WoleProstoHeader

18 paź 2011

Panna Joanna testuje - szałowo - maskowo :)

Lubicie  maski do twarzy? Ja uwielbiam :) Stosuję szalenie nieregularnie, ale mam spory ich zapas i staram się jak mogę, aby przynajmniej raz w tygodniu po jakąś sięgnąć. Do tej pory używałam jedynie maseczek, które były w formie "mazi" bądź ewentualnie stawały się "mazią" po rozrobieniu z wodą, dlatego gdy w paczce od Asian Store znalazłam zestaw masek firmy Lioele, mocno zdziwiłam się widząc w jakiej są one formie.

Zestaw masek zapakowany był w urocze różowe pudełko, które kryło w sobie 5 kolorowych saszetek. 
Spodziewałam się, że po otworzeniu saszetki ujrzę coś o płynnej konsystencji (typu krem, żel), jednak to co tam znalazłam absolutnie typową maseczką nie było. W środku znajdowała się po prostu bawełniana maska w kształcie twarzy, z wyciętymi otworami, która była bardzo mocno nasączona oczekiwaną przeze mnie "mazią". Muszę przyznać, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona takim rozwiązaniem - zawsze drażniło mnie nakładanie maseczki, potem jej zmywanie, w międzyczasie maska lubiła zacząć sobie spływać. A tutaj wystarczy przyłożyć maskę do twarzy, pozostawić na kilkanaście minut, następnie zdejmujemy maskę z twarzy, a żel (krem, płyn? "maź" :D) możemy wmasować w skórę. 
Sama maska jest bardzo przyjemna w obsłudze, otwory są wystarczająco duże, dodatkowo wycięcia po bokach umożliwiają dopasowanie maski do naszego kształtu twarzy. Ja miałam początkowo drobne problemy, ponieważ sama maska jest raczej sporych rozmiarów i ciężko było mi ją idealnie "docisnąć' do skóry, jednak trochę pomanewrowałam i dałam radę ;)

O konkretnych maskach zaraz napiszę kilka szczegółów, jednak najpierw chciałabym uprzedzić, że w moim odczuciu maski niewiele się od siebie różnią i ciężko jakoś rozlegle opisać każdą z osobna, więc pewne punkty, siłą rzeczy, będą się powtarzać.
Mimo tych małych różnic, ja mam swojego faworyta, więc maski opiszę w kolejności od najulubieńszej do tej, która zrobiła na mnie najmniejsze wrażenie (mimo, że bubla tu nie znalazłam żadnego).

Zdecydowanym faworytem jest dla mnie wyżej pokazana maseczka. Wg producenta:
Rozjaśniająca maseczka wstępnie nasączona wysoko skoncentrowaną arbutyną. Ogranicza produkcję melaniny, ma działanie wybielające i rozświetlające. Kompleks naturalnych składników – arbutyny, ekstraktów z morwy, zielonej herbaty i pomarańczy, dogłębnie penetruje skórę rozjaśniając ją i dostarczając nawilżenia. Pomaga zachować zdrowy i świeży wygląd.
Nie zawiera alkoholu i barwników.

Jak dla mnie bomba! Oczywiście po jednorazowym użyciu nie możemy liczyć na to, że nasza skóra nagle stanie się jasna, ale efekt rozjaśnienia jest mimo wszystko widoczny. Cera wygląda zdecydowanie zdrowiej, drobne przebarwienia stają się mniej widoczne. Ja mam dość ziemisty odcień cery, moja skóra często wręcz wygląda jakby była szara - po użyciu tej maski widzę różnicę, skóra zdaje się być bardziej świetlista. Poza tym plus za bardzo przyzwoite nawilżenie. Oraz za zapach - zresztą zapach całego maskowego setu niezwykle przypadł mi do gustu.
Chętnie sięgnę po tą maskę ponownie, zakładam, że przy regularnym stosowaniu efekty będą świetne.

Kolejna z masek, która zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie to maska kolagenowa:

Kolagenowa maseczka wstępnie nasączona morskim kolagenem, o udowodnionym działaniu uzupełniającym naturalny kolagen naszej skóry. Formuła maski zawiera ekstrakty z miłorzębu, alg oraz morwy, które działają w głębi naskórka, gdzie skóra zaczyna się starzeć. Ujędrnia, liftinguje i witalizuje. Intensywnie odżywia cerę, która zaczyna na co dzień wyglądać bardziej świeżo i młodo.
Nie zawiera alkoholu i barwników.

To co najbardziej mi się spodobało w tej masce to to, że po jej użyciu skóra była niesamowicie gładka i miękka. *Bardzo* miękka i *bardzo* gładka. Właściwości nawilżające zaliczam na wielki plus, ponieważ efekt utrzymywał się naprawdę długo. Ciężko ocenić mi właściwości ujędrniająco - liftingujące, z racji tego, że póki co nie mam nic do liftingowania ;) Aczkolwiek skóra rzeczywiście była po użyciu bardziej napięta i gładka. Użyłam jej kiedy jeszcze panowały spore upały i przyznaję, że przyniosła mi wtedy duże ukojenie.

Kolejna bardzo na tak to maseczka kojąca:

Maseczka kojąca i uspokajająca cerę. Wspiera metabolizm skóry i cyrkulację krwi, odświeża i odmładza cerę. Zawiera wysoko skoncentrowane ekstrakty z orzechów laskowych, rumianku, granatu i miłorzębu. Łagodząca esencja relaksuje zmęczoną cerę i dostarcza skórze bogatego odżywienia. Dzięki zawartości kwasu hialuronowego maska dogłębnie nawilża.
Nie zawiera alkoholu i barwników.

Tutaj również do zalet mogłabym zaliczyć bardzo dobre nawilżenie, skóra po użyciu była miękka i wygładzona. Działanie częściowo podobne do maski rozjaśniającej - cera wydawała się mniej ziemista, bardziej promienista, drobne przebarwienia stały się mniej widoczne. Wydaje mi się również, że maska nieco ściągnęła mi pory, a jako, że borykam się z problemem mocno rozszerzonych porów, jest to dla mnie wielkim plusem.

Maska kontrolująca pory również przypadła mi do gustu, jednak w porównaniu z powyższymi wypada nieco bladziej.

Maseczka kontrolująca pory oparta na ekstraktach z fasoli mung, pigwy chińskiej i hebanowca wschodniego, które pomagają oczyścić zatkane pory oraz łagodzą cerę. Wygładza szorstki naskórek i kontroluje wydzielanie sebum. Zawarta w masce tanina efektywnie ściąga rozszerzone pory.
Nie zawiera alkoholu i barwników.

Maska nie jest zła, wręcz przeciwnie. Skóra po użyciu jest przyjemna w dotyku, miękka, wygładzona (uczucie porównywalne do tego po zrobieniu peelingu). Pory są lekko ściągnięte, czuć to oczyszczenie. Jednak w porównaniu z maskami pokazanymi powyżej, efekty są nieco mniej trwałe i mniej odczuwalne. W moim przypadku doszedł problem polegający na lekkim ściągnięciu cery. Widocznie wyssała ze mnie resztki sebum i już nic nie zostało na mojej twarzy ;)

Ostatnie miejsce w rankingu czyli maska do cery problematycznej:

Maseczka oczyszczająca do cery problematycznej. Wspiera metabolizm skóry i cyrkulację krwi, nawilża i rozjaśnia. Zawiera ekstrakt z otrębów ryżowych, znany z właściwości przeciwzapalnych, oraz organiczny olejek z drzewa herbacianego działający antybakteryjnie. Kompleks składników – ekstrakty z fiołka, fasoli mung i portulaki, redukuje nadmierną produkcję sebum, wyrównuje koloryt i odświeża cerę.
Nie zawiera alkoholu i barwników.

Ta maska nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Nie mogę określić jej jako złej, czy jako bubla. Po prostu do mojej cery się ona średnio nadaje, choćby ze względu na brak większych problemów z cerą. Zauważyłam, że zaczerwienienie na twarzy nieco zblakły, pory były zwężone, ale maska działa jak na moje potrzeby zbyt intensywnie, co być może jest spowodowane działaniem zawartego w składzie olejku herbacianego. Do cer tłustych, z problemami - tak, dla mnie - niekoniecznie. 


Podsumowując - maski uważam za strzał w dziesiątkę! Zarówno jeśli chodzi o formę, jak i działanie, spełniają w zupełności moje wymagania. Po pierwsze trzy pozycje z listy z pewnością sięgnę ponownie.

Maski można kupić na stronie Asian Store. Cena pojedynczej maski to 9 złotych, komplet wszystkich pięciu masek kosztuje 43 złote. Osoby, które szukają dla siebie odpowiedniej, idealnej maski mogą zainwestować w taki komplet, łatwo wtedy zorientować się, która z masek posłużyła nam najlepiej i w tą właśnie zaopatrywać się w przyszłości. Set wydaje mi się również fajnym pomysłem na prezent. Jest zapakowany w ozdobne, różowe pudełko, z pewnością cieszy oko, poza tym - która z nas nie lubi dostawać kosmetyków w prezencie?;))

Pozdrawiam,
Panna Joanna

9 komentarzy:

  1. Maseczka w kształcie twarzy? Ooo, to coś dla mnie- nie lubię rozprowadzać tych mazi na twarzy. Zainteresowałaś mnie tą maseczką rozjaśniającą :)

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo, bardzo ciekawią mnie te maseczki, choć cena niezbyt zachęca :) może sobie na gwiazdkę kupię :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Widziałam gdzieś jak wyglądają :D Czad ;P

    OdpowiedzUsuń
  4. zoila - a owszem, w kształcie twarzy :) mogłam zdjęcia w sumie zrobić samej maski, jutro cyknę i wrzucę :)

    simply_a_woman - mnie się też tak wydawało początkowo, ale w sumie taką maskę potem można jeszcze wykorzystać (w sensie sam ten materiał) więc jest to jakby nie było inwestycja :D

    Chanel - ja się aż zdziwiłam jak je zobaczyłam :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Zaciekawiła mnie ta maska kontrolująca pory :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też byłabym zainteresowana tą na pory hm... Pięknie opakowane :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja nie przepadam za maskami, nigdy nie chce mi się ich stosować;)

    OdpowiedzUsuń

Proszę o nie zostawianie komentarzy typu "Zapraszam do mnie", próśb o dodanie do obserwowanych oraz podobnych służących autopromocji blogów czy stron personalnych.
Dziękuję bardzo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...