WoleProstoHeader

27 paź 2011

Październikowe zdobycze :)

Październik był hojnym miesiącem, przybyło mi sporo kosmetyków, moje szuflady, w których przechowuję owe kosmetyczne dobra, powoli zaczynają się nie domykać. Czyżby nadszedł czas na jakiś absolutny odwyk? A może po prostu poszerzę przechowalnię kosmetyków o kolejną szufladę? Przecież notatki mogą leżeć na ziemi czy gdziekolwiek :)

Poniżej przedstawiam Wam zdjęcia z październikowymi zdobyczami -część z nich to zakupy, część to kosmetyki dostane do testów, a jeszcze inne pochodzą z rozdania. Będzie o czym pisać w najbliższych tygodniach.


Kilka zdjęć z bliska i maa prezentacja produktów:

Nowości od The Body Shop czyli dwa podkłady z serii Extra Virgin Minerals oraz olejek do dłoni Hemp Hand Oil. Testuję wszystko już od jakiegoś czasu i już teraz mogę zdradzić, że na chwilę obecną wszystkie podkłady poszły w odstawkę na rzecz podkładu sypkiego, a olejek świetnie radzi sobie z moimi suchymi dłońmi i skórkami, które z okazji nadchodzącej zimy zapewne, zafundowały mi mały bunt.

Powyżej możecie zobaczyć kilka produktów z firmy Donegal. Zmywacz wybielający paznokcie póki co nie wzbudził we mnie wielkiego woooow (chyba już na zawsze zostanę wierna zmywaczowi z Nailty), ale nie jest zły i na dodatek ma całkiem znośny zapach. Jak na zmywacz oczywiście.
Sztuczne rzęsy, których nie miałam jeszcze okazji przetestować, zapewne zostawię na jakąś imprezę. Będzie to moje najpierwsiejsze doświadczenie ze sztucznymi rzęsami, więc ciekawa jestem efektu. Jak znam swoje szczęście i wrodzoną zdolność do samouszkodzania siebie (i przy okazji wszystkiego dokoła) to najpewniej skończę z klejem w oku, skleją mi się powieki, a rzęsy odpadną po pierwszym mrugnięciu. Z pewnością zrelacjonuję, szkoda, że nie mam kamery to bym Wam zrobiła pokaz na żywo, byście się pośmiały ;)
Kolejna rzecz to pędzle z naturalnego włosia. Jeden do pudru (używałam, niezły; prałam, nie rozleciał się, wypadły dwa włoski), jeden do różu (również używałam, ale podczas prania nic nie wypadło), dwa pędzle do nakładania cieni (hmmm...trochę twardsze niż te, do których byłam przyzwyczajona do tej pory, ale sprawdzają się) oraz pędzel do ust, który wykorzystuję zgoła inaczej - jako, że usta maluję dość rzadko, szkoda byłoby mi go marnować, więc robię nim kreski i tu jest sprawa cud miód. Zbliżenie na pędzle:


Co ja tu jeszcze mam? Nawiasem mówiąc - namęczyłam się przy robieniu tych zdjęć, bo mimo, ze dzisiaj słonko waliło mi prosto w okno, to zdjęcia wychodziły dość ciemne. A ja ciemnych zdjęć nie lubię, więc nieźle się nagimnastykowałam chcąc złapać światło i  jednocześnie nie zasłaniać go :)

Ach lakiery...Każdy kto czyta mojego bloga (czy ogląda, żeby to zauważyć wystarczy spojrzeć) wie, że ja bez pomalowanych paznokci to jak bez ręki. Zauważyłam ostatnio, że w zasadzie nie mam nigdy nie pomalowanych paznokci dłużej niż jakąś godzinę - zmywam poprzedni lakier, robię czary mary, aby odżywić skórki i płytkę paznokciową i maluję znowu. Powyższe lakiery to "Ruby Pumps", który już Wam tutaj pokazywałam, Isadora nr 704, Sesnique - seria Oriental Dream "Festival of light" oraz Virtual - seria Street Fashion "City gray" ( to już kolejny lakier z tej serii do kolekcji, bardzo je polubiłam).


Tym razem trochę pielęgnacji - jako, że zimą skóra skazana jest na wiele czynników niekorzystnie na nią wpływających (mróz, ostry wiatr), już teraz warto uzupełnić kosmetyczkę o kosmetyki pielęgnacyjne przeznaczone na zimę. Mamy tu krem z filtrem, bio - ochronny krem zimowy z bio - olejem ze słodkich migdałów (już się maznęłam kilka razy, póki co wrażenie bardzo na plus), krem do rąk (o dziwo pozostałe mazidła do rąk mam już na wykończeniu, więc chyba zabiorę się za niego zanim nadejdą ciężkie mrozy) oraz mój hit - miodek w tubce! Miodku z firmy Oriflame używam już od bardzo dawna, ale to grzebanie paluchem w słoiczku było dość irytujące. A tu ktoś wpadł na prosty, ale jak genialny pomysł, żeby wpakować go do tubki. Jestem wdzięczna, bardzo ułatwi mi to życie ;) A sam miodek? Bardzo miodkowaty, zarówno smak, zapach czy konsystencja jak prawdziwego miodu, uwielbiam!

Ciąg dalszy pielęgnacji. Od lewej - luksusowa, antyalergiczna oliwka do ciała z Synesis (już widać ubytek, gdyż część oliwki przeznaczyłam do mieszanki olejowej, której używam do mycia twarzy), dwa nowe kremy z Uriage (nawilżający z filtrem - świetnie się spisuje póki co oraz matujący - szukam dla niego optymalnego zastosowania, ale pod podkładem, zwłaszcza sypkim, mineralnym działa dobrze), dwa kosmetyki z firmy Botani (serum oraz peeling do twarzy) - tu spodziewajcie się och - achów, ponieważ oba kosmetyki są genialne! Peeling pachnie tak, że mam ochotę go zjeść (mój dotychczasowy ulubieniec morelowy poszedł do kąta), a serum dla mojej suchej skóry jest wybawieniem (autentycznie z dnia na dzień moja cera wygląda na coraz to mniej szarą). Pełne relacje oczywiście po dłuższym okresie testowania :)

Na tym zdjęciu z kolei możecie zobaczyć co wygrałam w rozdaniu u Candy Killer. Dwie cudne mozaiki, róż z Isadory (u mnie się sprawdza raczej jako rozświetlenie policzków niż ich widoczne podkreślenie) oraz tusz do rzęs, którego nie mogę stosować samodzielnie bo efekt jest niezadowalający, natomiast jak maznę nim pomalowane wcześniej rzęsy to sprawa wygląda dużo lepiej. W paczce od Candy znalazłam jeszcze dwa lakiery, które możecie zobaczyć na zdjęciu z lakierami.

Ostatnia parta to nowości od Mary Kay. Cienie/róż, szminka, liner, lakier, baza pod lakier to kosmetyki z nowej kolekcji Redefining Elegance. Róż mnie powalił, piękny, malinowy kolor, trzyma się bajecznie, podobnie jak wcześniej testowany przeze mnie róż tej firmy - należy do mojej czołówki jeśli chodzi o róże do policzków. Cieni używałam do tej pory tylko dwa - trzy razy, więc ciężko mi je jeszcze ocenić, ale podoba mi się efekt, jaki można nimi uzyskać. Szminka ma nietypowy jak dla mnie kolor - fuksja wpadająca w fiolet. Mimo, że nie czuję się dobrze w takich ciemnych kolorach na ustach, tak ten wygląda całkiem sympatycznie. Wklepuję szminkę w usta i wtedy efekt jest delikatniejszy ale wciąż wyraźny. W paczce znalazłam również mój ukochany tusz Lash Love tym razem w wersji...śliwkowej. Jako, że fiolety uwielbiam, w połączeniu z tuszem, który stoi najwyżej w mojej tuszowej hierarchii, musiało się to skończyć bezgraniczną miłością. Strasznie żałuję, że to edycja limitowana. Liner również w kolorze fioletowym, więc kolorystycznie wszystkie kosmetyki świetnie się ze sobą zgrały. Lakier i baza czekają na wypróbowanie - lakier również ma kolor ciemnego fioletu, mnie wygląda jak taki...bakłażan? Oprócz tego wszystkiego w paczce znalazłam również bazę pod cienie. Sama baza zamknięta jest w poręcznej, miękkiej tubce, za co już ma u mnie plusa (wspominałam, że nie lubię się babrać ze słoiczkami?). Działaniem również jestem zaskoczona, ale o tym napiszę bardziej rozlegle w najbliższej przyszłości.

Czy to już wszystko? Achh nie...zapomniałabym o mojej świeżuteńkiej paletce ze Sleeka!

Na początku nie byłam przekonana ani do wersji Monaco ani do wersji Curacao. I tak jak do tej pory Curacao mnie nie kręci, tak przez tą paletkę przepadłam. Moja koleżanka zamawiała dla siebie zarówno Monaco jak i Curacao i zaproponowała abym przyłączyła się do zamówienia, gdyż okazja jest niemała z racji przeceny obu tych paletek na 22 złote. Mój kochany OPT postanowił mi owe Monaco zafundować i tym sposobem moja Sleekowa kolekcja powiększyła się o kolejna paletkę. Pierwsze wrażenie? Genialne kolory. Nie znalazłam ani jednego cienia, który by do mnie nie pasował. Na dodatek cień Bamboo (górny rząd, pierwszy z lewej) jest łudząco podobny do cienia Bow z paletki Oh So Special, w którym to cieniu dobiłam dna i wykorzystałam go do ostatniego okruszka. Me serce się raduje, a Wy możecie oczekiwać kolejnych sleekowych tutoriali :)

Pozdrawiam,
Panna Joanna

33 komentarze:

  1. ile cudów! :) przydało by mi się parę rzeczy z Twojej kolekcji :)

    OdpowiedzUsuń
  2. kilka rzeczy wpadło mi w oko
    fajne zakupy

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja chcę Sleek'owe tutoriale, bo mamy identyczne paletki, Asiu. Tzn. moja kolorowa jeszcze nie dotarła, ale nic nie szkodzi. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. złoty Chłopak! ;) poproszę o recenzje MaryKay

    OdpowiedzUsuń
  5. Ile zdobyczy! Nie dziwię się, że szufladki się nie domykają ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. O rety, same świetne rzeczy! Bardzo zafrapował mnie produkt The Body Shop do dłoni. Poproszę o recenzję :)

    OdpowiedzUsuń
  7. kochana wybacz, że wypominam, ale rzuciło mi się w oczy - Street Fashion to nie od Vipery, a od Virtual ;) ale ja też często mylę :D

    swoją drogą też mam ten kolor i bardzo go lubię :) czekam na recenzje pozostałych lakierów! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. uhuhu :D sporo tego :) czekam na recenzje:) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Lissa - cuda dziękują za komplement :)

    Flower Duchess - na szczęście nie wszystko to zakupy, bo chyba bym zbankrutowała :) część rzeczy dostałam :)

    Motylica - będę pamiętać żeby uwieczniać procesy tworzenia makijaży tymi paletkami :)

    Obsession - też się zdziwiłam jak tak to koło siebie wszystko ułożyłam :)

    sauria80 - przekażę :)a recenzje będą się powoli pojawiać, na razie jestem w fazie intensywnego testowania :) póki co polecam tusz Lash Love (moja wersja jest śliwkowa, ale są też inne warianty kolorystyczne), bo wg mnie jest naprawdę świetny, ale te kolorowe to niestety edycja limitowana ;/

    Ev - no już ledwo, ledwo :) trzeba będzie przeorganizować szufladki :)

    niecierpek - recenzję wrzucę juz niedługo, bo w zasadzie już wszystko o tym olejku wiem :) dla mnie na jesień/zimę - must have :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Paula - a faktycznie, machnęłam się :) nic nie szkodzi - jak widzisz błąd to wypominaj bo ja czasem ślepa jestem :D a lakier ostatnio u Ciebie widziałam, więc niedługo zagoszczą na nim białe kropki :D

    Iza - też tak sądzę :D

    Kamyczek - postaram się sprężyć z recenzjami, mam nadzieję, że sprawnie mi to pójdzie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. wow, szaleństwo :) w pozytywnym tego słowa znaczeniu :)

    OdpowiedzUsuń
  12. simply_a_woman - jak szaleć to szaleć :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Same cudeńka.;D A najlepsza to chyba ta paleta cieni do powiek. : D

    OdpowiedzUsuń
  14. łaaa sporo tego :) Zazdroszczę ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Niezła ilość:)Nie wiem gdzie bym to jeszcze dołożyła u siebie:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Gdzie kupiłaś pędzle firmy Donegal i jakie są ich ceny? Szukam czegoś taniego do pudru/różu a te pędzle wydają się być całkiem sensowne.

    OdpowiedzUsuń
  17. Pokaźne zakupy. jeśli szuflady się niedomykają - czas na odwyk. U mnie też już się zapchały. Mąż zagroził, że jako tknę którąś z jego to się wyprowadzi ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. piękna paletka ze Sleeka, cudowne ma kolory :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Piękne łupy, te mozaiki wyglądają ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
  20. Zazdroszczę serii zimowej z floslek :)

    OdpowiedzUsuń
  21. messalexa - pędzle można kupić na stronie firmy Donegal - www.donegal.com.pl/sklep ceny również tam znajdziesz :)

    OdpowiedzUsuń
  22. świetne rzeczy , zazdroszczę tak ogromnej kolekcji, podobają mi się lakiery - baardzo ! ;)

    pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń

Proszę o nie zostawianie komentarzy typu "Zapraszam do mnie", próśb o dodanie do obserwowanych oraz podobnych służących autopromocji blogów czy stron personalnych.
Dziękuję bardzo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...