życiu-świadomość, że po tych wszystkich cudnych przeżyciach siądę ze znajomymi w knajpie i będę się mogła w spokoju raczyć trunkami wiedząc już jaki los mnie czeka w najbliższym czasie, jakoś pozytywnie wpływa na mój stan umysłu.

Nie mam pojęcia czy ktoś dotrwał do końca tej notki-jeżeli tak to gratuluje-ja bym się pewnie poddała. Żeby nie było, że przyszłam tylko pomarudzić, wrzucam zdjęcie wczorajszego makijażu. Na razie tylko dwa zdjęcia bo resztę muszę poprzycinać. Jak wrócę do życia w weekend obiecuję, że uzupełnię notkę o zbliżenia oka i tym podobne bajery :D



Do usłyszenia wkrótce,
Panna Joanna :)
18 lut 2011

Trochę słońca!

Na słońce jeszcze trochę musimy poczekać na naszej nieszczęsnej szerokości geograficznej, ale to nie znaczy, że nie możemy sobie tego słońca wprowadzić nieco w szarą rzeczywistość :) Makijaż zmalowany z okazji bólu głowy-rano niestety obudziłam się z potwornym bólem głowy i musiałam odczekać aż jakiś Ibum się we mnie wsiąknie zanim zasiądę do nauki i tak o to podczas owego oczekiwania urodziło się spod mych pędzli takie coś.
Chciałam wypróbować płyn do pigmentów firmy KOBO, który zakupiłam parę dni temu, dochodząc do wniosku, że skoro już weszłam w posiadanie 44 nowych cieni/pigmentów/minerałków w formie sypkiej to przydałoby się coś co pomogłoby mi z nimi współpracować :) Tradycyjną bazę pod cienie również firmy KOBO uwielbiam, jednak do sypańców potrzebowałam czegoś co pozwoli mi nie tylko maksymalnie wydobyć kolor ale również ułatwi nieco aplikację. Wahałam się między Duraline Inglota, a właśnie KOBO, jednak po dobrych doświadczeniach ze zwykłą bazą ich firmy zdecydowałam się na tę drugą. Po wstępnych testach jestem bardzo zadowolona-kolory są głębokie, świetnie aplikuje się je na mokro przez co są jeszcze bardziej intensywne.
Używałam już tego płynu na dwa sposoby:
-najpierw aplikowałam go na powieki, następnie wklepywałam cienie-efekt był bardzo dobry, kolory wydobyte, sposób sprawdzi się do każdego makijażu
-mieszałam cień z płynem i w takiej "mokrej" formie nakładałam na powieki, następnie dodatkowo nakładałam sam suchy cień-w tej wersji można uzyskać naprawdę mocne nasycenie



Jak będę mieć więcej czasu wkleję zdjęcia porównawcze- cieni bez bazy, z bazą, z płynem. Na chwilę obecną mam dla Was makijaż, który wykonałam na tym właśnie płynie, bez użycia tradycyjnej bazy, stosując jednocześnie obie wymienione przeze mnie wyżej metody.




Pozdrawiam,
Panna Joanna :)
15 lut 2011

Haul, makijaż i coś co mi bardzo poprawiło nastrój :D

Zacznę może od tego co mi poprawiło nastrój, a mianowicie....przyszła do  mnie paczka od Hexxany (KLIK!). Niedawno wygrałam w jej losowaniu nagrodę pocieszenie i dzisiaj owo pocieszenie do mnie dotarło :) Kiedy otworzyłam szczelnie zamkniętą paczuchę moim oczom ukazał się widok niezwykły-MASA, dosłownie mnóstwo odsypek cieni i nie tylko z tego co się zorientowałam, jeśli się nie mylę są to minerałki (od razu zaznaczam, że mogę się mylić gdyż z minerałami nie miałam styczności do tej pory niestety, ale sugeruję się słowem MICA widniejącym na większości woreczków :P). Oprócz tego odlewka toniku z Lusha (tuuu nastąpił kolejny okrzyk radości bo już dawno chciałam wypróbować coś z tej firmy) oraz próbki z Physiogel'a (o tej firmie też już się naczytałam wiele dobrego więc jak można się domyślić w tym miejscu następuje kolejny  okrzyk).
Dziękuję Ci Hexxano kochana (moja imienniczko zresztą jak się okazuje :D) jeszcze raz bardzo, bardzo! Trafiłaś w mój gust bezbłędnie. Cała zawartość paczki sprawiła mi wiele frajdy, ale jak się zapewne domyślasz, szczególny entuzjazm wzbudziły we mnie te piękne, kolorowe cienie, które na pewno pomogą mi w tworzeniu kolejnych makijaży :)

Żeby się nieco pochwalić, załączam zdjęcia (a co!:)):


 


W tytule zawarłam również makijaż więc teraz jego kolej :) Po wczorajszym, lekko różowym make-upie zachciało mi się czegoś mocniejszego ale w podobnej kolorystyce, więc dziś powstało takie oto cuś-ciemny, zgaszony róż połączony z fioletową szarością i czystą szarością, rozświetlony odrobina złota :) Tu pochwalić muszę kredkę firmy Essence LL w kolorze "Almost Famous", która bardzo dobrze się spisała w owym rozświetlaniu oka. Oprócz kredki do makijażu użyłam: podkład Very Me firmy Oriflame w odcieniu Porcelain, pudru sypkiego Inglota (odcień 14), korektorów Essence, pudru Essence z Into the Wild, kredki do brwi Essence (tak wiem, jestem monokosmetyczna ;)), bazy pod cienie KOBO, tuszu Maybelline Lash Stileto (odcień Brown) oraz moich pechowych pigmentów(róż, szary, fioletowo-szary; złoto na powiece to w całości zasługa kredka AF). Całość wygląda następująco:







Na koniec zostawiłam sobie mały haul. Wczoraj- jak już pisałam, zrobiłam mały napad na Katona, gdzie udało mi się po raz pierwszy w życiu zobaczyć na własne oczy druga szafę Essence oraz wiele innych kosmetyków, których raczej w w pierwszym z brzegu Rossmanie nie dostaniemy. Z Essence dorwałam odzywkę ultra utwardzającą paznokcie, biały lakier do stempli oraz dodatkową, prostokątną płytkę, no i ww kredkę Almost Famous.
Z kredki jestem zadowolona, tym bardziej, że wiele osób narzeka, ze jest kompletnie niewidoczna i generalnie do niczego się nie nadaje. Ja jestem zupełnie innego zdania-owszem kredki nie widać może tak bardzo jak powiedzmy-białej, ale zdecydowanie dużo dobrego robi dla oka. Ładnie rozświetla spojrzenie jeśli zaaplikujemy ją na wewnętrzny kącik czy pod brew, nałożona na linię wodną lekko otwiera oko ( nie jest może tak widoczna jak np. Topaz Stilli, ale ja mimo wszystko widzę różnicę z nią i bez niej). Do tego dochodzi dobra trwałość, niska cena, pięknie migoczące delikatne złote drobinki. Jestem na tak :)
Lakier do stempli wypróbowałam, jak również płytkę i wniosek jest taki-wcale nie jestem tak kaleczna jak mi się wydawało-płytka, którą miałam w podstawowym zestawie musiała być po prostu felerna, ponieważ nawet lakier do stemplowania sobie z nią nie poradził, z kolei z płytką dodatkową zgrał się bardzo dobrze. Inne lakiery o bardziej gęstej i mocniej napigmentowanej formule też dawały radę na dokupionej płytce więc płytkę podstawową wyrzuciłam do kosza.
O odżywce na chwilę obecną nic nie napiszę, muszę ją najpierw dobrze przetestować i trochę dłużej poużywać zanim wyrobię sobie o niej zdanie. Ale na KWC ma dosyć dobre opinie więc jestem dobrej myśli.
Poza Essencowymi zdobyczami zakupiłam również dwa lakiery z Vipery, z serii Jumpy. Nigdzie wcześniej ich nie widziałam i bardzo nad tym ubolewałam więc jak tylko dojrzałam je półeczce wiedziałam, że będą moje :D Wybrałam dwa kolory-163 oraz 167.  Pierwszy to trudny do określenia kolor, coś pomiędzy błękitem a miętą. Na początku myślałam, że to taka przykurzona mięta, ale jednak ten niebieski trochę przebija. Drugi kolorek to jaśniutki szary, jeszcze nie próbowałam :)


 (zdjęcie nie do końca oddaje kolor)

Miałyście może styczność z lakierami Jumpy? Jakie kolory polecacie?:)

Do usłyszenia i buziaki, 
Panna Joanna :)
14 lut 2011

Walentynkowo!

Ja co prawda Walentynek nie obchodzę mimo to mam dziś dla Was walentynkowy makijaż i walentynkowego psa, który pożera walentynkowego lizaka :)





I na dokładkę mój piesio, który również poczuł SMAK walentynek :)


Teraz jeszcze mała informacja dla Gliwiczanek bądź dziewczyn w okolicach Gliwic mieszkających-na ul. Wyszyńskiego w Katonie mamy DWIE szafy szafy Essence :)! Nie sądziłam, że kiedyś tego doczekam a tu taka niespodzianka :D Oprócz tego sam Katon jest bardzo dobrze zaopatrzony-widziałam tam szafę Bourjois, Loreala, Eveline (tak, cała szafę:P), JOKO, Paese (również ta taka nowa seria-Retro Style-po nia chyba tam wrócę bo opakowania kuszą), Virtual, z lakierów rzuciły mi się w oczy-Adosy, Eveline, Bell, Vipera (mam moje pierwsze dwa Jumpy!), Paese i wiele wiele innych :) Także jeśli Wam po drodze to bardzo zachęcam :)


Już wkrótce-lutowo-katonowy haul :)

Pozdrawiam,
Panna Joanna :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...