WoleProstoHeader

11 cze 2011

Nocne przemyślenia Panny Joanny-SLS/SLES-czyli co co chodzi?

W związku z tym, że ostatnio coraz częściej podczas podczytywania recenzji czy przeglądania opinii na wizażowym KWC, natykam się na stwierdzenie, które w większości przypadków brzmi "nie polecam tego produktu bo ma SLS" czy "kosmetyk byłby dobry ale ma w składzie SLSy" i inne tym podobne. Zaczęłam się zastanawiać o co tak właściwie chodzi, czym owe SLSy są i co takiego robią bądź co niektórzy spodziewają się, że będą robiły i z czystej ciekawości zagłębiłam się w temat.
Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że w kwestii składów kosmetyków ekspertem nie jestem. Moja wiedza ogranicza się do tego, że Paraffinum liquidum szkodzi mojej skórze, bo to na owej skórze przetestowałam, oraz ewentualnie do tego, że parabeny są środkami konserwującymi i teoretycznie są szkodliwe, ale podobno nikt tego jeszcze nie udowodnił. Do wszelkich tego typu opinii, nawet jeśli są to opinie masowe, staram się podchodzić ostrożnie głównie ze względu na zasadę, że to co szkodzi Tobie nie koniecznie musi szkodzić mnie. Najlepszym tego dowodem jest np. gliceryna, która znajduję się w ogromnej ilości kosmetyków, we wszelkich kremach czy podkładach. Często spotykam się ze stwierdzeniem, że skoro podkład ma glicerynę na drugim miejscu w składzie to na pewno będzie zapychać. W zasadzie nigdy nie zwracałam uwagi na to co podkład, którego używam mam w składzie, moja cera miewa dni lepsze i gorsze więc właściwie nie miałam zbytnio żadnych podstaw aby móc jednoznacznie określić czy i mnie gliceryna robi tą krzywdę czy może jednak jest dla mnie nieszkodliwa. Pomysł na rozwiązanie tego dylematu okazał się prosty-kupiłam w aptece glicerynę i po kilkudniowym nie-stosowaniu podkładów i innych mazideł z gliceryną zrobiłam test, który na wyrost można by określić próba uczuleniową. Rezultaty były zaskakujące-w okresie, kiedy odstawiłam kosmetyki z gliceryną nie nastąpiła żadna zauważalna zmiana-stan cery ani się nie pogorszył ani się nie poprawił-czyli 'dzień jak codzień". Po zastosowaniu samej gliceryny na twarz, również nie odnotowałam żadnych przykrych niespodzianek, więc z całkowitą pewnością, że jest to jedna z tych rzeczy, która szkodzi ogółowi a mnie nie robi różnicy, z czystym sumieniem przywróciłam do łask produkty zawierające glicerynę.
Inaczej sprawa wyglądała z parafiną-tu nastąpił podobny test, ale zamiast czystej parafiny (jakoś mnie odrzuca taki pomysł) zastosowałam kremy typu Nivea, Bambino itp, które biorąc pod uwagę skład składają się w dużej mierze właśnie z parafiny. Efekt był natychmiastowy-dwa-trzy dni stosowania kremów (których normalnie nie używam bo są dla mnie zbyt toporne, a w moich "codziennych" kremach czy podkładach parafiny albo nie było albo występowała gdzieś daleko w składzie) i na twarzy miałam coś co najłagodniej można by określić "polem pobitewnym". Krosta obok krosty, czarna kropa obok czarnej kropy.
Wracając do głównego tematu dzisiejszego posta-o SLS czy SLES (SLS=Sodium Lauryl Sulfate; SLES=Sodium Laureth Sulfate) wiedziałam jedynie tyle, że są to substancje, które stosowane są w środkach myjących. 
Po jakimś czasie gdzieś doczytałam, że są to silne detergenty często powodujące reakcje alergiczne.
Temat jakoś ciągle mi uciekał, nie poświęcałam mu zbytnio uwagi aż do wczoraj. Podczas kąpieli delektując się zapachem kokosowego mleczka do kąpieli z Ziaji, z ciekawości zerknęłam na jego skład. Na drugim miejscu, zaraz za wodą znajdowała się substancja zwana Sodium Laureth Sulfate. Spojrzałam na nazwę raz jeszcze i nastąpiło olśnienie-to jest ten słynny SLES! (wiem, że pewnie wydaje się Wam to oczywiste jednak jak pisałam-nie zwracałam na to nigdy specjalnie uwagi, a potem w różnych kątach internetu zaczęły się przewijać te nazwy ale przeważnie w formie skrótów;)).  Przyjrzałam się składam wszystkim szamponom, żelom do twarzy, płynom do kąpieli itp. kosmetykom, które znalazły się w zasięgu moich rąk. Ze zdziwieniem odkryłam, że wszystkie szampony (poza Alterrą) miały wysoko w składzie SLES lub SLS, w żelach pod prysznic/płynach do kąpieli również zajmował wysoką pozycję. Podobnie było z środkami, których ja i moja rodzina używamy do mycia twarzy-poza żelem z Biedronki większość miała SLES lub SLS na bliższych lub dalszych pozycjach składu.
Zrozumiałam skąd zainteresowanie składnikiem, który w kosmetykach jest tak powszechnie stosowany. Podobnie jak kiedyś sporne kwestie w sprawie gliceryny i parafiny, również i SLSy musiały dorzucić swoje trzy grosze-w końcu chyba wszyscy chcemy wiedzieć czego tak naprawdę używamy. Zaczęłam kopać po internecie i mimo, że zdania są podzielone, to jednak szla przechyla się na korzyść zaciekłych przeciwników tych składników. Ja sama po przeczytaniu kilku/kilkunastu artykułów na ten temat i przejrzenia kilku forum poświęconych tej tematyce wciąż nie mogę się jakoś zdecydować jakie jest moje własne zdanie.
Co znalazłam? 
Przede wszystkim same nazwy są już przy pierwszym zetknięciu się z nimi dosyć odstraszjące:
SLS=Sodium Lauryl Sulfate=laurylosiarczan sodu
SLES=Sodium Laureth Sulfate= sól sodowa siarczanu oksyetylenowanego alkoholu laurylowego
Moje pierwsze odczucie było takie, że stosowanie soli sodowa siarczanu oksyetylenowanego alkoholu laurylowego nie może być niczym pożytecznym choćby ze względu na samą nazwę-jakoś słowa "siarczan" i "alkohol", na dodatek jeszcze obok siebie, absolutnie mnie odstraszają.Tutaj małe dopełnienie-siarczan mnie kojarzy sie głównie ze żrącymi kwasami, natomiast wg informacji podanych przez Siulke,a  ona zna się na tym lepiej niż ja-siarka jest bardzo pozytywnym składnikiem kosmetyków.
Są to mówiąc prosto-syntetyczne detergenty.. Pomijając kosmetyki pielęgnacyjne, związki te możemy spotkać we wszelkich płynach do mycia naczyń, podłogi czy okien, w płynach do czyszczenia urządzeń elektromechanicznych. Jeśli by spojrzeć na to jak szeroka jest gama produktów, w których znajdują się SLSy, można by wysnuć przypuszczenie, że jest to środek uniwersalny i, że umyć można nim praktycznie wszystko. Czy prawda jest jednak taka kolorowa? Faktem jest, że substancje te są substancjami bardzo tanimi i dlatego są chętnie stosowane przez producentów. Ich dodatkową "zaletą" jest, że bardzo mocno się pienią, dlatego dodawanie ich do kosmetyków np. myjących mogłoby znaleźć uzasadnienie-akurat tego nie rozumiem, ale wiele razy natknęłam się na negatywne opinie na temat kosmetyku typu żel do mycia twarzy czy szampon, które traktowały o tym, że kosmetyk byłby całkiem fajny ale słabo się pieni, przez co mam wrażenie jakbym się w ogóle nie umył/a. Moim zdaniem jeśli kosmetyk dobrze spełnia swoją rolę-oczyszcza dokładnie skórę, czy działa odpowiednio na nasze włosy-nie ma znaczenia czy się pieni czy nie. Ale wiadomo-każdy lubi co innego. 
Natomiast bezwzględnym minusem tych substancji jest, to w jaki sposób MOGĄ wpływać na naszą skórę. SLSy mają działanie drażniące, wysuszające. Mogą powodować swędzenie, wysypki i uczulenie. W przypadków włosów może to być ich łamliwość i rozdwajanie. W przypadku gdy skóra jest już mocno wysuszona, może  zacząć się łuszczyć-w przypadku włosów może to doprowadzić do łupieżu. SLSy mogą się również przyczyniać do powstawania wykwitów skórnych, przez co są one przeciwwskazane dla osób chorych na atopowe zapalenie skóry. Oprócz tego, SLSy usuwają (oprócz oczywiście zanieczyszczeń) lipidy czyli tłuszcze niszczą barierę hydrolipidową naskórkaco prowadzi do zaburzenia funkcji barierowych skóry. Usunięcie substancji zakwaszających wchodzących w skład płaszcza hydrolipidowego skóry podwyższa pH, co sprzyja rozwojowi bakterii i grzybów na powierzchni skóry oraz podrażnieniom
Wygląda na to, że w zasadzie poza tym, że SLSy dobrze spisują się jedynie w kwestii oczyszczania, plusów żadnych wymienić nie można.
Jednak należy się zastanowić-skoro są to substancje tak szkodliwe to jak to możliwe, że znajdują się w tak wielu produktach, również w tych przeznaczonych do higieny człowieka? Czy producenci przed wypuszczeniem na rynek swoich produktów nie muszą poddawać ich odpowiednim atestom?
Moim skromnym zdaniem nikt kto ma na to wpływ, nie pozwoliłby aby na sklepowych półkach stały produkty, które w jakiś sposób zagrażają naszemu zdrowiu czy życiu. 
Obrońcą tych detergentów absolutnie nie jestem, przekonałam się w pewnym stopniu na własnej skórze, że w niektórych przypadkach szkodzą bardziej niż mniej. Pierwszy przykład z brzegu-od kiedy zmieniłam pielęgnację włosów na serię Alterry moje włosy są w naprawdę dobrej kondycji.  Nie przetłuszczają się tak szybko jak kiedyś, są bardziej błyszczące, skóra na głowie nie łuszczy się i nie swędzi. Również żele do mycia twarzy, które kiedyś stosowałam (teraz jestem wierna micelowi z BeBeauty) mogły powodować, że moja skóra była bardziej wysuszona. 
Jednak we wszystkim należy zachować umiar. Alterry nie zamienię bo służy mi jak nic innego wcześniej, ale nie wykluczam, że mogłabym stosować w ramach jakiejś przerwy szamponu, który zawiera SLS. Oczywiście jeśli będę miała do wyboru dwa-jeden w którym te substancje będą na wysokim miejscu w składzie i drugi-gdzie SLS znajdzie się dalej, to oczywiście pewnie wybiorę ten drugi. Podobnie sprawa ma się z żelami/mleczkami pod prysznic. Nie zauważyłam żeby kokosowa Ziaja wyrządziła mi jakąś namacalną krzywdę, codziennie smaruję skórę balsamem czy masłem do ciała więc problemu wysuszenia czy podrażnień nie zauważam. Jeśli jednak znajdę jakiś odpowiednik, który SLS nie ma, bądź ma go w dalszej części składu-pewnie się dwa razy zastanowię zanim dokonam zakupu. Aczkolwiek tyle lat już żyję i używam kosmetyków, które zawierają te detergenty (tak zakładam, bo jednak SLS nie jest chyba żadnym nowym wynalazkiem) i nadal żyję, skóra mi nie odpadła więc umycie się po raz kolejnym żelem, który zawiera SLS raczej mnie nie zabije.  Inaczej sprawa ma się z pielęgnacją twarzy-tu ryzykować nie zamierzam, zwłaszcza, że moja skóra jest wrażliwa i sucha sama z siebie. Poprawę zauważyłam rzeczywiście od kiedy używam żelu, w którego składzie SLSów nie ma (sprawdziłam-w poprzednim, którego używałam-był). Skoro mi to służy, skoro zauważam poprawę-tego się będę trzymać i na pewno będę na to zwracać uwagę w przyszłości. 

Się rozpisałam....Ciekawe czy ktoś da radę doczytać do końca :))
Zachęcam do wypowiadania się-może znalazłyście jeszcze jakieś inne ciekawe informacje, które spowodują, że ostatecznie powiem "nie" lub "tak" tym substancjom???


Pozdrawiam,
Panna Joanna

22 komentarze:

  1. Uff doczytałam :)))
    Powiem Ci Joasiu, że u mnie sprawa wygląda tak:
    skórę na ciele mam normalną i z wyjątkiem zimy po prysznicu/kąpieli w SLSach moja skóra wygląda i zachowuje się normalnie.
    Z twarzą jest podobnie jak u Ciebie, nie chcę ryzykować, staram się omijać szerokim łukiem żele z SLSami, bo najzwyczajniej w świecie przesuszają moją mieszaną cerę i destabilizują warstwę lipidową.
    Jest jeden zasadniczy problem: żele bez SLSów nie pienią się w większości :/ z tego powodu odstawiłam biedronkową galaretkę micelarną, z tego też powodu znudził mi się żel uniwersalny BabyDream z Rossa. Fakt - myją, ba! nawet lekko pielęgnują skórę, ale nie pienią się...
    O ile żele pod prysznic kupuję głównie ze względu na zapach ;))) to już z żelami do buzi jest więcej zachodu... jakby nie mogły się super pienić i nie mieć SLSów :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dobry post! Wreszcie wszystko zebrane w jednym miejscu, pigułka informacji.
    Ja uważam, że każdy powinien sam zdecydować czy SLS bardzo mu przeszkadza, czy nie.Niestety wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że źródłem np łupieżu może być ten składnik. Wystarczy ruszyć głową i zamiast szamponu za 100zł, który ma na celu pozbycie się łupieżu zainwestować w szampon bez SLSu za 4 zł (np Babydream rossmanowski). Podobnie jest z żelami pod prysznic - zamiast żelu za grosze i balsamu za miliony monet, wystarczy zapłacić troszeńkę więcej za żel bez SLSu i balsam w rozsądnej cenie. Bądźmy mądrymi konsumentami:)
    Co ja zauważyłam - jeżeli szampon ma silikony i SLS jest ok, jeżeli natomiast ma sam SLS i jest bezsilikonowy - tragedia, przesuszenie skóry głowy, łupież, suche włosy, nawrót wypadania, itd. Z tymi silikonami to też skomplikowana sprawa jest, długo by pisać:)

    OdpowiedzUsuń
  3. I jeszcze jedno - zainspirowałaś mnie do napisania kolejnej już u mnie notki na temat SLSów. Mogę powołać się na Twoją notkę?:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Też doczytałam. I ja w sumie niby wiem które substancje są niby szkodliwe (oczywiście tak pobieżnie ale czytając fora, blogi itp. takie rzeczy zapadają w pamięć)ale kieruję się reakcją mojej skóry a nie powtarzanymi sloganami :) I mnie np. bambino czy nivea nic złego nie robi. Bambino używam na twarz na noc bardzo często :)
    I ciekawe te Twoje eksperymenty :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. czytałam gdzieś kiedyś, że o ile kosmetyk zawierający sls można spłukać, to nie trzeba się bać tych substancji :) generalnie nie należy pozostawiać ich przez długi czas na skórze i tego się trzymam. wiem też, że sles jest łagodniejszą postacią sls i jeśli mam do wyboru jedno albo drugie, zawsze wybiorę opcję łagodniejszą. mimo wszystko wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach naprawdę ciężko jest uniknąć kosmetyków z slsami, dlatego generalnie przestałam zwracać na nie uwagę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. To ja trochem sprostuję jeśli mogę :D

    1. SLS=laurylosiarczan sodu
    2. SLES=sól sodowa siarczanu oksyetylenowanego alkoholu laurylowego
    3. "...słowa "siarczanowy"(...)mnie odstraszają." - siarka jest bardzo pozytywnym składnikiem kosmetyków ;)
    4. SLSy nie przyczyniają się do powstawania Atopowego Zapalenia Skóry - AZS jest chorobą uwarunkowaną przede wszystkim genetycznie (czynniki środowiskowe nie są wymieniane wśród kryteriów większych rozpoznania AZS), jedyne co, to mogą spowodować pojawienie się wykwitów skórnych, będących objawem tej dermatozy u osoby już chorej - są przeciwwskazane u osób z atopią
    5. tłuszcze mają odczyn obojętny (w przeciwieństwie do kwasów tłuszczowych - które mają odczyn kwaśny) - ich usunięcie z powierzchni skóry nie jest równoważne ze zmianą pH - możemy je usunąć sokiem z cytryny, a pH będzie kwaśne ;), natomiast SLSy usuwając tłuszcze z powierzchni skóry niszczą barierę hydrolipidową naskórka i tutaj - tak jak napisałaś - funkcje barierowe zostają zaburzone - odbudowaniu warstwy hydrolipidowej po myciu służą właśnie wszelkie balsamy, toniki, mleczka, odżywki, natomiast usunięcie substancji zakwaszających wchodzących w skład płaszcza hydrolipidowego skóry - owszem, podwyższa pH :), co sprzyja rozwojowi bakterii i grzybów na powierzchni skóry oraz podrażnieniom

    Poza tymi paroma rzeczami, które wpadły mi w oko do sprostowania, bardzo fajny i rzeczowy post :D. Dobrze, że zwracasz na to uwagę :D

    I jeszcze moje parę groszy... Ja, jak to wielokrotnie podkreślałam, przede wszystkim nie jestem zwolenniczką popadania w przesadę - SLSy szkodzą przede wszystkim osobom nadwrażliwym na substancje drażniące, a zwykłym śmiertelnikom nie tak bardzo. Ich negatywne działanie możemy zminimalizować lub zniwelować poprzez stosowanie, po użyciu środków zawierających SLSy, balsamów, odżywek, toników, mleczek - czegoś co pomoże przywrócić naturalną barierę hydrolipidową skóry i pH :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Joasiu - dziekuje Ci za tego posta, w koncu troche mi sie przejasnilo (przy okazji dziekuje tez siulce za komentarz powyzej ;). Bomba :*
    Ja ogolnie staram sie unikac SLS/SLES, ale tez nie panikuje jak je znajduje w szamponach. Na zmiane uzywam tych bez i z i jest ok :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ostatnio też rozmyślam nad SLSem, a mam skórę sucha i wrażliwa. Stwierdziłam wiec ze czas sprawdzić jak to jest: czy on rzeczywiście ma wypływ na wysuszenie i podrażnienia mojej skory.

    Kupiłam szampon Babydream i mydełka naturalne z tluszczu roślinnego, o ktorych pisałam ostatnio u siebie i jestem zaskoczona.
    Włosy i skora głowy odżyły a moja skora na ciele i twarzy w końcu nie jest wysuszona, zniknęły suche "placki", podrażnienia, skóra po kąpieli nie jest spięta a gładka i nawilżona. Wiec mi jak na razie brak SLSow raczej słuzy;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Doczytałam, trochę wiary w czytelniczki ;)))

    Bardzo dobry post, świetnie uzupełniony przez niezawodną Siulkę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Idalia-widzę, że odczucia mamy podobne :) z tą różnicą, ze ja akurat lubię żelowy micel z Biedronki i nie przeszkadza mi brak piany :))

    obojętniejaka-cieszę się, że notka się przydała :) oczywiście powołac możesz się jak najbardziej,tylko daj mi minutę bo musze edytować posta o wiadomości Siulki :))

    tylkokasia-eksperymenty czasem są potrzebne żeby nie wpaść nie w paranoję :))) A kremów typu Bambino itp uzywa czasem moja mam i jej np. dobrze służą :)

    a.-ta informacja też rzuciła mi się gdzieś w oczy :) ale jakby się zastanowić-SLSy występują głównie w środkach do mycia, a więc przeważnie je spłukujemy :))

    Siulka-:* troszkę liczyłam na to, że wpadniesz tutaj i zrobisz małe sprostowanie :) większość informacji, które tutaj zamieściłam, wyszukałam w internecie, na różnych stronach, a internet niestety jest nie tylko kopalnią wiedzy ale i źródłem błędów :) Dlatego liczyłam na opinię eksperta :D zaraz edytuję posta o podane przez Ciebie informacje, żeby nie wprowadzac czytelników w błąd :) dzięęękuję :):*

    Urbanku-Siulka jest niezastąpiona :D mnie do tej pory irytowało, że nie mogłam znaleźć wszystkich konkretów w jednym miejscu stąd pomysł na zebranie je do kupy :)

    ewwwa-te naturalne mydełka kuszą mnie już od dłuższego czasu głównie ze względu na to, że chcialabym sprawdzić jak działaja na moją skórę twarzy :) trzeba będzie w końcu spróbować :)

    cammie-ja w Was wierze !:) ale sama nie wiem czy bym dała radę przebrnąć przez taką kobyłe :D Informacje podane przez Siulkę zaraz ładnie wplotę w całość i będzie miodzio :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny post. Sama kiedyś zupełnie przypadkowo wpadłam na wizażowy wątek o SLSach. Postanowiłam wymienić kosmetyki na te bez SLS, co jest rzeczą ciężką, ponieważ jak sama zauważyłaś SLSy są wszędzie.
    Na początku ciężko przejść na szampon bez SLS, zwłaszcza dziecięcy, plątał moje włosy i ciężko się spłukiwało. Później była euforia, włoski mięciutkie, lekkie. Pomyślałam sobie, po co mi to. No ale niestety po 2-3 miesiącach włosy wyglądały strasznie, wróciłam do zwykłych szamponów i żyję :) chociaż jedynym szamponem bez sls który dobrze działa na moje włosy jest alterra.
    Swoją drogą SLS są polecane jeśli stosujemy odżywki z silikonami, lub różne dodatkowe mazidła do włosów.
    Na skład szamponów już nie patrzę, ale żel do twarzy używam bez sls już dobre 2 lata, w końcu skóra nie przesusza mi się tak bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  12. Magrat-Alterrę bardzo lubię, te dziecięce szampony typu rossmanowskie tip. robiły moim włosom krzywdę :) a można spytać jakiego żelu uzywasz?:))

    OdpowiedzUsuń
  13. Już chyba ponad rok żelu BeBeauty z Biedronki :) tego micelarnego, robiłam zapasy gdy tylko się pojawiał, a teraz jest w stałej ofercie. A w międzyczasie i wcześniej używałam olejków myjących z biochemii urody- dobrze zmywają i są wydajne. Były jeszcze różne cleansery z lusha, ale do micela z biedro wracam wiernie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Magrat-ten żel jest moim ulubionym :)) na szczęście w "mojej" jest go zawsze dużo, bo inaczej też musiałabym robic zapasy ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Troszkę się przydałam :D. Teraz post jest cud, miód, malyna :*.

    OdpowiedzUsuń
  16. ja generalnie nie zauważyłam, żeby któraś z tych substancji mi szkodziła, ale po zużyciu zapasów kosmetyków do twarzy postaram się szukać tych bez SLS/SLES; w żelach do mycia ciała substancje te w ogóle mi nie przeszkadzają, bo zawsze używam balsamów

    bardzo ciekawy post Joasiu :)

    OdpowiedzUsuń
  17. ja zamierzam wypróbować szampony Alterry, jestem ciekawa czy mi posłużą, bo byłam ochoczo nastawiona do Babydream'a, ale moje włosy są po nim jakieś takie dziwne, zdecydowanie lepiej służył mi np Garnier Citrus Detox. zaznaczę, że nie używam szamponów nawilżających i wygładzających, bo moje proste włosy są po nich tak wygładzone, że przypominam jamnika, więc szampony oczyszczające nie są mi obce, ale zdecydowanie wolę choćby Bambi. podziwiam Twoją wolę testowania na sobie gliceryny itp :D
    co do SLS w produktach myjących to chciałabym też wypróbować żele BeBeauty skoro nie zawierają SLS, nie spotkałam jeszcze żelu pod prysznic, czy do twarzy, który w jakimś stopniu by mnie nie wysuszał.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja staram się wybierać mniejsze zło jeżeli chodzi o kosmetylki (również o żywność) żeby były jak najbardziej naturalne i pasowały do mojej wymagającej skóry do któej ciężko cokolwiek wybrać. Chciałabym używać kosmetyków prawdziwych organicznych a nie jakiś pseudo eko ale na takie z certyfikatami mnie nie stać. A po drugie najpierw wolałabym jakąś próbkę bo w ciemno nie będę kupować za drogie.
    Mam stwierdzone atopowe zapalenie skóry łuszczycowe przeważnie tylko zimą i łojotokowe na nosie i czole latem. Więc same skrajności.
    Szampon do włosów najlepiej mi służy zwykły. Mam babydream niby taki zachwalany a ja nie widzę różnicy między nim a innym jakimś z slsami i innymi rzeczami.Więc po co przepłacać.
    Do mycia ciała jestem zadowolona z hippa z tej serii bio oraz bazy do mycia z ziaji med. Albo jedno albo drugie te dwa żele moja skóra lubi najbardziej. Od wielkiego święta kupuję jakieś kolorowe zapachowe żele krzywdy nie robią ale jednak skóra lepsza po tamtych.
    Do twarzy również mam problem z doborem czegoś obecnie krem z tej serii hippa co mam żel

    OdpowiedzUsuń
  19. A i zapomniałam dodać nie lubię piany!!!Czym mniej się pieni tym lepiej!!!

    OdpowiedzUsuń
  20. siulka-dziękuję raz jeszcze :D w sumie nie pomyślałam bo mogłam Ci przesłać tego posta przed opublikowaniem cobyś błedy sprawdziła-następnym razem dwa razy pomyślę :P

    simply_a_woman-jakoś taka wena mnie naszła o 11 wieczorem :D

    edtt-żele z Biedronki (micelarny i ten z drobinkami peelingującymi)są naprawdę warte uwagi :) seria z Alterry (ja używam aloesowej) jest świetna :) a co do testowania-jakoś musiałam to sprawdzić :D

    monia-mi piana nie przeszakdza, aczkolwiek jak jej nie ma to też mi to nie robi róznicy :) Twoja skóra wygląda na problematyczną więc zdecydowanie powinnaś zwracać uwagę na składy kosmetyków :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Też doczytałam do końca + wszystkie komentarze ;)
    Świetny post! Jestem pod wrażeniem :)
    Skoro tak chwalicie, muszę się rozejrzeć za tymi kosmetykami Alterra :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Inulinus-cieszę się, że post (i temat) przypadł do gustu :) a kosmetyki oczywiście polecam, nie dość, że mają dobry skład to są taniutkie :)

    OdpowiedzUsuń

Proszę o nie zostawianie komentarzy typu "Zapraszam do mnie", próśb o dodanie do obserwowanych oraz podobnych służących autopromocji blogów czy stron personalnych.
Dziękuję bardzo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...