WoleProstoHeader

20 gru 2011

Z zimowego niezbędnika, cz.2

Ostatnio było o kremie do rąk i pomadce pielęgnacyjnej, dzisiaj dalszy ciąg zimowym opowieści. Choć zimy jako takiej (białej, mroźnej) ani widu, ani słychu, to ja wciąż jestem w pogotowiu i tym razem przedstawię mój arsenał służący przeciwzimowej ochronie twarzy.

Zimą konieczną koniecznością staje się dla mnie gęsty, tłusty, mocno treściwy krem. Problem pojawia się gdy taki krem, oprócz dobrego natłuszczenia, dostarcza nam niespodzianek typu zapchana cera. Moja skóra reaguje w taki sposób głównie przy kremach, w których składzie, na wysokim miejscu znajduje się Paraffinum Liquidum. Często też kremy tego typu mają tendencję do wytworzenia na twarzy efektu bombki, a to, jak nietrudno się domyślić, nie jest efekt pożądany.

Tym razem jednak udało mi się znaleźć krem, który mimo, że ma w składzie parafinę i powoduje świecenie się cery, mnie przypadł do gustu na tyle, że sięgam po niego coraz częściej. 


Zanim zacznę opisywać swoje wrażenia - opis producenta:

"Zastosowanie: krem dedykowany do ochrony i pielęgnacji wrażliwej skóry twarzy, dekoltu oraz dłoni zimą w temperaturach poniżej zera stopni.
Działanie: krem chroni przed wiatrem, wilgocią i  mrozem, organiczny olej ze słodkich  migdałów, bogaty w kwasy tłuszczowe i witaminę  E zmiękcza, odżywia  i odmładza. Łagodzi i przyspiesza regenerację podrażnionej skóry. Jest niezwykle delikatny.
Efekt: idealne zabezpieczona wrażliwa skóra zimą przed niekorzystnym wpływem czynników atmosferycznych.

Składniki aktywne:Bio-olej ze słodkich migdałów: pochodzi z certyfikowanej uprawy organicznej. Jest bogaty w kwas oleinowy i linolowy oraz witaminy i składniki mineralne. Odpowiedni do każdego rodzaju skóry, a szczególności skóry wrażliwej, suchej i niemowlęcej."

Moja opinia:
Naprawdę polubiłam ten krem, choć początkowo się na to nie zanosiło. Parafina w składzie oraz gęsta i konkretna konsystencja, która jak podejrzewałam będzie sprawiała mi trudność, odstraszały mnie przed rozpoczęciem używania. I to był rzecz jasna błąd. Po pierwszym użyciu wiedziałam, że z kremem się jednak polubię...o ile mnie nie zapcha. Używam go już od dwóch miesięcy i niczego podobnego nie zauważyłam. Oczywiście nie jest to krem, którego używam codziennie - od podstawowego, pod - makijażowego nawilżenia mam lżejszy krem. Tego natomiast używałam w sytuacjach, gdy wiedziałam, że będę długo przebywać poza domem, narażona na działanie zimnego powietrza. Natomiast teraz, gdy za chwilę zaczną się prawdziwe, konkretne mrozy, będę używać go codziennie. Został sprawdzony w warunkach "prawie - zimowych" i zdał egzamin, więc bez obaw powierzę mu moją cerę tej zimy.

Jak oceniam jego działanie?
Przede wszystkim, konsystencja, która mnie tak początkowo przestraszyła, okazała się być bardzo przyjemna. Krem jest gęsty i jego aplikacja na twarz wygląda mniej więcej tak: jak zaczynamy nakładać krem na skórę, to wsmarowuje się jak masełko, po chwili zaczyna być bardziej oporny, a po tym przejściowym okresie oporności znowu daje uczucie takie jak podczas początku aplikacji. Nie wiem jak mogę to dokładniej opisać, w każdym razie aplikacja, koniec końców, nie sprawia problemu.

Krem wchłania się dość szybko (jak na taką treściwą konsystencję), wiadomo, że potrzebuje trochę więcej czasu niż lekkie kremy, ale i tak nie można uznać tego okresu za długi. O dziwo, nie zostawia na skórze tłustego filmu. Jak się wchłania to owszem, można wyczuć tłustawą warstewkę, natomiast po wchłonięciu to uczucie redukuje się niemal do zera. Bardzo przyjemnie nakłada się na niego podkład. Jak używałam trochę bardziej treściwych podkładów, to nie raz i nie dwa miałam problem z tym, aby je dokładnie rozprowadzić, tutaj podkład jakby lekko ślizga się po skórze nakremowanej tym specyfikiem. Dla mnie plus, bo jako suchoskórowiec po zastosowaniu tego kremu pod podkład, osiągam efekt lekko "mokrej" skóry (zwróćcie uwagę, że nie napisałam "tłustej" tylko "mokrej" i to jest w tym przypadku słowo klucz). Mało tego, efekt tak mi się podoba, że często rezygnuję z przypudrowania twarzy sypkim czy prasowanym pudrem.
Oczywiście sprawdziłam również czy da się go dokładnie zmatowić i tu również zdał egzamin. U mnie akurat efekt matu, który osiągnęłam (użyłam Stay Matte z Rimmela) trzymał się do samego zmycia.

Jak oceniam jego właściwości odżywcze? Bardzo pozytywnie. Skóra oprócz tego, że jest otulona kremem i bez obaw możemy wybrać się w mroźny wieczór na spacer, dodatkowo również jest świetnie nawilżona, gładka, przyjemna w dotyku. Krem, jak już wspomniałam, nie zapycha (może to kwestia tego, że parafina jest w składzie, ale na dalekim miejscu?), nie uczula ani nie podrażnia.

Opakowanie jest podobne do wszystkich kremów z tej serii. Miękka tubka, solidne zamknięcie, bez obaw możemy wrzucić krem do torebki. W tubce mieści się 50 ml kremu. 

Skład:
INCI: Aqua, Polyglyceryl-4 Isostearate, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Hexyl Laurate, Isopropyl Myristate, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Petrolatum, Glycerin, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Stearyl Heptanoate, Cera Microcristallina, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Glyceryl Polymethacrylate, Aleuritic Acid, Faex, Glycoproteins, Propylene Glycol, Paraffinum Liquidum, Tocopheryl Acetate, Sodium Chloride, Hydrogenated Castor Oil, Panthenol, Parfum, Alpha Isomethyl Ionone

Podsumowując - świetny krem, za niewielkie pieniądze (około 15 złotych). Z przyjemnością będę używać go zimą, a może nawet nie tylko wtedy.

Drugi z kremów, który chciałabym opisać to również krem FlosLeku. Tak przy okazji pisząc - wszystkie kosmetyki z serii Winter Care, które posiadam, uważam za bardzo udane, zdecydowanie warto zainteresować się tą serią.
Drugi z kremów to Krem Zimowy Przeciwsłoneczny SPF 50+.


Opis producenta:
" Wodoodporny. Zapewnia bardzo wysoką ochronę przeciwsłoneczną UVA i UVB. Doskonale chroni  skórę narażoną na silną ekspozycję słoneczną w czasie uprawiania sportów zimowych. Zapobiega stanom zapalnym i nadmiernej pigmentacji. Wydłuża czas bezpiecznego przebywania na słońcu
Nie zawiera barwników i alergenów."

Tutaj sprawa ma się trochę inaczej niż w przypadku kremu bio - -ochronnego. Ten krem stosowałam bardziej z musu niż z chęci, ponieważ moja skóra wyjątkowo nie lubi się z zimowym słońcem, a ja średnio lubię się z filtrami. Jednak mam nauczkę po lecie, kiedy to nie zawsze chciało mi się smarować filtrami i efekt tego był taki, że pod koniec lata moja skóra ani trochę nie wyglądała tak dobrze jak po poprzedniej zimie. Nie ukrywam, że z moją jasną cerą się bardzo polubiłam, ale jasna cera ma to do siebie, że każde przebarwienie jest na niej widoczne. Dlatego oświadczam - tym razem będę mądrzejsza i zadbam o to aby promienie nie zrobiły mi kuku ;)

Na opakowaniu wyczytamy, że jest to krem, który chroni skórę podczas uprawiania sportów zimowych. Ja sportów zimowych nie uprawiam, chyba, że bieganie po uczelni się liczy. Niemniej jednak nie przeszkadza mi to w używaniu tego kremu. Nie zawsze używam go codziennie, jako zwykły krem pod makijaż, głównie dlatego, że jest dość ciężki. Jednak zawsze smaruję nim nos oraz policzki, w okolicy nosa, czyli te miejsca, które najszybciej mi się opalają i na których od słońca robią mi się przebarwienia oraz piegi. Również w ciągu dnia, kiedy akurat biegam np. po mieście, dosmarowuję te partie twarzy (nie przeszkadza mi nakładanie tego kremu na podkład, akurat jeśli skóra zacznie mi się świecić w tych miejscach to nikt nie uzna tego za jakąś specjalną anomalię ;)).

W kwestii właściwości tego kremu - jak większość filtrów, ten również jest gęsty, dość tłusty i ma skłonności do bielenia skóry. Aplikacja nie należy do najłatwiejszych, dość ciężko go wsmarować w skórę, podczas aplikacji ukazuje się właśnie ta jego skłonność do bielenia. Niemniej jednak, i tak jest to jeden z lepszych i przyjemniejszych kremów z filtrem, które miałam okazję używać. Wchłania się nawet nie tak długo, skóra błyszczy się w umiarkowanym stopniu (jak krem się wchłonie, to zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że skóra nie błyszczy się wcale). Oprócz tego czuć, że skóra jest nawilżona, miękka. Odczuwalna jest również ochrona przed zimnem - mam skłonności do sporych rumieńców od zimna, a po zastosowaniu tego kremu, jest to zdecydowanie mniej zauważalne. Nie wiem czy to kwestia samych właściwości ochronnych kremu, czy tego, że lekko rozjaśnia on cerę, ale i tak jest to dla mnie zdecydowana zaleta tego produktu.

Podoba mi się w nim również to jak bieli cerę - u mnie daje to efekt lekkiego rozjaśnienia skóry. Czasem nawet nakładam jedynie korektor pod oczy, ten krem i lekko go przypudrowuję aby zniwelować blask i cera wygląda naprawdę ładnie.

No i najważniejsze - jego właściwości ochronne, przeciwsłoneczne. Miał okazję sprawdzić się w mroźne, słoneczne dni i nie zauważyłam na skórze ani wysypu piegów, ani żadnych przebarwień. Za kilka dni wybieram się w góry, więc będzie miał okazję wykazać się jeszcze bardziej. Mam nadzieję, że sprosta.

Tubka, podobnie jak w kremie bio - ochronnym, miękka, z dobrym zamknięciem. Tutaj pojemność jest nieco mniejsza, bo 30 ml, cena to, jeśli się nie mylę,  około 13 złotych.

Skład dla ciekawych:
INCI: Aqua, Octocrylene, Titanium Dioxide, Silica, Dimethicone, C12-15 Alkyl Benzoate, Polyglyceryl-4 Isostearate, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone,  Hexyl Laurate, Ethylhexyl Stearate, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Glycerin, Butylene Glycol Dicaprylate/Dicaprate, Butyrospermum Parkii  Butter, Cyclomethicone, Microcrystaline Wax, Hydrogenated Castor Oil, Sodium Chloride, Tocopheryl Acetate, Parfum, Cetyl Dimethicone, Methylparaben, PEG-8 Tocopherol , Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Propylparaben

Czy polecam? Tak. To jeden z lepszych filtrów jakie miałam okazję używać, nie jest tak tłusty jak niektóre (np. Bioderma), nie zapycha (a używam go na obszary skóry gdzie mam rozszerzone pory), ma przyjemny zapach, jest tani i wydajny. Tej zimy z pewnością nie raz będzie mi towarzyszyć.

10 komentarzy:

  1. Lubię ten pierwszy krem ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja na zimę stosuję krem z filtrem 20 (do tego dochodzi podkład , co również w jakiś sposób chroni) i dla mnie to wystarczająca ochrona :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jestem na etapie poszukiwań zimowego kremu... Mam nadzieję,że odkryje jakiś idealny do mojej skóry.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten drugi widze, ze tani a ma wysoki filtr - chyba go kupuje:)

    OdpowiedzUsuń
  5. chetnie bym go spróbowała, bo tak zachwalasz:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kusisz tym kremem z filtrem, bo aktualnie poszukuję czegoś dobrego, co nie zapcha. Mnie też łapie zimowe słońce i potem tonę w przebarwieniach.

    OdpowiedzUsuń
  7. Makijaż trzyma się dobrze - i to jest rekomendacja. Bo ja oprócz ochrony przed zimnem potrzebujęteż pewności, że mój makijaż nie będzie wspomnieniem ( w zastraszająco szybkim tempie).
    Muszę się rozejrzeć po aptekach tutejszych. Nie będzie to zadanie łatwe, ale cóż - śnieg spadł, za kremem czas się rozejrzeć także ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Muszę sobie sprawić krem na zimę, chętnie spróbowałabym 1.

    OdpowiedzUsuń
  9. W tym roku również będziesz stosować ten krem? :)

    OdpowiedzUsuń

Proszę o nie zostawianie komentarzy typu "Zapraszam do mnie", próśb o dodanie do obserwowanych oraz podobnych służących autopromocji blogów czy stron personalnych.
Dziękuję bardzo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...