WoleProstoHeader

31 sty 2011

Essencowe zdobycze :)



Dostałam od jednej przemiłej czytelniczki (dziękuję :)) informację, że w mojej Naturze dostępna jest już nowa limitowanka firmy Essence, I Love Berlin. Na drugi dzień pognałam do Natury żeby zobaczyć to na własne oczy i....jest! :D
Uradowana niemiłosiernie, z obłędem w oczach pognałam do szafy, przy której kilka osób podziwiało to niebywałe zjawisko jakim było uzupełnienie standu w szafie ww firmy. Obłęd w moich oczach zwiększył się dwukrotnie ponieważ do obsesyjnej chęci dostania się jak najbliżej szafy dołączył strach, że zanim się tam dopcham nie zastanę na półeczce tego czego pragnę. Na całe szczęście obejrzałam całe mnóstwo słoczów w przybytku zwanym internetem, zorientowana w kolorach, wymiarach i cenach byłam na długo przed tym aż limitka zawitała do Polski, więc nie musiałam specjalnie długo dumać co muszę stamtąd porwać i wykorzystując moment nieuwagi jednej z osób najwyraźniej głęboko zastanawiającej się co to takiego i co by tu z tego zakupić i po co i za ile, wymacałam produkty, które bardzo chciały wrócić ze mną domu :)
Tak więc dzisiaj przedstawiam Wam moje nabytki w postaci lakierów sztuk 3, paletki sztuk jedna i...bonusu, który pomachał do mnie z koszyka wyprzedażowego kiedy niczego nieświadoma i zupełnie niewinna maszerowałam do kasy :)


Tak prezentują się całe zakupy, a poniżej poszczególne człony. Zdjęcia i "kilka słów o":
Lakiery! Wybrałam 3 kolory: 01 I LOVE THIS CITY, 02 I'M A BERLINER, 03 GREEN GRASS. Wszystkie trzy świetnie kryją, jedna warstwa wystarcza w zupełności, jedynie przy kolorze różowym można odczuć potrzebę aby dodać warstwę drugą. Kolory dosyć oryginalne, różowy to taki nie do końca róż, ja tam widzę jakieś łososiowe nutki aczkolwiek do Heart Chakry z limitowanki Into the Wild nie jest specjalnie podobny, głównie ze względu na większe nasycenie koloru. Ten kolor jest moim faworytem jeśli chodzi o lakiery z edycji berlińskiej, niby taki cukierkowy i słitaśny, ale absolutnie nie sprawia, że nasze dłonie wyglądają jakbyśmy je dokręciły od lalki Barbie. O ile różowych lakierów z zasady jakoś specjalnie nie lubię, ten wyjątkowo przypadł mi do gustu. Pozostałe dwa kolory to dwie odsłony zielonego-jedna jasna, żywa soczysta i druga-ciemniejsza z domieszką niebieskiego. Na chwilę obecną czekają na wiosnę. Teraz raczej nie odważyłabym się wyskoczyć z paznokciami pomalowanymi na zielono, ale może w swoim czasie bardziej przypasują mi do sytuacji. Póki co-włada nimi moja siostra, której ich zieloność nie przeszkadza :)
Wszystkie lakiery są kremowe, nie mają żadnych nawet malutkich drobinek. Trwałość porównywalna z pozostałymi lakierami Essence-LOVE THIS CITY noszę od sobotniego południa, nie ma żadnych odprysków, lakier jedynie delikatnie przetrł się na końcówkach, ale jest to na tyle niezauważalne, że jeszcze może sobie na pazurkach posiedzieć. Pojemność-8 ml więc całkiem sporo, jeśli się nie mylę to wielkością lakiery odpowiadają Multi Dimension, które dostępne są w stałej ofercie.
Podsumowując-kolory świetne, zwłaszcza na wiosnę, kryjące (słyszałam, że świetnie nadają się do stempelkowania), podobnych raczej nie znajdziemy w ofertach innych firm (a na pewno tego jasno zielonego:)). Za tę cenę (6,99zł) naprawdę warto.

Mały swatch lakieru LOVE THIS CITY:

Kolej na produkt, który wzbudza chyba najwięcej kontrowersji. Mowa oczywiście o paletce cieni. 




Co do samej paletki-jestem jedną z tych x osób, które kupiły ją dla samego opakowania :) Poręczne, solidne, z lusterkiem. W środku mamy 9 cieni, których pigmentacja początkowo mnie nie zachwyciłam, jednak po kilkukrotnym maźnięciu cienia pędzelkiem kolory stały się dużo bardziej intensywne! Widziałam na forach jak niektóre osoby pisały właśnie o tym zjawisku przekonując, że nie warto od razu odstawiać paletki w kąt, ale nie sądziłam, że różnica będzie aż tak duża. Same kolory dosyć trafnie dobrane, można nimi stworzyć wiele mniej lub bardziej kolorowych makijaży. Przy użyciu najbardziej neutralnych kolorów stworzymy delikatny dzienny makijaż, łącząc chociażby czerń z czerwienią czy mocną zielenią wyczarujemy makijaż mocniejszy, bardziej oryginalny. Cienie mają drobinki, jednak na powiece są one zupełnie niewidoczne, co dobrze wróży owej paletce, ponieważ ostatnimi czasy mam manię na punkcie matowych cieni. Co do trwałości nie mogę się wypowiedzieć, gdyż zawsze pod cienie stosuję bazę, która to baza dzielnie trzyma wszystko to co do niej "przylepię" i nigdy mnie zawiodła :) Poza tym podbija kolor cieni co również wpływa na moje wrażenia odnośnie pigmentacji samych cieni. Mam nadzieję, że dobrze będzie mi się z tym cudem współpracowało, mam zamysł co najmniej kilku maków, które mogłabym z pomocą tej paletki stworzyć. I mam przeczucie, że będzie idealna wiosną, kiedy w koło będzie zielono i kolorowo, a ona jest taka pastelowo-kolorowa i tylko czeka aż ten wstrętny śnieg wreszcie stopnieje.

I pora na mojego bonusa :D Bonusem jest puder (brązujący?) z przedostatniej limitowanki Essence, Into The Wild. Przyznam, ze strasznie sobie plułam w brodę, że nie kupiłam tego puderku jak był dostępny, potem nigdzie nie mogłam go znaleźć, co przyczyniało się niemal do kosmetycznej depresji. A teraz patrzę-i leżą sobie skubańce, sztuk 4 (ale jedna pokruszona ;/) i wołają do mnie "Kup mnie, kup mnie! Przecież tak bardzo mnie chcesz!". No i co miałam nie wziąć?:) Dziwne jest to, ze kilka razy pytałam panie w Naturze czy może im się nie zaplątała jakaś jedna sztuka, ale z uporem maniaka powtarzały, że niestety ale nie. Więc pytam się teraz grzecznie i uprzejmie-skąd takowe sie tam wzięły teraz, gdzie był schowane, a jeżeli nie były schowane to dlaczego ja ich wcześniej nie widziałam?!
Poczyniłam już pierwsze testy i wiem już dlaczego tak mi się tego pudru chciało. Ma fajną, mięciutką konsystencję, łatwo go nabrać na pędzel, trudno nim zrobić sobie krzywdę, nie pyli, nie śmierdzi cukrem pudrem, ma drobinki ale takie, które ładnie rozświetlają a nie tworzą na policzkach wspomnienia po bożonarodzeniowych lampkach. W pudełku znajdują się trzy kolory-jasnoróżowy, biszkoptowy i ciemnobrązowy. Sposobów jego użycia jest pewni wiele i każdy ma na niego swój patent, ale ja szybko znalazłam swój :) Mieszam różowy pasek z biszkoptowym i używam jako rozświetlacza, nakładam na szczyty kości policzkowych, środek czoła, czubek nosa itd, a następnie mieszam pasek biszkoptowy z ciemnobrązowym i używam jako bronzera. Efekt-ja już uwielbiam :) I o dziwo co także zaliczam do ogromnych plusów-na buzi trzyma się dosyć długo (dosyć długo czyli kilka godzin,  potem ta ciemniejsza część zaczyna zanikać ale rozświetlenie dalej tkwi na miejscu). Jest to dla mnie o tyle zadziwiające, że na mojej twarzy mało co sie długo trzyma, przeważnie wszelkie bronzery, róże itp wymagają kilku poprawek w ciągu dnia. Zdjęcia:




Na dzisiaj tyle moich wypocin, i tak się rozpisałam jak nigdy. Wracam do nauki, Wam życzę miłej lektury i pozdrawiam,

Panna Joanna
27 sty 2011

Black Swan

Byłyście już w kinie na filmie "Black Swan" z Natalie Portman? Ja przyznam, ze jeszcze nie, aczkolwiek jestem pewna, ze nadrobię to w najbliższym czasie. Mimo, że filmu póki co nie widziałam, to w momencie kiedy zobaczyłam w sieci, gazetach, telewizji trailery, zdjęcia promujące "Black Swan" wiedziałam, że makijaż, który nosi na sobie główna bohaterka zapewne wcielając się rolę tytułowego Czarnego Łabędzia, będzie mnie prześladował tak długo dopóki go nie odtworzę. Zafascynował mnie w całej rozciągłości, czuć magię kiedy się go ogląda. Pierwszy raz doświadczyłam uczucia, że MUSZĘ coś takiego namalować.
Znalazłam dzisiaj chwilę czasu żeby się za niego zabrać. Sam makijaż w całości wykonany jest kosmetykami biało-czarnymi (poza podkładem oczywiście). Od razu zanim jeszcze zaczęłam się malować, założyłam sobie, że zdjęcia będą tylko czarno-białe więc starałam się użyć takiej kolorystyki aby jak najbardziej było widać TEN efekt.
Kosmetyki, których użyłam:podkład Bourjous Bio Detox, transparentny puder sypki My Secret, kredki-czarno-biała Essence, czarna Basic, cień czarny Astor, biała farbka, na ustach-czarna kredka wymieszana ze szminką, linery-Essence, MAC.

Zdjęcia:







24 sty 2011

Todays look-na matowo :)

Dzisiaj tylko króciutki wstęp, dalej się uczę, w środę pierwszy z dwóch egzaminów, także proszę Wszystkich o kciuki :)

Obiecałam, że postaram się częściej fotografować moje makijaże, więc słowa dotrzymuję, choć szału nie ma, ot taki zwykły dzienniak. Ale może akurat przypadnie do gustu :)

Użyłam-
korektory Essence, podkład Bourjous Bio Detox (Vanilia), puder sypki Inglot (14), róż Wibo(Sunny Blusher, kolor Coral Fiesta) , rozświetlacz Shimmer Powder Essence, kredka do brwi Essence (kolor brown), cienie matowe My Secret (505, 506, 507), tusz Avon (k. brown), błyszczyk MAC (z ostatniego posta:))





Z pozdrowieniami
Panna Joanna :)
22 sty 2011

Ustowo-swatchowo :)


Ostatnimi czasy dostałam małej mani, absolutnie do mnie niepodobnej, a mianowicie-zapragnęło mi się szminek, błyszczyków, koloru połysku. Czyli generalnie wszystkiego czego unikałam dotąd jak ognia :) Jako, że mam tzw. lenia i malowanie oczu jest w chwili obecnej dla mnie zbędnym wysiłkiem z okazji wychodzenia z domu na raptem godzinę bądź dwie na uczelnie, przerzuciłam się na podkreślanie ust. Poniżej mała kompilacja ostatnich zakupów (szminki) i prezentów (błyszczyki). Zdjęcia i krótkie recenzje:

 Szminki to produkty firmy Avon, natomiast błyszczyki firmy MAC. 
Zacznę może od szminek, gdyż do jednej z nich zapałałam dużym uwielbieniem i używam jej niemal codziennie. Jest to pierwsza od lewej szminka o kolorku "Golden Rose". Na ustach daje bardzo efekt, ma odcień takiego ciepłego różu z masą złotych drobinek. Pięknie pachnie, konsystencja sprawia, że nakładanie jej na usta jest łatwe i przyjemne. Trzyma się standardowo, wiadomo, że pijąc czy jedząc szminka nie będzie w stanie przetrwać długich godzin w nienaruszonym stanie, aczkolwiek pomijając powyżej wymienione czynności trwałości nie można nic zarzucić. Opakowanie jest proste i funkcjonalne, żeby je zamknąć musimy je "zatrzasnąć" co skutecznie zapobiega otwieraniu się je w torebce czy kosmetyczce.
Druga szminka to również produkcja Avonu, tym razem odcień "Fuchsia fever"-intensywny kolor różu. Jeśli chodzi o konsystencję czy trwałość-tu wszystko pozostaje jak przy powyższej. Natomiast pigmentacja jest zdecydowanie bardziej intensywna, efekt można stopniować-od delikatnego zabarwienia ust na różowo (wciąż mocno różowo) do mocnego nasyconego koloru. Opakowanie takie jak drugiej szminki, z tym, że kolorystyka inna-czarno-srebrna. 
Kilka zdjęć:







Przechodzą co do błyszczyków-to prezent od mojej mamy. Dwa piękne kolory, jeden bardziej wpada w róż, drugi w czerwień, ale na ustach dają lekko transparentny efekt pozostawiając jedynie taki kolorowy poblask. Pięknie pachną, tubka jest duża (15 ml). Trzymają się jak na błyszczyki dosyć długo, mimo nawyku oblizywania ust. Opakowanie to tubka ze ściętym końcem. Na szczęście da się wycisnąć odpowiednią ilość kosmetyku bez potrzeby wylewania z tubki połowy opakowania. Subtelny efekt, który trochę ciężko było uchwycić na zdjęciach.
Na ustach w zasadzie ciężko dostrzec róznicę:

To wersja ciemniejsza. 

A tak na ustach (i przy całej twarzy) prezentuje się wersja różowa.

W rzeczywistości błyszczyki dają mocniejszy efekt, ciężko było je uchwycić aparatem. Obie wersje kolorystyczne mają mnóstwo drobinek.

Pozdrawiam i życzę miłego weekendu
Panna Joanna :)
18 sty 2011

Most Wanted

Dzisiaj chciałam Wam pokazać lakier, który dopiero co dołączył do mojej kolekcji i już podbił moje serce w całej rozciągłości :) Mowa a lakierze firmy Essence, wdzięcznie nazwanym "Most Wanted". Nakłada się bezproblemowo, dwie warstwy wystarczają do pełnego krycia. Jest kremowy, nie zauważam w nim żadnych drobinek choć na jednym zdjęciu coś mi tam migotało w buteleczce, ale może to jakieś złudzenie. Nie smuży, nie bąbelkuje. Kolor bardzo mi się podoba-to taki brąz, ale nie do końca. Na paznokciach jest nieco ciemniejszy iż w butelecze. Zdjęcia w świetle dziennym oraz z lampą :)


W tym miejscu chciałam podziękować wszystkim dziewczynom prowadzącym pazurkowe blogi ponieważ zmotywowały mnie do kompletniej "renowacji" moich biednych skórek, które od niepamiętnych czasów namiętnie wycinałam. Młody człowiek był, głupi, no ale na szczęście zmądrzałam :)
14 sty 2011

Przyszła sesja, rozświetlanie czas zacząć :)

Witam po krótkiej przerwie od blogowania :) Niestety ale zaczął się ciężki czas dla nas, studentów-sesja już za rogiem, trwają zaliczenia końcowe, oddawanie projektów...no coś strasznego po prostu. Od kilku dni śpię po 3-4 godziny i na pisanie niestety nie starcza mi już ani czasu ani siły. Dzisiaj na całe szczęście mam chwilę wolnego więc stwierdziłam, że coś naskrobię :)
Pomyślałam sobie, że zrobię małe zestawienie moich rozświetlaczy do twarzy. Te kosmetyki od kilku dni są cały czas w użyciu-wyobraźcie sobie jak może wyglądać człowiek, który zarywa noce, ślęczy nad notatkami i średnio co godzinę ma ochotę strzelić sobie w łeb ;P Także rano, żeby nie straszyć ludzi, ratuję się kosmetykami, które mają mojej cerze dodać koloru i blasku. Na pierwszy ogień idzie blask czyli wyżej wspomniane rozświetlacze. Za jakiś czas postaram się zrobić podobne zestawienie z różami i bronzerami.

Rozświetlaczy posiadam sztuk 4. Wszystkie się od siebie dosyć mocno różnią. Wciąż niestety nie znalazłam rozświetlacza idealnego. Jedne mają zbyt duże drobinki, inne są zbyt złote lub zbyt różowe.





(po kliknięciu zdjęcia powiększą się)

1. Shimmer Powder, Essence
Z tych 4 produktów ten jeden jestem w stanie nazwać rozświetlaczem  Ma spore drobinki, ale nałożony w rozsądnych ilościach potrafi wyczarować prawdziwą lśniącą taflę na twarzy. Ma dosyć miałką konsystencję, mógłby być odrobinę twardszy. Jest trwały, na makijażu trzyma się prawie cały dzień. Jestem z niego zadowolona,mimo drobnych wad spełnia swoją funkcję.


2. True Glow, Avon
Ten rozświeltacz dostałam w prezencie. Ma bardzo poręczne opakowanie z pędzelkiem. Sam pędzelek jest cudnie miękki, dobrze się nim nakłada rozświetlacz. Kolor ma zdecydowanie złoty, drobinki mimo, że raczej duże nie rażą zbytnio w oczy. Idealnie nadaje się na lato. W Obecnej chwili używam go częściej do powiek niż do twarzy, ale z pierwszym słońcem nadejdzie jego czas :)


3. Cosmic Girl, Sensique
To puder z limiowanki obecnie już niedostępnej, aczkolwiek sam puder często można jeszcze dostać w niektórych Naturach. Ma bardzo fajna konsystencję, przyjemnie się go nakłada i daje dobry efekt, widać, że skóra jest rozświetlona. Niestety w obecnej chwili jest nieco za ciemny dla mojej zimowo-bladej cery mimo to używam go łączą z Shimmer Powder z Essence. Dobry produkt za śmiesznie niską cenę, dodatkowo jest niesamowicie wydajny, prawie w ogóle nie widze ubytku mimo, ze stosuję dosyć często.


4. Shimmer Powder, Return to Paradise, Essence
Essencowa limitowanka, której resztki obecnie zalegają w polskich Naturach. Puder ma przede wszystkim cudowne opakowanie i głównie dlatego go kupiłam :) Jednak to co zawiera samo pudełko również jest bardzo przyjemne. Kolor-różow. Drobinki-delikatne. Dla mnie to bardziej róż do nakładania na policzki niż rozświetlacz. Aczkolwiek rozświetlenie również można nim uzyskać tylko trzeba się trochę namachać pędzelkiem. Ostatnio nabrałam zwyczaju nakładania odrobiny tego produktu pod oczy-korektor się ostatnio średnio spisuje, a zadanie ma utrudnione, a tym Flamingiem można delikatnie rozjaśnić cienie pod patrzałkami. Wydajny, konsystencja idealna.


Podsumowując:

Na chwilę obecną prym wiedzie Shimmer Powder z Essence, ale czuję, że to jeszcze nie jest to czego szukam. Flaming z RtP spisuje się świetnie, ale niekoniecznie jako rożswietlacz. Pozostałe dwa prosukty zdecydowanie bardziej nadaja się na lato kiedy buzia jest troche opalona.

Wkrótce: coś dla koloru-> róże :)
9 sty 2011

Lakierowo-granatowo :)

Dzisiaj na tapetę wyciągam lakier firmy Wibo z serii Extreme Nails o nr 18. Piękny ciemny, nasycony granat. Strasznie mi się te lakiery podobają, jestem zachwycona nimi do tego stopnia, że kiedyś w napadzie szału po prostu wejdę do Rossmana i kupię wszystkie wersje kolorystyczne. Ciężko było mi było uchwycić kolor na zdjęciach, bo bez lampy wychodził jakoś za bardzo niebieski i zbyt jasny, natomiast z lampą odrobinę ciemniejszy niż w rzeczywistości. Lakier jest kremowy, nie ma drobinek. Nakłada się go bardzo dobrze, dwie warstwy kryją idealnie. schnie szybko-po jakiejś nie za długiej chwili od pomalowania ujawniła się moja ciapowatość i zahaczyłam o coś paluchem i byłam przekonana, że lakier się rozmazał ale spotkała mnie niespodzianka i tkwił grzecznie na swoim miejscu :)



A Wy macie jakiś ulubieńców z tej serii? Polecacie jakieś kolory?:)
Z pozdrowieniami
Panna Joanna :)

rozdanie u Brunetki :)

Tym razem Brunette's Heart Makeup organizuje konkursik :)
Link do giveaway'a-KLIK!

Zachęcam do udziału :)
5 sty 2011

Dzień jak co dzień, czyli co upolowała Panna Joanna i dlaczego nie lubi czekania na limitowanki z Essence!

Witajcie :)

Po mojej ostatniej wizycie w drogerii Natura, do której udałam się aby zdobyć jakiekolwiek informacje na temat możliwości pojawienia się w czasie najbliższym świeżej limitowanki Essence, dowiedziałam się, że panie-owszem słyszały, że istnieje taka firma, i tak wiedzą, iż mają szafę takowej firmy w drogerii, w której pracują, ale o żadnej limitowance niestety nic nie wiadomo, bo one nawet dostaw nie mają regularnie, że zawsze jest zaskoczenie bo nigdy nie wiadomo co w tej dostawie przyjdzie, i że nie nie szefowa/kerowniczka też nic wie, że dla niej to też przeważnie niespodziewajka, ale gdyby one miały oszacować tak na podstawie doświadczenia swojego zdobytego w tejże pracy, to by stawiały, że limitowanka pojawić się może przy okazji najbliższej okazji specjalnej (to nie moja skomplikowana składnia-ja tylko cytuję:)) czyli przykładowo na WIOSNĘ. Nie wiem czy to tylko ja odnoszę wrażenie, że zima właściwie to się dopiero zaczęła, choćby dzisiaj zmarzłam przestraszliwie i z tego co polski nasz klimat przeze mnie ukochany potrafi zgotować, to szacować można, że zima jeszcze ze 3 miesiące potrwa. Uff...musiałam sobie ponarzekać :D No bo rozumiem , że można nie wiedzieć kiedy dojdzie limitka bo tego w Polsce niestety nie wiadomo nigdy, ale żeby nie wiedzieć kiedy będzie dostawa i co w niej będzie...? No przeca muszą chyba składać jakieś zamówienia czy coś, bo nie wierzę, że dostają karton pełen czegoś co i tak im zalega w sklepie, a nie dowożą im rzeczy, które się chociażby pokończyły. No ale dość narzekania bo wyjdę na jędzę :) Jakoś się musiałam pocieszyć po tej nieudanej próbie zaczerpnięcia informacji u źródła, więc jako, że było  mi po drodze odwiedziłam Inglota bo w sumie dawno go nie odwiedzałam. A, że akurat skończył mi się sypki puder z MS to pomyślałam, że może zamiast kupować kolejne niewielkie opakowanie rzeczonego pudru, warto zainwestować w coś większego. Tak więc zakupiłam puder sypki z Inglota. kosztował 35 złotych, jego pojemność to czyli 30 gram (tak mi się wydaje przynajmniej), więc jak taką ilość cena wydaje mi się absolutnie niewygórowana. Jak już tam byłam to dokupiłam jeszcze cień Vertigo, za który zapłaciłam 8 złotych. Btw. pani mi powiedziała, że Vertigo kosztuje 8 zł ale tylko przy zakupie jakiegokolwiek innego kosmetyku, kupując sam cień trzeba za niego zapłacić 15 złotych. faktycznie tak jest? Szczerze powiedziawszy pierwszy raz o tym słyszałam. Kolejną nabytą przez mnie rzeczą jest róż firmy Miss Sporty. Koszt to 10 złotych, a kolor piękny.
Poniżej zdjęcia i krótkie recenzje :)

Całość

1. Zacznę od pudru. Póki co nie zauważam żadnych wad. Miałam już kiedyś ten puder jednak w ciemniejszej wersji i z drobinkami i również byłam z niego zadowolona. Nadal zresztą go mam, jednak ja jestem bledsza a on jest ciemny więc czasem używam do konturowania twarzy. Sam puder jest:
-przede wszystkim duży i bardzo wydajny
-kolor bardzo dobrze dopasowuje się do cery ( mam odcień 14, pani mi wmawiała, że będzie za jasny ale się uparłam i oczywiście miałam rację)
-bardzo naturalnie wygląda na twarzy, nie tworzy maski, nie podkreśla suchych skórek
-matuje dobrze, ciężko mi ocenić jak się będzie zachowywać na cerze tłuste, ponieważ sama mam suchą więc nie mnie oceniać maskowanie świecenia
-do opakowania dołączona jest gąbeczka, która może nie jest tragiczna, ale zdecydowanie polecam nakładać ten puder pędzlem
(na zdjęciach puder wyszedł ciemniejszy niż jest w rzeczywistości-jest to jeden z dwóch najjaśniejszych odcieni dostępnych u mnie)

2.  Róż Miss Sporty też już wcześniej posiadałam, jednak moje namolne jego  używanie doprowadziło do jego końca i zapragnęłam nowego. Mam kolor 006 Flirtatious. Róż jest tani jak barszcz. Kosztuje 10 złotych bez 1 grosza. Ale absolutnie nie wpływa to na jego jakość. Ja go po prostu uwielbiam. Takiego koloru jak ten nie znalazłam jeszcze nigdzie za w miarę rozsądną cenę. Jeżeli już nawet coś znajdowałam to albo pigmentacja zostawiała wiele do życzenia, albo róż robił jakieś fuj fuj plamy na policzkach. Ten jest absolutnie inny :)
-największy plus to kolor-dla mnie to taka brzoskwinka bardziej w stronę różu z malutkimi drobinkami w kolorze złota 
-na policzkach owe drobinki delikatnie migoczą, nie święcą się jak bombki w towarzystwie choinkowych lampek
-cera wygląda bardzo zdrowo, róż daje efekt takiego zdrowego rumieńca
-myślę, że dobrze komponuje się z jasną skórą-ja może jakoś ekstremalnie biała nie jestem, ale coraz jaśniejsza i ani trochę nie uważam tego różu za ciemny



3. Na koniec cień. Akurat Vertigo jeszcze nigdy nie miałam więc jest to dla mnie nowość. Wybrałam nr 81. Jest to ciemnoszary cień z drobinkami, które na powiece nie rzucają się w oczy tak jak w opakowaniu.
-opakowanie jest bardzo poręczne i pomysłowe, w pudełeczku z cieniem mamy ukryty aplikator
-aplikator jest stosunkowo średni, krzywdy nie robi ale jednak zdecydowanie przyzwyczajona jestem do nakładania cieni pędzlami więc aplikator sobie po prostu jest ;p
-kolor jest obłędny-będzie świetnie nadawał się do wszelkich smoków mniejszych i większych, dziś go wypróbowałam i do makijażu w wersji dziennej również się nadaje
-mimo, że w samym opakowaniu cień trochę pyli to przy malowaniu nie osypuje się
-jest bardzo mocno napigmentowany
-troszkę ciężko się nim cieniuje głównie ze względu na pigmentację i dość ciemny kolor
-nie roluje się, jest trwały, na bazie przetrwał cały dzień


Pozdrawiam
Panna Joanna :)
3 sty 2011

Noworoczne rozdania :)

1) Kolejna blogowiczka zorganizowała rozdanie :) Tym razem jest to Urban Warrior z bloga The Urban State of Mind :)
Link do rozdania-KLIK!
Zachęcam do udziału, do wygrania same cudeńka :)

Zestaw I:
  • Lancome Color Design Sensational Effects Eye Shadow
  • L'oreal HIP High Intensity Pigment, 228 Striving
  • Bare Escentuals Boxom Lips Plumping Lip Polish w odcieniu Starr
  • p2 Snow Glam All-Over Shimmer Fluid, 010 Light Beige
  • e.l.f. Regular & Waterproof Mascara Duo, Brown
  • Essence, Fairy Tale Lipgloss, 03 Pixie Dust
Zestaw II:
  • Urban Decay Stardust Eyeshadow
  • e.l.f. Contouring Blush & Bronzing Powder
  • Revlon Beyond Natural Cream to Powder Eyeshadow, 500 Buff
  • Sephora Eye Pencil, 11 Silver Green (miniaturka)
  • Essence Fairy Tale Glitter Eyeliner, 03 Humpty Dumpty
  • Essence Fairy Tale Lipgloss, 02 Once Upon A Time
2) Kolejne rozdanie organizuje Hexxana z bloga Tysiąc jeden pomysłów i pasji.
Link do giveaway'a-KLIK!
Nagroda również bardzo fajna :)

3) Ostatni giveaway to dzieło greatdee z bloga Thank God I'm a Woman.
Link do giveaway'a-KLIK!
A do wygrania 2 zesatwy:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...